sobota, 25 kwietnia 2015

Virgin Snow - Epilog


            Łudził się, że może być coraz lepiej. Budził się codziennie rano, robił próbę uśmiechu i sztuczną miną obdarzał Taemina, próbując zatamować swoje obawy. Potem śniadanie, uprzejmości, ruszał na uczelnię, gdzie już całkiem się zaaklimatyzował, znalazł znajomych, wracał do domu i siadał obok Lee, który cały dzień bezmyślnie przerzucał kanały w telewizorze.
            Widział, że blondyn z każdym dniem był coraz słabszy.  Liczba wizyt w szpitalu w ciągu tych dwóch miesięcy od kiedy zamieszkali w Seulu, dramatycznie wzrosła. I nie były one miłe. Tak jak on przywdziewał pozę chłopaka, który mówi „przecież to nic takiego”, mina Taemina mówiła „a może to mój ostatni raz?” i Minho miał wrażenie, że blondyn nawet by tak wolał. Żeby odejść, już, teraz, bez kłopotania się za każdym razem i zapobieżenia gorączkowej wycieczce do szpitala za każdym razem. Skończyło się na tym, że Taemin utknął w tym znienawidzonym przez siebie miejscu na dobre. Jego blada skóra niemal stapiała się ze sterylną bielą pościeli, a za towarzyszy broni, robiła cała aparatura, do której był podłączony.
            Nic nie było proste w ich związku. Wiedział, że to będzie skomplikowana układanka, jednak ciężar tego, że niektóre puzzle zaginęły, a obrazek nigdy nie zostanie dokończony, był zbyt bolesny. Ciągle miał wrażenie, że ich ciągłe przepychanki, sprzeczki – które zdarzały się często – nadają życiu sens. Że nie toną w puchu miłości, a próbują być normalni. Czasami zapominając, że burza nadchodzi nieubłaganie.
            I tak samo jak Taemin i on zaczął modlić się, żeby mógł spełnić ostatnie z pragnień Taemina. Doczekać tego ostatniego śniegu. Ostatniego i pierwszego. Liczył gorączkowo każdy dzień, niechętnie wyrywając kartki z kalendarza. Był pierwszy grudnia. Pogoda była coraz chłodniejsza, jednak nic nie zapowiadało, że w końcu się rozpada.
            - Idziemy do baru? – zapytał Kevin – Ta psychologia mnie powaliła na łopatki, baba jest nawiedzona, serio! – krzyknął rozeźlony. Jego nowy kumpel, z którym w ostatnich tygodniach zbyt często zaglądał do kieliszka. Jakby alkohol rozwiał wszystkie jego problemy. Zamiast błogiego spokoju, widział tylko zawiedzoną twarz Lee, kiedy blondyn czuł od niego alkohol.
            Minho spojrzał do góry i ciężko westchnął. Obiecał ojcu Taemina, że przejmie wartę, kiedy tylko skończy zajęcia. Ile razy marzył o tym, żeby rzucić wszystko w cholerę i zniknąć na jeden dzień. Tylko 24 godziny. Potem uświadamiał sobie, jak bardzo jest samolubny i że zwariowałby, gdyby nie mógł usłyszeć zachrypniętego głosu Lee.
            - Nie mogę. Muszę dziś gdzieś być – powiedział wymijająco i pożegnał się ze znajomym.
            - Gdybyś zmienił zdanie – zakrzyknął za nim Kevin – To będę tam gdzie zwykle! – pomachał Minho przyjacielsko.
            Na początku drażnił go zapach szpitali. Ci niemili ludzie, którzy myśleli że ich problem jest najważniejszy i jeśli nie wyzdrowieją, świat zdecydowanie na tym stracił. Dopiero potem zauważył, że ci wszyscy ludzie boją się i dlatego manifestują to, że są lepsi, ważniejsi, mają większą rodzinę, która przynosi owoce i owsiankę – dlatego babcia spod dziesiątki, kiedy tylko przychodził pojedynczy członek rodziny, zaczynała wrzeszczeć, udając radość, rzucając jednocześnie mu nienawistne spojrzenia; widziała, że gość zwyczajnie nie chce tu być i przyszedł z obowiązku aniżeli dla przyjemności. Grupa do której zaliczał się Taemin, była „norą rozpaczy”. Tak sobie to nazywał. Co prawda w jego oczach, gdy Minho przychodził, błyskały jeszcze ogniki radości, szybko jednak one zostawały zastąpione na zwyczajne zawstydzenie. Taemin chciał już umrzeć i Minho o tym wiedział. I wcale nie było mu z tym lepiej.
            - Cześć, skarbie – zaczął się nawet zwracać do niego bardziej z uczuciem, uprzejmiej.
            Lokatorzy z łóżka obok skrzywili się na to powitanie. Dalej nie mogli się przyzwyczaić, że do tego blond chłopaka nie przychodzi piękna brunetka, a facet. Taemin pospiesznie schował opasły czerwony zeszyt pod poduszkę. Podejrzewał, że to pamiętnik. Ostatnio Taemin coraz częściej gryzmolił, nawet jeśli ręka niebezpiecznie mu drżała i czasami widział, jak słowa formują się w niewyraźne zdania.
            - Jak na uczelni?! – zapytał słabo Taemin – Opowiedz wszystko! – zażądał.
            To był jego substytut świata. Opowieści Minho, którym starał się nadać jak najwięcej szczegółów. Taemin już nie mógł wychodzić, ledwo co potrafił unieść się z łóżka. Czasami całymi dniami wpatrywał się w sufit i z nikim nie rozmawiał. A potem wpadał w euforyczny nastrój.
            - Babka od psychologii znowu w dziwny sposób tłumaczyła znaczenie prawej i lewej półkuli. Jak na nią patrzę, to myślę, że z chęcią by się wgryzła w nasze czaszki. Wygląda jak zombi. Dziś ubrała się niczym gotka w długą, powłóczystą szmatę, golf, a między jej cyckami wisiał jakiś kamień. Że też w ogóle dała radę stać prosto, to musiało ważyć z dwadzieścia kilo – roześmiał się. Prawdą jednak  było, że wykładowczyni od psychologii przerażała go. Na domiar złego, sadzała zawsze w  pierwszej ławce i pożądliwie na niego łypała czarnymi oczyma.
            - Znowu na ciebie leciała? – zapytał z uśmiechem Taemin.
            - Prawie wciskała mi te swoje obwisłe piersi w twarz. Do tego zauważyłem znaczne ubytki w uzębieniu. Ja nie wiem, dlaczego taka stara baba ubiera się jak dziwadło – pokręcił z niesmakiem głową.
            Rozmowa trwała krótko. Trochę się pośmiali, po czym zabrali za oglądanie serialu. Ukradkiem podsuwał Taeminowi krakersy i czekoladowe cukierki. Łącznie z utknięciem w szpitalu, blondyna zaczęła obowiązywać iście spartańska dieta. Minho sam tego nie rozumiał, dlatego codziennie przynosił słodycze.
            Wrócił późnym wieczorem do mieszkania. Ojciec Taemina niemal się do niego wprowadził. Wolał jednak zdecydowanie mieć jako lokatora jego syna. Byli głupi decydując się na wspólne mieszkanie. Nie wiedział, jak poradzi sobie ze stratą Taemina. Jak będzie pakował jego rzeczy do kartonu. Jak będzie chodził po mieszkaniu, co rusz wypatrując śladów blondyna. Te dwa miesiąca spania w jednym łóżku, korzystania z tych samych przedmiotów uzależnił. I co on miał potem począć?
            Kolejny dzień wyglądał tak samo. Uczelnia, szpital, krótka rozmowa z ojcem Taemina, który wszystko znosił coraz gorzej. A to on był tym dorosłym. To on miał wszystkich wspierać dookoła. Nie komentował tego, bo mimo tego że bluzgi cisnęły mu się na usta, wiedział, że każdy z nich znosi to zupełnie inaczej.
            A potem przyszło nieuchronne. To na co powinien być przygotowany, ale nie był. Nikt nie był.
            Przeglądał gazetę, jak zwykle podsuwając Taeminowi jakieś łakocie.
            - Znowu jakaś gwiazdka rozpętała piekło – mruknął do siebie i podetknął Taeminowi bliżej batonik – No jedz – ponaglił konspiracyjnym szeptem.
            - Czekałem na to – mruknął wyraźnie oczarowany Lee i uśmiechnął się na poły radośnie to smutno.
            Minho spojrzał przez okno. Śnieg. Kilka małych płatków przykleiło się do szyby, prawie natychmiast roztapiając. Zagryzł boleśnie wargę, nie potrafił jednak powstrzymać łez, które znalazły się kącikach oczy.
            - Widzisz? – zapytał, widząc oszołomiony wyraz twarz Taemina. Chłopak podniósł się do pionu i pochylał bliżej okna, jakby uważał że będzie bliżej tego zimowego cuda – Zaliczyliśmy razem kolejny etap. Mówiłem, że tak będzie – zaklasnął radośnie w dłonie, niczym dzieciak.

            Wiedział, że to będzie ten moment. Kwestia kilku dni, może tygodni. Dokładniej dwa. 8 grudnia 2015, godzina 20:14. Te słowa obijały się po jego pustej czaszce od tygodni, nie dając spokoju i powodując, że chciał zamordować każdego, kto tylko wspomni jego imię.
            Dalej nie miał serca, żeby spakować tyle miesięcy szczęścia w karton i wynieść to wszystko do garażu. Pałętał się po ich wspólnym mieszkaniu, zasypiał w ulubionym swetrem Taemina – wmawiał sobie nadal, że czuje jego zapach.
            Ostatnie godziny z nim, całkowicie go rozsypały. Płakał jak głupi, wrzeszczał na personel, na bliskich, krzyczał na Taemina, żeby się nie wygłupiał i otworzył oczy. Dopiero wtedy, kiedy dał upust swoim emocjom, kiedy wyrzucił z siebie to wszystko co gromadziło się miesiącami, kiedy zrozumiał, że to już naprawdę koniec tego etapu, pozwolił mu odejść. Położył się obok Taemina, złapał go za rękę i dał przyzwolenie, że sobie poradzi, że blondyn może już zacząć ten lepszy rozdział w swoim życiu – ten bez bólu i ciągłych zmartwień. Wtedy odszedł, spokojnie, nie wydając nawet dźwięku protestu, jakby tylko czekał właśnie na to.
            Mimo że minęło kilka tygodni,  nadal czuł że łamie obietnicę. Nie potrafił dać sobie rady bez niego. Nie potrafił wziąć oddechu, żeby nie czuł bolesnego uścisku.
- Opuściłeś mnie, jednak ja mam ciągle wrażenie że cię czuję. Na tym cholernym swetrze, do którego cię przytulałem, kiedy płakałeś. Jakby zapach twoich łez został w nim na zawsze. Chyba go nie wypiorę. Nie potrafiłbym wyrzuć do śmieci  twego zapachu – rozmawianie ze ścianą nie było takie złe. Ta nie komentowała, nie krytykowała. Po prostu słuchała.

- Dobra, Minho! – zakrzyknął pełen sztucznego entuzjazmu i usiadł między szpargałami należącymi do Taemina. Przymierzał się do tego zbyt długo.
Nie wracał do świata żywych dla siebie, robił to dla niego.  Bo wiedział jak bardzo Taemin cenił każdą chwilę, kiedy oddychał. Jak cieszył się każdą najmniejszą sprawą. Nie zamierzał tracić życia na ciągłą żałobę. Chciał, żeby był z niego dumny, żeby tam na górze nie żałował, że związał się na krótką chwilę właśnie z nim. Chciał żyć i być szczęśliwym.
W oczy rzuciła mu się jaskrawa czerwień. Wziął do rąk gruby zeszyt i obracał go chwilę w dłoniach. Kartki były wystrzępione. Ostrożnie otworzył dziennik, wpatrując się w dedykację, która po kolorze tuszu wskazywała, że opis pojawił się niedawno. Niechlujne pismo zdobiło okładkę pamiętnika.
„Masz to przeczytać od deski do deski. Wiem, że to może być ciężkie zadanie, biorąc pod uwagę, że pasjonatem książek nie jesteś. Wiem o czym teraz myślisz, kretynie! To, że mnie nie ma obok ciebie, nie znaczy, że możesz zaszyć się w domu i rozmawiać ze ścianą. Chcę być spotkał się z Samem, poszedł do baru i wypił moje zdrowie. Tylko nie wznoś za dużo toastów – obserwuję Cię!
Kocham – Lee Taemin”.

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~

Właściwie to postanowiłam, że to będzie już koniec. Jakoś nie mogłam sobie wyobrazić, żeby zakończyć całość bardzo łzawo i wzruszająco. Zależało mi na  tym, żeby przedstawić to normalnie, a nie patetycznie. Komu się spodoba to zakończenie będę się z tego cieszyć, a jeśli nie - również przyjmuję to do wiadomości, ponieważ wiem że nie każdy lubi taki "niedokończony/niedopisany" koniec w książkach. 

Chyba jutro, albo pojutrze opublikuję mały dodatek do tego opowiadania. Mam nadzieję, że się Wam spodoba. Dziękuję za wsparcie przy całym opowiadaniu. Bawiłam się doskonale w Waszym towarzystwie i mam nadzieję, że kiedy już przestawię z opowiadań gej-k-pop, na gej-opowiadania... ktoś nadal będzie mnie czytał ;D 

Niedługo pojawi się również wersja pdf do ściągnięcia :) 


           

21 komentarzy:

  1. Od dawna żadne opowiadanie nie wycisnęło ze mnie tyle łez.
    Piękne.
    Prawdziwe.
    Wciągające.
    Wzruszające.
    Dziękuję.

    OdpowiedzUsuń
  2. Jeny... placze :(( to takie piekne, uwielbiam cie za to opowiadanie <3
    Nie powiem, ciezko bylo mi przebrnac przez poczatkowe rozdzialy, a na pozniejsze czekalam z niecierpliwoscia. I przyznam nigdy nie komentowalam, bo zawsze brakowalo czasu albo zwyczajny brak slow.
    Dzis jak zobaczylam ze to juz epilog to zwyczajnie nie chcialo mi sie w to uwierzyc. I ciagle mialam nadzieje ze jednak Taemin jakos przezyje. :( lecz jak to mowi moja siostra, life is brutal, nie zawsze dostajemy to co chcemy...
    A teraz jeszcze napisze ze swietna jest postac Sama. Od samego poczatku lubilam tego kolesia :-)
    Na koniec zycze duzo weny na nastepne opowiadania :-)
    Pozdrawiam Nottek.
    Ps. Wybacz bledy i brak polskich znakow, ale na tablecie mam ich brak -.-

    OdpowiedzUsuń
  3. Właściwie, to jak tylko zobaczyłam napis "epilog", to zaczęłam płakać. Nikt nie miał żadnych wątpliwości, ze tak się to skończy, ale i tak śmierć Taemina była dla mnie lekkim wstrząsem. No tak, to chyba oczywiste, że płakałam. Ale to nie jest takie zakończenie, które sprawiłoby, że zaszyję się gdzieś w ciemnym kącie i będę płakać, bo na swój sposób było też pozytywne. Minho oczywiście cierpiał, ale też spełnił prośbę Tae. Och, świetne.
    *loading*
    8 grudnia? Na dzień przed urodzinami Minho? Hm, biedny trochę.
    Komentowałam sobie bardzo w kratkę, ale skoro epilog, to koniecznie musiałam. Bardzo się cieszę, ze miałam okazję przeczytać twoje ostatnie "gej-k-pop'owe" opowiadanie i oczywiście, gdy będziesz pisać dalej, chętnie tam zajrzę <3
    Pozdrawiam mocno, bo było naprawdę pięknie.

    OdpowiedzUsuń
  4. Oj,oj,oj. Straszne spodobało mi się to zakończenie :3. Było takie prawdziwe.
    Bardzo dziękuję Ci za napisanie tego opowiadania. Świetne było i zapamiętam je na długo <3.
    Pozdrowienia i weny na kolejne opowiadanie ;).

    OdpowiedzUsuń
  5. To opowiadanie jest cudowne! Popłakałam się ;;;; Kiedyś na pewno do niego wrócę! Powodzenia i życzę weny na kolejne opowiadanka ;w; /Lee

    OdpowiedzUsuń
  6. nie mogę uwierzyć że dałaś takie zakończenie, o jej do ostatniej chwili byłam pewna, że wszystko się ułoży. (dobra jestem, a sam niedawno uśmierciłam jednego ze swoich bohaterów xD)
    weny na następne opowiadanko ;)

    OdpowiedzUsuń
  7. Moja droga Justus.
    Piszesz coraz lepiej, o ile to możliwe. Twoje opowiadania są niesamowite. Moje ulubione to "Bo każdy potrzebuje miłości". Na pewno będę dalej czytał Twoje blogi. Mam nadzieję, że wena nigdy Cię nie opuści.
    Czekam.

    OdpowiedzUsuń
  8. O ja... Ten rozdział mnie powalił...
    A miałam nie płakać.. no cóż nie udało się ;/
    Naprawdę liczyłam na to, że jednak jakiś cud będzie, ale jak tak teraz myślę to to jest lepsze zakończenie...
    I ta dedykacja dla niego :o Piękne!!!
    Dobrze, że zakończyłaś teraz, czuć tą atmosferę :p
    Nie mogę się doczekać kolejnego opowiadania :)
    Gdy tylko to pojawi się w wersji pdf na pewno przeczytam jeszcze raz!
    Weny!!

    OdpowiedzUsuń
  9. Cuuuudo... Nigdy nie komentowałam twoich opowiadań za co z całego serca przepraszam ale czytam na telefonie a tam nie chciały dodawać komentarze. Teraz zmieniłam telefon i mam nadzieję, że nie będzie takiego problemu ;) Opowiadanie naprawdę było cudowne. Bałam się, że jednak ocalisz Taemina a to byłoby tandetne. Cieszę się z takiego zakończenia. Z niecierpliwością czekam na kolejne twoje opowiadania, nawet te nie dotyczące k-popu z chęcią przeczytam. Pozdrawiam Ewelina K.

    OdpowiedzUsuń
  10. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  11. I co ja mam w tej sprawie powiedzieć? Jesteś jedną z nielicznych osób, której udało się doprowadzić mnie do płaczu swoją twórczością. Przykro mi, że tak to się skończyło, ale wiem, że było to nieuniknione. Przywiązałam się do tego opowiadania więc z pewnością dlatego tak mnie to wyruszyło. Pięknie napisane, nie jakoś super dramatycznie (czego bym nie zniosła) tak lekko i delikatnie. Pasjonatką angstów to ja zdecydowanie nie jestem, chyba że sama miałabym coś takiego napisać to już inna sprawa, ale to niezwykle mi się podobało. Czekam na inne opowiadania, nieważne jakie one będą i jakiej tematyce, bo wszystko napisane z twojej ręki będzie świetne. Powodzenia i dużo weny życzę. Fighting!

    OdpowiedzUsuń
  12. Obiecałam sobie, że nie będę płakać. Nie udało mnie się ;( Przepraszam totalnie nie wiem co mam napisać. Myślę, że wystarczy jak napisze, że było to twoje kolejne wspaniałe opowiadanie. Dziękuję, że piszesz, za twoją prace i czas jaki wkładasz w swoje opowiadania, a na koniec przepraszam za rzadkie komentowanie :)

    OdpowiedzUsuń
  13. Na początek powiem że NIENAWIDZĘ pisać komentarzy! A to dlatego że zawsze coś się pier*oli i muszę pisać od nowa. Ten piszę 2 raz, pod dodatkiem udało się za 3 razem. Ale nie oto tutaj... OMG łzy spływają po moich policzkach jak potoki ;_; Jak na całkiem dużą ilość opowiadań które przeczytałam to dopiero drugi raz jak się rozryczałam. A nie mam tego w zwyczaju. Podziwiam cię za całą twoją twórczość (szczególnie za ukochane Dangerous) Oczywiście że z tobą zostanę jak zaczniesz tworzyć w 100% swoje opowiadania. Wręcz nie mogę się tego doczekać *-* Duuuużo weny do pisania i żeby z pod twojego pióra wyszło jeszcze dużo tak genialnych dzieł jak to <3

    OdpowiedzUsuń
  14. Sprawdzanie Twojego bloga weszło mi w nawyk i zrobiłam to tak po prostu. Kompletnie nie spodziewałam się tego, że tak szybko dodasz zakończenie. A może to mnie ten czas gdzieś umknął...
    Byłam w totalnym szoku jak zobaczyłam "dodatek". Musiałam odłożyć na chwilę laptopa. Serce mi aż zaczęło szybciej bić. Ze stresu? Ze strachu przed tym co przeczytam? Nie wiem.
    Ledwo zaczęłam czytać a tu już koniec. Koniec wszystkiego. Ale czego więcej chcieć? Miała być śmierć? I jest. Dobrze, że nie opisałaś ostatnich chwil życia Taemina szczegółowo. Tego chyba bym nie wytrzymała. Wtedy łzy lałyby się strumieniem. Pozostawiłaś taką przestrzeń czytelnikowi. Oczami wyobraźni można to wszystko zobaczyć i to jest to. Ten rozdział tak krótki ale za to chwytający za serce.
    Pozdrawiam A.

    OdpowiedzUsuń
  15. Piękne opowiadanie. Różnica między pierwszym i ostatnim rozdziałem jest ogromna, co jednak daje czytelnikowi pewność, że fabuła była wyjątkowo ciekawa i rozwinięta. To zakończenie jest dobre. Właśnie takiego się spodziewałam i bardzo się cieszę, że nie zrobiłaś z tego rozdziału łzawego angsta. Mam nadzieję, że twoje kolejne opowiadania będą równie dobre. :)
    Pozdrawiam,
    Clarie Dane

    OdpowiedzUsuń
  16. To opowiadani,e a zwłaszcza ten epilog, przypomniały mi jak mama leżała w szpitalu nieprzytomna a chemia nie pomagała. Szkoda, że ja nie umiem tak szybko się w sobie zebrać mimo, że staram się żyć dalej, normalnie. Dziękuję, że opisałaś to tak prawdziwie a nie bajkowo. Weny na przyszłość.

    OdpowiedzUsuń
  17. Boże... Dlaczego? Dlaczego?! Świat jest taki okrutny! Świat jest taki cholernie okrutny!!
    Powiem jedno - to opowiadanie pozostanie na zawsze w moim sercu. Nie wiem, czy kiedykolwiek jeszcze do niego wrócę, nie jestem typem masochisty, a wiem, że gdybym kiedykolwiek jeszcze zajrzała do tego tekstu, prawdopodobnie umarłabym z nadmiaru uczuć z nim związanych. "Virgin Snow" to najpiękniejsza rzecz, jaką dane mi było ujrzeć. Czytałam już wiele opowiadań. Całkiem sporo z nich było dołujących, wiele pozostawiało po sobie pewien ślad, lecz twoje dzieło przebija wszystko.
    Przepraszam, że piszę to tak późno. Dopiero teraz odkryłam ostatnie rozdziały - we Włoszech niestety nie ma internetu - i dopiero teraz zebrałam się w sobie, by odpowiedzieć Ci jakimś komentarzem. Naprawdę nie zdajesz sobie sprawy z trudu, z jakim w ogóle zaczęłam czytać epilog. Niestety jestem typem osoby sentymentalnej. Bardzo sentymentalnej. A to opowiadanie wzbudziło we mnie wszelkiego rodzaju prawidłowe jak na tematykę uczucia.
    Nie smuć się, że nie płaczę. Jestem chora i brak mi sił na łzy. Ale mogę tylko powiedzieć, że najprawdopodobniej płakałabym jak dziecko, gdybym tylko była w pełni sił, zdrowa.
    Wykonałaś kawał dobrej roboty, nie pozwalając temu opowiadaniu przeistoczyć się w cukierkowe... przetrawione resztki jedzenia. Doskonałą częścią epilogu była końcówka, gdy Minho w końcu wziął się w garść i uśmiechnął się dla Taesia. Równie wspaniałym fragmentem było ujrzenie przez umierającego blondynka pierwszego śniegu. Przy tym fragmencie dosłownie zebrały mi się łzy pod powiekami - co w moim stanie jest prawdziwym wyczynem. To był rzeczywiście najbardziej wzruszający moment całej tej historii. Brakuje mi jedynie jakiegoś ostatniego zdania. Co zrobił Minho po przeczytaniu słów na okładce? Popłakał się? Czy może uśmiechnął? Ale nie będę narzekać. Skoro taki był Twój plan, to mogę jedynie powiedzieć, że opowiadanie zakończyło się w miejscu, w którym powinno się zakończyć.
    Doskonałe opowiadanie doskonałej autorki z doskonałym stylem i wyczuciem. Naprawdę nie rozumiem, jak komuś może się to nie podobać. Moim zdaniem ci, którzy uznali twoje dzieło jako coś niewartego dokończenia, są w gruncie rzeczy biedni. Nigdy nie poznają co to znaczy żyć pełnią życia. Smutne...
    Dziękuję Ci za pracę jaką włożyłaś w stworzenie tego. Dziękuję Ci, że nie porzuciłaś tego w trakcie pisania. Każdy, kto kiedykolwiek zajrzy na Twojego bloga, każdy kto przeczyta "Virgin Snow", poczuje, że coś w jego życiu się zmieniło. Mała cząstka, być może nie przez wszystkich zauważona. Drobny fragmencik historii Taemina i Minho. Ich uczucia, myśli, ostatnie słowa. Strach przed tym, co ma się wydarzyć. Rozpaczliwa nadzieja na wyzdrowienie. Radość z tych ostatnich chwil spędzonych razem. To wszystko zostanie w osobie, która dotrwa do końca. A przynajmniej tak myślę. Ponieważ to właśnie poczułam.
    Jeszcze raz dziękuję,
    Nekuś

    OdpowiedzUsuń
  18. Hej,
    jak smutno, czemu, oj czemu tak bardzo chciałam, aby Termin żył….
    Multum weny życzę…
    Pozdrawiam serdecznie Basia

    OdpowiedzUsuń
  19. azjatoholiczka514 czerwca 2015 23:20

    Przeczytałam całe twoje opowiadanie i okropnie płakałam szczególnie na kilku ostatnich :(
    To opowiadanie było piękne,wszystko co się w nim działo bardzo odbijało się na moich emocjach :( Czułam każdą strasznie dokładnie i muszę napisać,że jeszcze nigdy nie czytałam tak niesamowitego opowiadania :)
    Nie mogę przestać płakać... :( A jeszcze te piosenki :(
    No cóż...strasznie mi szkoda tego,że Taemin umarł nie wiem dlaczego ale nagle poczułam ogromną pustkę i smutek co doprowadziło do jeszcze większego płaczu :(
    Opowiadanie cudowne <3
    Pozdrawiam :(

    OdpowiedzUsuń
  20. Cześć. Wspaniałe opowiadanie. Nie jestem zbyt dobrym komentatorem ale twoją pracę trzeba docenić. Dzięki za te wspaniałe godziny które poświęciłam na czytanie twojego kolejnego opowiadania. Końcówka bardzo rozbrajająca, mimo że jej nie przeciągałaś to użyłaś odpowiednich słów, poruszyłaś do głębi. Świetne naprawdę. Masz talent! Jesteś w pierwszej piątce najlepszych, według mnie, pisarek blogowych w tej tematyce, obyś nie przestała nigdy pisać :) Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  21. Powiem tak. Nigdy nic mnie tak nie wzruszyło. Nigdy.
    Nie mogę się uspokoić. Rycze jak głupia.
    Z końcem tego opowiadania umarła część mnie. To niesamowite że tak jest.
    Jeszcze nigdy czegoś takiego nie miałam.
    Masz talent. Wykorzystuj go jak najlepiej potrafisz.
    Czas się ogarnąć choć jest naprawdę bardzo ciężko.

    Jesteś wspaniała. Weny.

    Sakura9896

    OdpowiedzUsuń