czwartek, 8 maja 2014

Virgin Snow - Rozdział 10.

            Poczuł prawdziwy niepokój, kiedy Taemin nie pojawił się również w środę w szkole. I czwartek. I piątek. Była sobota, a on nie mógł przestać myśleć o blondynie. Może to przez niego? Może zrobił coś, czego nie powinien?
            Jedynym z pozytywów imprezy z poprzedniej soboty było to, że JaeMin zyskał większy dystans i nie rzucał się jak rozwrzeszczany bachor na każdego, kto wszedł mu w drogę. Również Minho miał spokój i przez ten tydzień nie dochodziło do żadnych spięć.
            Również Daniel i jego matka musieli dojść do ładu ze swoimi sprawami. Gdy rano przyszedł do mieszkania wuj spał na kanapie, a to już był postęp. Zwykle zawsze wracał do siebie, więc coś musiało się zdarzyć. Z tego niezmiernie się cieszył i miał nadzieje, że Daniel będzie bywał u nich jeszcze częściej.
            Nie miał kontaktu z Taeminem przez tydzień i czuł się dziwnie. Chyba brakowało mu tych przepychanek słownych, jak i samego Lee. Możliwości patrzenia na niego, powolnego poznawania. Ten nie pojawiał się nawet w sierocińcu, a od pewnego czasu tylko dla niego tam przychodził. Tylko wtedy mogli spokojnie spędzić razem czas, bez tłumu gapiów śledzących każdy jego krok, czego przez ten tydzień został pozbawiony i to dość brutalnie.
            Zwlekł się z łóżka. Było wcześnie, sobota, a jemu o dziwo nie chciało się spać do południa. Ogarnął się z lekka, nie mając zamiaru wychodzić dziś z domu. W dresie wszedł do kuchni i zmrużonymi oczyma. Za dużo światła.
            - Dzień dobry – mruknął widząc matkę i Daniela. Podszedł do lodówki i wyciągnął sok, pociągając spory łyk z butelki – Daniel! – krzyknął, dopiero po chwili zauważając wuja.
            - Ehh, dzieciaku. Nie pij z butelki, weź szklankę – ofuknęła go matka, jednak i tak miała pogodny wyraz twarzy.
            - Coś mnie ominęło? – zapytał zdziwiony i usiadł naprzeciwko pary – Nic nie słyszałem w nocy – uśmiechnął się wrednie.
            - A co chciałbyś słyszeć! – krzyknęła kobieta i przymierzyła się żartobliwego uderzenia Minho – Pfff…
            - Jedno i drugie jak dzieci – mruknął Daniel i z czułością złapał Kang Hee za rękę – Twoje usilne prośby się spełniły. Spróbujemy być razem – powiedział szczerze.
            Minho z hukiem postawił butelkę z sokiem na blacie stołu i zapatrzył się na matkę i wuja. Zmarszczył brwi i analizował słowa, które usłyszał.
            - Nie powinieneś przyjść z flaszką i prosić o rękę mojej mamy? – podejrzliwie zapytał Minho.
            - No jeszcze czego, gówniarzu ty! – kobieta wstała i wytargała nastolatka za włosy.
            - A za ile sprzedaż swoją matkę? – Daniel podchwycił żartobliwy ton i pochylił się ku chłopakowi.
            - No niestety, kobitka nie jest na sprzedaż. Bierzesz i mnie w pakiecie – westchnął Choi – Inaczej nici ze sprzedaży.
            Daniel zaśmiał się i podszedł do Kang Hee niespodziewanie podnosząc ją do góry. Kobieta krzyknęła przerażona tracąc grunt pod nogami i zaczęła nimi wymachiwać, chcąc się uwolnić z objęć.
            - Powinienem teraz zarzucić ją sobie na bark i wynieść nie zważając na protesty syna?  - zapytał Daniel.
            - A kto tu będzie protestował – mruknął Minho i wstał z krzesła, odkładając sok do lodówki – A bierz ją. Chociaż nie będzie czytała tych swoich dziwnych powieści.
            - Ty niewdzięczny bachorze – syknęła kobieta, jednak jej spojrzenie było radosne – A ty mnie postaw brutalu – szturchnęła lekko Daniela w ramię. Mężczyzna usłuchał.
            - Jakie plany macie na dziś? Taka ładna pogoda – zapytał Minho.
            - Mamy – sprostowała Kang Hee i wyciągnęła z szafki obszerny kosz piknikowy – Tadam! – krzyknęła uradowana jak małe dziecko – Dziś mamy piknik. Pamiętasz? Co roku…
            - … jak tylko zrobi się ciepło wszystkie rodziny idą nad jezioro i razem bawią się w grillowanie – znudzony zakończył za nią Minho – Nie chce mi się.
            - A co miałeś zamiar dziś robić? – kobieta odłożyła pakunek na stół i podparła biodra dłońmi, patrząc na syna surowo.
            - Jest sobota, czyli pograć? – odpowiedział Minho, jakby to była oczywista sprawa.
            - Nie ma mowy! – ucięła nadciągającą dyskusję Kang Hee – Wymęczysz się te dwie godzinki i pójdziesz sobie do domu, jasne?
            - Kto będzie w tym roku naszą parą? – mruknął zniechęcony, wiedział że kłótnia z matką na nic mu się zda. On się naprodukuje, a i tak w końcu kobieta postawi na swoim.
            - Umówiłam się z panem Lee – wyjaśniła kobieta – Wpadł ostatnio na kawę i książkę. Tak jakoś zaczęliśmy rozmawiać o dzieciach i spędzimy ten dzień na wspólnym kocu – kobieta zaśmiała się lekko z własnego żartu.
            - Nie ten Lee? – niemal z przerażeniem zapytał Minho.
            - Doskonale znasz Taemina, na pewno miło spędzicie razem czas – odpowiedział za Kang Hee Daniel.
            Krew odpłynęła mu z twarzy, kiedy pomyślał o swoim koszmarze. To był doprawdy kiepski psikus, jaki spłatał mu los. Im bardziej starał się oddalić od Taemina, tym częściej spędzał z nim czas. Dziś szykował się rodzinny piknik. Rodzinny. To było faktycznie przeznaczenie, albo okrutne zrządzenie losu. Może powinien przestać się bronić i po prostu przyjąć fakt na klatę, jak dorosły mężczyzna. Prawdą było jednak, że ani był dorosły – a na pewno takim się nie czuł – ani był mężczyzną. Był po prostu głupim dzieciakiem, który nie potrafił stwierdzić, co tak naprawdę czuje. Nawet jeśli pojawiały się w jego głowie jakiekolwiek przebłyski logicznych rozwiązań odrzucał je w kąt, by zostały zastąpione jego tchórzostwem. Był dziecinny i nie chciał dorastać. Na pewno nie teraz.
            - Świetnie – burknął zrezygnowany – Tylko tego mi było trzeba.
            Był plus całej sytuacji. Mógł rozwiać swoje obawy. Dowiedzieć się, dlaczego nie widział tego blond głupka przez cały tydzień. Zaczął nienawidzić tego uczucia – martwił się o niego. Gdyby tylko mógł, rozpętałby okropną awanturę tylko dlatego, by nawrzeszczeć na Taemina, dlaczego ten się nie odzywał. Dlaczego go nie widział przez tak długi czas. To byłoby jednak skrajną głupotą. Tak, był głupcem. Idiotą, który nie wiedział czego chce.
            - O której wychodzimy? – zapytał nieco radośniej.
            - Za godzinę? – rzuciła jego matka.
            - I tyle z mojego dzisiejszego chodzenia w dresie i nieułożonej fryzurze – mruknął Minho i poczłapał do swojego pokoju.
            Pogoda była naprawdę ładna. Co jakiś czas przewijały się co prawda jakieś małe ciemniejsze chmury, jednak zakrywały słońce tylko na kilka chwil. Nawet wiatr, który wiał był duszny i dość prawdopodobne, że wieczorem może zacząć porządnie lać. Tym się jednak nie przejmował. Póki co, ubrał się niemal jak  w lato. I tak był pewien, że będzie mu za gorąco.
            Cieszył się szczęściem matki. Może przyjął wiadomość żartobliwie, może był zbyt obojętny, jednak cholernie się cieszył, że postanowili chociaż spróbować. Czy tylko on widział, że świetnie do siebie pasują? Dogadują się i dopełniają jak nikt inny. Daniel – opanowany i spokojny, a jego matka wiecznie roztrzepana osóbka, z ponadprzeciętnym poczuciem humoru. Nikt tak ni potrafił go zgasić jak ona, no może nie licząc Lee. Ale przy nim zwyczajnie nie potrafił rozmawiać normalnie, ciągle się wściekał, bo Taemin był zbyt opanowany. Eh, znowu wszystko kręciło się wokół blondyna. Miał tego dość. Albo sprowadzi swój mózg na odpowiednią ścieżkę, albo prędzej zwariuje.
            - Zapomniałem telefonu – wykrzyknął Minho i pacnął się w czoło. Cała trójka stała przed domem, gotowa do wyjścia – Zaraz wracam – krzyknął do pary i szybko zniknął w mieszkaniu.
            Wbiegł do pokoju i złapał swój telefon, który wylądował w kieszeni. Przeklął, słysząc jeszcze telefon stacjonarny w kuchni. Rzucił się biegiem i ze zniecierpliwieniem przystawił słuchawkę do ucha.
            - Tak? – warknął niemiło.
            - Czy chce pan/pani przyjąć połączenie na swój koszt? – zapytał automat i zanim zdążył pomyśleć, kto może dzwonić potwierdził rozmowę stuknięciem odpowiedniego klawisza – Kang Hee? – usłyszał nieco chorowity i słabo brzmiący głos. Mimo że zmodyfikowany przez aparat, domyślił się że to jego ojciec.
            - Nie – odpowiedział grobowym tonem Minho. Głos intruza tylko go przygnębił i przypomniał o szaleńczych myślach, by jeszcze z nim kiedyś porozmawiać. Teraz miał ku temu okazję – Jej syn – dodał z premedytacją.
            - I mój – smutek w głosie mężczyzny był niemal namacalny, niemal mu współczuł – Minho – wypowiedział jego imię z czcią – Dasz mi chwilę? – zapytał przygnębiony.
            - Ostatnio też taką dostałeś – mruknął nastolatek. Ojciec był ostatnią osobą, od której telefonu by się spodziewał – Mam nadzieję, że się obłowiłeś – burknął cierpko.
            - Potrzebowałem pieniędzy – rzucił jako usprawiedliwienie. Marne swoją drogą – Chciałem z tobą porozmawiać. Chwilę – powtórzył.
            Minho przymknął oczy. Chyba spotkanie było nieuniknione. Zrzuci z siebie ogromny ciężar. Potrzebował tego.
            - Czego chcesz? – rzucił ostro.
            - 3 maja, za tydzień, są dni otwarte. Tak, wiem że to brzmi komicznie. Chciałbym, byś mnie odwiedził – niemal bez tchu wyrzucił z siebie jego ojciec. Zamilkł i czekał.
            Chłopak pokiwał głową w zamyśleniu decydując się.
            - Dobrze – odpowiedział spokojnie – Pojawię się – chyba usłyszał westchnienie ulgi po drugiej stronie – Kończę – rozłączył się, nie czekając na słowa pożegnania.
            Przywołał na twarz uśmiech, nie chcąc dzisiejszego dnia zastanawiać się nad tym całym bagnem. Dalej miał przed sobą dylemat, czy powiedzieć matce o chorobie ojca. Daniel nie wiedział, dziadkowie też chyba nie. Było jednak kwestią czasu, aż cała rodzina pochyli się nad biednym tatuśkiem i ruszy z pomocą. Nie chciał niczego psuć między mamą a Danielem. Gdyby ta jeszcze z jakiś niezrozumiałych przyczyn chciała wszystko zakończyć, na rzecz ojca. Przeklął w duchu. Był zbyt wielkim dzieckiem, by podejmować się takich zadań. By zrobić wszystko tak, by było dobrze i wszystkim dogodzić.
            - Co ci tyle zajęło? – zapytała zniecierpliwiona matka, kiedy w końcu wyszedł z domu.
            - Telefon. Ktoś pomylił numery – skłamał, schylając głowę, by oczy i mina go nie zdradziły. Miał wrażenie, że Daniel mu się intensywnie przypatruje. Może z nim powinien porozmawiać. To jednak musi zaczekać. Najpierw pojawi się u ojca i z nim załatwi raz na zawsze wszystkie sprawy – Idziemy? – podniósł głowę mając na ustach nieśmiały uśmiech.
            Jego matka uśmiechnęła się i pociągnęła za sobą Daniela. Minho poszedł za nimi.
            Aż sapnął widząc taką hordę ludzi. W tamtym roku miasteczkowy piknik nie cieszył się aż taką popularnością. Z niechęcią obserwował gromadę hałaśliwych bachorów, które biegały tylko dookoła. Szukał również wzrokiem kogoś znajomego, kogoś kto mógłby mu zagrozić. I tak często łapał się na tym, że jedyne co pragnie zrobić, to zrzucić z głowy tą niewidzialną koronę i plastikowym berłem walnąć JaeMinowi w twarz. To go męczyło. Niemal jak podwójne życie. Bo przecież nie był takim skurwielem, za jakiego wszyscy go uważali. Tak powiedział Taemin- innymi słowami, ale powiedział. Powinien mu zawierzyć? Może.
            - Gdzie się rozkładamy? – zapytał Minho rozglądając się za wolnym miejscem. Weidział, że widok jego matki trzymającej pod rękę dyrektora wprowadził niezłe zamieszanie. Głupi ludzie. Ci chociaż się nie bali. To podrzuciła mu jeszcze głupsza podświadomość. Rzeczywiście tak było. Jego matka w końcu się przełamała. Szlag. Był marnotrawnym synem. Zrzucał to wszystko na karb tego, że jeszcze nie wie co tak naprawdę czuje. Bo tak było.
            - Widzę pana Lee i jego syna – rzuciła Kang Hee i ruszyła przodem, slalomem mijając porozkładane koce. Zamajaczyła mu sylwetka Sama, tak wyróżniająca się tężyzną na tle innych osób. Chyba był sam. To dobrze. Nie podejrzewał o to, by JaeMin pojawił się na takim iście wiejskim spotkaniu, to nie jego styl. ChanSung pewnie również będzie nieobecny, była sobota i pewnie spędzał ją na zabawie w klubie, nie na łące. Nie brakowało natomiast całej chmary dzieciaków ze szkoły wraz  rodzicami i rodzeństwem, która ochoczo puści ploty, kiedy tylko zauważy coś ciekawego do rozdmuchania do wagi pożaru.
            - Pójdę przywitać się z przyjacielem – mruknął Minho, widząc Taemina. Wszystko zacisnęło mu się w żołądku, kiedy ponownie zobaczył tą blond czuprynę. Wyczuwał kolejną kłótnię w powietrzu.
            Szybko dołączył do Sama, atakując go z zaskoczenia. Tylko wtedy miał pewność, że wygra. No niekoniecznie. Wskoczył kumplowi na plecy, a ten jednym ruchem powalił go na ziemię. Aż jęknął z bólu.
            - Ty pieprzony mutancie – burknął Minho i natychmiast pojawiła się ogromna pomocna dłoń Sama.
            - Co tam, ziom? – rzucił na powitanie chłopak i oparł się o drzewo – Dziś tylko Tymbark dostępny w menu? – zasmucił się wyraźnie.
            - Jesteś tutaj sam? – zapytał przyjaciela.
            - A jak myślisz? Nie mam tak szczęśliwiej rodzinki jak ty – mruknął niechętnie Sam – Uhuhu, twoja matka poznaje zięcia? – zaśmiał się cały wesół, kiedy zobaczył do kogo podeszła kobieta.
            - Jasne – odpowiedział niechętnie Minho – Dlatego uciekłem, bo chyba bym urwał głowę temu debilowi. Szkoda, że i tak muszę się tam pokazać – westchnął pokonany.
            - Mogę do ciebie dołączyć – zaproponował chłopak.
            - Ty i twój ogromny żołądek i wieczne docinki? – niechętnie zapytał Minho.
            - Zawsze! – Sam wyszczerzył się – Lubię kuchnię twojej mamy – wzruszył ramionami.
            - Dobra, dobra – Choi pokiwał głową i machnął na przyjaciela. Ten uradowany ruszył za nim niemal w podskokach.
            - Dzień dobry pani Choi, panie dyrektorze i panie Lee – chłopak oddał każdemu z dorosłych krótki ukłon – Cześć Taemin – witając się z Taeminem wyszczerzył się radośnie.
            - Dzień dobry – oschłe powitał towarzystwo Minho, jak ognia unikając spojrzenia Taemina. Usiadł z boku i obserwował z fascynacją trawę.
            - Dawno cię nie widziałam, Sam – życzliwie zagaiła Kang Hee – Słabo wyglądasz, musimy cię podkarmić – zacmokała.
            - Nie jest tak źle – skromnie rzucił Sam – Taemin, dlaczego nie było cię cały tydzień w szkole? – zapytał chłopak. Minho natychmiast wzmógł czujność. Sam go uprzedził. To on chciał mu zmyć głowę za tydzień wagarowania.
            - Byłem chory – bąknął nieśmiało Lee. Nawet w tym towarzystwie zachowywał się jak sierota. Minho pokręcił głową.
            - Lekka grypa – szybko dodał jego ojciec. Mężczyzna o miłym wyrazie twarzy i zmarszczkami oplatającymi okolice oczu – Ale woleliśmy nie ryzykować czymś większym – mówił tak jakby się bał. Minho bystro spojrzał nie niego. Ojciec czułością i smutkiem spojrzał na Taemina. Nic już nie rozumiał. Lee musiał przejść coś strasznego.
            - Taka ładna pogoda jest najbardziej zdradliwa – mruknęła Kang Hee, wykładając na koc przygotowane smakołyki – Minho, usuń się dziecko trochę, bo nie mam miejsca – wymamrotała.
            Chłopak prychnął i ułożył się na trawie. Było ciepło. Przestał skupiać się na ludziach dookoła, tylko wpatrywał w niebo. Było mu dobrze i chyba powoli odlatywał.
            Poczuł na twarzy delikatne kropienie, jakby to chmura się oberwała i nastała zmiana pogody. Nadal jednak było ciepło. Zmarszczył nos i ponownie poczuł na twarzy kilka mokrych kropel. Nie minęła chwila, a jego twarz została zalana porządną dawką wody – a przynajmniej miał nadzieję, że to woda. Zaczął prychać jak głupi i otworzył oczy, patrząc na Sama, który zaśmiewał się do rozpuku. Tak, bardzo zabawne. Podniósł się do góry i z wściekłością spojrzał na kumpla.
            - Co ty robisz? – krzyknął. Zauważył, że nie tylko u Sama wzbudził wesołość. Nawet Taemin lekko się uśmiechał. Poprawiło mu to odrobinę humor – Gdzie starsi? – zapytał, nie widząc nigdzie mamy, ani Daniela. Ojca Taemina również nie było.
            - Poszli nad wodę chwilę temu – zadowolony z siebie rzucił Sam.
            - A ty przestajesz grać aniołka? – zakpił Minho – A ty z czego się śmiejesz? – rzucił ostro w stronę Lee – I dlaczego kurwa nikomu nie powiedziałeś, że cię nie będzie tyle czasu, co? – niemal krzyknął do nastolatka. Nie powinien tak nagle wybuchać. Sam nie wiedział co nim kierowało.
            - Mam sobie iść? – niepewnie zapytał Sam.
            - Zostań – odburknął Minho.
            - A dlaczego miałbyś się tym interesować? – spokojnie zapytał Taemin. Jego twarz została bez wyrazu.
            - Bo… - Minho zaciął się w pół słowa - … bo musiałem zapieprzać za ciebie w tym domu dziecka? – rzucił – Odwalałem za ciebie całą brudną robotę – syknął, a Sam pokręcił z dezaprobatą głową.
            - Niezmiernie mi przykro z tego powodu – niewzruszenie odpowiedział Taemin – Od poniedziałku będę normalnie, więc nie zostaniesz sam na placu boju – nawet uśmiechnął się odrobinę.
            - Nie rób tego – syknął Minho.
            - Co? Czego? – zapytał Lee nie rozumiejąc.
            W Minho się gotowało, a słowa, które chciał powiedzieć, po prostu nie miały szansy bytu. Warknął cicho i zacisnął mocno zęby.
            - Żyj. Każda część twojego ciała mnie wkurwia – syknął zawistnie, już wkładając na swoją głowę koronę i szarfę z tytułem „Idiota roku”.
            Taemin zbladł, co nawet jego przeraziło. Nie powinien był mówić czegoś tak okrutnego.
            - No cóż, zbyt długo walczyłem by żyć, więc nawet nie jest mi przykro – sucho odparł chłopak – Gdyby jednak coś się zmieniło, będziesz pierwszym, który się o tym dowie – dodał – Pójdę już – mruknął – Wytłumaczycie mnie przed moim tatą? – zapytał z cieniem bladego uśmiechu.
            - Poczekaj – jęknął Minho, chcąc odwrócić jakoś te niefortunnie wypowiedziane słowa. Wiedział, co byłoby bardziej zaskakujące. Możliwe, że się w tobie zakochałem. Tego jednak nie chciał przyznać nawet przed samym sobą, a co dopiero dzielić się z samym zainteresowanym. Taemin nie usłuchał. Poniósł się do góry i podniósł rękę do góry na pożegnanie. Ruszył szybkim krokiem.
            - Debil – mruknął tylko Sam i z dezaprobatą spojrzał na kumpla.
            - Ja pierdolę – syknął Choi – Spójrz na mnie? Czy ja kurwa jestem normalny? – złapał się za włosy i pociągnął za nie. Niedowierzał swojemu wyskokowi – Jestem debilem. Cholernym debilem – jęknął ostatecznie i walnął się na trawie – Mam za nim iść? Nie, nie mogę – zapytał kumpla i sam sobie odpowiedział.
            - Nie możesz, czy nie chcesz?
            - Jedno i drugie – westchnął Minho – To by…
            - … źle wyglądało – dokończył za niego Sam. Smutna prawda – Ogarnij się stary – nieco poirytowany powiedział przyjaciel – Albo robisz za skurwiela do samego końca, bez odskoków. Albo nie mącisz chłopakowi w głowie, raz udając miłego, żeby później wbić nóż w plecy. To nawet jak na ciebie było skurwielstwem, biorąc pod uwagę reakcję Taemina. Widziałeś jak zareagował? Jakby rzeczywiście kostucha nie raz zamachiwała się na niego swoim narzędziem pracy – Sam nawet pokusił się na metaforyczną gadkę. To mu nie pomagało.
            - Boję się go – wyznał Choi. Nic innego nie miał na swoje usprawiedliwienie.
            - Nie, boisz się tego co powiedzą inni kretynie. I tego, że rzeczywiście mógłbyś być inny. Minho, wiesz że cię nie potępiam, co nie? Kurde, nie chciałbym być na twoim miejscu i trochę cię rozumiem. No ale bycie chujem to inna sprawa. Zluzuj trochę. No nie wiem, unikaj Lee przez trochę? Może ci przejdzie? Tak jak z Alexem? – zaproponował.
            - Nie mogę i nie chcę go unikać – syknął bezradnie Choi – Kurwa nie mogę – powtórzył – Nie wiem co się ze mną dzieje – jęknął – Może walnij mnie porządnie w głowę, co? Coś mi się przestawi.
            - Wątpię by to pomogło – Sam sceptycznie spojrzał na swojego kumpla.
            - Dobra, co będzie to będzie. Będę miły dla Taemina. Spróbuję jakoś to naprawić – zadecydował i to była najdojrzalsza decyzja jaką mógł podjąć.
            - Oby rzeczywiście tak było – mruknął kumpel – Dlaczego dziś jesteś taki nerwowy? Coś się stało, co nie? Znam cię nie od dziś – skwitował.
            Minho westchnął ciężko.
            - Zanim wychodziłem z domu odebrałem telefon. Ojciec – burknął – Umówiłem się z nim na widzenie.
            - Wiesz, to jest dobry pomysł. Wyjaśnicie sobie wszystko do końca.
            - Wiem – Choi skinął głową – Muszę porozmawiać z Danielem. Poradzić się go, czy powiedzieć matce o chorobie i on też się wtedy dowie – jego ramiona bezwładnie opadły. Był zbyt przytłoczony tym wszystkim.
            - Poradzisz sobie – Sam podał rękę kumplowi, podnosząc go do pionu – Yuri i JaeMin się pojawili z jakąś podejrzaną ekipą – mruknął chłopak pokazując Minho gdzie się ulokowali.
            - I nieźle się bawią – warknął Minho. Nie znał tych kolesi. Wyglądali jak spod ciemnej gwiazdy. Błędem było jednak, że w ogóle się pokazali. To był jego teren i nikt nie będzie znęcał się nad jakimś dzieciakiem w jego obecności. Zabrali jakiemuś gówniarzowi piłkę i z chorą satysfakcją odrzucali ją co chwila, a dzieciak biegał od jednego osiłka do drugiego.
            - Uciekasz czy idziemy się bić? – Sam wyprostował się i zacisnął dłonie – Nie chcę sam porywać się do bronienia jakiegoś dzieciaka.
            Minho tylko spojrzał wymownie na swojego kumpla.
            - To rozumiem! – krzyknął Sam zadowolony – Tak wiem, bez bitki. Tylko ładne wyjaśnienie im, że to nie ich teraz. Szkoda mi Yuri – westchnął chłopak – Z takim skurwielem… - pokręcił z dezaprobatą głową.
            - Sama świętą też nie jest – kąśliwie rzucił Minho.
            Szybko doszli do grupki i Minho pierwszym co zrobił było zgrabne przechwycenie piłki. Obrzucił przy tym całe towarzystwo pogardliwym spojrzeniem.
            - JaeMin nie spodziewałem się, że będziesz napadać teraz na dzieci. Czyżbyś tylko z nimi sobie radził? – rzucił złośliwie, a trzech dziwnych typów najeżyło się.
            - Minho hyung – krzyknął dzieciak i rozpoznał Joo Woona. Tym bardziej nie powinni go ruszać. Dziecko podbiegło do niego i schowało za jego plecami.
            - Spokojnie mały – roztrzepał jego włosy i groźnie spojrzał na grupkę.
            - Minho, nie spodziewałem się ciebie tutaj – wesoło odparł JaeMin.
            - Mógłbym powiedzieć to samo o tobie. Szukaj sobie silniejszego przeciwnika, a nie pierwszoklasistę – uśmiechnął się ponuro.
            - Siema mała – do towarzystwa dołączył Sam i usiadł przy Yuri, obejmując ją ramieniem.
            - To moja dziewczyna – upomniał się JaeMin.
            - A moja kumpela, masz coś do mnie? – ostrzegawczo rzucił Sam – Przyjemniaczki – rzucił chłopak patrząc na towarzyszy JaeMina i wyszczerzył się do nich.
            - Przestańcie znowu się kłócić – ofuknęła dwójkę dziewczyna i zgrabnie zeskoczyła z maski auta – Minho, mam sprawę do ciebie – uśmiechnęła się podejrzliwie.
            - Choi – przerwał jej JaeMin – To chyba długo nie potrwa prawda? Stary, ostatnio kiepsko się zachowujesz – upomniał go.
            - Bo nie chcę bić gówniarzy? – rozbawiony zapytał Minho – Powinieneś uczyć się od mądrzejszych.
            - Nie chcesz mieć we mnie wroga – spokojnie powiedział JaeMin. Tego było już za wiele. Słyszał tą śpiewkę od kilku tygodni i miał dość. Miarka się przebrała, a on nie może być ciągle uciekających tchórzem. Kłótnia z Taeminem? Rozmowa z ojcem? Pewnie wszystko na raz sprawiło, że miał głęboko gdzieś normy i po prostu musiał się wyładować. A zamiast gnębić osoby ważne dla niego, mógł to zrobić na tym frajerze. Nie, nie miał zamiaru go bić. Miał zamiar dosadnie przekazać mu, że bez względu na to ile będzie się starał, mu nie dorówna.
            - Posłuchaj mnie – syknął wściekły  zbliżył się do chłopaka, niemal plując mu jadem w twarz – Zostań moim wrogiem, nie krępuj się. Niech nie kończy się na twoich czczych gadkach. Myślisz, że się ciebie boję? Jesteś w pierdolonym błędzie! – zmrużył niebezpieczne oczy – Chcesz być po drugiej stronie? To na nią przejdź. Nie myśl jednak, że ja wtedy usunę się w cień. Jesteś dla mnie nikim i tylko dzięki niej z nami trzymasz – wskazał na Yuri.
            JaeMin spuścił wzrok i dopiero po chwili spojrzał nienawistnym wzrokiem na Minho.
            - Żebyś się kiedyś nie zdziwił – syknął wściekły.
            - Chciałbym się zdziwić – mruknął zadowolony Minho – Yuri – przypomniał sobie o dziewczynie – Chciałaś mi coś powiedzieć.
            - No bo – nawet ona stała się niezwykle spłoszona po jego wybuchu – Dawno się z nikim nie umawiałeś – bąknęła – W środę masz randkę. I nie możesz się z tego wykręcić! – zastrzegła zdecydowanie.
            - Co? – zapytał zdziwiony. Słyszał obok parsknięcie Sama – Co?! – powtórzył głośniej.
            - Dziewczyna jest naprawdę miła – wyjaśniła Yuri.
            Spojrzał na nią przerażony. Jaka kurwa randka? Nie jest gotowy na randki! Nie są mu potrzebne. Odstręczyła go również myśl o tym, że to dziewczyna… Było z nim źle. Było.
           
 ~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~

Witajcie! Dziękować serdecznie za komentarze. Standardowo pozdrawiam stałych komentatorów. Witam świeżaków, którzy niedawno do mnie trafili i zostawili po sobie ślad. Dziękuję osobą, które kontaktują się ze mną prywatnie. Nie mogę zapomnieć o spragnionej Koczi, która robi sobie przerwy od pisania licencjatu upominając się o ficki na instagramie, asku, tt ;D Dlatego wstawiam part prędzej, żeby mi nie uschła z braku gejowskiej love.  Co tam jeszcze miałam wspomnieć? Ilość rozdziałów? Mam zaplanowaną fabułę na 14 partów, a to nie jest nawet połowa. Nie licząc małej niespodzianki, która Was czeka na koniec, ponieważ nie bez powodu Taemin nie pojawia się w narracji :) Po prawo linki do mnie: drugi blog, ask, instagra, twitter i strona FB. Do następnego, jak go napiszę :) I tym razem liczę na aktywność - może nawet większą niż z ostatnimi partami. 

14 komentarzy:

  1. Niedługo przechwycę Twój numer i adres i w środku nocy obudzi Cię wiadomość o jednej i tej samej treści, co wszędzie... xDDDD

    Ale super, ze mama Minho i Daniel jednak spróbują być razem ^^;; tylko dlaczego ten głupi ojciec się wtrąca, to niedobrze >.> i jestem ciekawa, co też planuje w związku z tym spotkaniem na przepustce o_o oby za bardzo nie zrył Minho psychiki :O
    jak zwykle jestem zżalona Minho i jego podejściem do swojej super-hiper-mega wysokiej pozycji społecznej >.> tworzy otoczkę takiego silnego,a tak serio to jest słabą pipką, która boi się opinii ludzi -.-
    zainspirowałaś mnie do rozkminienia co też mógł mieć Taemin, że tak walczył o życie i nawet przeziębienie mu szkodzi :o
    ps. licencjat mam napisany, ale jeszcze trzy podrozdziały (najgorsze.....) czekają na poprawkę, fuj

    OdpowiedzUsuń
  2. Oh kocham te opowiadanie i te rozterki Minho
    I wgl tak fajnie piszesz i ciekawa jest historia

    OdpowiedzUsuń
  3. Mój Guru!
    Uwielbiam tego Minho, jak bardzo jest nieświadomy. Chociaż z drugiej strony należałoby go przywiązać do krzesła i czekać aż wreszcie zmądrzeje ^^ Oczywiście skaczę z radości nad mamą i Danielem :)
    Przepraszam, że bez ładu i składu, ale mój mózg przejął Taemin i jego sekreciki. Trybiki się w mózgu obracają, ale opcji zbyt dużo :P

    Weny, weny!

    OdpowiedzUsuń
  4. Początek rozdziału, czyli przemyślenia Minho wskazują na to, że on kocha Taemin'a, jednak...dlaczego nie chce się do tego przyznać??? Ma swoje problemy i jest tchórzliwy, ale to takie namacalne uczucie. Mam nadzieję, że sprawy z ojcem załatwią się, a HyeMi będzie z Danielem nawet po poznaniu prawdy o ojcu Minho, ale to czas pokaże. Z każdym rozdziałem dowiaduje się nowych rzeczy i czekam na odkrycie tajemnicy Taemin'a. Dobrze, że Minho spotkał Sam'a, na szczęście miał kogoś kto by potwierdził jego przemyślenia o tym jakim jest debilem. Minho...jak on mógł powiedzieć tak brutalne słowa? Z drugiej strony może dobrze, bo teraz jest dowód na to, że Tae jednak coś do niego czuje, bo wcześniej nie widziałam, by to było pozytywne, więcej niż koleżeńskie. Jakby tak nie zareagował, tylko przyjął to obojętnie to nie pomyślałabym, że ma jakieś głębsze uczucia, a po jego słowach był smutny, a to znaczy, że mu na nim zależy patrząc z psychologicznego punktu widzenia. Jak ja się cieszę, że Minho tak się przejął tym co powiedział, niestety było za późno by to odwołać, ale może przeprosi czy coś. JaeMin jest, albo silny, albo mocny w gębie, ciekawe jak się to potoczy. Końcówka...naprawdę można by było się załamać faktem, że Minho idzie na randkę z jakąś dziewczyną, gdyby nie jego przemyślenia. Same jego myśli wskazują na to, że się zakochał. Czekam na następny rozdział, nieszczęsną randkę, która będzie pewno ciekawa, oczywiście mówię tutaj o odrzuceniu ze strony Minho i takich tam. Dużo weny, Hwaiting!!

    OdpowiedzUsuń
  5. Dzień w dzień wchodziłam do Ciebie na bloga, czekając aż w końcu coś się pojawi. Dziewiąty maja jest moim ulubionym dniem tego roku, ever forever.
    Pierwszy raz pokażę swoją dobrotliwość, Minho przez pierwszy akapit był taki
    dfgjhgfkhjsghkgsfhjkfghjkgfhjkgsfhjksghfhjkfsghjkgdfjkgdfjk ;______________; rozpłyyyywam sięęęęęęę~. Później okazał się być kretynem (o, jaka nowość, normalnie nikt by nie przypuszczał), że chciałam go zabić plastikowym kubeczkiem, ale ciii (nie wspominajcie muuuu)
    Chcę mi się ryczeć, nadal, przez ten głupi, bardzo głupi dialog. Taemin naprawdę jest chory i naprawdę coś mu dolega, a ten kretyn (i mąż przy okazji) tak cholernie go zdołował. Myślałam, że wyjdę z siebie, stanę obok tej obrzydliwej żaby i go zabiję, jak kej-pop kocham, zabiję. Taeś, wieeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeelki jak kosmos przytulas, i pamiętaj żeby zniszczyć mózg swojego przyszłego mężaaaaaa~.
    JaeMin jest pedofilem, JaeMin jest pedofiiiiileeeeem *podśpiewuję*
    Daniel i mama Minho są razem i nic tego nie zakłóci, nawet przebrzydły ojciec Choi. Ahahaha, Jadziek szczęśliwaaaa~.
    Emm... Soraski, że komentarz wygląda tak a nie inaczej, ale rozuuumieeesz, ja jeszcze napawam się tymi pięknymi wyrazami rozdział 10~~~.
    Młeh mogę umrzeć.

    OdpowiedzUsuń
  6. Przez cały rozdział uśmiechałam się jak głupia :P
    Niezłaa końcówkaaa. Ciekawe czy uda mu się wykręcić.
    A z Taeminem to po prostu przegina!
    Teraz to już wgl mu nagadał. Biedny Tae ;-;
    NIECH SIĘ W KOŃCU Minho opanuje i go przeprosi! no i bd miły...
    Fajnie, że w końcu Daniel i mama Choi są razeem :)
    Jak zwykle świeny rozdział!
    Weny ;*

    OdpowiedzUsuń
  7. Świetny rozdział. Jak zwykle zresztą. :) To opowiadanie strasznie uzależnia. Nigdy tak nie miałam, że czekałam na kolejny rozdział z taką niecierpliwością jak na kolejne części VS. Nie wiem jak Minho mógł tak powiedzieć do Tae... Biedny, na sto procent przeszedł przez jakąś ciężką chorobę albo coś podobnego, coś przez co mógł umrzeć a Minho wyskakuje z takim tekstem. A Minho...No ma jeden problem z głowy. Jego mama i Daniel są razem to jest szczęśliwy. Oby jeszcze ułożył jakoś relacje z Tae, z ojcem (w tym przypadku nie wiem co myśleć tym człowieku). Wierzę, że jakoś się we wszystkim odnajdzie. Jestem mega ciekawa co wydarzy się w kolejnej części, z kim umówiony został Choi, jak będzie wyglądała jego kolejna rozmowa z Tae. Mam nadzieję, że przeprosi...Niecierpliwie czekam na kolejny rozdział. Życzę dużo, dużo weny! Kolejny raz zrobiłaś mi niespodziankę ze wstawieniem rozdziału :) Wchodzę na blog, patrzę i...JEST! Mega radość xD

    OdpowiedzUsuń
  8. Nie mam pomysłu jak zacząć ten komentarz. Bardzo dużo się tu działo. ( nie mówię, że przedobrzyłaś ;D ) Może najpierw opiszę swoje uczucia. Na początku spoko, zwykły poranek Minho rozczochrany, luz. Siedzę z nogami wyciągniętymi i powoli scrolluję w dół. Miło mi było, że Daniel i mama Choi no.... ten tego.... spróbują być ze sobą. Cieszę się ich szczęściem :D. Nie, nie, nie!! Tylko nie jego biologiczny ojciec. Nie proszę.
    Oby Minho powiedział o tym telefonie Danielowi. Razem na pewno coś wykombinują, a matka Minho może chcieć wrócić do swojej dawnej mołości. Z nią nigdy nic nie wiadomo.
    Zaczęłam drzeć się dopiero kiedy mama Minho powiedziała z kim umówiła się na pikniku. Zdziwiło mnie to, że dopiero teraz wspomniałaś, że ona i ojciec Choi się znają. Takie wielkie zdziwko :D Ale zostało sensownie wytłumaczone jak, gdzie i dlaczego. Więc wątów nie mam :D Kjaaaa!!! całe krzesło podskakiwało ze mną, gdybym była cięższa przebiłabym się przez sufit do sąsiadów :D Ej właśnie nie wiem czy zrobiłaś to specjalnie ( pewnie tak xd). Chodzi mi o porównanie osobowości Daniela i swojej mamy, które robił w myślach Minho. Jak na ironię to jest idealne odwzorowanie Choi i Tae. Hmmm.. xd
    Hahahahah, Sam jest the best. Taki mutant :D I jak przeczytałam fragment jak ruszył za Choi w podskokach to mi się pojawił na twarzy banan ale Julia Roberts. Taki szeroki, że gdyby nie uszy objąłby całą czaszkę :D On skacze a ludzie wokół podskakują :D
    Pierdolę, Choi ty zasrany idioto... jak mogłeś tak naskoczyć na Taemina? To było naprawdę chamskie. A tak btw ciekawe co mu się działo. Jak ojciec Tae się na niego spojrzał, to myślałam że maknae jest przez niego bity, ale jak w jego oczach była czułość i troska to chyba nie powinnam się przejmować nie ? Albo tym bardziej powinnam.Jezu mógł zostawić Sama w cholerę i lecieć za Taeminem. Znaczy Choi :). Boże,mam ochotę rwać sobie włosy z głowy. Albo jemu. OO tak wyrwałabym mu nawet włosy łonowe za to, że jest taki niezdecydowany -.-
    Biedny Joo Woon, Jest taki nieporadny i oczywiście Jae musiał się do niego dopieprzyć -,- Bo jakżeby inaczej. Ha! Ha! ha! masz za swoje przeklęta kanalio! Minho odzyskał w moich oczach, tak sprawnie się mu odgryzając. Ma w końcu za swoje :D jestem w zupełności usatysfakcjonowana :D Chwała Ci Justus :D
    RANDKA?! 0.0 RANDKA ??!! czo ta Yuri sobie myśli ?! On jest zakonspirowanym gejem, nie może się spotykać z dziwczynami w taki sposób. A ten głupek pewnie pójdzie, żeby chronić swój statut króla :/ Jakże tak można ;(
    No nic czekam z niecierpliwością na kolejny rozdział. Dzięki <3

    OdpowiedzUsuń
  9. Jak zwykle fajny rozdział. Minho zamartwiający się o Tae no no :) Szkoda że nie poszedł sam sprawdzić co się z nim dzieje, wie przecież gdzie mieszka Lee.
    Trochę to wkurzające, że widzi jak jego matka pasuje do Daniela i ich potrafił zdopingować i zeswatać. A sam co? Ma klapki na oczach. Te rozkminy, że jego mamuśka i wuj się przełamali i chcą spróbować być razem, nie przejmując się opinią innych najlepsze! Ciekawi mnie czy matka Minho wie na co tak naprawdę choruje Tae, bo Daniel jest chyba tego świadomy i dlatego robi wszystko, żeby Choi spędził z nim jak najwięcej czasu i w końcu się z nim zakumplował.
    Znów ojciec będzie chciał namieszać. Ciekawe jak się zachowa jego syn i co postanowi.
    Jak przeczytałam o pikniku to już była zadowolona, że Minho będzie miał okazję spędzić trochę czasu z Lee. Niestety nie byłby chyba sobą, gdyby wszystkiego nie spieprzył. Kretyn jeden wydarł się i tylko spłoszył Minniego. On zawsze musi coś palnąć? Tak ciężko mu czasami ugryźć się w jęzor? Ehhh... Dobrze, że taki Sam jest blisko i nawet stara się jakoś pomóc Minho zbliżyć się do Tae. Coraz bardziej go lubię. Wspiera Choi i dzięki niemu ten idiota powoli burzy mur wredoty i chamstwa jaki sobie zbudował. Zobaczymy tylko czy uda mu się przekonać do siebie Lee. Będzie trudno i z pewnością nie wszystko zmieni się o 180 stopni tak od razu, no ale Minho musi się w końcu postarać, wykazać trochę wysiłku i wytrwałości. I przede wszystkim dać spokój z tym całym cyrkiem, jakim jest dręczenie i poniżanie innych. Nawet jakby porządnie oberwał od JaeMina to nie było by mi przykro :P Może wtedy by się całkowicie ogarnął i przestał udawać takiego chojraka.
    Nie....... no nieeeee, jeszcze jakaś randka do tego. Jakby Choi narzekał na brak wrażeń :P Teraz to będzie jazda, bo tu będzie uderzał do Minniego a ta laska pewnie jak na złość będzie mu się niepotrzebnie naprzykrzała xD
    W Każdym rozdziale dodajesz coś takiego, że człowiek jeszcze bardziej się wciąga w całe opowiadanie i z niecierpliwością wyczekuje następnego :)
    Więc czekam niecierpliwie :) A.

    OdpowiedzUsuń
  10. mama Minho i Daniel -> shipping lvl hard.
    i ciekawa jestem z kim Yuri zapozna Minho. mam wrażenie, że jednak się polubią...
    wciąż cierpliwie wyczekuję powrotu Alexa, heh.
    ClarieDane

    OdpowiedzUsuń
  11. Dziś odemnie pochwał nie dostaniesz. Pierwszy raz od bardzo długiego czasu ich nie będzie. Przepraszam.
    " W dresie wszedł do kuchni i zmrużonymi oczyma. "
    "  - A co chciałbyś słyszeć! – krzyknęła kobieta i przymierzyła się żartobliwego uderzenia Minho " - Te zdania moim zdaniem lekko nie mają sensu. Rozważ ich poprawienie. Znalazłem też sporo błędów - zjadasz litery, mieszasz je ze sobą w wyrazach- . W zdaniach chyba z 2 lub 3 razy brakło literki np. "z" lub innych potrzebnych łączników tez się temu przyjrzyj.
    I to tylko moja opinia ale jakoś niekiedy ( nie mówie że w całym parcie) dziwnie łączysz ze sobą zdania - dziwna konstrukcja. I ostatnia rzecz irytuje mnie narracja w tym rozdziale. Bardzo. Te dwie ostatnie uwagi dotyczą moich osobistych odczuć więc możesz nie brać ich pod uwagę.
    Co do samej treści partu - jak zwykle genialne. Doskonałe, bez zarzutu.
    Tyle z mojej strony. Weny!
    Zero_

    OdpowiedzUsuń
  12. Nie no jak można kończyć rozdział w takim momencie????;-; Jestem strasznie ciekawa o co chodzi z Tae i tymi jego chorobami.... Czekam na więcej... Weny, weny, weny~!

    OdpowiedzUsuń
  13. Taemin hiva ma :( xdd
    Potrzebuje wiecej, chce wiedziec co dalej. Jestes genialna.

    OdpowiedzUsuń
  14. Witam,
    ciekawi mnie Teamin i jego przeszłość, bo widać, ze juz wiele przeżył, Minho no naprawdę zachował się jak skurwiel, Jeamung mnie zastanawia, czy tylko tak gady czy jednak....
    Dużo weny życzę Tobie...
    Pozdrawiam serdecznie Basia

    OdpowiedzUsuń