wtorek, 17 lutego 2015

Virgin Snow - Rozdział 26.


           Powoli żałował swojego spontanicznego pomysłu, który wpadł mu dokładnie miesiąc temu do głowy. Teraz odczuwał bolesne skutki młodości i tego nieopierzenia, związanego z nią.
            - Przytyłam! – krzyknęła zrozpaczona prawie młoda panna młoda – Nie zmieszczę się w to białe cudo!
            Jego matka o dziwo dała się namówić na ekspresowy ślub i równie ekspresowe przygotowanie przyjęcia. To jednak miało być bardzo skromne i jedynie dla najbliższych. Rodzice Daniela – i po raz drugi, tym razem formalnie, teściowie Kang Hee – zaproszenie dostali, nic jednak nie wskazywało na to, żeby mieli się pojawić. I on i jego matka, odetchnęli z ulgą pewnego pięknego dnia, kiedy zadzwonił telefon i głównym tematem rozmowy była mało przyjemna odmowa. Tydzień później pojawił się natomiast na koncie Kang Hee przelew zabawnie zatytułowany na nową drogę życia, tylko niech moja żona nigdy się o tym nie dowie. Dziadek okazało się nie był taki zły, jak poważna matrona – jego żona – która nawet słyszeć nie chciała o ponownym wżenieniu się znienawidzonej byłej synowej do rodziny.
            Wobec tego liczba zaproszonych gości mieściła się w granicach osób dwudziestu i próbując zaoszczędzić, całe po-urzędowe spotkanie miało zostać przeniesione do kawiarni jego matki – na mały poczęstunek i jak to już nazwał srogi balet, jeśli uda mu się zaprawić alkoholem kawę i herbatę.
            Tak na dobrą sprawę, to on wymusił szybki ślub – mając oczywiście na względzie Taemina, gdzie jednym z punktów jego listy było właśnie uczestniczenie w tej pięknej uroczystości. Kang Hee po długich debatach zgodziła się, ponieważ jak sama stwierdziła „teraz to tylko formalność, nawet jeśli nie miała wcześniej wesela”. I Daniel jak później się przyznał, odetchnął z ulgą, ponieważ nie był typem rozrywkowej osoby, która miałaby rozmawiać z tłumem obcych osób na weselu. On również wolał małą, kameralną imprezę.
            Kang Hee zupełni jednak nie mogła zrezygnować z tradycji – i nawet jeśli od bycia dziewicą minęły lata świetlne – zażyczyła sobie białej kiecki, nad którą właśnie teraz biadoliła.
            - Wydaje ci się – mruknął Minho znudzonym tonem, niedbale opierając się o ścianę i trzymając zbyt długi tren sukni. Zamiast wybrać prosty krój, który pasowałby osobie w jej wieku, ta szalona kobieta musiała wybrać coś kompletnie awangardowego, z milionem koronek i materiału. Wpatrywał się właśnie w to białe, monstrualne coś i zastanawiał, jak właściwie mama połapie się, jak w to ubrać.
            Kang Hee nie słysząc widocznie mało pokrzepiającej otuchy ze strony Minho, wpatrywała się w lustro i usilnie szukała fałdek tłuszczu na swojej talii, które potwierdziłyby jej zatrważające przypuszczenia. Stała w samej bieliźnie, kołysząc się to w lewo, to w prawo i oglądała swoje ciało.
            - Ubieraj w końcu ten kombinezon, a nie świecisz tyłkiem! – warknął poirytowany, jednak speszenie wzięło górę i spuścił wzrok.
            - Ty nic nie rozumiesz! To twoja wina! – krzyknęła rozpaczliwie i ton jej głosu zdradzał, że zanosiło się na płacz.
            - Nie! – wrzasnął przerażony – Nie masz czasu na płakanie. Płacz oznacza pandę pod oczyma, a nie zdążysz znowu się zaszpachlować!
            Kang Hee spojrzała na niego spod byka i zrobiła kilka płytkich wdechów.
            - Już? – zapytał z nadzieją Choi.
            Drzwi z łoskotem się otworzyły i wpadła Yuri, która gdy tylko dowiedziała się o ślubie jego matki, za punkt honoru postawiła sobie zostać druhną. Udało jej się.
            - Jestem! Mam wiązankę, szefowo! Ubieramy kiecę i lecim na przysięgę! – dziewczyna zasalutowała i roześmiała się radośnie.
            Naprawdę żałował tego, że postanowił namówić matkę na szybsze wesele. Miłość – miłością, chęć zaimponowania – chęcią zaimponowania, jednak wiele by dał żeby cofnąć czas i usunąć z jego domu cyrk i bandę kuglarzy, która w ciągu ostatnich dni zdecydowanie za bardzo się rozpanoszyła.
            - Co ja bym bez ciebie zrobiła, złotko. Ten szczeniak tylko marudzi i mówi, że jestem gruba i nie zmieszczę się w sukienkę – zajęczała jego matka, a on mógł jedynie stać osłupiały.
            - Padalec – syknęła Yuri, mrużąc niebezpiecznie swoje oczy.
            - Diabeł wcielony – dodał Minho, przyznając się do winy – Mogę już iść? – zapytał  z nadzieją.
            - Musisz pomóc nam z suknią – rozkazała Yuri i machnęła dłonią, pewnie po to by się zbliżył. Zrobił to, aczkolwiek bardzo niechętnie i nadal krytycznym wzrokiem wpatrując się w to zabudowane monstrum.
            - Nie mogłaś wybrać czegoś prostszego, z jakimś suwakiem z tyłu? – zajrzał do środka sukni – Szlag, to ma druty! Wam to się naprawdę podoba? – spojrzał przerażony na kobiety – Toż to narzędzie tortur.
            - Czego się nie robi dla piękna – sapnęła Kang Hee, wciskając się w suknię przy asekuracji Minho i Yuri, którzy przytrzymywali jej boki – Trzeba podnieść ją nieco wyżej i zacząć wiązać. Do oporu, kochana. Chcę talię osy.
            - I chcesz wypluć płuca? – uprzejmie dopowiedział Minho.
            - Idź zobacz czy nie ma cię w kuchni – syknęła Yuri.
            Dwa razy nie trzeba było mu powtarzać. Uciekł szybko z sypialni tortur, jednak na prawdziwe odetchnięcie pozwolił sobie dopiero za drzwiami. Postanowił dodatkowo, że nigdy przenigdy nie zdecyduje się na imprezę weselną – nawet jeśli miałaby być skromna. Jak już wiedział z autopsji, nawet małe przyjęcie niosło za sobą ogrom przygotowań.
            Wystukał Taeminowi sms-a, żeby przyszedł wcześniej, bo zdecydowanie ma dość babskiego towarzystwa. Daniel przebywał jeszcze u siebie w mieszkaniu, bo jak twierdziła Kang Hee niech chociaż trochę przybliżą się do tradycji. Padł wyczerpany na taboret przy stole i tępo wpatrywał się w ścianę.
            Nigdy by nie pomyślał, że jego życie zmieni się tak diametralnie. Że będzie drużbą dla swojego wujka, który będzie się żenił z jego matką. Że będzie z Taeminem. Że tak się zakocha w ciągu tych kilku miesięcy. Że będzie musiał przygotować się do straty, która ostatnio coraz bardziej ciążyła i upominała się o myślenie o niej. Przegrane.
            - Tak? – odebrał telefon, racząc Sama małą dozą poirytowania.
            - Czy koniecznie muszę odstroić się jak na pogrzeb? – zapytał tonem męczennika, wzdychając ciężko Sam.
            - Świetne porównanie, Sam. Ślub mojej matki i pogrzeb, tylko jej o tym nie mów – mimowolnie roześmiał się, roztrzepując ułożone wcześniej włosy.
            - No bo Yuri… - zaczął chłopak niechętnie.
            Oj, tak. Wiedział doskonale, co przyjaciel chciał powiedzieć. On też dostał szczegółowe wytyczne w co ma się ubrać, a dokładniej dziewczyna wparowała pięknego, słonecznego dnia do jego pokoju, wyrzuciła wszystko z jego szafy, wybrała właściwe ubrania i szybko zniknęła, zostawiając go z całym pozostałym syfem.
            - Stary, przecież wiesz – przerwał Minho – Ja wolałbym nie dyskutować z twoją dziewczyną. Jest nieobliczalna i wbiła sobie do głowy, że nikt nie zepsuje tego idealnego dnia nieodpowiednim ubiorem – wyrecytował słowa Yuri z pamięci i zamilkł – Ubierz się tak, jak ci kazała. Po urzędzie, kiedy będziemy już w lokalu i ja nie mam zamiaru trzymać tego cholernego krawata na swojej szyi.
            - Stary, ratujesz mi życie. Myślałem, że będę się dusił w tym tyle godzin – jęknął chłopak i odetchnął z ulgą.
            - Yuri może sterroryzować urząd, ale nie będę śmigał w tym uniformie między stolikami przez całą imprezę. Mowy nie ma – powiedział pewien siebie.
            - O czym nie ma mowy? – dziewczyna w pośpiechu weszła do kuchni i spojrzała podejrzliwie na Minho. Zakrył słuchawkę dłonią.
            - Chwila – mruknął Samowi.
            - Tylko rozmawiam z Taeminem. Wszystko już gotowe? – zapytał słodko, uśmiechając się sztucznie do dziewczyny.
            - Żartujesz chyba! – krzyknęła Yuri z niedowierzaniem, że mógł zadać tak bezsensowne pytanie.
            - No przecież miała ubrać tylko kiecę – mruknął Minho.
            - I myślisz, że ubranie sukni to jedyne nasze zadanie? – z pobłażaniem zapytała dziewczyna.
            - A nie? – już mniej pewnie zapytał Choi.
            - A jak myślisz, dlaczego przyszłam trzy godziny wcześniej? – Yuri uśmiechnęła się z litością.
            - Wolę nie wiedzieć. Mi ubranie się w garniak zajmie pięć minut – powiedział zdecydowanie.
            - A po pół godzinie przyjdziesz do mnie i będziesz biadolił nad krawatem prawda? – powiedziała uprzejmie.
            Zrobił nachmurzoną minę.
            - Poradzę sobie – zapewnił – W Internecie jest mnóstwo instrukcji, to nie może być aż tak trudne – powiedział bardziej do siebie.
            - Wracam walczyć – powiedziała Yuri – A z krawatem przyjdź do mnie. I Samowi też napisz, żeby przyszedł. Dwie lewe ręce do wszystkiego – powiedziała głośno i wyszła z kuchni.
            - Słyszałeś? – mruknął Minho, wracając do rozmowy z Samem.
            - Słyszałem – parsknął – Widzisz? Żadnej wiary w nasze możliwości – bąknął urażony.
            - A potrafisz to zrobić? – zapytał Minho, mając nadzieję że utrze nosa dziewczynie i sami poradzą sobie z zawiązaniem krawatu.
            - Skąd! – parsknął Sam – I nie łudź się, że Internet pomoże – powiedział – Próbowałem – dodał zmęczonym głosem.
            - Za ile możesz być?
            - No nie wiem stary, chyba jeszcze się trochę znieczulę przed wyjściem. Wiesz, żeby się nie popłakać kiedy dyrektor będzie się raz na zawsze żegnał z wolnością – zaśmiał się chłopak.
            Minho stłumił wesołość, wydając z siebie tylko parsknięcie.
            - Bądź u mnie za godzinę – zadecydował i zakończył rozmowę.
            Sięgnął do kieszeni i wymacał dwa proste pierścionki. Ten dzień jednak nie musiał był totalnym niepowodzeniem. Cieszył się oczywiście szczęściem matki, wolałby jednak prostą ceremonię. Ten dzień miał zaplanowany w najdrobniejszych szczegółach, ale i tak wiedział że coś pójdzie nie tak. On i jego przygotowanie…
            Z głębi domu doszedł do jego uszu przeraźliwy krzyk. Poderwał się do góry i popędził do sypialni matki.
            - Co się stało? – krzyknął przerażony i rozejrzał się po pomieszczeniu.
            - Nic, synu – jęknęła Kang Hee – Tylko zawodzę nad tym, jaka ta kiecka niewygodna. I jeszcze ten gorset. Yuri robi co może, żeby zrobić mi talię osy – wysapała kobieta, prężąc kręgosłup.
            Yuri wyszczerzyła się i powróciła do wiązania jego matki. Odetchnął ciężko, bo sytuacja mogła okazać się o wiele gorszą. Porwana kieca. Ułamany paznokieć. To wszystko łączne byłoby z katastrofą i nie wątpił, że z odwołaniem ślubu – co jak co, ale jego matka była zdolna do takiego szaleństwa.
            - I to pewnie wszystko nasza wina, prawda? – westchnął ciężko, szykując się mentalnie na tyradę.
            - A jak myślisz gówniarzu? Dla kogo tyle poświęceń? – oburzona krzyknęła Kang Hee.
            - Żeby koleżanki zzieleniały z zazdrości? – wtrącił, niezainteresowany dalszą pogawędką, przy akompaniamencie wrzynających się sznurków od gorsetu.
            - To oczywiście też – kobieta wywróciła oczyma i sapnęła z bólu – Chodzi o to, by Daniel jak tylko mnie zobaczy, chciał w oka mgnieniu zerwać te fatałaszki i zaciągnąć do sypialnianej alkowy – westchnęła rozmarzona.
            Oparł się o ścianę i lekceważąco wsadził dłonie do kieszeni.
            - Myślę, że sporo się napoci wujaszek, żeby cię rozbroić z tego białego prześcieradła z koronek. Może mu podrzucę nożyczki do kieszeni, to mu na pewno pomoże – zaśmiał się krótko i pokręcił głową.
            - A tylko spróbuj! Jak chce się dorwać do moich majtek, niech się napoci. Niech sam zdobędzie kwiat dziewictwa – Kang Hee coraz bardziej się nakręcała i przerwała, kiedy Minho zaśmiał się. Spojrzała na syna z wyrzutem.
            - Co jak co, ale z tym dziewictwem to nie ma już czego zrywać. Jestem tego doskonałym dowodem – dodał.
            - Wynoś mi się stąd! – syknęła zawistnie Kang Hee i ostentacyjnie odwróciła się do stojącej za jej plecami Yuri, szarpiąc jeszcze mocniej za sznurki gorsetu. Jęknęła z bólu i zgarbiła się odrobinę.
            - Trzymamy pion! – wydarła się dziewczyna.
            Wyszedł z sypialni, czując totalne wypalenie. Wytrzymanie z jego matką było nie lada wyzwaniem. Nie on jednak musiał się teraz tym martwić, a jej mężulek, który widocznie jeszcze nie wiedział w co się pakuje.
            - Mówiłem, że mieszkam w domu wariatów – mruknął do siebie i pewnym krokiem ruszył do przedpokoju. Albo mu się wydawało, albo słyszał trzaśnięcie drzwiami.
            - Jesteś! – krzyknął zadowolony, widząc skradającego się Taemina.
            Chłopak przystanął i zarumienił się.
            - Otwarte było, a nikt nie odpowiadał jak pukałem – wyjaśnił nagle wtargnięcie.
            - Spoko – Minho machnął ręką i zapatrzył na blondyna – Wyglądasz… - zabrakło mu słów, wpatrywał się tylko w swojego chłopaka oczyma jak spodki - … wow – wykrztusił.
            Taemin wzruszył ramionami, widocznie nie zdając sobie sprawy jaki jest przystojny w tym garniturze.
            - A ty jeszcze nie gotowy? – z dezaprobatą w oczach przyglądał się brunetowi.
            - Urwanie głowy mam w tym domu. Krawat. Szalona Yuri i matka, która chce sobie odjąć z dziesięć kilo obwiązując się jak szynka na boże narodzenie.
            - Co? – parsknął Lee.
            - Ehh, nic – Minho machnął dłonią – Idziemy do mnie. Pomożesz mi się rozebrać – uśmiechnął się lubieżnie. Taemin zarumienił się uroczo. Uroczo? Musi pozbyć się ze swojego zasobu słów tego… ckliwego określenia.
            - Masz chociaż wyprasowany garnitur? – zapytał z powątpiewaniem w głosie Taemin, szukając wzrokiem ślubnego zestawu.
            - Mam, mam – westchnął Minho, coraz mniej ciesząc się na tą całą szopkę – Od kilku dni wisi to i błyszczy brakiem jakiegokolwiek zagniecenia – mruknął i wyjął z szafy lśniąco czarny garnitur.
            Taemin ostrożnie usiadł na łóżku i w skupieniu obserwował Minho. Ten odwiesił garniak  i podszedł do blondyna, kucając między jego nogami.
            - Co byś powiedział na małe odstresowanie? – zapytał z błyskiem w oku, przesuwając dłońmi po udach chłopaka. Został lekko odepchnięty i ledwo co złapał równowagę.
            - Nie ma mowy! – syknął zdecydowanie, rumieniąc się – Wszystko mi się pogniecie!
            Minho westchnął ciężko i przytulił się do talii chłopaka. Pozycję nie mógł nijak uznać za wygodną, jednak potrzebował krótkiej chwili czułości.
            - Jak się czujesz? Nie miałem okazji się zapytać, za dużo szaleństwa ostatnio dookoła mnie – wybąkał w koszulę chłopaka.
            - Jeszcze nie umieram. Kiedy będę, to powiadomię cię – rzucił niedbale Taemin i pociągnął lekko za ciemne włosy, patrząc w oczy Minho.
            - Ostatnimi czasy jesteś przezabawny. Humorek ci się wyostrzył – syknął Choi i cmoknął blondyna – Mam wrażenie, że jest kiepsko. Patrzę na ciebie i nie widzę tryskającego energią nastolatka. Jesteś zmęczony, twoje oczy cię zdradzają – powiedział spokojnie.
            - Nic mi nie jest – prychnął Taemin i odepchnął od siebie zdecydowanie bruneta. Minho z gracją spadł na cztery litery i skrzywił się odrobinę.
            - Chociaż przede mną mógłbyś nie udawać – zaoponował ostrzej niż chciał – Jestem z tobą, tak? Nie dlatego, że chcę pławić się w obrazku chłopaka, który udaje że jest dobrze i nieustannie błyszczy. Chcę wiedzieć też o słabszych chwilach, jasne?
            - Ględzisz jak stary człowiek – mruknął Lee i wbił ostre spojrzenie w Minho.
            Tak, tego się spodziewał. Walki 24 godziny na dobę. Bo kim by był Taemin, gdyby nie postawił na swoim? Był wściekły. Wiedział przecież doskonale, że blondyn jest chory, ten jednak uparcie trzymał się wersji wypierajmy się wszystkiego jak długo się da, najwyżej padnę trupem w jakimś rowie, wtedy powiemy ups.
            - Będziesz mi mówił o wszystkim? – powtórzył z naciskiem – Bo inaczej się na siebie pogniewamy – zagroził. Taemin parsknął śmiechem.
            - Co to ma być? Może jeszcze mnie ukarzesz czytaniem na dobranoc? – zaśmiał się głośniej Lee.
            - Przesadziłem? – zapytał zakłopotany Minho – Jeju, no nie wiem jak mam do ciebie mówić, skoro zachowujesz się jak wyrośnięte dziecko – ofuknął chłopaka.
            - Nie traktuj mnie jak chorego – zaproponował Taemin.
            - Ale jesteś chory i nic tego nie zmieni. Nie chcesz chemii, okej – Choi wstał i zaczął nerwowo przechadzać się po pokoju – Nawet już przestałem ględzić o tym, tu też uległem. Ale nie będę do cholery jasnej patrzył jak nagle coś ci się stanie, poczujesz się słabiej. Rozmawialiśmy o tym. Za każdym razem, kiedy myślę że już coś zdziałałem, ty znowu zmieniasz zdanie i masz gdzieś swoje bezpieczeństwo.
            - Jezu, Minho! – krzyknął Lee z urazą – Nie zachowuj się jak mój ojciec! Boję się! Pasuje?! Boję się, że zabraknie mi czasu. Dlatego nie śpię po nocach, dlatego wyglądam na zmęczonego. Szkoda mi marnować godziny na sen, kiedy mogę robić coś innego. Po prostu coś! – chłopak opuścił bezradnie ramiona i westchnął ciężko.
            - I dlaczego nie dzwonisz wtedy po mnie? – zapytał mało inteligentnie Minho.
            - Co?
            - No? Ja się pytam.
            - Nie martwisz się tym, że nie sypiam… ale najbardziej przejąłeś się, że tego czasu nie spędzam z tobą? Myślałem, że nie rozumiem kobiet. Chyba jednak umknęło mi coś ważnego, jeśli chodzi o zachowanie facetów.
            - Mamy tak mało czasu, znaczy mam nadzieję że jak najwięcej – sprostował Minho, widząc skrzywioną minę Lee – a ty nie mówisz mi o tak ważnych sprawach! To nie fair! Chcę być przy tobie.
            Blondyn odchrząknął znacząco.
            - Wydaje mi się, że i na ciebie przeszły humorki kobiet, które tu przebywają. Śluby to jednak mieszają w głowach – powiedział poważnie Taemin.
            - Czyli zachowuję się jak baba? – podejrzliwie zapytał Minho.
            - Odrobinę. Nie powiem, to całkiem zabawne – Taemin uśmiechnął się ironicznie.
            - Ale zachowuję się jak kobieta? – podniósł głos, przez co wydał się z niego piskliwy zgrzyt. Minho zasępił się – Wiedziałem, że to się źle dla mnie skończy – mruknął.
            - Ale… - zaczął Taemin i został uciszony gestem ręki bruneta.
            - Możesz być pewien, że wszystko mam na swoim miejscu i nie wyrosły mi piersi – zapewnił poważnym tonem – I do jutra mi przejdzie. Po prostu – przymknął oczy, zastanawiając się nad resztą wypowiedzi – to był ciężki tydzień. Jestem zestresowany, ale wszystko jest w porządku. Mam wszystko pod kontrolą.
            Odetchnął z ulgą. Nie był tego taki pewien. Zdążył się ubrać, kiedy jego rodzicielka wytoczyła się sypialni i z impetem otworzyła drzwi od jego pokoju. I o ile ze swojego azylu wybrnęła całkiem zgrabnie, to wyraźny problemem było wtoczenie się do pokoju Minho. Futryna była zbyt wąska dla bombki, którą miała na sobie.
            Kobieta zmobilizowała i Taemina i Minho do przesadnego pośpiechu, po czym nawet nie spostrzegli, a znaleźli się przed urzędem. Kiedy już myśleli, że chociaż na chwilę odpoczną, a emocje opadną… nic bardziej mylnego. Pośpiech w tym przypadku nie było pożądany, ponieważ Kang Hee miotała się – prawie robiąc kółeczka truchtem dookoła budynku – i zaklinając, że oto właśnie została porzuconą panną młodą, co nijak było zgodne z prawdą. Kto jednak potrafił wytłumaczyć kobiecie, że są za wcześnie i oprócz na Daniela, trzeba poczekać na urzędnika? No nikt.
            Potem wszystko nabrało kolorów i obrotów, a Minho zdawało się że tkwi w mało przyjemnym koszmarze. Żałował tylko, że wcześniej nie wzmocnił się alkoholem, bo zaoszczędził by sobie tego gorączkowego miotania się dookoła, a mógłby ze stoickim spokojem kontemplować cały ten bałagan.
            Było już wystarczająco późno, co było doskonale widać po obecnych gościach. Jego matka i Daniel, zniknęli szybko. Mieszkanie miał mieć jedynie dla siebie, a nowożeńcy dzisiejszą noc mieli spędzić w domu Daniela.
            - Możemy wyjść na spacer? Chyba muszę się przewietrzyć. – szepnął Taeminowi i złapał za rękę, ciągnąc od razu ku wyjściu.
            - Sam – zagadnął przyjaciela – Albo nie, Yuri. – zmienił zdanie, widząc nieco zamglony wzrok kumpla – Przypilnujesz przybytku diabła?
            - Mam nadzieję, że nie będziemy szli daleko – powiedział Taemin, kiedy od piętnastu minut spacerowali w ciszy. Minho nagle stracił cały swój rezon, a przygotowana od kilku dni przemowa zwyczajnie wyparowała.
            - Już jesteśmy – bąknął speszony Choi, zakłopotany wpatrując się w swoje buty, do których poprzyklejała się trawa. Przyjemny wiatr ciągnący znad jeziora, uspokajał – Miła impreza, prawda? – zapytał nieśmiało, machając dłonią Taemina.
            - Latałeś jak szalony jamnik, ale oprócz tego to bardzo miło – zaśmiał się Taemin.
            - To przez mamę. Denerwowałem się razem z nią – burknął – I co myślisz, o zaobrączkowaniu? – zapytał nerwowo.
            - Twoja mama zasłużyła na szczęście. I teraz inaczej widzę dyrektora.
            - Ale co myślisz o tym całym : na dobre i na złe, póki nas śmierć nie rozłączy, na zawsze i tak dalej.
            - Chciałbym tak – westchnął przeciągle – Ale nie pozwoli mi na to zdrowie, a z drugiej strony kto da podpis przy związku gejów? – wzruszył ramionami.
            - Ale chciałbyś, prawda? – ponowił pytanie z jeszcze większym entuzjazmem.
            - O co ci chodzi? – zapytał podejrzliwie Taemin.
            Minho wyprostował się i przybrał poważną minę.
            - Lee Taeminie – powiedział głębokim głosem i wyjął z kieszeni mały przedmiot.
            - Co za idiota – wymknęło się blondynowi, który z niedowierzaniem wpatrywał na poczynania Minho.
            - Wiem, że może nie znamy się długo – powiedział Choi i złapał Taemina za dłoń – Znaczy znamy się, ale rozmawiamy dopiero od kilku miesięcy – zająknął się, tracąc wątek – No i wiesz – bąknął, rumieniąc się – Nie czas jest jednak ważny, a porozumienie dusz i serc – wykrztusił z siebie, zdecydowanie idąc w złą stronę jeśli chodzi o wcześniej przygotowaną przemowę.
            - Minho, do rzeczy – zachęcająco powiedział Taemin.
            - No już, chwila. Skupiam się! – syknął poddenerwowany Choi – Chcę… znaczy to byłby ogromny zaszczyt, gdybyś przyjął moje kalekie oświadczyny – sapnął w końcu i potargał włosy – Wiem, że to tylko dla nas. Wiem to. Chciałem jednak, żebyś był dzisiaj w centrum uwagi. Chciałeś, prawda? Tylko nie mamy kostiumów, no chyba że policzymy te niewygodne garnitury. O czym to ja mówiłem?
            - Oświadczasz się – mruknął rozbawiony Taemin.
            - No tak – kiwnął twierdząco głową Minho – No i razem z oświadczynami, chcę cię namówić na ślub. No nie daj się prosić. Zobacz na ten piękny księżyc, spójrz na falującą wodę. Wybrałem idealne miejsce. No i imprezę też mamy zaliczoną, nie naszą ale po rodzinie mamuśka się nie obrazi, no  i… - znowu się plątał.
            - Zgadzam się! – zdecydowanie powiedział Lee.
            - Serio?! – krzyknął zdziwiony Minho – Znaczy, bardzo się cieszę. To dla mnie dużo znaczy.
            Wyciągnął przed siebie drżącą dłoń i powoli włożył prosty pierścionek na palec blondyna.
            - Przyrzekam, że będę się troszczył o ciebie do samego końca. Nigdy cię nie zasmucę. Będę partnerem, jakiego zawsze chciałeś mieć. Będę twoim oparciem. Będę trzymał twoje włosy, kiedy będziesz wymiotował. I poprawiał humor, kiedy będziesz miał ochotę kogoś zabić. Chcę żebyś był szczęśliwy, do samego końca. I że nigdy, nigdy nie zapomnę co z tobą przeżyłem – wciągnął powietrze do płuc, czując że powoli przechodzi przez krytyczny moment. Mrugał szybko oczami, by nie wypuścić żadnej łzy – I że nie wiem, jak sobie poradzę kiedy mnie opuścisz. I że kocham cię. I nikt nie zdoła ciebie zastąpić.
            - Wystarczy już, wystarczy – szepnął Taemin – Nie spodziewałem się, że ktoś zdoła mnie doprowadzić do łez – mruknął Lee, wycierając wilgotne krople z kącików oczu – I ja przyrzekam, Choi Minho, że będę starał się z całych moich sił, żeby przetrwać obok ciebie jak najdłużej. Nie obiecuję, że obędzie się bez łez czy to twoich czy moich. Ale to właśnie ty, to wszystko co robisz, jesteś bodźcem, dla którego chcę walczyć. Dla ciebie chcę żyć. Bo ciągle mi mało. Mało mi ciebie, każdej wspólnie spędzonej chwili. Innymi słowy, wykorzystam ciebie do cna – zaśmiał się nerwowo Taemin.
            Wyjął z dłoni Minho drugi, identyczny pierścionek i w nabożnej ciszy, przerywanej tylko ciężkim oddechem bruneta, wsunął go na palec chłopaka.
            - No to teraz…
            - … jesteśmy jednością – dokończył Minho, uśmiechając się słabo – Zastanawiałeś się nad zmianą nazwiska? – zapytał zaczepnie.
            - Cenię niezależność. Pozostaję przy swoim – burknął Taemin.
            Małe gesty. Proste, acz przejmujące słowa. Minho nie spodziewał się, że kiedykolwiek coś takiego przeżyje. Denne oświadczyny i jednocześnie zaślubiny, w tej chwili stały się obietnicą, nierozerwalną przysięgą z której żaden z nich nie chciał zrezygnować. Być razem nabierało zupełnie innego znaczenia. Poważniejszego, dostojniejszego. Może dla kogoś postronnego całość mogła wydawać się zabawą znudzonych dzieciaków. Dla nich, na tym etapie życia było czymś więcej. Było głębsze, ważniejsze od wszystkiego innego. Oprócz szczęścia… było wyrokiem, do którego przybliżali się nieuchronnie.

           

           ~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Witajcie! Prawda, że słodko? Mam tylko nadzieję, że nie aż za bardzo. Dziękuję za Wasze komentarze, witam nowych czytelników (nawet nie wiecie, ile przyjemności sprawia mi czytanie opinii do opowiadań, które od dawna są zakończone). Rozdział nie poprawiony. Do następnego!  

12 komentarzy:

  1. O Boże, płaczę. Tak dawno nie dawałam tu żadnego komentarza, bo czułam się trochę niezręcznie, ale teraz... no musiałam, musiałam.
    Przygotowania do ślubu były zabawne i już myślałam, że tak będzie do końca, zdenerwowany Minho, niesamowita atmosfera, wesele i w ogóle, a tu Minho wyskakuje z obrączkami. Ta przysięga całkowicie mnie urzekła i jednocześnie zaskoczyła, nie sądziłam, ze Taemin zgodzi się tak od razu, bez żadnych sprzeciwów. Jest smutno, ponieważ to świadczy o nieuchronnym końcu. No chyba, ze nie, ale sama już nie jestem pewna, co byłoby właściwe.
    Czy było słodko? Było, ale było też tak idealnie, jak tylko mogło być.

    OdpowiedzUsuń
  2. Pięęękne ...uroczy rozdział poprawiłas mi nim humor.
    Biedny Minho xd przygotowania do do ślubu były naprawę wyczerpujące :') a te obrączki ojeja ,kochany . Czytając to od razu zrobiło mi się lepiej. Ta cała przysięga i wyznanie .... jesteś genialna xdxd Taeś się zgodził omo powaga tej sytuacji ...hymm na jego miejscu pewne i zaczęłabym śmiać się jak głupia :p za słodko ? A w życiu ... jak dla mnie to możesz jeszcze słodzic :'3

    OdpowiedzUsuń
  3. Zakochałem się ヾ(*´∀`*)ノ płakałem i śmiałem się z zaślubin Minho. Wyszło Ci to idealnie, jestem wręcz zachwycony jak zawsze móc czytać twoje opowiadania. Będę płakać jeszcze bardziej jak usmiercisz mi Taemina, (〒︿〒) jeżeli masz taki zamiar. to zrób dwa zakończenia bo przez emocje nie będę mógł spać po nocach. PS Kocham Cię kobieto ( ^ω^). Kamil

    OdpowiedzUsuń
  4. Jak pięknie. Mama Minho jest super. Ostatnia scena z zaślubinami była taka wspaniała, cudowna, niepowtarzalna, i oczywiście oryginalna. Zastanawiam się co by czuła osoba w prawdziwym życiu, jakby była Tae albo Minho. Wiele złych i dobrych emocji. To co zrobił Minhulek było głębokie. Zrobił to na swój sposób, co chyba było lepsze niż powtarzające się schematy. Tae musi teraz dla niego walczyć! Dostał szanse na nowe życie, musi skorzystać. Niech pomyśli co będą czuć osoby pozostawione przez niego. Podziwiam Minho, że nawet jeśli wie, co robi, a raczej czego nie robi Minnie to próbuje, nie poddaje się i trwa przy tej ukochanej osobie, teraz to w ogóle inny lvl. Poświęcił tak właściwie życie, bo nigdy nie zapomina się prawdziwej miłości(na ich aktualną psychikę, gdzie Tae nie jest zdecydowany czy się leczyć). Piękne. Mam nadzieję, że będą szczęśliwi. Razem, zawsze i wszędzie.
    Życzę weny, zdrowia i czasu na pisanie. Nigdy się nie poddawaj. Hwaiting!

    OdpowiedzUsuń
  5. Jak był ślub to czekam na npc poślubną :>

    OdpowiedzUsuń
  6. Wow jakie słodkie opowiadanko :* jestem usatysfakcjonowana :D
    Wiem, że Tae przeżyje bo Minho okaże się odpowiednim dawcą (nie ran mnie i nie rozdzielaj chłopaków ;()

    Weny. :********

    OdpowiedzUsuń
  7. Oh, po pierwsze bardzo przepraszam, że nie komentowałam poprzednich rozdziałów, ale po prostu nie potrafiłam znaleźć czasu, więc postanowiłam się zrehabilitować i komentuję teraz (tak btw. to poprzednie rozdziały były świetne, jak zwykle). Okej, to teraz do rzeczy - uwielbiam relacje między Minho a jego matką, są razem przekomiczni i aż chce się ich słuchać (to znaczy czytać, oczywiście). Wyobraziłam sobie Taemina w garniturze i chyba coś we mnie pękło, bo to byłby widok idealny. Teraz najważniejsza rzecz - to, co zrobił Minho i jego stosunek do Taemina przekracza skalę słodkości, perfekcyjny chłopak, chociaż czasami faktycznie mógłby dać spokój Taeminowi. Ale z drugiej strony nie dziwię mu się, po prostu jest zakochany i nie chce go stracić. Cóż, wiem, że na pewno nie będzie happy end'u, także poproszę chociaż o to, aby nie doprowadził mnie do depresji. ): Życzę weny i dziękuję Ci za te rozdziały. PS. Byłam przekonana, że dodasz ten rozdział w walentynki, to dopiero by było przesłodkie, hahaha. XD

    OdpowiedzUsuń
  8. no i ryczę....to jest przepiękne....Dziękuję że piszesz...ehhh nie potrafię się odpowiednio wysłowić by opisać to co w tym momencie czuję i myślę.... życzę ci dużo weny... pozdrawiam serdecznie.... Teamin mógł też wyznać mu miłość wiem... każdy wie o tym co do siebie czują ... ale miło to usłyszeć.... trzymam kciuki za Teamin'a czekam na kolejną notkę .... jeszcze raz dziękuję ze jesteś i piszesz ...

    OdpowiedzUsuń
  9. Piękny ._. Prawie płakałam, ale usilnie trzymałam łzy lecz było bardzo blisko. Rozdział świetny, jak zawsze zresztą. Uwielbiam czytać takie rzeczy, słodko ale zarazem zabawnie. Nic dodać, nic ująć. ^^ Czytałam twoje wcześniejsze opowiadania, nie jestem w stanie powiedzieć czy kiedykolwiek tutaj coś komentowałam, nie pamiętam. Ale to nic. Szkoda, że to jest ostatnie twoje opowiadanie, bo piszesz wspaniale i aż żal mi się robi kiedy o tym pomyślę. Weny, weny i jeszcze raz weny i mam nadzieję, że następny rozdział pojawi się już niebawem! Fighting! :)

    OdpowiedzUsuń
  10. Jeju, poryczałam się jak to czytałam <3 te oświadczyny były takie sweet. :-* nie mogę doczekać się kolejnego rozdziału :-) Dużo weny :-*

    OdpowiedzUsuń
  11. Witam,
    wspaniały, ślub Keng Heng, i te oświadczyny Minho wyszły cudownie, proszę cię nie uśmiercaj Teamina, nie przeżyję tego......
    Dużo weny życzę Tobie...
    Pozdrawiam serdecznie Basia

    OdpowiedzUsuń
  12. Całe przygotowania do ślubu były mega zabawne. Ta panika i całe zamieszanie, świetnie to opisałaś ;) Ja wiedziałam że dziadek jest spoko, tylko siedzi pod pantoflem swojej żony. Teksty Minho totalnie mnie rozbroiły xD. Wszystko się udało mimo panującego chaosu.
    Nie no nie mogłam. To najpiękniejszy rozdział jak do tej pory. Tyle się działo. Minho, o matko!! Oświadczył się!!! To było cudowne. To jak on się zmienił dzięki Taeminowi jest poruszające. A ta jego przemowa i Lee, była piękna. Wzruszająca. Ciężko mi się pozbierać po tym co przeczytałam. Naprawdę lepiej tego nie dało się opisać. "... Ale to właśnie ty, to wszystko co robisz, jesteś bodźcem dla którego chcę walczyć. Dla ciebie chcę żyć. Bo ciągle mi mało. Mało mi ciebie, każdej wspólnie spędzonej chwili... " Rozkleiłam się na amen. Ja nie wiem kiedy ostatnio tak ryczałam. To wszystko Twoja wina, że tak pięknie piszesz ughh...To przez Ciebie teraz płaczę ;(
    Ciągle mi mało tego opowiadania, mimo że wiem, że już niedługo będzie tragiczny koniec. On chyba pozostawi na zawsze ślad w mojej głowie.
    * Tulę mocno *
    A.

    OdpowiedzUsuń