niedziela, 4 stycznia 2015

Virgin Snow - Rozdział 23.


           Atmosfera była dziwna. Wszedł do szkoły raźnym krokiem i od razu spojrzenia wszystkich skierowały się ku niemu. Były one jednak zupełnie inne niż zazwyczaj. Po głowie przeszła ponura myśl, że już nic nie będzie z górki tak jak dotychczas.
            Zauważył Sama i szybki krokiem podszedł do kumpla, starając się nie tracić swojej werwy.
            - Nawijaj – powiedział spokojnie, opierając się o barierki. Chłopacy, którzy jeszcze chwilę temu rozmawiali z Samem, natychmiast się ulotnili. Pomachał Yuri i ChanSungowi, którzy pomaszerowali ku nim.
            - A jak myślisz? – ponuro zapytał Sam, z niekrywaną nienawiścią spoglądając na osoby, które wpatrywały się w ich dwójkę.
            - JaeMin?
            Sam pokiwał głową.
            - To teraz pewnie się zastanawiają, czy może i z tobą nie śpię – kąśliwie zauważył Minho.
            - Nie żebyśmy razem nie spali – parsknął Sam – Jesteś jednak słabą przytulanką, za bardzo rządzisz się kołdrą – zawyrokował, widocznie starając się poprawić nastrój Minho.
            - Jest coś jeszcze z aktualnych newsów? – zapytał Choi.
            - Chyba nie. Póki co nie wiedzą o chorobie Taemina, oprócz swoich. Yuri! – głos Sama natychmiast złagodniał i podszedł do dziewczyny, nonszalancko zarzucając jej ramię na bark.
            - Cześć ludziska! – krzyknął rozpromieniony ChanSung – Oooo, stary! Wchodzę do budy, a tutaj aż wszystko wrze.
            - Dajesz radę, Minho? – z troską zapytała się Yuri.
            - Wygląda na trochę niewyspanego – zauważył ChanSung – Co ty wyrabiałeś z tym Taeminem, co? – rzucił złośliwie. Yuri uderzyła chłopaka w ramię – Już, już. Nie wnikam – wyszczerzył się.
            - Wszystko u niego w porządku? – ponownie odezwała się Yuri.
            - Dziś ma badania – westchnął Choi.
            - Jesteśmy z tobą, wiesz o tym? – łagodnie powiedziała Yuri.
            - Wiem, kochana – westchnął ciężko i postarał się nawet o jakiś blady uśmiech.
            - Nie ma co się przejmować tym bydłem. Tydzień do egzaminów i żegnamy tą placówkę – zadowolony powiedział Sam, wyciągając dłoń do przyjaciół.
            - Ponad wszystkimi! – krzyknął ChanSung i wszyscy złapali się za dłonie.
            - Ponad – pełen nowej siły powiedział Minho. Co jak co, ale na kumpli zawsze mógł liczyć i wiedział, że jako jedyni nie zawiodą.
            W sumie liczył na gorsze przywitanie i bardziej homofobiczne zachowanie ze strony reszty szkoły. Było widać, że i JaeMin również był pewien, że uczniowie zareagują bardziej impulsywnie. Może to jego pozycja jeszcze sprzed kilku lat skutecznie przeszkadzała w pokazaniu, co o nim myślą? Albo po prostu niewiele interesowały ich plotki i ludzkie problemy.
            Widział co prawda niechętne spojrzenia i trochę spłoszonych jakby nie mogących się pogodzić z faktem co niektórych dziewczyn. No cóż, już dawno przebolał taki stan rzeczy.
            Co chwila zerkał na wskazówki, które jak na złość przesuwały się zbyt wolno. Rozważał nawet cichą ucieczkę z zajęć, ale ostatecznie postanowił przemęczyć się do samego końca.
            - Stary, gdzie tak lecisz? – krzyknął za nim Sam, kiedy wybiegł jak oparzony z budynku, pędząc do swojego auta – Myślałem, że mnie podrzucisz – dobiegł do Minho, który mocował się z paskiem od plecaka.
            - Chciałem jechać do Taemina. Już późno! – jęknął zirytowany.
            - Zdążysz! – zawyrokował Sam, oglądając się dookoła siebie – Kurde, jest – bąknął spłoszony.
Choi podążył za jego wzrokiem i natknął się na Yuri, która wychodziła właśnie ze szkoły w towarzystwie Kibuma. Zamienił dziś z chłopakiem tylko kilka zdań, które i tak uważał za zbyt długą rozmowę. W dalszy ciągu zdecydowanie nie trawił tego dupka. I wiedział, że dość prawdopodobną przyczyną może być zazdrość.
            - Dobra,  wsiadaj – mruknął Minho, siadając za sterami samochodu i odpalając go.
            - Jedź szybko, żeby nas nie zauważyła – jęknął Sam, próbując schować swoją potężną sylwetkę.
            - Uważaj, bo ci się uda – parsknął Choi, wyjeżdżając na pustą niemal drogę – Gadaj – powiedział spokojnie, koncentrując się na jeździe.
            - Kurwa, stary – westchnął ciężko Sam, opierając się wygodnie w fotelu – Nie wiem, co mam robić.
            - Może tak – Minho zamyślił się na chwilę – Co właściwie chcesz zrobić, co?
            - Wiesz jak jest. Może nie wyglądam, ale jestem cholernie nieśmiały – bąknął Sam, wbijając się głębiej w fotel – Nie rozumiem kobiet – podniósł dłonie w geście bezradności.
            - A kto je rozumie? – parsknął Minho – Prościej jest mieć faceta – wyszczerzył się i przycisnął pedał gazu.
            - Pewnie tak – mruknął chłopak – Spójrz na to. Piszemy ze sobą codziennie. Rozmawiamy też. Dotykamy się. Coś jest między nami, ale jednak nie ma.
            Minho pokręcił głową. Wręcz uwielbiał był przewodnikiem, jeśli chodzi o sercowe sprawy. W tej kwestii i on i Sam błądzili jak ślepcy.
            - A czy ty debilu spytałeś się jej, czy chce z tobą być tak oficjalnie? Bo rozumiem, że nie wpadłeś na tak genialną myśl, prawda? – zapytał pobłażliwym tonem.
            Sam zasępił się i podrapał po głowie.
            - No nie, – zaczął – ale pomyślałem sobie, że nie minęło dużo czasu od jej rozstania z tym gnojem i może nie chce pakować się w nic poważniejszego, nie?
Dedukcja Sama była logiczna, nawet dla niego – a uważał siebie za najgorszą fajtłapę związkową. To jednak nie oznaczało, że Yuri dedukuje tak samo, a było wręcz pewnym że jej myśli biegną zupełnie innym torem. Tą część uwielbiał jeszcze lepiej – zacząć myśleć jak kobieta.
- Stary, ja tam się nie znam. Z kobiecymi mózgami nie chcę mieć nic do czynienia, bo to pieprzone bagno bez dna.
- Mi to mówisz? Mam siostry, ty kurwa jesteś jedynakiem! – wytknął mu chłopak.
- Ale mam nawiedzoną matkę – warknął na swoją obronę Minho.
- To co ja mam zrobić? – westchnął zrozpaczony Sam.
- Musisz z nią porozmawiać. Mówiłem, jestem specjalistą za wona w tej branży – Minho wzruszył ramionami, zatrzymując się pod domem przyjaciela – Jak w domu? – zapytał.
- O dziwo dobrze. Właśnie, Minho. Myślisz, że Yuri się nie zrazi? Sam zobacz jaką mam rodzinę – spojrzał posępnie na swoje zabudowania.
- Znamy Yuri nie od dziś, co nie? Jak myślisz, zwraca na takie coś uwagę?
- No nie – niepewnie odparł Sam.
- Spróbuj z nią pogadać – starał się przyspieszyć rozmowę. Wielbił Sama, jednak chciał jak najszybciej spotkać się z Taeminem – Jak da ci kosza, to schlejemy się w trzy dupy. W najgorszym przypadku, jak źle to rozegrasz, nie będzie się do ciebie odzywać. Pocieszającym jest to, że mamy dwa tygodnie szkoły – uśmiechnął się kpiąco.
- Ty to zawsze potrafisz pocieszyć – syknął Sam, zatrzaskując drzwi od auta. Podniósł tylko rękę do góry na pożegnanie i zniknął w swoim mieszkaniu.
Z piskiem opon ruszył. Śpieszyło mu się. Gorączka w samochodzie była teraz niemal nie do wytrzymania. Pogoda dopisywała aż nadto.
Zaparkował przed domem Taemina i stwierdził, że przysłowiowo przyszło mu pocałować klamkę. Było już po szesnastej, a Lee nie było nigdzie widać. Ani jego ojca. Zniechęcony wsiadł do auta, uprzednio informując sms-em swojego chłopaka, że będzie u mamy w kawiarni.
- Witam, rodzicielko – zaświergotał, przeszkadzając Kang Hee w pracy.
- O proszę, kogo moje stare oczy widzą – zakpiła kobieta – Rozumiem, że przyszedłeś z pomocą?
Minho zmarszczył brwi, niedbale rzucając kluczykami za ladę.
- Powiedzmy – mruknął.
- Czyli nie mogę na ciebie liczyć? – zapytała przymilnie kobieta, trzepocząc rzęsami.
- Kobieto! Nie kokietuj własnego syna – ofuknął ją rozbawiony.
- Jakby to coś dało, kiedy mój własny syn woli towarzystwo bardziej męskie – prychnęła Kang Hee.
- Wszystko wyniosłem w genach – Minho wzruszył ramionami – To wasza wina – odgryzł się.
- Sugerujesz, że ktoś ze strony babci.. coś? – podniosła brwi w geście rozbawienia.
- Tylko nie mów tego przy niej, bo zawału dostanie – parsknął chłopak.
Kang Hee rzuciła w Minho obleśnym błękitnym fartuszkiem.
- Zakładaj – rozkazała, stoisz za barem. Kobieta szybko rzuciła się w wir pracy – o dziwo klientów nigdy jej nie brakowało, klimat tej knajpy był unikalny – a jemu nie pozostało nic innego jak dołączyć.
Tego również potrzebował. Oderwać się od przykrych myśli i zadziałać jak automat. Nie musieć myśleć, a jedynie przyjmować zamówienia i parzyć kawę. Dziwił się, że mózg mu jeszcze nie eksplodował pod natłokiem rozmyślań, jak sobie poradzić z tą nową, nieciekawą sytuacją. Znalazł się w jednak w niej na własne życzenie.
Minęła godzina, może dwie. Nawet nie zauważył upływu czasu, tak był zaabsorbowany klientami. Z głośników sączyła się cicho muzyka, którą osobiście uważał za zbyt drażniącą jak na takie miejsce. Nic jednak nie mógł poradzić na to, że jego rodzicielka była wierną fanką Orange Caramel.
- Poproszę dobrą herbatę – usłyszał melodyjny głos Taemina, kiedy polerował zawzięcie szklanki przy tych psychodelicznych rytmach – Twoja mama ma świetny gust muzyczny.
Minho łypnął na blondyna, który był widocznie w dobrym humorze. Podrygiwał do Catalleny i mruczał coś pod nosem.
 - Jak w szpitalu? – zapytał niemal szeptem, pochylając się ku chłopakowi.
- Mogę rozdawać prochy na prawo i lewo, tyle mi tego przepisali – skrzywił się lekko Taemin i wygodniej usadowił na obracanym stołku barowym.
- Tylko masz je kurde brać! – syknął Choi – Zaraz wracam.
Szybko zaparzył Taeminowi swoją ulubioną herbatę. Zieloną z granatem. Postawił przed chłopakiem gorącą filiżankę  i oparł się łokciami o blat lady.
            - To co? Zaraz spadamy? – zapytał zadowolony, ściągając z siebie fartuch i wrzucając go zgrabnym ruchem na zaplecze.
            - Ledwo co wsadził swoje delikatne rączki w jakąś robotę, a już chce  uciekać – prychnęła Kang Hee. Położyła na ladzie tacę z brudnymi szklankami i wślizgnęła się za bar – Co u ciebie, kochaniutki? – zapytała przymilnie Kang Hee, uśmiechając się do  blondyna.
            - Dziękuję, jeszcze się trzymam – rzucił Taemin, popijając swoją herbatę – Dobra – docenił trunek.
            - Wiem – Minho wyszczerzył się – Jestem mistrzem w parzeniu herby – wyznał.
            - Jakby to był jakiś wyczyn – mruknęła Kang Hee – Po prostu kupiła dobra herbatę – wytłumaczyła.
            - Nie słuchaj jej – burknął Minho – Idziemy do ciebie? – zapytał.
            - Minho, za tydzień masz egzaminy – zauważył spokojnie Taemin.
            - Aha – mruknął Choi, rozumiejąc do czego zmierza blondyn – Chcesz, bym zaczął się uczyć? – zapytał niezadowolony.
            Nie chciał być odseparowany od Taemina aż na tydzień. Nie móc posiedzieć z nim chociaż kilku godzin. I doskonale wiedział dlaczego tak myśli. Bał się, że ominie go zbyt wiele. Bał się, że Taemin zniknie. Poczuł ukłucie w piersi i z trudem powtrzymał bolesny grymas na twarzy.
            - Wypadałoby – potwierdził Taemin, chowając się za filiżanką.
            - Wiesz co Minnie? – wtrąciła się do rozmowy Kang Hee. Była wyraźnie rozbawiona – Zupełnie nie pasujesz do tego mojego lekkoducha – rzuciła.
            - Dzięki mamo – burknął Minho.
            - Ale masz rację. Ty gówniarzu! – podniosła głos – Z domu nie będziesz wychodzić aż do egzaminów. Sama zupełnie o tym zapomniałam!
            - Widzisz? – powiedział Minho – Nadajemy na tych samych falach. Po co się martwić o mało istotne sprawy – wzruszył ramionami. Przewrócił oczyma, widząc gniewny wzrok matki – Dobrze, pouczę się – obiecał.
            - No to teraz możecie lecieć. Jak wybieracie się do nas, to podgrzejcie sobie zapiekankę. Serwuję dziś szpinak – powiedziała w dumą – Na razie – wyszła zaa baru i cmoknęła Taemina w policzek. Pospieszyła od razu do następnego klienta.
            - A ja?! – krzyknął za nią Minho.
            Kobieta odwróciła się tylko i żartobliwie pokazała mu język.
            - Widzisz, co ja z nią mam? – powiedział z wyrzutem – Wariatka – dodał z czułością – Daj łyka – zażądał i nie czekając do ssał się do swojej ulubionej herbaty.
            - Pij do końca – uśmiechnął się Taemin i wstał.
            Pogoda była naprawdę nieznośna. Upał panował niesamowity. Ledwo wyszli z kawiarni, a uderzyło w nich takie gorąco, że niemal brakło im tchu. Minho wachlował się koszulką, zastanawiając poważnie nad tym, czy nie ukazać światu odrobiny swojego wdzięku, zwyczajnie rozbrajając się ze spoconego ciucha.
            - Umieram – mruknął, siadając na kółkiem. Opadł na siedzenie auta i włączył klimatyzację. Już po chwili mógł cieszyć się chłodnym powietrzem.
            - Zdecydowanie za gorąco – przyznał mu rację Taemin, zapinając pas – I czuję, że jestem głodny. Jedziemy do ciebie. Nabrałem ochoty na zapiekankę – niemal oblizał sobie usta z zadowolenia.
            Choi uśmiechnął się. Te proste gesty, zwyczajne bycie ze sobą niezwykle go radowało. O wiele bardziej wolał prosty związek, niż historie rodem wzięte w tanich romansideł. Małe gesty, codzienne spotykanie się, powolne poznawanie siebie. A nie jedynie targająca bohaterami namiętność, prowadząca do kłótni i rozgoryczenia. I było mu cholernie przykro, kiedy uświadomił sobie, że niedługo dołączy do tej opery mydlanej. Jak można być spokojnym, widząc jak osoba która jest dla ciebie ważna – odchodzi.
            Z lekkim grymasem odpalił samochód i ruszył przed siebie. Serce mu się ściskało, wiedząc że wiele jeszcze przed nim. Że zanim zdąży się nauczyć kochać i pewnie być cierpliwym, wszystko zostanie mu odebrane. Powoli, każdego kolejnego dnia, zdawał sobie sprawę, że to nie będzie prosty związek o jakim marzył. Że będzie pełen bólu i darcia szat.
            I ktoś mógłby powiedzieć, co znaczy rozstanie kochanków, szczególnie tak młodych. Że co wie gówniarz, który ledwo skończył szkołę i pierwszy raz się zakochał. Pierwsza miłość, nie musi być ostatnią. Minho wiedział o tym. Wiedział, że po odejściu Taemina, pewnie ułoży sobie życie na nowo. To jednak jak będzie cierpiał w trakcie całego tego procesu, będzie doświadczeniem na całe życie. Bo takich rzeczy się nie zapomina. Czas nie leczy ran, czas sprawia że przyzwyczajamy się do bólu i możemy z nim żyć.
            - Jesteś nieobecny – zagadnął Taemin – Znowu się zadręczasz – westchnął chłopak.
            Doskonale wiedział, że w tym momencie nie wygląda jak pełen życia nastolatek. Wszystkie jego obawy nagle go przygniotły, a on mógł jedynie rozważać coraz gorsze scenariusze. I nic nie mógł na to poradzić.
            - Nic mi nie jest – przywołał na twarz lekki uśmiech. Zaparkował przed domem – Jedzenie czeka – wyjął kluczyki ze stacyjki, poczekał aż blondyn wygramoli się z samochodu i zamknął swoje maleństwo.
            Przelotem dotknął dłoni Taemina, by chociaż odrobinę poczuć jego skórę. Łaknął dotyku jak dziecko, wiedząc że dzięki temu będą mogli stworzyć jeszcze większą więź. I wiedział, że to cholernie zdradliwa rzecz przyzwyczajać się do skóry Taemina.
            Lee pewnie złapał natomiast Minho za rękę i dał się poprowadzić. I Minho przestało interesować, że ktoś mógłby ich zobaczyć. Teraz było tylko czekać, aż wszyscy poznają ich sekret.
            Zamknął za nimi drzwi i ruszył do kuchni, pozbywając się butów. Zajrzał do piekarnika i z błogością zaciągnął się zapachem sera i warzyw.
            - Ubóstwiam ją – mruknął zadowolony i podkręcił temperaturę, by danie się przygrzało – Coś zimnego do picia? – uprzejmie zapytał i otworzył lodówkę.
            - Poproszę.
            Postawił na stole dzbanek z lodowatą lemoniadą.
            - Wyjątkowo pomyślała o wszystkim – uśmiechnął się i podał szklankę blondynowi – Taemin, mamy mały problem.
            - I to chyba nie jeden – zakpił Lee – Mów. Wątpię, bym się jakoś tym przejął. Wiesz, musiałem zrezygnować z pomocy w sierocińcu – powiedział smutno – Ojciec mnie zmusił i dyrektor, żebym zbytnio się nie przemęczał. Chcą mnie przykuć do łóżka – warknął.
            - Martwią się o ciebie. Zrozum to, że masz dookoła siebie ogrom osób, które się o ciebie troszczą i kochają. Doceń to – powiedział może zbyt ostro niż zamierzał.
            - Wiem aż za dużo o wiecznej trosce, kontroli i płakaniu po kątach – powiedział niechętnie – Męczy mnie już to.
            - No to się nie opieraj – Minho wzruszył ramionami.
            - Jestem buntownikiem i mi się to nie podoba! – warknął.
            - I zachowujesz się jak dziecko – skwitował Choi.
            - Jesteśmy dziećmi – ponuro powiedział Taemin – Jesteśmy dziećmi, które w chwili obecnej doświadczają o wiele więcej zła niż co niektórzy dorośli.
            Gardło mu się ścisnęło na słowa Taemina. Uśmiechnął się smutno. To było prawdą. Myśleli podobnie. Podszedł do swojego chłopaka i zgarnął go w ramiona. Miał nadzieję, że choć przez chwilę Lee poczuje się bezpiecznie. Że zapomni na krótki moment o tym całym parszywym świecie. O plotkach może mu powiedzieć później.
           
 ~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Witajcie! Dziękuję za komentarze pod poprzednim partem :) Pozdrawiam starą gwardię, witam nowych czytelników. Odpowiadając na pytanie o kotach bodajże - nie, nie lubię kotów. Nie przepadam za żadnymi zwierzętami, wiem jestem straszna. Zamiast pisania pierwszego rozdziału licencjatu, który już niebawem muszę oddać, piszę rozdział - to bardzo mądre z mojej strony. No cóż, dla 2mina mam więcej weny, niż dla moich zabójstw. 

Zapraszam do kontaktu przez blogowego fejsa. Wszystkie linki znajdziecie po prawo. do następnego. 
           

13 komentarzy:

  1. W sumie zaczynam odczuwać ten ich smutek..
    Szkoda mi ich.. Minho się zadręcza... a Taemin? On nic nie może zrobić poza braniem leków ;-;
    Ale i tak bardzo fajny rozdział :)
    AHh te problemy Sama.. POGADAJ Z NIĄ! Proste? Proste! XD
    No to ja ci życzę dużo wenyy i czekam na kolejny :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Wiesz co? Kocham sposób w jaki piszesz i oddajesz uczucia bohaterów ♥
    Szkoda mi Minho, to pewnie strasznie widzieć jak ukochana osoba się męczy. Wiem jak to jest jak ktoś ma raka moja ciocia na to umarła i to niespodziewanie w swoim pokoju. Bolało mnie to, bo miałam z nią doskonały kontakt. Więc wiem co czuje Choi. Tae też rozumiem, iż nie chce by ktoś po nim płakał. Komentarzy nie umiem pisać, no cóż na to poradzić?
    Rozdział jak pewnie wyczytałaś boski, tylko trochę krótki lub tylko tak mi się wydaje ♥♡
    Czekam na kolejne cuda!
    Hwaiting!

    OdpowiedzUsuń
  3. OOOO kolejny rozdział <3
    Jejkuu ale mi przykro po przeczytaniu tego.Szkoda mi Minho. Dziwi mnie zachowanie Tae , już przestał się przejmować- wszystko mu jedno.
    Sam ...jejku muszę przyznać że okropny debil z niego xd
    Jeszcze raz powiem to samo - kocham trój styl pisania a w szczególności to opowiadanie. Mimo iż 2min jest jednym ze znienawidzonych przeze mnie pairingów ,czytam i nie mogę doczekać się więcej !
    Mam nadzieję że dobrze Ci pójdzie ten licencjat ! Życzę też dużo wolnego czasu ^^

    OdpowiedzUsuń
  4. Wchodzę na fb a tu notka że kolejny part napisałaś :D Rozdział świetny dajesz takie silne odczucie tych rozmyślań Minho aż normalnie za serce chwyta. .. Ach niech Minho korzysta z tego związku niech czuje radość i szczęście z Tae xd No i jeszcze żeby rozmyślał że mógłby żyć i poukładać sobie życie bez Tae no normalnie w łeb walnąć xd Ach ten Sam..ale ak to jest jak się coś czuje do dziewczyny którą zna się od kilku dobrych lat ... Jak to Minho dobrze powiedział łatwiej ma się chłopaka xd :P

    Justus życzę dużo weny nie mogę się doczekać kolejnego postu Virgin Snow ;)
    a także życzę Ci żeby dobrze ci poszedł licencjat! No i dużo wolnego czasu i relaksu :D

    OdpowiedzUsuń
  5. Piękne nic dodac nic ująć jestem zafascynowany twoimi dziełami ヾ(*´∀`*)ノ i oczywiście będę czekać na kolejny rozdział. Kamil (*˘︶˘*)

    OdpowiedzUsuń
  6. Jak zabijesz Taemina na końcu to ja z chęcią zabije ciebie <3
    Żartuje, żeby nie było że jakieś groźby piszę :D po prostu proszę cie, żeby on przeżył bo moje biedne małe serduszko pełne smutku nie przeżyje tego. Za dużo angstów się już naczytałam i bardzo bym chciała żeby to skończyło się happy endem. Wiem ze to twoja wizja ale i tak mam nadzieje ze on przezyje i beda szczesliwi nie tylko przez te parę miesięcy ale dłuuuuugo. Na samą myśl o tym chce mi sie płakać ;-; co ty ze mną robisz, twoje historie są za idealne ugh! Nie wiem jak można tak pięknie pisać, uczucia które nam przekazujesz przez zwykłe słowa są nie do opisania, kocham cie za to że dla nas piszesz i nie chce zeby to sie skonczylo ;c
    Em. ~

    OdpowiedzUsuń
  7. Witam,
    więc Joeming rozgłosił plotkę, jak dobrze, że kończy się rok, Minho naprawdę troszczy, martwi się o Teamina, i chce dawać mu wsparcie... Teamin mówi o nauce Minho, ale czy sam nie zamierza się uczyć i przystąpić do egzaminów...
    Dużo weny życzę Tobie...
    Pozdrawiam serdecznie i cieplutko Basia

    OdpowiedzUsuń
  8. Dzisiaj mam jakiegoś pecha do smutnych rozdziałów różnych blogów. Ale ten i tak jest świetny i szczerze zazdroszczę Ci talentu do oddawania emocjii . Gdy tak czytam przemyślenia Minho i wypowiedzi Teamina to mam ochotę się rozryczeć i zacząć krzyczeć że Teamin musi przeżyć i że mają żyć długo i suuuper szczęśliwie ! Tak ogólnie to ten rozdział jest przepiękny , zresztą jak wszystkie poprzednie :).
    Życzę weny i miłych dni ! :3
    ~Hans

    OdpowiedzUsuń
  9. Jak zwykle swietny rozdzial <3
    Szczescia w nowym roku :*

    OdpowiedzUsuń
  10. Sam mnie rozwala. Dosłownie. No kurde, żeby kobiety się bać?! Toć my jesteśmy śliczne i łagodne jak baranki, do jasnej cholery! XD Dobra, a teraz tak na serio. Przykro mi jeśli chodzi o sprawę Taemina. Naprawdę. Ale nic nie poradzimy. Jak ktoś jest chory to można tylko go wspierać w dążeniu do zdrowia, bo przecież nie w umieraniu! Wiem, że piszę bez ładu i składu, ale to dlatego, że no... ROZDZIAŁ NO! JESTEM SZCZĘŚLIWA! >< Dobra, koniec. Amen. Miłego nowego roku! <3

    OdpowiedzUsuń
  11. Chyba zacznę trzymać kciuki za Sama, bo biedaczek chyba bez dawki otuchy sobie nie da rady xD
    Z chęcią zobaczyłabym Minho, który dryga go Catalleny, serio xD najlepiej w obcisłych spodniach :P
    To fajne, że w końcu sie zeszli, ale każdorazowo, gdy przypominają sobie, jak trudny jest to związek, to aż robi się przykro, że tacy młodzi ludzie mają na swoich barkach ogromny ciężar niepewności~

    ps. pisz ten licencjat, bo wrześniowy termin jest męczący xD całe wakacje trzeba myśleć o tym, że musi się coś zrobić, ja obroniłam się w połowie czerwca, miałam wolne od maja praktycznie i potem śmiałam się z reszty, która cisnęła wrzesień, bo może z 10 osób na cały rok zdążyło na czerwiec XD

    OdpowiedzUsuń
  12. Kurde! Im częściej tu wchodzę, tym bardziej mam ochotę na więcej (a nie ma takiego dnia bym tu nie zajrzała w poszukiwaniu nowej notki^^)

    OdpowiedzUsuń
  13. W szkole chyba mało kto przejął się tym, że Minho jest gejem albo zwyczajnie nie chcą sobie przysporzyć problemów. Choi jednak był postrachem szkoły. Dobrze, że ma całkowite poparcie i wsparcie w przyjaciołach. Do tej układanki brakuje tylko szczęśliwego uzdrowienia Lee. Nawet tony leków czy poddanie się chemii już go nie uratuje. Pozostaje tylko brać co daje los i czekać na nieuniknione.
    A.

    OdpowiedzUsuń