piątek, 20 lutego 2015

Virgin Snow - Rozdział 27.

            Chciałby móc żyć w sterylnej bańce, która odgradzałaby od wszelkiej zawiści, nienawiści, ponurego nastroju, choroby. Chciałby na zawsze leżeć obok niego i myśleć, że jego blond włosy są poprzetykane siwizną, w kącikach oczu kiedy się uśmiecha robią się zmarszczki. Chciałby.
            Wiedział, że dostał zbyt dużo szczęścia i miłości, że teraz to złe przyjdzie i zmyje mu głowę, przypominając o sobie. Starał się jednak o tym nie myśleć. Żyć w swoim zamku i cieszyć się chwilą. Nie patrzeć z obawą, nie budzić się co ranek i gorączkowo wybierać numer Taemina, pytając czy wszystko w porządku.
            Co najważniejsze… chciał napisać, wykrzyczeć ŻYLI DŁUGO I SZCZĘŚLIWIE, NIE NĘKAŁY ICH CHOROBY I SPEŁNILI SWOJE MARZENIA. Chciałby. Odrzucał od siebie ten moment, a jednocześnie z niecierpliwością czekał, bo to zaczynało kolejny etap w jego życiu. Ten gorszy. Ten usiany przeciwnościami. Pełen chusteczek. Grający smutną melodię płaczu, przy akompaniamencie najlepszego kostiumu – podpuchniętych oczu.
            Już teraz wiedział, że się zmienił. Taemin go zmienił. Każdego dnia robił coś, co go bawiło, wściekało, wzruszało. Żył pełnią życia. A teraz co? Miał stracić ten jedyny płomyk, dzięki któremu odrodził się? Wiedział też, że jego życie już do końca będzie dzieliło się na dwa etapy, dwa cholerne przystanki : ten z Taeminem i ten bez niego. Na ten drugi nie był jeszcze gotowy. Nie był przygotowany. Los czy fatum zakpiło jednak z niego. Bezczelne nie zapytało o zdanie. Nie uprzedziło, nie poklepało przyjacielsko po ramieniu i nie powiedziało, że za chwilę zmieni się całe jego życie. Że teraz zamiast tęczy, będą się sypały kłody pod nogi, a deszcz będzie padał tylko na niego – i nawet parasol nie pomoże.
            Wszystko działo się w zwolnionym tempie. Jak w kiepskim filmie akcji, kiedy reżyser próbuje zwrócić uwagę widza na coś ważnego, bardzo istotnego. Tak się teraz czuł. Paraliż. Miał wrażenie, że serce najpierw odmawia mu posłuszeństwa, by po krótkiej sekundzie wtłoczyć życiodajną krew z ogromną siłą i ogromnym bólem. Chyba nawet słyszał swój zduszony krzyk.
            To była chwila. Siedział na łóżku Taemina i czytał. Dokształcał się już od pewnego czasu na temat tego, jak poradzić sobie ze śmiercią bliskiej osoby. Iskierka nadziei nikła z dnia na dzień, a on mógł jedynie patrzyć bezczynnie, jak choroba zabiera mu słońce. Rozdzierało mu to serce, a Taemin nie pozostawiał złudzeń – ani jego wyniki, pogarszające się każdego dnia. I wtedy przyszło to złe. To, które znajdowało się w każdym zdaniu po ale, które też nie padało głośno. Kiełkowało w ciszy, złowrogim milczeniu i w końcu wyrosło. Przez nikogo nie chciane. Zakorzeniło się jak chwast i tylko czekało na odpowiedni moment, żeby zniszczyć wszystko dookoła. Dla niego to nie był odpowiedni moment, to nie była ta chwila. Jeśli miałby coś do powiedzenia w tej kwestii, to chwast nigdy nie miałby racji bytu. Gdyby miłość i radość mogłaby uleczyć… zostałby cholernym doktorem, specjalistą w tej dziedzinie.
            A był tylko Minho. Bezradnym licealistą, bez planów na przyszłość. Głupim dzieciakiem, który nie potrafił zrobić kroku do przodu. Kiedy Taemin lekko się zachwiał. Kiedy zgiął się wpół. Kiedy spojrzał na niego przerażony, w jego oczach nie było strachu. Raczej żal, że to tak szybko. Że nie zdążyli zrobić tylu rzeczy.
            Zapowietrzył się, zdając sobie że jeszcze chwila i utonie w krwi. Zaczęło się niewinnie. Lekkie zasłabnięcie, potem mała strużka krwi. Czerwonej cieczy, która niewinnie zabarwiła dywan, by przekształcić się w ogromną kałużę. Czas stanął w miejscu, a on patrzył. Nie potrafił zrobić nic. Zrobił krok do przodu, a Taemin zrobił krok do tyłu.
            Ratuj go, debilu. Coś krzyczało w nim, a na zewnątrz był tylko bezwładną kukłą. Potem zbiegł na złapanie karku ze schodów. Zawołał ojca Taemina. Drżącym dłońmi odpalił auto. Głupio pomyślał, że tapicerka będzie do wymiany. Jakby to teraz było najważniejsze. Spojrzał wtedy na pierścionek-obrączkę i wziął się w garść. Przecież nie miał być zestrachanym gówniarzem, a księciem na białym koniu, który uchroni od złego. Zdawało się, że godziny siedzą w aucie. Krew nie przestawała płynąć. Taemin niemal się nią dusił. Chyba wrzeszczał. Na jakiegoś kierowcę, który zatarasował mu przejazd. Czerwone światło? Żaden problem. Nadmierna prędkość? Niech tylko ktoś spróbuje go zatrzymać.
            Białe ściany przychodni odstraszały i miał ochotę zrobić krok do tyłu. Wszystko znowu przyspieszyło. Serce zaczęło mocniej bić. Nie rozpoznawał ludzi, którzy zabrali mu Taemina z jego ramion. Kolejne długie minuty, ba!, godziny czekania. Czekania w milczeniu, otępieniu.
            Nie płakał. Tępo wpatrywał się w swoją koszulkę. Białą. Która teraz lepiła się do niego. Śmierdziała krwią. Nienawidził zapachu krwi.
            - Ten dzień to koszmar – wymamrotał nieprzytomnie. Otumaniony rozejrzał się dookoła. Ojciec Taemina siedział obok niego – Czy już coś…? – zapytał powoli mężczyznę.
            - Minho, spokojnie – mężczyzna poklepał go pocieszająco po ramieniu. Nic to nie dało. Nie czuł się pocieszony. Nie ukoiło to jego strachu. Nie czuł więzi z tym facetem. Przebywał w stanie okropnego odrętwienia.
            - Nie – powiedział zachrypniętym głosem i odsunął się od mężczyzny. Wstał. Zrobił krok do przodu. Walnął pięścią w ścianę. Jakaś pielęgniarka spojrzała na niego z wyrzutem. Miał ochotę rzucić się jej do gardła. Wyładować wściekłość na siebie, na niej.
            - To jeszcze nic poważnego. To tylko zwykłe krwawienie.
            - Krwawienie? – z niedowierzaniem zapytał mężczyznę – Krwawienie, kurwa? On umierał. Słabł coraz bardziej. Był biały jak płótno. Nic takiego?! – wrzasnął i powstrzymał szloch.
            - Wiem, że to dla ciebie coś nowego. Nie jesteś przyzwyczajony. Byłbym jednak wdzięczny, gdybyś powstrzymał emocje kiedy wejdziesz do Taemina. On potrzebuje uśmiechu.
            Spojrzał na faceta jak na kretyna. Miał się uśmiechać? Może jeszcze udawać, że nic się nie stało? Zbyt wiele.
            - Nie byłem przygotowany na coś takiego – mruknął, oddychając głęboko – Nie spodziewałem się, że to będzie aż tak… drastyczne – mówił wypranym z emocji głosem – To ma być dopiero początek? Będzie gorzej? Straszniej? Znowu dostanę prawie zawału? Jak, jak pan to wytrzymywał? Przecież on musi się leczyć! – wrzasnął, bezsilnie pokazując na drzwi za którymi zniknął Taemin.
            Mężczyzna nachmurzył się i uśmiechnął z żalem.
            - Doskonale wiesz, że na to już za późno. Weź się w garść. Wiem, że cię to dotknęło. Ale to nie ty jesteś chory. To mój syn właśnie leży na tym niewygodnym łóżku i jest podłączany do rurek. To on się pewnie zastanawia, co pomyślałeś kiedy go takim zobaczyłeś. To wrażliwy chłopak. I to on najbardziej cierpi. Ty albo możesz łkać i wzywać Boga, albo mu pomóc. Wspierać. On nie potrzebuje mazgaja – mężczyzna powiedział ostro. To sprowadziło Minho na ziemię.
            Przymknął oczy i przywitał się z karuzelą, jaką mu zafundował umysł.
            - Ma pan rację – otworzył oczy i nieco trzeźwiej spojrzał na mężczyznę – Zachowuję się jak dziecko. On jeszcze nie umiera – wiele kosztowało go, żeby mówić spokojnie. W środku się wszystko gotowało, rozpadało, a on nie potrafił łapać tych wszystkich kawałków.
            Lekarz niedbałym krokiem  wyszedł z sali, jakby takie przypadki były dla niego chlebem powszednim. Zacisnął zęby, widząc obojętność w oczach konowała.
            - Możecie panowie już wejść do pacjenta. Wszystko jest w porządku. To coś normalnego – wyjaśnił uspokajającym, sennym głosem.
            - Świetnie – warknął Minho, czując że nie polubi tego specjalisty. Przepchnął się pierwszy i znowu ścisnęło mu się serce, widząc bladego Taemina. Jego włosy, twarz niemal zlewały się z śnieżnobiałą poduszką. Wyglądał jak trup. Jak zbyt piękna lalka, która zasnęła i już nigdy nie miała się obudzić. Tak będzie wyglądał? Na samym końcu?
            - Taemin – wykrztusił z siebie i prawie pobiegł do jego łóżka.
            Chłopak żył. Minho wstrzymał gwałtownie powietrze.
            - Który dzisiaj dzień? Ominęło mnie coś? – zapytał słabo i uśmiechnął się lekko. Był osłabiony.
            - Ten sam, głuptasie. Sierpień, 29. Jak bardzo źle się czujesz? – zapytał, udając rozbawienie.
            - Czuję się lżejszy. Tyle z siebie wyplułem – mruknął Lee. Minho uśmiechnął się z bólem – Ty jednak wyglądasz gorzej niż ja – palnął, z trudnością podnosząc dłoń do góry.
            Złapał ją szybko i zacisnął mocno.
            - Jasne, kretynie. Dywan będzie do wyrzucenia, nawet bezdomni się nim nie pocieszą, chyba że zdecydują się na transfuzję – skrzywił się -  Zapomniałem ci powiedzieć, że słabo mi się robi na widok krwi – mruknął.
            Taemin parsknął. Ojciec Taemina wszedł do środka i przycupnął na skraju łóżka, nie odzywając się.
            - Dlatego, żeby pokonać fobię zabarwiłeś sobie koszulkę moją krwią? – zakpił Lee.
            - Poświęciłem się i niosłem twoje bezwładne ciało. Wcale nie byłeś taki lekki – wyrzucił mu i uśmiechnął się łagodnie.
            - Przepraszam, że musiałeś coś takiego oglądać – mruknął nieśmiało blondyn – To musiało być trudne.
            - Chyba muszę się przyzwyczajać. Jestem twardy facet. Poradzę sobie. Tylko ty mi nie wykorkuj. Widziałem twojego lekarza i nie podoba mi się. Nie mam do niego za grosz zaufania – mruknął konspiracyjnym szeptem Minho.
            - Nie pierwszy raz u niego byłem. Spoko gość z niego – zaoponował Taemin.
            - I tak mi się nie podoba – burknął Minho.
            - Jesteś zmęczony? – przerwał im rozmowę ojciec Taemina – Jesteś – odpowiedział sobie, widząc minę syna.
            Minho z niechęcią podniósł się do góry.
            - Będę czekał na zewnątrz. Prześpij się trochę.
            - Jedź do domu – sprzeciwił się blondyn – Jutro chcę wyjść. Możesz po mnie przyjechać.
            - Co? – powiedział oburzonym głosem Minho, zanim zrobił to ojciec Taemina – Jakieś badania, czy coś? Wiedziałem, że ten lekarz to debil – warknął.
            - Nic mi nie jest. Teraz tylko nie mogę się przemęczać, jeść warzywa. Trochę ćwiczyć, żeby poprawić krążenie. Minho, to nie jest dla mnie coś nowego. Wiem co robić – wyjaśnił spokojnym tonem.
            - Ale i tak powinieneś mieć jakieś badania – mruknął – Sam porozmawiam z tym frajerem.
            - Minho! – Taemin podniósł głos, nagląco patrząc na chłopaka.
            Choi westchnął i zgarbił się odrobinę.
            - No dobrze – warknął pokonany – Nic nie będę mówił. Ale liczę w tej sprawie na pana – powiedział do ojca Taemina. Mężczyzna uśmiechnął się rozbawiony. Jakby to w ogóle było śmieszne – Dobrze, pojadę do domu. Jutro przyjadę, dobrze?
            - Świetnie – powiedział zadowolony Taemin i ziewnął donośnie.
            Wyszedł przybity z sali. Błąkał się jeszcze chwilę po korytarzu, łypnął złowrogo na lekarza, którego nie polubił i opuścił szpital.
            - Tak, mamo? – odebrał telefon od rodzicielki, która wrzasnęła do słuchawki. Wysłał jej wcześniej wiadomość, że Lee jest umierający.
            - Nie, mamo. Wszystko w porządku. Tylko spanikowałem. Już wracam do domu. Taemin śpi. Porozmawiamy w domu. Będę za pół godziny.
            Ojciec Taemina dołączył do niego niebawem.
            - Chce pan prowadzić? – zapytał z pokorą – Mógłbym coś nam złego teraz zrobić. Muszę pomyśleć – westchnął ciężko. Mężczyzna bez słowa wziął jego kluczyki.
            Milczeli. On myślał.
            - Za każdym razem będzie to dla mnie tak trudne? – zapytał w końcu zduszonym głosem.
            - Będzie – skupiony mężczyzna przytaknął – I tak się cieszę, wiesz? Taemin chociaż coś robi. Widać co prawda, że jest zmartwiony całą sytuacją, ale jest też zadowolony. To dzięki tobie. Cieszę się, że nie chce tak po prostu odejść. Że walczy. Z wiatrakami, ale walczy – westchnął.
            - Może zrobiłbym badania? – zapytał z nadzieją – Znaczy mam już zrobione. Robiłem dla ojca, ale on… no wie pan. Nie zdążyły się przydać – mruknął.
            - Minho, Taemin musiał ci mówić, że… - zamilkł.
            - Wiem. Wiem, cholera – nieznacznie podniósł głos – Ale może coś się jeszcze da zrobić. Zawiozę je jutro do Seulu. Tam się Minnie leczy, prawda?
            - Podam ci namiary na jego lekarza. Możesz próbować, ale to niewiele da. To już jest beznadziejny przypadek – odpowiedział z bólem.
            - Nie może się pan poddawać tak szybko – uniósł się Choi – Każdy może wyzdrowieć! Każdy!
            - Też tak myśleliśmy. Pół roku temu, kiedy mu się poprawiło. Minho, wiem że ci zależy na moim synu. Doceniam to, chociaż i tak ciężko mi przetrawić fakt, że wy… no wiesz, razem. Czasami trzeba jednak odpuścić. I ja i Taemin wiemy, że to już nie ma sensu. Teraz jedyne co możemy zrobić, to zapewnić mu godną śmierć. Sam z chęcią zaciągnąłby go do szpitala i przywiązał do łóżka, to jednak nie o to chodzi. Akceptuję jego decyzję.
            - Powinien pan walczyć! – zaprotestował Minho.
            - Wiem, że wychodzę na bezdusznego ojca. Mogę cię jednak zapewnić, że wiem więcej niż ty. Wiem jak wygląda leczenie. Wiem jak Taemin się po nim czuje. Gdyby był choć cień szansy żeby go uratować, to bym go pewnie ubezwłasnowolnił i kazał zaszyć w tym pieprzonym szpitalu. Nie ma go już jednak. Choroba za bardzo go zniszczyła. Trwa zbyt długo i to nie tak, że Minnie się poddał. Widzę jak walczy, ale tylko po to by żyć jak najdłużej z tobą. Ale jemu już i tak się nie poprawi. Nawet nie wiesz, jak mnie to boli, ale nic nie możemy już zrobić – zakończył i zamilkł.
            Popatrywał na mężczyznę i widział ogromny ból w jego oczach. Już nie strach, ale ból i bezsilność.
            - I tak pojadę z wynikami – odpowiedział Minho.
            - Wiesz, że nigdy cię nie lubiłem? – ojciec Taemina zmienił temat – Byłeś dla mnie rozkapryszonym, agresywnym dzieciakiem. A to bardzo dziwne, bo twoja mama jest taka miła.
            - Nie widział jej pan prywatnie – mruknął Minho na swoją obronę.
            - Możliwe – uśmiechnął się – Ale widzę jak się starasz. Widzę jak Taemin na ciebie patrzy. To dodaje mu sił i oby jak najdłużej.
            - Nie rozumiem pana – mruknął Minho po chwili zastanowienia – Ja bym go uśpił i zawlókł do tego szpitala – powiedział poważnie.
            - Wierz mi, myślałem o czymś takim – burknął mężczyzna – To dziwne. Zostanę sam. Straciłem żonę, teraz stracę syna. A zawsze myślałem, że to oni mnie przeżyją.
            - Nie chciałbym być w pana sytuacji. Niby straciłem ojca, nie miałem jednak z nim aż tak dobrego kontaktu, żeby aż tak za nim płakać. Ale pan… gdyby miał pan problemy, proszę zawsze do mnie dzwonić. Wiem, że nijak to pomoże, ale… no wie pan.
            Mężczyzna zaśmiał się.
            - Nie zapomnę o twojej propozycji – uprzejmie odpowiedział.
            Kiedy smętnym krokiem wparował do mieszkania, jego matka od razu naskoczyła na niego. Gestem dłoni dał jej do zrozumienia, że nie ma ochoty na przesłuchanie.
            Całe bajdurzenie o tym, jak pomaga Taeminowi było gówno warte. Nie robił tak na dobrą sprawę nic. Starał się walczyć. Starał wymusić jakąś konkretną reakcję Taemina – na próżno. Kim był? Nie mogącym nic zrobić chłopakiem. Jak do tej pory zgadzał się z Lee i akceptował jego decyzję o braku leczenia, to teraz – po tym incydencie – nie chciał, żeby tak to się skończyło. Chciał, by Taemin chociaż spróbował leczenia. Nie chciał być jedynie podporą, chciał być punktem zapalnym do walki.
            Pół godziny później usłyszał nieśmiałe pukanie do swojego pokoju. Nie było gotowy na rozmowę. Jego matka widocznie nic sobie z tego nie robiła i tak wtargnęła do pomieszczenia.
            - Bardzo źle się czujesz? – zapytała z troską, siadając na skraju łóżka.
            Podniósł się gwałtownie do góry i spojrzał na nią.
            - To co ja czuję jest najmniej ważne – burknął.
            - Jest ważne, jesteś moim synem. Nie chcę widzieć jak cierpisz – powiedziała spokojnie.
            - To trzeba było mi zabronić spotykania się z Taeminem. Trzeba było powiedzieć, że ten związek nie ma sensu. Że on nie jest dla mnie. Że będę tylko cierpiał. Trzeba było to powiedzieć – krzyknął.
            Kobieta spojrzała na niego rozbawiona.
            - I posłuchałbyś? – zapytała wesoło.
            - Pewnie nie – westchnął ciężko – To było straszne. Stał obok mnie, a potem zaczął krwawić. I to nie lekko krwawić. Miałem wrażenie, że to ja padam za zawał. Że ja jestem bardziej przestraszony niż on. I byłem. Taemin pokręcił tylko głową i widziałem, że zastanawia się jak ja to odbiorę. Jakby wykrwawianie się było podobne do codziennie robionej rzeczy, mało ważnej, czymś normalnym. A ja stałem jak ten frajer i nie mogłem się ruszyć. Bałem się, że go właśnie tracę, ale nadal stałem, nie mogąc ruszyć choćby palcem. Zawaliłem na całej linii – wydusił z siebie cały monolog.
            - Kotek, to było dla ciebie coś nowego. Taemin na pewno nie ma ci tego za złe.
            - To nie o niego chodzi. To ja sobie pluję w brodę. Nie wiem, czy dam radę. Wiedziałem, że będzie ciężko. Cholera, wiedziałem. I myślałem, że chociaż trochę jestem przygotowany. Gówno prawda. To było jak cios w potylicę. Totalne szaleństwo.
            - Chyba nie chcesz się teraz poddać? – zapytała z niepokojem.
            - Nie mógłbym mu tego zrobić. Ale powiedz mi, jak mam zachowywać się normalnie, jak mam go wspierać, kiedy sam jestem w rozsypce po tym wszystkim? A to dopiero początek – powiedział smętnie.
            - Nie wydaje mi się, żeby Taemin oczekiwał że będziesz się ciągle uśmiechał, że będziesz zachowywał się normalnie. Jeśli musisz, wyrzucaj z siebie emocje. Bez sensu jak będziesz go okłamywał, i siebie, że w ogóle cię to nie obchodzi. Jaki to jesteś silny. Skarbie, nikt nie mówił, że będzie łatwo.
            - Ale nikt nie uprzedził, że to będzie takie ciężkie – dopowiedział – Ja nie chcę by odszedł. Nie wyobrażam sobie życia bez niego. Nic nie mogę zrobić. To przytłaczające. Cholera! – warknął.
            - Jesteś moim synem, prawda? Pewnie, że dasz radę. Teraz masz kołowrotek w głowie, ale to minie. Zobaczysz. Nie musisz robić wiele, musisz po prostu być. Płakać, śmiać się, być. Tego chce Taemin. Tylko nie rycz jak małolata przy każdej okazji. To będzie za bardzo dołujące, kiedy na sam widok Minniego będziesz łkał – zażartowała.
            - Dam radę?
            - Na pewno – stwierdziła zdecydowanie.
            - Kocham cię, wiesz? – powiedział uspokojony.
            - Szkoda, że tak rzadko to słyszę – mruknęła i zgarnęła chłopaka w swoje ramiona.

            Był uspokojony. Bardziej pewien siebie. Chyba już prawie gotowy na walkę. Początki nigdy nie są łatwe. I kto powiedział, że życie to samo pasmo nieszczęść? Chciał, nie. Był pewien, że zrobi wszystko, by stało się najlepszym momentem, najbardziej szczęśliwym okresem w życiu Taemina. Nie chciał niczego żałować. Chciał wykorzystać te krótkie chwile jak się da. Wycisnąć owoc do ostatniej kropli. 

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~

Witajcie! (tak, dobrze widzicie; mamy kolejny rozdział). Nieskromnie napiszę, że jestem cholernie zadowolona z tego rozdziału. Wyszedł dokładnie tak jak chciałam, a i sama uroniłam kilka łez. Dziękuję za Wasze wsparcie, dzięki wielkie za komentarze przy starych historiach. Witam nowych czytelników, którzy się ukazali - mam nadzieję, że zostaniecie na dłużej i dalej będziecie skorzy do pisania opinii. Jak Wam się podoba ten rozdział? Nieuchronnie zbliżamy się do końca. Nie wiem czy zauważyliście, ale postanowiłam dodać jeszcze jedno opowiadanie, zanim zacznę działanie na nowym blogu. Po prawo zakładka do Kruczych Skrzydeł. Pozdrawiam! 

ps. rozdział nie poprawiony. 

17 komentarzy:

  1. Chyba też myślę podobnie jak Ty - rozdział jest dużo ł lepszy od ostatnich. Czytałam Twoje opowiadania - wszystkie - chyba z 20 razy każde i znam je prawie na pamięć, ale w pewnym momencie Virgin Snow, jakoś wiesz, pisałaś trochę inaczej. Jasne, każdy się zmienia i wgl, ale ten rozdział pokazał, że dalej super piszesz ;3 Wielkie dzięki za uptade i życzę dużo weny! ~~wierna fanka :xx

    OdpowiedzUsuń
  2. Rozdział świetny i rzeczywiście lepszy od innych xd

    Szkoda jest mi Tae. On nie może tak po prostu zginąć, prawda? Wydaje mi się, że w końcu się na to leczenie zgodzi, ale i tak się boje.

    Życzę weny :33

    OdpowiedzUsuń
  3. rozdział...ehh przepełniony emocjami...wzruszający niech ta wróżka się pokaże:) bo ja znów wyje ;( piękny rozdział pozdrawiam...

    OdpowiedzUsuń
  4. Jejku, rozdział tak szybko dodany, nie spodziewałam się tego. Ale to oczywiście na plus. Na samą myśl o tym, że już wielkimi krokami zbliżamy się do końca, coś pęka w moim sercu. ;_; Rozdział zdecydowanie najsmutniejszy ze wszystkich, aż strach myśleć o zakończeniu tego fanfika. Cóż, nie będę się rozpisywać i powtarzać, jak w każdy swoim komentarzu, rozdział cudowny i czekam na kolejne. ~

    OdpowiedzUsuń
  5. Twoje (nie)skromne zdanie jest dobre, bo rzeczywiście rozdział jest...WOW
    Rzeczywiście zaskoczyłaś tym, że rozdział jest tak szybko...takie miłe zaskoczenie ^^

    Każdy pisze "nie zabijaj Taemina!" Ja napiszę coś innego.
    To twoje opowiadanie, to twoja twórczość, wiec to ty będziesz decydować o tym czy on przeżyje.
    Każdy oczekuje happy endu, ale nie zawsze on jest. Nie powiem że ja nie chce happy endu bo to byłoby kłamstwem, ale to ty nadajesz treść, barwę temu opowiadaniu wiec na pewno wiesz co masz robić.

    WENY I POWODZENIA ~ KUUKI^^

    OdpowiedzUsuń
  6. Rozdział inny od wszystkich. Ja nadal liczę na cud. Minho coraz bardziej godzi się z myślą o śmierci Taemin'a. Z jednej strony to zrozumiałe, ale z drugiej nie można się tak łatwo poddawać. Jeśli Taemin'a kocha to powinien być podporą, ale także być kimś kto go uświadomi, że warto żyć, by budować wspomnienia, te szczęśliwsze. Jest też przysłowie, że jeśli się kocha, to da odejść. Teraz to nie wiem, czy można termu wierzyć, bo jaki to ma cel? Dać odejść i już? Potem być nieszczęśliwym na siebie, bo nic się nie zrobiło, tylko czekało tak właściwie na nic, a raczej na ból? Pęknąć jak bańka mydlana i rozpłynąć się, a jej wspomnienie zostanie w końcu kiedyś zatarte? Mam nadzieję, że Minho weźmie się za siebie, zmobilizuje się i zacznie coś więcej, coś efektowniejszego, i naftyka Tae jaki z niego egoista! Chce się leczyć dla Minho, ale tylko by być z nim jak najdłużej? Nie, tak nie może być, dlaczego nie ma nadziei? Nawet jeśli wie jak ta choroba wygląda, to teraz ma kogoś dla kogo chce dożyć starości! Chociaż jak ma mieć nadzieje kiedy nawet się porządnie nie leczy(bo stracił nadzieję). Istne koło. Jakby coś się stało, coś co było by zapalnikiem do tego, by zaczął wierzyć. Tak jak powiedział kiedyś Eren Jeager "Jeśli wygrasz, przeżyjesz. Jeśli przegrasz, zginiesz. Jeśli nie będziesz walczyć nie możesz wygrać!". Może to tylko pikselowa postać, ale te słowa są prawdziwe i wypowiedziane przez żywą osobę, a ktoś to musiał wymyślić. Ktoś mądry moim zdaniem. Całość jako rozdział bardzo fajny, dobrze napisany. Czekam na kolejny. Ciekawa jestem co wymyślisz, bo nawet jeśli ja nie chcę, żeby to się skończyło źle, to twoje opowiadanie. Ty rządzisz, to twój świat, komentujący mogą wypowiedzieć swoją opinie, ale nic nie zrobią. To ty masz talent, i na szczęście go wykorzystujesz w ten sposób.
    Życzę weny, zdrowia i czasu na pisanie. Hwaiting!

    OdpowiedzUsuń
  7. Płaczę przez ciebie! T.T I jeszcze ta playlista//// Szkoda mi Minho... Rozumiem, że Teamin nie ma szans na wyleczenie się, ale mimo wszystko cieszę się, że walczy dla miłość.
    Teraz przepraszam, ale łzy nie chcą przestać lecieć....
    Weny, hwaiting! :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Twój blog znalazłam parę miesięcy temu i jestem Twoją fanką, ale jakoś dopiero teraz odważyłam się skomentować.
    Ale wracając do opowiadania, ten rozdział wyszedł Ci zdecydowanie najlepiej, łzy same leciały, naprawdę.
    Bardzo lubię to opowiadanie tak samo jak inne, ponieważ pokazujesz w nich prawdziwe życie, że nie wszystko jest tak jakby się chciało, ale oczywiście to moje zdanie.
    W głębi serca mam cały czas nadzieję, że Taemin nie umrze, no ale ja na to wpływu nie mam, także życzę dużo weny!

    OdpowiedzUsuń
  9. To opowiadabie jest świetnie . Brak mi słów.
    Ten rozdział jest niesamowity. Płakałam prawie cały :/ płakałam dopiero 3 raz czytając yaoi , a czytamy od ponad 3 lat.
    Chyba nie zdajesz sobie sprawy z tego jaki posiadasz talent.
    Teamin nie może umrzeć! Nie zgadzam się na to! Nie i koniec!
    Chcę zobaczyć ten pieprzony happy end w ostatnim rozdziale! Chcę i już. I kropka.
    Cicho , wiem , że to dziecinne, ale...postać blondynka jest tak niesamowita...realna.
    Żal Minho mnie wręcz fizycznie boli! To chore...Ja wiem , ale co poradzę?
    Chcę więcej i więcej.
    Już czekam na kolejny rozdział .
    Dużo weny!

    OdpowiedzUsuń
  10. Aaaa boże jaki wspaniały rozdział! Jestem pod wrażeniem. Trafiłam na twojego bloga stosunkowo niedawno (to mój pierwszy komentarz) ale od razu pochłonęłam wszystko co się na nim znajduje. Piszesz wspaniale i ciesze się że mogłam to przeczytać. Dobrze że to opowiadanie nie jest tak cukierkowo słodkie. Podoba mi się że nie jest tak bardzo erotyczne chociaż jednak wolę takie czytać . Jednym słowem ta historia jest miłą odmianą. Z niecierpliwością czekam na następne rozdziały i życzę dużo weny

    ~Ritsu ❤

    OdpowiedzUsuń
  11. Byłam Twoim czytelnikiem bardzo długo, ale teraz straciłaś mnie. Bycie typowym polaczkiem poprostu bije z tego opowiadania. Jak można było tak zniszczyć 2min? Zrobić z Minho typowego cebulka, serio nie wiem czy się śmiać czy płakać. Chyba nawet nie chce znać zakończenia, pierwszy raz....
    Była czytelniczka

    OdpowiedzUsuń
  12. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  13. i tak wrócisz .. narzekasz właśnie jak typowy polaczek bo nie po twojej myśli no ale cóż każdy ma prawo się wypowiedzieć ok zastanawia mnie jedna rzecz.. jak zniszczyła ? hmmm nadal się kochają ..troszczą się o siebie.. coś mi tu nie pasuje ale dobra nie wnikam w ten skomplikowany umysł...z anonimowego wyżej .. pozdrawiam cię .

    Droga Autorko czytam twoje opowiadania od dość długiego czasu zawzięcie wszystkie kilkakrotnie powracam jak bumerang i czekam z niecierpliwością na kolejną notkę pięknie piszesz Życzę dużo weny buziaki

    OdpowiedzUsuń
  14. Boziu ile emocji ;-;
    Teraz czuje to przygnębienie...
    Gdyby nie to, że wokoł są ludzie to pewnie bym płakała ;-;
    W sumie myślałam, że Taemin już umarł tak trochę po tym początku xd
    Nie rozumiem Anonima...
    Opowiadanie się świetnie rozwija, nadal się kochają i jest pełno emocji.
    To chyba normalne, że Minho się tak zmienił...
    Gdyby moja bliska osoba umierała też czułabym się bezradna i zrozpaczona..
    A przecież Minho nie jest bezduszną istotą!
    Taemin musi walczyć! Napewno jest tyci szansa na wyjście z tego! Tylko muszą ją znaleźć!!
    To musi zakończyć się happy endem!
    Weny i czekam na dalszą część!

    OdpowiedzUsuń
  15. Również myślałam, że Taemin umarł. Tak nagle.
    Odetchnęłam z ulgą, gdy się przekonałam, że nie o to chodzi.
    Ale on i tak umiera. I jakoś trudno mi wierzyć, mieć nadzieję, że z tego wyjdzie.
    Co mi się podoba... nie robisz z Minho bohatera, twardziela - jest on zwykłym dorastającym chłopakiem, więc niby jak ma sobie od tak poradzić z tymi wszystkimi emocjami? Świetnie przedstawiasz jego uczucia, odsłaniasz jego słabości. Sprawiasz, że ta historia brzmi realnie.
    Happy end jak najbardziej wskazany :)
    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  16. Witam,
    o nie proszę niech będzie jeszcze szansa dla Teamina, Minho no cóż zaskoczyło go to, sparaliżowało, ale najważniejsze był przy nim...
    Dużo weny życzę Tobie...
    Pozdrawiam serdecznie Basia

    OdpowiedzUsuń
  17. Mimo, że mam tę świadomość, że teraz będzie już tylko gorzej to i tak nie potrafiłam zahamować płaczu. Tekst zamazywał mi się przez łzy. Ten szok, kiedy Choi zobaczył krwawiącego Lee, to było coś strasznego. Świadomość że powinien coś zrobić, jakoś ratować Tae a jednocześnie obezwładniająca panika, która nie pozwala się ruszyć. To było okropne. Bałam się że to już ten moment. Że nie zdążą dojechać na czas i pomóc Taeminowi. Cholera. Wiadomo było, że łatwo nie będzie ale to i tak spadło jak grom z jasnego nieba. To dołujące. Nie móc nijak pomóc, w żaden sposób odwrócić klepsydry. Stać i przyglądać się, jak z ukochanej osoby powoli ulatuje życie, jak jedyny promyczek na tym szarym świecie powoli gaśnie. To straszne uczucie. Bezradność bardzo boli. Brakuje mi takiego płaczącego Minho, który przestanie powstrzymywać już swoje emocje, choć pewnie i na to przyjdzie jeszcze czas. Ciągły uśmiech przyklejony do jego twarzy wydaje się irracjonalny. Rozumiem, że to z Tae jest źle i on ma największe prawo do płaczu, ale Choi też powinien pokazać mu swoje prawdziwe emocje.
    Co z tego, że łzy i tak nic nie dadzą? Nie zmienią co prawda tej krytycznej sytuacji, ale będzie im dzięki temu lepiej, trochę lżej na sercu. Choć odrobinę. W żaden sposób nie można przewidzieć co się stanie. Nijak nie da się być przygotowanym na śmierć. Chociaż myśl plątająca się po umyśle, że to już niedługo nie daje za wygraną.
    Może lubię tortury, ale proszę Cię, daj im jeszcze chwilę się sobą nacieszyć. Wcześniej miałam nadzieję, że zdążą jeszcze przeżyć ze sobą swój pierwszy raz. Teraz, widząc jak źle jest z Tae, ona powoli wygasa.
    Szczerze uwielbiam to opowiadanie. Wyciskający łzy smutku i śmiechu. Tyle tu przeciwności ale i takiej prawdy o życiu, o naszych lękach i niedoścignionych marzeniach...
    Teraz postaram się być na bieżąco. Pozdrawiam gorąco A.

    OdpowiedzUsuń