piątek, 12 grudnia 2014

Virgin Snow - Rozdział 21

            - Cześć – powiedział nieśmiało, stając nad Taeminem.
            Nie usłyszał odpowiedzi od blondyna. Chłopak zachowywał się, jakby go nie zauważył, albo specjalnie ignorował. Trzymał w dłoni niewielki przedmiot, powoli obracając go w palcach. Zmroziło go na chwilę. Wiedział co to jest. Nie rozumiał tylko, po co to Taeminowi.
            Usiadł obok Lee i spojrzał z pobłażaniem. Nie dał po sobie poznać, że jest zdenerwowany. Nie chciał prowokować Taemina do zbyt gwałtownych ruchów.
            - Jeśli chcesz się zabić to masz rację, wybrałeś świetną scenerię – stwierdził Minho, powoli kiwając głową – Nie wydaje mi się jednak, by ta malutka żyletka pomogła. Tylko się pokaleczysz – dodał, próbując powstrzymać drżenie  w głosie – I wypadałoby zostawić jakiś list pożegnalny, czy coś. Tak robią samobójcy – powiedział tonem znawcy.
            - Ciekawe skąd to możesz wiedzieć, co? – prychnął Taemin, zaciskając mocniej palce na ostrym przedmiocie.
            - Wyczytałem w Internetach – skwitował Minho.
            Blondyn westchnął i wyrzucił żyletkę za siebie. Skulił się jeszcze bardziej, kładąc brodę na podkurczonych kolanach.
            - I tak nie mam aż tyle odwagi – bąknął – Lepiej aż rak mnie wykończy. Powoli, boleśnie i nad wyraz skutecznie. A co tam! Pokatujmy się odrobinę – rzucił głosem pełnym żółci.
            - Hm – mruknął Minho, nie znajdując żadnej odpowiedzi na słowa Taemina. Wszystko co by teraz powiedział, byłoby zbyt sztampowe i jedynie dołujące.
            - Skąd wiedziałeś, że tutaj jestem? – zapytał Lee, pierwszy raz spoglądając na Minho.
            - Rozmawiałem z twoim tatą – odpowiedział Choi.
            - Aha, czyli już wiem co od ciebie usłyszę – powiedział nieco zirytowany – Ostatnio przychodzą do mnie delegacje. Brakuje tylko pisemnych podań – burknął blondyn – Ty też chcesz się w to bawić?
            - Chyba powinienem, prawda? Tylko chyba moje gadanie nic nie zmieni, prawda? – zapytał Minho. Siedział obok Taemina i mimo woli litował się nad chłopakiem. Wiedział, że nie powinien, bo to na pewno była jedna z ostatnich rzeczy, jakich on by pragnął. Cóż jednak poradzić. Był jedynie człowiekiem. Normalnym człowiekiem, który był taki sam jak inni. Mógł tylko udawać, że jest inaczej. Że stoi ponad wszystkimi i targają nim inne emocje.
            Lee pokiwał w milczeniu głową.
            - Przez chwilę dane było mi bawić się bez choroby i polubiłem to – wyznał Taemin – Nie chcę być znowu zamknięty w czterech białych ścianach. Wolność jest zbyt ekscytująca, by pozwolić sobie umrzeć w więzieniu.
            - Możesz się leczyć i korzystać z życia – podsunął Minho.
            - Wiesz jak wygląda korzystanie z życia w trakcie chemii? – zapytał kpiąco Lee.
            Minho milczał.
            - Właśnie – zaśmiał się blondyn – Będę zmęczony, obolały, ospały, blady bardziej niż teraz nie będę co prawda. Szkoda mi włosów. Fajnie się je zapuszczało. A jeszcze lepszą zabawę miałem farbując je – mówił coraz szybciej, a Choi wyczuwał kryzys. Nie chciał, by Taemin się teraz rozpłakał. Nie wiedziałby jak zareagować.
            - Spokojnie, już nie płaczę – powiedział Taemin, jakby odszyfrował przerażoną minę Minho – Ty też tego nie rób. Chociaż przy mnie – skwitował – Wiem, co chcesz mi powiedzieć – zmienił nagle temat blondyn – Głupio robisz. Powinieneś podjąć lepszą decyzję. Lepszą dla siebie.
            Jak skończony debil milczał. Nie potrafił wykrztusić z siebie żadnego słowa.
            - No cóż, inteligencją nie grzeszę jak widać – mruknął w końcu, przerywając krepującą ciszę.
            - Ja też – szczerze powiedział Taemin – Bo powinienem pogonić cię jak najdalej od siebie. Jestem jednak wystarczająco samolubny, by trzymać cię przy sobie do samego końca – dodał zawadiacko – I pamiętaj, że jak odejdziesz wcześniej niż ja, to przed samą śmiercią rzucę na ciebie klątwę, mając nadzieję że się spełni. Ot, taki kaprys – rzucił żartobliwie.
            - Czyli już nie mam wyjścia? – zapytał Minho, udając przerażenie.
            Napięta atmosfera, wydawała się rozluźnić. Całe szczęście, bo nie był przyzwyczajony do takiego poważnego nastroju.
            - Nie – krótko odparł Taemin.
            - Póki co jeszcze niczego nie zadeklarowałem. Nie nastawiaj się tak pozytywnie – mruknął Minho – I nie myśl, że robię to tylko dla ciebie – dodał.
            - Też jesteś samolubny? – zapytał blondyn.
            - Oczywiście! – prychnął – Będę miał poczucie spełnionego obowiązku. Może zrekompensuję sobie śmierć ojca, dzięki związkowi z tobą. W końcu jemu nie mogłem pomóc.
            - To się dobraliśmy – mruknął Taemin, uśmiechając się lekko – Byłoby ci jednak łatwiej, gdybyś coś do mnie czuł. Bycie podporą chorej osoby bez uczucia, to się nie sprawdzi. Tylko mnie znienawidzisz.
            - A kto powiedział, że cię nie kocham? – spokojnie odpowiedział Minho – Już ci to zresztą powiedziałem.
            - Ale nie powtórzyłeś – wytknął mu blondyn.
            - Byłem w niemałym szoku – wyjaśnił – Nie wymagaj ode mnie heroicznych mocy. Jestem tylko człowiekiem. Do tego gówniarzem. Mam prawo do błędnych decyzji. A ty? Skoro już wiemy, że ja ciebie kocham. Coś mi odpowiesz?
            - Dziękuję – spokojnie odpowiedział Taemin.
            Minho prychnął rozbawiony.
            - To mi trochę zalatuje „friendship zone” – nie mógł powstrzymać kwaśniej miny.
            Blondyn westchnął ciężko. Wyprostował zgarbione plecy i spojrzał na Minho. Położył się na plecach, kładąc głowę na udach Minho. Mógł w końcu patrzyć na Taemina. Z czułością odsunął z czoła jasne kosmyki.
            - Wiesz, że moje wyznanie wiele zmieni? Będziesz myślał, że to nic takiego, ale to będzie ważne – powiedział ze smutkiem Lee – Będziesz jeszcze bardziej zaangażowany i trudniej będzie ci zapomnieć.
            - Przypominam ci, że to nie są objawy samolubstwa. Tym nie powinieneś się przejmować. Jakoś się z tym uporam. Jestem w końcu młody, szybko zapomnę – wzruszył nieznacznie ramionami.
            - Okrutne słowa – Taemin skrzywił się – Szkoda tylko, że nie mówisz prawdy.
            - Ty też – skwitował Choi.
            - Tak, rzeczywiście pasujemy do siebie – zamyślił się Lee – Wiesz co? Byłoby mi łatwiej, gdybyś był tylko moim przyjacielem. To wszystko nie byłoby aż tak skomplikowane – westchnął.
            - Myślisz, że dałoby radę? Że dalibyśmy radę być tylko przyjaciółmi?
            - Nie wiem – Taemin potrząsnął głową, łaskocząc włosami odkryte uda Minho. Uśmiechnął się. To było miłe uczucie.
            - To albo byłaby miłość, albo nienawiść. Wybraliśmy trudniejszą drogę – podsumował Minho.
            - Tak myślisz?
            - Zdecydowanie tak – Choi kiwnął głową – Myślisz, że tak łatwo z tobą wytrzymać? A może potem będzie łatwiej?
            - Kiedy będę łysy, ciągle chory i osłabiony? – zakpił Taemin.
            - No dokładnie. Mój chłopak będzie zachowywał się jak zombi – skrzywił się z udawaną niechęcią.
            Było prosto tak żartować. Ani on, ani Taemin nie brali tego na poważnie. Czuł jednak, że to nie tylko dziecinne żarty. Że to wszystko z czego teraz się śmieją, już niedługo ich zaskoczy.
            - Kiedy to się zacznie? – już poważniej zapytał. Nie mógł powstrzymać troski w swoim głosie.
            - Za kilka miesięcy, może tygodni – Taemin wzruszył ramionami lekceważąco – Mam nadzieję, że jak najpóźniej. Mam jeszcze dużo rzeczy do zrobienia.
            - Mamy – powiedział cicho Minho.
            - Tak – zamyślony potwierdził blondyn – Będziesz świetnym niewolnikiem – parsknął.
            Minho skrzywił się i rozczochrał włosy Taemina.
            - Skoro wspominałeś o łysinie, to jednak chcesz się poddać leczeniu? – z nadzieją zapytał Minho.
            - Nie rozmawiajmy teraz o tym – mruknął chłopak.
            Choi uśmiechnął się lekko i pochylił, z wiadomym zamiarem. Utknął w niewygodnej pozycji w połowie drogi do ust Taemina. Łupało go w krzyżu.
            - Pomóż mi i pochyl się – warknął, widząc rozbawioną minę Taemina.
            Lee prychnął i posłusznie podniósł się odrobinę do góry. Minho cmoknął lekko blondyna w usta, pocierając zawadiacko jego nos o swój.
            - Tego to bym się nie spodziewał – usłyszeli za sobą złośliwy głos i mruknięcia oznaczające dezaprobatę. Minho przymknął oczy wściekły i podniósł głowę do góry.
            Taemin szybko podniósł się do góry, również wrogo patrząc na JaeMina – zupełnie jak nie on. Słodki obrazek i uroczą chwilę zawsze coś albo ktoś musi spieprzyć.
            - Chyba wydał się mały sekret – cichym głosem powiedział JaeMin.
Gorzej, że JaeMin nie był sam. Tak, to pewnie Minho by sobie poradził. W takiej sytuacji jednak, warto było zastanowić się, czy nadmierna agresja będzie popłacać.
- Nie chcemy zwady. Po prostu zostawcie nas w spokoju – spokojnie powiedział Choi, dołączając do Taemina. Stanął przodem, zasłaniając blondyna. Nie chciał, by stała mu się krzywda.
- Na to chyba już za późno, Choi – syknął JaeMin – Bo mam ogromną ochotę dać ci po mordzie.
- Nie wyżywaj się na mnie tylko dlatego, że jestem od ciebie lepszy – mruknął Minho, robiąc krok do tyłu i ciągnąc za sobą Taemina przy okazji.
- Nawet nie próbuj uciekać! – ostrzegł JaeMin – Gówno mnie obchodzi kogo pierdolisz. Mamy swoje porachunki, a temu ślicznemu chłopczykowi pozwolę odejść – uśmiechnął się obleśnie.
- Nie zachowuj się jak gówniarz – prychnął Minho – Zaraz mamy koniec szkoły i nigdy więcej już mnie nie zobaczysz.
- A co z uszczerbkiem moralnym? Widok waszej dwójki, na zawsze zostanie mi w pamięci. Te koszmary senne. Ktoś musi mi to zrekompensować – dramatycznym głosem powiedział chłopak.
- To zgłoś się na terapię – warknął Choi, stawiając kolejny krok do tyłu – Mówiłem, nie chcę kłótni, ani bitki.
- Żadnej bójki, skąd! – zakrzyknął JaeMin – Tylko ty dostaniesz wpierdol. Przyjmij to na klatę, jak facet.
Minho wywrócił oczyma. Nawet jeśli zdrowy rozsądek zdecydowanie namawiał go do natychmiastowej ucieczki – jak i dłoń Taemina ciągnąca do za ramię – to jednak nie miał w zwyczaju po prostu zwiać. To było sprzeczne z jego buntowniczą naturą, która miała co prawda ciągoty romantyka, jednak nadal zostawał bad boy’em. Albo głupcem, jak pewnie co niektórzy twierdzili.
- Szlag – syknął – Jak zacznę biec na tego matoła, to ty masz zwiewać do domu, jasne? – zapytał Taemina i nie czekając na odpowiedź ruszył ku Jaeminowi – Już! – krzyknął.
Rzucił się do biegu, podskoczył wypróbowując swoje siły i z całym impetem walnął pięścią w policzek JaeMina. Głowa chłopaka odskoczyła. Minho okręcił się dookoła napastnika i uderzył stopą w łydkę chłopaka, tak że ciało ugięło się niebezpiecznie, nadal jeszcze trzymając się pionowej pozycji – zachwianej, ale jednak.
Minho spojrzał przelotem na Taemina, który zamiast uciekać jak było umówione, stał jak wryty i przyglądał całej sytuacji. Choi pokręcił głową i gdy zamierzał się do kolejnego uderzenia, JaeMin zdążył otrzeźwieć i ruszył do ataku. Zaserwował Minho mocne uderzenie w brzuch, a chłopakowi nie pozostało nic innego, jak zwinięcie się . Ledwo co utrzymał pozycję stojącą, co jednak nie trwało zbyt długo. Kolejny cios zwalił go z nóg. Potem wszystko działo się w zbyt wolnym tempie. Kolejne uderzenia nie wędrowały już w brzuch, a w twarz i to nie tylko ze strony JaeMina, a również jego przydupasów.
Osłaniał się jak mógł. Miał tylko nadzieję, że Taemin odzyskał rozum i uciekł gdzie pieprz rośnie.
- Przestańcie! – usłyszał głos Lee i utwierdził się w przekonaniu, że inteligencją jego chłopak nie grzeszy.
            O dziwo przekleństwa ucichły. Kopniaki przestały lecieć niczym z armaty. Obawiał się tylko, że napastnicy stracili zainteresowanie pobitym, skoro mieli do dyspozycji kogoś słabszego, drobniejszego i jeszcze nie pokrwawionego.
            - Dobra, dobra – wychrypiał Choi, unosząc głowę. Jakby mało było mu kaca, to na złość musiał zostać pobity – Pobawiliśmy się, to możemy pożegnać.
            - Ja tu będę dyktował koniec igraszek – warknął JaeMin.
            - Nie chciałbym się licytować, kto wyjdzie na tym gorzej – Choi usiadł z trudem na trawie, przechylając głowę. Wściekła „ekipa” JaeMina zatrzymała się i rozbawiona wpatrywała w Minho – Siebie jeszcze wam podarowałem w prezencie, uznajcie to za bonus. Ale ostrzegam… - powiedział cicho i złowrogo - …  jeśli ktoś ruszy chociaż palcem Taemina, może być pewien że wyleci ze szkoły. Chyba nie chcecie dorobić się dyscyplinarki na sam koniec szkoły, co?
            - Będziesz kablować? – syknął jeden z nieciekawych znajomych JaeMina. Widać było, że słowa Minho wywarły na nich jakieś wrażenie. Niewielkie, jednak zawsze coś.
            - Skąd. Po prostu wspomnę co nieco mojemu wujkowi i prawie ojczymowi. Pewnie znacie, to dyrek – Choi uśmiechnął się wrednie, prezentując pękniętą wargę. Oblizał usta, czując smak krwi. Skrzywił się. Ten metaliczny posmak nie był miły.
            Wszystkie spojrzenia jak na zawołanie przeniosły się na JaeMina, który był prowodyrem zamieszania, jak i byłym bliskim kumplem Minho.
            - Idziemy! – syknął zmieszany chłopak, nie czekając na swoich towarzyszy. Wręcz uciekając, każdy poczuł w obowiązku choć na chwilę dotknąć Taemina, co objawiło się mocnym szturchnięciem.
            Nie czekając aż napastnicy znikną z pola widzenia, Lee podbiegł do Minho i usiadł obok niego, próbując obejrzeć wszystkie zadane rany.
            - Czy ja potrzebuję pieprzonego księcia na białym koniu? Do tego tak nieudacznego, że dał się pobić? – syknął blondyn, delikatnie dotykając opuszkami palców policzka Minho.
            - Liczyłem chociaż trochę na ochy i achy, rzucanie białej chusteczki i rozmarzone spojrzenie, a nie wredne komentarze – mruknął Choi, kładąc się na trawie – I miałeś kurwa uciekać, a nie oglądać moją porażkę – burknął – I tak mieli przewagę, tego nie dało się wygrać – próbował się usprawiedliwić.
            - A weź się zamknij – Taemin trzepnął Minho w ramię.
            - Ej, no! Mało dostałem od nich? Umieram – powiedział dramatycznie.
            - Nie, to ja będę pierwszy – ironicznie powiedział Taemin i wyszczerzył się. Minho nie rozumiał, dlaczego tak łatwo przychodzi mu żartowanie ze śmierci, skoro to wszystko go dotyczy. Mimo woli odwzajemnił uśmiech blondyna.
            - Potrzebuję seksownej pielęgniarki – westchnął Choi.
            - Jak wrócimy do domu włączę ci jakieś zboczone anime, będziesz mógł się poślinić – skwitował Taemin.
            - Skoro jednak mam seksownego pielęgniarza, to i on może być – dodał Minho – Idziemy? – podniósł się do pionu i syknął, czując łupanie w krzyżu.
            - Wszystko dobrze? – z niepokojem zapytał Lee, obserwując niezdarne ruchy Minho – Pomogę ci – podszedł, próbując podtrzymać kulejącego chłopaka.
            - Daj spokój! – Choi machnął ręką – Jestem prawdziwym facetem – wysunął klatkę piersiową do przodu i natychmiast się skulił – Dam sobie radę – wystękał widząc, że Taemin znowu podbiega i próbuje go podtrzymać – Jak dotrzemy do domu, przytulę się do twojej kruchej, ciepłej piersi i wszystkie bóle mi przejdą – powiedział patetycznym głosem i wszystko byłoby okej, gdyby nie zachrypnięty głos.
            Oboje uśmiechnęli się jednak do siebie czule. Można powiedzieć, że konflikt został zażegnany. Chociaż trochę.
            Do śmiechu jednak nie było mamie Minho, która gdy tylko zobaczyła syna w tak opłakanym stanie spanikowała i prawie zemdlała.
            - Czy to wasze godzenie się tak krwawo wyglądało? – jęknęła zrozpaczona, kiedy już udało się przywrócić jej zdrowe zmysły.
            - Myślisz, że dałbym się pobić Taeminowi? – prychnął urażony Minho.
            - A to ja wiem, co za głupie pomysły rodzą się w tej roztrzepanej głowie? – ofuknęła chłopaka Kang Hee – Tylko nie podejrzewałabym Taesia o taką siłę. Chyba że jakimś kijem ci zdzielił. I to nie raz – zastanowiła się.
            - Walczyłem broniąc honoru ukochanego! – syknął Minho i wyszczerzył się, widząc że Taemin robi się czerwony na twarzy.
            - I chyba przegrałeś – skwitowała Kang Hee, patrząc się krzywo na syna.
            - Zdobyłem coś więcej – powiedział poważnym tonem.
            - Na pewno mnóstwo siniaków i obite żebra – stwierdziła kobieta, kiedy dotknęła Minho właśnie w okolicach żeber, a Choi wydał z siebie donośny syk – Idź się wykąpać dziecko. Taeś, herbaty może? Dziecko, miałeś pewnie ciężki dzień przez mojego niezrównoważonego syna? W kłopoty cię pewnie wpakował, co nie? – Kang Hee spojrzała ponaglająco na Minho, który krzywiąc się przysłuchiwał rozmowie – Wychodzisz?
            - Już, już – burknął, człapiąc się do łazienki.
            Prysznic nie był zbyt mądrą decyzją. Może i pławiłby się w ciepłych strumieniach, które tak uwielbiał, gdyby nie kilka przeszkód. Pierwsza – bolące kości, tak że miał ochotę złożyć się w harmonijkę, a nie próbować utrzymywać pion. Druga – wszystko niemiłosiernie go piekło od zadrapań. Szybko skończył gorący prysznic, prychając donośnie. Krótkie pławienie się miało również inne wytłumaczenie. Bał się zostawiać Taemina ze swoją matką sam na sam. Kobieta była momentami niezrównoważona psychicznie i cholera wie, co może palnąć.
            Niepotrzebnie się jednak obawiał, jak się okazało. Zamiast grobowej ciszy i niezręcznego milczenia, usłyszał radosny śmiech Taemina i trajkotanie Kang Hee. Stwierdził, że wolałby chyba milczenie.
            - … to był taki nieznośny gówniarz – uradowana pisnęła kobieta - … łaziło to jak mała małpka po wszystkich meblach – klasnęła w dłonie i urwała widząc Minho w drzwiach – Eh, synek. Wcale nie wyglądasz lepiej – westchnęła – Opowiadałam o twoim dzieciństwie – zaszczebiotała, mrugając do Taemina.
            - Słyszę – mruknął niezadowolony Minho – Mamo, Taemin zostanie dzisiaj u nas na noc, dobrze?
            - Nic mi nie mówiłeś, Taeś – uśmiechnęła się kobieta do blondyna.
            - Dopiero teraz się dowiedziałem – burknął Lee.
            - Zadzwonisz do jego taty? – zapytał z nadzieją.
            - Dobra, dobra. Zabieraj go do siebie – dodała Kang Hee – Widzę, że chcesz już opuścić starą matkę. Idźcie, dzieciaki – machnęła lekceważąco dłonią, sięgając po telefon.
            Zamknęli się u Minho w pokoju, i brunet od  razu legł na łóżko z jękiem bólu, jak i zadowolenia.
            - Chodź do mnie – mruknął do Taemina, który nieśmiało wpatrywał się w chłopaka i poklepał miejsce obok siebie.
            Ociągając się, blondyn położył na łóżku, oplatając jednym ramieniem tors Minho. Choi westchnął z błogością.
            - Powiedz mi jeszcze. Skąd ta nagła zmiana zdania, co? – bąknął Taemin, wtulony w szyję Minho.
            - Zalałem się w trupa z Samem i dopiero wtedy doszedłem do bardziej racjonalnych wniosków.
            - No nie wiem, czy są takie racjonalne – niezadowolony mruknął Lee.
            - A przestań już – warknął Choi – Jestem przy tobie. Kocham cię. Naprawdę – szepnął – Nawet jeśli to wyznanie jedynie szczeniaka. I nie chcę żebyś odchodził.
            Zapadła cisza. Dopiero teraz uświadamiał sobie, jak zależy mu na Taeminie. Mogli żartować do woli z choroby, to jednak nie zmieniało faktu że była i siała spustoszenie. W końcu przychodziła ta okropna myśl, że nie wie jak sobie poradzi bez niego. Kiedy na maksa się zaangażuje.
            - Niedługo przyzwyczaisz się do tej myśli – odpowiedział Taemin.

            Szczerze w to wątpił. 

~~~~~~~~~~~~~~~~~

Nie wiem, co mi się stało.Serio. Dawno nie miałam takiej ochoty na pisanie. Jednak lubię początki weekendu w środy i myśl, że praca dopiero w niedzielę. Wasze komentarze dały mi powera, a Z_ zmusił do przeanalizowania parta :D Też myślę, że zawiało trochę banałem i cukrem (i nie wiem, czy udało mi się poprawić teraz). Cóż jednak poradzić skoro znaczna większość czytelników to kobitki lat od 13 w górę, z ogromną przewagą właśnie piętnastek (nie żeby narzekała, w końcu to WY napędzacie ten interes!). Dziś mam nadzieję udało się wpasować w różne gusta. Skoro udało mi się dodać parta tak szybko, liczę na jakieś profity od Was :)) Pozdrawiam. Do następnego. Oby tak szybkiego jak ten. 
PS. Part nie sprawdzany. Beta pracuje. Tak w ogóle myślę, że opowiadanie bez błędów dostaniecie po jego zakończeniu, w PDF. Widzę po sobie, jak bardzo mi się nie chce edytować później partów. 

23 komentarze:

  1. Nawet nie zdążyłam przeczytać, ale muszę skomentować -jesteś omonomomo xd tak szybko!

    OdpowiedzUsuń
  2. Jaki cud, miód i różowy puszek xD
    Strasznie gładko się pogodzili, już wielka love, jeszcze książę dał się pobić... Liczę na gorące opatrywanie skrzywdzonego Minho :P Jestem pewna, że chuda blond pielęgniarka dobrze się spisze w swojej roli xD

    OdpowiedzUsuń
  3. O Boże, jesteś świetna! Nie spodziewałam się kolejnego rozdziału tak szybko!
    Oczywiście part jak zawsze na wysokim poziomie :) Myślałam, że zrobisz wielką tragedię, ale ta wersja o wiele bardziej mi się podoba!
    Mam ten sam problem co Minho, boję się, że za bardzo zaangażuję się, ale nie w związek tylko w to opowiadanie i będzie wielki smutek i płacz jak się skończy :'(
    Pozdrawiam i życzę dużo, dużo weny!:*

    OdpowiedzUsuń
  4. Ja wiem, że Minho odda mu swój szpik :P hihi ssłodki part liczę na nastepny i to jak najszybciej <3 podoba mi się to opowiadanie jest inne niż pozostałe.weny <3 :-*

    OdpowiedzUsuń
  5. Mało nie dostałam epilepsji, jak tylko zobaczyłam nowy rozdział.
    Nie spodziewałam się, że Tae tak szybko hmm... wybaczy? nie wiem, czy to odpowiednie słowo. Chciałabym, żebyś wiedziała, że czytam twojego bloga od kiedy tylko zaczęło się pojawiać to opowiadanie i nie wiem, czy to przez twoje umiejętności pisarskie, pomysł, czy takie realistyczne odzwierciedlenie postaci, ale kolejne rozdziały "Virgin snow" są tymi, których najbardziej nie mogę się doczekać.
    Wiele razy zbierałam się, żeby w końcu napisać jakiś komentarz, ale za każdym razem coś mi nie wychodziło. Marne to moje tłumaczenie, ale naprawdę nie wiem, jak to wyjaśnić.
    Płakałam, gdy Minho dowiedział się o chorobie Taemina. Po przeczytaniu tamtego rozdziału, ubrałam się i wyszłam z domu. Tak bardzo się w to zaangażowałam emocjonalnie, że przez dobre pół godziny nie byłam w stanie powstrzymać łez.
    Dziękuję ci, że dzięki tobie mogę poznać tak wspaniałe dzieło. Że potrafisz poruszyć moimi najgłębiej skrywanymi emocjami i udaje ci się stworzyć tak realistyczne postacie, że czasem czuję, jakby to wszystko dotyczyło kogoś obok mnie, a nie członków mojego ukochanego zespołu wprowadzonych do fikcyjnego świata.
    Dziękuję, pozdrawiam i życzę dużo weny i czasu!

    OdpowiedzUsuń
  6. Och. Jeszcze nie zdążyłam odpowiednio przeżyć poprzedniego parta, a tu nagle pojawia się następny. Ale cieszę się, bo już zaczynałam histeryzować, że tak długo będę musiała czekać na moment godzenia się Minho z Tae. Chyba takiego przedstawienia tej sytuacji się nie spodziewałam. Szybko poszło dość- myślałam, że albo mu przywali albo… nie wiem >.< Zastanawia mnie też podejście Taeminia do choroby, że tak sobie z niej żartuje. To nie tak, że powinien się załamać, ale… Aish, sama nie wiem, nigdy nie byłam w takiej sytuacji XD
    Na dalszy ciąg też można liczyć z takim przyśpieszeniem ? ;) A nawet jeśli nie, to i tak będzie dobrze.
    Kurcze, piszesz to tak realistycznie, że byłabym w stanie sobie wyobrazić, że to się dzieje obok mnie i mi tak smutno. Cholera. Chyba, żeby sklecić porządny komentarz musiałabym przeczytać Virgin Snow od początku co najmniej z milion razy. Tak jak te poprzednie XD

    OdpowiedzUsuń
  7. Kochana jesteś !!! Justus dziękuję ci za ten part :D
    Tak myślałam, że będę czekać z jakiś tydzień lub dwa a tu taka niespodzianka! :D
    Normalnie jak zobaczyłam na tablicy 21 Virgin Snow nie mogłam uwierzyć i aż sprawdzam poprzedni czy na pewno się nie przewidziałam xd

    Rozdział świetny tyle słodkości, czułości, żarcików, miłościiii xD
    Właśnie taki chciałam mieć pogodzenie ;)
    Tae tak łatwo mówi o swojej śmierci dziwne ... ale chyba się pogodził, że umrze ale ja się pytam jak Minho będzie się zachowywać kiedy Tae'asia czas będzie dobiegał końca ... Czy nie będzie cierpiał ...?czy nie będzie ...płakał?
    Chciałabym go zobaczyć w scenie gdzie jego wszystkie uczucia dadzą za wygraną i nie będzie NIC udawać ... Tylko jedna proźba nie zabijaj Tae ... Nie wiem jak... ale możesz zrobić wszystko nawet wróżkę przysłać żeby go uzdrowiła ... ;)

    Justus dużo weny, odpoczynku
    i wyczekuję z niecierpliwością kolejnego rozdziału :D

    OdpowiedzUsuń
  8. Mialam isc spac po ciezkim dniu , ale mysle sobie a zajrze do ciebie. Bylam tak pozytywnienzaskoczona ze sa dwa nowe rozdzialy ze musialam je lrzeczytac a ochota na sen odeszla zapomnienie. Co do rozdzialow to ; glupi minho xd ale ciesze sie ze tak zdecydowal. Czy jest jakas szansa na happy end? Czuje sie tak jak bym ich znala i jak by byli mi kims kogo znam no ugh wiesz oco chodzi. Dajesz takie opisy ze mozna to poczuc, naprawde ! wiec ciezko mi bedzie przezywac te chorobe.
    Duzo weny ! I do nastepnego. : *
    ~K

    OdpowiedzUsuń
  9. cudo*_* ja che więcej i więcej pochłonąłem twojego bloga i ciągłe powracam jak bumerang weny życzę :***

    OdpowiedzUsuń
  10. Matko matko matko! Rozdzial tak szybko dodany, czy życie może być piękniejsze? Okej, to teraz do rzeczy - baaaaardzo mnie cieszy fakt, iż nie robiłaś takiego zamieszania wokół godzenia sie naszych zakochańców. Prosto z mostu, Taemin wybaczył Minho, bo wiemy, że się kochają. Rozdzial napisany pięknie, jak zwykle. W tej części było znacznie wiecej humoru, niż w poprzednich, chociaż końcówka skłania do refleksji. Boję się o dalsze losy bohaterów, pewnie będę musiała przygotować paczkę chusteczek i lody, żeby ukoić smutek. Twój fanfik wiele razy doprowadził mnie do wzruszenia i przez Ciebie za każdym razem, kiedy widzę Taemina, mam ochotę się rozpłakać, bo mam przed oczami jego chorobę i ah ... Za bardzo wczuwam sie w Twoje opowiadanie, jest napisane tak naturalnie i zgrabnie. No, jeszcze raz dziękuję za tak szybkie opublikowanie rozdziału i mam nadzieję, że następne pojawią się rownie szybko. :3 Chociaz wiem, że masz teraz dużo roboty. Cóż, jak najwięcej weny życzę! PS skomentowałabym szybciej, ale chwilowo nie miałam dostępu do Internetu.

    OdpowiedzUsuń
  11. To jest cudne ! Dawno nie wciągnał mnie tak jakiś blog . Zaczełam go czytać dzisiaj i skończyłam dzisiaj . Uwielbiam tych bohaterów , i styl w jakim piszesz . Życzę weny :)
    ~Hans

    OdpowiedzUsuń
  12. Minho Książę na białym koniu..... Dostał wpierdol..... Eh XD
    I znowu razem, mam nadzieję, że w między czasie się porządnie nie pokłócą. Szkoda, że Taeś jest chory ;-; Może jednak da się go uleczyć? Hm?! *^* Proszę... Było by cudownie.
    Nie lubię angstów... Dosyć wysłuchałam się o ludzkich cierpieniach i naoglądałam... Sama też nie mam idealnie poukładanego życia. Ale Twoje opowiadanie jest TAKIE, że chce się to czytać. Chce się wiedzieć ,,co będzie dalej". Smutno mi, kiedy czytam niektóre momenty, jednak brnę w to dalej i nie mogę doczekać się kolejnego rozdziału. No bo skoro masz ochotę na pisanie... to życzę Ci żebyś miała jej jeszcze więcej, jeszcze więcej czasu i przede wszystkim jeszcze więcej weny <3
    Czekam~ ^ ^

    OdpowiedzUsuń
  13. Ach, Minho, jego porażka była zaskakująca, bo zawsze do niego było takie "och" i "ach" "jaki on silny", ale to dobrze, nie każdy zawsze wygrywa i jakby się zastanowić nad jego życiem to ostatnio nic mu nie idzie, plusem jest to, że zaczął racjonalnie myśleć i jest przy Taemin'ie i może go nakłonił do leczenia? Byłoby super!! Ciekawa jestem na ciąg dalszy. Jaemin to idiota, a co do tego co zobaczył to jakoś chyba go to specjalnie nie zaskoczyło? Nic, żadnej większej reakcji, wyzwisk, może sam jest gejem? Po prostu chciał się bić, ale do swojego wroga chyba powinien jakoś się odezwać, żeby ugodzić godność Minho. Nie to, że chce, mnie homofobia drażni i irytuje, ale tak jakoś zawsze jest, więc tak sobie myślę. No nic, mam nadzieję, że Tae żadnej krzywdy nie zrobi, bo to mogłoby być poważne w jego stanie chyba. Nie znam się na raku. To jak Taemin mówi o miłości Minho do niego...naprawdę jest chyba masochistą. Oczywiście, że nie chce go skrzywdzić, ale boli go chyba, że nie może powiedzieć osobie, którą kocha co czuje. Minho co prawda wie, ale samo powiedzenie tych dwóch słów "Kocham Cię" byłoby dla niego dobre. Wiedzą co do siebie czują, Minho do tego powiedział, a Tae zatrzymuje to dla siebie, żeby Minho nie było przykro jak odejdzie. Nie chce, żeby odszedł i nie chce, żeby tak myślał, ale rozumiem go, ale i tak...co do ich rozmówek na temat choroby to są potrzebne, bez nich nastrój nie byłby taki wyluzowany, dopiero potem czas jest na bolesną prawdę, gdy nadejdzie rzeczywistość. Co do przesłodzenia niektórych rozdziałów, czasami jest to potrzebne do życia, mi się podobał każdy rozdział, choć muszę przyznać, że ten był o jeden stopień wyżej. Może dlatego, że napisałaś to pod rozdziałem to to jakoś bardziej zauważyłam i zaczęłam o tym myśleć. Lubię takie klimaty, i szczerze mówiąc bardziej mnie jara czytanie o chłopakach z problemami z przeszłości, ewentualnie teraźniejszości, niż o tym, że życie jest całe happy, lukier, cukier i mufinki, lecz takie też są potrzebne. Wracając do tematu, rozdział ciekawy, dający do myślenie-jak zawsze-co będzie w następnym parcie, owszem Minho mądrością nie grzeszy, ale głupi też nie jest, tak właściwie to jak rozmawiali o tym, by Taemin zaczął leczenie to taki prawie pewniak na "tak", chyba, że się pokłócą. Zawsze jak ktoś mówi, a przynajmniej w większości wypadków jak ktoś mówi to co Minnie to jest 90%, może więcej, i mam nadzieję, że będą razem w przyszłości siedzieć we dwoje i śmiać się, rozmawiać, narzekać, poddawać się namiętności, dzielić smutki i radości. Po prostu będą razem. Na dobre i na złe.
    Życzę weny, zdrowia i czasu, wesołych świąt(choć chyba za wcześnie). Dziękuje, że znajdujesz czas na opowiadania dla wszystkich, którzy czytają, swoich fanów. Mam nadzieję, że będziesz pisać jeszcze długo, długo swoje historie. Hwaiting!

    OdpowiedzUsuń
  14. Omnomnomnom... Miód na moje serce! Pisz, pisz, pisz!

    OdpowiedzUsuń
  15. Ale chyba nie zostawisz mojego zboczonego serduszka smutnego i zrobią coś w łóżku :} Tylko jak już to go w trakcie wiadomej sceny nie uśmierć xD
    Pododaje trochę komentów potem :D

    OdpowiedzUsuń
  16. Ojj biedaczek z tego Minho, no ale bronił honoru ukochanego!!!
    A było tak pięknie do przybycia JaeMina...
    Denerwująca osoba...
    Ogoólnie to czekam na poprawę zdrowia Taemina, która mam nadzieje bedzie i bedą żyli długo i szczęśliwie w swoim przesłodzonym światku XD
    A tak serio to podziwiam zachowanie Tae.. Jeju nie umiałabym tak.. on nawet żartuje ze śmierci! :o
    Świetny rozdział :)
    Wenyy!!!

    OdpowiedzUsuń
  17. Aww kocham cię, najlepsze opowiadanie jakie czytałam. Kocham kocham kocham kocham kocham kocham.

    OdpowiedzUsuń
  18. Powiem tak... Kocham Ciebie I Twoje Opowiadania ;3 Tak, myślę, że to właściwe wyznanie. Właśnie wróciłam z Francji po tygodniowym wyjeździe, patrzę, a tu dwa kolejne party! Nawet nie wiesz, jak bardzo mnie to ucieszyło ;3!!! Przeczytałam je tak szybko jak tylko mogłam i prawdopodobnie będę je czytać codziennie aż do następnego posta. Czekam z niecierpliwością i jeżeli tylko coś napiszesz, wstawiaj to, nie utrzymuj nas ("przede wszystkim mnie >.>") w niepewności. Powodzenia w pisaniu i dużo wolego czasu na święta :D
    Nekuś

    OdpowiedzUsuń
  19. No wiesz było trochę mordobicia, śmiechu, przekomarzania się hmmm odpuszczę ci ten cukier chyba...:P
    No a tak poważnie to tak. Ten part podobał mi się duuuuuużo bardziej. No i tak szybko dodany hmmmm masz u mnie profit haha:P
    Bardzo fajnie zarysowałaś fabułę w tym parcie tak więc nie tylko co nie co się rozjaśniło ale i niektóre sprawy się wyjaśniły i skończyły. Teraz z niecierpliwieniem czekać na dalszy rozwój sprawy. i to z dużo ciekawością jak to wszystko się potoczy. Powodzenia i dalej takiej weny :)
    Z_

    OdpowiedzUsuń
  20. Aww! Równie uroczy rozdział co całe opowiadanie. *^* Lubię jak mama Minho mówi na Lee, Taeś.
    Dlaczego zobaczyłam, że dodałaś ten part tak póżno.. no cóż kocham twoje opowiadania. Czekam na więcej i życzę weny. :)

    OdpowiedzUsuń
  21. Witam,
    rozdział świetny, jak dobrze, że doszli do porozumienia, i Minho chce być naprawdę z Teaminem, mam nadzieję, że on wyzdrowieje, Jaeming się o nich dowiedział....
    Dużo weny życzę Tobie...
    Pozdrawiam serdecznie Basia

    OdpowiedzUsuń
  22. Nareszcie mogę skomentować. Zapier*ol do tej pory w szkole jak i w domu mi na to nie pozwalał ale ogarnęłam się. Obiecałam sobie, że do końca roku skomentuję xD Dwa rozdziały w tak krótkim czasie to wszyscy się cieszą :) Co do rozdziałów to świetne (odniosę się do dwóch bo poprzedniego nie zdążyłam skomentować - czas, a raczej jego brak). Akcja się bardzo rozwinęła i wszystko ogólnie pięknie ładnie tylko mam nadzieję, że Tae przeżyje, albo przynajmniej ostatnie chwile swojego życia spędzi szczęśliwie. No i chyba mogę ci już złożyć świąteczne życzenia: dużo kasy, zdrowia, weny i ogromu wolnego czasu :) Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  23. Wreszcie Minho przestał marnować czas jaki pozostał jemu i Taeminowi. Same myśli o śmierci bliskiej osoby nie są łatwe a rozmawianie o niej tym bardziej. Tae ma do tego ogromny dystans. Wie że użalanie się nad sobą nic nie da. Nie spowolni ani nie zatrzyma choroby. Chce dobrze i w pełni wykorzystać czas, jaki mu pozostał. A z Minho będzie przyjemniej go spędzić.
    Miejsce na górce jest takim magicznym, tylko ich. Niestety jak widać nie tylko oni lubią się tam przechadzać. Najbardziej bałam się o Tae, że to jemu coś zrobią w ramach zemsty na Choi. Na szczęście nic takiego się nie stało, no może tylko kilka niepotrzebnych siniaków zarobił Minho. W końcu bronił swej księżniczki ;)) Na dziś chyba wystarczy. Pozdrawiam A.

    OdpowiedzUsuń