sobota, 5 kwietnia 2014

Virgin Snow - Rozdział 6.

            Zwyczajnie kręcił się bez celu po mieście. Taemin odszedł, a on nie miał co ze sobą zrobić, ani nawet z kim się posprzeczać, tak więc chodził po ulicach. Zahaczył o kafejkę internetową, gdzie spędził dwie czy trzy godziny grając w jakąś łupankę, która nie sprawiała mu zbytniej przyjemności. Zanim się obejrzał, była prawie dwudziesta. Pora na powrót do domu.
            Stał wobec tego naprzeciw drzwi mieszkania i zastanawiał się, czy może nie przekoczować jeszcze kilku godzin przed nim. Telefon był jeszcze sprawny, tak więc mógł chociaż pograć w jakąś głupawą gierkę. Z drugiej strony, zachowywał się jak tchórz. To wyglądało jakby bał się starcia z tym obcym człowiekiem. Westchnął i z niechęcią spojrzał na budynek. Wszedł do środka.
            Zdejmował buty w korytarzu i słyszał glos matki, Daniela i intruza, który nie powinien się tam znaleźć. Cieszył się z obecności wuja, może to da choć małą namiastkę normalności całej tej sytuacji. Może powstrzyma się przed kłótnią. Nie, nie musiał się kłócić. Nic nie obchodził go ten człowiek. Chyba nawet nie pamiętał jego twarzy. A może jednak? Był przystojny. Bardziej niż Daniel, jednak to jego wuj był tym bardziej ułożonym. To odrzuciło jego matkę. Wybrała szaleństwo i przygodę.
            Teraz poczuł strach. Trzęsące się ręce dawały znaki o lekkim stresie. Zrobił jednak pierwszy krok, czas na kolejnych kilka.
            - Minho! – krzyknęła jego matka zadowolona, kiedy wszedł do środka. Podeszła do niego i przytuliła krótko – Miałeś być wcześniej – zganiła go szeptem, po czym się od niego oderwała.
            - Mamo – zaczął oficjalnie – Daniel – uśmiechnął się do mężczyzny, który odwzajemnił uśmiech. Był pokrzepiający. Dopiero po chwili spojrzał na faceta, który był jego biologicznym ojcem.
            Uderzył go widok człowieka całkowicie zmęczonego życiem. Wychudł na twarzy, policzki były niemal zapadnięte. Może i czułby żal, gdyby nie tak wielka uraza.
            - Dzień dobry – powiedział sucho Minho i skinął lekko głową.
            - Nie przywitasz się z ojcem? – zapytał mężczyzna. Jego uśmiech był fałszywy. Poczuł pogardę dla tego człowieka. Nie pojawił się bez powodu. Puścił tę uwagę powyżej uszu.
            - Jestem zmęczony, pójdę się położyć – mruknął Minho, szykując się do opuszczenia sielankowego towarzystwa. Atmosfera zaczęła go przytłaczać.
            - Minho! – syknęła jego matka, a on nie mógł zrobić nic tylko zatrzymać się. Wywrócił przy tym ostentacyjnie oczyma. Uśmiechnął się przesadnie, dając znak że tylko dla jej przyjemności odegra szopkę.
            - Może jednak napiję się herbaty – rzucił lekko – Kiedy przyjechałeś? – zapytał słabo, kierując pytanie do ojca. Nie miał zamiaru być wobec niego uprzejmym i używać odpowiedniej formy.
            - Ledwie godzinę temu – żywo odpowiedział wychudzony mężczyzna – To bardzo męcząca podróż.
            Minho uśmiechnął się drwiąco siadając przy kuchennym stole.
            - Nie warta swojego poświęcenia. Chyba nie opłacało ci się jechać specjalnie tyle kilometrów. Na zaledwie weekend? – dodał.
            - Jesteś moim synem. Dlaczego nie miałbym mieć chęci się z tobą spotkać? – zaprotestował mało przekonująco.
            Czuł na sobie karcące spojrzenie matki i Daniela, który patrzył ze współczuciem. Był ciekaw, do kogo je kierował.
            - Miło, że sobie o nas przypomniałeś – Minho uśmiechnął się przesłodko – Od razu czuję się lepiej – dodał.
            Jego matka z wyraźnym zdenerwowaniem postawiła kubek z herbatą, patrząc nagląco na Minho. Ten wzruszył lekko ramionami.
            - Daniel! – zwrócił się do wuja, ignorując swojego ojca – Jakieś ciekawe ploteczki z dzisiejszego dnia w szkole? – udał zainteresowanie.
            Mężczyzna uśmiechnął się pokrzepiająco.
            - Słyszałem, że zaginęliście z Taeminem – mruknął Daniel – Wszyscy wrócili, tylko nie wy.
            Minho zrobił wielkie oczy. Zabrzmiało to co najmniej dziwnie i z ukrytym podtekstem.
            - Zaczęło padać, no to stwierdziłem, że bez sensu wracać do domu. No i dostałem jako niespodziankę atak paniki Lee. Dzieciak był przerażony tym, że zaczęło padać – wyjaśnił szybko, zupełnie jakby się tłumaczył.
            - Kim jest Taemin? – ojciec wtrącił się do rozmowy. Minho spojrzał na niego krytycznie.
            - Moim wrogiem – skwitował.
            - Wrogiem – prychnął Daniel – Żadnym wrogiem, po prostu nie chcesz dopuścić do siebie tego, że mógłbyś go polubić.
            - Miałbym polubić Lee Taemina? – Minho niemal krzyknął rozbawiony. Absurd.
            - Nie jesteś kłótliwym chłopcem. Dogadacie się – intruz ponownie  się wtrącił.
            Minho spojrzał na niego krzywo. Nie potrzebował komentarzy.
            - Nie masz pojęcia jaki jestem – warknął zdenerwowany – Nic o mnie nie wiesz.
            - Minho – usłyszał tylko słaby głos swojej matki – Nie kłóćmy się dzisiaj.
            - Ja się nie kłócę. Mówię tylko prawdę – wzruszył ramionami nastolatek.
            - Pojdę już – odezwał się Daniel i zarzucił na siebie marynarkę.
            Minho doskonale widział, jak patrzy na Kang Hee. Kobieta uśmiechnęła się w odpowiedzi lekko rumieniąc. Musiało być coś na rzeczy. Wiedział to.
            - Odprowadzę cię – odezwała się zmęczonym tonem – Zachowuj się – szepnęła jeszcze do Minho zanim wyszli.
            - Jestem zmęczony. Idę do siebie – powiedział niemal od razu i wstał, krytycznie patrząc na ojca.
            - Mógłbyś chociaż udawać, że się cieszysz z mojego widoku – szepnął mężczyzna zbolałym tonem.
            Nastolatek zaśmiał się krótko i spojrzał z pogardą na ojca.
            - Żebyś ty poczuł się lepiej? – zakpił – Nie mam takiego zamiaru – pokręcił głową – Nie pojawiłeś się tutaj bez powodu. Wiem to. Tylko moja matka myśli, że się zmieniłeś. Zniknij. Raz na zawsze – powiedział z mocą.
            Mężczyzna uśmiechnął się smutno. Minho dalej jednak widział czający się podstęp w oczach.
            - Może niedługo – mruknął – Spędzimy jutro razem dzień? – zapytał z nadzieją – Chcę byś się do mnie przekonał.
            - Nie mam czasu – skwitował – Idę spać – mruknął, mijając zaskoczoną matkę.
            Zamknął cicho drzwi od swojego pokoju i ze zmęczeniem opadł na łóżko. Właśnie teraz potrzebował osoby, której mógłby się wygadać. Która by nic nie mówiła, tylko słuchała. Znał jedną. Byłaby pewnie idealnym powiernikiem. Była jednak niedostępna. Westchnął ciężko zamykając oczy. Miał dość tego dnia.
~**~
            Wymknął się jak mógł najciszej. Ojciec spał w salonie. Zatrzymał się nawet na chwilę, szukając podobieństwa do niego. Nie widział nic takiego. Mężczyzna był wrakiem człowieka. Kilka szpetnych tatuaży zdobiło jego ręce. Niemal posiwiałe włosy były zbyt długie, co jeszcze bardziej uwypuklało srebrne nitki. Mimo wszystko nadal był przystojny. Na swój sposób. Niebezpieczny. Nie dziwił się, że matka za nim szalała.
            Nawet zastanawiał się przez chwilę, że może dobrym pomysłem jest spędzenie z Markiem trochę czasu. Nie dla własnej przyjemności oczywiście, a po to, by poznać jego zamiary. Normalnym było, że nie bez powodu pojawił się ponownie w ich życiu.
            - Cześć – poczuł niemiłe szturchnięcie i ocknął się z rozmyślań. Miał przed sobą Kibuma.
            - Co? – warknął zdenerwowany Minho.
            - Trzeci raz do ciebie mówię. Ogłuchłeś czy co? – chłopak zaśmiał się.
            - Zgryźliwy jak zwykle – z dezaprobatą zacmokał Choi.
            Przegapił moment, w którym się zagapił. Czekał na Kibuma przed szkołą i nagle odleciał, analizując teorie spiskowe dotyczące jego ojca.
            - Coś się stało? Wyglądasz nietęgo – z troską zapytał Kim. Minho zdziwił się. Ledwo kilka dni temu pobił tego dzieciaka. No dobra, został pobity.
            - Martwisz się o mnie? – zapytał.
            Kibum uśmiechnął się wrednie. Było jednak widać, że to tylko maska.
            - Masz dziś działać na pełnych obrotach Panie Popularny! – krzyknął piskliwie w swoim stylu – Spróbuj mi się zamyślić, a dostaniesz pędzlem po twarzy! A wiesz, że to się prędko nie zmyje – ostrzegł.
            - Debil – skwitował Choi, który nie mógł jednak powstrzymać się od cichego chichotu – Idziemy do woźnego. Powie nam co i jak – machnął ręką na Kibuma i ruszył przodem.
            - Co myślisz o Taeminie? – zapytał Kim, kiedy już zajmowali się ogrodzeniem.
            Dostali obleśnie zieloną farbę, która w żaden sposób nie pasowała do wystroju otoczenia. Samo malowanie nie było czymś skomplikowanym. Z żalem stwierdzał, że praca potrwa góra dwie, trzy godziny. Musiał znaleźć sobie czas do wieczora. Chyba, że zdecyduje się na popołudnie z ojcem.
            Pytanie było co najmniej dziwne. Już wolał, by Kibum milczał. Co myślał o Lee? Uśmiechnął się, przypominając wczorajszy ranek.
            - Nic – burknął niechętnie, zajmując się malowaniem.
            - Lubisz go? – drążył zaciekawiony Kibum.
            - Nie – krótko odpowiedział Minho.
            - Nie lubisz go?
            Zrobił pauzę, zastanawiając się nad odpowiedzią.
            - Nie – odparł mniej pewnie.
            Kim uśmiechnął się z wyższością.
            - No to dlaczego go gnębisz? – rzucił ostro.
            - No bo… - zaczął i przerwał - … Taemin nie jest jedynym , który obrywa – odparł rzeczowo Minho, mając nadzieję że zakończą ten temat.
            - Nie rozumiem twojego nerwa. Ja po prostu pytam – mruknął zadowolony Kibum i zajął się na jakiś czas pracą.
            Wiedział, że spotkanie z Kimem nie będzie należało do najprzyjemniejszych. Nie spodziewał się jednak przesłuchania w sprawie Taemina. Co ten gówniarz miał wspólnego z nim? Nic. Nie znali się. Nie mieli zamiaru się poznawać. Więc o co chodzi? Tylko czekał, aż i Kibum zacznie wrabiać go w gejostwo. Jak Sam. Tylko przy tym chucherku Kimie, nie powstrzymywałby się i doszłoby do bitki.
            Usłyszał ciężkie westchnięcie obok siebie i spojrzał na nastolatka. Kibum od niechcenia machał pędzlem. W końcu spojrzał na niego, robiąc dzióbek.
            - No co? – warknął Minho, wyraźnie prowokując nastolatka.
            - Nic. Nie mogę na ciebie popatrzeć? – odpowiedział przymilnie Kim – Ejjj… Co byś zrobił, gdyby okazało się, że podoba ci się chłopak? – zapytał odważnie, wpatrując intensywnie w Minho.
            Ten zarumienił się nagle. Niemożliwym było, by Kibum wiedział o Alexie. Sam w życiu nie puściłby pary z ust. Zabiłby go wtedy.
            - Szlag! – krzyknął Kim dostając olśnienia – Podoba ci się ktoś? Chłopak? Podobał?! – wykrzykiwał coraz głośniej.
            Minho dał się podejść i sama jego reakcja dawała pozytywne znaki. Był debilem. Starał się opanować mimikę twarzy, przywdziewając obojętność. Średnio mu to wyszło.
            - Nie wiem o czym mówisz. Masz urojenia – wykrztusił w końcu z siebie i wrócił do apatycznego malowania ogrodzenia.
            - Kto ci się podoba? – naciskał nadal Kibum. Zbliżył się do Minho i wręcz usiadł ramię w ramię.
            - Nikt – syknął Choi – Odsuń się – odepchnął chłopaka. Ten poleciał na ziemię. Nie był jednak wściekły, tylko rozbawiony. Nim.
            Kibum wstał, otrzepał się i przechylił głowę, szykując się na kolejny szturm.
            - Kto to był? – zapytał łagodniej, jednak teraz karcąco – Mi możesz powiedzieć – machnął ręką, jakby byli najlepszymi kumplami.
            Minho wypuścił powoli powietrze z płuc i wstał niebezpiecznie machając pędzlem.
            - Kim jesteś, że jak stwierdziłeś „tobie mogę powiedzieć”, co? – zapytał drwiąco – Nie wiem, o czym miałbym ci powiedzieć. Z czego się zwierzać – ciągnął ostro – Nie jesteś moim kumplem, a jedynym wspomnieniem jakie mam z tobą, to że się na mnie rzuciłeś – machnął w stronę Kibuma pędzlem, tak że kilka kropli farby kapnęło na ziemię – A może ty jesteś gejem, co? I szukasz ofiary? – zadrwił Minho.
            - Może – prowokował Kibum – Chcę pożreć twoją niewinność – udał zombie robiąc zeza i zaśmiał się gromko.
            - Frajer – mruknął Minho, chociaż nie mógł odmówić tego, że sytuacja była zabawna. Nie dał jednak tego po sobie poznać – Bierz się do roboty, dzieciaku! – krzyknął rozkazująco.
            - Jesteśmy w tym samym wieku, tak gwoli przypomnienia – burknął Kibum – Jesteś pewien, że nie podobał ci się nikt? – zapytał ponownie.
            - Nikt kurwa! – krzyknął rozwścieczony Minho.
            - Widzisz! – wskazał na Choi oskarżycielsko palcem – Skoro nikt ci się nie podobał, to skąd możesz wiedzieć, że nie podobają ci się faceci? – zapytał podchwytliwie.
            Minho wymamrotał pod nosem słowa przekleństwa. Kim był strasznie wścibskim gówniarzem.
            - Powiedz, o co ci kurde chodzi! – krzyknął zdenerwowany – A nie łapiesz mnie za słówka!
            Kibum zrobił minę niewiniątka.
            - No nie denerwuj się tak. Po co te nerwy? – zarzekł się i wyszczerzył – Ja ci przecież nie wmawiam, że możesz być gejem. A nawet jeśli, to co z tego? Pewnie niejeden z chęcią by się z tobą umówił – mruknął niewinnie.
            - Może ty? – odparł przymilnie Minho – Byłbyś chętny? – zamrugał szybko powiekami, udając coś na kształt geja.
            - Może – uwodzicielsko odpowiedział Kibum i nieśmiało przysunął się do Minho.
            - Weź – z niesmakiem odgryzł się Choi i odsunął od chłopaka – A tak na poważnie, jesteś gejem? – zapytał. Dawał dobre 60% szans, że ma rację.
            Kibum uśmiechnął się nieśmiało.
            - Ani nie zaprzeczam, ani nie potwierdzam – odpowiedział zagadkowo.
            Był gejem. Teraz Minho dałby sobie rękę odciąć. Tylko co on zamierzał teraz zrobić z tą informacją? Mógł puścić to powyżej uszu… albo mieć powód, by dobrze bawić się w szkole. Kosztem Kibuma.
            - Miotasz się – skwitował Kibum – Nie wiesz, co masz zrobić – uśmiechnął się podstępnie.
            - Skąd – Choi pokręcił głową.
            - Oh, już wybrałeś? – lekceważąco napomniał – Czyli teraz ja jestem pod twoim odstrzałem? – zapytał niewinnie.
            - Chyba jednak wolę blondasa – mruknął niechętnie – Który nie wiem skąd się tutaj znalazł – dodał, wskazując na Taemina, który pojawił się znikąd.
            - Taemin! – wykrzyknął uradowany Kibum. Podszedł do nastolatka i przytulił go.
            - Kibum, brudzisz mnie – zaśmiał się Lee, odpychając żartobliwie kolegę od siebie.
            Minho obserwował tę uroczą scenkę z niemałą pogardą i niesmakiem. Kto to widział, by faceci tak się obłapiali. Jednak i Taemin i Kibum byli na swój sposób zniewieściali. Uśmiechnął się krzywo.
            - Ja nie dostanę tulańca? – rzucił z kpiną.
            Z zainteresowaniem stwierdził, że Lee się zarumienił.
            - A chciałbyś? – zagadnął Kibum i niespodziewanie ruszył na Minho. Wskoczył mu niezgrabnie na kolana, tak że obaj polecieli na ziemię. Choi prychał i wymachiwał nogami, próbując zrzucić z siebie Kima.
            Minho prawie zapomniał o ciężarze, kiedy przez ułamek sekundy – zanim pole widzenia nie zostało przysłonięte przez czuprynę Kibuma – zobaczył uśmiech Taemina. Zagapił się całkowicie, jednak łaskotki krzykacza przywróciły mu zmysły.
            - Spierdalaj! – krzyknął, ostatecznie zrzucając Kima. Nie mógł jednak powstrzymać chichotu.
            - Uhuhu, Choi Minho dobrze się bawi – zakpił Kibum, leżąc na ziemi i wpatrując się w bezchmurne niebo.
            - Kiedy skończycie? – zapytał Taemin i ku niezadowoleniu Minho, pochylił się nad Kimem.
            - Gdybyś nam pomógł, poszłoby szybciej – mruknął Minho naburmuszony.
            - Tae? – rzucił Kibum i usiadł na trawie – Refleks! – krzyknął i maznął nastolatka po koszulce pędzlem – Minho! Ty też! - podobny los spotkał i jego.
            Warknął i podskoczył do góry, zrywając się. Kibum schował się za Taeminem, zaśmiewając się do rozpuku. Minho zrobił groźną minę i spoglądał na Taemina, próbując w jakiś sposób dorwać się do Kima.
            - Lee przesuń się. Nie zostaniesz wtedy uszkodzony – rzucił złowrogo, dzierżąc pędzel w dłoni.
            Znowu. Zagapił się na uśmiechającego Taemina. Stał przed nim i patrzył na niego jak ostatni debil. Blondyn poprawił grzywkę, co wyglądało niezwykle uroczo. Uroczo?! Przeklął się w duchu i zdecydowanym ruchem odepchnął Lee. Ten poleciał na trawę, ale miał pod ostrzałem Kibuma. Krzykacz podskoczył do góry i zrobił krok do tyłu. Za późno. Maznął i jego, barwiąc jego koszulkę na brzydki odcień zielonego.
            Zatrzymał się i liczył na jakąkolwiek reakcję Kibuma. Ten potrzebował jednego susa, by znaleźć się przy Taeminie.
            - Nic ci nie jest? – krzyknął spanikowany, macając gdzie popadnie blondyna – Debil! – rzucił wściekle w stronę Minho.
            Znowu był tym najgorszym. Taemin żył, nic mu się nie stało. Więc o co takie halo? Zrobił skonfundowaną minę, nie wiedząc co ze sobą teraz począć.
            - Kibum! – zbeształ go Taemin – Nic mi nie jest – zaśmiał się – Nic mi nie jest – uspokajająco spojrzał na Minho. Ten wzruszył niedbale ramionami, jakby go to w ogóle nie interesowało.
            - Widzisz? Żyję – wesoło odpowiedział Taemin, podrywając się do góry.
            - Właściwie to już skończyliśmy – odpowiedział Kibum – Co nie, Choi? Ale Tae… - Kim zagadnął blondyna - … wyglądasz promienniej. Czyżbyś zrobił to co ci kazałem? – szepnął w stronę Lee, jednak nie dało się tego nie słyszeć.
            Minho automatycznie nadstawił uszu. Był aż nazbyt wścibski? Może. Chciał po prostu wiedzieć.
            - Idziemy na jakąś dobrą kawę? – zapytał Kibum – Minho?
Chłopak natychmiast przywołał się do porządku, prostując i przybierając obojętny wyraz twarzy. Miałby wyjść z Taeminem i Kibumem? Na kawę. Nie musiałby tak wcześnie wracać do domu. Propozycja była aż nazbyt kusząca.
- Żartujesz chyba – parsknął w odpowiedzi – Mam lepsze rzeczy do roboty – dodał niemiło.
- Wobec tego zajmij się tymi swoimi ważnymi sprawami – Kibum wzruszył ramionami.
- Zamierzam – mruknął i wsadził ręce do kieszeni – Idę – rzucił pochmurnie.
Odszedł ledwie kawałek, kiedy dobiegł do niego krzykliwy głos Kibuma.
- Poznałeś kogoś! – wrzeszczał rozradowany.
Zatrzymał się w pół kroku. Poznałeś kogoś. Spochmurniał jeszcze bardziej. Jak to jest, że on jest sam, a nawet taka niemowa Lee kogoś  ma lub będzie mieć? Nie rozumiał tego. Westchnął ciężko trochę żałując, że odrzucił wspólne wyjście. Nie żeby mu specjalnie zależało. Po prostu miałby spokój z ojcem. Jednak z drugiej strony, gdyby ktoś go zobaczył w takim niechlubnym towarzystwie… nie mógł sobie pozwolić na taki spadek pozycji. Nie kiedy JaeMin ciągle podkładał mu kłody pod  nogi. Nigdy.
Niechętnie stwierdził, że koniec końców musi pokazać się w domu. Był cały upaćkany farbą, jednak musiał stwierdzić, że całkiem nieźle się bawił. Gdyby nie bał się stracić swojej pozycji, może i nawiązałby jakąś większą nić porozumienia. Teraz pozostało zmierzyć mu się z ojcem.
- Jesteś? – usłyszał zadowolony glos mężczyzny. Siedział w salonie oglądając telewizję.
            Minho skrzywił się. Wyglądał jakby był cholernym panem domu. Z piwem w ręce i pilotem.
            - Gdzie mama? – zapytał od razu, szukając jej wzrokiem.
            - U siebie w lokalu. Wyskoczyła na godzinkę – wyjaśnił mężczyzna – Możemy spokojnie porozmawiać. Sami – poważnie dodał. Chyba był już lekko wstawiony.
            - Piłeś? – mruknął Minho. Uniósł brwi w zdziwieniu, jednak usiadł na fotelu obok. Wyłączył telewizor. Mężczyzna skrzywił się. Zapadła cisza.
            - Tylko dla odwagi – burknął nagle spłoszony.
            - Boisz się mnie? – zapytał rozbawiony chłopak – Śmiesznie – zakpił.
            - Nienawidzisz mnie, prawda? Tak bardzo chciałbym wszystko naprawić. To jeszcze tylko kilka lat i będziemy mogli znowu być rodziną – mężczyzna zaczął płomienną mową.
            - Rodziną? – syknął Minho, skutecznie przerywając – Masz już nigdy więcej nie zbliżać się do mamy! – ryknął. Był zdenerwowany. Jego ojciec mógł sobie pleść, co ślina na język przyniesie, jednak on nie zamierzał pozostać bierny i jedynie słuchać – Jesteś już nikim dla nas. Naprawić? Jesteś kurwa pojebany! – zaśmiał się krótko.
            - Nie powinieneś tak do mnie się odzywać – niebezpiecznie szepnął Mark.
            - Bo co?! – wrzasnął nastolatek. Wstał wzburzony i teraz z góry przypatrywał się mężczyźnie – Może powiesz, że jesteś moim ojcem, co? Daruj sobie. Ja nie miałem ojca. A teraz go nie potrzebuję – skwitował i roztrzepał włosy – Powiedz mi lepiej, po co naprawdę przyjechałeś. Musiałeś mieć jakiś powód – uspokoił się.
            Mężczyzna wyprostował się, przybierając butny wyraz twarzy. Jakby szykował się do walki.
            - Nie chcę się kłócić – odpowiedział bystro mrużąc przy tym oczy.
            Kłamał. Cały czas kłamał. Minho wiedział. Zdradzało go wszystko od głosu, aż po mimikę twarzy. Jego ojciec był kiepskim aktorem.
            - Po prostu mi powiedz i wynoś się – lakonicznie odparł chłopak – Mama nie musi widzieć tej kłótni. Nic jej nie powiem. Wytłumaczę cię – wzruszył ramionami.
            Mężczyzna opuścił głowę, zwieszając bezradnie ramiona.
            - Nie zrozum mnie źle Minho – szepnął ze skruchą w głosie – Potrzebuję pomocy – głos mu się załamał.
            Nawet nie drgnął. Miał rację. Poczuł żółć podchodzącą do gardła. Nienawidził go jeszcze bardziej. Gardził nim tak bardzo. Nie chciał tego słuchać.
            - Spakuj się i spierdalaj – warknął Minho i odwrócił się. Chciał znaleźć się w swoim pokoju, paść na łóżko i odlecieć.
            - Miałeś mnie wysłuchać – szepnął – Miałeś! – krzyknął zdesperowany.
            - Masz jeszcze prawo czegokolwiek się domagać? Mam wysłuchać twojej rzewnej historyjki i poklepać cię po ramieniu? – rzucił pogardliwie – Spakujesz się sam, albo ja wyrzucę przed dom twoje rzeczy – skwitował Minho nieugięcie.
            - Jesteś moim synem! Proszę cię o pomoc. Potrzebuję tylko twojego szpiku – wykrztusił – Nic więcej. Tylko badań – w jego głosie słychać było desperację.
            Obserwował całą scenkę  z obrzydzeniem. Nie interesowało go nic, co było związane z tym człowiekiem. Był chory. Widocznie niewiele czasu mu zostało, że posunął się do błagania  osoby, która go nienawidziła.
            - To wszystko? – zapytał oschle – Spakuj się i wyjedź – powiedział słabo Minho.
            Czuł, że już się wypala, a całe to popołudnie wykańcza go. Nie patrzył na ojca. Bał się, że jakimś cudem może się złamać.
            - Chciałbym żebyś zmienił zdanie. Nie mam już dużo czasu przed sobą – mruknął mężczyzna, wyraźnie się poddając – Nie wspominaj nic mamie – dodał jeszcze.
            - Żeby nie mogła cię jeszcze bardziej znienawidzić? – odpowiedział kpiąco Minho.
            - Tak. Między innymi – skinął głową.
            Uśmiechnął się krzywo. Nie mógł dłużej przebywać w jego towarzystwie. Nie odzywając się wyszedł z salonu i wtedy biegiem pokonał dzielący go dystans do swojego azylu.
            Zatrzasnął głośno za sobą drzwi i rzucił się na łóżko. Zakrył dłońmi oczy, na wszelki wypadek mocno je zaciskając. Nie zamierzał płakać, jednak wolał nie ryzykować. Dopiero teraz docierało do niego powoli, o co prosił ojciec. Przełknął przekleństwo, kiedy zdał sobie sprawę, że pomyślał o nim jak o ojcu.
            Był chory. Śmiertelnie. To co najbardziej go ubodło to fakt, że pokazał się dopiero w takim momencie, kiedy już ledwo zipał. Nie rozumiał jednak, dlaczego nie powiedział nikomu. Nawet Danielowi. To on miał być ofiarą jego manipulacji. I na co ten człowiek liczył? Że padnie mu w ramiona, że zgodzi się na  wszystko? Nie był głupi. Nic nie był winny temu człowiekowi. Nic od niego nie dostał.
            Nawet mu nie współczuł. Na pewno nie teraz. Nie w tym momencie, kiedy czuł się po raz drugi zdradzony. Chciał z kimś pogadać. Najlepiej gdyby zwierzenia zostały połączone z jakąś małą libacją.
            Sięgnął po telefon i znalazł numer Sama. Czekał do momentu, aż odezwała się sekretarka. Ponowił połączenie w nadziei, że kumpel nie miał akurat przy sobie telefonu. Na próżno. Znowu nikt nie odebrał. Sfrustrowany rzucił aparat na podłogę i warknął. Kto miał go teraz wysłuchać? Mógłby spokojnie gadać do ściany, jednak nie dałoby to pożądanego efektu. Był sam. Zawsze był sam.
            Pomyślał o Taeminie. O tym, że jemu mógłby się „wyspowiadać”. Dzieciak nie gderałby, nie przerywał. Tylko by słuchał, patrząc tymi wielkimi, mądrymi oczyskami. Syknął i natychmiast wyrzucił z głowy obraz Lee. Jego też nie potrzebował. Nie potrzebował nikogo. Było mu dobrze w tej jego samotności. Radził sobie do tej pory.
            Drzwi od domu trzasnęły zbyt głośno, co tylko lekko wyrwało go z małej drzemki. Tatusiek uciekł. Dobrze. Odleciał ponownie, zamykając ciężkie powieki.
            Obudził się, gdy poczuł na swojej twarzy delikatne muskanie. Nadal otępiały zamrugał oczyma, widząc nad sobą matkę. Jej czułe spojrzenie przesuwało się po jego twarzy. Była zaniepokojona. Zawsze kiedy czegoś się obawiała, wchodziła do jego pokoju i patrzyła jak śpi. Tak jakby to ją uspokajało.
            - Cześć – mruknął i wyciągnął przed siebie ramiona.
            - Hej – siorbnęła kobieta. Płakała?
            Usiadł natychmiast na łóżku i przetarł oczy, całkowicie pozbawiając się resztek snu.
            - Co jest? – zapytał przestraszony – Mamo?
            - Pokłóciłeś się z nim? – szepnęła tak cicho, że ledwo ją zrozumiał.
            Westchnął ciężko. Nie zdawał sobie sprawy, że aż tak bardzo zaboli to jego matkę.
            - Wymieniliśmy kilka ostrych słów. Zniknął? – zapytał z nadzieją.
            Kang Hee pokiwała głową niechętnie.
            - Wraz z nim kilka sztuk biżuterii, którą mi kiedyś podarował – mruknęła zawstydzona.
            Minho zacisnął zęby. Nie wypowiedział na głos bluzg, jakie wykreowały się w jego głowie. Tego się nie spodziewał. Przytulił do siebie kobietę, dając pocieszenie.
            - Nie jest nam potrzebny. Radzimy sobie sami. Mamy Daniela – mamrotał, kołysząc się delikatnie.
            - Miałeś rację – usłyszał pochlipywanie – Dobrze, synek. Dość tych czułości. Nie będę ci smarkała w rękaw – odezwała  się hardo, zmieniając nastawienie. Znowu była radosna, albo chociaż coś na kształt tego.
            Uśmiechnął się zadziornie.
            - I tak ty robisz pranie – burknął z miną niewiniątka.
            - Szz… - syknęła – Niewdzięcznik! – krzyknęła.
            - Idę zrobić jakiś obiad – wstała i wygładziła włosy – Daniel wpada niedługo. Co chcesz zjeść?
            - Zapiekankę ze szpinakiem – krzyknął zdecydowanie.
            Odetchnął głęboko dopiero wtedy, kiedy Kang Hee wyszła z jego pokoju. To był zdecydowanie ciężki dzień. Pełen spraw, które wolałby by zostały nieujawnione. Miał dylemat. Powinien powiedzieć jej o wszystkim? Czy może lepszym pomysłem byłoby zachować wszystko dla siebie? Nie wiedział.
             
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~

Witajcie! No to jedna osoba ma już bana i jej wylewny, dwu zdaniowy komentarz i oczojebna reklama zostały usunięte. Może to i jest podłe, ALE pisałam już nie raz, że do reklamowania siebie macie osobną stronę, nie rozdział. Tym bardziej, że ta sama osoba powtórzyła spam. Chyba wolę by nie komentowała wcale, skoro nie potrafi czytać ze zrozumieniem. Pozostałej reszcie dziękuję i czekam na więcej, o wiele wiecej ^^ Marzeniem byłoby dostać z 50 komentarzy od Was - raz się zdarzyło, ALE wtedy to był zbiorowy hejt na mnie :D  Do następnego :) 

PS. Rozdział 7 najpewniej pojawi się dopiero za dwa-trzy tygodnie. Nie mam już zapasów jeśli chodzi o party, a dodatkowo kolejne tygodnie będą mało sprzyjały pisaniu. Mam pierwsze kolokwium, w ten weekend jadę do Poznania... a potem święta :) 

22 komentarze:

  1. Podoba mi się że wszystko dzieje się tak powoli, dużo lepiej czyta się takie opowiadania.
    Kibum boski "ani nie zaprzeczam, ani nie potwierdzam" <3

    Czekam na kolejne rozdziały i życzę WENY, dużo weny :D

    OdpowiedzUsuń
  2. 50 komentów?! Łoł xD Ostro podniosłaś poprzeczkę hahaha xD Ale jak chcesz to ogłoś że hmmm o! że przerywasz opko i będziemy cię tu zbiorowo hejtowac i wyjdzie nawet ponad 50~! XDD haha xD Nie no żart sorka już się uspokajam xD
    CO do rozdziału. Bardzo mi się podobał ( jak zwykle). Tylko tak jakoś... uwielbiam twoje postacie ( tak zaczne). Zarówno w tym opowiadaniu jak i w pozostałych. Mają swoją osobowość a jednak zachowują osobowość orginału. I nie są płytki, sa rozbudowane itp itp. Wiesz o co mi chodzi>? No a tu... postać tatuśka... była... taka byle jaka. Jakby lekko wypłowiała, bez głębszej osobowości. Wiem że to może być postać epizodyczna i może się już nie pojawić ale jak pojawi się jeszcze kiedyś postaraj się ją jakoś... pogłębić? Dodać jej kolorów. Bo naprawdę byłą wyblakła... To chyba kurcze 1 raz kiedy jakaś postac u cb tak bardzo by mi nie pasowała z powodu braku charakteru, głębi czy czegoś. Mam nadzieję, że wiesz co mam na myśli. Co do opowiadania nie mam zastrzeżeń. Ba! Wręcz przeciwnie sam cukier. Mógłbym ci tu rzygać tęczą i cie wychwalać ale nie będe bo jeszcze weźmiesz to do sobie, popadniesz w samouwielbienie i się opuścisz w pisaniu...czy coś... xD
    W każdym razie... Weny i powodzenia!
    Zero_

    OdpowiedzUsuń
  3. Ale jak to Tae kogoś ma/ będzie mieć ;c? Błagam, powiedz, że to tylko po to żeby Minho był zazdrosny. 2min 4ever i tak ma być we wszechświecie! Mam nadzieje, ze w niedalekiej przyszłości Tae trochę utemperuje Minho choć taki buntowniczy też mi sie podoba ;) mrrrr ;d czekam na SZYBKIEGO nexta ;*

    OdpowiedzUsuń
  4. Awrrr... Czekam na rozwinięcie akcji między 2min'en <3
    Kibumie, zastopuj trochę bo przerażasz Minho XDD
    Dużo weny życzę ;3

    OdpowiedzUsuń
  5. ee tam Kibum dobrze robi :D uwielbiam czytać jak Minho jest zazdrosny o Tae :D Mam taką cichą nadzieję, że Minho spotka się twarzą w twarz z tym rzekomym chłopakiem Taemina, wiem jestem szalona :D Szczerze ? nie wiem co myśleć o tej sytuacji z ojcem Minho. Z jednej str. chłopak ma rację, że ojciec trochę za późno się pojawił w jego życiu, a z drugiej... no nic czekam na kolejny rozdział :D

    OdpowiedzUsuń
  6. Rozdział super, ale wolałabym więcej Taemin'a. Co do ojca Minho to i tak mi się wydaje, że mu pomoże. Bądź co bądź to jego ojciec. Może wtedy gdy dowie się, że Taemin też jest chory? :O Jeśli wgl jest chory, takie tam przypuszczenia ;) Ogólnie bardzo przyjemny rozdział, praktycznie go "połknęłam". Naprawdę bardzo wciąga, już nie mogę doczekać się kolejnej soboty. Twoje rozdziały są idealne pod tym względem, że jak już usiądziesz i zaczniesz czytać to przenosisz się w inny świat i całkowicie odrywasz od rzeczywistości. Świetne, naprawdę świetne na weekend, aby się odstresować.
    Na koniec życzę dużo weny!!! Do soboty :D

    OdpowiedzUsuń
  7. Czuję się jakbym miała urodziny, a do tych przecież jeszcze dłuższy czas. Tyle szczęscia naraz *.* Nie wiem czy 5 kwietnia to szczególna data, ale nagle na niemal wszytskich blogach jakie obserwuje pojawiła sie notka. Tyle wygrać XD
    No, ale mniejsza z tym.
    Kocham to jak piszesz, jak się tym wszystkim bawisz.
    I Minho, taki mały zadrośnik. Uroczy Taemin, łamiący opór w sercu Choi... I takie, no... Ten Kibum, taki specyficzny. Uwielbiam jak się wtrąca, bo zawsze jest wtedy zabawnie :)
    Czekam na to aż oni wszyscy sobie cos pouświadamiają, ale na to chyba za wcześnie. Ach, to nic, będzie jeszcze fajniej.
    A tydzień leci tak jakoś szybko jak się czeka na coś takiego.
    Dużo, dużo weny :D
    Joamya

    OdpowiedzUsuń
  8. Jeju Kibum jest chyba najbardziej pozytywną postacią w całym "Virgin Snow" jak ja go za to kocham, haha i to podpuszczanie Minho przy malowaniu płotu, o matko jak ja się uśmiałam ^^ Choi znowu zapatrzył się na Tae, tak uroczo *O* Ciekawa jestem co zrobił Tae, że się zrobił takie promienny :D Ale, że co? On serio serio kogoś poznał czy to było tak tylko żeby zwrócić uwagę Minho? c:
    Mark, ja nie wiem co ja mam o tym człowieku sądzić, z jednej strony mi go szkoda, jak Minho jego syn tak mu dogaduje, ale z drugiej mam do niego jakąś urazę, zobaczę w następnych rozdziałach C: Kurde niech Choi sobie uświadomi, że popularność jest mało ważna! Mógłby mieć wtedy takie łatwe i przyjemne życie (nie licząc sytuacji z ojciec, btw wydaje i się, że w sumie mu pomoże, ale w sumie to Minho, po nim można się wszystkiego spodziewać) ale nie, bo co ludzie powiedzą?
    Dziękuję za rozdział, jak zwykle świetny!
    Hwaiting!

    OdpowiedzUsuń
  9. Kolejny fajny rozdział :) Myślałam, że Minho się w końcu przełamie po tym co usłyszał od ojca. Jednak dalej tkwi w tej swojej skorupie i nic do niego nie dociera. Ja mam nadzieję, że mimo wszystko się przełamie, odszuka jakoś ojca i mu pomoże. Przecież to jego ojciec i powinien mu pomóc, mimo tego co przez niego wycierpiał.
    Ahh...... Key jest najlepszy!!! Ciekawe tylko czy przeczuwa, że Minho podoba się Taeś :)
    Minho, Minho.... ciekawa jestem kiedy się dowie na co tak naprawdę jest chory Tae i jak wtedy zareaguje?? Czy wreszcie przestanie zadawać się z tą bandą mięśniaków i zrzuci tą swoją maskę obojętności wobec Tae? Ślepy by zauważył, że Choi go normalnie pożera wzrokiem i pragnie ponad wszystko ^__^
    Tylko czy on wreszcie przejrzy na oczy???
    Dużo weny :* bo z niecierpliwością czekam na kolejny rozdział :)
    Pzrd A.

    OdpowiedzUsuń
  10. Świetny rozdział. Szczególnie podobała mi się akcja podczas malowania płotu. Kibum jest po prostu moim mistrzem. Tylko on może tak bezkarnie podpuszczać postrach szkoły. :D Uuu... Teaś znalazł sobie kogoś. Coś czuję że wiem kto jest obiektem jego westchnień. A nasz bad boy jest zazdrosny i dobrze mu tak. ;) Nie zazdroszczę Minho sytuacji z ojcem jak ktoś tak może traktować swoje dziecko. Nie rozumiem tego :/ Oczywiście czekam na więcej i weny życzę :P

    OdpowiedzUsuń
  11. Cudowny rozdział <3 Minho i Tae tacy kochani i jeszcze Key HDJDJDBBD Kocham <3
    Niecierpliwie czekam na kolejną część.
    Życzę weny i powodzenia :*

    OdpowiedzUsuń
  12. Key to zawsze taka pozytywna postać - uwielbiam to <3
    W sumie dopiero dziś zaczęłam czytać całe opowiadanie i czytam pół dnia i przeżywam niesamowicie *.*
    To wszystko jest takie... DOBRE! Tak subtelnie zaczynają się do siebie zbliżać! Mistrzowsko Ci to wychodzi! Trudno wykreować tak postacie, wpleść je w niesamowitą historię, zaciekawić czytelnika na tyle, żeby całymi dniami gnębiło go co wydarzy się dalej, żeby wyczekiwał kolejnego rozdziału, żeby całkowicie zatracił się w tej historii... ehhh... uwielbiam to.. TYLE EMOCJI <3
    Taeminnie nauczy Minho delikatności - o tak <3
    weny kochana, kocham Twoje opowiadania z SHINee i czytam je zawsze z szalejącym biciem serca - jak przy zakochaniu :D
    Hmmm.. chyba zakochałam się w tych historiach XD

    OdpowiedzUsuń
  13. Oj, trochę mi zajęło przeczytanie wszystkiego :D dawaj więcej "ciekawych" scen! :D

    kunoichi
    www.slodkiswiatyaoi.blox.pl

    OdpowiedzUsuń
  14. Ahhh już nie mogę się doczekać kiedy Minho nie wytrzyma i zaspokoi swoje potrzeby...buzi buzi tae <3
    Key jak zawsze świetny obserwator i przyjaciel-wie co się święci... ale fajnie jakby on tez zakochał się w Tae, mimo że wie że Minho... i... i....i byłaby ZAZDROŚĆ XD WSZYSCY ZAKOCHAJMY SIE W TAE.
    Sorry... to mnie ponosi XD
    weny skarbie!

    OdpowiedzUsuń
  15. Czekam na rozwiniecie sie akcji.Dobijam komentarz specjalnie dla ciebie ale nie mam pojecia co w nim umiescic. :c
    Jest super, czekam na wiecej, a szczegolnie na poprawienie sie relacji i moze jakis Jonghyun?
    Weny i powodzenia kochana.

    OdpowiedzUsuń
  16. Witaj kochana! Ostatni raz komentowałam twoje poprzednie 2min za co ogromnie mi wstyd! >< Jednak wiedz, że przeczytałam wszystkie Twoje dotychczasowe opowiadania, które opublikowałaś, kiedy mnie nie było i PRZEPRASZAM CIĘ STRAAASZNIEEE! Teraz jestem już mniej-więcej na bieżąco i został mi tylko jeden rozdział. Dziękuję Ci za to, że poświęcasz swój czas na pisanie dla nas. Nawet nie wiesz ile to dla mnie znaczy. Każde Twoje kolejne opowiadanie czytam z wypiekami na twarzy i szerokim uśmiechem na twarzy. No, biorę się za czytanie następnego rozdziału i czekam na kolejne! Dziękuję! <3

    OdpowiedzUsuń
  17. Witam,
    no już wiadomo co sprowadziło tak nagle ojca Minho do domu..., płot został pomalowany, i jak widać Minho zaczyna patrzeć na Teamina inaczej...
    Dużo weny życzę Tobie...
    Pozdrawiam serdecznie Basia

    OdpowiedzUsuń
  18. To opowiadanie wciąga mnie coraz bardxiej. Imtryguje.... Zaraz się biorę za kolejne rozfxiały i żuczę wemy i czasu do pisania.
    Hwaiting!
    Oribu

    OdpowiedzUsuń