poniedziałek, 11 sierpnia 2014

Virgin Snow - Rozdział 14.


Chciałby rano obudzić z pustką w głowie, luką w pamięci, aby wykpić się z wczorajszego wyskoku. Niestety. Poranek nie był aż tak straszny jak sobie wyobrażał. Obudziła go jedynie suchość w ustach i bolący kręgosłup. I głos Taemina, który wprowadził w jeszcze większe zażenowanie.
- Świetnie że już wstałeś – mruknął Lee i usiadł na swoim łóżku. Minho spojrzał na blondyna, którego włosy sterczały na wszystkie strony. Wyglądało to doprawdy rozczulająco. Choi miał ogromną ochotę wstać natychmiast, usiąść na łóżku blondyna i wytulić go za wsze czasy, tak na zapas gdyby nie było mu to więcej dane, spoglądać na tak uroczy widok.
Choi nie odpowiedział, tylko wbił spojrzenie w sufit. Było mu wstyd za to, co wczoraj naopowiadał. Nigdy by nie pomyślał, że mógłby się zwierzać.
- Podnoś się. Przepraszam, że nie ugoszczę cię śniadaniem – zakpił Taemin – ale niedługo mój tato wraca. Ubierz się i wyjdź. Ale tu śmierdzi – chłopak niuchnął nosem i wyskoczył z łóżka otwierając okno.
- Ciekawy widok – palnął Minho lustrując Taemina, który był w samych bokserkach i przydługiej koszulce.
Blondyn spojrzał z urazą na niego i zarumienił się, zaciągając koszulkę jak najniżej się dało. Skierował się niepewnie do szafy, odprowadzany uważnym spojrzeniem Minho i wciągnął na siebie spodenki.
- Teraz też – wyszczerzył się Choi, patrząc na blade i chude nogi blondyna.
- Przestań – mruknął zakłopotany Taemin i usiadł na łóżku – Minho… - zaczął - … nie możesz mnie tak nawiedzać jak ci się podoba.
Choi usiadł na swoim cienkim posłaniu i ostro spojrzał na chłopaka.
- Dlaczego? – zapytał burkliwie.
- Przecież wiesz – syknął Lee – Co twoi kumple powiedzą? – zadrwił.
- Pieprzyć ich – warknął Minho – Ty nadal mi nie wierzysz, prawda?
- Robisz co sobie chcesz. To twoje chwilowe widzimisię. Tylko że ja nie jestem twoim obiektem eksperymentalnym. Ja też czuję. Nie możesz się mną bawić, bo tak chcesz – krzyknął zdenerwowany Taemin.
- A co czujesz? – spokojnie zapytał Choi – Tylko nienawiść? A może traktujesz mnie tylko jak znajomego? A może coś więcej – rzucił z nadzieją.
Lee spuścił wzrok, zaciskając kurczowo dłonie. Zamilkł na chwilę, wpatrując się w swoje dłonie. Szukał odpowiednich słów, tak przynajmniej wydawało się Minho. Słów, które w jak najmniejszym stopniu go urażą.
- Minho… - zaczął Taemin.
- Lubię jak wymawiasz moje imię – przerwał blondynowi Minho.
- Przestań! – krzyknął Lee wstając z łóżka i krążąc nerwowo dookoła dywanika, umieszczonego przed nim – Nie zachowuj się jak wielce zakochana nastolatka, bo w to nie uwierzę. Daj mi spokój – jęknął na koniec żałośnie, opuszczając ramiona.
- Cholera jasna! – i Minho wrzasnął wściekły i z poirytowania walnął dłońmi o kołdrę. Marny to dało efekt – A czy ty musisz uważać mnie za skończonego kłamcę i manipulatora?
Taemin spojrzał na Minho rozbawiony. Więcej było w tym jednak drwiny, słowa nie były potrzebne, samo jego spojrzenie mówiło zbyt dużo.
- Nie chcę zachowywać się jak żebrak – mruknął zrezygnowany Minho, spuszczając wzrok – Gdybyś dał mi tylko jedną szansę, żebym mógł zmienić te wszystkie lata. Tylko powiedz. Chcę to usłyszeć. Daj mi kosza, albo pomóż mi się zmienić – wyrzucił z siebie i spojrzał szczerze na blondyna.
Lee zmieszał się i zrezygnowany przysiadł na podłodze.
- Co mam ci powiedzieć? – westchnął ciężko i zgarbił się – Nie wiem czego chcę. Moje ułożone życie i to dosłownie ułożone, bo od godziny do godziny, powoli się sypie. Mam więcej swobody, co mnie przeraża. Teraz jeszcze ty wyskakujesz mi z wyznaniami miłości. Ty! – podniósł głos – Osoba której nienawidzę, która nienawidzi mnie. Jak mam się czuć, powiedz mi? Mam ci ślepo zawierzyć? Wpaść w twoje ramiona. Ubzdurałeś sobie coś, jednak to ja będę najbardziej cierpiał, nie sądzisz?
- Nie chcę cię do niczego zmuszać. To i dla mnie jest nowe. Nic na siłę – zapewnił Minho. Tak było. Chciał do wszystkiego dochodzić powoli. Małymi kroczkami, które będą idealnym tempem i dla niego i Taemina.
- Tylko problem w tym, że za dużo było złego by nagle to przekreślić. Nie wierzę ci i nie masz prawa mnie za to winić. Co najwyżej siebie – skwitował Taemin i wstał – Zechcesz podnieść swoje cztery litery i wyjść? Mój tato będzie naprawdę zaskoczony widząc cię tutaj. Jeszcze sobie coś pomyśli – mruknął blondyn.
- Wie? – zapytał Minho – Że jego kochany synek nie przysporzy mu wnuków? Chyba, że zamierzasz normalnie założyć rodzinę i żyć w kłamstwie – zakpił Choi. Adekwatnym wydało mu się teraz bronić. A jedyną znaną dla niego metodą było ranienie.
- Wie. Jednak bardziej po tobie spodziewałbym się ukrywania. Co powie cała twoja śmietanka towarzyska. Ty, najbardziej pożądany chłopak w miasteczku, gejem? Złamiesz setki dziewczęcych serc i dopiszesz do listy wrogów kilka nowych nazwisk. Tylko to tym razem nie będą słabeusze, na których się zwykle wyżywasz. To może być ciekawe – rzucił zimno Taemin – Może tym razem ja pobawię się w dręczyciela. Może to ja będę tym złym. Ile byś zrobił, by twój sekrecik nie wyciekł? – zapytał niebezpiecznie.
Minho jakoś nie wierzył, że Lee mógłby puścić taką plotkę. Nie był taki. Nic by na tym nie zyskał.
- I tak  wiemy, że byś tego nie zrobił. Nie jesteś taki – Minho uśmiechnął się.
- Nie znasz mnie. Nie wiesz jaki jestem – mruknął Taemin, patrząc nagląco na Minho.
Choi westchnął i podniósł się do góry. Wzruszył ramionami nonszalancko, kiedy Lee zatrzymał wzrok na jego półnagim ciele. Nie mógł narzekać, niczego mu nie brakowało. Wyglądałby jednak bardziej korzystnie w swoich bokserkach, a nie lekko przyciasnych Taemina.
- I jak? – zapytał uśmiechając się łobuzersko i okręcając dookoła własnej osi. Zachwiał się, kiedy kołdra zakręciła mu się dookoła kostek. Taemin parsknął.
- Wychodzisz? – zapytał w końcu Lee – Nie chcę cię już widzieć.
- Jesteś podły – syknął Minho, wciągając na siebie spodnie i szybko koszulkę – Już – burknął – Zadowolony? Nie będę cię już nawiedzać – zapewnił.
- Jakoś ci nie wierzę – kpiąco odpowiedział Taemin i otworzył drzwi, czekając aż Minho pierwszy wyszedł z jego pokoju.
Choi zatrzymał się w przejściu stojąc blisko blondyna. Za blisko. Rozczulił się widząc że skrępowany Taemin zagryzł wargę i oparł się na futrynę, chcąc się w nią jak najbardziej wcisnąć, żeby oddalić się od niego. Stał nad nim górując i głowiąc się, czy powinien go pocałować. Myśl była doprawdy kuszącą, jednak czuł że mało rozważną. Nie chciał straszyć chłopaka. Cóż jednak mógł poradzić na to, że miał ogromną potrzebę bycia blisko blondyna. Westchnął ciężko, kiedy jego samokontrola upadła i wgniotła się w podłogę. Zrobił ledwie pół kroku do przodu i zagarnął Taemina w swoje ramiona. Nie było dziwnym że Lee spiął się i stał dosłownie jak kołek. Czuł się, jakby przytulał kukłę, która jednak oddychała i była ciepła – przyjemnie ciepła.
- Tylko się nie bój – szepnął mu do ucha, przyciskając mocniej do siebie. Taemin wypuścił z sykiem powietrze i odrobinę się rozluźnił. Jego ramiona natychmiastowo zwiędły i poddał się uściskowi. Chociaż tyle, pomyślał Minho.
- Nie musisz mnie odprowadzać, trafię do wyjścia – powiedział jeszcze i z niechęcią oderwał się od blondyna – Nie ugryzłem cię, prawda? – uśmiechnął się jeszcze na pożegnanie i wyszedł pozornie spokojnym krokiem.
Pozornie, bo kiedy tylko znalazł się na zewnątrz aż musiał przystanąć. Czuł jak płoną mu policzki, a krew przyspieszyła swój bieg. Obejrzał się dookoła siebie, szukając wzrokiem niebezpieczeństwa w postaci kogoś znajomego. Czasami jednak wolałby żeby ktoś go w końcu przyuważył. Nie musiałby się głowić, ani ukrywać. Kolejny etap miałby z głowy. Ulica była jednak pusta. W końcu była niedziela rano i nikt normalny nie spacerował o tej porze. Nikt oprócz niego.
I jeśli myślał, że to koniec jego problemów – grubo się mylił. Spojrzawszy na zegarek nawet nie łudził się, że jego matka może spać o dziesiątej rano. Nawet jeśli to była niedziela. Nie mylił się. Tylko otworzył drzwi i usłyszał z kuchni głośne warknięcie „Nareszcie!”. Wywrócił oczyma i ruszył od razu do  rodzicielki, chcąc mieć za sobą wywód.
Kobieta stanęła w bojowym nastroju, opierając dłonie o biodra. Poły szlafroka miała rozchylone i komiczności całej sytuacji dodawała piżama w różowe jednorożce. Nigdy nie rozumiał dlaczego jego matka ubierała to coś. Prezent, jak ciągle mówiła.
- Cześć Daniel – rzucił na powitanie wujowi, który ze spokojem popijał kawę. Wpatrywał się w gazetę, jednak nie sposób było nie zauważyć kpiącego uśmieszku z odrobiną współczucia.
- Dzień dobry, synu – powiedziała jego matka oficjalnym tonem. Aż chciało mu się śmiać kiedy patrzył na tego dorosłego roztrzepańca, z burzą włosów które sterczały na wszystkie strony. Tak oto utrzymuje się faceta przy swoim boku. Nosząc piżamę w jednorożce i wyglądając jak urocza wiedźma.
- Co ty w niej widzisz? – rzucił rozbawiony Minho, chcąc w jakiś sposób rozpędzić burzowe chmury, które wisiały nad jego matką.
Daniel podniósł wzrok znad gazety uśmiechając się łagodnie. Aż biło uczucie jakim darzył jego matkę. Minho był ciekawy, czy on też tak wygląda gdy patrzy na Taemina. Na pewno nie. Za dobrze się ukrywał pod maską nienawiści – chociaż przez pewien czas nie musiał jej udawać; nienawidził Taemina, kiedyś.
- Te zwierzaki są takie pociągające – zadrwił mężczyzna, co spotkało się z oburzonym spojrzeniem matki Minho.
- Jak ci się nie podoba, to możesz spać w wannie tuląc do siebie słuchawkę prysznicową – ofuknęła Daniela Kang Hee.
Minho zrobił mały krok do tyłu chcąc możliwie niezauważalnie zniknąć z pola widzenia.
- Stój młody człowieku – zagroziła jednak kobieta, kiedy tylko odrobinę się ruszył. Choi westchnął ciężko i usiadł przy stole zgarniając karton z mlekiem. Nie bawiąc się w szukanie szklanki pociągnął porządnego łyka, wzdychając z zadowoleniem – I nie pij z kartonu! – krzyknęła przeraźliwie Kang Hee, oskarżycielsko kierując na Minho palec – Ciągle zastanawiam się nad formą kary, gówniarzu!
Minho zaklął pod nosem, pochylając głowę i udając kajanie się.
Daniel nagle wstał i ostrożnie zwinął gazetę. Podniósł się do góry i podszedł do Kang Hee, całując ją w policzek.
- Pójdę do sklepu po coś słodkiego, tak? Czekolada może być? Uspokoi twoje nerwy – powiedział łagodnie mężczyzna.
- Boisz się mnie? – zapytała zaskoczona kobieta i podejrzliwie odsunęła się od partnera.
- Kochana, mam do czynienia z większymi krzykaczami od ciebie. A nawet całą zgrają rozwrzeszczanych licealistów, którzy na siłę chcąc udowodnić że są dorośli. Chociaż gdybym został, wiele mógłbym się od ciebie nauczyć. Tylko mi jako dyrektorowi nie wypada znęcać się psychicznie nad dziećmi – uśmiechnął się z satysfakcją Daniel.
- Jestem dorosły – mruknął Minho.
- Widzisz? Nic tylko upominają się o swoją dorosłość. Idę. Trzymaj się Minho – powiedział do chłopaka i klepnął go pocieszająco po ramieniu.
Kiedy tylko Daniel wyszedł, matka zrobiła jeszcze bardziej rozwścieczoną minę, która nie zwiastowała rozejścia się całej sytuacji po kościach.
- Dobra, dawaj – mruknął, próbując dodać sobie otuchy Minho – Przyjmę wszystko na klatę – dodał.
- Mój kochany, krnąbrny synu – zaczęła Kang Hee, powoli przechadzając się dookoła stołu kuchennego. Minho czuł się odrobinę osaczony siedząc jak przygarbiona sierotka na krześle. Mierzył matkę niespokojnym spojrzeniem, wykręcając głowę by nie stracić jej z pola widzenia. Tak, czuł się jak ofiara. A jego matka – drapieżnik – szykowała się do ataku.
- Wiem, mamo – powiedział potulnie, niemal korząc się przed nią.
- Ty mi tu nie mamuj – ostrzegła kobieta – Doskonale wiem co robisz, dzieciaku – rzuciła pogardliwie – Nie żeby mi to nie schlebiało – dodała z uśmiechem – Dobra, Minho. Wiem, że jesteś pełnoletni. Wiem, że burza hormonów. Wiem, że pierwsza miłość jest najważniejszą. Ale do cholery jasnej jestem za młoda na babcię, rozumiesz? – wypaliła nagle, co dosłownie zatkało Minho.
Wpatrywał się w swoją matkę jak kompletny idiota, nie mogąc wykrztusić bodajże słowa. Tak pokrętnego rozumowania za cholerę nie mógł pojąć. Kobieta rzeczywiście przesadziła w swoich spekulacjach, chociaż swoją drogą nie mógł powiedzieć, że nie spodziewał się, że otrzyma zarzut w postaci czegoś normalnego. Tylko jego matka mogła wymyślić coś tak pokrętnego.
Dopiero po chwili odważył się parsknąć śmiechem, co ponowie wzburzyło jego matkę.
- Jesteś szaloną kobietą, wiesz? – stwierdził rozbawiony Choi – Tylko ty mogłaś wymyślić coś tak głupiego. Mamo, nie mam dziewczyny – stwierdził. Pomyślał jednocześnie o tym, że póki co nie ma odwagi powiedzieć jej, że woli takiego jednego blondyna – I nie nocowałem u żadnej – zapewnił.
- Nawet nie zadzwoniłeś, że cię nie będzie na noc. Dzwoniłam do Sama, próbował pokrętnie cię usprawiedliwić, ale i tak wiedziałam że łże – mruknęła kobieta – Synek, przecież ja widzę, że zachowujesz się dziwnie.
- Widzisz, co? – zapytał  z obawą, patrząc podejrzliwie na matkę.
 - Mój drogi wszystko – zapewniła, pewna swojej intuicji – Tylko chciałabym wiedzieć, kto to jest. Ja wiem, że starej matce już nic się nie mówi, ale ja naprawdę nie pogardzę wiadomościami o synowej.
Minho westchnął ciężko. I jak mógł powiedzieć tej kobiecie, że na dziewczynę to raczej nie będzie mogła liczyć.
- Zapomniałaś już o karze? – napomknął, byle odejść od nieprzyjemnego tematu.
- Teraz to wymigujesz się od odpowiedzi.
- Mamo, nie mam dziewczyny – wyrzucił w końcu z siebie.
- Chłopaka? – zażartowała Kang Hee.
Zająknął się i spuścił głowę. Była zbyt błyskotliwa, nawet jeśli to rzeczywiście miał być tylko żart.
- Chłopaka? – powtórzyła głucho jego matka i z wrażenia usiadła na krześle, z niepokojem patrząc na syna – Chłopaka – szepnęła przerażona – Boże, Minho.
Spojrzał na nią niepewnie, próbując odczytać cokolwiek z jej twarzy. Widział zawód i niedowierzanie. Spodziewał się burzliwszej reakcji. Krzyku, wyzywania – nawet jak na jego tolerancyjną z pozoru matkę. Może była póki co  zbyt zszokowana.
- Sam nie wiem jak to wytłumaczyć – wydukał z siebie oniemiały. Postawił kolejny krok. Chyba najpoważniejszy, bo rodzina zawsze była problemem. Czuł jednak ulgę. Mimo nadal ciążącego strachu, ulgę.
- Porozmawiamy o tym później, dobrze? – grobowym tonem powiedziała Kang Hee i sztywno podniosła się ze swojego siedziska.
- Mamo… - zaczął żałosnym tonem i ruszył za nią, a ta powstrzymała go ruchem dłoni.
- Później, skarbie. Daj mi to po prostu przetrawić – odezwała się wręcz płaczliwym głosem i wyszła z kuchni.
Zjebał po całości. Powinien w jakiś sposób ją zatrzymać i wytłumaczyć, że może mu przejdzie. Skłamać, byle ta jakoś się uspokoiła. Tyle że nie byłby szczery sam ze sobą. A chciał być. Doszedł do tego momentu w życiu, gdzie w końcu zaczął przejmować się samym sobą, a nie ludźmi dookoła siebie. Oczywiście było mu niezręcznie z powodu, że zawiódł matkę. Jednak nareszcie postąpił zgodnie ze swoim sumieniem. Chyba odzyskał odwagę. Już się nie bał innych ludzi i ich zdania. Dziwne, ale mógł powiedzieć o sobie, że dorósł.
Mimo że początkowo myślał, że siedzenie w pokoju i czekanie na rodzicielkę będzie odpowiednie, później – po kilku godzinach – zdał sobie sprawę, że to nie był jednak dobry pomysł. Cztery ściany zbyt go przytłaczały i prawie nie oddychając nasłuchiwał każdego szmeru, szurania kapciami, które zwiastowałyby nadejście matki. Martwił się przedłużającym milczeniem, chciał już z nią porozmawiać.
Zebrał się więc w sobie, spakował koc, wyciągnął spod łóżka dwa ostatnie piwa i wyszedł na zewnątrz. Wieczór był ciepły, bezchmurny, nawet nie wiało. Kurs jaki sobie obrał to miejsce nad jeziorem. Tam gdzie wpadł na Taemina, tam gdzie widok był tak piękny – prosto na jezioro. Przyjemnie. Zawędrował spokojnym spacerkiem nie spodziewając się nikogo zastać. Miał rację. Na górze było pusto, ni żywej duszy która skutecznie by przeszkodziła w jego nostalgicznym nastroju. Na dole natomiast, na plaży, również szczęście mu dopisało i nikt nie balangował. Był tylko on, księżyc, gwiazdy, zapach jeziora i ponure myśli. Niemal romantycznie, gdyby przy sobie, na tym nieszczęsnym kocyku, miał zamiast piwa bliską osobę, która razem z nim dzieliłaby troski. Jednak był sam.
Dwa wypite piwa w dość ekspresowym tempie znacznie poprawiły mu humor, nie jednak na tyle, by nie myślał o przygnębiających sprawach. Mógłby nawet powiedzieć, że ten nieszczęsny alkohol tylko wzmocnił tą funkcję w jego mózgu, która była  odpowiedzialna za komendę „martw się”. Wzdychał tylko raz za razem, wpatrując się w te głupie gwiazdy, które teraz nie wydawały mu się tak cudowne jak za pierwszym razem. Próbował dodzwonić się do Sama, ten jednak nie odbierał, więc za którymś razem przestał męczyć pocztę.
Chciał już się podnosić i wracać do domu, kiedy zobaczył na zegarku godzinę dziesiątą, kiedy usłyszał cichy szelest. Spojrzał w stronę intruza i mało brakowało, aby uśmiechnął się promiennie.
- Znowu piłeś? – mruknął blondyn – Dlaczego mnie nie dziwi, że tutaj jesteś? Pamiętasz, że kiedyś wspominałeś że lubisz to miejsce i przydałaby mu się do pełni szczęścia ławka? Masz koc. Słaby substytut wygodnej ławki.
- Gadasz od rzeczy – zauważył Minho.
- Odrobinę – przyznał Taemin – Spacerowałem, myślałem i zobaczyłem ciebie.
- Aż dziw, że nie uciekłeś z piskiem – zakpił Choi – Ja wracam zaraz do domu.
- Wiem, że zbudowałem wokół siebie barierę – zaczął znikąd Lee spokojnym głosem. Chłopak nie patrzył na Minho, wpatrywał się w spokojną wodę – Tak jak mówiłeś potrzebuję czasu. Było w moim życiu coś, co skutecznie odgrodziło mnie od ludzi. I od tych złych i tak, mam tutaj na myśli ciebie, ale i od tych dobrych. Wiesz jak trudno było mi oswoić się z Kibumem?
- Rozumiem, że nie dowiem się co cię tak zamknęło w skorupie? – zapytał zgryźliwie Choi, wiedząc że nie dowie się niczego. I wiedząc, że i tak jak głupek będzie chłonął każde słowo blondyna.
- Nie – szybko odpowiedział Taemin – Gdybyś wiedział, wtedy to co czujesz…to co wydaje ci się, że czujesz, zmieniłoby się. I więcej byłoby w tym litości i współczucia niż prawdy.
- Nie zawsze współczucie jest złe. Złym jest, że zamykasz się w sobie, w tej cholernej skorupie, do której nie potrafię się dobrać – syknął Minho, wściekle podnosząc się do góry.
- Nie powinieneś być zdziwiony tym, że się skrywam. Nie dawałem wam satysfakcji jakiej byście chcieli, kiedy się znęcaliście nade mną. Myślisz, że łatwo o tym zapomnieć? Że byłeś katem, a teraz chcesz zostać przyjacielem.
- Nie przyjacielem, kimś więcej – sprostował Choi i zrezygnowany opadł na ziemię obok Taemina. Zbliżył się do niego, chcąc coś zrobić. Coś, bo sam nie wiedział co kierowało jego ciałem – I przestań ciągle nawijać o tym jak było źle. Wiem o tym. Było. Ale już nie będzie. Tylko mi na to pozwól. Przestań żyć przeszłością, skoncentruj się na tym co jest. Co może się stać. Nie bądź tchórzem! – krzyknął zdenerwowany.
- Nie zbliżaj się – ostrzegł go Taemin i skulił się, odgradzając.
- Boisz się? – zakpił Minho – Mnie? Czy może siebie? – rzucił nie licząc na tą drugą opcję.
- Nie boję się ciebie – odparł pewnie, cichym głosem blondyn.
Zatkało go na krótką chwilę. Czyli, co? Miał szansę?
- Boisz się tego, że mogłoby się udać. Nie wierzysz, że możesz być szczęśliwy? Możesz. Możemy – sprostował Choi – Taemin… - zaczął znowu. Czuł się niemal jakby indoktrynował Taemina. Tylko widocznie był kiepskim mentorem. Sam czuł, że jego słowa są puste, nic nie znaczące. To były tylko słowa. Mogą coś naruszyć, jednak nie przekręcić świat o 360 stopni. I podstawowym problemem było to, że jego słowa były marnym wyznacznikiem. Mówił dużo, zawsze. Nie robił nic.
- Przestań pieprzyć – przerwał mu Lee. Ostrość jego krótkiej wypowiedzi zdziwiła Minho. Nie widział Taemina wściekłego, a na pewno nie w takim stopniu – Ja tego nie chcę. Chcę, ale nie z tobą – rzucił wzburzony.
- Kłamiesz – Minho uśmiechnął się zadowolony – Widzę to.
- Myślisz, że tak dobrze mnie znasz? – syknął Taemin.
- Nie, myślę że mogę cię poznać. I zrobię to. Nie masz powodów się mnie bać. Taemin, krótka piłka. Wyjdzie nam albo nie wyjdzie. Co ci szkodzi spróbować. Nikt nie mówi, że muszę być twoim jedynym… facetem – dziwnie wymawiało mu się te słowa – Czas pokaże jak się ukształtujemy. I dla ciebie i dla mnie to coś nowego.
Lee spojrzał na niego ponuro. Minho wydawało się, że w końcu jakoś do niego trafił. Nie przesadnym staraniem się, a realizmem. Czy ten chłopak nie żyje marzeniami? Chociażby o wielkiej miłości po grób?
- Nie wiem – odparł niepewnie blondyn. Minho wygrał, wiedział o tym. Udało się zasiać ziarnko niepewności w rozumowaniu Taemina.
- Jutro ważny dzień, powinieneś odpocząć – Choi zmienił temat.
- Ty też. Jak długo tu siedzisz? – Taemin widocznie się rozluźnił, bo sam z siebie zapytał o coś konkretnego.
- Krótko. Musiałem wyjść z domu – zastanawiał się, czy wtajemniczyć Lee  w jego sprawy. W sumie powinien, to przez blondyna rozpętała się ta burza w jego życiu – Mama dowiedziała się o moich preferencjach.
- Oh, chyba twoja mama cię nie wyrzuciła… - zapytał ostrożnie Lee.
- Nie – Minho zaśmiał się z goryczą – A co? Chciałbyś mnie przygarnąć? – zapytał z ironią.
- Zareagowała ciężko? – Taemin zignorował rozbawiony ton Minho.
- Trochę – Choi wzruszył ramionami – Nic dziwnego. Ja na jej miejscu pewnie bym się wściekł. Kurwa, żeby tylko. Ale przejdzie jej, znam ją. Będzie dobrze.
- Powinieneś się cieszyć, że masz taką mamę – poważnie powiedział Lee – Mój tato długo nie mógł sobie z tym poradzić. W końcu zaakceptował, jednak tylko z powodu takiej jednej sytuacji. Dalej jednak jest rozżalony. Rozumiem go. To nie jest prosta sprawa. No i teraz jeszcze mam Kibuma. Nie spodziewałem się, że trafię na tak cudowną osobę – blondyn uśmiechnął się rozczulony.
Minho zmarszczył brwi. Czuł zazdrość? Chyba tak. O nim nigdy Lee nie wyrażał się tak pozytywnie. Też chciał być jego przyjacielem. Oparciem. Osobą, na której chłopak mógłby polegać w trudnych chwilach.
- Sam już wie – rzucił – I ChangSung. Dowiedział się przez przypadek. Zaakceptował to – dodał.
- Powinieneś cieszyć się, że są tolerancyjni – Taemin pokiwał głową.
- Wiem. Nie sądziłem, że mam przyjaciół. Byli tylko ludźmi z paczki. Teraz są przyjaciółmi – niespodziewanie doszedł do olśniewającej konkluzji. Rzeczywiście tak było. Podniósł się do góry i wyciągnął rękę w stronę Taemina – Wracamy? Jutro mamy jeszcze dużo roboty. Spokojnie, nie gryzę – dodał, kiedy Lee nieufnie się w niego wpatrywał.
Blondyn przyjął wyciągniętą dłoń i płynnym ruchem podniósł się do góry.
- Chodźmy – potwierdził nawet z cieniem uśmiechu na bladej twarzy.
Minho ucieszył się. To był dobry początek. Początek czegoś nowego i nie jeden raz zaskakującego. Cieszył się.
- Odprowadzić cię? – zapytał Minho, nadając swojemu tonowi luzactwa.
- Nie – Taemin pokręcił zdecydowanie – Wracaj do domu. Spróbuj porozmawiać z mamą – wyjaśnił.
Znowu miał rację. Choi pokiwał w zrozumieniu głową. Uśmiechnął się zadowolony do Taemina.
W domu było cicho. Wręcz ponuro, ponieważ wszystkie światła były zgaszone. Widział tylko, gdy stał przed domem, że w pokoju jego matki pali się jej ulubiona lampka. Czerwona, dająca przytłumione światło. Nastrój idealny do rozmyślań i zadumy, tak twierdziła kobieta.
Zapukał delikatnie do pokoju rodzicielki, nie oczekując odzewu. O dziwo drzwi niemal natychmiast się otworzyły i zaniepokojona kobieta, porwała w objęcia Minho. Było dziwnie. Zaskoczyła go tak pozytywna reakcja.
- Przepraszam, skarbie – szepnęła rozżalona i przycisnęła chłopaka jeszcze bardziej do siebie – Już myślałam, że nie wrócisz na noc – powiedziała i odsunęła Minho od siebie, patrząc na niego czule.
- Eeee – zdołał tylko to z siebie wykrztusić. Chyba było dobrze, prawda?
- Zachowałam się jak gówniara – Kang Hee potrząsnęła głową i wciągnęła syna do sypialni, lokując go na wygodnym fotelu. Sama usiadła na łóżku, jak nastolatka siadając po turecku i garbiąc się. I to tyle z jej kobiecego wdzięku i postawy godnej osobie w jej wieku. Uśmiechnął się rozczulony widząc ją taką niepewną i zachowującą się jak dziecko. Oto jego mama.
- Nie, wcale nie – zaprzeczył zdecydowanie – To zrozumiałe, że miałaś prawo się zdenerwować.
- To nie było zdenerwowanie. Po prostu mnie zaszokowałeś. No ale co ja mam zrobić? Minho, to twoje życie. Ty nim kierujesz. Ja nie mam zamiaru mówić ci co masz robić. Wiem, że to pewnie nie było łatwe dla ciebie, powiedzieć mi o czymś takim. Nie mogę zrobić nic, tylko wspierać cię i zaakceptować ten wybór – zakończyła, z nikłym uśmiechem na twarzy. Daniel też tak sądzi.
- Powiedziałaś mu…?
- Oczywiście, jesteśmy razem. Jesteśmy rodziną – wyjaśniła kobieta – To on mi powiedział, żebym się nie załamywała. Że co najwyżej to wnuków nie będę mieć – rzuciła kąśliwie.
- Dziękuję, mamo – Minho uśmiechnął się łagodnie. Takie słowa miło było mu słyszeć. Akceptacja. Teraz musiał tylko ogarnąć siebie.
- Skarbie, chyba wiesz że zostanie w tej mieścinie, nie zapewni ci przyjaciół, kiedy już większość się dowie? Martwię się. Powiedzenie, że nie interesuje mnie co powiedzą inni, jest kłamstwem. Bo będziesz się przejmował. Możesz dużo wycierpieć – zauważyła Kang Hee.
- Zdaję sobie z tego sprawę. Niedługo kończę liceum. Będzie dobrze – skwitował – Nie chcesz wiedzieć, jak to się wszystko stało? – zapytał ostrożnie.
- Oczywiście, że chcę! – ofuknęła go matka i wręcz podskoczyła na łóżku – Nie chciałam cię tylko nękać – dodała spokojniej i nawet usiadła, jak na damę przystało. Prosto, kładąc dłonie na kolanach, zarzucając noga na nogę.
- Tak po prostu – wyjaśnił zadowolony.
- No to, to rzeczywiście najlepsza historia miłosna jaką słyszałam – burknęła zawiedziona kobieta.
- Nienawidziłem go. Nie jestem taki miły za jakiego mnie uważasz, mamo – powiedział ze skruchą, siadając wygodnie w swoim siedzisku – Nękałem go od najmłodszych lat. Nie wiem jak to się stało – wzruszył niedbale ramionami, jakby zakochanie się w swoim wrogu było czymś najnormalniejszym na świecie – Chyba to nawet zasługa Daniela. To on nałożył na mnie tą nieszczęsną karę. To Taemin, mamo – wyjawił spokojnie – Nim się zorientowałem, przestałem traktować go jak wroga, przestał być nawet tylko znajomym.
- Ten Taemin? – jego matka była wyraźnie zadziwiona – A on? Jest też…
- Tak – potwierdził – Tylko się opiera. Boi się mnie. Nie, nie boi. Uważa, że to tylko głupi żart z mojej strony. Ale i tak wiem, że coś do mnie czuje. Tak jest. Wiem to – powiedział zdecydowanie. Nawet nie przewidywał innej opcji.
- Kochanie, to że ty myślisz że chłopaczek czuje do ciebie miętę, nie oznacza że faktycznie tak jest – jego matka wywróciła oczyma, udając najmądrzejszą – No i rzekomo cię nienawidzi skoro mu tak dopiekłeś. W sumie ma rację. Może się tylko z tobą bawi. Albo udaje niedostępnego, taka szczwana bestia! – krzyknęła odkrywczo, wymyślając coraz to nowe scenariusze.
- On taki nie jest – mruknął zakłopotany Minho – Jest spokojny, ale przy mnie zadziorny. Ciągle się kłócimy, a tylko przy mnie pokazuje pazurki. Tyle w nim sprzeczności – westchnął zrezygnowany. Taemin rzeczywiście był trudny.
- Skarbie, młody jesteś. Mało wiesz o życiu. A tym bardziej o związkach. Nigdy cię z żadną dziewczyną nie widziałam, a masz tyle lat. Znaczy… - kobieta zacięła się, czując że popełniła gafę - … znaczy teraz to wiadomo dlaczego, to jasne – poprawiła się szybko – Wszystko się ułoży – rzuciła na sam koniec – To nie twój ostatni związek. Mój przystojny syn pewnie będzie przebierał w innych facetach.
- Wiesz co jest najlepsze? Że myślę, że mógłbym związać się z jakąś dziewczyną. Że kochałbym ją i w ogóle. Ale Taemin jest jedyny w swoim rodzaju. Czuję się tak, jakbym tylko dla niego zmienił orientację. Gdybym tylko dostał szansę by być z nim szczęśliwy. Gdyby mi na to pozwolił – mruknął ponuro.
Był niepoprawnym romantykiem. Zgrywał twardziela, podczas gdy naprawdę marzył o wielkiej miłości. Tej jednej, jedynej, najbardziej ekscytującej. Był głupi swoją drogą. Bo nic nie trwa wiecznie. Nic.

 ~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~

Chyba pora na nowy rozdział, prawda? No to macie! Jak wrażenia? Witam wszystkich i czekam na wasze komentarze. Rozdział kolejny pojawi się... pewnie znowu za tydzień. Nie mam czasu pisać, a może napiszę tak - pisanie nie jest moim priorytetem. Cieszę się póki mogę wakacjami, czytam książki, oglądam dramy, wychodzę ze znajomymi. A i bawię się w korektora i poprawiam moje pierwsze - póki co - opowiadanie "Bo każdy...". Zamierzam zrobić z niego jakiegoś pdf-a i udostępnić do pobierania. Chyba dobry pomysł, co nie? Do następnego, kochani! 

13 komentarzy:

  1. Nowy rozdział tak szybko - jestem spełniona ^.^
    Aż miło poznawać to drugie, romantyczne oblicze Minho. Szkoda tylko, że Taemin jest taki niedostępny, ale w sumie niech się Żabol stara :3
    Tylko ta końcówka.. Załamałam się trzema ostatnimi zdaniami >.<
    I zaczynam się bać co to będzie jak się wszyscy dowiedzą... Ale jestem jak Minho i wierzę w prawdziwą miłość.
    Hwaiting skarbie! Czekam na kolejny rozdział ♥

    OdpowiedzUsuń
  2. Uroczy rozdział '3' jesteś boska. Czekam na następny rozdział i opowiadanie które nam obiecujesz^^
    Dobranoc -o-

    OdpowiedzUsuń
  3. OMOMOMOMOMOMOMOMOMOMOMOMOMOMOMOMOMOMOMOMOMO!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!
    NOWY ROZDZIAŁ!!!!!! (Mniej więcej taka była moja reakcja XD)

    Tak się cieszę! Mam nadzieję, że wszystko będzie z nimi dobrze, i kiedy wszyscy się dowiedzą, to nie będą mieli dużych kłopotów... No i oczywiście, że im się powiedzie i będą się kochać do końca świata! Może jestem trochę (bardzo) dzieckiem jeśli chodzi o mój sposób bycia, ale wierzę, że będą szczęśliwi! Muszą być! ><
    Raduje się ma dusza na reakcję mamy Minho. Kocham tę kobietę! <3 I jeszcze ta tajemnica Taemina. Ja chyba wiem co mu się przytrafiło, ale nie będę gadać. :x W dodatku zachowanie Żabola... OMO *q*
    Piszesz świetnie i wielbię Cię od samego początku! <3 Fighting! Czekam na kolejny rozdział! ^^

    OdpowiedzUsuń
  4. Omomom słodkie!!! :)
    Ty to masz dopiero talent :D
    Kocham to opowiadanie

    OdpowiedzUsuń
  5. Walcz Minho, walcz o względy Taemina !! <3. Ten rozdział był taki uroczy. Rozpływam się T^T.
    Weny życzę !! ;)

    OdpowiedzUsuń
  6. Jezuu jakie to piękne ;-;
    Cieszę się, że Minho się zmienia :)
    No i walczy o Taemina!
    A co jeśli tak naprawdę tae coś czuje też do Kibuma? O.o ;-;
    ... NIE! Tak na pewno nie jest... Tylko 2min! <3
    Uroczy rozdział ^^
    Weny!!

    OdpowiedzUsuń
  7. Blade nóżki Taemina jdskhsdkjfhs najgooorzej xD dobrze, ze Minho posiada trochę samokontroli i nie rzucił się od razu ^^"' ale ich poranne ćwierkanie było całkiem urocze XD
    Od chwili, gdy Minho przyznał się mamie do swoich fascynacji byłam pewna, ze nie wywali go z domu i tak też się stało, jest zbyt pokręcona, by kolejnego "dziwactwa" nie zaakceptowac :3
    no cóż, pozostaje mi czekać (albo dębić XDDDD) do kolejnego rozdziału, bo czekam na coś mehehehe... bardziej przewrotnego :3 i chce się dowiedzieć cóż jest Taeminowi :O

    OdpowiedzUsuń
  8. Ale Tae nie czuje czegoś do Key... Prawda? ;-; Nie rób tego! XD
    Oj mieć widok na takiego Minho co rano. Sama bym go do łóżka zaciągnęła... XD I te blade i chude nóżki Taemina *-* Omnomnom <3
    Jego mamuśka jest i tak już pokręcona, więc raczej było wiadome, że zaakceptuje ,,odmienność" swojego synka ><
    Mam wielką nadzieję, że w końcu Tae się do niego przekona i będzie dobrze ;-;
    Weny! <3

    OdpowiedzUsuń
  9. Jak zwykle, kocham twój styl pisania!
    Dawno mnie nie było, bo zapracowana byłam, ale już będę grzeczna :)

    kunoichi

    www.SlodkiSwiatYaoi.blox.pl

    OdpowiedzUsuń
  10. Pięknie słonce. Kocham Twoje 2Min <3
    Syśka

    OdpowiedzUsuń
  11. Witam,
    jak widać Minho się stara, dla jego matki to było zaskoczenie, bardzo mi się podoba to, że może tak spokojnie z nią rozmawiać, ciekawi mnie Teamin i jego przeszłość, co sprawiło, że odgrodził się od ludzi, mam pewne podejrzenia ale...
    Dużo weny życzę Tobie...
    Pozdrawiam serdecznie Basia

    OdpowiedzUsuń
  12. Jeny, ten rozdział był taki fajniutki ;)) Minho zawsze taki cwaniak i wredota a tutaj naprawdę widać było jego starania. Jest świadomy, że Taemin w jakiś sposób go lubi, bo gdyby tak nie było to nie przyjął by pod swój dach. Mógłby go olać i traktować jak powietrze. Waha się, co jest urocze na swój sposób. Krępują go takie odważne gesty i słowa Choi, nie ma się co dziwić.
    Reakcja jego matki była zabawna. Niby dla żartu powiedziała o chłopaku a tu proszę. Szok jakich mało ;) Fajnie, że Minho się przyznał i nie stchórzył. To jest dobry znak. Skoro jego kumple zaakceptowali to i matka z Danielem również, teraz musi tylko sam siebie ogarnąć i działać. Wszystko jest dla nich nowe ale jakoś się z tym uporają, ja w to wierzę. Te ich rozmowy może czasem wiejące chłodem, szczególnie ze strony Lee, dają taką nadzieję, że będzie lepiej.
    " - Wiesz co jest najlepsze? Że myślę, że mógłbym związać się z jakąś dziewczyną. Że kochałbym ją i w ogóle. Ale Taemin jest jedyny w swoim rodzaju. Czuję się tak, jakbym tylko dla niego zmienił orientację. Gdybym tylko dostał szansę by być z nim szczęśliwy. Gdyby mi na to pozwolił... " Tutaj na wierzch wyszła romantyczna część Choi :) Może nie jest do końca takim zimnym draniem jak go wszyscy widzą. Z pomocą Tae może się zmienić.
    Ach ta miłość :)
    Pozdr A.

    OdpowiedzUsuń