piątek, 17 kwietnia 2015

Virgin Snow - Rozdział 29.

            A Taemin? Zgodził się. I niespełna trzy tygodnie później pakowali się. Podekscytowani, radośni, pełni nadziei. Mieszkanie było małe, ale słoneczne, przytulne – jak stwierdziła Kang Hee zadowolona i dumna z syna, który postanowił żyć na własny rachunek.
            Minho aż nie wierzył, że doświadczył takiego szczęścia. Nie podejrzewał siebie o takie pokłady dojrzałości. Tania kawalerka tylko czekała na wprowadzkę. Umowa była podpisana, a droga do Seulu zdecydowanie się dłużyła.
            Postanowili, że zostawią w rodzinnym mieście komitet pożegnalny złożony z jego rodziny i ojca Taemina – byli przecież dorośli, nie potrzebowali nianiek. Z przyjaciółmi nawet się nie żegnał, skoro i tak mieli niedługo się spotkać w wielkim mieście, w stolicy. Nie przeszkadzało mu to jednak, aby zatrudnić ich jako pomocników przy pakowaniu. Nawet nie spodziewał się, że ma tak dużo rzeczy.
            Całe to przygotowanie, cały szum przy przeprowadzce, cały ten entuzjazm miał swój cel i wszyscy dookoła to wiedzieli. Sztuczne tryskanie energią, próba wplątania Taemina we wszystkie prace. Byle tylko nie zaszył się w pokoju, byle nie siedział na kanapie, byle nie wylegiwał się za długo w łóżku. Bo gdy człowiek się męczy, jest głodny – Taemin ostatnio tracił apetyt. Bo gdy człowiek wychodził na zewnątrz, łapał słońce – Taemin ostatnio był bardzo blady i osłabiony. Bo gdy człowiek wstaje rano i robi mnóstwo zabawnych rzeczy jest szczęśliwy i pełen sił – Taemin ostatnio chodził ospały i nie chciało mu się wstawać z łóżka. A wszyscy dookoła się martwili, a Taemin to bagatelizował. Niknął w oczach. Minho nie wiedział co może zrobić, oprócz tych małych rzeczy które na krótki moment rozpogadzały jego twarz.
            - Zadowolony? – zapytał łagodnie Minho, kiedy wyjechali z miasteczka i nieuchronnie zbliżali się do ich nowego życia. W spadku otrzymał na własność auto mamy, dzięki czemu podróż była o wiele przyjemniejsza.
            - Czuję, że żyję – z uśmiechem powiedział Taemin, po czym ziewnął donośnie.
            - Zdrzemnij się jeśli chcesz – zaproponował Choi i zajął się jazdą.
            Z zatroskanym wyrazem twarzy spoglądał co chwila na Taemina, widząc jak jego twarz wykrzywia się co pewien czas w bolesnym grymasie. Myślał o tym ile szczęścia go spotkało i że karma musi oczywiście wrócić. Szkoda, że tylko nie w tym pozytywnym sensie. Bo coś na pewno wróci – tylko to złe i niepotrzebne; sprawiające ból. Chciał spędzić z nim tyle czasu, żeby uzbierać wspomnień na zapas. Żeby codziennie móc przywracać inne zdanie, inną sytuację. Tak, żeby nigdy nie zapomnieć. Chciał poświęcić mu tyle uwagi, żeby potem z podniesionym czołem i bez żalu, pozwolić mu odejść. Wiedział jednak, że jego serce nie przewiduje takiego scenariusza, nie chciał pozwolić mu zniknąć. Był samolubny. Dać mu palec, a będzie chciał całą rękę. Ba, żeby tylko rękę. Chciał zatrzymać go całego. Tylko dla siebie. Na całą wieczność.
            Z trwogą spotykał się z nim każdego dnia i stwierdzał dobitnie, że wygląda coraz słabiej. Że jego światło gaśnie. A on nie mógł zrobić nic, żeby rozbłysło z pełną mocą. Zastanawiał się jak to będzie, kiedy otworzy oczy i będzie widział Taemina. Kiedy obejrzy się za siebie, a ten będzie oglądał telewizję. Jak to będzie mieć go na co dzień. Czy wtedy też będzie zauważał te wszystkie zmiany? Czy po prostu przegapi ten krytyczny moment i znowu sparaliżowany strachem… tym razem pozwoli mu umrzeć? Bał się jak cholera, że nie podoła.
            Jeszcze tydzień po zaaklimatyzowaniu się w nowym mieszkaniu, po sypialni i kuchni walały się pełne kartony. Zwyczajnie brakowało miejsca na tyle rzeczy, które im się wymarzyły i które zabrali.
            Siedzieli razem na małej kanapie i przerzucali kanały co kilkanaście sekund.
            - Nic nie ma – westchnął zrezygnowany Minho. Taemin rządził pilotem.
            - Sprawdzę jeszcze raz – mruknął Lee i już robił kolejną rundkę po kanałach.
            - Przestań – mruknął Minho i oderwał się od materiałów, które od godziny go nudziły. Jego kierunek był całkiem, całkiem – informatyka. Jednak biuletyn, który otrzymał był okropnie nudny. Wyrwał Lee pilota z dłoni i wyłączył ekran – Zróbmy coś – powiedział zdecydowanie.
            - Co? – burknął niechętnie Taemin i uporczywie wpatrywał się teraz w wyłączony telewizor.
            - To – warknął Minho, złapał zdecydowanym ruchem Lee za brodę i przyciągnął do siebie. Jak nie wiesz, jak spacyfikować agresywnego chłopaka, zaskocz go. Najlepiej pocałunkiem. Długim, mokrym i namiętnym.
            Taemin jęknął mimowolnie w jego usta i poddał się. Jego ramiona rozluźniły się i niezgrabnie wdrapał się na kolana Minho.
            - Lepiej? – zapytał Choi, odsuwając się odrobinę od blondyna i łapiąc oddech.
            - Znacznie – odparł, na jego ustach błąkał się uśmiech – Może jakiś obiad? – zapytał i niezgrabnie zaczął zsuwać się z kolan Minho.
            - Nie ma mowy – mruknął Minho. Przycisnął blondyna bliżej do siebie i zanurzył nos w jego włosach, łapiąc zębami płatek ucha chłopaka. Wiedział, co działa na niego najlepiej. Nie mylił się, Taemin zadrżał rozkosznie w jego ramionach.
            - Czyli nici z obiadu? – niewinnie zapytał Lee.
            - Zależy jakiego rodzaju obiad masz na myśli – głos Minho był przyjemnie zachrypnięty.
            Taemin zakręcił się biodrami, czując pobudzenie Minho i uśmiechnął się szeroko.
            - Chyba bardzo duży obiad – lekko wzruszył ramionami. Choi wybuchł niepowstrzymywanym śmiechem.
            - Jesteś niesamowity i ostatnimi czasy ogromnie zboczony! Lubię to! – zakrzyknął i przytulił mocniej chłopaka do siebie – Tylko musimy skończyć te zboczeństwa, chciałem cię zabrać do parku albo wesołego miasteczka.
            - Randka? – zapytał Etamin, schodząc ostatecznie z kolan Minho.
            - Randka – przytaknął.

            Taemin zaśmiewał się co chwila, patrząc na skonfundowaną minę Minho, który mamrotał do siebie, z wściekłością wgryzając się w watę cukrową.
            - Kurwa – mruknął Choi, kiedy po raz chyba setny tego popołudnia, jakich rozwydrzony bachor wpadł na niego – Nie śmiej się – groźnie powiedział do blondyna, który zadowolonym krokiem szedł przed siebie.
            - Jesteś aspołeczny – wzruszył ramionami Etamin.
            - To nie moja wina, nie spodziewałem się, że w poniedziałki będzie tu takie przedszkole pełne krwiożerczych bachorów, które chyba za punkt honoru postawiły sobie zdemolowanie wszystkiego dookoła – burknął poirytowany, usuwając się z drogi kolejnemu szkodnikowi. Góra siedmioletni dzieciak, wpadł i tak na niego z czerwonym balonem ściskającym w dłoni. Zastanawiał się nawet przez chwilę, czy nie zetrzeć z buźki chłopca tego zarozumiałego uśmiechu, przebijając mu ten cholerny balon.
            - Nawet nie próbuj – zastrzegł Lee, przeczuwając widocznie, co dzieje się w głowie Minho – Teraz się uśmiecha, ale jak zacznie ryczeć… nie, przebijaj. W sumie chcę zobaczyć twoją reakcję – roześmiał się ponownie.
            - Cieszę się, że dobrze się bawisz – powiedział zrezygnowany.
Liczył na romantyczne popołudnie, widział dokładnie całą scenerię w swojej głowie. Oni idący pod rękę, pustymi dróżkami, śmiejący się do siebie, a nie ryzykujący utratę słuchu i kończyn, lawirując między rodzinami z dziećmi.
- Czy oni nie chodzą do szkoły? – warknął Choi – Pozabijałbym te wszystkie bachory. Dlaczego to nie może być spokojne? – jęknął.
- Chodźmy do domu strachów – zaproponował Taemin.
- Myślałem raczej o tym wielkim kole – wskazał przed siebie, na monstrualną budowlę.
Taemin wzdrygnął się.
- Nie chcę zwrócić tej pizzy, którą się raczyliśmy niedawno – mruknął nieprzekonany Lee.
- Ale dom strachów? – jęknął Minho – To dobre dla dzieci.
- Nie marudź! Sam chciałeś wybrać się do przybytku zła i małych potworków.
- Nie spodziewałem się, że poniedziałek to dzień diabła i tych gówniarzy. Poniedziałek to bolesne wstawanie i włączanie miliony drzemek, a potem spacer do szkoły, nie do wesołego miasteczka.
- Teraz masz taką minę, jakby ktoś ci zabrał loda – zaśmiał się Taemin.
- Bo jestem wkurwiony – syknął Choi -  Dobra, idziemy do tego domu strachów. Przy odrobinie szczęścia uda mi się wystraszyć jakiegoś karła – mruknął bardziej do siebie niż do Taemina.
Przeprawa pod obiekt trwała całe pięć bolesnych minut. Naprawdę był pełen podziwu dla tych wszystkich rodziców, którzy beznamiętnie i bez ani jednej wściekłej miny, prowadzili za rękę dzieciaki, które za cholerę nie chciały dopasować się do tępa starszych. Niektóre nawet donośnym krzykiem i tupaniem manifestowały, że chcą biegać i siać pogrom, śmierć i zniszczenie.
- Nie wygląda strasznie – skwitował Minho, przyglądając się budynkowi ze zmrużonymi oczyma.
- Tak pan myśli? – zapytał głos i Choi obejrzał się dookoła, próbując zlokalizować piskliwy ton.
- Na dole, Minho – mruknął cicho Taemin.
Chłopak spojrzał we wskazanym kierunku i ujrzał dwie postaci. Potworka w wieku być może sześciu lat i starszego towarzysza – tak przynajmniej przewidywał, ponieważ chłopiec był wyższy.
- Gdzie wasi rodzice? – zapytał zniecierpliwiony.
- Są na lodach i zabronili nam chodzić samotnie – bystro odpowiedział młodszy chłopiec – Weźmiecie nas ze sobą? – zwrócił się do Taemina.
- A nie przyszło wam do głowy, że rodziców się słucha? – burknął Minho.
Chłopiec przechylił głowę i parsknął obrażony.
- Rodzice są głupi, a karuzele z konikami mnie nudzą – powiedział chłopiec.
- Gówniarze – mruknął Choi i spojrzał na Taemina, jemu pozwalając decydować.
Lee natychmiast się rozpromienił – jakżeby inaczej, uwielbiał dzieciaki w przeciwieństwie do niego – i pochylił ku chłopcom.
- Dobrze – zakrzyknął zadowolony – Tylko musicie nas słuchać i się nie oddalać, dobrze? – zaklęsnął w dłonie.
- To twój rodzic? – chłopiec zapytał Minho – Mówi jak dorosły – dodał.
- Widzisz, blondasie? Zostałeś staruszkiem – zaśmiał się Minho – Dobra, gówniarze. Wprowadzamy was do przedsionka złą, tak przynajmniej twierdzi producent, a potem radźcie sobie sami. Jak uciekniecie z krzykiem, to znaczy że jesteście baby. Jasne?
Dwójka pokiwała ochoczo główkami i natychmiastowo złapała Taemina pod ręce.
- Widzisz? Tak się rozmawia z dziećmi – Minho napuszył się i uśmiechnął tryumfująco.
- Masz ich nie straszyć dodatkowo – napomknął cicho Taemin.
- Wcale o tym nie pomyślałem – niewinnie odparł Choi.
Nie spodziewał się, że dom strachów, zwyczajny dom strachów – który robił na nim wrażenie jedynie kiedy miał osiem lat – potrafi tak bardzo przyprawić człowieka o zawał. Dwójka nieznośnych chłopaków ciągle go szturchała w najmniej odpowiednim momencie, przez co łapał się za serce i przeklinał tłumiąc okrzyk przerażenia. Te wszystkie wyskakujące stwory, dźwięk niby z horroru i ciemność była wielce niekomfortowa. Uznał, że albo technika poszła do przodu, albo zwyczajnie się zestarzał, ponieważ nie był przygotowany na takie coś – zdecydowanie nie był. Ku jego wściekłości jedynymi, którzy doskonale się bawili był oczywiście Taemin, który nieustannie śmiał się z jego reakcji, i chłopcy, na których widocznie nie robiły wrażenia te wszystkie strachy.
- To wszystko przez te gry wideo i morderstwa dookoła. Bachory nagrają się w te wszystkie strzelani, naoglądają horrorów i nic im nie straszne – mruknął, kiedy szli w kierunku budki z lodami.
Tłum się przerzedził i obiekt był już niemal pusty. Powoli robiło się szaro i zdecydowanie chłodniej.
- Minho, nie przejmuj się. Masz po prostu słabe nerwy – napomknął Taemin, ukrywając uśmiech.
- To nie o to chodzi! – próbował jeszcze odzyskać resztki godności – Za moich czasów nie było tych wszystkich efektów specjalnych, a jedynymi strachami były papierowe duchy i mnóstwo serpentyn – Choi wzruszył ramionami – Widziałeś to?! Te gnoje świetnie się bawiły!
- Jakie lody? – zapytał Taemin, wyciągając drobne z kieszeni.
- Czekoladowe z czekoladowym sosem. I posypką. Trzy kulki – mruknął obrażony –Przestań! – syknął dodatkowo, widząc minę blondyna.

Było już dość chłodno i ponuro, kiedy ostatnim przystankiem okazał się park i ławka stojąca w najbardziej zacienionym i obudowanym drzewami zakamarkiem. Minho odetchnął z ulgę, mogąc napajać się ciszą i pojedynczym kumkaniem żab, a nie jak przez ostatnie kilka godzin wrzaskiem dzieci.
- Teraz jest idealnie – mruknął i wyciągnął do przodu swoje nogi. Kapsel z cichym odgłosem odleciał od butelki i już po chwili mógł sączyć zimne piwo – Cisza, spokój…
- Zjedzone lody na uspokojenie – wtrącił się Taemin.
- Potrzebowałem cukru w organizmie, tak? – odpowiedział nerwowo – Trzeba będzie zaprosić niedługo Sama i resztę na jakąś imprezę. Może poznam kogoś na uczelni? Trochę się obawiam.
- Będzie dobrze. Już pierwszego dnia będziesz miał dookoła siebie wianuszek fanek – z przekąsem powiedział blondyn – Tak jak było w szkole. Standard.
- Czyżbym słyszał w twoim głosie zazdrość? Boisz się, że poderwie mnie jakaś ponętna blondyna?
- Raczej blondyn – mruknął Lee.
- Wiesz przecież, że teraz bym cię nie opuścił, prawda? – zapytał z wahaniem.
- Wiąże nas przecież umowa na mieszkanie – parsknął blondyn – Daj mi łyka – widząc niepewną minę Minho, sam sięgnął po alkohol.
- Nie powinieneś pić – burknął Choi, chwilę się opierając.
- Ani wychodzić w taki ziąb. Ani jeść niezdrowych rzeczy. A najlepiej gdybym był podłączony do kroplówki i chemii. Tylko zapomnieli dodać, że to i tak nie przedłuży mi życia. Ups – wzruszył niedbale ramionami.
- Oj, przestań znowu zachowywać się jak zgred – fuknął Minho.
- Zaraz musimy się zbierać. Jutro zaczynasz zajęcia, musisz się wyspać.
- Jesteś bardziej podekscytowany niż ja – zaśmiał się Minho – Tak w ogóle jak chcesz, możesz chodzić ze mną. W domu będziesz się tylko nudził.
- Będę kucharzył, a pewnego dnia wyskoczę w samym fartuszku podając ci obiad – niemrawo powiedział Taemin.
- Chciałbym to zobaczyć. Pamiętaj! Obiecałeś, masz tak zrobić – zastrzegł Minho.
Westchnął ciężko, zamilkł. Zapatrzył się w ciemność. Uwielbiał tą właśnie chwilę, starał się zapamiętać. To, że nienękani problemami, które spowiła ciemność, noc, mogli chociaż na chwilę zapomnieć o złym. To było takie beztroskie, wcielić się w rolę zwykłego nastolatka, gdzie burza hormonów szaleje i myśli się jedynie o kolejnym dniu. Dniu, który może być ekscytujący, a nie pełen obaw, że Lee znowu zemdleje. Poranku, kiedy obudzi się obok niego i będzie czuł jego serce, przyklejone do jego klatki piersiowej, a nie moment, w którym nasłuchiwałby czy jeszcze oddycha.
- Wiesz, czego się boję? – starał się, by jego głos brzmiał normalnie. Nawet udało mu się stłumić tą drżącą nutę.
- Słucham – spokojnie powiedział Taemin.
- Chcę jak najdłużej zapamiętać te wszystkie dobre chwile, tworzymy razem wspomnienia, których nie będziemy mogli razem wspominać. Boję się dnia, kiedy to wszystko, nasze wspomnienia, to co trzymam w sercu, ciebie, straci twarz, zblednie – przerwał na chwilę, przywracając spokojny ton – Że będę cię kochał, nie pamiętając jaki miałeś uśmiech, jakie miałeś tiki. Że to wszystko będzie powoli znikać, albo że przestanę czuć ból za każdym razem jak o tobie pomyślę.
- Mam nadzieję, że zapomnisz o bólu – poważnie odpowiedział Lee – Nie chcę, żebyś za długo cierpiał, to bez sensu.
- A jak to będzie jedyny sposób?
- Na zatrzymanie mnie obok ciebie?
- Tak – Minho pokiwał smętnie głową.
- Znajdź inny – twardo odparł blondyn – Wierzę, że zaczniesz żyć na nowo. Zakochasz się. Może nawet w dziewczynie. Będziesz żył, nosząc wspomnienie jakiegoś tam chłopaka, w którym byłeś kiedyś zauroczony, dla którego zrobiłeś wszystko co mogłeś. Chcę żebyś był szczęśliwy. Masz tak zrobić, jasne?
- Tak, postaram się – zabrzmiało to zdecydowanie mało przekonująco.
Nie był pewien, czy na pewno da radę. Łatwo jest przywiązać się do kogoś, znacznie trudniej pożegnać, kiedy przychodzi na to moment.

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~

Witajcie! Tyle czasu minęło od ostatniego rozdziału, prawda? Dziękuję za wasze opinie i popędzanie mnie do napisania, gdyby nie Wasze pytania o datę rozdziału, ten pewnie nadał byłby w powijakach. Dziękuję za propozycję lektury, w najbliższym czasie na pewno się z nią zapoznam :) 
Pamiętajcie, że jeśli chcecie reklamować swoje blogi... wstawiajcie linki do odpowiedniej zakładki, czytanie ze zrozumieniem nie boli, naprawdę. 
Do następnego, kochani! 
Rozdział bez korekty. 

11 komentarzy:

  1. Dziewczyno, piszesz genialnie! :-) Już nie mogę się doczekać kolejnego rozdziału ;-)

    OdpowiedzUsuń
  2. Śliczny rozdział :)) życzę dużo weny i czekam na kolejną notkę pozdrawiam serdecznie

    OdpowiedzUsuń
  3. Oczywiście świetny jak zawsze!!! Chociaz wydaje mi się krótszy niż zwykle :P
    To takie piekne.. Minho tak bardzo chcę o tym wszystkim pamiętać jak Taeś umrze ;-; Ale on ma nie umrzeć!
    Jak Tae może tak spokojnie do tego podchodzic.. podziw...
    A Minho xd Eh.. coś chłopaczek nerwów nie ma xd
    Przecież to tylkooo słoodkieee dzieciaki :P
    Super rozdział!
    Weny ;)

    OdpowiedzUsuń
  4. Rozdział jak zwykle cudny. Warto jest czekać, a potem przeczytać coś równie dobrego.Dlaczego mam wrażenie, że pomału zbliżamy się do końca tego opowiadania. Jakoś tak do mnie to jeszcze nie dociera, ale muszę przyznać mimo iż Minho mnie czasami denerwuje swoim zachowaniem ma ciekawy charakter, również i Taemin, który w dalszym ciągu wydaje się taki trochę tajemniczy. No i co ja mam tutaj jeszcze powiedzieć? Weny, pomysłów i przede wszystkim czasu i chęci do napisania czegokolwiek :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Wchodzę na twojego bloga od bardzo dawna, tak będzie już z pół roku... Czemu wcześniej nie skomentowałam? Nie wiem jakoś tak wyszło i bardzo przepraszam. Wiem jak cholernie dużą motywację dają te wszystkie komentarze, dlatego wreszcie postanowiłam się ujawnić. Twoje opowiadania są cudowne, brzmi banalnie, ale to prawda ;' ) Kocham wszystko co wyszło spod twoich rączek! <3 Postaram się komentować jak najczęściej... Co do ficka, wiem że zakończy się smutno, więc z trudem go czytam, ale dotrwam, najwyżej pod koniec popłynie morze łez ;;;; Czekam wytrwale na więcej i życzę weny. Hwaiting! :) /Lee

    OdpowiedzUsuń
  6. Opowiadanie cudne! *.* kocham! i wiem, że na końcu będę płakać, chociaż kto wie może będzie happy end? :3 Cóż jeszcze mogę tobie napisać? dalszej weny i więcej pomysłów, bo masz najlepsze!! ~ Keti Moon

    OdpowiedzUsuń
  7. Kyaaa~ Rozdział cudny, co tu więcej mówić. Warto było czekać na coś takiego. Nieuchronnie zbliżamy się do końca opowiadania, ale może to nawet i lepiej? Ciekawa jestem jak je zakończysz. Liczę że nie będzie to coś w stylu "Taemin magicznym sposobem zdrowieje, żyli długo i szczęśliwie odjeżdżając razem na jednorożcu w stronę zachodzącego słońca". Jestem z tobą już jakiś czas i nawet nie pamiętam czy wcześniej coś komentowałam, więc Sumimasen. Niecierpliwie czekam na następne rozdziały i życzę duuużo weny do pisania*-*( ps. Moja znajoma zapytała ostatnio co znaczy ta emotka ^^ co byś jej odpowiedziała?)~Yavanna

    OdpowiedzUsuń
  8. Świetny, taki dzień jak co dzień. Chciałabym, żeby zawsze mogli tak wyjść i się dobrze bawić, chociaż Minho nie bawił się tak dobrze i nie mówię tu o domu strachów. Ciągle myśli o Tae, a Taemin znów się upiera. Trochę to jest już irytujące, ale po prostu czekam aż powie "Tak", choć zawsze nie wiadomo na 100% co będzie. Dobrze być realistą, ale przy wypowiedziach Minho wydaje się jakby już w ogóle nie miał nadziei. Przeczy tak trochę sam sobie, a przynajmniej ja tak to widzę. Chciałabym, żeby coś się działo, coś co by już zapoczątkowało życie lub śmierć(wolę życie of oczywiście). Jednocześnie chcę, by to już było i nie chcę, bo koniec opowiadania, do którego się przywiązało zawsze boli. Jedno czego już chcę na pewno to decyzji Taemin'a. Najbardziej boję się tego, że umrze, ale nie będę o tym myśleć teraz.
    Kiedyś pisałaś, że masz zamiar robić opowiadania z własnymi tworami. Wcześniej nie czytałam, ale jak zaczęłam to się przekonałam, że są super. Szczególnie gdzie jest określone kto jest uke, a kto seme. Dzięki Tobie zaczęłam takie czytać(choć 2min jest najlepszy, nawet od własnych postaci), wiec dzięki Ci za to!!
    Życzę weny, dużo czasu na pisanie, zdrowia i ogólnie, żeby wszystko było happy. Hwaiting! :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Nie umiem pisać długich komentarzy :/ Opowiadanie super, przepełnione emocjami. Mam wrażenie, że Tae umrze zaraz po, lub tuż przed sceną +18, bo jeżeli nie pomyliłem opowiadań to w tym tej sceny jwszcze nie było (jak była to, w którym rozdziale?), ale nie one są najważniejsze :D

    OdpowiedzUsuń
  10. Przeczytałam rozdział już w sobotę ale zwyczajnie nie miałam czasu skomentować. Rozdział naprawdę bardzo fajny. To dobrze że są ze sobą i spędzają razem czas, robiąc nawet coś błahego. Chyba powinnam się już przyzwyczaić do takiego słodkiego zachowania Choi. Aż się robi cieplej na serduszku jak on mówi o tym co chciałby zrobić z Taeminem by móc potem wspominać przeżyte razem chwile. Jego obawy i przemyślenia są bardzo trafione. Minho wydoroślał. Teraz już w pełni wziął odpowiedzialność za Tae. Już nie ma odwrotu. Mam nadzieję, że w pełni wykorzystają czas jaki im pozostał, że mimo tego bólu, jeszcze się sobą nacieszą i że w końcu Taemin przestanie negować uczucie Choi i sam powie mu te dwa magiczne słowa. Tak, wiem, czynami to pokazuje ale ja i tak czekam na wyznanie miłości :)
    Czekam na kolejny rozdział. Oby pisało Ci się go łatwiej niż ten. I wybacz za te ciągłe pytania o rozdział. Chyba powinnam nauczyć się cierpliwości ;P
    Pozdrawiam gorąco A.

    OdpowiedzUsuń
  11. Hej,
    w końcu razem zamieszkać, proszę, błagam nie zabijaj Terminal, on nie może umrzeć
    Multum weny życzę…
    Pozdrawiam serdecznie Basia

    OdpowiedzUsuń