wtorek, 5 sierpnia 2014

Virgin Snow - Rozdział 13.


            Jak wyglądały jego ostatnie dni? Chyba jeszcze nigdy nie czuł się jak gówno, ale teraz miał ku temu okazję. Zaraz po tym, jak wrócił do domu, zdał sobie sprawę z tego, co tak naprawdę zrobił. Całkowicie się ośmieszył, jedyny raz słuchając serca, a nie rozumu. Pewnie lepiej by na tym wyszedł, gdyby użył mózgu. No cóż, dał jednak szansę wygrać emocjom i przegrał. Zjebał na całej linii. No, co się stało, to się nie odstanie. Tak, w sumie brakowało mu jakiejś obrotnej maszynki do cofania czasu, może wtedy nie popełniłby takiego głupstwa. Chociaż z drugiej strony… wgryzając się w całą sytuację, nie żałował aż tak bardzo. Jasne, wprowadził w spore zakłopotanie Taemina. Wyznał mu swoją straszną tajemnicę. Sam naraził się na to, że Lee może sypnąć wszystkim w szkole o jego upodobaniach, do czego blondyn miał całkowite prawo w ramach chociażby zemsty za tyle lat upokorzeń. Czuł jednak, jakby ogromny kamień spadł mu z serca. Ten jeden krok miał  za sobą i zrobił to prawie bezboleśnie, powołując się na chwilę i nie obmyślając planu działania. Jednak na równi z pozbyciem się jednego głazu… na jego miejscu pojawił się kolejny, jeszcze większy, dyndający niebezpiecznie na cienkim sznureczku, któremu nie potrzeba było wiele czasu,  aż runie i zniszczy wszystko dookoła, bo tak mogło się stać. Wystarczyło słowo Taemina, które co prawda mógł śmiało podważyć, jednak plotek nie da się łatwo uciszyć. Skąd! Powstają przeróżne ich wersje, a każda z nich zawiera ziarenko prawdy, i tego uczepią się ci najbardziej nadgorliwi.
            Nic nie mógł poradzić na swoją głupotę. Nie pozostało mu też nic innego do zrobienia, jak tylko ładnie wykaraskać się z problemu. Chociaż nie był pewien, czy na pewno chce go przerwać. Unikał Taemina, co było dość rozsądnym posunięciem. Nie pozostawał jednak obojętny na spojrzenia, które blondyn posyłał mu ukradkiem. Minho rumienił się wtedy jak dzieciak, a ręce nie mogły znaleźć spokojnego miejsca drgając lekko. Ani razu jednak Lee nie podszedł do niego. Minho chciał wiedzieć, co myśli o tym wszystkim blondyn. Czy również sądzi, że mogłoby coś z tego być? Dał co prawda dość negatywne odczucie po tym, jak go pocałował. Minho jednak zwalał wściekłość na zaskoczenie. Sam byłby cholernie zdziwiony, gdyby ktoś sprzedał mu całusa w usta.
            Chciał dać Taeminowi więcej czasu do namysłu i przetrawienia nowej sytuacji, jednak w głębi duszy robił to jedynie dla siebie. Bał się. Ot co! Był przerażony i znowu tchórzył.
            - Chodź – usłyszał po swojej lewej stronie i został pociągnięty tak brutalnie, że nie zdążył nawet zaprotestować.
            - Co jest? – wyrwał swoje ramię z uścisku, kiedy przyjaciel wyciągnął go ze stołówki i znaleźli się na niemal opustoszałym korytarzu. Tylko pojedynczy uczniowie siedzieli na podłodze, jednak nie byli oni warci uwagi. Nazywano ich kujonami. W nosami w książkach czytali zapamiętale materiały, nie tracąc czasu na jedzenie w stołówce.
            - Idziemy na zewnątrz – zakomenderował Sam i ruszył przodem. Ton kumpla sprawiał, że nie ośmielał się zaprotestować.
            - Co się stało? – zapytał Minho, kiedy słońce nieco go oślepiło. Pogoda była naprawdę ładna. Nie spodziewał się tak przyjemnego początku maja.
            - Chyba to ja ciebie powinienem o to spytać – ponurym głosem odpowiedział Sam i usiadł na ławce przed szkołą – Co jest debilu?! Myślisz, że tego nie widać? Właśnie powoli kopiesz sobie grób.
            Minho zamyślił się. Siedząc na stołówce, wpatrywał się w jedzenie. Tylko to. Był trochę nieobecny, no ale nie zrobił chyba nic głupiego. Przybrał pytający wyraz twarzy, prosząc o wyjaśnienie.
            - Co za debil! – syknął Sam i wywrócił oczyma – Układałeś z frytek imię Lee – mruknął – Ciebie kurwa za przeproszeniem do końca pojebało? – zadał kulturalnie to dość nieuprzejme pytanie.
             Minho zrobił przerażoną minę patrząc na kumpla.
            - Tak, tak samo zareagowałem i zjadłem twoje misterne dzieło, zanim ktoś by je przyuważył. Rozumiem, że nadal cię do niego ciągnie. Tylko powiedz mi, jak do tej pory byłeś ukrytym adoratorem? Może teraz jeszcze zamów plakaty, co? Z wyznaniem miłości! Rozwieś je po szkole i czekaj, aż zbudują dla ciebie szubienicę – warczał Sam. Nie sposób było się nie uśmiechnąć. Dobrze było wiedzieć, że ktoś się o niego martwił. Nie wszyscy bali się Minho, albo uważali go za skurwiela.
            - To byłby chyba zbyt drastyczny krok – podsumował Choi – Mam teraz sporo na głowie. I nie wiem czy chcesz, bym się tym dzielił… z tobą – uściślił.
            - Chyba nie mogę usłyszeć nic gorszego – mruknął zrezygnowany Sam i usiadł wygodniej – Mów, mamy jeszcze to dziesięć minut przerwy.
            Minho rozejrzał się dookoła, aby upewnić się że nikt niepożądany nie podsłuchuje.
            - Zdradziłem się – powiedział cicho – Spotkałem przypadkiem Taemina… doszło do krótkiej wymiany słów i… pocałowałem go – westchnął ciężko i zamilkł.
            Spojrzał na Sama, który zrobił się nagle mniejszy. Przygarbił się i niepewnie na niego spoglądał. Był wyraźnie skonfundowany.
            - Rzeczywiście – mruknął – Nie wiem, czy chciałem to wiedzieć. Aż taki stopień wtajemniczenia – podrapał się po czuprynie, robiąc zmartwiony wyraz twarzy – Co innego wiedzieć, że kumpel wzdycha do drugiego kolesia, a co innego, gdy już coś robi intymniejszego. Ughr… - warknął.
            - Czyli mnie przeklinasz? – zaśmiał się krótko Minho rozgoryczony.
            - Nie, tylko… nie wiem co mógłbym powiedzieć. Nie znam się na gejach – Sam wzruszył ramionami.
            - Wyobraź sobie, że ja też się na nich nie znam – warknął Minho.
            - Ale chociaż rozumiem, dlaczego Taemin tak na ciebie spogląda przez cały czas. Jak zareagował? Skąd miałeś pewność, że jest eee… gejem? 
            - Był na randce… z facetem – wyjaśnił spokojnie Minho – Ja spotkałem się wtedy z tą… - całkowicie zapomniał, jak dziewczyna miała na imię - … Jessicą! – cicho krzyknął.
            - Jestem zawiedziony – podskoczyli słysząc donośny głos za swoimi plecami. Kurwa, pomyślał Minho, bojąc się odwrócić. Spojrzał na Sama, który podszedł co całego przyłapania spokojniej.
            - ChanSung – słabo odezwał się Choi, uśmiechając do kumpla. Intuicja podpowiadała mu spierdalać jak najdalej stąd. Spakować się i uciec – Zawiedziony? – przełknął gulę, która utkwiła mu w gardle.
            - Nie spodziewałem się aż takich tajemnic z twojej strony – urażony rozłożył ręce i podszedł do siedzącej dwójki.
            - Nie wiem o czym mówisz. Co takiego usłyszałeś? – zapytał ostrożnie, mając nadzieję, że uda mu się ze wszystkiego wyłgać, gdyby zaszła taka potrzeba.
            - Nie ściemniaj, wszystko słyszałem. Chociaż niektórych słów wolałbym nie przyswajać – odrzekł poważnie i wcisnął się pomiędzy Minho i Sama.
            Dzwonek zabrzmiał złowrogo oznajmiając początek zajęć. Choi już chciał się poderwać do góry, jakby ten dźwięk miał wykasować kilka ostatnich minut z ich młodzieńczych żyć i popaść w niepamięć. Szkoda, że to tak nie działało. ChanSung złapał Minho za ramię i zatrzymał w miejscu.
            - Nauczyciel wybaczy wam tę chwilę spóźnienia – odparł i spojrzał na Minho, uważnie lustrując jego twarz.
            - ChanSung – pierwszy odezwał się Sam, chcąc jakoś uratować sytuację – Może powiesz nam co takiego usłyszałeś, co?
            - I ty przeciwko mnie, Brutusie? – rozgoryczony zapytał chłopak – Ziomy, znamy się nie od dziś, a takie tajemnice przede mną skrywacie? Nieładnie. Szczególnie ty – wskazał na Choi oskarżycielsko – Co to ma być? Ty, wydawałoby się najgorętszy przeciwnik gejów i wszystkiego co zaczyna się na homo, przelizał się z chłopakiem? I do tego gościem, którego regularnie gnębił od kilku lat? Kto się czubi, ten się kurwa lubi? Coś mi się nie chce wierzyć w te babcine porzekadła.
            - Może powinniśmy zacząć od tego, co zrobisz z tą wiedzą? – zapytał ostrożnie Minho. Czuł jak gruby sznur zaciska się mu na gardle, a on powoli macha bezradnie nogami szykując się na śmierć.
            - Całowałeś się z Taeminem? – rzucił prosto z mostu ChanSung.
            Chyba nie było już sensu zaprzeczać. Pogrążyłby się tylko bardziej.
            - Tak – Minho skinął smętnie głową.
            ChanSung zrobił wielkie oczy, jakby potwierdzenie całej sprawy było ponad jego siły.
            - Mam się szykować na pogrom? Doskonale wiemy, kto się ucieszy z tej informacji – złośliwie dodał Minho – Sam, idź już na zajęcia. Chyba sobie poradzę – uśmiechnął się lekko do kumpla.
            - Tylko się nie pobijcie – z niepokojem odparł Sam i podniósł się do góry. Odszedł, odprowadzany spojrzeniami przyjaciół.
            - Na czym skończyliśmy? – zapytał swobodnie ChanSung wkładając dłonie do kieszeni spodni – Minho, w ogóle nie wyglądasz na przerażonego. Dla mnie to szok, że dowiaduję się takich rzeczy o kumplu.
            Minho zacisnął wargi, które wyglądały teraz jak wąska linia. Co miał powiedzieć? Nie miał nic na swoją obronę.
            - A co mogę teraz zrobić? Masz mnie w garści – wzruszył obojętnie ramionami.
            - Wiesz co? Gówniany z ciebie kumpel – syknął chłopak niezadowolony – Myślisz, że pobiegnę od razu do JaeMina, co nie? Głupi by tylko nie zauważył, że się nienawidzicie. Tylko popatrz, ciebie znam dłużej niż jego.
            - No i? – ponaglił ChanSunga Choi, z trudem łapiąc oddech. Serce zaczęło mu szybciej bić, a ciało mrowić. Może jednak usłyszy słowa jakich pragnie?
            - Stary, jest dziwnie. Cholernie dziwnie, ale to twoja sprawa. Znam kilku gejów. Są spoko. Myślę, że to towarzystwo nie przypadłoby ci do gustu, no wiesz… lubią sobie popalać – chłopak zaśmiał się – Tak to bym cię umówił na jakiś mityng dla początkującego geja. Ci by pewnie co nieco by cię nauczyli. Takie to zboczone bestie.
            Prawie odetchnął z ulgą. Prawie, bo czy mógł zawierzyć chłopakowi?  I tak był zdany na jego łaskę.
            - Nie chciałbym się za bardzo spaczyć – nawet zażartował – Dla mnie to dopiero początkowa faza.
            - Prawda, prawda – chłopak zamyślił się – To coś poważnego?
            - Zabrzmiałeś, jakbyś się martwił – zakpił Minho.
            - Trochę tak jest. Biorąc pod uwagę to, jak bardzo strzeżesz swojego sekretu, niedługo pewnie cała szkoła przypadkiem się dowie. Chociaż nie gadaj o tym w szkole, myśl kretynie! – ofuknął go ChanSung.
            - Z twojej strony mogę liczyć na dyskrecję? – zapytał z nadzieją.
            Chłopak spojrzał na niego jak na wariata. Miał kolejną duszyczkę po swojej stronie.
            - Jesteś głupi! – warknął ChanSung – Nie wydam kumpla. Szanuję cię.
            - Dobrze słyszeć – Minho uśmiechnął się swobodniej. Teraz mógł już się rozluźnić.
            - Mogę dać ci radę? – chłopak spojrzał uważnie na Minho. Choi skinął głową, czując że będzie wiedział, o co chodzi – Nie wydaje mi się, że masz dobry plan poderwania Lee. Wątpię, by ten lubił groźby i bicie jako grę wstępną – chłopak wyszczerzył się.
            Minho zagryzł wargę i spuścił głowę rumieniąc się.
            - Wiem – pokiwał smętnie głową – Pracuję nad tym.
            - Coś kiepsko ci wychodzi – mruknął ChanSung – Dobra, nie moja sprawa. Idziemy na zajęcia?
            - Idziemy – Minho westchnął ciężko i podniósł się do góry.
            Jeden problem z głowy, pomyślał, kiedy ChanSung zniknął w klasie.
            - Przepraszam za spóźnienie – odezwał się bez skruchy, kiedy wszedł do sali. Zajął ostatnie miejsce, cały czas odprowadzany niechętnym spojrzeniem biologa.
            - Pana Choi nie obowiązuje dzwonek? – złośliwie zapytał nauczyciel, wwiercając się wzrokiem w sylwetkę chłopaka.
            - Mój pęcherz nie wie, co to dzwonek – zripostował ironicznie i zajął swoje miejsce. Większość klasy wybuchła śmiechem, co nie zrobiło na nim wrażenia. Nie interesowało go zbytnio działanie pod publikę. Może kiedyś, teraz nie. Biolog zacisnął boleśnie szczękę i wrócił do tematu.
            Znudzonym wzrokiem przejechał po tych wszystkich nieciekawych twarzach. Był zdziwiony. Tak jakby pierwszy raz zobaczył w nich coś z szukających jedynie sensacji hien, a nie – jak to zwykle bywało – sporawą grupkę fanów. Czy to możliwe, że aż tak się zmienił? Może to właśnie Lee był impulsem do „dorośnięcia”, a sama idea kształtowała się już od jakiegoś czasu, tylko zwyczajnie ze swoim spóźnionym refleksem, jej nie zauważył.
            Zamknął na chwilę oczy i odsunął od siebie wszystko. Był wyczerpany. Mnogość możliwych scenariuszy przytłaczała i zdecydowanie nie ułatwiała wprowadzenia ich w prawdziwe życie. Może tylko on sam tak uważał – w końcu to przywilej młodych tak twierdzić – ale miał wrażenie, że jego problemy są za wielkie jak na jego osobę. Zakochanie nie okazało się pięknym uczuciem, ale tym wyżerającym duszę, kiedy możesz jedynie wzdychać do drugiej połówki, a wszelka próba działania spala na panewce.
            Nie tym jednak chciał się póki co głowić. Postanowił odłożyć wszelkie uczucia na bok, odsunąć osobę Taemina daleko w kąt i zająć się czym poważniejszym. Dzisiaj spotykał się z ojcem. Tutaj o dziwo nie zakładał żadnego epickiego scenariusza, bo takowego nie przewidział. Nie miał pojęcia, jak potoczy się ta nieszczęsna rozmowa, którą chciałby mieć już za sobą. Odrobinę żałował, że zgodził się na spotkanie. Tak zarzekał się, że nie chce mieć nic do czynienia z facetem, który zwał się jego ojcem,  a jednak uległ. Był za mało słowny. Był dziwny.
            Dzwonek zadzwonił tak niespodziewanie, że aż podskoczył. Dźwięk wyrwał go z małego letargu, jak i Minho nie spodziewał się, że lekcja tak szybko minęła. Wyszedł jako jeden z ostatnich i w chwili gdy wychodził z klasy, wpadł na niecny pomysł urwania się z reszty zajęć. Wagary nie były niczym złym, tym bardziej, że i tak był całkowicie bezproduktywny dzisiejszego dnia.
            Bezosobowo mijał każdego, kierując się w stronę wyjścia. Nikt tym razem nie rzucał mu sztucznego „cześć”. Ludzie zdawali się go nie zauważać. Może dziś nie biła od niego aura popularności, a był w końcu normalnym, szarym licealistą, który przemykał od ściany do ściany. Dziwne uczucie udawać kogoś, kim się nie jest. Zarzucił plecak na jedno ramię i ze spuszczoną głową lawirował między uczniami, widząc jedynie ich czubki butów.
            Ciepłe powietrze smagnęło go po twarzy. Było przyjemnie. Spojrzał na słońce, które znajdowało się wysoko na niebie. Ludzi było mało. Nie rozumiał dlaczego wszyscy siedzieli w ponurym budynku i kisząc się jak sardynki w puszcze, kiedy mogli wyjść na zewnątrz i przyjmować słoneczko. Nie lubił zimna.
            Odetchnął z ulgą kiedy znalazł się za główną bramą. Zrobił krok do przodu – który okazał się dość nieostrożny – i niespodziewanie wpadł na czyjąś małą klatkę piersiową.
            - Przepraszam – bąknął, nie zaszczycając intruza nawet spojrzeniem.
            - Okej – usłyszał w odpowiedzi znany mu głos i zatrzymał się, podnosząc wzrok na chłopaka. Stał twarzą w twarz z Taeminem. Nagły skok adrenaliny nakazał mu natychmiastową ucieczkę, co jednak okazałoby się ogromnie tchórzliwym zachowaniem. Stał za to jak słup soli nie wiedząc co powiedzieć. Czy w ogóle powinien coś mówić?
            - Co tam? – wykrztusił w końcu patrząc spłoszony na blondyna. Marne rozpoczęcie rozmowy, fakt.
            - Czuję się trochę skołowany – wyznał Taemin – I wszystko dzięki tobie – dodał.
            Minho kaszlnął i znalazł niezmiernie interesujący punkt na niebie. Ta bezpośredniość chłopaka przerażała go.
            - Jestem trochę zajęty. Możemy porozmawiać później? – zapytał niepewnie, patrząc ponownie na chłopaka.
            - Chyba już rozmawialiśmy, prawda? – dość oschle odparł Taemin – Niby wszystko mi wyjaśniłeś, ale i tak doskonale wiemy, że nic się nie zmieni. No i widzę, że źle się z tym wszystkim czujesz.
            Minho czuł, że dochodzą do tego mniej przyjemnego punktu pogadanki. Stał przed blondynem, czekając jak na skazanie. Zupełnie nie przypominał siebie, a postronna osoba mogłaby nawet stwierdzić, że to on jest ofiarą. Tak się również czuł.
            - Proponuję zapomnieć o naszym ostatnim spotkaniu. Nie mam zamiaru cię nagabywać. Po prostu uznajmy to za błąd i nie wracajmy już do tego. Nie zapominajmy, że nawet zwykła znajomość nie wchodzi u nas w grę – Taemin zakończył bolesną bądź co bądź rozmowę i zamilkł. Nie mógł mu odmówić, że wszystko brzmiało logicznie i sprawiało, że Minho pozbywał się problemu. Gdyby jeszcze serce chciało usunąć się w bok i posłuchać mózgu.
            - Myślisz, że to dobre rozwiązanie problemu? – zapytał głucho Choi, wwiercając się teraz w Taemina – A co jeśli przyjdzie mi znowu ochota cię… pocałować? – ledwo co wykrztusił te słowa.
            Nie dało się nie zauważyć napięcia na twarzy Taemina. Chyba nie spodziewał się takiej odpowiedzi.
            - Chyba nie jesteś zwierzęciem, które nie może powstrzymać swoich żądz, prawda? Trzymaj swoje emocje na wodzy. A kiedy już przyjdzie ci do głowy pocałowanie mnie, po prostu mnie uderz. Jak za dawnych dobrych dla ciebie czasów – zadrwił i uśmiechnął się krzywo.
            - Pamiętasz co ci krzyknąłem? – niemal szepnął spięty Minho. Słowa Taemina raniły jak żadne inne.
            - Po prostu o tym zapomnij – syknął Lee – Dobrze wiemy, że nie odważysz się zrobić nic więcej poza gadaniem bzdur. Jak bardzo mam ci ułatwić wybór, żebyś dał spokój, co?
            - A może nie chcę ułatwienia? – podniósł odrobinę głos. Ta niewiara w niego rozwścieczyła go. Wiedział, że Taemin ma konkretne powody myśleć o nim jak najgorzej, no ale w końcu się starał. Na swój sposób, ale się starał – Nawet nie dajesz mi szansy pokazać się z lepszej strony.
            - Uroiłeś sobie coś! – krzyknął Lee i rozejrzał się z obawą dookoła. Byli w końcu tylko krok od szkoły – Nie będę z tobą rozmawiać – rzucił jak obrażony dzieciak i odwrócił się na pięcie.
            Nawet nie zdążył nic powiedzieć, a gonienie Taemina było czymś nieodpowiednim. Minho westchnął tylko ciężko i również ruszył w swoją stronę. Pomyślał tylko, że dzień bez problemów byłby dniem straconym.
            Szwendał się bez celu przez kilka godzin. Nie chciał pokazywać się w domu, żeby przypadkiem nie natknąć się na matkę. Popołudniu wsiadł w autobus do Seulu i wysiadł w przeludnionym mieście, które nieco go przytłoczyło. Tłumów również nie lubił, a na pewno nie w takim natężeniu. Czuł się jeszcze bardziej anonimowo, co w gruncie rzeczy powinno być bardziej komfortowe. Miał wrażenie że na kogo by nie spojrzał, widział jedno – samotność. Ludzie mijali się, nikt nie spoglądał na nikogo. Szli w zaparte wedle swojego planu nie zważając na nic, ani nikogo. Nie oczekiwał że cały seulski świat rzuci mu się do stóp, bo tutaj był tylko przeciętnym nastolatkiem z małego miasta, jednak nie spodziewał się również takiej obojętności.
            Podobną gburowatość mógł zaobserwować w więzieniu. Strażnicy niechętnymi spojrzeniami obrzucali jego sylwetkę. Nie uświadczył miłego słowa - tylko krótkie rozkazy, które należało bezzwłocznie wykonać. Aż sam poczuł się jak więzień, a był tylko odwiedzającym. Po wszystkich regulaminowych – jak twierdzili – nieprzyjemnościach, w końcu został sam w pokoju odwiedzin. I wtedy zaczął się bać. Próbował myśleć o swoim ojcu w kategoriach całkowicie obojętnych, jednak nie potrafił. Nie potrafił zminimalizować urazy jaką do niego żywił. Rozumiał również Taemina. Rozumiał jego niechęć, bronienie się nogami i rękoma przed zacieśnieniem ich relacji. Lee również bał się, że zostanie ponownie zraniony.
            Naprawdę czuł się dziwnie, będąc obserwowanym ze wszystkich stron przez strażników. Samo pomieszczenie do odwiedzin było obskurne, pełne wyrytych imion i dat na stołach. Ponuro. I jak tu się cieszyć z wizyty bliskiego w takich warunkach? Drzwi skrzypnęły przeraźliwe i wyszedł przez nie jego ojciec. Jak duch, zmora. Blady, zgarbiony. Od czasu ostatniej wizyty wyglądał jeszcze gorzej. Cień człowieka. Przez myśl przeszło mu, że nawet współczuje temu wyniszczonemu człowiekowi.
            Mężczyzna spojrzał na Minho swoimi czarnymi niegdyś oczyma, które teraz przypominały ledwo tlące się płomyki i podszedł do niego.
            - Cześć – usłyszał niemal szept. Odrapane drewniane krzesło zaszurało po posadzce i mężczyzna usiadł naprzeciwko Minho – Cieszę się, że jednak się nie  rozmyśliłeś – kąciki ust ojca ledwo drgnęły, siląc się na nikły uśmiech.
            Był przerażony widząc go takiego wymęczonego. Czuł też zażenowanie, że traktował go tak oschle.
            - Aż tak źle cię tutaj traktują? – zapytał zaniepokojony Minho, ściskając aż do bólu swoje dłonie.
            - Miło, że się o mnie martwisz – teraz mężczyzna naprawdę się uśmiechnął, a w kącikach jego oczu zrobiły się duże bruzdy.
            - Wcale nie – odparł szybko – Pytam z uprzejmości – dodał.
            - Wcale nie jest tu tak źle, jakby się wszystkim wydawało. Zawierasz nowe znajomości, ale i tak brakuje ci rodziny – mężczyzna westchnął ciężko – Co u mamy?
            - Nadal nie wie, że dziś się z tobą spotykam – odpowiedział i zawahał się na moment – Jest szczęśliwa – powiedział dobitnie – Z Danielem – rzucił niby od niechcenia, uważnie obserwując reakcję  ojca.
            - Z Danielem? – Mark powtórzył bezwiednie. Słychać było w jego głosie urazę, oburzenie. Minho cieszył się, że zdołał zaskoczyć ojca – Rozumiem. Zawsze był w niej zakochany, a twoja matka we mnie.
            Mężczyzna spojrzał na swoje dłonie, które trzęsły się niemiłosiernie. Zakłopotany schował je pod stolik, kiedy zauważył baczne spojrzenie Minho.
            - Była – mocno potwierdził – Dobrze ci się żyło za skradzioną biżuterię?
            Jego ojciec zarumienił się na ten przytyk. Był okrutny, jednak tłumaczył to sobie tyloma zmarnowanymi latami. Zamiast ojca siedzącego w fotelu i składającego drewniane samoloty, jedyną rozrywką były wizyty policji.
            - Chyba jednak nie chcę wiedzieć – uwolnił go z obowiązku odpowiadania – Ile dają ci lekarze? – zapytał, zmieniając temat.
            - Maksymalnie dwa miesiące bez odpowiedzialnego dawcy. Ja przeczuwam mniej, nie mam woli do życia. Wszystko straciłem – rzucił bezbarwnie jego ojciec.
            Duża gula utkwiła mu w gardle, nie pozwalając na wydobycie się głosu.
            - Pomogę ci – wykrztusił w końcu z siebie – Tylko nie licz na nic więcej. Nie stworzymy dzięki temu jakiejś zażyłej relacji. Nie chcę tego. Zbadam się, zobaczymy czy jesteśmy zgodni. Jeśli tak, to zgodzę się na zabieg i nie będziemy utrzymywali kontaktu. Jeśli nie, również więcej się nie zobaczymy.
            Ojciec spojrzał na Minho podejrzliwie, jakby nie dowierzając.
            - Dziesięć minut do końca widzenia – zagrzmiał strażnik ochrypłym głosem i zamilkł, przyjmując ponownie wyprostowaną postawę. Jak robot, który przechodzi w stan czuwania po zakończonej komendzie.
            - To brzmi bardzo bezosobowo – mruknął Mark, kuląc się jeszcze bardziej w sobie.
            - Nie pamiętasz ostatniego spotkania? Jak wyglądało? – zapytał drwiąco Minho – Przecież od początku chodziło ci o ratowanie swojej dupy – rzucił bezlitośnie -  W tym nie było żadnych uczuć. Pozostańmy na tej bezosobowej stopie.
            - Byłem zdesperowany. A ty, byłeś i jesteś moją ostatnią deską ratunku – powiedział ojciec.
            - To trzeba było chociaż zrobić jakieś podchody! A nie nas okradać i żądać – odpowiedział poirytowany Minho.
            - Źle to rozegrałem – przyznał skruszony Mark. Chłopak spojrzał na niego z politowaniem.
            - Tak, przepraszaj za to, że fortel ci się nie udał – zakpił Minho – Pójdę już – westchnął chłopak – Nie dzwoń do mamy.
            - Boisz się, że zmieni zdanie co do swojego idealnego związku? – pierwszy raz mężczyzna odważył się zadrwić.
            Minho spiął się. Nie uważał, by jego ojciec miał prawo do jakichkolwiek żartów. Teraz był na jego garnuszku i był zależny wyłącznie od niego.
            - A jeśli nie będę mógł zostać dawcą? – zapytał jeszcze.
            - Wtedy możesz być pewny, że nie będziemy mieli okazji się już zobaczyć. Chyba że będziesz tak miły i przyjdziesz na moją ceremonię pogrzebową – Mark ponownie zażartował, a to zabrzmiało jeszcze bardziej ponuro. Minho zrobił zdziwioną minę, co nie umknęło uwadze jego ojca – Chyba nie myślisz, że ludzie chętnie oddają przysługi skazańcom? Niestety, jesteśmy na samym szarym końcu kolejki. I nawet nie liczę na to, że jakimś cudem uda mi się przeskoczyć ten poziom.
            - Koniec widzenia! – zakrzyknął strażnik i płynnym, marszowym krokiem podszedł do ich stolika – Więzień wstać! – rozkazał głośno.
            - Każdy cię słyszy, nie musisz wrzeszczeć – mruknął Minho i również się podniósł – Wyślę wyniki do więzienia. Będziesz wiedział. Zrobię to jak najszybciej – rzucił na odchodne ojcu, a ten zniknął za żelaznymi drzwiami.
            Powrót był nużący i nie tyle zmęczył ciało, co umysł. Musiał przyznać, że zachował się wyjątkowo podle i dopiero teraz docierała do niego powoli skala drwin, jakie zaserwował ojcu. To, że ten był chory nie pozwoliło mu oczywiście traktować go  tak, jak powinien był. Jasnym było, że w jego skamieniałe – wydaje się – serce wkradła się litość. Może nie jakieś wielkie uczucie, co to to nie. Jednak współczuł ojcu, w końcu to niemała tragedia. Tym bardziej, że nie spodziewał się zostać półsierotą – tak oficjalnie – już za dwa miesiące. Było mu przykro, nawet jeśli ojca nienawidził.
            Jedynym rozwiązaniem pozbycia się ciężaru – marnym co prawda – na jakie wpadł, było zakupienie w otwartym monopolowym kilku piw i zaszycie się w ulubionym ostatnio miejscu. Patrzył z górki – gdzie niefortunnie wpadł na Taemina – na jezioro, które powoli pokrywało się mgłą. Próbował dodzwonić się do Sama, co okazało się niemożliwym. Przyjaciel nie odpowiadał. Z każdym kolejnym piwem zbierał w sobie jednak odwagę na inną wizytę. Potrzebował się komuś wyżalić. Konkretniej, tej jednej osobie, która jasno dała mu do zrozumienia, że nie chce utrzymywać żadnego kontaktu. No cóż, mógł wszystko zwalić na procenty krążące w krwi, co zresztą zamierzał zrobić.
            Uznał, że krzyczenie o tej porze byłoby złym posunięciem. Co najwyżej ojciec Taemina zadzwoniłby po policję i zamiast porozmawiać z blondynem, spędziłby uroczą noc w izbie wytrzeźwień. Nie żeby był jakoś specjalnie zalany, skądże znowu. Po prostu czuł, że niektóre hamulce puściły.
            Nie siląc się na wejście na trawnik przez bramę jak cywilizowany człowiek, jakimś cudem przelazł przez płot, w ostatniej chwili chroniąc się od upadku na twarz. Rozejrzał się po posiadłości spekulując, które okno może należeć do Taemina. Byłoby kompletnie niezręcznie, gdyby rzucił kamykiem tam, gdzie znajdowałaby się sypialnia jego ojca. Dając sobie 50 procent szans, złapał mały kamień i lekko nim rzucił. Uderzył o parapet, dając mało intensywny dźwięk. Ponowił próbę. Tym razem przeholował z siłą i kamień donośnie stuknął w okno. Minho skulił się tym samym, bojąc że odgłos mógłby obudzić pół miasteczka. Zachichotał przy tym jak dzieciak, czując podekscytowanie z tych końskich zalotów. Zasłona w oknie poruszyła się i Minho zaczął energicznie skakać widząc Taemina.
            Zdziwienie chłopaka nie miało granic, co doskonale było wymalowane na jego twarzy. Choi jednak się tym nie przejmował, skakał jak głupi próbując zwrócić na siebie uwagę blondyna, co nie okazało się być jakoś wielce skomplikowane, ponieważ Lee z poirytowaniem i małym rozbawieniem obserwował poczynania Minho.
            Pijany już zaczął składać dłonie w trąbkę, aby zacząć tym razem krzyczeć, by blondyn wyszedł na zewnątrz. Taemin zrobił zniecierpliwiony wyraz twarzy i zasunął firankę. Minho poczuł się odrzucony, co obwieścił światu donośnym przekleństwem. Po chwili drzwi jednak się otworzyły i stanął w nich Lee.
            - Co ty tu robisz? – syknął cicho, rozglądając się dookoła – I piłeś? – rzucił oskarżycielsko, zbliżając się do Minho.
            - Brawo, Sherlocku – zakpił Choi, lekko bujając się w miejscu – Chciałem po prostu z kimś pobyć. Padło na ciebie, cieszysz się? – wyszczerzył się w pijackim uśmiechu i zawisł na Taeminie, zarzucając na niego ramię.
            - Ogromnie – mruknął Lee, zginając się trochę pod ciężarem pijanego – Mam odprowadzić cię do domu? – zapytał poddenerwowany.
            - A mogę zostać u ciebie? – zapytał Minho błagalnym tonem.
            - Co? – Taemin rzucił się i zrzucił z siebie ramię Choi – Dlaczego? Domu nie masz? – burknął blondyn.
            Minho spoważniał i spojrzał ogromnymi oczyma na Taemina.
            - Potrzebuję dziś bliskiej osoby obok siebie – powiedział spokojnie, wpatrując się w Lee.
            - Nie jestem bliską osobą -  z tym samym opanowaniem odpowiedział Taemin. Okrutne słowa, były jak siarczysty policzek. Pozostawiły po sobie zakłopotanie i wstyd Minho.
            - Dla mnie jesteś – odparł Choi.
            - Chodź – mruknął Taemin i pierwszy ruszył do przodu.
            Mały pagórek zdobyty, pomyślał Minho. Jeden z wielu małych kroków, które udało mu się postawić. Uśmiechnął się lekko, idąc za Taeminem. Nie pamiętał już o niemiłych słowach.
            - Chcesz się ze mną napić? – zapytał Choi, rozglądając się po pokoju Taemina. Było prosto i nijako. Jedynym barwniejszym elementem była kolorowa płachta zawieszona nad łóżkiem. Dziwna ozdoba doprawdy. Spodziewał się mnóstwa pierdółek, drobiazgów. W tym pokoju było ponuro – Dziwnie się tutaj czuję – mruknął Minho, spoglądając na Taemina.
            - Jak ci się nie podoba, to możesz wyjść – skwitował blondyn – Śpisz na podłodze – dodał.
            - Podłodze? – zdziwiony zapytał Choi. Był zawiedziony, liczył na wtulenie się w Lee.
            - Tak, podłodze – potwierdził zdecydowanie Taemin.
            - A gdzie szefostwo? – niespokojnie zapytał Minho, sięgając po puszkę z piwem.
            - Chyba żartujesz – warknął Taemin i podniósł się z łóżka, zabierając Minho puszkę – Idź spać. Taty nie ma, wróci jutro. Chcesz się umyć? – zapytał blondyn.
            Choi skinął głową w potwierdzeniu. Powoli czuł się głupio. W końcu wprosił się bezceremonialnie do domu Taemina.
            - Chodź – mruknął Lee i otworzył drzwi od swojego pokoju, wcześniej wyciągając z szafy ręcznik i bokserki – Może się w nie zmieścisz.
            - A jak nie, to mogę spać nago? – zapytał podstępnie Choi.
            - Mogę cię wyrzucić z mieszkania nagiego, pasuje? – odpowiedział ponuro Lee.
            - W ogóle nie jesteś zabawny – zagderał Minho i wymaszerował z pokoju udając obrażenie.
            Kiedy wszedł do pokoju Taemina po raz drugi, panowała tam ciemność. Słyszał tylko urywany oddech Lee. Ten jeszcze nie spał. Po prostu milczał. Choi znalazł swoje posłanie depcząc po nim. Znajdowało się zdecydowanie za daleko blondyna. Złapał po omacku za róg i przesunął się powoli bliżej łóżka chłopaka. Dopiero wtedy zaszył się pod kołdrą, kładąc się na plecach i patrząc w sufit. Już nie czuł szumienia w głowie tylko senność.
            - Mój ojciec za dwa miesiące umrze – wyznał szeptem. Leżał i go olśniło. Dotarło z pełną mocą, że to naprawdę się stanie. Otworzył usta chcąc powiedzieć coś jeszcze, jednak nie potrafił wykrztusić nic więcej. Usłyszał tylko Taemina, który głośno wciąga powietrze.
            - To nie powód, żeby się upijać – mruknął blondyn – Twój tata na pewno by tego nie pochwalił. Myślisz, że dołowanie się mu pomoże?
            Żadnego „Przykro mi” albo „Wszystko będzie dobrze, zobaczysz”. Nic z tych rzeczy. Został wręcz zjebany przez chłopaka. Odwrócił głowę w stronę Taemina, patrząc na niego z urazą, czego ten jednak nie mógł zobaczyć.
            - To dla ciebie coś normalnego? – zapytał ostro – Mówię ci, jaka tragedia mnie dotknęła, a ty mnie opierdzielasz? – powiedział z wyrzutem.
            - To on umiera, nie ty. To on powinien się dołować, nie ty. Powinieneś go wspierać, a nie na starcie pogrążać się w żałobie – skwitował Taemin.
            Co z tym chłopakiem było nie tak, że zawsze miał rację? Że nawet mówiąc słowa, które w żaden sposób nie były pocieszające, zawsze trafiał w sedno.
            - Nie jesteśmy w dobrych stosunkach. Mam mu wiele za złe – mruknął Minho – Robię tylko badania. Może będziemy zgodni. Wtedy mu pomogę i zapomnę, że miałem ojca. Nie, nigdy go nie miałem – zaśmiał się desperacko. Zamilkł. Nie miał już nic do powiedzenia. Czuł się wypompowany, wymęczony. Chciał spać. 

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~

Tęskniliście? Ja bardzo! Całe szczęście jestem już w domu i mogę być z Wami regularnie... no powiedzmy. Dziękuję za wszystkie komentarze i zapraszam oczywiście do komentowania aktualnego rozdziału. Do następnego. PS. Widzicie jak dzisiaj krótko? ;> 
           


            

14 komentarzy:

  1. Justynaaaaaaaa wróciłaaaaaaaaaaaa~~
    Czemu zawsze pijackie akcje są najlepsze XD i to, że Taemin go nie wywalił mimo wcześniejszej nieprzyjemnej wymiany zdań... O_O serio, chciałabym zobaczyć dęsującego pod moim oknem Minho, też bym się w sumie nie opierała i wpuściła go do domu xD
    Nie wiem, czy na miejscu Minho chciałabym ratować człowieka, który mi zmarnował życie i niezbyt wiele wniósł do czegokolwiek, oprócz nerwów i żalu o_o
    no cóż, mimo tego w jakiś sposób mam nadzieję, że jednak będą zgodni.
    pozdercie i czekam na karzełki :*

    OdpowiedzUsuń
  2. Ojej, nie spodziewałam się Ciebie tak szybko. Miałaś wrócić pod koniec sierpnia, już się nawet na to psychicznie nastawiłam i nawet ta rocznica nie dała mi nadziei na kolejny rozdział. A jednak. Niesamowite.
    Ten Minho… Kurczę, od samego początku mnie fascynował, taki inny niż zawsze. A teraz- zagubiony i zakochany nastolatek. Nigdy w życiu bym nie pomyślała, że w chwili upojenia alkoholowego powlecze się do Taemina i będzie mu pod oknem koczował XD A że Tae w ogóle go wpuścił to dopiero dziwne. Jakby mi ktoś pod oknem siedział, opity na dodatek to bym się trochę zastanowiła, zwłaszcza, że chłopak dopiero co deklarował zakochanie. No dobra, pomijając, że to Minho, bo wiadomo- Minho się wpuszcza zawsze i wszędzie

    Źle to brzmi -.-
    Ciekawi mnie co siedzi w główce Taemina. Jakaś tajemnica i tak dalej, ale co on myśli o Minho, no bo przecież nie można ot tak zignorować, że ktoś ci wyznał uczucia. I to nawet nie ktoś a sam Choi…
    Czekam na dalszy ciąg ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. Nawet nie wiesz, jak mi Ciebie brakowało. Stęskniłam się za tobą i twoimi opowiadaniami T^T.
    Może i krótko, ale świetnie <3.
    Z jednej strony mi Minho żal. Z drugiej zaś podśmiechuję się z niego pod nosem.

    OdpowiedzUsuń
  4. Aaaaaa!!
    Siedzę sobie spokojnie w autobusie i nagle patrzę, a tu się wyświetla nowy rozdział. Ludzie zaczynają się na mnie głupio patrzeć, bo albo mam ogromny banan na ryju albo zaczynam pociągać nosem (wbrew sobie). Kocham scenę odwiedzin. Po prostu dokładnie mogłam sobie wyobrazić takiego Minho odwiedzającego Tae w domku i jak blondynek mogł się czuć ^^ Po prostu kocham!
    Boże jak ja teskniłam. Weny weny! ~

    OdpowiedzUsuń
  5. Super jak zawsze ale co ja tam będę ci bredzić sama wiesz

    OdpowiedzUsuń
  6. Wow, wow, wow :-D Jak cudownie, że wróciłaś. Nie moge sie już doczekać ich dalszej relacji. Co to będzie, co to będzie :3 Jak zawsze życze weny i przedewszystkim chęci ^^

    OdpowiedzUsuń
  7. Wróciłaś! T.T Czytając ten rozdział wygladałam jak nienormalna...Co uświadomiły mi koleżanki~
    Kocham to opo, mam nadzieję, że będzie trwać jak najdłużej <3 Upity Minho to fajny Minho^^ Tae taki ostry, nie mogę się doczekać aż zacznie się otwierać na żabola ahh~
    Czekam z niecierpliwością na następny rozdział *^*

    OdpowiedzUsuń
  8. Jaaa tęskniłam! Jejku, tak się cieszę, że wstawiłaś nowy rozdział! Ranyranyrany... Święty Krisie, nie wiem co powiedzieć. Minho zmądrzał. O.O Przepraszam, że komentarz krótki i nieskładny, ale źle się czuję i nie mam siły na nic. Pisz dalej, bo tęsknię za twoimi opowiadaniami jak tylko znikasz na dłużej! <3

    OdpowiedzUsuń
  9. Jesteś, jupiiiiiiiii!
    Tae ma takie miękkie serce, a Minho wreszcie poszedł po rozum do głowy.
    Jednym słowem kocham Ciebie i to opko! :*
    NINJA

    OdpowiedzUsuń
  10. W końcu powrót! <3
    Ja bym zwijała się na podłodze i płakała, gdybym widziała za swoim oknem tańcującego Minho XD No ale w końcu się ogarnął i chce się wziąć za Taesia :3
    Nie mogę się doczekać kolejnego rozdziału *-*
    Weny! <333

    OdpowiedzUsuń
  11. Kochana czekam na następny i mam nadzieje, że zaraz będzie :)

    OdpowiedzUsuń
  12. W końcu wróciłaś!!!
    Super, super super! :)
    Świetny ten rozdział. Jeju jak mi szkoda Minho ;-;
    Sam już nie wie czego chce...
    Ale fajnie wymyśliłaś z tym przyjściem do domu Tae, fajnie by było gdyby sobie coś wyjaśnili wtedy.
    Jezu jak ja sobie wyobraziłam Choi przed tym domem jak podskakuje- padłam xdd
    Meegaaa!!!!
    Weny <333

    OdpowiedzUsuń
  13. Witam,
    Teamin nie wie jak podejść do tego pocałunku, no i cóż w zasadzie chce ułatwić Minho powrót do dawnego zachowania, Minho zaczyna powoli mięknąć, dochodzi do niego ta cała sprawa z ojcem, alkohol pozbawia hamulców poszedł się wyżalić do Teamina...
    Dużo weny życzę Tobie...
    Pozdrawiam serdecznie Basia

    OdpowiedzUsuń
  14. Witaj ;) Dość długo mnie nie było na Twoim blogu i widząc ile mam zaległych rozdziałów do przeczytania aż mnie skręca żeby zasiąść i przeczytać za jednym razem ;; Jednak brak czasu na to nie pozwala ;(
    Co do rozdziału to musiałam sobie dwunastkę włączyć i przypomnieć co dokładnie się działo. Ehh ten pocałunek namieszał w głowie Minho *_* Sam przywołał go do porządku. " - Układałeś z frytek imię Lee " Tym to mnie zabiłaś xD Z perspektywy obserwatora musiało to nieźle wyglądać. Chansung pojawił się niczym duch, dobrze że to nie był Jaemin. Chociaż z drugiej strony byłoby ciekawie ;P
    Konfrontacja Minho z Taeminem przeszła jak na nich bardzo spokojnie. Nie pozabijali się więc jest dobrze xD Opór Tae był do przewidzenia. Choi nie palnął nic głupiego to aż dziwne, chyba zapowiedź wizyty u ojca tak na niego podziałała wstrzemięźliwie ;) Nie dziwię się Minho, że tak oschle traktuje swojego ojca, nawet go rozumiem. Pojawił się po latach i liczy, że synek z uśmiechem na twarzy usiądzie mu na kolanach, by mógł go czule pogłaskać i w czółko pocałować? Oczekiwał chyba zbyt wiele. Minho to szczeniak, który działa pod wpływem emocji, impulsu. Nie ma co liczyć że najpierw pomyśli a potem coś powie lub zrobi. Musi uczyć się na własnych błędach i wykazać trochę apatii.
    Mam nadzieję, że znajdę więcej czasu by przeczytać kolejne rozdziały i być na bieżąco. Pozdrawiam cieplutko A.

    OdpowiedzUsuń