niedziela, 27 kwietnia 2014

Virgin Snow - Rozdział 8.

            Od dwóch dni zachowywał się jak wypłoszona dziewica, którą ktoś przypadkiem zmacał. Może brzmiało to brutalnie, jednak prawdą było, że chował się gdzie mógł. Dodatkowo lustrował wzrokiem każdego, kto tylko zaczynał szeptać i wskazywał na niego. Tak jakby podczas poniedziałkowej rozmowy z Taeminem – tej upokarzającej swoją drogą i niefortunnej w wypowiedziane słowa – satelita skierowana była w ich dwójkę, nadając przekaz live do wszystkich uczniów w liceum. Dręczyła go myśl, że ktoś faktycznie mógł ich usłyszeć. Wtedy była tylko jedna możliwość. Adios popularności! Adios spokojne przeżycie kilku miesięcy liceum. Nawet nie chciał myśleć o degradacji do statusu zwykłego, szarego, nijakiego – czasami gnębionego – uczniaka. Co prawda JaeMin pewnie przyjąłby ten fakt z szerokim uśmiechem, jednak on zamierzał trzymać się tego co ma. Nie potrzebował kłopotów w postaci niechcianego przyjaciela, dzięki któremu wszyscy by się od niego odwrócili. Nie przyjmował również do wiadomości faktu, że to on zająłby znienawidzoną przez wszystkich „ławkę frajerów”. Wzdrygnął się na samą myśl, że mógłby zasiąść tam jako ofiara.
            Koniec końców wypowiedział ciążące na nim słowa „lubię cię”. Czuł się teraz skrępowany i unikał Taemina jak ognia. Raz się mijali, wtedy obdarzył go ostentacyjnym ignorowaniem, odwracając głowę w stronę ściany, nad którą zaczął z zainteresowaniem kontemplować. Jakby odpryski i malunki z inicjałami o wiecznej miłości miały go do czegoś natchnąć. Broń Boże! Powoli wariował. Zupełnie jakby powiedział  mu co najmniej, że go kocha.
            - Znowu! – Sam pstryknął mu palcami przed nosem – Obudź się ziom! – spojrzał nieprzytomnie na szczerzącego się przyjaciela. Nie znał powodu tego wyśmienitego humoru.
            - Co jest? – mruknął zdezorientowany mrugając oczyma.
            - Śliniłeś się – odpowiedział wesół Sam – I to do konkretnej osoby – skinął głowę w stronę domniemanego obiektu.
            Z chwilą gdy spojrzał we wskazaną stronę, musiał zbierać szczękę z podłogi. Rozejrzał się nerwowo obserwując, czy nikt nie plotkuje, gapi się, szepcze etc., etc. Wlepiał swoje oczyska w Taemina. Nie był nawet tego świadom! To nie jego wina. Zupełnie przypadkowo o nim myślał. Zdecydowanie.
            - Z czego ta radość? – warknął nieprzyjemnie na kumpla, okazując swoje niezadowolenie.
            - O czym ciekawym to sobie myślałeś, co? – zapytał wielce zainteresowany – Wróć. O czym myślisz od kilku dni? Albo o kim? – zapytał żartobliwie, ruszając zabawnie brwiami.
            - Twoje żarty powoli zaczynają być nudne, serio – odpowiedział beznamiętnie Minho, znudzonym wzrokiem patrząc na Sama – Po prostu się zamyśliłem. Nie dopisuj sobie teorii spiskowej – mruknął.
            To przykre, że był aż tak dobrym aktorem. Że udawał nawet przed jedną z osób, które były mu najbliższe. Sam nie potrafił określić swojego stanowiska co do Taemina. Czuł jakby przez te dwa tygodnie – odkąd znalazł się z nim w tym cholernym sierocińcu razem z blondynem – cały jego światopogląd zrobił obrót o 180 stopni. Do tego robiąc to bardzo brutalnie i ze skutkami ubocznymi w postaci odruchów wymiotnych, kręćka w głowie i niestabilności emocjonalnej. Przeklinał swojego pecha do takich sytuacji, które stawiają go pod murem z karabinem dzierżonym przez jego szaleńczy mózg, który nie daje dodatkowo żadnej podpowiedzi tylko każe wybrać. Nie wiedział co wybrać. Mógłby zagrać w milionerów, z konkretnymi odpowiedziami „a,b,c,d” i telefonem do przyjaciela. Może wtedy jakoś by poradził sobie z tą dziwaczną sytuacją. A tak, był skazany jedynie na siebie. A nie był dobry w tego typu sprawach.
            - Myślę, że się odrobinę zmieniłeś – odpowiedział szczerze Sam – Albo po prostu masz słabsze dwa tygodnie. Nie zauważyłeś jaki jesteś spokojny? Nooo, powiedzmy – zamyślił się – Nie licząc bójki w kiblu i ostatniej akcji w stołówce z obrońcą uciemiężonych Kibumem – zaśmiał się krótko.
            - No to chyba nie taki znowu spokojny – odburknął, lustrując całą stołówkę. Zauważył dziewczynę, która mu się przypatrywała. Zmarszczył brwi, patrząc bez zakłopotania na uczennicę. Wwiercał się w nią wzrokiem, aż ta zarumieniona po końce uszu spuściła głowę. Towarzyszące jej koleżanki, współczująco poklepywały ją po plecach. Uśmiechnął się krzywo.
            Nadal wywoływał palpitacje serca u innych dziewczyn. W sumie one zachowywały się tak jak on przy Taeminie. Też nie wiedział co zrobić, co powiedzieć, przez co reagował gniewem. Tym na czym najlepiej się znał i co mu wychodziło.
            - Znowu – ręka Sama machnęła kręćka przed jego twarzą – Zakochany czy co? – kumpel ofuknął go żartobliwie. Minho zmroził go wzrokiem, dając dokładnie do zrozumienia co myśli o podobnych insynuacjach.
            - Kto nam się zalovciał? – z wielką niechęcią zauważył, że JaeMin i ChanSung do nich dołączyli. Powoli stwierdzał, że miał dość tej dwójki. Po prostu coraz bardziej go irytowali swoim pozerskim zachowaniem. Był taki sam jak oni i to chyba najbardziej go dołowało. Niczym się od nich nie różnił, a nawet z powodzeniem mógłby stwierdzić, że był jeszcze gorszy, bo to on szefował. To on podejmował decyzje i wybierał ofiary. Wychodziło, że był jeszcze większym skurwielem niż wszyscy sądzili. Ta myśl ubodła go, zostawiając zdecydowanie nieprzyjemne uczucie.
            - Minho? – podstępnie, jak i nutką kpiny zapytał JaeMin, dosiadając się. Jednocześnie z oczami niczym jastrząb obserwował wszystkie dziewczęta. Nie rozumiał tej obłudy u chłopaka. Był niemal pewien, że zdradza z Yuri z kim popadnie. A ta była w nim przecież zakochana na zabój, czego swoją drogą również nie rozumiał.
            - Prędzej zobaczę tęczowego jednorożca – prychnął Sam, wygodnie opierając się o krzesło i zajmując się swoimi frytkami z hamburgerem. Jak długo Minho znał Sama, wiedział że tak uszczuplona wersja śniadania chłopakowi nie wystarczy.
            - Może kiedyś na jakimś haju – odgryzł się Minho. Sam wzmógł czujność, dając mu potajemne znaki brwiami i głupawym uśmiechem. Dobrze, że nie wlazł na stół i nie zaczął pokazywać Taemina jako potencjalną osobę, która mogłaby skraść mu serce. Całe szczęście, że jego przyjaciel nie był aż takim głupcem. Jak na razie. Bo kto wie, co może strzelić do głowy temu napakowanemu osiłkowi z przerośniętym testosteronem, kiedy masa mięśniowa zapanuje nad mózgiem.
            - Uhuhu – mruknął z politowaniem JaeMin – Dobra, ludziska! Mamy środę. Co robimy w sobotę? Byłoby miło dać plebsowi nieco rozrywki i urządzić dla nich jakieś ognisko na jeziorkiem. Co wy na to? – chłopak spojrzał po twarzach swoich towarzyszy.
            Musiał przyznać, że pomysł JaeMina był dobrym. Sam z chęcią by się gdziekolwiek wybrał. Trochę popił. Zabawił.
            - Ohhhh, zapomniałem, że Minho ma szlaban – dodał z udawanym współczuciem – Co my teraz zrobimy?
            Spojrzał wrogo na JaeMina. Chłopak po prostu sam inicjował sytuacje, które wymagały użycia siły. Tylko dłoń Sama, która spoczęła na jego ramieniu powstrzymała go od bitki. Nie potrzebował kolejnego szlabanu i upomnienia.
            - Zrobię wszystko co w mojej mocy, by się pojawić – odpowiedział zamiast tego z  przesadną uprzejmością, wymuszając promienny uśmiech. Aż się w nim gotowało i modlił się, by JaeMin nie przelał czary goryczy i tłumionej złości.
            - Świetnie – z twarzy chłopaka nie znikał prześmiewczy uśmieszek – To może jeszcze główna rozrywka? – zamyślił się i powiódł wzrokiem na sali, aż zatrzymał się na postaciach Kibuma i Taemina. Do dwójki dołączył Kang Han Neul. Totalna sierota i łamaga, która nie miała nic przeciwko docinkom i rzucaniu o ścianę.
            Skrzywił się, przewidując zachowanie JaeMina. Robił to specjalnie. Wiedział to. Chłopak podniósł się i rzeczywiście podszedł do siedzących nieco na uboczu uczniów. Minho zacisnął wargi, a na stołówce nagle zapadła grobowa cisza. To było coś normalnego. Teraz wszyscy byli niezmiernie skupieni na scence, która za kilka chwil miała się odbyć. Proszę szanownego państwa, amatorski teatrzyk z prześladowaniem w roli głównej, dobrze się bawcie! Tylko takie podsumowanie przychodziło mu na myśl.
            - Spokojnie Minho – Sam wyszeptał kojące słowa, które jednak były marnym pocieszeniem, czy uspokojeniem. Miał ochotę wstać i przywalić JaeMinowi już za samo to, że odważył się podejść do Taemina. Że pochylił się nad nim i z pogardliwym uśmieszkiem  pociągnął lekko za włosy. ZNOWU POMYŚLAŁ O TAEMINIE! To już była paranoja, serio! Jedyne, co mógł zrobić, to zacisnąć pięści i trzymać ciało w ryzach, by nie doskoczyć do JaeMina i go nie pobić. Wtedy dopiero by się zbłaźnił i dał powody chłopakowi do bolesnego odparcia ataku. Wiedział, że nie byłyby to pięści, tylko szybka strata pozycji. Doskonale widział też, że JaeMinowi nie pasuje ten wybór jego na najbardziej poważanego i popularnego. Odrobinę mu to pochlebiało. W końcu to pierwsza osoba, która chciała go wygryźć. Czy to miało jednak jakieś znaczenie? Mieli połowę kwietnia. Koniec czerwca będzie oznaczał koniec liceum i wolność od wszystkich schematów i hierarchii. Będzie mógł być sobą. Prawdziwym sobą.
            - Wyglądasz jak pedał z tymi dziwnymi włosami – powiedział JaeMin do Teamina, ciągnąć go za kosmyki – Nieważne – warknął i otrzepał dłonie z niesmakiem, jakby włosy nastolatka były brudne.
            - Czego chcesz? – opryskliwie zapytał Kibum, prostując się i przyjmując tym samym pozycję gotowości do ataku. Minho był naprawdę pełen podziwu dla tego krzykacza. Przynajmniej nie bał się być sobą i nie zważał na to co powiedzą o nim inni. Może powinien zapisać się u niego na warsztaty pod tytułem: Zostań sobą!
            - Po pierwsze – JaeMin podniósł palec do góry – Ciebie przy tym stoliku chyba powinno nie być, prawda? Naprawdę wolisz zadawać się z tymi frajerami? No spójrz na niego – wskazał palcem na blondyna – Tlenione dziewczę, które nigdy słowem się nie odezwało. I ten – spojrzał tym razem na Kanga – Pierwszego dnia dał się pobić – chłopak pokręcił głową z politowaniem – Będziesz robił za obrońcę idiotów? – zakpił JaeMin, rechocząc sam ze swojego żartu.
            Minho posłał tylko złowrogie spojrzenia grupie, która z nimi siedziała, by żaden nie ważył się parsknąć chociażby śmiechem. Chciał jak najbardziej upokorzyć JaeMina. W głębi jednak skręcało go niemiłosiernie, ponieważ wiedział, że nie może nic zrobić by pomóc tej trójce. Dwa tygodnie temu nie pomyślałby o tym zupełnie. Praca w sierocińcu i przebywanie z tą ofiarą Taeminem naprawdę musiały coś mu przestawić w głowie. Spojrzał na Sama, który nawet nie patrzył na scenkę. Chyba jako jedyny miał w głębokim poważaniu poczynania JaeMina. Tak, ten to się nigdy nie wtrącał. Nie popierał znęcania się nad słabszymi, jednak również im nie pomagał.
            - Lepsze to niż być chłopcem na posyłki wielkiego Minho – odgryzł się Kibum, uśmiechając uroczo – No psiaku, dawaj co masz do powiedzenia – ponaglił chłopaka, klaskając w dłonie.  
            Kibum przesadził. Minho widział to doskonale po twarzy JaeMina, która zrobiła się niemal purpurowa – ze złości, jak i wstydu. Kopnął pod stolikiem Sama w nogę, dając na migi by cokolwiek zrobił. Chłopak ocknął się z letargu i niezrozumiałe spojrzał na niego.
            - Co? – mruknął skonfundowany, a Minho wskazał mu skinieniem głowy JaeMina – Wisisz mi piwo – syknął Sam, domyślając się o co może chodzić. Wstał gwałtownie i w dwóch susach pokonał odległość dzielącą go od stolika Taemina i Kibuma. Objął sprawnie JaeMina ramieniem, uśmiechając się od ucha do ucha – Cześć Taemin – wyszczerzył się do nastolatka, który zdziwiony podniósł odrobinę wzrok na olbrzyma.
            - Co robisz? – JaeMin próbował zepchnąć dłoń chłopaka z oburzonym wyrazem twarzy.
            - Ziom, nie chcesz bym użył siły. Mów co masz do powiedzenia, tylko grzecznie – uściślił Sam.
            - Od kiedy jesteś przeciwny Minho i ty możesz trafić na czarną listę – JaeMin odburknął i odepchnął od siebie Sama. Niewiele to jednak dało. Chłopak nawet się nie zatoczył, niewzruszenie stojąc w miejscu.
            - Co jak co, ale ja nie należę do strefy wpływów waszych wygłupów – mruknął groźnie Sam – I wierz mi, nie chcesz mieć we mnie wroga – uśmiechnął się rozbrajająco – Dobra dzieciaki! – spojrzał na trójkę siedzącą dookoła stolika – W sobotę macie się pojawić na imprezie nad jeziorem. Tylko macie być! To już nie moje rozkazy, no ale wiecie – podrapał się po głowie – Lepiej bądźcie. Ty też Taemin! Pogadamy sobie! – Sam zrobił pokazowego smajla, całkowicie ignorując JaeMina.
            - To nie zaproszenie tylko rozkaz – burknął Kibum, wrogo wpatrując się w JaeMina, który jak słup soli stał obok i wściekle zaciskał dłonie.
            - Masz rację. No cóż ja jednak poradzę – Sam wzruszył ramionami – To wasz problem, że się nie bronicie – pochylił się i wyszeptał tylko do chłopaków.
            - Dość tych pogaduszek – do rozmowy wtrącił się JaeMin odpychając Sama. Nadal bezskutecznie – Lepiej dla was, jeśli się pojawicie. Będziemy mieli świetną rozrywkę – syknął i w jednej chwili odwrócił się na pięcie i obrażony na cały świat usiadł przy stoliku Minho.
            - No to… ja też lecę – Sam  podniósł rękę do góry i nonszalanckim krokiem ruszył w stronę wyjścia ze stołówki.
            Minho próbował przetrawić scenkę, której był świadkiem. Cieszył się, że nie doszło do rękoczynów. Chociaż szlaban może ostudziłby zapał JaeMina do bitek. Patrzył teraz ponuro na towarzysza, który od jakiegoś czasu łakomie patrzył za jego stołkiem. Mógł mieć problem. A póki co wszystko wskazywało na to, że jego panowanie chyli się ku upadkowi – szczególnie teraz, kiedy przyjmował tak bardzo neutralną politykę. Powinien się bać. O ile mu jeszcze zależało na tej sztucznej, napędzanej nienawiścią szopce. O ile. Powoli w to wątpił. Im więcej czasu spędzał z Taeminem i im bliżej było wakacji – końca liceum – te banały wydawały się nie mieć znaczenia.
            - Świetnie się spisałeś – kpiąco powiedział Minho, mierząc wzrokiem JaeMina.
            - Zrobiłbyś tak samo – syknął chłopak wściekle, zerkając nienawistnie na trójkę, która siedziała sobie spokojnie.
            - Ludzie, tylko spokój nas uratuje – wtrącił się ChanSung, próbując unormować jakoś napiętą sytuację.
            - Dokładnie. Spokój i wyrachowanie, nie miotanie się jak młody byczek – skwitował Minho – Jeśli chcesz tu rządzić, przynajmniej rób to z głową – dodał na odchodnym, kierując się w stronę wyjścia. Do końca przerwy nie zostało zbyt wiele czasu. Wychodząc udał, że nie widzi Taemina. Ten też zresztą nie kwapił się do nawiązania jakiegokolwiek kontaktu.
            Nieco oniemiały wpatrywał się w Taemina, który z lekkimi oporami wszedł do szatni. Byli przed wf-em. Minho chyba nigdy nie widział, by Lee ćwiczył, a po pewnym czasie w ogóle zapomniał, że blondyn chodził z nimi na zajęcia sportowe. Dlatego niezmiernie zdziwił się, kiedy nastolatek wkroczył do szatni, zajmując szafkę najbardziej oddaloną od grupy i jedyną wolną. Wraz z jego wejściem do szatni zapadła grobowa cisza i ciąg spojrzeń z obu stron obserwował każdy ruch Taemina.
            - Co on tu robi? – szepnął do Minho Mike, rozbierając się z koszulki i rzucając ją do szafki.
            - Czy ja wyglądam na jego opiekunkę? – warknął Choi i nieco zdenerwowany zajął się przebieraniem.
            Albo to był jakiś żart, albo udana próba wkurzenia go. I co on miał zrobić. Unikał sytuacji, kiedy musiał przebywać z Taeminem tylko dlatego, by nie doprowadzać do znęcania się nad nim. A ten sam się podkłada. Co miał zrobić? Nic tylko pójść za tłumem.
            Zerknął na blondyna, który właśnie pozbył się koszulki. Pochwalić się nie miał czym. Szczupła klatka piersiowa i wystające obojczyki. Chłopak nie nadawał się do niczego innego jak do tulenia. Nie miał na sobie ni grama tłuszczu. Może był anorektykiem? Ta myśl nagle go oświeciła, aż usiadł z wrażenia. To nie był głupi pomysł. Taemin wyglądał jak chuchro. Odkąd pamiętał zawsze był wychudzony i blady, z wymęczoną twarzą. Uderzyło go coś jeszcze. Że może to wszyscy ci – w tym i on – którzy nie oszczędzali w słowach i pięściach, pchnęli go ku temu. Co jeśli to było prawdą? Spojrzał jeszcze raz na Taemina. Nie, chyba nie było aż tak źle z jego ciałem. Był po prostu szczupły i drobny jak na swój wiek. Zdarzają się i tacy nastolatkowie, prawda? Nie potrafił sobie jednak wyjaśnić częstych zniknięć Lee ze szkoły. Był na odwyku? W  szpitalu? Te jego gadki o nowym starcie. Może się wyleczył.
            - Minho? – usłyszał spokojny głos i spojrzał na blond czuprynę. Zdziwił się, że Taemin się odezwał. Rozejrzał się po szatni. Nikogo nie było – Chyba się zamyśliłeś – chłopak uśmiechnął się lekko – Zajęcia zaraz się zaczynają – wyjaśnił.
            - Po co tu jesteś? – zapytał opryskliwie Choi, wstając i z nerwami przebierając się w swój strój – Nie patrz się tak! – krzyknął, kiedy Taemin od góry do dołu zlustrował jego sylwetkę.
            - Bo mamy w-f? – prostodusznie odpowiedział Lee.
            - Kurwa, nigdy nie ćwiczyłeś, a teraz co? Chcesz przypakować? – warknął i złapał blondyna z ramię. Niezwykle szczupłe ramię – Idź mi stąd! Jak ktoś cię przypadkiem uszkodzi, ja cię ratować nie będę – niemal wrzasnął i w pośpiechu założył koszulkę.
            Taemin spojrzał nie niego zdziwiony i zrobił krok do tyłu,  marszcząc brwi.
            - A dlaczego miałbyś mnie ratować? – pytanie utkwiło w czasoprzestrzeni, a Minho jedyne co mógł zrobić to pozwolić, by jego szczęka opadła. Zająknął się i ostatecznie zamilkł, nie mogąc znaleźć logicznego wytłumaczenia – Chodźmy już na stadion – pustym głosem dodał Taemin i po prostu wyszedł z szatni.
            Został sam, jednak mętlik w jego głowie wcale nie zaczął odplątywać supełków. Droga nie stawała się coraz jaśniejsza, a wręcz przeciwnie. Obfitowała w cholerny spad do tego z licznymi zakrętami. Zbłaźnił się. Po raz kolejny zresztą. Nawet nie wiedział, co tak naprawdę przeżywa. Chyba tylko Taemin miał to wszystko poukładane i niczym się nie przejmował. Potrząsnął głową mając nadzieję, że  dręczące go myśli jakoś się ulotnią. Dzwonek zadzwonił, a on zerwał się do góry. Nauczyciel nie lubił, kiedy się spóźniali.
            - Spokój dzieciarnia! – wrzasnął wuefista, kiedy ogromny gwar zapanował na boisku. Minho stał razem ze wszystkimi jednak w ciszy. Nie miał ochoty na pogaduszki. Taemin skrywał się na uboczu, jakby miał zaraz zapaść się pod ziemię – Ustawić się w rzędzie i robić mi tutaj zbiórkę – rozkazał mężczyzna i stanął przed grupką w lekkim rozkroku i rękoma założonymi na piersi.
            Chwilę zabrało zanim dwudziestka nastolatków ustawiła się w faktycznym rzędzie.  Następnie każdy po kolei wymamrotał odpowiedni numerek. Na samym końcu Taemin wybąkał swój numer.
            - Dobra, dzieciaki. Dziś gramy w zbijanego – zadecydował nauczyciel – Kto za? Kto przeciw? Nie ma? Świetnie – zanim ktokolwiek zdążył się wypowiedzieć, wuefista zakończył dyskusję – Minho i Jongin wybierają drużyny. Do mnie – facet machnął na nich ręką.
            Gorzej być nie mogło. Nie mógł wybrać Taemina. A z drugiej strony formując najmocniejszą grupę, wiedział kto oberwie najbardziej. Ot tak, z zasady i na małe „powitanie”. Westchnął cierpiętniczo i podszedł do nauczyciela.
            - Gramy w marynarzyka, kto pierwszy wybiera swoje osoby – zdecydował wuefista.
            Minho wygrał i teraz głowił się kogo by wybrać. Spojrzał po uczniach, którzy z nadzieją wypatrywali za nim.
            - Ty, ty, ty, ty… - wyliczał pokazując palcem, a chłopacy ustawiali się za nim - … ty,ty i ty i ty – zakończył, nie wliczając w to Taemina.
            - Kurde – mruknął Jongin widząc jaki skład pozostał dla niego – Daruję ci blondasa tylko dlatego, że mam nadzieję na niezłe show – powiedział szeptem tak by nauczyciel nie usłyszał. Minho uśmiechnął się fałszywie. Nie było mu do śmiechu.
            - No to zaczynamy, rysujcie pole łamagi – krzyknął mężczyzna i sam usiadł na ławce, mało zainteresowany poczynaniami uczniów. Dla zabicia nudy podrzucał sobie piłkę do góry.
            Szybko uwinęli się ze skleceniem prowizorycznego pola i czekali teraz aż nauczyciel zacznie grę. Z niepokojem obserwował Taemina, który na samym początku był niemal spychany z pola, a teraz stał w tyle za wszystkimi, próbując jakoś bezkonfliktowo znaleźć sobie miejsce. Wywrócił oczyma, patrząc na tą ciapowatość. Miał ochotę podejść do blondyna, trzepnąć go w głowę i przywrócić do porządku, żeby stał się tym spokojnym, jednak nie udającym ducha chłopakiem i potrafiącym rozmawiać.
            - Do boju – rzucił nauczyciel i podał piłkę Jonginowi. Jego drużyna zaczynała.
            Gra ciągnęła się w najlepsze. Mimo zwinności w jego grupie i tak dużo osób się przerzedziło. Był zdziwiony niezmiernie, że Taemin nadal pozostawał na boisku, nawet nieźle sobie radząc. Drużyna mu nie ułatwiała, to wpychając go na sam przód, albo szturchając tak, że chłopak kilka razy zaliczył mały upadek. Ze spokojem na twarzy wszystko obserwował.
            Nie spodziewał się jednego. Że to on sam może poważnie uszkodzić Taemina. Dorwał się do piłki i od razu rzucił się na sam skraj narysowanego pola, robiąc wyskok i z impetem rzucając piłkę przed siebie. Pech chciał, że Lay uskoczył, a piłka niefortunnie uderzyła właśnie Taemina. Zastygł i przerażony patrzył przed siebie. Zewsząd otoczyły do głośne głosy towarzyszy i ich śmiech. To co widział, to krew która dość obficie sączyła się z nosa blondyna i to jak upadł na plecy i boleśnie jęknął. Poderwał się gwałtownie do przodu chcąc pomóc, szybko jednak się opanował. Nie mógł. To by zdecydowanie źle wyglądało. Wyprostował się zatem i nawet wykrzywił twarz w udawanym uśmiechu, przyjmując przyjacielskie poklepywania po ramieniu. Do Taemina rzucił się nauczyciel.
            - Ehhh… - wuefista z trudem powstrzymał przekleństwo i ukląkł nad blondynem, próbując podnieść go do pozycji siedzącej – W porządku? Jezu, jak ty krwawisz – mruknął i usadził Taemina – Won do szatni! – krzyknął na gapiów – Choi, zostajesz! – dodał.
            Został wrobiony i awansował – albo go zdegradowali – na prywatną niańkę i kierowcę w jednym. Jedynym plusem było to, że nie musiał pokazywać się do końca zajęć w szkole. Z drugiej strony ciągnęły się za nim minusy, niczym pociski z karabinu maszynowego. Siedział w aucie i milczał, przytłoczony obecnością Taemina. Cieszył się, że droga nie była długa, ponieważ tematów do rozmowy brakowało. Spoglądał tylko od czasu do czasu na Lee, który był niezmiernie blady i miętosił z dozą maniaka papierową chusteczkę, która jeszcze była zabarwiona na czerwono.
            - Nie kręci ci się już w głowie? – zapytał ostrożnie Minho.
            - Nie odczuwam tego zbyt boleśnie. Przyzwyczaiłem się – spokojnie odpowiedział Taemin – Dzięki, że mnie odwozisz.
            - Nie paliłem się do tego – odburknął Choi – Będziesz w sobotę? Nad jeziorem?
            - Nie wiem, może – odparł blondyn – Powinienem być? Albo może dobrym pytaniem jest co dla mnie przygotowaliście?
            Zacisnął mocniej dłonie na kierownicy. Jakby całe zło tego świata było zależne od niego i on wszystkim sterował. Chyba jednak zasłużył sobie na taką opinię.
            - Nie mam pojęcia – burknął z lekka urażony – Nie jestem ostatnio tak aktywny jak kiedyś – dodał.
            - Serio? Chyba tylko ty to zauważyłeś – odgryzł się Taemin.
            - No kurde! – Choi podniósł głos – Ty serio masz jakieś zaburzenia osobowości! Weź się zachowuj jak człowiek?! – ofuknął blondyna.
            - A teraz to co? Ufo? – zakpił Lee.
            - Chodzi mi o to, że jesteś aspołeczny. Dlaczego ze mną rozmawiasz normalnie, a przy ludziach, kiedy wszyscy patrząc, nic nie robisz? O to mi chodzi!
            - Dlaczego mnie lubisz? – nagle zapytał Taemin. Minho zająknął się.
            - Wróćmy do początkowego tematu – powiedział szybko – Nie kręci ci się w głowie?
            - Co we mnie lubisz? I dlaczego nadal jesteś podły? Jesteś uwięziony w tym głupim kanonie hierarchii. Myślisz, że to jest ważne? To idiotyczne tak się zachowywać. Dlatego nie zwracam na to uwagi. Nie interesują mnie wasze przepychanki. Do tej pory miałem ważniejsze sprawy, o które się bałem, nie zabawy nastolatków, którzy chcą pokazać swoją wyższość – zakończył oburzony.
            - Co to było? – faktycznie zainteresowany zapytał Minho. Gdyby tylko wiedział, łatwiej byłoby zrozumieć mu Taemina. Tak, zaczęło go to interesować – Co było ważniejsze?
            Taemin zacisnął wargi i zamilkł.
            - Nie jesteśmy w aż tak dobrych stosunkach, bym ci się spowiadał – rzucił ostro i odwrócił się w stronę szyby.
            Kątem oka spojrzał na Lee. Drobna twarz miała zaciętą minę. Co jeśli rzeczywiście go polubił? Nie tak jak kumpla, a w sposób, o jakim mówił Sam. Te wszystkie bzdury na temat zakochania. Byłby przerażony. Zbyt skołowany, by podjąć jakąkolwiek decyzję. Spokojnie jednak. Lepiej nie wkręcać sobie uczuć, których nie ma, bo zapędzi się sam w kozi róg. Prychnął rozbawiony.
            - Co? – opryskliwie zapytał Taemin.
            - Nic – spokojnie odpowiedział Minho – Pomyślałem o czymś skrajnie głupim i niemożliwym. Nieważne – machnął ręką i zaparkował – Poczekaj, pomogę ci – rzucił i pierwszy wyskoczył z auta i podszedł do drzwi pasażera. Otworzył je i opiekuńczo pomógł wysiąść blondynowi, podtrzymując go w pasie. Chyba mógłby to polubić.
            - Spokojnie, przecież nie padnę tutaj – mruknął Taemin.
            - Weź się zamknij. Ciesz się z mojej pomocy – burknął Choi i nie cofnął ręki. Nawet wzmocnił uścisk, dziwiąc się jaki to Lee jest wychudzony. Może rzeczywiście miał rację co do swoich przypuszczeń – Mam z tobą wejść? – zapytał, kiedy dotarli do furtki.
            - Po co? – podejrzliwie zapytał Taemin i tak samo spoglądnął na Minho. Ten wywrócił oczyma.
            - Bo chcę? – odparł pytaniem. Nie to miał powiedzieć. Mentalnie się kajał, podczas gdy  wyraz twarzy został nieodgadniony. Palnął głupotę, która nigdy nie powinna wyleźć z jego głowy.
            Blondyn zrobił głupawą minę, wyplątując się z objęć Minho.
            - Zobaczyłeś UFO? – mruknął skonfundowany Choi.
            - Chyba widzę jedno przed sobą – odpowiedział Taemin – Nie wchodź do środka – uprzedził go jeszcze i odgrodził się furtką zamykając ją.
            Spojrzał na blondyna z urazą, nie spodziewając się tak ostentacyjnego odrzucenia. Na miejscu Lee, każdy by rozłożył wręcz czerwony dywan żeby go ugościć. Tylko nie tak patykowata, wredna menda. Wściekł się. Krótko mówiąc.
            - I widzisz?! – krzyknął Choi i zrobił krok do tyłu – Widzisz? – powtórzył, kiedy niewzruszona twarz Taemina tylko na niego patrzyła – Ja tu staram się być miły. Mówię ci, że jesteś spoko. Nawet stwierdzam jak debil, że cię lubię, albo mógłbym polubić, a ty co? Wypinasz się na mnie! Na mnie!
            - A co mam zrobić? Dodać na tablicy na fejsie, że jesteś moim best friendsem? – zakpił Taemin.
            - Nie masz facebooka – mruknął Minho – To nie o to chodzi! – krzyknął.
            - Chcesz, żebym się przed tobą płaszczył – syknął Lee i zbliżył się o krok do Minho – Chcesz, żebym był jak inni i błagał o twoją uwagę. Nie zależy mi na tym. Chcesz mnie lubić? Rób to publicznie, a nie upewniaj się przy każdym słowie, czy nikt nie widzi! Dupek – dodał na koniec i nie czekając na jakiekolwiek słowa riposty, ruszył w stronę mieszkania.
            Był wściekły, aż w nim kipiało a dłonie zaciskał tak, że aż pobielały mu knykcie. Nic tylko zakatrupić. Przywiązać kamienie do nóg i wrzucić do jeziora. Sam również odwrócił się na pięcie i z trzaskiem wsiadł do auta. Z piskiem opon ruszył i zaczął nabijać coraz wyższe liczby na liczniku. Dopiero po kilku minutach zwolnił. Taemin był niezwykle irytującym gówniarzem, który jednak koniec końców miał rację -  to najbardziej go denerwowało. Że miał cholerną rację! Był jedynie tchórzem, który bał się reakcji innych. Bo jak by to wyglądało, gdyby nagle szedł ramię w ramię z Taeminem. Zostałby zlinczowany. Tak bardzo przyzwyczaił się do swojego „królowania”, że utrata – nawet tak bezsensownego – stołka, przerażała go. To oznaczałoby próbę ponownego odnalezienia się w szkole. Co miałby robić? Czym się zająć? Co z tego, że coraz częściej nawiedzały go myśli, by rzucić to w cholerę, niczym się nie przejmować – a na pewno nie bandą pustych dzieciaków – skoro żadnej nigdy nie wprowadzi w życie.
Był już tym wszystkim zmęczony. Wszystkie problemy zaczęły się od tego, że zmuszono go, by przebywał zbyt często z Lee. Może wrócenie do roli jedynie oprawcy, wszystko by naprawiło? Problemem było to, że nie widział siebie jako tego, który znęca się nad Taeminem. Już nie. Wolał go bronić. Kiedy myśl ta przeleciała mu przez umysł, zmielił w ustach soczyste przekleństwo.
- Kurwa! – syknął, waląc dłonią w kierownicę.
Nie mógł poczuć niczego więcej poza tolerancją czy niewinnym lubieniem.  Nie mógł. To by go zrujnowało. Nie tylko zresztą jego. Przypominał sobie o Alexie. Nie, był wtedy jedynie dzieciakiem, któremu zdawało się, że jest inny. Był wtedy z lekka zauroczony.
Westchnął ciężko, myśląc o tym, że ma jedynie pod górkę. Było wyjście z tej sytuacji. Odgrodzić się zupełnie od Lee. Co jednak miał zrobić z tym, że za często się spotykali i to w sumie on sam inicjował rozmowy. Był w fatalnym położeniu.
           


~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~

Witajcie. Jak minęły Wam święta? Miałam nadrabiać rozdziały będąc w domu, a wyszło że ledwie ten napisałam. Lenistwo ehhh... Dziękuję za komentarze. Witam osoby, które odważyły się coś napisać po raz pierwszy (ja serio nie gryzę :P), ludków którzy pierwszy raz trafili na tego bloga i przypadły im moje twory do gustu. Życzcie mi weny i czasu. Ja sobie życzę jeszcze więcej opinii i byście o mnie nie zapomnieli :) Musiałam również dodać kody obrazkowe do postów. Ostatnimi czasy przychodzi mi fala spamu na skrzynkę pocztową. Do następnego. 

PS. Specjalnie dla ciebie rozdział z błędami Koczi :DD 
PS2. Rozdział poprawiony :) 

15 komentarzy:

  1. Nie ma to jak dostać zadedykowany rozdział z błędami xDDDDD"" aż skomentuję xD
    Życzę weny i czasu, tak jak chciałaś :))))) (nie ma to jak super komentarz)

    a tak serio - to ja nadal czekam na rozwój sytuacji, bo wiesz... zaraz majówka, a po majówce to już niedaleko do sesji, a u mnie do obrony pracy (oby), chciałabym się mieć przy czym poskręcać, bo Minho to debil, którego ktoś powinien wychłostać XD coś mi się wydaje, ze jednak dotarcie do Taemina nie przyjdzie mu łatwo po tym, co mu robił dotychczas ^^'' ale jego wewnętrzna wojna jest taka rozbrajająca, typowy dojrzewający nastolatek z elitki ^^''

    no nic, pozdrawiam, życzę poprawionych rozdziałów XD

    OdpowiedzUsuń
  2. Ohh *-*
    Ten rozdział jest świetny! ^v^
    Życzę weny do pisania następnego~
    Fighting!

    OdpowiedzUsuń
  3. Rozdział jak zawsze świetny. Kocham twoje opowiadania, więc fajnie, że długi. Ciekawi mnie co dalej zrobi Minho, a jeszcze bardziej tajemnica Taemin'a. JaeMin to menda, ale ważna menda w opowiadaniu.I takie małe zapytanie: Dlaczego Minho nie pomaga Tae, gdy mu dokuczają??!! Coraz bardziej "podejrzewa", że się w nim zakochał, więc czemu? Hierarchia ważniejsza od Tae? Mogę być trochę obiektywna, bo on jest moim biasem i te sprawy. Nadal czekam, gdy pewnego pięknego dnia ujawni się rozdział, gdzie Minho broni Taemin'a przy wszystkich. Będę czekać cierpliwie, bo chce, żeby to opowiadanie miało dopracowaną fabułę i myślę, że warto. Oczywiście na ich całkowicie odkryte przez nich uczucie miłości też. Twoje pomysły wspaniałe i coraz ciekawsze. Dużo weny, czasu, 2min'ów i zdrowia. Hwaiting!!!

    OdpowiedzUsuń
  4. Jejusiu, ty nawet nie wiesz jak ja czekałam na ten rozdział *u*
    Minho co raz bardziej dobija mnie psychicznie. Jeżu, tylko on potrafi używać mózgu/rozumu/niczego w tak śmieszny sposób, że aż padam XD. Jego emocjonalne sprzeczki w środku są strasznie fajne, przynajmniej wiem jak się czuję osoba z "elity". Tak szczerze, to ciekawi mnie też to, że nie przejmuję się, że już za parę miesięcy, nie będzie takim bachorem jak. Co prawda nie by jakoś bardziej zżyty z klasą, ale...
    ... Jasne, koniec moich epickich metafor nad sensem życia, tak, skończyłam.
    Taemin jest strasznie uroczy. Strasznie boję się jednak, o to, że jest na coś chory. Tę myśl trudno jest mi przetrawić w mózgu, a co dopiero jak pomyślę o tym kiedy mam śniadanie czy kolacje... W każdym razie jego osoba dalej zachwyca wszystkim co możliwe. Ba, lepsze jest to, że wygląda tak jak mój ideał swojego wizerunku *^*. Przynajmniej tak sobie go wyobrażam .-.
    Sam jest genialny w całym sobie. Od razu polubiłam gościa, jest spoko XD. Za to JaeMina tak strasznie nie mogę znieść, że ashidfhjkfjhk!, a jak jest z yuri jest jeszcze gorzej ._____. Changsung jest całkiem spoko, nic do niego nie mam D:.
    Gdyby nie fakt, że jest pierwsza w nocy wydałabym się na Minho D:, jak on mógł rzucić piłką w Taemina? DDDDDD: Głupia żaba, nie lubię go DDDDD:.
    ... Jasne, już się ogarniam, spokojnie DDD:
    Minho jest strasznie egoistyczny, młeh, znalazłam bratnią duszę ._.
    Oi, znowu rozpiszę się o wszystkim o niczym, uciekam DD:
    Ach i jak mam w zwyczaju życzę duuuuużo weny i wysyłam przytulaska. Nie wiem po co, chciałam DDD:

    OdpowiedzUsuń
  5. Nieee tylko nie kody obrazkowe do postów....buu...
    Genialny rozdział. Fajnie się toczy ta historia :) Dziś krótko, zostawie sobie coś do powiedzenia przy nastepnym parcie:) Powodzenia!
    Zero_

    OdpowiedzUsuń
  6. Ile ja czekałam! Wczoraj sprawdzałam bloga chyba z 10 razy zanim dodalas rozdział! Strasznie podobają mi się rozkminy życiowe Minho, a jednocześnie mnie wkurwiaja. A Tae... no cóż, coś z nim jest nie tak... Chce wiedzieć co a jednocześnie nie chce, bo się boje... Rany, chce rozwój akcji, niech Zabol coś w końcu zrobi!!!

    OdpowiedzUsuń
  7. No w końcu rozdział, już doczekać się nie mogłam >.<
    Minho... ty idioto >.< Mam mu ochotę przywalić normalnie XD Ale postępy są coraz większe! Omo omo >.< No ale i tak zraził do siebie Taesia ;_;
    Sam jest taki taki... Polubiłam go ^ ^ Jest wspaniałym przyjacielem, no :D
    W sumie to i tak dobrze, że akcja toczy się tak powoli. Będzie dłuższe opowiadanie :D Mam nadzieje!
    Weny!!! <333

    OdpowiedzUsuń
  8. Bosszzz czekałam na ten rozdział *.* Już od piątku wchodziłam przynajmniej 10 razy, żeby sprawdzić czy czegoś nie dodałaś :D
    Może mnie już wzrok zawodzi, ale zaczęłaś dawać dłuższe opisy wewnętrznych przeżyć bohaterów. Muszę to później porównać z poprzednimi rozdziałami.
    Taaa miałam się uczyć, teraz na pewno :p
    No co tu dużo mówić. Cieszy mnie, że jest coraz więcej sytuacji, dzięki którym Minho zbliża się do Tae :) Tylko mógłby już się ogarnąć z tą pozycją w szkole. Jestem przekonana, że gdyby nie byłoby JaeMina, nie byłby również problemu :)
    Jak czytałam o akcji w stołówce, kiedy ten gnojek podszedł do Tae i Kima to się we mnie zagotowało. Myślałam, że Minho nic nie zrobi i jak tyrpnął Sama, to wydałam z siebie takie westchnienie ulgi, że aż skapcaniałam :D
    Tae i anoreksja ? To może być, w końcu miał tyle stresu. Frapuje mnie czemu teraz nagle mu się zebrało na ćwiczenie ? Czyżby magiczny wpływ Choi ? Czy też palce maczał w tym Kibum ? :D Dziwnie to zabrzmiało :D
    Choi ty kretynie !! Nie w sumie: Lay ty kretynie !! Nie trzeba było się odsuwać ! Maknae i tak już dość oberwał :/
    No proszę, proszę nasz Choi Minho się robi coraz bardziej opiekuńczy :D Nie żeby mi to przeszkadzało :D
    Jajjj... ognisko. Może Choi się spije i jakoś się z Tae pocałują, a jaby to Jaemin zobaczył to już w ogóle by było przesrane :D Ale nie chcę gdybać, bo pewnie się okaże, że jest całkowicie inaczej :D
    Najlepszy był okrzyk Minho " Ty nie masz facebooka ". Jak sobie wyobrażę jego minę ;D Takie całkowite oburzenie hahahahah :D
    Na koniec jeśli już ci tak bardzo zbrzydły życzenia odnośnie weny, to ja Ci życzę motywacji, bo naprawdę ogromna ilość ludzi czeka aż dodasz kolejny rozdział ;) Powodzenia w dalszym pisaniu :D

    OdpowiedzUsuń
  9. Ehh z chęcią bym teraz wzięła Minho za szmaty i darła się na niego ile wlezie ewentualnie przywaliłabym mu z całej siły. ;-;
    Niech on w końcu zacznie działać, a nie robi na złość.
    Taemin dobrze gada!
    Może w końcu Minho zrozumie i da sobie spokój z udawaniem...
    Ale i tak go uwielbiam :3
    Rozdział genialny! ^^
    Weny!

    OdpowiedzUsuń
  10. Bardzo dobrze Taemin nazwał Minho "dupkiem", bo faktycznie mógłby się zdecydować. Choć nie powiem, że bardzo przyjemnie czyta się ten jego monolog :3
    Jestem niezmiernie ciekawa co będzie się dziać na tym ognisku, oraz tego zapowiedzianego rozwinięcia akcji między Choi i Lee.
    No i niezmiennie życzę jak najwięcej CHĘCI, WENY i CZASU do dalszego pisania !

    OdpowiedzUsuń
  11. Jezu. Nie moge. Kocham. Wiecej ♥

    OdpowiedzUsuń
  12. Kocham Twoje opowiadanie i to jak piszesz :) Kolejny przecudny rozdział :) Z każdym rozdziałem mam coraz większą ochotę przywalić Choi w ten pusty łeb. To jest kretyn jakich mało!! Zamiast się w końcu przełamać i zająć się Tae, to ten się boi co powiedzą inni. A niech sobie mówią co tylko im się podoba a ty durniu olej to jak Tae i przestań się już kryć z tym co do niego czujesz!! Nie mogę już normalnie. Taką mam złość na niego. Idiota tylko patrzy na swój czubek nosa. Na kilometr widać, że Minnie zaburzył jego dotychczasowe spokojne życie. Tylko po co on się jeszcze powstrzymuje? Taemin mu nieźle przygadał. Ma całkowitą rację. Jednocześnie widać, że chciałby tej bliskości i przyjaźni Minho, tylko takiej prawdziwej, nieudawanej i otwartej przy wszystkich. Minho dostaje rozdwojenia jaźni xD To jest strasznie fajne jak Choi bije się ze swoimi myślami. Ciekawe który Minho wygra? Oby ten, który gdzieś będzie miał swoją "popularność" i wszystkie komentarze innych :)
    Mam pewne obawy co do tej imprezy nad jeziorkiem, bo JaeMin pewnie nie da za wygraną i będzie dalej chciał gnębić Taemina. Tylko czy wtedy Choi wreszcie przy wszystkich okaże mu wsparcie?? Ahhhh czekam z niecierpliwością na kolejny rozdział :) i oczywiście dużo wolnego czasu i weny życzę :) Pozdrawiam :) A.

    OdpowiedzUsuń
  13. Witam,
    Minho bardzo martwi się o Teamina, ale jak zdaje sobie z tego sprawę to się wścieka, niechętnie mu przyznać,z e Teanmin ma we wszystkim rację, ciekawi mnie jego przeszłość
    Dużo weny życzę Tobie...
    Pozdrawiam serdecznie Basia

    OdpowiedzUsuń
  14. Ech ten żabol, mógłby przestać kłócić się sam ze sobą, tylko się zdecydować, a nie mieć jakieś rozdwojenie jaźni : sam na sam z Teaminem- przejawy ludzkości, w grupie: dupek i gnojek.Choi to ma poważne problemy ze sobą.
    Szczerze boję się tej imprezy nad jeziorem, jeszcze ten dupe Jaemin wpadnie na jakiś powalony pomysł i coś się stanie moim biedakom ;c

    Serio potrafię zrozumieć Minho i to że się boi tego że może lubić Taemina i przez to zostać zeszczutym, ale chyba opinia nastolatków z IQ patelni nie jest ważniejsza niż to co czuje do Tae, myślę że ten gad to zrozumie :D

    OdpowiedzUsuń
  15. O matko.. Chyba za mało w życiu przeżyłam, bo kompletnie nie umiem wyrobić sobie zdania o tych dwóch. Czy to poprostu dojrzewanie czy miłość? Chyba kompletnie mi odwaliło..

    OdpowiedzUsuń