środa, 10 grudnia 2014

Virgin Snow - Rozdział 20.


           Palił szybko papierosa korzystając z okazji, że jego matka jeszcze nie wróciła pracy. Z zadumą obserwował, jak gęsty dym unosi się do góry. Pilnował, by niewiele przedostało się od pokoju. Zakasłał, kiedy zaciągnął się zbyt bardzo. Splunął, czując w ustach gorzki posmak. Skrzywił, wyrzucając prawie połowę fajki.
            - Ohyda – mruknął niezadowolony i zamknął okno.
            Ostatnich dni nie mógł zaliczyć do najlepszych. Kiedy w końcu pojawił się dzisiaj w szkole, Taemina nie zobaczył. Może i dobrze. Nie był jeszcze gotowy, a jego nadszarpnięte nerwy nie były sojusznikiem. Zbyt gwałtowne spotkanie, mogło skończyć się co najwyżej ogromną kłótnią.
            Przez całą niedzielę – a raczej jej koniec – wpatrywał się tępo w ścianę, próbując ułożyć w głowie dlaczego do tego wszystkiego doszło. Zastanawiał się, czy Lee działał impulsywnie, czy może specjalnie go uwiódł, aby potem tak brutalnie sprowadzić na ziemię. Szybko jednak wykluczył tą możliwość. Przecież to on za nim latał jak dzieciak, a blondyn zdecydowanie wzbraniał się długo przed zacieśnieniem więzi. Wiedział. Minho był pewien, że wiedział. Żałował odrobinę, że jednak nie odpuścił. Teraz nie musiałby przechodzić katuszy, głowiąc się która opcja będzie dla niego lepszą. Chociaż nie powinien myśleć w tym momencie jedynie o sobie. To Taemin był najważniejszy.
            Dopiero w poniedziałek doszedł do tego, że uczuć nie zmieni i kocha, tylko no cóż – źle ulokował swoje uczucia. Co jednak mógł zmienić? No niewiele. Wtedy poczuł, że jest nadal dzieckiem, mimo tych pięknie wyglądających dziewiętnastu lat. Nadal był dzieckiem. Uciekającym, kiedy widzi zagrożenie i biegnącym do mamy, która przytuli, da całusa i powie, że wszystko będzie dobrze. Tylko, że tak nie powiedziała. Kilka godzin po zdecydowanym wyznaniu, że jej nienawidzi i nie wybaczy, zapukał skruszony do jej pokoju i jedyne co mógł zrobić, to właśnie przytulić się. Nie płakał, nic nie mówił. Po prostu z kimś był. A potrzebował pocieszenia, którego nie dostał. Co lepsze, Kang Hee stwierdziła, że z ich dwójki to Taemin jest w większym dołku. Miała rację.
            Mimo wszystko nie poszedł do szkoły. Nie miał pojęcia, czy już wszyscy wiedzą. Albo może wiedzieli cały czas, tylko przed ni to ukrywali, pchając bez skrupułów w ramiona blondyna. Jakby był jego ostatnim życzeniem przed śmiercią. Nie chciał być zabawką na kilka miesięcy, która później będzie próbowała zrobić porządek ze swoi życiem. Nie chciał widzieć tych współczujących spojrzeń, pocieszających słów.
            Dziś postanowił. Że chyba nie da rady przy nim być. Z wyraźny akcentem na słowo CHYBA, ponieważ po głowie ciągle kołatały się nieprzyjemne myśli. Scenki z tym jak trzyma Taemina za rękę w szpitalnym łóżku, jak szepcze „kocham cię”, próbując powstrzymać łzy. Tego się najbardziej bał. Że będzie marną pociechą dla Lee, w tych ostatnich miesiącach. Chociaż chciał również wierzyć, że to jeszcze nie koniec. Że Taemin może wyzdrowieć i ich bajka po kilku przeciwnościach może trwać. Jednak nieprzyjemny głosik podszeptywał, że to tylko jego płonne nadzieje.
            - Co za kabała – westchnął ciężko, rwąc sobie niemal włosy z głowy.
            Telefon rozdzwonił się i Minho z niechęcią spojrzał na wyświetlacz.
            - Tak? – warknął do słuchawki.
            - Wpadam za chwilę z soju. Nie, nie możesz odmówić – usłyszał od Sama – I nie, nie jestem sam. Otwórz już.
            - Kurwa – bąknął Minho, kiedy rzucił telefon na łóżko. Przez myśl przeszło mu, że może zleje kumpla i będzie udawał, że go nie ma. Donośne walenie do drzwi przerwało jednak jego rozmyślania.
            Powlókł się, aby otworzył drzwi natrętowi. Mina mu zrzedła, kiedy obok Sama zobaczył Kibuma. Tylko jego mu brakowało.
            - Cześć – syknął niemiło, z niechęcią wpuszczając kumpli.
            - Wyglądasz jak gówno – wypalił Sam, kręcąc głową – Człowieku, z kimżeś tak balował, co? – nie czekając na zaproszenie, wparował do kuchni, zabrał szklanki i ruszył do pokoju Minho.
            - Doskonale o tym wiem. To były ciężkie dni – westchnął. Przyspieszył kroku i szepnął do Sama – I po co go zabrałeś? – z wyraźnym wyrzutem.
            - Chyba musiałbym skuć go kajdankami, żeby powstrzymać – mruknął Sam – Minho… - zaczął nagle zbolałym tonem. Wiedział.
            - Przestań – Choi machnął lekceważąco ręką – Po użalasz się ze mnie po kilku kieliszkach. Na trzeźwo tego nie wytrzymam. Od kiedy wiesz? – zapytał tylko.
            - Jeden dzień? Twoja mama nam powiedziała.
            - No jasne – warknął zdenerwowany.
            - Co jasne? – pojawił się Kibum, niszcząc atmosferę konspiracji. Dopiero teraz Minho zauważył, że i Kim nie był tak radosny jak zwykle, a nawet przyglądał mu się z niesmakiem.
            - To co? Zaczynamy? – Minho sugestywnym gestem wskazał na reklamówkę z alkoholem. Nie miał ochot na wyrzuty tego denerwującego gościa.
            - I to rozumiem! – krzyknął zadowolony Sam, siadając na dywanie.
            Kilka chwil później na honorowym miejscu – dokładniej na środku pokoju – stało kilka butelek soju. Dookoła w kółku usadowili się Minho, Sam i Kibum. Minho znużonym wzrokiem wpatrywał się w alkohol. Kibym wrogo łypał na Minho. A Sam jak zwykle rozwalony, opierając się o łóżko uśmiechał głupkowato.
            - Minho? – Kim wciągnął głęboko powietrze, widocznie szykując poważną tyradę.
            Choi przewrócił oczyma i podniósł dłoń, przerywając krzykaczowi.
            - Stop – urwał – Zaczniesz narzekać dopiero po pierwszej butelce. Wtedy lepiej będzie mi się słuchać.
            - Czy ty nie rozumiesz, że zachowujesz się jak dzieciak? – opryskliwie powiedział Kibum, podnosząc głos.
            - I nie wrzeszcz w moim domu. Przyszliście się napić, prawda? I mam nadzieję, że mnie pocieszyć – dodał.
            - Jedynym, który potrzebuje pocieszenia jest w tej chwili Taemin. Który swoją drogą nie powinien być sam, prawda? – w dalszym ciągu naciskał Kibum.
            - Wiedziałem, że to zły pomysł pozwalając ci tutaj przyjść – mruknął Sam, czując że nici z niezobowiązującej popijawy w przyjemnej atmosferze.
            - No chyba nie wyobrażaliście sobie, że ja, przyjaciel Taemina przyklaśnie twojemu zachowaniu, co idioto? – Kim zmrużył oczy, oskarżycielsko wskazując palcem na Minho.
            - A może to nie tylko przyjaciel, co? Jesteś pewien, że dla ciebie to tylko przyjaźń? W końcu Taemin to niezła dupa, prawda?
            - Minho! – krzyknął Kim. Sam westchnął i pierwszy polał po pierwszej kolejce.
            - Najpierw po maluchu i możecie wracać do obrzucania się błotem – zadecydował i podniósł swój kieliszek do góry – No chłopcy! – ponaglił.
            Minho i Kibum posłusznie podnieśli swoje szkło i stuknęli się niechętnie. Każdy skrzywił się, czując w gardle piekącą ciecz.
            - Ahhh – syknął Sam, powstrzymując kasłanie – Dobra. Runda druga start!
            - Jak potrafisz zaangażować się w  taki syf, to droga wolna. Biegnij do Taemina i wyznaj mu swoje uczucia – krzyknął Choi.
            - Od weekendu nie mogę się z nim skontaktować. W poniedziałek i dziś nie było go w szkole. To twoja wina. Odrzuciłeś go, prawda? – ze smutkiem zapytał Kibum.
            - Skąd takie spostrzeżenie, co? – niemiło warknął Minho.
            - Bo jesteś chujem. I mogłeś udawać przez chwilę, że na kimś ci zależy, ale nadal martwisz się tylko o swoje dupsko. Tyle!
            Choi pokiwał głową.
            - Masz rację. Ale nie możesz mnie krytykować. Nie masz do tego prawa. Jemu będzie lepiej beze mnie. A mnie bez niego i takiego ciężaru – wydukał lakonicznie.
            - Gówno prawda! To tylko twoje marne usprawiedliwienie. Boisz się – rzucił wściekle Kibum. Zabrzmiało to jak obelga.
            - Masz rację. Boję się. A kto by się nie bał. Tylko idiota nie miałby wątpliwości i rzucił się z pełnym poświęceniem, myśląc że można jeszcze ukochaną osobę uratować. Niestety, ta bajka nie będzie miała happy endu – Minho wzruszył ramionami.
            - Widzisz? Przyznałeś, że go kochasz. To teraz ponieś za to odpowiedzialność. Za te tygodnie jęczenia i błagania, by z tobą porozmawiał. Za lata, kiedy się nad nim znęcałeś! Nie możesz poświęcić się? Poświęcić tych kilku miesięcy i być z nim?
            - I udawać, że Taemin nie jest chory? Udawać, że jesteśmy szczęśliwą parą? O czym ty w ogóle bredzisz człowieku! – krzyknął Minho.
            Sam chrząknął i klasnął w dłonie.
            - Dobra, runda druga aż nadto się przedłużyła – wydał werdykt – To na drugą i trzecią nóżkę – ponuro powiedział Sam i ponownie napełnił kieliszki – Do dna! – rzucił i pierwszy pochłonął swoją część alkoholu – I jeszcze raz – napełnił szkło ponownie i znowu pierwszy wypił – Świetnie, lecimy dalej!
            - Bawi cię to? – syknął Kibum, szturchając Sama.
            - Mnie w to nie mieszaj – ofuknął go chłopak – Jestem za Minho, cokolwiek postanowi. Chociaż nie mówię, że się z nim zgadzam. Chociaż trochę racji ma – pokiwał w zadumie głową – Nikt nie może zmusić go do opieki nad Lee. To za duże poświęcenie. Kiedy jednak masz wątpliwości Minho, co do swojej decyzji… - zamyślił się i przerwał na chwilę - … to wybierz miłość. Wiadomo, że będziesz cierpiał. Myśl raczej tak, że możesz podarować komuś szczęście. Nawet odrobinę. Albo jak wolisz, że podbudujesz swoje ego, zostając z chorym Taeminem. No chyba, że się nie zastanawiasz i wiesz, że nie chcesz się w to pakować, bo to dla ciebie za wiele – Sam wzruszył ramionami na koniec swojej przemowy – Wiesz?
            Minho wetchnął ciężko. Sam myślał identycznie jak on i w przeciwieństwie do Kibuma, nie narzucał żadnej decyzji.
            - Nie wiem – mruknął pokonany.
            - No widzisz? To dla mnie jest wszystko jasne. Bo wiesz jak to się skończy? I tak wrócisz z podkulonym ogonem do Taemina, prosząc o wybaczenie że w ogóle śmiałeś się zastanawiać. A tak to oszczędź sobie litrów wlewanego alkoholu, fajek, rwania włosów z głowy i po prostu pogadaj z Taeminem, zamiast się ukrywać jak szczeniak.
            - Myślisz, że to takie proste? – parsknął Minho.
            - Jeśli nie ty, ktoś inny może zająć twoje miejsce – mruknął złowieszczo Kibum.
            - Czyli jesteś chętny? – ironicznie zapytał Choi – Tylko, że on jest mój!
            - I póki co nic z tym nie robisz – rzucił Sam, lekceważąco wzruszając ramionami.
            - To nie tak… - jęknął Choi, łypiąc nieprzyjemnie na Kibuma – I czy ty zawsze musisz mieć rację? – oskarżycielsko zapytał Sama.
            - Jesteś po prostu głupkiem, który potrzebuje jasnego wyłożenia sprawy. Niech inni cackają się z tobą jak z jajkiem, bo przeżywasz trudne chwile. Ja jestem twoim przyjacielem i chyba możemy mówić prosto z mostu, co nie? Nie umiem owijać w bawełnę – wyjaśnił Sam.
            - To ciekawe dlaczego jeszcze Yuri nie wie o tej twojej prostoduszności – kąśliwie mruknął Minho.
            - To nie to samo! – sprzeciwił się Sam, drapiąc się po głowie z zakłopotania.
            - Właśnie, że tak – spokojnie odparł Choi – Mam do niego teraz iść? – zapytał przestraszony.
            - Nie wydaje mi się,  że pijackie wyznania są w tej sytuacji na miejscu – powiedział Kibum – I tak zmarnowałeś tyle czasu, że jeden dzień dłużej nic nie zmieni.
            - Czyli teraz jesteś po mojej stronie? – wrogo zapytał Minho.
            - Nie, chcę tylko by mój przyjaciel był szczęśliwy. Nawet z taką szumowiną jak ty. Jakoś nie wierzę, że ludzie się zmieniają – mruknął – JaeMin jakoś nie wykazuje skruchy swoim zachowaniem.
            - Masz rację – pokiwał głową Minho.
            - Tylko jest wielka różnica między osobą, która jest skurwielem, od osoby która chce udawać, że jest skurwielem – przerwał Sam – To co chłopcy? Pijemy dalej? Trzeba rozluźnić tą atmosferę!

~**~

            Chyba właśnie tego potrzebował. Porządnego picia – można byłoby jedynie usunąć niewyobrażalnego kaca, z którym się rano obudził – oskarżeń i dobrych rad. Sam by chyba w życiu nie doszedł do tak racjonalnych decyzji i nadal tkwił w niezdecydowaniu. Koniec końców marnowałby czas w dalszym ciągu, a przecież nie zostało go już zbyt wiele.
            Otworzył okno, by wywietrzyć zapach alkoholu i uderzyło w niego gorąco takie, że odskoczył od okna i z trudem powstrzymał się od rzuceniem biegiem do toalety w celu pozbycia niepotrzebnej treści żołądka.
            Odetchnął głęboko i usiadł na łóżku z przerażeniem patrząc na zmasakrowany pokój. Kiedy Sam i Kibum wychodzili – w stanie wyraźnie wskazującym, że nic więcej nie zabiorą ze sobą oprócz swoich zwłok – oczywiście na jego głowie zostało posprzątanie. Nie miał jednak na to wystarczających pokładów energii, dlatego gdy tylko kumple wyszli, jedyne na co potrafił się zdobyć to „prawie” bezproblemowe dotarcie do łóżka.
            Prawie, ponieważ drzwi do jego pokoju były otwarte, a porozwalane ciuchy wyraźnie znaczyły ścieżkę wychodzącą na zewnątrz jego jamy. Sam był jedynie w bokserkach. Westchnął ciężko i ruszył nieznanym traktem, w poszukiwaniu reszty garderoby.
            - Gdybym cię nie znała, pewnie stwierdziłabym że to był seks pełen pasji – nieco zbyt głośno powiedziała jego mama, kiedy podniósł z ziemi ostatnią skarpetkę.
            - Weź przestań. To było bardzo ekskluzywne spotkanie, mające na celu wydebatować konkretne wnioski.
            - Przestań mi tu bredzić tymi górnolotnymi, źle dobranymi słowami – ofuknęła go Kang Hee.
            - Za głośno – jęknął Minho.
            - Do czego doszliście w takim razie? – spokojniej zapytała kobieta, zabierając od chłopaka ciuchy i kierując się do łazienki. Minho podążył za nią.
            - Że byłem idiotą – stwierdził.
            - Żadna nowość – skwitowała kobieta.
            - Dzięki, dobrze wiedzieć co o mnie myślisz – mruknął niechętnie Minho.
            - Teraz już wiesz, co masz robić? – z troską zapytała Kang Hee.
            - Wiem – Minho uśmiechnął się lekko – Tylko nie wiem, czy to dobry czas na wizytę u Taemina.
            - Masz rację, synuś – mruknęła czule kobieta – Chociaż wydaje mi się, że gdyby Taeś cię zobaczył, to od razu by zmiękł na widok twoich szczątek. Tylko jak już się zdecydujesz, to bez całowania. Nawet jak raz umyjesz zęby… nic to nie da – zgryźliwie odparła Kang Hee.
            - Jesteś straszna. Powinienem dostać szlaban, a nie porady – warknął Minho, idąc do kuchni.
            - Kochanie – kobieta pokręciła rozbawiona głową i podążyła za synem – Jesteś za duży, by dawać ci kary. Nigdy zresztą nie traktowałam cię jak gówniarza. No może czasami – zamyśliła się na chwilę.
            - A może powinnaś być bardziej rygorystyczna? Wtedy twój syn nie byłby takim dupkiem. Czy ja naprawdę byłem aż tak nieznośny ostatnimi dniami?
            - Odrobinę. Twoje zachowanie przypominało trochę piętnastolatka z lekka emo, który zastanawia się nad sensem swojego życia. Nie takiego cię znam i miałam powoli dość. Gdybym wiedziała, że jednak popijawa wszystko załatwi, zaprosiłabym Sama wcześniej.
            - Raczej szczere rozmowy po alkoholu – mruknął Minho.
            - W to nie wątpię. Minho? – ton kobiety się zmienił na bardziej poważny. Westchnął, czując nadchodzącą tyradę i troskę.
            - Słucham – usiadł przy stole, łapczywie sięgając po wodę.
            - Rozumiem, że zdecydowałeś się zostać z Taeminem, tak?
            - Tylko jeśli mi pozwoli przy sobie zostać – mruknął Minho.
            - Poopiera się trochę, ale pozwoli – Kang Hee machnęła lekceważąco dłonią – Co innego mnie martwi. Wiesz, że to nie będzie proste, prawda? On niedługo umrze, a ty tutaj zostaniesz.
            Zachmurzył się. Znowu trudne tematy.
            - Dlaczego wy wszyscy twierdzicie, że on umrze? To tylko rak. Ludzie wychodzą z tego. Nie żyjemy w epoce kamienia łupanego – ofuknął matkę. Widząc minę kobiety, urwał – Jest coś jeszcze, prawda? Powiedz.
            Kang Hee zagryzła wargę.
            - Z tego co wiem, niewiele może pomóc Taeminowi. Był chory, niby się polepszyło, jednak zachorował znowu. Chyba nic się nie da już zrobić – zakończyła kobieta.
            - Na pewno tak nie jest. Przecież nie umrze z dnia na dzień – powiedział lekceważąco, jednak w jego głosie dało wyczuć się drżenie – Chcę się dziś z nim zobaczyć – zdecydował.
            - Jak chcesz kochanie – miękko powiedziała Kang Hee, uśmiechając się blado do syna.

~**~

            Zrobił wszystko, by chociaż trochę wyglądać jak człowiek. Skrzywił się w lustrze, próbując przywołać na twarz odrobinę zadowoloną minę.
            - Wychodzę – krzyknął i zatrzasnął za sobą drzwi.
            Całą drogę musiał pokonać na pieszo. Prowadzić jeszcze nie mógł. Pogada była jednak tak nieznośna, że w krótkim czasie zmęczył się i sapał jak po sprincie.
            Jego motywacja, by zobaczyć się z Taeminem była ogromna. Do czasu, gdy dotarł przed jego dom. Wtedy szczerze zwątpił. Spiął się jednak w sobie i drżącą ręką nacisnął dzwonek.
            - Minho! – drzwi otworzył u ojciec Taemina.
            - Dzień dobry – przywitał się uprzejmie, zastanawiając jednocześnie czy dostanie zaraz zamykającymi się drzwiami.
            - Taemina nie ma – ze smutkiem odparł mężczyzna – Ale to może dobrze. Chciałbym z tobą porozmawiać. Wejdź – powiedział, przepuszczając chłopaka.
            Niedobrze, pomyślał Choi. Był pewien, że rozmowa nie będzie należała do najprzyjemniejszych.
            - Usiądź – wskazał miejsce na kanapie – Chcesz coś do picia? Wyglądasz niemrawo – spokojnie powiedział ojciec Taemina.
            - Wodę poproszę – uśmiechnął się słabo.
            Zapadła niezręczna cisza, przerywana jedynie siorbnięciami ze strony Minho.
            - Rozumiem, że już wiesz wszystko o Taeminie – odezwał się mężczyzna poważnym tonem – I nie zareagowałeś zbyt pozytywnie.
            - To było zbyt nieoczekiwane – mruknął zawstydzony Minho.
            - Taak, domyślam się. Nie o tym jednak chciałem porozmawiać. Jeśli chociaż trochę kochałeś mojego syna. Nie – przerwał – Jeśli darzyłeś go jakimś uczuciem…
            - Nadal go kocham! – wyrwało mu się niespodziewanie. Spłonił się jak nastolatka i opuścił głową zakłopotany – I nie zostawię go, jeśli to o to panu chodzi – wymruczał cicho.
            Ojciec Taemina zaśmiał się krótko.
            - Dobrze wiedzieć – powiedział o wiele milszym głosem – Od jakiegoś czasu próbuję namówić go do ponownego leczenia – dodał ze smutkiem – On tego nie chce. Nie chcę widzieć, jak mój syn umiera. Nie jestem w stanie go przekonać. Trzeba próbować, on nie może się poddać. To najgorsze co może się stać. Czekać aż śmierć przyjdzie. Powinien walczyć – głos mężczyzny zatrząsnął się. Zamilkł i wyczekująco spojrzał na Minho.
            - Dlaczego nie chce się leczyć? – głucho zapytał Choi. Był zszokowany wyznaniem ojca Taemina. Chłopak był głupi, nawet nie próbując z tego wyjść.
            - Lekarze dają mu maksymalnie pół roku. Z leczeniem czy bez. Nie  wierzę w to! – opryskliwie warknął starszy – Nie chcę zamykać Taemina w szpitalu, ale nie  mogę też pozwolić by tak zwyczajnie czekał na śmierć. To nie jest jego pierwsze leczenie. Zawsze był słaby, chorowity. O białaczce dowiedzieliśmy się na początku gimnazjum. Jak widzisz nadal żyje. I będzie żył, jeśli tylko pozwoli na leczenie. Musisz go przekonać. Ktoś musi – mężczyzna wstał wzburzony i zamknął oczy – To moje jedyne dziecko.
            Minho miał dość. Wiedział, że niewiele trzeba by ojciec blondyna załamał się. Już niemal słyszał krople łez spływające po jego twarzy i kapiące na dywan. Znowu sytuacja go przerosła. Szybko wstał.
            - Gdzie mogę go znaleźć? – zmienił temat – Porozmawiam z nim – zapewnił.
            Mężczyzna podniósł głowę z miną pełną wdzięczności.
            - Powiedział, że idzie pooddychać i pomyśleć do swojego ulubionego miejsca – powiedział uradowany.
            - Chyba wiem, gdzie to jest – Minho uśmiechnął się.
            Miał rację. Tylko w jednym miejscu mógł znaleźć Taemina. Uśmiechnął się lekko, widząc blond czuprynę. Taemin siedział na kocu i skulony wpatrywał się w ziemię.
            - No Minho, jeszcze jedno starcie. Co to dla ciebie – prychnął, idąc z stronę Lee.
            Zdał sobie sprawę, że i tak nie wytrzymałby zbyt długo. Miał do dyspozycji odrodzenie się od Taemina, albo trwanie przy nim. Odpowiedź była nad wyraz prosta. Przerażającym było teraz mieć świadomość, że już nigdy mógł go nie zobaczyć. Kochał go. Teraz musiał to tylko udowodnić. I przekonać, że jeśli Taemin czuje to samo, to nie może tak po prostu się poddać. Chociaż samolubnym byłoby stawiać swoje żądania. To on zawalił. Jak zwykle zresztą.

            Miłość jednak wszystko wybacza. Tak przynajmniej powiedział jakiś nawiedzony fanatyk. Kiedyś. 

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~

Wystarczyło kilka komentarzy od Was - szczególnie od świeżaków - i udało mi się skończyć parta. I kto tu teraz zaprzeczy, że opinie nie napędzają do pisania? Dziękuję za słowa wsparcia, wena mnie nie opuszcza, ale natomiast czasu brak. Jednak udało mi się wyrwać kilka chwil i mamy kolejny rozdział. Piszcie do mnie częściej, to naprawdę fajne. Stworzyłam małą póki co playlistę do posmutania przy czytaniu. Nie wiem kiedy  pojawi się kolejny part. 

Witam nowych czytelników - kilku się ich pojawiło - pozdrawiam starą ekipę. Liczę na  dużo komentarzy (jak zwykle) i mam nadzieję, że podobało się. 

16 komentarzy:

  1. Mstko boska! Jak moglas przerwac w takim momencie? :( jestem zaczytana w tym opowiadanku. Nie mogę się doczekac ich rozmowy. Napewno sobie poplacze a to lubię najbardziej :P oby szybko nowy rozdzial <3

    OdpowiedzUsuń
  2. Skoro komentarze motywuja to takze zostawie po sobie wpis^^

    FF jest na serio dobry! Bez zbednych upiekszen, owijania w bawelne. Wszystko tak jak to w rzeczywistosci wyglada, a ze zycie potrafi byc do dupy? Trudno.
    A co do rozdz, zdecydowanie Ci wyszedl, tylko czemu przerwalas w takim momencie? T.T
    No nic, pozostaje czekac na kolejny chapter... oby nie za dlugo! xp

    Weny przy kolejnych partach~
    Hwaiting!

    Kiri^^

    OdpowiedzUsuń
  3. E, no... Ja tu czekałam, ze go rozplaszczy na tym kocu i dostanie w pysk za bycie debilem, a tu koniec XD liczę na godną rekompensatę przy kolejnym parcie :<
    Mmm, nie ma to jak załatwiać sprawy przy alkoholu xD ps. sama nigdy nie rozumiałam tego sposobu, mi to nie wychodzi, milczę jak grób :P ale skoro Minho pomogło, to cóż, ważne, ze doszedł do takich, a nie innych wniosków ^^
    Trochę rozumiem Taemina, skoro nie ma gwarancji wyzdrowienia, dlaczego ma się zamykać na nieskuteczne leczenie, ale zawsze pozostaje nadzieja, że jednak się uda~ i chyba tego mu życzę~

    OdpowiedzUsuń
  4. Cudowne opowiadanie :) Uwielbiam czytać ten paring szczególnie u Ciebie. Bardzo proszę o więcej <3

    OdpowiedzUsuń
  5. Jeeny cudowne ♥mimo że niespecjalnie przepadam za 2minem ,kocham to opo xd rozdział świetnie napisany ... więcej więcej więcej ...Proszę :') mam nadzieje ze następny rozdział pojawi się równie szybko jak ten *w*
    Oby Ci się udało znaleźć więcej wolnego czasu ! !Pozdrawiam ~~

    OdpowiedzUsuń
  6. Wreście! !!! Tyle czekać aż normalnie można postradać myśli xd Serio tyle nauki, że poprostu taki rozdział jak miód na serce. :D

    Co do partu ;)
    Taki smuteczek, Ale niestety żeby Minho zrozumiał że trzeba przeprosić i pójść do Tae to trzeba go upić i porozmawiać z nim innej drogi nie ma do tej wrednej żaby xd
    Dobrze że Sam i Kibum przyszli bo inaczej ta ciota nadal by zamulała.

    Wg to świetny part !!! Taki że jak się czyta to normalnie łzy cisną się do oczu ;)

    Justus dużo weny , czasu i wyczekuję z niecierpliwością na kolejny rozdział :D


    OdpowiedzUsuń
  7. hjcgvfksdvfkhajsdvfkjhadgdf
    No. Tak. Właśnie.
    Minho wreszcie mądrzeje - na plus. Mam nadzieję że się ułoży, i NA SERIO, skończ to dobrze ;/ Nienawidzę złych zakończeń, mogą mi zepsuć nawet najlepszego ficka.
    PS. Pojawił się u mnie pierwszy rozdział, zapraszam! http://ayofanfiction.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  8. OMG! Jak można przerwać w takim momencie?! :c Mimo wszystko czekam na więcej :D

    OdpowiedzUsuń
  9. W sumie myślałam że jeszcze sie spotka z Taeminem w tym parcie.. No cóz.. ale i tak pięny..
    AHhh dobrze, że zrozumiałam to wszystko i chce z nim zostać... Teraz musi go przekonać do ponownego leczenia!! Jestem pewna że on z tego wyjdzie i bedą razem do końca życia :c
    Piękny rozdzialik
    Weny!!

    OdpowiedzUsuń
  10. Dawno a nawet bardzo dawno tu nie pisałem ( komentowałem) Dlaczego? Ano z 2 powodów. 1 Nie chciało mi się. 2 Nie widziałem sensu.
    Mogę być szczerym i ta powyższa prawda nie sprawi chyba że mnie zabijesz? xD
    Dlaczego mi się nie chciało? No cóż ogólnie mówiąc dlatego że jestem leniem:P ale też wiąże się to z 2 powodem. Dlaczego nie widziałem sensu. Bo od dłuuuugiego już bardzo czasu pisze ci że wszystko ( w skrócie myślowym) jest idealne i nie mam się czego przyczepić:P Ano tak jest faktycznie. A słodzenie ci ci komentarz uznałem za głupie... nie lubie tak ciągle rzygać teczą... No ale wiedz że poprzednich kilka partów, których ja zUy nie skomentowałem było naprawdę genialnych i idealny;) I pod względem treści jak i fabuły.
    Zapytasz może dlaczego w takim razie teraz komentuje ( po części dlatego że mnie już sumienie rusyzło XD) Ano komentuje bo mam się do czego przyczepić! Ou jes! Nareszcie haha xD ( żart)
    Mówiłaś że ostatnio nie masz czasu. I jak dla mnie po tym parcie to widać.
    Pierwsza część tego rozdziału a nawet aż do czasu kiedy par zbliża się do końca jest tak napisana hmm jak to napisać? Te zdania sa jakieś takie... bez płynności, bez powiewu, toporne... Z biegiem czasu i wczytania się to się oczywiście poprawia...
    Druga rzeczą do jakiej się przyczepie jest końcówka. Ech... po prstu wymiotuje wzruszeniem... jak dla mnie to tu tak...lekko przegiełaś:P w sensie że czytając to czuje się jakbym był 15 latkom, która powinna miec łzy w czach... fajne frazy fajnymi frazami - fajnie zakonczyć aby zapadało w pamięci to fajnie zakończyć ale... nie dla mnie. Zbyt puchato zakończyłaś:P
    No to tyle mojego narzekania;)
    Z_

    OdpowiedzUsuń
  11. Ten rozdział był smutny i zarazem szczęśliwy. Minho zrozumiał w końcu, że od miłości nie ucieknie. Zmądrzał i wydoroślał. Sam i Kibum bardzo mu w tym pomogli, jacy dobrzy przyjaciele, lubię ich coraz bardziej. Minho ma świadomość, że Taemin może umrzeć, a jednak zostaje przy nim, piękne. To właśnie smutne w tym rozdziale, że Tae może umrzeć. NIEEEEEEE, nie chce!!!!! Mam nadzieję, że będzie żył, bo to opowiadanie jest tak realistyczne, zżyłam się z nimi, i mam tą świadomość, że smutki, żale i szczęśliwe chwile przeżywam razem z nimi, jakby mój UB zmarł...ryczałabym, ale to twoje opowiadanie i się cieszę, bo umiesz pisać, naprawdę masz talent i czuć uczucia od postaci, w ich wypowiedziach. Piszę nieposkładanie, nie na temat czasami itp, ale taka już jestem i tego nie zmienię na razie. Na początku rozdziału myślałam o Minho źle, ale po tym, jak zmienił zdanie cieplej mogłam o nim myśleć. Ciekawe jak będą rozmawiać, a raczej jak zacznie Minho i odpowie Tae. Niech zacznie się leczyć(w szpitalu na raka), jeśli kocha to to zrobi. Tak to jest w miłości, przed nią nie widzimy sensu w beznadziejnej sytuacji, ale jak już poznamy jej smak to smutek, żal, niezrozumienie wstąpią do serca, bo życie po tym nabiera sensu i to jest tak niesprawiedliwe, że po tym jak dostajemy szczęście to jest nam wydzierane. Tak bardzo, bardzo boli ta świadomość.Ten świat jest ułożony bezlitośnie, i nie mylę go z opowiadaniami, bo w rzeczywistości nie ma podobnych wypadków, chorób, rozstań, zdrad, niezrozumienia, pobić, zabójstw i ogólnej nienawiści? Są, i to wiele...no, mam nadzieję, że wszytko się dobrze skończy.
    Życzę dużo czasu na pisanie, zdrowia, weny, ogólnie Hwaiting :)

    OdpowiedzUsuń
  12. Jej nowy rozdział! ♥♥♡♡
    Przepraszam ale nie zauważyłam, że wczoraj dodałaś, no ale udało mi się!
    Hmm... nie wiem co napisać o notce.
    Jest niesamowita! Cieszę się, że Key i Sam otworzyli oczy Choi. Nie przeżyłabym gdyby zostawił Taemina samego. ♥
    Wiem jak to jest stracić i patrzeć na umierającą, ukochaną to jest strasznie przykra sytuacja. T_T
    Dlatego mam nadzieję, iż Lee zdecyduję się na leczenie i z tego wyjdzie. Musi! ♥♡

    Czekam na następną część!
    Hwaiting unni!
    Kochająca Żelki ♥♥

    OdpowiedzUsuń
  13. Boje się końca tego opowiadania. Czuje, że będę ryczec jak bóbr. W każdym razie życzę jak najwięcej weny i czasu.
    Fighting :3

    OdpowiedzUsuń
  14. Przyjaciółka napisała mi sms'a o piątej, ze dodałaś nowy rozdzial. Nawet nie wiesz, jak obie się wydarłyśmy, kiedy tylko się dowiedziałyśmy, że go opublikowałaś. Okej, to teraz do rzeczy. Urwane znowu w najgorszym momencie ugh! Znów będę musiała tyle czekać i rozmyślać o Twoim ff. Napisane jest jak zwykle bardzo dobrze, mam nadzieję, że Taemin wysłucha Minho i w końcu dojdą do porozumienia. Nah, ostatnio tylko 2miny mi w głowie, ale chyba wspominałam o tym w poprzednim komentarzu. Jejku, naprawdę Ci dziekuje, bo to jeden z lepszych fanfików, jakie czytałam a naprawdę rzadko który przypada mi do gustu. Wiec jestem Ci wdzieczna z całego serca. Może to i lepiej, ze tak się pokomplikowało? Przynajmniej fabuła nie jest banalna i dodajesz swojemu opowiadaniu charakteru. No, to by było chyba na tyle. Z niecierpliwością czekam na kolejne rozdziały i życzę Ci jak najwięcej weny. :3

    OdpowiedzUsuń
  15. Witam,
    no w końcu Minho ruszył swój tyłek, musiał przyjść Sam z alkoholem i trzeba było zrobić popijawę, aby doszedł do takich wniosków....
    Dużo weny życzę Tobie...
    Pozdrawiam serdecznie Basia

    OdpowiedzUsuń
  16. Minho pewnie by jeszcze się nad sobą użalał gdyby nie Sam i Kibum. Sprowadzili go na ziemię. On nie powinien się teraz załamywać tylko być oparciem dla Taemina. "... to wybierz miłość. Wiadomo, że będziesz cierpiał. Myśl raczej tak, że możesz podarować komuś szczęście. Nawet odrobinę..." Po każdej stracie przychodzi cierpienie a Choi chyba sobie już uświadomił, że nie potrafiłby zostawić Tae, być wobec niego obojętnym i przejść do porządku dziennego jak gdyby nigdy nic się nie stało.
    To będzie dla nich ciężka walka. Miłość przecież to nie tylko te dobre ale i złe chwile, ważne że razem. Pzdr A.

    OdpowiedzUsuń