piątek, 6 lutego 2015

Virgin Snow - Rozdział 25.

            - Wyspałeś się? – zapytał słodkim głosem, delikatnie gładząc kosmyki włosów Taemina. Obudził się już jakiś czas temu i po prostu wpatrywał w blondyna. Zaślepiony uczuciem, mógłby powiedzieć że blondyn wygląda i tak cudownie, jednak skłamałby. Włosy były w strasznym nieładzie, a na twarzy malował się ból, mimo że Lee spał. Kac już go łapał w swoje ramiona, a z kącika ust leciała strużka śliny. Parsknął i starł ją brzegiem kołdry.
            Taemin otworzył oczy, które przypominały dwie wąskie szparki. Chłopak naciągnął kołdrę po same włosy, zakrywając się zupełnie. Wybąkał coś niezrozumiałego, dlatego Minho pociągnął za róg kołdry.
            - Powtórz głośniej – zażądał.
            - Daj mi umrzeć – syknął Lee i westchnął ciężko – Kurcze, czuję swój śmierdzący oddech. To źle, prawda? – jęknął.
            - To coś normalnego po takim piciu – zaśmiał się Minho, sięgając na szafkę – Woda, pij – rozkazał.
            Lee posłusznie napił się wody, która tak mu posmakowała że duszkiem opróżnił szklankę.
            - Dobra, co nie? – zapytał z satysfakcją Minho, sięgając na ziemię po całą butelkę – Mam jeszcze trochę tego skarbu – parsknął, widząc błagalny wzrok Taemina, który porwał wodę w swoje łapczywe dłonie.
            - Życie mi ratujesz – stęknął skacowany chłopak.
            - Oj, chciałbym – ponuro odparł Minho – Taemin, pamiętasz wczorajszą noc? – zapytał podstępnie, próbując ukryć uśmiech który nie chciał zetrzeć się z twarzy.
            Lee spłonił się i wbił wzrok w etykietkę butelki.
            - O czym mówisz? – mruknął, robiąc dziubek.
            Minho uśmiechnął się z wyższością i objął Taemina ramieniem, przysuwając go do siebie.
            - Weź, śmierdzę – sapnął Lee, próbując się wyrwać.
            - O to się postarałem wczoraj i nie śmierdzisz – rzucił zadowolony z siebie.
            Lee najpierw się zapowietrzył, po czym wypuścił z sykiem skłębione w płucach powietrze.
            - Czyli to nie był sen? – jęknął, padając na łóżko i próbując zakryć się kołdrą.
            Minho brutalnie nie pozwolił na chowanie twarzy Taeminowi.
            - No to niezłe masz sny, zboczuchu – mruknął z tryumfującym uśmiechem – Czyli coś tam pamiętasz?
            - Żeby tylko coś – wtrącił się blondyn.
            - To  dobrze – Choi uśmiechnął się zadowolony z siebie – Myślałem, że niepotrzebnie się tak starałem. Ale powiem ci, twój wyraz twarzy wczoraj…
            - Przestań – syknął Lee.
            - No co? – Minho zaśmiał się – To było świetne – zagryzł wargę, przypominając sobie upojne chwile – Chcę jeszcze raz tak, tylko jak będziesz ogarniał. I nie rób takiej oburzonej miny, jesteśmy w końcu parą, prawda? I jest takie mądre przysłowie, nic co ludzkie nie jest ci, albo mi…
            - Weź nie pierdol – warknął zachrypniętym głosem Taemin, przerywając Minho. Ten zrobił wielkie oczy.
            - Pierwszy raz przy mnie przekląłeś – sapnął zdziwiony.
            - Wydaje ci się – mruknął Lee. Wygramolił się z łóżka i postawił niepewnie stopy na zimnej podłodze – Coś mi nie dobrze – jęknął i chwilę później wpadł do łazienki.
            Choi westchnął, wstał i włożył na siebie koszulkę. Wyjął czyste rzeczy dla Taemina i zapukał cicho do drzwi.
            - Będę w kuchni, jakieś ubrania masz na łóżku. Jak nie będą ci pasować, to weź sobie coś z szafy – krzyknął do zamkniętych drzwi.
            Wyczłapał się z pokoju i od razu sięgnął po sok w kuchni. Zaspokoił pragnienie, które i tak miało powrócić za kilka minut. Spojrzał na jedzenie i mimo że skręciło mu żołądek, to wiedział że połknie kęs czegokolwiek i skończy tak jak Taemin. Zamknął więc lodówkę z hukiem i czekał na blondyna.
            Naliczył równo piętnaście minut na zegarku, zanim Taemin pojawił się w kuchni. Chłopak wyglądał niesamowicie blado i wkroczył do pomieszczenia ciągnąć za sobą nogi jakby miał upaść.
            - Aleś blady – wymruczał Minho, stawiając przed Lee kubek z ciepłą herbatą – Gorzka, najlepsza na kaca.
            - Wyplułem wszystko co mogłem. Tak jak nie bolała mnie głowa, to teraz mam ochotę walnąć nią w ścianę, żeby przestało – jęknął blondyn, z wdzięcznością sięgając po napój – Ujdzie – skrzywił się – Nie lubię nie słodkiej – wyjaśnił.
             - Rozumiem, że nie chcesz nic jeść?
            - Podziękuję, nie chcę kolejnej randki z toaletą – powiedział zgryźliwie.
            - Jakie plany na dziś? Wieczorem wraca stara gwardia.
            - Oj, przestań. Twoja mama i dyrektor, znaczy Daniel nie są tacy starzy – prychnął Lee – Ja zamierzam przespać cały dzień. Mogę u ciebie?
            - Mi to nie przeszkadza – wyszczerzył się Minho.
            - Nawet o tym nie myśl – burknął Taemin, domyślając się intencji chłopaka.
            - Przecież nic nie powiedziałem – z wyrzutem powiedział Choi, robiąc skrzywioną minę – Zresztą, jak mówi stare mądre przysłowie… małe bara-bara ukoi wszystkie bóle. Wszystkie! – dodał zdecydowanie.
            - Ciekawe kto wymyślił to mądre, stare przysłowie – prychnął Lee – Nie mam sił. Daj mi dziś umrzeć -  rozłożył ręce w geście bezradności. 
            Minho przewrócił oczyma.
            - Zjadłbym coś – zamyślił się – Chodzi za mną makaron ze szpinakiem i nie może się odczepić. Ale jak zjem, to z łatwością wyjdzie ze mnie, tylko nie tą stroną co powinien – skrzywił się, myśląc o całym procesie.
            - Jak mogłeś pozwolić, żebym się tak załatwił? – wyjęczał z wyrzutem Taemin.
            - Żebyś był łatwiejszy – rzucił Minho poważnym tonem, kiwając głową w miarowym tempie.
            - Wyglądasz jak maniak, zastanawiający się jak nastawać na moją cnotę.
            Zaśmiał się niekontrolowanie, aż skręcając w pół.
            - Kto tak teraz mówi? Nastawać na cnotę? Ha! – parsknął rozbawiony.
            - No powiedz, że o tym nie myślisz? – ponuro zapytał Taemin.
            - Oczywiście, że tak jest. Do niczego nie będę cię jednak zmuszał.
            - Chyba, że będę zalany w trupa – zgryźliwie dopowiedział blondyn.
            Nastrój Taemina zdecydowanie się zmienił. Dało się wyczuć lekkie przytyki, jak i przygnębienie. Zamilkł i ponownie zajrzał do lodówki, byle czymś się zająć.
            - Obejrzymy jakiś film? – zadecydował Choi.
            Mimo jego usilnych prób nakierowania Taemina na seans horrorów, nie udało mu się. Oglądali właśnie komedię romantyczną, a blondynowi humor znacznie się poprawił – chociaż to było pozytywem.
            - Teraz pewnie zaprosi ją na uroczą kolację – rzucił tonem znawcy, wyprzedając fabułę.
            - Skąd wiesz? – parsknął Taemin, wyciągając się na kanapie.
            - A niby dlaczego zaprosił ją na sam szczyt wieżowca? Chce ją przeprosić, dlatego przygotował to romantyczne ścierwo.
            - Nie lubisz takich słodkich akcentów?
            Minho zamyślił się, wyczuwając zdecydowanie podchwytliwe pytanie.
            - A ty lubisz? – zapytał ostrożnie, badawczo patrząc na Taemina.
            - Nie miałbym nic przeciwko – bąknął niepewnie Lee, wzruszając od niechcenia ramionami.
            Jeśli kobieta mówiła, że coś się jej nie podoba i do tego niewinnym głosikiem, w którym wyraźnie słychać było obojętność, to jak już się nauczył mieszkając pod jednym dachem z kobietą – coś było na rzeczy. Czyli albo kłamała i jak czegoś nie zrobiłeś, to z powodzeniem mogłeś pościelić sobie na wycieraczce, albo to była ukryta groźba. Tylko że Taemin był facetem – i nieważne było to, że jego delikatne rysy sprawiały, że gdyby ubrał perukę, stałby się kobitką – i dlatego nie bardzo wiedział jak się zachować. Odetchnął, przewracając oczyma, robiąc skrzywioną minę.
            - Dobra – powiedział, chcąc najzwyczajniej w świecie zapytać czego Lee oczekuje, w kategorii romantycznych gestów.
            - Cicho – warknął Taemin, szturchając Minho w bok – Ciągle ględzisz i komentujesz, a to prawie końcówka filmu – ofuknął bruneta.
            - Jeszcze czterdzieści minut tej katorgi – napomknął tylko Choi i zamilkł – A nie mówiłem? – mruknął, kiedy główny bohater rzeczywiście urządził romantyczną kolację na dachu wieżowca, do tego połączoną z kiczowatymi zaręczynami.
            - Gaduła – prychnął Taemin zdenerwowany, co nie przeszkodziło mu jednak w wtulenie się w ramię Minho. Wyszczerzył się mimowolnie na ten czuły gest. Dobrze było czuć drugie ciało obok siebie. Teraz to mógł przeżyć nawet ten nudny, przewidywalny film.
            Skończyli jeden, zaczęli drugi i ku niezadowoleniu i zmęczeniu Minho, to ponownie było romansidło. Prawie zasypiał przy kolejnym z rzędu powrocie – po uprzednim rozstaniu – kiedy usłyszał otwierające się drzwi wejściowe. Poderwał się uszczęśliwiony tym, że nie będzie musiał kończyć kiczowatego filmu.
            - Jesteśmy! – Kang Hee, krzyknęła w progu. Była podekscytowana.
            Wyszli z Taeminem do przedpokoju, gdzie kobieta chaotycznie rzuciła torebką w szafkę i ściągała właśnie buty, w równie szalonym tańcu bo skacząc na jednej nodze, próbując złapać równowagę. Z tyłu Daniel szarpał się z torbami, chcąc wejść do mieszkania. Kang Hee skutecznie hamowała te próby.
            - Kobieto, odsuń się bo twój facet przejść nie może – powiedział rozbawiony Minho, delikatnie przesuwając matkę na bok. Kobieta skrzywiła się i wyprostowała, kiedy w końcu pozbyła się problematycznych sandałków.
            - Poczekałby – warknęła rozdrażniona i pomaszerowała do kuchni – Jak gorąco! Myślałam, że się odwodnię w tym aucie – sapnęła. Słyszeli tylko otwieraną lodówkę.
            - Co jej się stało? – zapytał zdziwiony Minho, kiedy Danielowi udało się wgramolić do środka i odłożyć walizki.
            - Zaprowadza swoje rządy i pokazuje, kto będzie górą w tym związku – parsknął mężczyzna – Cześć, Taemin – przywitał się z chłopakiem – Coś kiepsko wyglądasz – zauważył.
            - Mieliśmy ciężki wieczór – wyjaśnił Minho.
            - Impreza na koniec egzaminów, rozumiem – powiedział Daniel.
            - Spokojna impreza – dopowiedział Choi.
            - Aha, ja już widzę ułożone balowanie dzisiejszej młodzieży. Jak jeden z drugim nie wpadnie do wanny, albo do niej nie rzygnie to przecież co to za balanga? – zakpił Daniel, ruszając do kuchni.
            Minho zamamrotał coś tylko pod nosem, nie chcąc się dalej się wykłócać. Taemin zarumienił się speszony.
            - Kang Hee, pochwal się naszym weekendem – radośnie powiedział Danie, dumnie wypinając pierś.
            Minho parsknął, próbując powstrzymać śmiech. Wypatrywał tylko pierścionka na dłoni matki, którzy rzeczywiście błysnął kiedy kobieta popijała sok.
            - No to wiem już dlaczego dziś jesteś zła jak osa – zaśmiał się rozbawiony, zarzucając ramię na bark Taemina – Mama się zaręczyła – szepnął chłopakowi.
            Taemin wydał z siebie okrzyk rozentuzjazmowania.
            - To wszystko przez niego – jęknęła Kang Hee, wskazując palcem na Daniela, który tylko się roześmiał – Zrobił taką cudowną kolację nad jeziorem, wśród świec – przerwała dramatycznie – że nie mogłam odmówić. Wykorzystał moje uwielbienie do romantycznych gestów i oto jest! – z katorgą podniosła rękę do góry, ukazując w pełnej krasie ładny pierścionek.
            - Jak romantycznie – sapnął blondyn, urzeczony wpatrując się w błyskotkę. Minho spojrzał na chłopaka z pobłażaniem.
            - Popłakałaś  się? – zapytał znudzony. W głębi duszy cieszył się jednak cholernie.
            - Skąd! – zaprzeczyła zdecydowanie Kang Hee, dlatego spojrzał na Daniela, który mrugnął do niego twierdząco – Zdrajca! – mruknęła.
            - Oj, skończy się okres wolności i twoje życie jako gorąca singielka się zakończy. Może doczekam się brata albo siostry. Brata – zadecydował.
            - Czy ja się nadaję na matkę? – zapytała Kang Hee.
            - Jesteś najlepsza! – krzyknął Minho, podnosząc kciuki do góry i wyszczerzając się.

~**~

            - Chciałbym tak dogadywać się ojcem, jak ty z mamą. Mój nigdy nie zachowywał się tak swobodnie – ponuro powiedział Taemin.
            Odprowadzał go właśnie do domu, zaczynało się ściemniać.
            - Ale przecież cię kocha.
            - Oczywiście, jest tak. Tylko jego chorobliwy strach jest męczący. Nawet na mnie nie krzyczał, bo bał się że dostanę jakiegoś ataku. Jestem jajkiem – wymamrotał niechętnie.
            - Jesteś silniejszy niż każdy z nas. Pobiłbyś tego osiłka Sama, jeśli trzeba by było.
            - Chciałbym tak myśleć – westchnął chłopak.
            - Tak jest – zdecydowanie powiedział Minho – Jesteś chory, a trzymasz się. Nie użalasz nad sobą. Jesteś silny.
            - Po prostu to już za długo. Użalałem się, kiedy byłem młodszy. Obrażałem na cały świat. Może jestem silny, jednak coś zdołało mnie pokonać. I powoli zabija – powiedział ponuro.
            Nie lubił słuchać o takich rzeczach. Czasami się zastanawiał, czy jest odpowiednią osobą dla Taemina, kiedy nie potrafił go pocieszyć, ukoić bólu. Był tylko marnym słuchaczem, który współczuł i bardziej okazywał litość niż wsparcie. Co Taeminowi po takim bezużytecznym chłopaku. Musiał się jeszcze wiele nauczyć… i zobaczyć.
            I teraz milczał, nie wiedząc jak odpowiedzieć. Tyle razy już zaprzeczał, że jego sprzeciw był niewiele warty. A ciągłe upewnianie blondyna, że będzie dobrze – kiedy ewidentnie było wiadomo, że nie będzie – było głupie.
            Podszedł tylko bliżej i złapał chłopaka za rękę, zupełnie nie przejmując się tym, że ktoś mógłby ich zobaczyć. I tak zbyt wielu już wiedziało. Tylko w taki sposób mógł okazać swoje wsparcie – po prostu byciem w jego życiu.
            - Co chcesz jutro robić? – zapytał Minho po dłuższej chwili.
            - Może odpocząć od ciebie? – zażartował Taemin.
            - Nie ma mowy! Jesteś na mnie skazany – parsknął.
            - Jesteśmy, chcesz wpaść na chwilę? Pokażę ci coś – zaproponował Lee.
            Przywitał się z ojcem Taemina, który burknął coś pod nosem o późnym wracaniu do domu i o niedbaniu o własne zdrowie. Swoją drogą był zadowolony, że mężczyzna normalnie przyjął niecodzienną relację jego i Taemina – nie robił kłopotów, to było najważniejsze.
            - To pokazuj – rzucił nonszalancko, swobodnie kładąc się na łóżku.
            Taemin spuścił odrobinę głowę, jakby to było coś okropnie krępującego.
            - Zrobiłem to, kiedy byłem dzieckiem. Do tego bardzo buntowniczym dzieckiem, które lubiło mazać ściany i myślało, że niesie to ze sobą jakieś przesłanie – bąknął.
            Podszedł do dużej flagi, wiszącej na ścianie i podniósł ją do góry, nie wiedząc jak dalej utrzymać ją w takiej pozycji. Minho podniósł się do góry, widząc niezgrabne pismo znaczące duży kawałek ściany. Podszedł do Taemina i złapał za jeden róg materiału, podnosząc go wyżej. Westchnął głośno i opuścił materiał tak, że znaleźli się między nim a wymazaną ścianą. Flaga była cienka, widzieli wyraźnie wszystkie kolejne punkty.
            - To tylko marzenia umierającego wtedy chłopca – szepnął Lee i zbliżył się do Minho, bo złapać go za dłoń.
            - Być na ślubie – wyrecytował Minho pierwszy punkt z listy.
            - Namawiałem tatę, by ponownie się ożenił – bąknął zakłopotany Taemin – I chciałem złapać bukiet – dodał ciszej.
            - Chciałeś zostać panną młodą? – zaśmiał się Minho.
            - Nie wiedziałem wtedy, że faceci łapią muszki czy tak krawaty – odpowiedział – Chciałem też być na balu przebierańców – wskazał kolejny punkt z listy – I być tam VIP-em. Nigdzie nie mogłem wychodzić, dlatego marzyła mi się impreza tylko dla mnie.
            - Byłeś zadufanym w sobie dzieckiem – parsknął Choi – może jeszcze chciałeś mieć swój tron, co?
            - I służącego – mruknął Taemin.
            - Niech przyjdzie do mnie wróżka – wyczytał na głos Minho, kolejne marzenie.
            Taemin przymknął oczy, a na jego twarzy zakwitł kwaśny uśmiech.
            - Chciałem by przyszła i spełniła moje marzenie. Chciałem mieć z powrotem włosy i żeby wzięła ode mnie chorobę. Na dole masz, że chciałem paktu z demonem. To było w okresie, kiedy wyczytałem że za duszę można było zostać nieśmiertelnym. Miałem dziwne upodobanie do czarnej magii, to było kiedy miałem 13 lat.
            - Udało się? – zapytał Minho.
            Lee skrzywił się, wspominając.
            - Prawie podpaliłem dom, kiedy bawiłem się gromnicami. No i wylądowałem znowu w szpitalu na dłuższy czas – westchnął blondyn.
            - Opalać się pod palmami. Wszędzie, byleby było ciepło.
            - Dlaczego? – ostrożnie zapytał Choi, wyczuwając ogromny smutek w głosie Taemina.
            - Raz było mi ogromnie zimno. Wydawało się, że mój organizm już się poddał. Czułem przeraźliwy chłód, pomieszany ze strachem. Miałem czternaście lat.
            Pokiwał głową, nie mogąc znaleźć słów pocieszenia, bo wiedział że blondyn tego nie chce.
            - Chciałeś wtedy odejść? Poddać się? Nie organizm, ty – zapytał poważnie.
            - Myślałem o tym, zanim było ze mną tak źle. Że może lepiej mieć to już za sobą, przestać istnieć, każdy kolejny dzień był dla mnie katorgą. Ale gdy przyszło już do załamania i ostatecznej rozgrywki, gdy musieli mnie resuscytować… zacząłem walczyć. Czułem w głowie, jakbym był rybą która szamocze się na powietrzu, kiedy chce wrócić do wody. Walczyłem, wywalczyłem i znowu przeżywam to samo. I tak przyjdzie mi umrzeć – zakończył ponuro.
            Zbyt dużo słów cisnęło mu się na usta, a jednocześnie miał okropną pustkę. Warga zaczęła trząść mu się niebezpiecznie i niewiele brakowało, by zwyczajnie rozpłakał się. Przymknął oczy na chwilę, zagryzając wargę i opuszczając ramiona.
            - Przestań – Taemin szturchnął go lekko w ramię – Widzę twoją minę i karzę ci przestać! – warknął zdenerwowany.
            Prychnął tylko lekceważąco i złapał Taemina za ramiona. Spojrzał chwilę w jego zachmurzone oczy, po czym przytulił mocno jak tylko mógł. Czuł jak Taemin szarpie się, a jego bojowy nastrój nasilał się.
            - Skoro ty ciągle ględzisz mi o tym, że za nic masz śmierć i tak swobodnie o niej mówisz, to przyzwyczaj się, że ja będę reagował jak każdy normalny człowiek. Nie potrafię grać zimnego gnoja, nie teraz kiedy coś nas łączy. Rozumiesz? – wykrzykiwał poddenerwowany.
            Po krótkiej chwili Taemin przestał się wyszarpywać i pozwalał się przytulać.
            - I teraz też masz walczyć, gdy będzie źle. Rozumiesz? Niech ci nie przyjdzie kurwa przez myśl poddanie się. Masz żyć dla mnie, jasne? – wykrzyczał rozpaczliwie.

            Stali tak jeszcze chwilę. Krótką. Nie mogli pozwolić sobie na marnowanie czasu, skoro mieli go tak niewiele. 

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~

Witajcie! Było trochę zapytań odnośnie kolejnego rozdziału... oto i jest on! Napisany w niemałych bólach, bo bez weny (co może być widać, że to tylko zapychacz ;c) i bez czasu. Ale mam dla Was dobre wiadomości - pozaliczałam wszystko na sesji i teraz mam wolne (nie licząc wiszącej nade mną pracy licencjackiej). Rozdział 26 jest już wymyślony, napisałam dwie strony i powinien pojawić się szybciej niż za miesiąc. Teraz mam wolne - siedzę w domku i się obijam. Pozdrawiam Was słońca, liczę na dużą ilość opinii (wiecie, że zbliżamy się do końca opowiadania?). 

18 komentarzy:

  1. Opowiadanie cały czas jest ciekawe oraz mega aa urocze. Proszę nie pozwól Taeminowi umrzeć. Błagam. Musi być happy end. Życzę weny.

    OdpowiedzUsuń
  2. piękne to jest....a końcówka wyborna... niech słodka z nich para .. ehhh .. no no nic życzę duuuuuuuuuuuużo weny i czekam na kolejną notkę uwielbiam twoje opowiadania buziaki pozdrawiam serdecznie

    OdpowiedzUsuń
  3. O matko!
    Jesteś niesamowita...tak szczerze to ja chłopaki czytali ta listę to miałam łzy w oczach.seriously
    Mam nadzieję że nie dasz umrzeć Taeminowi...naprawdę fajnie by było gdyby następne rozdziały mówiły o tym jak 2min spełniają niektóre (możliwe) do spełnienia czynności z listy Taemina...no ale to pewnie masz już zaplanowane wiec nie będę ci psuć koncepcji


    DUŻO WENY I POWODZENIA ŻYCZY KUUKI^^

    OdpowiedzUsuń
  4. Ouu jeżeli on dednie to cie p:-):-) :-) :-) :-) ^^

    OdpowiedzUsuń
  5. Cześć! Zostałaś nominowana do Liebster Award:
    http://shinee-innocent-love.blogspot.com/2015/02/pytania-i-nominacje-liebster-award_7.html

    OdpowiedzUsuń
  6. Aaaaaghr! Nareszcie się doczekalam nowego rozdzialu! Moze i zapychacz, ale jaki piękny! :)
    Co do opowiadania to dolaczam sie do prosb czytelniczek wyzej, nie pozwol Tae umrzec! :( Zycze jak najwiecej weny i jak najlepszej pracy licencjackiej, powodzenia kochana! :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Boże... Marzenia jednak się spełniają *.* Od dłuższego czasu modliłam się o nowy rozdział. Nawet przestałam na jakiś czas wchodzić na tego bloga... Mam nadzieję, że wybaczysz mi moją zdradę T.T Ja po prostu nieeeeeheheheeee...
    Nieważne ;3 Teraz do konkretów:
    Jaki tam zapychacz? Każdy rozdział na Twoim blogu jest cudowny - przecudowny - najprzecudowny - najprzecudowniejszy - najnajprzecudowniejszy - ...
    Jak tylko coś napiszę na swoim blogu, to podam ci link i wybłagam ocenę ;3 Jednak stwierdzam, że może ci się nieco nie spodobać... Tematyka yaoi, ale fabuła nie ta... Zresztą nieważne ;3 Postawię na swoim i tę ocenę wyproszę, choćby to miała być ostatnia rzecz jaką w życiu zrobię :3
    Btw. Z każdym rozdziałem zyskuję coraz większą nadzieję na "cudowne ozdrowienie". Może i coś tam wspominałaś o smutnym zakończeniu, ale... Do wierzących świat należy, czy jak to tam było. :D
    Muszę przyznać, że gdy Taeś powiedziała: "muszę ci coś pokazać", to od razu pierwsze skojarzenie było: "to na pewno ta lista, o której wspominał ;3" a potem nagle refleksja: "ale czy tej listy nie było już w poprzednich rozdziałach?" "nie, raczej nie" "a co jeśli jednak?" "hmmm..." A potem było już tylko upewnienie się ;3 ----->"F*ck Yeah! Miałam rację >w<"
    Błagam Ciebie Serdecznie - nie przestawaj nigdy pisać! ;3 Twój blog jest miejscem, o którym zawsze marzyłam. Nie poddawaj się! Rób to, co uważasz za słuszne! Do niczego Cię nie zmuszam, ale to co robisz jest świetne, więc NIE PRZESTAWAJ!!! A jeśli kiedyś najdą Cię jakieś wątpliwości, wejdź na swojego blog, rozdział 25 - sekcja komentarzy, znajdź moją krótką wypowiedź i mam nadzieję, że jakoś Cię zmotywuję ;3 !!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!
    Dobrze, nie przedłużając, życzę Ci Dużo Wolnego Czasu!!! :> Skorzystaj ze swoich ogromnych pokładów weny i stwórz coś równie niesamowitego jak wszystkie Twoje rozdziały ;3
    Serdecznie Pozdrawiam
    Nekuś :D

    OdpowiedzUsuń
  8. Tae ma przeżyć. Nie obchodzi mnie czy przyjdzie do niego dobra wróżka i nagle wyzdrowieje, albo może zmienić się w anioła *-*

    Rozdział jak zwykle super, wiec dodawaj szybciutko następny :3

    OdpowiedzUsuń
  9. Tae...on nie może się poddać. Nie może zginąć. Minho jest dla niego oparciem, a Taemin go kocha, a żyje się i walczy właśnie dla bliskich. Smutny rozdział, ale koniec super. Pierwsze co pomyślałam to "głos perswazji", tak jakoś mi szło to do głowy. Minho powinien coś zdziałać, a Tae w końcu zobaczyć, że nie ma sensu w walce ze sobą, bo życie jest piękne. Jak ma kogoś kogo kocha to dlaczego się nadal zastanawia? Co do życzeń Minnie'go to są...oryginalne. Szkoda słuchać jak ktoś ma przeszłość spowitą chorobą, która go wyniszcza, ale jeśli do teraz się nadal nie poddał to musi to coś znaczyć. Czekał na tą osobę, która miała zapełnić pustkę. Dobrze, że znalazł. Mam nadzieję, że Minho zrobi jakąś romantyczną niespodziankę dla Taemin'ka. Weny, zdrowia i dużo czasu życzę. Hwaiting!

    OdpowiedzUsuń
  10. Boskie! Trochę późno zauważyłam, iż dodałaś ale jestem!
    Mimo że rozdział pisany bez weny to i tak cudny *.*
    Mam nadzieję, że Lee się nie podda chorobie i bd walczył do końca! Nie może zostawić Minho samego!
    Poza tym jego lista genialna! Nawiązać pakt z demonem xD też tak chce!!!
    Sorry za moją nie ogarniętą głowę!
    Czekam na next!

    OdpowiedzUsuń
  11. Cudownie *_* jak zawsze w sumie xd bardzo mi sie podoba to opowiadanie, jest jednym z najlepszych ktore czytam ^^ tylko prosze cie nie zabijaj Taemina <3 nie lubie jak moj UB umiera i zosawia drugiego bisa xd wiec nie zabijaj ;* czekam na nastepny i zycze ci weny ^^

    OdpowiedzUsuń
  12. O nie!!! NIedługo koneic jak to?!
    Ale będzie hepi end? :o
    Nie wyobrażam sobie innego końca...
    Co do rozdziału.


    Jesuuu końcówka taka piękna!!!!! <3
    Tae musisz walczyć dla Minho!
    Te słowa.. no po prostu łapią za serce ;-;
    A ta ściana... no w sumie... normalne że miał takie życzenia
    Chociaż tak jak się to czyta później wydają się banalne :P
    Cóż tu więcej mogę napisać?
    Fajnie, że się zaręczli z Danielem ;)
    Jeśli wszystko zakończy się dobrze to będą niezłą rodzinką ^^
    Weeeeny!!!!!!

    OdpowiedzUsuń
  13. Rozdział świetny!
    Pozdrawiam i zapraszam do siebie na mój i mojej wspolautorki debiut. Dziś o 16.
    Kuro

    OdpowiedzUsuń
  14. Rozdział super :) O ile nie przepadam za fanfikami itp., to Ty nie prowadzisz tego płytko. To, czy uśmiercisz Taesia czy nie - Twój wybór, ale pamiętaj, nie warto mieć czyjegoś życia na sumieniu :D
    Podobają mi się postacie, bo każda ma swój charakter, nie ma "powielania" czy schematyczności. Co jest równie ważne - nie idealizujesz tu nikogo - każdy ma tu zarówno zalety jak i wady, mocne i słabe strony.
    Komentuję tu pierwszy raz, dlatego pozwalam sobie na takie uogólnienia względem całości.
    Piszesz dobrze, czego Ci gratuluję i dziękuję, że tu dla nas umieszczasz swoją twórczość. Z tej wdzięczności Cię nie poganiam, wiadomo że pisanie to nie jest taka łatwa sprawa.
    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  15. Witam,
    Daniel oświadczył się na tym wyjeździe matce Minho, zorganizował to fantastycznie, Teamin no cóż lubi romantyczne rzeczy, więc może Minho zorganizuje jakiś miły romantyczny wieczór...
    Dużo weny życzę Tobie...
    Pozdrawiam serdecznie Basia

    OdpowiedzUsuń
  16. Nominuje Twojego bloga do Liebster Award ;) szczegóły na naszym blogu http://wewnetrzne-oko-syska-levi.blogspot.com/?zx=2074a8532343a5dd pozdrawiam ;) Syśka (Syśka Elf) i Levi
    Pozdrawiam^^

    OdpowiedzUsuń
  17. Kolejny świetny rozdział!! Uwielbiam to jak piszesz. Wszystko tak zgrabnie i z pomysłem napisane. Proste rozmowy, przypominanie dnia wczorajszego a właściwie wieczora, wspólne oglądanie filmów. Niby nic takiego, jednak wszystko to sprawia, że są ze sobą, poznają się lepiej i cieszą się każdą chwilą spędzoną razem.
    Zaręczyny matki Choi i Daniela były do przewidzenia. To wszystko takie romantyczne :) Taemiś też pewnie by chciał coś takiego. Kolacyjka, wino, świece, urokliwa sceneria i ukochany wyznający mu dozgonną miłość :))
    Marzenia Tae... hmm... chciałabym żeby wszystkie się spełniły ;( Nawet te nierealne. Cholera!!! Czemu choroba nie może zniknąć jak za dotknięciem magicznej różdżki? Chciałabym żeby miał to za sobą ;((
    " - I teraz też masz walczyć, gdy będzie źle. Rozumiesz? Niech ci nie przyjdzie kurwa przez myśl poddanie się. Masz żyć dla mnie, jasne? ..." Łzy cisną się do oczu ;(( Czemu to nie może skończyć się szczęśliwie?
    A.

    OdpowiedzUsuń