niedziela, 26 kwietnia 2015

Virgin Snow - dodatek

1 marca
Znowu obudziłem się z przeczuciem, że szansa jaką dało mi życie niedługo uleci. Że dobra passa się skończy, a ja… ja zniknę. To byłoby brutalne umrzeć. Teraz, kiedy lekarze stwierdzili, że wyjdę z tego. Że już nic mi nie jest. Jednak to chyba normalne, że boję się, że to dalej we mnie siedzi. I tylko czeka na najmniej odpowiedni moment, by się ujawnić.
Jestem jednak dobrej myśli. Chyba. To nowy zeszyt. Nowy początek. Tak sobie wmawiam. Że teraz będzie tylko lepiej. Co nie zmienia faktu, że jestem zlany potem. Pobudka o 3 w nocy nie posłuży mi z rana. Będę niewyspany i ociężały. Dobranoc~

3 marca
Spojrzałem dziś na swoją listę. Tak przypadkiem. Otworzyłem okno i niechroniona flaga na ścianie zaczęła powiewać. Lista rzeczy, które chciałem zrobić przed śmiercią. Czuję ulgę. Że nie muszę tego spełniać. Że mam  jeszcze dużo czasu przed sobą. Myślę jednak, że to zostawię. Nie na wypadek nawrotu, nie myślę nawet o tak strasznym scenariuszu. Wtedy bym się chyba poddał. Nie, nieważne…
Kilka lat temu martwiłem się jedynie o to, czy uda mi się zacząć nowy miesiąc. Stawiałem małe kroki. Kolejne pory roku zmieniały się, a ja cieszyłem się z każdej zmiany pogodowej. Śnieg. Pierwszy śnieg. Był wyznacznikiem nowego roku dla mnie. Patrzyłem wtedy przez okno i myślałem z mocą „byle do następnego”. Udawało się.
Szkoła jest naprawdę trudnym momentem w życiu człowieka. Przez całe liceum nie zdążyłem się z nikim zaprzyjaźnić. Jestem niewidzialny. Oprócz momentów, kiedy robię za worek treningowy. Moje słabe ciało nie znosi tego za dobrze. Dlatego cieszę się, że czasami ogranicza się to do obelg. Nawet już się tym nie przejmuję. Niech uważają mnie za dziwaka, który poddaje się wszystkiemu. Gdyby tylko wiedzieli jaki jestem wojowniczy. Od czterech lat jestem cholernym Spartakusem, prawda? Po co jednak zamiast obelg nastawiać się na szepty współczucia? Każdy ma swoje problemy i nikt zazwyczaj się nimi nie dzieli. Ja też nie muszę. Pokonałem wszystko sam. Dzięki swojej zawziętości i uporowi. I pomocy taty.
W końcu widzę jego uśmiech. Dziś przypalił spaghetti na obiad. Zamiast się wkurzać jak zwykle, wzruszył ramionami i zajadał się ze smakiem, twierdząc, że każdy owoc nauki jest smaczny. Kochany głupek.

10 marca
Odzyskuję apetyt. Dziś miałem ochotę dosłownie na wszystko. Jak kobieta w ciąży :D
Może powinienem zacząć ćwiczy? Wyglądam jak chucherko. Sama skóra i kości. Żywy trup. Jednak tak bardzo żywy!

12 marca
Zrobiłem coś szalonego! Tata pomruczał coś pod nosem, jednak ostatecznie stwierdził, że wyglądam jak aniołek. Blee, jestem mężczyzną.
Moje włosy odrosły. Stały się nawet trochę przydługie, a grzywka zasłaniała oczy. Nie ścinałem ich jednak. To głupie uczucie, kiedy myślę, że znowu mogę je stracić. No to je zafarbowałem na blond i nieco ściąłem, tak by nie wyglądać jak zupełne emo. Podoba mi się!

14 marca
Pogoda jest naprawdę zwodna. Wypiłem zimny napój na zewnątrz i zacząłem kasłać. Przestraszyłem się. Nawet jeśli, to tylko małe przeziębienie. Nie powiedziałem nic tacie. Naszaferowałem się witaminą C i właśnie piję herbatę z sokiem malinowym. Piątą. Tak na wszelki wypadek.
Nie mogę się dołować. To najgorsze co może być. Trzeba być pozytywnej myśli, wtedy wszystko się udaje. Tak pokonałem raka. Dla siebie. Dla taty. Widziałem zbyt wiele smutku, który górował. Który był zapalnikiem do przegrania walki o życie.

16 marca
Byłem dziś w sierocińcu. Dzieciaki naprawdę powitały mnie z radością. Dobrze wiedzieć, że ktoś jednak się o mnie martwi. Że czeka aż się pojawię. Mimo, że same nie mają wiele, dzielą się wszystkim. Przynajmniej niektórzy.
Szkoła… Szkoda gadać. Dalej bez zmian. Jestem cichym nieobecnym, którego dziś nie zbluzgał. Wyjątkowo. Nie rozumiem dlaczego w ludziach tyle nienawiści. To ten buntowniczy stan to robi? 18 lat i poczucie, jakim to jest się dorosłym? Że inność nie jest akceptowana? Niech mówią co chcą. Jestem od nich silniejszy. A to, że nie jestem napakowany i nie mam góry mięśni nic nie znaczy. Lee Taemin górą!

20 marca
Jest noc >.<
Ostatnio wracam do domu tylko taką porą. Tata marudzi, że nie powinienem się przeciążać. Ale ja właśnie teraz czuję, że żyję! Już nie muszę się ograniczać.
Jestem zmęczony. Jutro…

22 marca
Albo i pojutrze… Organizujemy z dzieciakami przedstawienie z okazji rozpoczęcia wiosny. Tyle roboty. Tyle przygotowań. I szansa na to, że znajdą się nowi sponsorzy.
Już mogę jeść wszystko. Lekarz zapowiedział, że zobaczymy się najwcześniej za miesiąc! Koniec wizyt co dwa tygodnie.
Idę spać J

28 marca
Moja fryzura stała się obiektem kpin. Jak ja nie lubię ekipy Choi’ego! JaeMin i ta jego dziewczyna jest chyba najgorsza. Dobrze, że skończyło się tylko na kilku szturchnięciach i bluzgach. Nie odzywałem się. Jak zwykle. Denerwowali się przez to jeszcze bardziej. Bo byłem opanowany i obojętny. Niech robią co chcą. To w końcu tylko pół roku. Pół roku i uwolnię się od tego toksycznego liceum.
Zdałem sobie sprawę, że nigdy nad tym poważnie nie myślałem. Nad tym, że mogę iść na studia. Uczę się dobrze. Może jakaś poważniejsza placówka się mną zainteresuje. Zawsze mnie to omijało. To co mogłoby zdarzyć się za pół roku, za rok. Studia? Marzenia, których nie spodziewałem się dotknąć.
Idę na studia. Jeszcze nie wiem na co… Ale idę! ^_^

3 kwietnia (czwartek)
Gorzej trafić nie mogłem… Chyba lepiej byłoby rzucić się pod pociąg, niż dać namówić na propozycję dyrektora. Będę pracował z Choi Minho. Z najgorszym – jak i zarazem najpopularniejszym – kolesiem w szkole. Za karę będzie udzielał się przez miesiąc w sierocińcu. I na nieszczęście w dni, kiedy i ja tam pracuję.
Zamiast wdzięczności jednak otrzymałem ostrą burę z niewiadomych nadal dla mnie powodów. Dzisiaj jednak  się odgryzłem. Postawa Minho mnie rozbawiła. Obwiniał mnie za wszystkie swoje krzywdy, nikt mu nie kazał rozbijać się autem… Tak więc, powiedziałem mu kilka słów do słuchu… I mogłem obserwować jego zdziwioną minę, kiedy słuchał moich słów. Nie był w ogóle straszny. Nie miał ze sobą obstawy. Mogłem sobie na to pozwolić i poczułem się lepiej.
Przez resztę podpierałem ściany. Nie chciałem by rozwścieczony Minho i jego team mnie dopadli…
W sobotę zobaczę się z tym furiatem. Nie wiem czego mam się spodziewać ;__;

5 kwiecień (sobota)
7.00
Wstaję zdecydowanie zbyt wcześnie. Ale chociaż słońce świeci. Już miałem być zadowolony z dzisiejszego dnia, kiedy zobaczyłem co napisałem ostatnio. Nie, to nie będzie dobry dzień. Bo Minho.
18.20
Nie przewidywałem, że dzisiejszy dzień będzie tak męczący I pracowity. Wszystko przebiegło prawie bezboleśnie. Bez małego starcia z Choi się co prawda nie obyło, jednak była to raczej wymiana zdań, gdzie on w większości nie miał pojęcia o czym mówię… Czasami czuję, ze brakuje mi przyjaciela. Tata się nie nadaje, bo jest tatą. Broń Boże bym myślał o Choi’m jako potencjalnym kumplu. Co to to nie. Takie dziwa w przyrodzie nie zachodzą.
To naprawdę dziwne, jak ten chłopak zdobył grupkę fanów. Już pierwszego dnia! Joo Woon, który do tej pory wyciągał mnie do zabawy, z którym mogłem porozmawiać, dziś zapatrzony był w Minho. Może Choi i ma rację? Że powinienem zgłosić te głupie żarty gimnazjalistów? Rozmawiałem z nimi kiedyś. Spokojnie starałem wytłumaczyć, że dręczenie nie jest formą zabawy, ani elementem, dzięki któremu się podbudują. Widocznie Minho miał inne metody. Nawet domyślam się jakie. No cóż, zadziałały.
Teraz, wydaje mi się, że Minho nie jest taki zły. Dziś pokazał bardziej ludzką stronę. Nawet jeśli marudził i zrzędził, kiedy był zabijany przez maluchy po raz dziesiąty (bo bawili się w bohaterów), to widać było, że dobrze się bawi. Że momentami sprawia mu to przyjemność. Nie rozumiem więc, dlaczego zgrywa takiego debila w szkole. Co mu to daje? Oprócz wianuszka znajomych, którzy nic o nim nie wiedzą? Dałbym wiele za choć jednego przyjaciela. Prawdziwego.
To naprawdę przykre, że nie mogłem nigdy sobie na takiego pozwolić. Bo nie chciałem by cierpiał, gdybym ja przypadkiem umarł. Czy to nie zabrzmiało, jakby życie nie miało dla mnie znaczenia? Może trochę. Ale ma! Ogromne. Tylko z czasem, przychodzi taki moment, kiedy śmierć wydaje się czymś lepszym niż ciągła walka, tym bardziej jeśli masz świadomość, że jest ona na próżno.
Muszę skończyć pisać o ponurych sprawach. Są już za mną.
21.40
Jedno nie daje mi spokoju. Czy może jakimś cudem Choi da mi spokój. W końcu pracujemy razem. Co z tego, że się nie lubimy. Jakiś pakt o neutralności? Przydałby się.

7 kwiecień (poniedziałek)
Dziś nie obyło się bez bójki. A raczej bicia mojej skromnej osoby. Jak zwykle znalazłem się w nieodpowiednim miejscu, w nieodpowiednim czasie. Szajka Minho dała o sobie znać, zaznaczając teren przy nowych uczniach. Jacy oni żałośni. Te srogie twarze, które dla mnie są zabawne. Koniec końców i tak dostałem.
Poznałem Kim Kibuma. Nowy. Niezwykle wygadany. Mówi trochę zagadkami, jednak i tak jest miły. No i poznałem osobę, która jest taka jak ja. I nie boi się o tym mówić. Na pewno nie wychyla się manifestując to, że lubi  tą samą płeć, jednak mi powiedział od razu. Stwierdził, że jego „gej radar” zaczął szaleć i wszystkie diody zaczęły się świecić, wskazując na mnie. I powiedział, że ktoś jest mną zainteresowany. Tylko, że zarówno mnie, jak i tą osobę zaślepia niechęć. To też zabawne. Doskonale wiem, że nie mam szans na miłość. A na pewno nie tutaj. Nie w tym mieście. Nie zależało mi zresztą na tym. Miałem ważniejsze sprawy na głowie niż miłostki.
Choi Minho. Myliłem się, chyba. Albo ten gość ma naprawdę zmienny nastrój. Dziś pokazał mi na co go stać i to nie tylko w szkole. Spotykanie do w sierocińcu będzie męczarnią. Nie potrafimy się dogadać. Całość kończy się zawsze kłótnią. Może to ja jestem taki opryskliwy w jego towarzystwie? Już nie wiem.
Tata jest naprawdę przewrażliwiony. Dziś marudził, że za bardzo się przemęczam. Że nie powinienem pracować w sierocińcu, bo nie mam na nic innego czasu. Że szkoła już za bardzo mnie wyczerpuje. Że jestem ciągle blady. Przecież nie jest ze mną tak źle. Mam apetyt. Chyba przybrałem trochę na wadze. Lepiej się czuję. Nie jestem ospały. Dochodzę do siebie. Dobrze. Zdrowieję. Nie. Jestem zdrowy!

10 kwiecień (czwartek)
Chyba powoli kształtuje się w moim życiu przyjaźń. Coś niesamowitego. Kibum jest naprawdę najbardziej pozytywną osobą z jaką się spotkałem. I nie boję się przy nim mówić. Nie powoduje u mnie napadu strachu. Nie mam tak jeszcze przy Minho, tylko on to zupełnie inna bajka. Przy nim czuję się, jakbym powstrzymywał od uderzenia go. Od wybuchu wściekłości. Jednak nie dam mu tej satysfakcji.
Wróciłem dziś do domu z ubrudzonym mundurkiem. Tata od razu to zauważył. Oficjalna wersja brzmi, że wpadłem na własne jedzenie. Nieoficjalna… Czasami mam dość tej całej szkoły. Ludzi, którzy udają lepszych niż w rzeczywistości są. Jeszcze tylko kilka miesięcy.
Miesiąc. Miesiąc bez lekarza. Bez pobytu w szpitalu. Bez opuszczania zajęć w szkole. Zerknąłem dziś znowu na ścianę. Może powinienem ją zamalować? By odgrodzić się od tego co było złe w moim życiu? Chyba jednak nie potrafię się na to zdobyć. Jeszcze nie teraz.

11 kwietnia (piątek)
Dzisiejszy dzień był doprawdy dziwny. Właśnie wróciłem ze spotkania z Kibumem. Byliśmy na lodach i akurat przyjechało wesołe miasteczko. Dawno nie bawiłem się tak dobrze. W końcu beztroski i radosny.
Minho musi uważać mnie za wariata. Dziś odstawiłem dość dziwną scenkę. Ale co poradzę na to, że boję się deszczu. Nie, nie boję. Boję się przeziębić. Moja odporność nie działa jeszcze na najwyższych obrotach, a nie chcę wylądować w szpitalu z byle katarem. Jestem przewrażliwiony. Myślę, że gdyby Choi częściej miał napady uprzejmości to mógłbym go polubić. Serce mi zaczęło łomotać, kiedy mi pomagał. Kiedy powiedział komplement. Tak zupełnie niepodobne do niego. Pomógł mi dzisiaj. Jestem mu wdzięczny, chociaż to i tak nie ma znaczenia. Jest względnie miły tylko wtedy, kiedy nikogo nie ma w pobliżu. Wtedy zachowuje się ludzko.  I dziś zachowywał się dziwnie nieśmiało, jakby krępował się moim towarzystwem. Wielki Minhosz! Nieśmiały! I wydawał się zmartwiony tym, że nie poszedłem do sierocińca… O czym ja w ogóle myślę? Lee Taeminie jesteś głupcem! Jutro go nie zobaczę. Ma karę w szkole. Ahh. Stop! Nieustanne pisanie o Minho jest irytujące, jak cała jego osoba.
Terminy przedstawienia się przesunęły. Mamy dosłownie dwa tygodnie do zorganizowania całości. Mam nadzieję, że wszystko pójdzie gładko. Sierociniec naprawdę potrzebuje zastrzyku gotówki. Dyrektor ledwie wiąże koniec z końcem. Ostatnio jego zdrowie też się załamuje. Jest mi przykro patrząc na to wszystko.
To chyba dzięki dzieciakom z bidula poczułem, że nie jestem osobą, która ma najgorzej. To również oni pokazali mi jak walczyć. Wszystkim im dziękuję.
Zastanawiam się, czy… może nie powinienem zacząć „ruszać na łowy” jak to stwierdził Kibum. Jestem gejem. Trudno było się do tego przyznać. Co jednak mogę poradzić na to, że wolę chłopaków? Kibum poradził mi, żebym poklikał na czacie. Dodatkowo, że jestem ślepy i jego gej radar skierowuje się w stronę Minho. I że ani ja, ani on nie widzimy, że coś jest na rzeczy. Absurd. Prędzej pójdę do piekła, niż ja z Minho… NIE! Zarejestruję się na jakimś czacie. Nie szkodzi spróbować.

12 kwietnia (sobota)
8:20
Ji Joon. Tak nazywa się chłopak, z którym piszę. Ledwie wczoraj wpadłem na jakiś czat dla gejów… Znalazłem bardzo miłą osobę. Mamy podobny gust. Lubimy podobne rzeczy. Wysłał mi nawet swoje zdjęcie. Przystojny. Podobny do kogoś, kogo znam. I nie darzę szczególną sympatią. Gdy tylko wstałem, powitała mnie kolejna wiadomość. A byłem pewny, że na jednym wieczorze wszystko się zakończy. Czuję się lepiej. Pewniejszy siebie. Muszę opowiedzieć wszystko Kibumowi. Koniecznie! J
19:30
Spędziłem bardzo miłe popołudnie. Nawet Minho nie sprawił, że czułem się źle. Poszedłem spotkać się z Kibumem w szkole. Odbywał karę razem z Minho. Malowali płot. Dobrze się bawiłem. W dalszym ciągu go nie rozumiem. Raz zachowuje się jak normalny chłopak, innym razem jak dupek. Wolałbym być dla niego chociaż neutralny, niż żeby miał mnie za wroga. Nie zna mnie. I nie rozumiem dlaczego tak nienawidzi. Dorobiłem się wroga jedynie żyjąc. To bardzo pocieszające…
Tata mnie trochę martwi. Ostatnio chodzi podminowany. Wiem dlaczego. Do tej pory był przyzwyczajony, że ma mnie tylko dla siebie. Siedziałem jedynie w domu, większość wolnego czasu i tak spędzając w szpitalach. Teraz, kiedy niemal nieustannie mnie nie ma, on czuje się samotny. Co jednak na to poradzę? Nadszedł czas, żebym w końcu zaczął być samodzielną osobą. Chcę poznawać nowych ludzi. Chcę przeżyć jaką przygodę. Chcę urozmaicić swoje marne życie, które do tej pory było ograniczone białymi ścianami sal szpitalnych. Chcę żyć! Tak naprawdę. Bawić się!
23:40
Przez kilka godzin pisałem z Ji Joonem. Wydaje się być jeszcze bardziej interesujący. Przełamałem się i również wysłałem moje zdjęcie. Stwierdził, że wyglądam jak „aniołek”. Naprawdę wyglądam jak dziecko? Nieeee.
Kibum jeszcze mnie przestrzegał, żebym działał powoli. Że w Internecie znajduje się zbyt wiele osób, które oszukują. Nie jestem głupi. Jestem ostrożny. Na razie wystarczy mi tylko pisanie. Chyba wstydziłbym się spotkać z Ji Joonem normalnie. Nie potrafię rozmawiać z ludźmi. Tylko z Kibumem, bo to on zwykle gada. No i kłótnie z Minho o dziwo mi wychodzą.
Dobranoc~

13 kwietnia (niedziela)
Znowu koszmar. Jest ledwie 6 rano, a ja zerwałem się z tłumionym krzykiem na ustach. Znajdowałem się pośrodku sali. Dookoła mnie stali wszyscy, których znam. Tato, Kibum, mama, Ji Joon, nawet Minho i dzieciaki z sierocińca. Stali i patrzyli. Niektórzy współczująco. Niektórzy drwili ze mnie. Potem odwracali się i odchodzili. A ja… rozpadałem się. Kawałek po kawałku. Aż znikłem. Całkowicie.
Myślałem, że nie boję się śmierci. Tak sobie wmawiałem. Przeżyłem już tyle i tyle krytycznych momentów, że śmierć nie powinna być czymś zaskakującym. Teraz jednak, kiedy już mam świadomość, że jestem zdrowy… nie chcę odchodzić. Nie chcę obudzić się i stwierdzić, że to wszystko wróciło. Nie chcę umrzeć. Nic bym po sobie nie pozostawił. Może właśnie dlatego piszę znowu coś na kształt pamiętnika? Żeby zostawić coś po sobie. Nie ubrania, nie jakieś rzeczy, które znajdują się w pokoju. Zostawić swoje myśli. Chociażby na papierze.
Znowu patrzyłem na listę na ścianie. Boję się ją powoli spełniać. Boję się tego, że choroba wróci. Bo przecież to te rzeczy miały być ostatnimi sprawami jakie chciałbym przeżyć przed śmiercią. A jeśli spełnię je wszystkie to… umrę? Z drugiej strony boję się to zniszczyć. Jestem niepotrzebnie przesądny. Wiem. Położę się spać. Jest zbyt wcześnie.

14 kwietnia (poniedziałek)
Jestem skołowany. Właśnie wróciłem z sierocińca. Pierwszym co zrobiłem było wparowanie do pokoju. I siedzę teraz i patrzę w notatnik, próbując zebrać myśli. Widzę ikonkę z wiadomością od Ji Joona. A w myślach kołacze mi sylwetka Minho. Dzisiejszy dzień był chyba najdziwniejszym jaki mnie spotkał.
Chciałbym nie lubić Minho. To się dzieje tak automatycznie? Chyba tak. Nawet jak mnie gnębił nie chowałem zbyt wielkiej urazy. Zresztą do nikogo kto był dla mnie niemiły. Wszystko zawsze było ponad mną. Bo prawdziwy dramat przeżywałem podłączony do kroplówki. Wtedy nie straszne były mi obelgi jakie rzucano w moją stronę. To wyniki badań wzbudzały realny strach. O czym to ja…? Teraz obawiam się, że zaczynam lubić Minho jeszcze bardziej. Prawda, ostatnio jest dla mnie nad wyraz miły. Jak na jego styl bycia to jest miły.
Dzisiaj nie tylko ja czułem zakłopotanie. Braliśmy udział w pokazowych zajęciach na temat homoseksualizmu. Gdyby te dzieciaki wiedziały, to pewnie by mnie wyniosły na taczce, z przewodzącym im Choi. Trzymaliśmy się za ręce. W pewnym momencie Minho nawet mnie objął. A ja czułem się dobrze. Byłem nieco skrępowany, jednak czułem się o dziwo dobrze. Tylko żołądek zwinął mi się w supeł i nie byłem w stanie nic powiedzieć. Nie to jednak spowodowało, że zmieniłem zdanie o Minho o 180 stopni. Powiedział, że mnie LUBI! LUBI! Cholera LUBI! Miło pisze się to słowo – równie miło było je usłyszeć. Lubi, lubi, lubi, lubi… Dobra, stop! Rozpędzam się J
Odczytałem wiadomość od Ji Joona. Chciałby się spotkać. Znowu. Kurcze, znam go od niedawna. Nie jestem przekonany. Pisze mi się z nim dobrze, ale spotkanie w realu? Muszę poradzić się Kibuma. On będzie wiedział i doradzi.
Idę zjeść jakąś kolację. Przybiegłem do domu zdyszany i pełen przeróżnych myśli, całkowicie zapominając o jedzeniu. Muszę w dalszym ciągu dbać o swoją dietę! Od środy mogę ćwiczyć na wf-ie. Tak normalnie! Nie podając jedynie piłki do kosza. Wychowanie fizyczne z Minho. Coś czuję, że mi się oberwie. Nie wiem do czego używać tych wszystkich przedmiotów. Będzie ciężko, jednak nadal jest pozytywnie!
To cudowne uczucie. Wracać do żywych, aktywnych ludzi. Kocham to <3

15 kwietnia (wtorek)
Minho mnie unikał. Powinienem się tak na dobrą sprawę cieszyć. Bo miałem spokój. Bo nikt mnie nie nagabywał. Mogłem w spokoju przeżyć dzisiejszy dzień. Jednak odrobinę brakowało mi jego towarzystwa. Kpin, niezadowolonej miny, krzywego uśmiechu. Tak, jestem dziwny. Wolę jak mnie gnębią, byle to był Minho. Kurcze pieczone! Ja serio, serio to napisałem? *wpatruje się oniemiały w tekst* Ołł…
Umówiłem się z Ji Joonem, że dokładnie 30 kwietnia spotkamy się. Nieco się obawiam. Mały stres przed tym co nieznane. Trzeba jednak poszerzać horyzonty, co nie? A nuż zrodzi się coś więcej niż tylko przyjaźń? Miło mieć osobę, która uważa cię za wyjątkowego. Jedynego. Jedynego. Chciałbym być kiedyś tym jedynym, wyczekiwanym. Idę spać.

16 kwietnia (środa)
Myślę, że mogłem poczuć coś do Minho…
22.20
Sam doprowadzam do tego, że nikt nie chce się ze mną zadawać Nawrzeszczałem dziś na Minho, chociaż miałem rację. Może jednak zareagowałem zbyt drażliwie, to do mnie niepodobne. Nie powinienem spędzać tyle czasu z Minho. To wywołuje tylko niepotrzebne myśli, które nie są mi potrzebne. Tego brakowało bym jeszcze zakochał się w najgorszym chłopaku w całej szkole. Już widzę siebie jak go podrywam. Jak podrywam kogokolwiek. Jak na razie liczy się Ji Joon… wolę jego traktować jako kogoś z kim mógłbym potencjalnie się umawiać. Może z nim znajdę szczęście.
Gdyby tylko Minho był milszy. Gdyby tylko nie był cholernym królem szkoły. Gdyby był do tego gejem. Pewnie wtedy głębiej zastanawiałbym się nad tym, czy powalczyć. Co z tego, że ostatnimi czasy spędza ze mną więcej czasu niż zwykle. Dobra, poprzednie spędzanie czasu ograniczało się, że robiłem ze jego worek treningowy. Teraz jest nawet znośny. Dziś odwiózł mnie do domu… po tym jak dostałem od niego piłką i się wykrwawiałem. Tak dawno nie widziałem u siebie krwi. To było dziwne uczucie i tak jakby powrót do przeszłości. Do ponurej przeszłości. Dalej moja odporność nie działa na maksymalnych obrotach. Muszę uważać.
I jeszcze ta impreza w sobotę, na którą zostałem zaproszony. Nie, to nie było zaproszenie – to był rozkaz. Muszę się pojawić. Może tam nie będą mnie tak gnoić. Pokażę się na chwilę i zniknę. Gdybym się nie pojawił, konsekwencje tego ciągnęły by się za mną przez długi czas w szkole. Tak więc nie mam wyjścia. JaeMin jest głupi. Jest po prostu idiotą jeszcze gorszym od Minho.

19 kwietnia (sobota)
Naprawdę nie mam ochoty pojawiać się na tej dziwnej imprezie. Boję się, że doświadczę czegoś złego. Mam zamiar ubrać się ciepło, nigdy nie wiadomo jaka będzie pogoda, a nie chcę się przeziębić i wylądować w szpitalu. Mam nadzieję, że wszystko skończy się dobrze.

20 kwietnia (niedziela)
Tak właściwie to nie wiem, co się wczoraj wydarzyło. Nie żebym był pijany – przecież nie piję – tylko nie potrafię tego zinterpretować. Ten wieczór był dziwny i kiedy przed chwilą zwierzyłem się Kibumowi, stwierdził „olać tego twojego anonimowego kochasia, kiedy mam prawie pewność, że Choi Minho jest tobą zainteresowany”. Nie jest. Chyba. Usłyszałem jednak wczoraj cały stek bzdur, których nie wiem jak odebrać. Znalazłem się nawet w pijackich objęciach Minho i… podobało mi się. Chyba jestem zbyt zdesperowany, że łaknę czułości nawet od mojego dotychczasowego oprawcy. Było mi jednak dobrze w ramionach Choi. Jestem idiotą. On powiedział tyle niezrozumiałych słów, że nie wiem co o tym myśleć. Napiszę do Ji Joona. To on jest osobą, na której odrobinę mi zależy.
Minho się zmienił. Na lepsze…

21 kwietnia (poniedziałek)
Nienawidzę go. Przeczuwałem, że tak to może się skończyć. Już zapomniałem jak wygląda szpital. Sterylnie czysto, biało – a jednak ponuro. Boję się. Wiem, że to tylko lekka grypa, ale boję się. Chce mi się płakać. Mam zbyt słabą odporność by przebywać nad jeziorem wieczorami. Jestem prawie sam na Sali. Towarzyszy mi tylko jakaś staruszka, która już drugi raz pytała się, czym tak się stresuję, skoro to tylko przeziębienie. Tylko że ja mogę od tego umrzeć. Mogę znowu przechodzić przez to piekło sprzed kilku zaledwie miesięcy. Mogę zgnić w tym miejscu, na tym łóżku. Niedługo dostanę wyniki. Nie chcę do tego wracać… nie chcę…

22 kwietnia (wtorek)
Uspokoiłem się. Jednak przeżyję. Dziś wychodzę, całe szczęście i resztę tygodnia mogę spędzić w domu. Zamierzam opatulić się kołdrą, szalikami i nie wychodzić z łóżka. Tata był przerażony i nawet teraz wyrzuca mi, że nie mogę robić tego, co chcę.
Niezmiernie się cieszę, że to nie jest nic poważnego. Nie miałbym sił przechodzić przez to drugi raz. Nie miałbym w sobie motywacji do życia. Już nie. Poddałbym się… tak… po prostu.

24 kwietnia (czwartek)
Piszę codziennie z Ji Joonem… i myślę przy tym o Minho. Ta irytująca osoba stoi przed moimi oczyma z tym swoim głupio-groźnym wyrazem twarzy. Zamiast pamiętać o tych złych rzeczach, myślę o tym co zrobił pozytywnego. Nie wiem co się ze mną dzieje…
Kibum mnie odwiedził. On myśli, że zakochuję się w Minho. Niemożliwe. Co jak co, ale Choi jest ostatnią osobą, do której mógłbym poczuć coś więcej niż tylko złość. Ten mnie nawet nie lubi… Dobra, powiedział że mnie lubi, ale to nie oznacza ani zakochania, ani przyjaźni. P prostu mnie toleruje, dlatego ostatnio jest łagodniejszy. Co dalej nie tłumaczy tego, że się niemal na mnie rzucił (dobra, to ja na niego upadłem, ale przez niego!) i wtulił – no chyba że alkohol. Głupi Minho!

26 kwietnia (sobota)
Cieszyłem się na ten piknik. Wyzdrowiałem i warto było się gdzieś wybrać i rozerwać. Kibum nie mógł przyjść, jak i nie kręciły go takie zbiorowe imprezy. Był Minho. Niestety.
Mam totalną pustkę w głowie. Nie wiem co o nim myśleć. Jego wahania nastrojów są straszne. I nigdy nie myślałem o tym, że będę czuł się tak jak dzisiaj. Ucieszyłem się, że go zobaczyłem. Naprawdę się ucieszyłem. Tylko po to, by później zrzucono na mnie kubeł pomyj. Dlaczego tak jest, że jak już zdarza mu się być miłym, to nagle wszystko obraca się o 360 stopni i jest po prostu beznadziejnie? Nigdy bym nie pomyślał, że pragnąłbym ponownie zapłakać. Nawet choroba nie wycisnęła ze mnie zbyt wielu łez. Trzymałem się nawet dobrze, byłem zadowolony, póki ten kretyn nie powiedział, że lepiej gdybym umarł. Tylko poczułem jak moja twarz tężeje, a wzdłuż kręgosłupa leci nieprzyjemna strużka zimna. I piasek pod oczami. Naprawdę chciałem się rozryczeć. Nikt nie był w stosunku do mnie tak podły. Wyzywanie. Bicie. Zniosę wszystko. Jednak nie to, że ktoś życzy mi śmierci. Ten dupek w ogóle nie rozumie szczęścia z tego że żyje. Że może oddychać, że jest zdrowy. Nie docenia tego. Nie życzę mu tym samym, by tego doświadczył.
Pytanie jest jednak jedno. Dlaczego właśnie słowa od NIEGO zrobiły na mnie tak druzgocące wrażenie? Dlaczego się tak tym przejąłem? Dlaczego…

27 kwietnia (niedziela)
Po prostu staram się nie myśleć o tym co usłyszałem. Zaczynam się stresować. W środę spotkanie z Ji Joonem. Nie wiem czego się spodziewać. Co innego pisać z kimś tylko przez Internet, czym innym jest spotkanie się w realu. Jestem przecież taką niemową.
Do tego dzień przedstawienia zbliża się nieuchronnie, a przede mną sporo pracy. Jestem odrobinę zmęczony, niewiele jem. Muszę zadbać o siebie.
Minho. Jutro go spotkam. Będę unikał w szkole, jednak i tak ostatecznie spotkamy się w sierocińcu. Nie wiem jak mam się zachować. Mam być obrażony? Co to da, nic go nie obchodzę. Czasami mam wrażenie, że Choi nie tylko lubi mnie jak kumpla. I nie wiem czy to moja wyobraźnia, czy pobożne życzenie… Byłbym głupcem, gdybym zakochał się w kimś takim. Tak brutalnym i okrutnym. Ale czasami taki nie był. Nie wiem.

28 kwietnia (poniedziałek)
Kolejna dziwna rozmowa. Oczywiście z Minho. Ten chłopak mnie prześladuje, serio. I już zupełnie nie wiem co o nim myśleć. Znowu trochę nawrzucałem. Nie liczę jednak na jakiś wielki odzew i zmianę nastawienia. To by mnie wręcz przeraziło! No bo co? Staję się nagle best friendsem Choi Minho? To wręcz niemożliwe. Wolę jak jest obecnie. Nie, wolałem jak było kiedyś. Była nieuzasadniona nienawiść. Wiedziałem na czym stoję chociaż. Teraz, ta ciągła przepychanka nastrojów jest jak koło fortuny. I dochodzi do tego, że boję się kiedy wygrywam. Minho jest tak nieprzewidywalny.
Dzisiaj chyba pierwszy raz od wielu lat serce zabiło mi szybciej. I nie było to związane z chorobowym strachem. Nie. Ani z momentem, kiedy mi się obrywało. To było inne. Bardziej intensywne i miłe, jednak nieco onieśmielające. A to dlatego, że stałem blisko Minho. Naprawdę blisko. Ładnie pachnie tak swoją drogą. Cynamonem i limonką. No a potem mu nawrzucałem. Może zbyt bardzo się uniosłem. Jednak jestem ostatnimi czasy trochę poddenerwowany. Może to przez środową „randkę” z Ji Joonem. Jestem ciekawy jaki będzie w realu. Czy ja mu się spodobam. To chyba najgorsze. Czy wykrztuszę z siebie chociaż słowo.
Kibum mnie dziś męczył z wyborem stroju. Chłopak bardziej przeżywa niż ja. I znowu stwierdzi, że Minho jest aż nazbyt zainteresowany moją osobą. Ja tego co prawda nie zauważyłem, ale mój mentor Kim, twierdzi zdecydowanie, że mina Choi po wiadomości o mojej randce była bezcenna. Nie wiem. Nie widzę Minho jako chłopaka zakochanego we mnie…

30 kwietnia (środa)
Boję się. Aż żołądek boli mnie z tego stresu. Zaraz wychodzę…
Trzeci raz podchodzę do napisania czegokolwiek. Nie wiem co właściwie się stało. Mój mózg jest otępiały, albo nie potrafi w logiczny sposób wytłumaczyć zdarzenia, którego byłem bohaterem. Bo to nie jest logiczne. Nie wiem jak to odebrać. Jako żart? Coś szczerego?
Choi Minho mnie pocałował. CHOI MINHO MNIE POCAŁOWAŁ! Pocałował! POCAŁOWAŁ!!!
Wpatruję się jak debil w te kilka słów, które napisałem. Ku swojemu przerażeniu nie odczuwam złości czy obrzydzenia. Jego usta faktycznie wylądowały na moich i nie było to dziełem przypadku, a zamierzone działanie Minho. Co gorsza, mi się to podobało.
Spotkałem się dziś z Ji Joonem, było fajnie, trzymał mnie za rękę, ale te małe czułostki nie wywołały burzy w moim sercu jak gest Minho. Dopiero teraz zauważyłem, że za każdym razem jak widziałem tego gburowatego dupka, to poziom stresu i łomotanie serca wzrastało? Tłumaczyłem to sobie tym, że zwyczajnie go nie lubię i moje ciało automatycznie nastawia się na wrogość. Jednak kiedy mnie pocałował… nie chciałem tego przerywać. Chciałem natomiast by trwało i trwało. Odepchnąłem go. To chyba normalne? Myślałem, że to głupi żart. A teraz już niczego nie rozumiem, szczególnie po tej jego gadce. I co ja mam teraz zrobić? Mam coś w zasięgu ręki i boję się po to sięgnąć. To tylko głupi żart. Tak to sobie tłumaczę. Jutro pójdę do szkoły i znowu będę dla niego powietrzem. Nic już nie będzie jednak takie same. Ja dla niego będę nikim. On dla mnie… no właśnie kim. Bo na pewno nie wrogiem. Żałuję, że mnie pocałował. Skomplikował wszystko.

1 maj (czwartek)
Czy zmieniło się cokolwiek? Nie. Żadne słowo powitania nie padło z jego ust, żaden uśmiech. Tylko przerażenie na twarzy… i ucieczka. To pierwszy raz, kiedy nie ja się bałem, a właśnie on. Jakbym to ja stał się tym razem prześladowcą. Gdy tylko Minho rano mnie zobaczył – uciekł.
Teoria Kibuma – coś do mnie czuje. I rozsądnym będzie, jeśli poczekam na niego tak jak zapowiedział. Nie wierzę w to. Zamiast traktować mnie jak gówno, będzie chodził ze mną pod rękę? Będzie taktował mnie jak równego sobie i będzie mnie… kochał? Niemożliwe. Obawiam się najgorszego. Że to wszystko zamierzone. Że założył się. A co jeśli mu ulegnę, a on wytrze mną podłogę? To najbardziej z realnych scenariuszy.

3 maj (sobota)
Zachowanie Minho coraz bardziej mnie onieśmiela. Staram się jak mogę go zniechęcić. Dziś nakrzyczałem na niego. Nie, nawrzeszczałem. Nie wyglądało jakby przyjął moje słowa do wiadomości i się do nich dostosował.
Ji Joon się nie odezwał od naszego pierwszego spotkania. Kibum twierdzi, że powinienem spisać go na straty. Że bez sensu mam się napraszać. Widocznie chłopak liczył na coś więcej, a przeszkodził temu Minho. Może i lepiej się stało.
Zostałem dziś sam w domu. Tata wyjechał do ciotki. Miał jej pomóc w przeprowadzce. I tak miał wielkie opory, żeby zostawić mnie samego. Przecież nie jestem już dzieckiem, ani nie jestem umierający. Już nie. Chociaż kiedy dziś rano zakręciło mi się w głowie, cudem powstrzymałem się by nie zadzwonić do swojego lekarza. Wariuję.
Pamiętniki zawsze są nudne. Przeglądam kilka ostatnich wpisów i stwierdzam, że nikt normalny by się tym nie zainteresował. Nawet ja nie jestem pewien, czy chciałbym ponownie przeczytać te wynurzenia.
Znowu po mojej głowie kołacze się okropna myśl. Może jednak dać szansę Minho. Nie. Jestem głupi. Co to w ogóle ma znaczyć? Choi Minho gejem? Śmiać mi się chce na samą myśl o tym. Pocałował mnie. I co z tego? Obawiam się, że to jakiś zakład. Mało zabawny żart. Gdyby tylko nie był tak wiarygodny w tych swoich gadkach. Nie wiem co mam zro

4 maj (niedziela)
…bić. Mamy koło trzynastej. Jest co najmniej dziwniej. Patrzyłem dziś zafascynowany – tak, zafascynowany – na śpiącego Minho tuż koło mojego łóżka. Było inaczej niż zwykle. Taki bezbronny, z rozdziawionymi ustami. Niemal niewiniątko. I właśnie w tym momencie coś drgnęło. Nie, nie w tym. To było wczoraj. Byłem zbyt oschły, wiem to.
Wieczorem nawiedził mnie Minho i został. Nie miałem serca wyrzucać do sprzed mojego domu. Pijany i nieogarnięty. Bełkotał o uczuciach. Zrobiło mi się go żal. Pościeliłem mu łóżko na podłodze, chociaż hardo namawiał mnie do wspólnego spania. Idiota. Myślał, że się zgodzę.
Jego ojciec umiera. Dwa miesiące. Tyle mu pozostało czasu z nim. Chyba, że badania wyjdą pozytywnie. Wątpię w to. Musiałby zdarzyć się cud, żeby los pozwolił mu żyć. A te się nie zdarzają. Wiem o tym. Ja swojego doświadczyłem i nie wiem na jak długo. Jednak wielu przede mną nie miało tego szczęścia. Po prostu umierali. Osoby z mojej sali. Z łóżka obok już nigdy się nie wybudzały. A ja mogłem tylko patrzeć jak myją i zabierają ciało. I te łzy rodziny, która wchodziła do i tak ciasnego pomieszczenia. Na początku płakałem razem z nimi wszystkimi. Utożsamiałem się i przerażony patrzyłem na trupy. Na początku płakałem w poduszkę, cicho roniąc łzy, by nie okazywać słabości. Potem kiedy zapłakane matki wchodziły do naszej białej klitki udawałem że śpię. Nie potrzebowałem widzieć ich czerwonych oczu i zrezygnowania na twarzy, jak i ulgi. Ulgi, że mają już za sobą całą tą przeprawę i mogą założyć czerń. Nie wiem po co o tym wspominam.
Łapię powoli szczęście w swoje podziurawione dłonie i czuję niepokój. Ten wkrada się i zostaje na dłoniach jak brud. Do tego ten bardziej zawzięty i nie chcący się zatrzeć. Właśnie teraz kiedy odzyskuję spokój i zyskuję to cholerne szczęście – które same wparowało do mojego ogródka – zaczynam się bać. Że całe zło mojego małego świata może powrócić z podwójną mocą. Że tym razem już się nie podniosę.
Pożegnałem Minho i usłyszałem na odchodnym, że się nie podda. Że jest zdecydowany mnie zdobyć. Brzmi to zabawnie.
Chyba chcę żeby to się udało.
Do zakończenia liceum zostało tak niewiele, a ja nadal żyję.
Ledwo pożegnałem się z Minho – tak znowu o nim – a ponownie go ujrzałem. Tym razem nad jeziorem. To miejsce jest naprawdę urzekające. Siedział sobie biedak – swoją drogą wymemłany, jakby ktoś mu krzywdę zrobił – na kocu na górce, mając idealny widok na wodę i gwiazdy. Aż grzechem było nie dołączyć się, a może zrobiłem to tylko dla siebie. By móc posiedzieć sobie w ciszy z moim niedawnym prześladowcą. Błoga cisza zmieniła się jednak w kłótnię, po której jednak doszliśmy do porozumienia. A jeśli nie do tego, to zwyczajnie normalnie rozmawialiśmy. Zadziwia mnie. Może on naprawdę się zmienił, a ta myśl że to dzięki mnie jest łechcącą moje ego.
Jestem przerażony, jednak chyba chcę spróbować. Jeśli to będzie kłamstwem… to przeżyję to. Nie z takich tarapatów wyszedłem obronną ręką. Nie zabije mnie to. Jestem silny.
Idę spać. Jutro ważny dzień.

5 maj (poniedziałek)
Jestem padnięty. Przedstawienie się udało, oczywiście. Mamy fundusze i na jakiś czas możemy przestać się martwić.
Zaledwie wczoraj chciałem dać Minho szansę, a dziś znowu poczułem się zawiedziony. Po prostu sobie poszedł. Zrobił co miał zrobić i wyszedł. A ja jeszcze głupi zgodziłem mu się pomóc. Nie mam już na nic dziś sił. Jestem osłabiony. I miałem zawroty głowy. To mnie przestraszyło. Może powinienem zgłosić się do lekarza? Tak na wszelki wypadek. Ehh, znowu wariuję. Idę spać.

6 maj (wtorek)
Nie wierzę własnemu pechowi, czy może to teraz szczęście nawet. Jutro mam randkę z Minho. Prawdziwą randkę, z moim prawdziwym wrogiem. Jedziemy do szpitala. Tak, wręcz idealnie. Wracam do początków. Gorsze jest to, że czuję się źle. Jestem osłabiony. Mam wrażenie, że coś ze mną jest nie tak. Że coś się popsuło… nie mogę do tego wrócić. Po prostu nie mogę. Nie mam sił by walczyć jeszcze raz, kiedy już wynurzyłem się na powierzchnię. Chcę być w końcu szczęśliwy. Kochać, być zdrowym.

8 maj (czwartek)
Ojciec Minho umarł. Może i mnie czeka taki los. Byłem na badaniach. Lekarz nic nie powiedział, tylko skierował mnie na dodatkowe badania. Nie będzie dobrze, wiem że nie będzie. Zbyt szybko zacząłem się cieszyć.

13 maj (wtorek)
Kochany Pamiętniczku… niedługo umrę.

15 maj (czwartek)
Robię dobrą minę do złej gry. Wyniki nie zostawiają mi złudzeń. Nawrót nowotworu. Już niedługo będę wąchał kwiatki od spodu. Chociaż może i to nie będzie mi dane. Lekarze przewidują góra pięć miesięcy przy intensywnym leczeniu. Czyli będę zakopany w zamarzniętej ziemi. Nie chcę być skremowany.
Jak ja mam to powiedzieć Minho? Jemu, który stracił ojca. Powinienem to zakończyć, ale nie chcę. Jestem samolubny i uważam, że i mi należy się odrobina szczęścia, ciepła. On będzie cierpiał, jeśli jeszcze bardziej się zaangażuje…

20 maj (wtorek)
Ojciec już namawia mnie na wyjazd do szpitala. Chętnie by mnie spakował. Jest głuchy na to, że to już koniec. Łudzi się, że jeszcze z tego wyjdę. Byłem taki sam. Uwierzyłem, złapałem piękną błyskotkę i odebrano mi ją. To boli.

22 maj (czwartek)
Staram się być chłodnym, jednak słabo mi to wychodzi. Nie potrafię ukryć tego co czuję.

27 maj (wtorek)
Powinienem się nie zgodzić. Powinienem powiedzieć kategoryczne, stanowcze NIE. Ale byłem zbyt słaby. Nie potrafiłem mu odmówić. Nie kiedy tak się postarał. Kiedy usłyszałem tyle miłych słów. Nie chcę tego kończyć.
Jestem na siebie wściekły. Jestem w związku z Minho.
Łudzę się tylko, że powiem DOŚĆ zanim usłyszę „kocham”. Na to będę musiał znaleźć siłę. Dopisałem do listy kolejny punkt. Zobaczyć śnieg. Poczuć na palcach zimne, roztapiające się płatki. Pierwszy śnieg. I ostatni.

31 maj (sobota)
Spotykam się z Minho – tryskam energią. Zaszywam się u siebie w pokoju – nie potrafię przestać łkać. Czas zdecydowanie za szybko leci, a ja mam go wybitnie mało.

15 czerwiec (niedziela)
Uwielbiam kiedy mnie całował. Kiedy do mnie mówił. Kiedy się uśmiechał.
Zaraz po tym, kiedy pomyślałem o tym, że kocham Minho… usłyszałem to samo. Od niego. Powiedziane tym nonszalanckim tonem, szczere… A potem bajka się skończyła, nie będzie happy endingu.
Autorzy  książek opisują miłość jak o uczucie, nad którym nie możemy zapanować. Ten cholerny wirus bierze nad nami górę. Nad logiką. Nad zdrowym rozsądkiem. Nie  myślałem, że  i ja  doświadczę tej "choroby". Nie miałem zamiaru się w tobie zakochiwać. A i pewnie on nie przewidział  tego, że poczuje do mnie coś podobnego. Po prostu stało się. Od  małego zakażenia, gdzie wirus znalazł małą lukę w sercu i umyśle, zagnieżdżając się. Niedługo trzeba  było czekać aż rozrośnie się do niebotycznych rozmiarów, przejmując kontrolę nad wszystkim co logiczne. Teraz żyję tylko nim. I nie wyobrażam sobie, że mógłbym go stracić. Nigdy.
I straciłem. A on nie powtórzył, że mnie kocha. Kłamał. Jak każdy przed nim. Nie mogę mu się dziwić. Ja umieram. I bez sensu być z żywym jeszcze trupem.
Nie pokażę się już więcej w szkole. I tak nie ma sensu jej ukończenie. Chcę zostać przytulony. Nie chcę być sam. Dlatego byłem tak samolubny. I co i dało to nagłe otrzeźwienie? Jestem głupi. Trzeba było go przy sobie zatrzymać.

18 czerwca (środa)
Dziś – albo wczoraj – pierwszy raz poczułem, że może warto walczyć. Tym samym legła w gruzach cała moja dotychczasowa filozofia. A to wszystko przez Minho. Nie potrafiłem mu odmówić i kiedy tylko go ujrzałem, doskonale wiedziałem że poległem.
Nie pozostaje mi nic innego, jak być z nim. Nie żebym tego nie chciał. Wierzę mu. Wiem, że mnie nie opuści. Postaram się być silnym, nie chcę mu tego jeszcze bardziej utrudniać. Czuję jednak, że trochę się mijamy. On chce dla mnie dobrze, ja dla niego i przez to… może być trudno się dogadać.
Nie wiem, które kocha z nas bardziej. Mówią, że ten kto darzy kogoś uczuciem w większym stopniu jest słabszy? Chyba mam inną teorię co do tego. Jest na pewno szczęśliwszy. A ja jestem szczęśliwy. Bardzo.

19 czerwca (czwartek)
Uwaga...hmm…próba generalna.
Drogi Minho!
Stwierdziłeś wczoraj (?) że niewiele o mnie wiesz. Dlatego postanowiłem, że czego ci nie powiem normalnie, później będziesz mógł to przeczytać. Kiedy już mnie nie będzie… no wiesz.
Dziwnie mi zaczynać zupełnie inaczej pisać, niż tylko dla siebie. Nie chciałbym, żeby to wszystko wyszło sztucznie, drętwo. Jak już zauważyłeś pewnie wcześniej, to mój pamiętnik.
Byłem wczoraj na badaniach i wyjechałem ze szpitala z niemal torbą leków. Mój ojciec jest ci wdzięczny, wiesz? Zdołałeś mnie namówić do chociaż minimalnego wkładu w dbanie o swoje zdrowie. Nie łudźmy się, później doskonale zdasz sobie sprawę z tego, że moment poprawy wszyscy przegapili – a ja głupi myślałem, że moje dobre samopoczucie zostanie na zawsze – i teraz nie pozostaje mi nic, tylko umrzeć w miarę szczęśliwym i w ruchu. Nie chcę być przykuty do łóżka, z masą rurek na całym ciele.
Ciekawostka na dziś. Lubię spaghetti. Nie, kocham spaghetti.

20 czerwca (piątek)
Mam już schizy do tego stopnia, że budzę się codziennie rano i sprawdzam, czy wszystko mam na miejscu. Przeliczam włosy na szczotce, doszukuję się nowych siniaków/krwiaków. Szukam jak głupi objawów pogorszenia mojego stanu.
Wiesz, co jest najgorsze? To że czuję się świetnie. Nie jestem ospały. Nie mam obniżonej odporności. Mam dobry apetyt. I brakuje tylko tego okropnego słowa : jeszcze. Czuję się jeszcze świetnie. Nie jestem ospały, jeszcze. Czuję się zdrowy, jeszcze. Mam dobry apetyt, jeszcze. Chcę pociągnąć jak najdłużej, by do oporu nacieszyć się młodością … i tobą.
Siedzę w domu i nie mam co ze sobą począć. Wyjdę chyba dziś do sierocińca. Dzieciaki sprawiają mi taką radość.
Ciekawostka na dziś. Tak jak twoja mama uwielbiam Orange Caramel. Oprócz tego wszystkie te kolorowe, słodziachne girlsbandy. Dziewczęta są urocze, chociaż ogólnie rzecz biorąc denerwuje mnie taki styl bycia w normalnym życiu.

29 czerwca (niedziela)
Przed chwilą się z tobą pożegnałem. Może nic nie powiedziałem, jednak to było chyba najlepsze wyznanie jakie dane było mi usłyszeć. Może nie powiedziałem, ale postaram się walczyć – żyć jak najdłużej, byśmy mogli spędzić jak najwięcej chwil razem, byś nie musiał żałować że niewiele dla mnie zrobiłeś. Robisz aż za dużo. Każdego dnia. Nawet będąc ze mną i po prostu milczeć. To aż za dużo, że jesteś ze mną i udajesz, że nie będziesz płakał.
Nie powinienem tak dużo pić. To zdecydowanie źle odbiło się na moim samopoczuciu. Oczywiście ci tego nie powiedziałem… ale już myślałem, że bez lekarza się nie obejdzie i wypluję całą krew jaką mam w ciele. Jednak już wiem, że muszę uważać bardziej niż zwykle, skoro aż tak zaplamiłem ci łazienkę (spokojnie, posprzątałem).
Jutro będzie jeszcze lepszy dzień. Tak będę mówił sobie co wieczór.

6 lipiec (niedziela)
To był straszny sen. Obudziłem się zlany potem i nie mogłem oddychać. Nadal – gdy to piszę – drżą mi ręce.
Wiesz, że cię kocham? Mówiłem już to? Jak nie, to piszę. Kocham cię, Choi Minho.

8 lipiec (wtorek)
Kto mnie pokarał takim idiotą, co? Chyba musiało mi coś paść na głowę, kiedy zgadzałem się na sparowanie naszej dwójki. Nikt, dosłownie nikt nie doprowadza mnie do takiej pasji jak ty. Jak mówię „nie”, to to wcale nie oznacza „że dam się jeszcze przekonać”. To znaczy nie, do cholery jasnej!
22’22
Dobrze, przyznaję. Jednak miałeś dobry pomysł. Przepraszam za to na górze…

10 lipca (czwartek)
Jak za kilka minut się spotkamy, to mam zamiar powiedzieć ci, że Joo Woon za tobą tęskni. Wiele dzieciaków wspomina cię z uśmiechem. Pójdziemy tam razem w przyszłym tygodniu. A jak nie będziesz chciał, to zawlokę twoje omdlałe ciało – po wcześniejszym obezwładnieniu – i pobawisz się z dzieciakami. Nie myśl tylko o sobie i o mnie.

15 lipca (wtorek)
Dostałem dziś zamówione miesiące temu biuletyny dwóch uczelni w Seulu. Z ciężkim sercem otwierałem kopertę, wiedząc co tam znajdę. Bojąc się, że rozkleję się jak głupek, kiedy zobaczę te piękne budynki, tą doskonała dla mnie ofertę… i że nie będę mógł z tego skorzystać. Że nie dane będzie mi nazwać siebie studentem. Że nie zdobędę wymarzonego zawodu. Że nie dożyję trzydziestki, ba! Dwudziestki nie dociągnę… To przykre tak bardzo, że napiłbym się (to twoja wina, że spróbowałem tego trunku diabła). Napiłbym się, ale cholera nie mogę – lekarz zabronił, bo to za bardzo osłabia moją odporność. To ja się pytam, co mogę?! Teraz okazuje się, że niewiele. Mam unikać zimna, deszczu, stresu… niczym kobieta w ciąży. Wszystko może osłabić moją odporność. A osłabiona odporność równa się temu, że mogę umrzeć na katar… jeśli wcześniej rak mnie nie zeżre. Cudownie.

29 lipca (wtorek)
Zaraz wychodzę do ciebie. Dalej nie mogę uwierzyć, że twoja mama chciała bym zobaczył jej ślub. Uwielbiam tą kobietę i nawet nie wiesz, jak jesteście do siebie podobni.

30 lipca (środa)
Czy to się stało naprawdę? Męczę się szybciej niż zwykle. To zły znak.

24 września (środa)
Byłem zbyt zabiegany, by cokolwiek skrobnąć. Aż nie mogę uwierzyć, że moje życie z tego bardzo stabilnego, przemieniło się w kilka chwil w pełne energii, zawirowań. To jest dobre. Czuję, że żyję, chociaż już niedługo odejdę. I trudne. Bo do ostatniej chwili będę pluł sobie w brodę, że zwyczajnie nie chcę zwalniać tempa. Że chcę, by wszystko trwało znacznie dłużej.
Wszyscy już widzą, jak się czuję. Nie sposób ukryć sińce pod oczyma. Tego że nie mam apetytu. Że nie mogę spać w nocy i budzę się zlany potem obok Minho. To nadal niesamowite budzić się u jego boku, w naszym mieszkaniu. Jak dorosło to brzmi i kłóci się z tym, że nadal zachowujemy się jak dzieci.

6 październik (poniedziałek)
Kiedy będziesz już to czytał i zalewał się łzami – chociaż mam nadzieję, że do tego nie dojdzie – mam zamiar właśnie w tym momencie cię rozśmieszyć. Nie ma zabawniejszego widoku niż ty, który trzęsie portkami ze strachu w Domu Duchów, kiedy dziecko niespełna ośmioletnie obok nas chichocze jak głupie, a ty myślisz że to kolejny potwór wynurzający się z ciemności. Takiego dnia potrzebowałem, serio. Dziękuję!

12 październik (niedziela)
Nie ma to jak poranna dawka wymiotów – prawie jak kobieta w ciąży. Nawet nie zdążyłem zjeść śniadania, a już plułem żółcią. Dobrze, że ciebie wtedy nie było, błogosławione ciepłe bułki, których ci się zachciało.
Czuję, że powoli nadchodzi niemiły Pan z Kosą. Mam nadzieję, że doczekamy wspólnego pierwszego śniegu. Ten zawsze mnie nastrajał pozytywnie, nieco nostalgicznie. Tak jakby te małe płatki miały być początkiem czegoś nowego, może lepszego. Bylebym tylko nie wykitował  zaraz po jego spadnięciu – to by była trauma dla ciebie, nie chcę tego.

1 grudnia (poniedziałek)
Pamiętam, kiedy pierwszy raz usłyszałem, że mam raka. To nic, że byłem jeszcze dzieckiem i tak zmełłem w ustach przekleństwo, którego nauczył mnie jeden z kolegów. "rak", słowo, którego boi się każdy człowiek. Słowo, które potrafi zniszczyć, chociaż jak na ironię nie robi tego szybko.
Nie potrafię zebrać myśli w  jeden ciąg. Kurde, strasznie trudno zapisać mi chociaż jedno zdanie. Wiem, że to widzicie. Nikt z Was jednak o tym nie mówi. A ja doskonale to czuję. To już prawie koniec. Zaraz będzie widać metę.

6 grudnia (sobota)
Doczekałem się i czuję w kościach, że mam tylko kilka dni. To ten moment, kiedy nagle dobrze zaczynasz się czuć, ogarniasz i chwilę potem umierasz. Dlatego, wiedząc, że to moje ostatnie słowa jakie tutaj skrobię, chcę żebyś wiedział, że cię kocham.
Nie muszę dodawać nic więcej. Nie ma co się rozwodzić, nad znaczeniem tych słów. Po prostu cię kocham i dziękuję.

~~~~~~~~~~~~~~~~~

Tak, trochę ckliwie prawda? To coś, co mieliście przyjemność - mam nadzieję - przeczytać zaczęłam skrobać razem z rozpoczęciem Virgin Snow. Nie miało być długie, ale chciałam jakoś przedstawić sytuację z perspektywy Taemina. W końcu opowiadanie opisywało tylko uczucia Minho. Mam nadzieję, że przypadło Wam do gustu, mam nadzieję, że nie będziecie za bardzo się wzruszać. 
Czekajcie na ostatni twór, jaki wyjdzie na tym blogu - Krucze Skrzydła. Pewnie pojawi się nieprędko, ponieważ chcę jak najbardziej dopracować tą historię. 
Pozdrawiam! 

13 komentarzy:

  1. Nie wiem od czego zacząć, po przeczytaniu tego zupełnie nie mogę pozbierać myśli, płaczę jak małe dziecko. Oh dziewczyno co ty robisz z moim (i zapewne nie tylko moim) życiem ;;;;;;;;;;; To było genialne, całe opowiadanie było genialne. Z wielką niecierpliwością czekałam na każdy następny rozdział, przywiązałam się do tego opowiadania, na pewno wrócę do niego po jakimś czasie. Wielkie brawa dla Ciebie i czekamy na więcej takich perełek! <3

    OdpowiedzUsuń
  2. Piszę ten komentarz 3 raz, poprzednie się usunęły. Dopiero po przeczytaniu tego zauważyłam że dodałaś jeszcze epilog więc zaraz zabieram się za czytanie. Rozdział/dodatek wspaniały, uwielbiam cię <3 Od jakiegoś czasu sama zaczęłam pisać małą yaoicową historyjkę, ale to co ja sobie do szuflady piszę nie ma startu do tego co ty dodajesz. W jeden weekend nowy rozdział Virgin Snow i Stay (od Hoshi) jestem w niebie*_* Udało mi się powstrzymać łzy przy tym ale nwm jak to będzie z epilogiem który na mnie czeka. Jak coś jeszcze wymyślę to tam napiszę a tym razem żegnam <3 A no i oczywiście PIERWSZA!! XD

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ach, blogspot mnie nienawidzi. Ale naprawde jak zabierałam się za pisanie komentarza nr I to byłam pierwsza *smutek*

      Usuń
  3. Chyba nigdy po przeczytaniu opowiadania tak nie płakałam. Nawet teraz ciężko mi pisać, bo łzy nadal lecą. Ok...do samego końca wierzyłam, że Taemin będzie żył. Niestety, życie jest jakie jest, ale przecież zawsze można mieć nadzieję,prawda? Opisałaś doskonale brutalność świata, losu, przeznaczenia...opowiadanie jest smutne, ale genialne. Opowiadasz o normalnym życiu, moja rodzina zna wiele osób, które umarły na raka(w tym w mojej rodzinie 2 osoby), wiec to naprawdę nie jest czymś niezwykłym zachorować na to. Niezwykłe jest opisanie uczuć takiej osoby, a także osoby, która na to patrzy, jak stara się uśmiechać, choć wie, że wszystko nie ma sensu, niedługo będzie koniec. Ten Taemin był mi bardzo bliski. Mam nadzieję, że jak będziesz pisała opowiadanie z własnymi postaciami to koniec będzie weselszy. Jesteś genialna, naprawdę. Wielu mówi, że nie można opisać czegoś bez przeżycia takiej sytuacji, Ci się udało. Chyba już nic nie mogę powiedzieć, jestem zbyt smutna, idę płakać albo pooglądać dramę. Dziękuję za napisanie tak pięknego i bogatego w emocje opowiadania. Życzę szczęścia, czasu na pisanie i dużo, dużo weny. Hwaiting!

    OdpowiedzUsuń
  4. Wybacz ale tego nie przeczytam, nie lubię smutku :P

    OdpowiedzUsuń
  5. To już naprawdę koniec. Na taki dodatek właśnie czekałam. Był troszkę weselszy i bardzo zwięźle opisujący to wszystko z perspektywy Taemina. Z każdą jego kolejną notką można było przypomnieć sobie wszystkie sytuacje.
    Teraz popadłam w takie otępienie i smutek. Bo co ja teraz będę czytała? Już skończyło się wypatrywanie kolejnego rozdziału Virgin Snow. Mogę śmiało stwierdzić, że dla mnie to jest Twoje najlepsze opowiadanie. Lubię czytać coś, co nie jest kompletnie oderwane od rzeczywistości, tylko ma jakieś swoje urzeczywistnienie w normalnym świecie. Przecież coś takiego może i nas spotkać. Trzeba żyć jakby nie było jutra. Tak właśnie żył Taemin. Brał co zesłał mu los i nie chciał się nad sobą użalać. Takie dramaty dotykają wielu i wiadomo jest nam przykro, ale kiedy coś takiego dotknie nas wtedy zaczynamy myśleć inaczej. Zupełnie zmienia się pogląd na życie. I prześladuje nas świadomość że niedługo i nas zabraknie na tym świecie, że to wszystko się skończy. Jak byłam młodsza to śmiałam się z takich rzeczy. Wydawało mi się, że nic złego nie może się zdarzyć i czytanie czy oglądanie smutnych historii nie wzbudzało we mnie większych emocji. Wszystko przyjmowałam bardzo gładko. Nie wiem czy to z wiekiem, czy przez pewne wydarzenia stałam się bardziej płaczliwa. Bardziej dotykają mnie takie historie. A może właśnie świadomość, że w każdej chwili może coś złego się wydarzyć, wpłynęła tak na mnie? Nie wiem. Pewne jest to, że czytając Virgin Snow nie jeden raz poleciały mi łzy. I wcale ich nie żałuję, bo to była piękna historia. Wszystko to opisałaś niesamowicie. Naprawdę jestem zachwycona tym opowiadaniem. Masz w swoim stylu coś takiego co przyciąga. Piszesz bardzo ciekawie i niebanalnie. Ja nie jestem żadnym znawcą ale to co Ty tworzysz wybija się ponad masę opowiadań i cały internetowy chłam. Cieszę się że jest ktoś taki jak Ty, że piszesz coś takiego. Dziękuję Ci za to opowiadanie. Bardzo. Było niesamowite i powrócę do niego nieraz. Tobie życzę dużo ciekawych pomysłów na kolejne. To nieważne czy k-popowe czy nie, ważne, by były równie ciekawe historie jak ta albo i lepsze. Tylko to się liczy. Justus masz talent do pisania i proszę rozwijaj go cały czas. Nigdy nie przestawaj i nigdy się nie poddawaj!!
    "Po prostu cię kocham i dziękuję."
    Ściskam i pozdrawiam A.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dla tych którzy przeczytali całe Virgin Snow polecam obejrzenie Szkoły uczuć, Now is good i Niino no Koto wo Wasurenaide. Te filmy fajnie wpisują się w tematykę tego opowiadania.
      Wybacz Justus ale musiałam ;)
      A.

      Usuń
  6. Bardzo się cieszę z tego dodatku. Od razu zupełnie inaczej odbieram osobę Taemina. No i pojawia się tu dużo wyjaśnienia. Są emocje i to duże, ale dla mnie zawsze takie proste rzeczy miały w sobie najwięcej emocji. To jest bardziej wzruszające, niż całe opowiadanie.
    Clarie Dane

    OdpowiedzUsuń
  7. przepiękne opowiadanie ....mega wzruszając ..dziękuję że piszesz :*

    OdpowiedzUsuń
  8. NIENAWIDZĘ CIĘ :((












    ps. przepięknie piszesz.

    OdpowiedzUsuń
  9. DOBRA.
    OKEJ.
    PRZEKONAŁAŚ MNIE.
    JA R Y C Z Ę ;-;
    Zakończenie rozdarło mnie na dwie części - tę, która cię nienawidzi i tę, która cię kocha ;-; Jenak mimo wszystko dobrze, że nie stał się jakiś cud, tylko wszystko było realne .v.
    GJ i będę czekać na te twoje gej-opowiadania c;

    OdpowiedzUsuń
  10. Ostatnie dwa wpisy przeczytałam po dziesięć razy. Nadal nie mogą dojść do siebie po tym co ujrzałam. Pisząc komentarz pod epilogiem zupełnie zapomniałam o dodatku. Szczerze mówiąc po sprawdzeniu długości prawie straciłam nadzieję na to, że zdążę to przeczytać jeszcze przed snem. Nie, nie czytam długo, ale znając mnie rozwodziłabym się na każdym słowem. No, jednak udało mi się dobrnąć do końca. I nie żałuję.
    Z początku sądziłam, że cała historia opierać się będzie na podobnym schemacie co "Bracia Lwie Serce". Sądziłam, że to Minho umrze pierwszy, a Taemin po prostu do niego dołączy. Ale powiem szczerze, że taka wersja dużo bardziej mi się podoba. i naprawdę dziękuję Ci za to, że dałaś czytelnikowi możliwość dopowiedzenia sobie co było dalej. Bo póki Minho żyje, to historia jego i Taemina jeszcze się nie skończyła. Żyją nadal, nie dla naszych oczu, lecz dla naszych serc.
    Dziękuję Ci bardzo.
    Za wspaniałą historię.
    Za powód do refleksji.
    Za wiarę w przyszłość.
    Za naukę, jaka płynie z ust Taemina.
    Za to, że uczyniłaś moje życie, jak i życia wielu z nas, lepszymi, ważniejszymi.
    Dziękuję za "Virgin Snow"
    Nekuś

    OdpowiedzUsuń
  11. ! To opowiadanie jest zajeee ... No kocham. . Świetnie piszesz . Popłakalam się jak nigdy serio pierwszy raz . Powodzenia w dalszym pisaniu , weny i wszystkiego ! :D

    OdpowiedzUsuń