sobota, 29 marca 2014

Virgin Snow - Rozdział 5.

            - Niepotrzebnie się tak starasz – mruknął Minho niezadowolony. Podgryzał bułkę i popijał ją kawą. Jego ulubioną – czarną, rozpuszczalną, z cukrem i mlekiem. Dużą ilością cukru. I mleka. Nie mógł odmówić sobie tej porannej przyjemności. Nie rozumiał ludzi, którzy pili kawę zwykłą, czarną. Zero przyjemności.
            Teraz patrzył jak jego matka krząta się w kuchni, polerując niemal każdy blat i zaglądając w każdą szparę. Chyba nigdy nie widział tak generalnych porządków. I to dla kogo? Dla ojca marnotrawnego, który powraca na weekend po latach nieobecności. Skrzywił się, czując ironię całe sytuacji. Był ciekawy, czy jego matka darzy jeszcze jakimś uczuciem tego dawcę plemników. Gdyby nie, to jakoś by wykombinował by spróbowała z Danielem.
            Nie miał w ogóle sił na piątkowe lekcje. Pocieszał się jedynie tym, że były krótkie. Musiał zaliczyć poranne zajęcia sportowe i biologię. Nic z czym by sobie nie poradził. Zastanawiał się jedynie, jak mógł przedłużyć pobyt w szkole. Tak, by do domu wrócić wieczorem, najlepiej jak najpóźniej, by legnąć się do łóżka i nie przechodzić przez proces powitania szanownego ojczulka.
            - O której się pojawi? – mruknął od niechcenia. Poprzedniej uwagi jego matka musiała nie usłyszeć zajęta sprzątaniem, albo zwyczajnie ją zbagatelizowała.
            Dopiero wtedy podniosła wzrok na Minho. Miała zarumienione policzki, jak podlotek. Przyjął to z milczeniem nie chcąc jej obrazić. Może i traktowali się wzajemnie jak kumple, jednak jego matka była czasami wrażliwa na wszelkie nieodpowiednie odzywki czy komentarze.
            - Wieczorem – usłyszał rozpromieniony głos swojej matki.
            - Rozumiem, że to nie dzięki sprzątaniu jesteś taka szczęśliwa? – mruknął z dezaprobatą. Kobieta zmarszczyła nos. Wyglądała wtedy naprawdę jak nastolatka. Powstrzymał się, by nie obdarzyć jej uśmiechem.
            - Brakuje ci brody, gazety i fajki w dłoni. Wyglądałbyś jak mój ojciec, a twój dziadek. Zrzędzić jak stary pryk to potrafił – odgryzła się kobieta.
            - A właśnie myślałem, czy powiedzieć ci, że wyglądasz jak nastolatka kiedy się tak minimalnie złościsz – I że wtedy jesteś urocza. Nic tylko rwać. Jednak zbyt cięty ten język – zakończył Choi, wybuchając ostatecznie śmiechem.
            - Nastolatka – westchnęła Kang Hee, rzucając ścierkę do zlewu i figlarnie ściągając różowe rękawice – Tyle bym oddała za jakąś operację plastyczną. Albo cofnięcie czasu – westchnięcie nasiliło się.
            Minho wywrócił oczyma. Nigdy nie zrozumie kobiet. Nawet własnej matki.
            - Głupia – mruknął – Operacja zrobiłaby z ciebie napuchniętego buldoga. A cofnięcie czasu…hm…. Nie miałabyś syna, który by ci o tym powiedział i przestrzegł. Znaj moją dobroć kobieto – zagrzmiał, imitując wysoki ton głosu.
            - Wychowałam bezlitosną bestię. Karmiłam tego potwora piersią – wskazała na Minho oskarżycielsko – Widzisz? To przez ciebie – złapała się za biust.
            Minho spojrzał na matkę, nie rozumiejąc o co jej chodzi.
            - Jeszcze się pytasz co! – krzyknęła na wpół rozbawiona – Piersi do pępka – skwitowała – Powinnam liczyć na jakąś rekompensatę? Może fundniesz mi taką operację na emeryturę, co? Będziesz dobrym synem.
            - Spoko – Choi wzruszył ramionami – Jak już faktycznie sięgną pępka – dodał.
            Kang Hee zrobiła dziubek i chwilę potem zaśmiała się gromko. Minho nie pozostało nic innego jak dołączyć. Potrafili sprzeczać się jak idealnie dobrane rodzeństwo.
            - O której dokładnie on będzie? – spytał się ponowni po chwili. Kiedy wesołość opadła.
            - No nie wiem synek – westchnęła kobieta – Może o 20? Może 22? – spekulowała – Nie interesuje mnie jak, ale masz być w domu. Nie wykręcisz się zajęciami! – zapowiedziała kategorycznie – Wiem, że dziś masz mniej lekcji.
            - Daniel jeszcze z tobą nie rozmawiał? – zapytał ostrożnie. Wydawała się nic nie wiedzieć o jego planach na sobotę.
            Kang Hee zmarszczyła brwi zapewne widząc powątpiewający wyraz twarzy syna.
            - Co znowu wykombinowałeś? – zapytała ostro.
            - Muszę lecieć! – zerwał się na równe nogi i wrzucił do plecaka kanapki – Miał z tobą pogadać. Będziesz w pracy, prawda? – krzyknął z korytarza. W ekspresowym tempie założył buty i był gotowy do wyjścia.
            - Minho! – usłyszał jeszcze zanim zamknął drzwi.
            Już miał wsiadać do auta, kiedy przypomniało mu się, że jego mama potrzebowała dziś samochodu. Spojrzał na jasne niebo, szukając chociaż niewielkich objawów późniejszego załamania pogody. Nie zanosiło się na deszcz ani nic innego. Było ładnie i słonecznie. Wobec tego mógł zrobić sobie spacer do szkoły, co zresztą przydałoby mu się. Rozprostować zastałe kości przed wf-em.
            Szedł ulicą całkowicie zamyślony. Mignęło mu co prawda kilka osób ze szkoły, które znał - te nawet zwracały się do niego z powitaniem, jednak to zignorował. Poruszał się iście ślimaczym tempem  i nie zdziwiłby się, gdyby przez to spóźnił się na zajęcia.
            Dopiero gdy zadarł głowę do góry, przestając patrzeć się na czubki swoich butów, zauważył przed sobą blond czuprynę. Natychmiast wlepił wzrok w te jasne kosmyki i obserwował jak Taemin zamyka drzwi od furtki i z zachwytem patrzy na niebo. Nastolatek uśmiechnął się i wyciągnął dłonie przed siebie. Miało się wrażenie, że chce dotknąć świecącego słońca. Minho nigdy nie widział Lee tak zadowolonego, beztroskiego i pogodnego. Trwało to jednak tylko sekundy. Po chwili chłopak zgarbił się i przyjął pozycję, którą Minho obserwował codziennie. Nastolatek poprawił grzywkę i nasunął ją bardziej na oczy, zamykając się ponownie w swoim jestestwie.
            Choi zagapił się. Stał w miejscu nie wiedząc, czy ma iść przed siebie udając, że nie widzi Lee, czy wręcz przeciwnie, podejść i uraczyć nastolatka jakimś niemiłym komentarzem. Nie zdecydował się, stał i patrzył na chłopaka. Zdał sobie sprawę, że to kolejny raz, kiedy widział jak Taemin się uśmiecha. Ten uśmiech był jednak niesamowicie szczery i radosny, jakby zastraszony nastolatek nigdy nie istniał. Zastraszony między innymi przez niego. Coś na kształt skruchy obudziło się w jego umyśle, bo gdyby patrzył na uśmiech Taemina niż na jego obojętność, pewnie miałby z tego więcej pożytku. Całość tych niecodziennych  myśli zgniótł w zarodku, zanim zdążyły się bardziej rozwinąć. Co mu po zadowolonym Lee? Chyba tylko ta świadomość, że mógłby ponowie zetrzeć ten uśmieszek z jego twarzy.
            Oddając się analizie stanu swojego umysłu nie zauważył, jak Taemin spojrzał się na niego. Patrzył wzrokiem nierozumiejącym i wymagającym odpowiedzi. Minho spłoszył się, jakby popełnił najgorszą gafę i natychmiastowo odwrócił głowę  w kierunku domu obok, udając, że kontempluje na temat jego kształtu. Zrobił jednak przy tym krzywą minę i obdarzył ostatecznie Taemina wściekłym spojrzeniem. Dla podkreślenia jak bardzo niemiłą sprawą było go spotkać, przeszedł ostentacyjnie na drugą stronę ulicy. Przyspieszył czując na sobie przeszywający wzrok Taemina, który w dalszym ciągu stał w miejscu i patrzył nie rozumiejąc. Minho też nie rozumiał. Chyba jednak najbardziej tego, co go skłoniło do ucieczki. Bo cała sytuacja wyglądała jakby uciekał. Zdecydowanie.
            - Dzisiaj zrobimy sobie łączone zajęcia – krzyknęła biologiczka zachwycona. Była to nadpobudliwa kobieta, za którą ciągnęła się burza farbowanych rudych loków i ekstrawaganckie ciuchy.
            Zaciągnęła ich po dzwonku na plac przed szkołą i wtedy Minho ponownie zobaczył Taemina. Unikał patrzenia na niego, chociaż sam nie wiedział, czego tak się wstydzi. Mieli z Taeminem i razem wf i biologię. Wyczuwał coś złego.
            - Tak, tak – usłyszał od wuefisty. Miał z nim lekcje za godzinę – Postanowiliśmy połączyć zajęcia – odezwał się o wiele niższym tonem. Spokojniejszym – Zagramy w grę, która będzie miała na celu sprawdzić waszą kondycję, połączoną z zagadkami biologicznymi. Wszystko jasne? I tak jest was dzisiaj mało, więc dwuosobowe grupy wystarczą.
            Tylko mu się zdawało, czy biologiczka czuje miętę do wuefisty i odwrotnie? Wykurzenie ich ze szkoły miało być pretekstem do małego flirtu? Spojrzał po uczniach szukając potencjalnego partnera albo partnerki. Automatycznie wykluczył Taemina z szeregu kandydatów.
            - Żeby było sprawiedliwie, zrobimy losowanie grup! – krzyknęła kobieta rozemocjonowana i podeszła do wuefisty, odbierając mu koszyk z ukrytymi numerkami. Mężczyzna jedynie przewrócił oczyma, poddając się woli biologiczki. Będzie pantoflarzem, wyczuwał Minho.
            Był dodatkowo niepocieszony losowaniem, ponieważ wiedział, że w najgorszym przypadku, a dawał temu 99 procent szans, będzie z najbardziej nielubianą osobą przez niego. Wylosował  numerek dziesięć.
            - Kto ma dziesiątkę? – zapytał naburmuszony i co niektóre dziewczyny z westchnieniem niezadowolenia stwierdzały, że to nie one są tymi szczęściarami.
            Nie, szepnął w duchu, widząc jak Taemin podchodzi do niego. Nie odzywając się nastolatek pokazał papierek z numerkiem. Szlag.
            - Przepraszam! – podniósł rękę do góry, zwracając uwagę nie tylko nauczycieli – Można się wymieniać osobami? – zapytał zdecydowanie.
            - Nie ma mowy! – piskliwie odpowiedziała biologiczka szepcząc coś do wuefisty. Romans rozkwitał – Nie będziemy robić zamieszania – machnęła ręką dając znak, by jej więcej nie przeszkadzać – Dobrani? Świetnie. Po jednej osobie do mnie. Dostaniecie mapki i wytyczne. Para, która wygra dostaje piątkę na semestr, więc macie o co walczyć! – pisnęła zadowolona.
            Jego parą został Taemin. Patrzył spod byka na nastolatka, który stał obok i nie wiedział co ze sobą zrobić. Nie śmiał nawet na niego spojrzeć. I co on miał z nim zrobić? Mieli nagle stać się najlepszymi kumplami? Z tą łamagą? Minho westchnął bezsilnie. Jako ostatni poszedł po mapę do nauczycielki i sami z Taeminem zostali na placu. Cała reszta ogarnięta szałem wygranej, ruszyła jak bydło przed siebie. Jemu nie zależało. Chociaż może powinno.
            - Mam zajebiste szczęście – mruknął niezadowolony Minho – spojrzał na świstek papieru.
            - Nie tylko ty – zawtórował mu Taemin i zbliżył się, zaglądając przez ramię. Prawie się na nim opierał i stawał na palcach, by dosięgnąć wzrokiem do kartki. Znowu poczuł słodki zapach szamponu Lee.
            - Odsuń się ode mnie – warknął Minho, przytłoczony tą niespodziewaną bliskością. Popchnął lekko chłopaka, ten zatoczył się odrobinę, ponieważ stał wcześniej na palcach.
            - Mógłbyś chociaż na moment zapomnieć, że mnie nie lubisz – mruknął Lee i usiadł na murku przyglądając mu się.
            - Nie patrz na mnie – powiedział ostrzegawczym tonem. Towarzystwo Taemina powoli zaczęło wyprowadzać go z równowagi. Zaczął myśleć o tym, że mógłby zachowywać się wobec niego nawet przyjaźnie, a nie jak naburmuszony frajer.
            - Może jeszcze nie oddychaj, albo jak Potter zniknij, co? – zgryźliwie zapytał Lee – Chwila, już patrzę do notesiku i wybieram odpowiednie zaklęcie. Minho – usłyszał bardzo miękko wymawiane jego imię. Podobał mu się ten akcent. Aż miał ochotę się uśmiechnąć, gdyby to nie Taemin je wypowiadał – Zakop ten cholerny topór wojenny, który sam stworzyłeś i zachowuj się tak jak w sierocińcu, co? Udawaj chociaż, że mnie tolerujesz. Mamy razem współpracować, co nie?
            Gadał dobrze, i to go chyba również denerwowało. Taemin prawił logicznie, a to on wychodził na tego uprzedzonego, gdzie jako jedynym uzasadnionym argumentem było „bo tak”. Warknął cicho i zacisnął mocno palce na kartce. Dopiero wtedy spojrzał na Lee.
            - Dobrze – skinął głową – Poudawajmy najlepszych friendsów – uśmiechnął się sztucznie.
            - Jak bardzo zależy nam na zwycięstwie? – zapytał Taemin od niechcenia.
            - Nam? – zdziwiony Minho podniósł jedną brew – Masz – podał kartkę chłopakowi – Może wagary? – mruknął mało przekonująco – Chyba, że tobie zależy na tych piątkach – wzruszył ramionami.
            - Rozumiem – bąknął Taemin, studiując wytyczne – Tak, chyba mi zależy – zastanowił się – Do tej pory nie przejmowałem się ocenami. Myślałem, że nie będę miał z nich pożytku – dodał zamyślony.
            - Nie wybierasz się na studia? – klapnął obok Lee i wpatrywał w niebo. Pojedyncze ciemne chmury zaczęły przesłaniać słońce. Nie zanosiło się jednak na deszcz. Chyba.
            - Nie miałem okazji o tym pomyśleć.
            - Jesteś ostatnią osobą, o której pomyślałbym, że nie myśli o swojej przyszłości. Wydajesz się być ułożonym chłopakiem – mruknął Minho – Co na to rodzice? – zakpił.
            - Tata wszystko rozumie – w zamyśleniu powiedział Taemin – A ty? Nie myślisz co chcesz robić? Po liceum?
            Spojrzał zdziwiony na Taemina, jakby otrząsł się z chwilowego zamroczenia umysłu. Zwierzali się sobie. Albo coś na kształt tego. Normalnie rozmawiali, bez żadnych przytyków.
            - Zabierzmy się za rozszyfrowanie tej mapy – burknął nagle onieśmielony.
            - Z tego co widzę, najpierw musimy iść na skraj tego lasku za miastem – odpowiedział Taemin.
            - Dlaczego tak daleko? – oburzył się Minho – Ta kobieta jest szalona. Całe miasto przebiegniemy. Jezu, aż żałuję że nie mam auta – westchnął niepocieszony – I że ty jesteś takim kaleką. Biegać pewnie nie umiesz, co nie? Nigdy nie ćwiczyłeś na wf-ie – odezwał się ironicznie.
            - Mogę robić za szefa i stąd dawać ci rozkazy, gdzie masz iść. Tak ci pasuje? – rzucił pogardliwie Taemin.
            - Jeszcze czego! Musiałbym obdarzyć cię moim numerem telefonu. Sprzedawałbyś go potem napalonym laskom, które się na mnie czają – roześmiał się zdając sobie sprawę z tego, że powiedział całkiem zgrabny żart.
            Taemin mu zawtórował. Jego dźwięczny głos rozszedł się echem. To był pierwszy raz, kiedy się zaśmiał. Przy nim. Był dumny, że doprowadził go do śmiechu? Nie, chyba nie. Było po prostu miło zapomnieć, że go nie lubi. Zrobił to wyłącznie dla własnego widzimisię. Zapomniał o swojej złości i niezrozumiałej niechęci do nastolatka.
            - Dobra – westchnął nieco zmęczony Minho. Spojrzał przez ramię na Taemina, który dopiero dochodził do niego. Nastolatek wyglądał na jeszcze bardziej wymęczonego. Z trudem łapał oddech. Szli co prawda dość szybko, a Minho nie chciał zwalniać tempa. Nawet jeśli sam się męczył, to świadomość że dotyczy to również Lee była pocieszająca. Znowu był skurwielem – I co teraz?
            - Musimy znaleźć kartkę z zadaniem – wysapał Taemin i wysilił wzrok, szukając jakiegokolwiek papierka z numerem dziesięć.
            - To na pewno miała być ta wnęka? – marudził Minho, siadając na ławce.
            Wejście do samego lasku było opatrzone miejscem do siedzenia i odpoczęcia. Mieli wyznaczony mały skrawek, w którym musieli szukać. Stwierdzał kategorycznie, że nigdy więcej nie będzie uczestniczył w czymś takim. Dzisiejsza wyprawa pozwoliła mu na spędzenie większej ilości czasu poza domem, jednak nie spędzą całego dnia na bawieniu się w podchody. Nie był pewien czy wytrzymałby cały dzień z Taeminem.
            - Mam – odezwał się zadowolony chłopak.
            Minho obmyślał plan, który pozwoliłby mu się wykręcić z tej błazenady.
            - Może wagary, co? – zapytał poważnie – No nie rób takiej miny! – ofuknął Lee – Nie karzę spędzać ci ich ze mną. Typ pójdziesz w jedną stronę, ja w drugą – wzruszył ramionami.
            - Nigdy nie wagarowałem – mruknął nieśmiało Taemin – I musimy się pokazać z powrotem – zażądał kategorycznie Lee.
            - Musimy, musimy – Minho przedrzeźniał jego głos – Nic nie muszę – skwitował i wzruszył ramionami – Coś czuję, że wszyscy wrócą do domu. Kapnęło na nas – mruknął – A jesteśmy na obrzeżach miasteczka, kurwa – warknął.
            - Co? – krzyknął Taemin i gwałtownie podniósł głowę do góry, szukając objawów deszczu. Minho spoglądał na niego i chaotyczność, jaka nagle się wdarła w jego ruchy. Jakby się bał. Może burzy? Parsknął śmiechem.
            - Chodź – rozkazał, przywołując chłopaka do porządku – Po drodze były chyba jakieś ruiny kiosku, czy coś – mruknął – Za pół godziny tam będziemy. Może nie zacznie padać.
            - Nie – krzyknął chłopak – Tak – zmienił zdanie – Może… może zostańmy tutaj? Jest ta dziwna altanka. Nie zmokniemy – jego głos wyraźnie drżał. Taemin przestępował z nogi na nogę, nie mogąc się zdecydować co zrobić.
            Spojrzał na chłopaka i widział strach w jego oczach. Odrobinę go to rozczuliło. Tym bardziej, że nie wiedział, o co chodzi.
            - Tutaj jeszcze bardziej będziesz bał się burzy jeśli nadejdzie – wyjaśnił spokojnie. Chociaż on musiał być opanowany – Idziemy?
            Taemin zacisnął dłonie i nadal stał w miejscu z niepokojem wpatrując się w niebo i patrząc, jak to zachodzi ciemnymi chmurami. Wyglądał jakby miał zemdleć, albo przynajmniej opaść na ziemię i zwinąć się w kłębek jak jakieś wystraszone zwierzę.
            - Idziemy? – powtórzył nieco ostrzej, powoli się irytując zachowaniem Lee.
            - Nie wiem – ten jęknął w odpowiedzi.
            - Kurwa – krzyknął Minho i zdecydowanym krokiem podszedł do Taemina. Miał ochotę do uderzyć, by ten otrzeźwiał. Widząc jednak tą zdruzgotaną twarz, złapał go za dłoń i pociągnął za sobą.
            Miał dwa razy większą dłoń niż Taemin. Ta zacisnęła się kurczowo, niemal miażdżąc mu palce. Do czego to doszło, że musiał niańczyć Lee i ciągnąć go za sobą jak jakiś worek, bo dzieciak wydawał się sparaliżowany strachem, którego on nie rozumiał.
            - Wbijaj – warknął i niemal wepchnął chłopaka do środka.
            Były kiosk był teraz tylko obdartym blaszakiem.  Musiał wyłamać kłódkę zabezpieczającą, żeby się tam dostać. Pogoda całkowicie się załamała i zamiast słońca mieli teraz ciemne chmury, a z nich siąpiący póki co deszcz. To jednak wystarczyło, by Taemin wpadł w jeszcze większą panikę. Kiedy poczuł tylko na swoich włosach częstsze krople deszczu, wybił się przed Minho i to on nadganiał tempo.
            - Zdążyliśmy – westchnął Lee z ulgą i usiadł na jakiejś skrzynce, roztrzepując włosy.
            - Powinienem cię wystawić teraz na zewnątrz. Wiesz jak mnie kurwa zmęczyłeś? – krzyknął Minho, zamykając drzwi od klitki. Od dachu odgłos spadającego deszczu był jeszcze głośniejszy.
            - Nie możesz! – Taemin przysunął się bardziej do ściany, widocznie nie kojarząc, że był to żart. Znowu był przestraszony.
            - Co ci jest? – warknął Minho i znalazł jakąś drugą skrzynkę do siedzenia.
            - Nic – odpowiedział zbyt szybko – Nic – burknął i zarumienił się, zakrywając to mokrawą grzywką.
            - Nieznośny bachor – mruknął z pogardą Minho.
            - Jesteśmy w tym samym wieku – zaprotestował Taemin. Uspokoił się i powrócił mu humor – Jesteś pewnie na niższym poziomie emocjonalnym niż ja! – krzyknął butnie.
            - I mówi to wieczna niemowa, która boi się spojrzeć na kogokolwiek, co tu dopiero mówić o odezwaniu się. Wiesz jaki jesteś wkurwiający? – krzyknął na nastolatka Minho – Teraz ze mną rozmawiasz. A jak gnębię cię w szkole, to siedzisz jak ta trusia i tylko przyjmujesz ciosy!
            Taemin spojrzał na niego bystro i lekkim rozbawieniem.
            - Chyba nie chcesz mi powiedzieć, że teraz dajesz mi rady? Jak mam się bronić przed tobą, co? – rzucił pogardliwie – Jakbym się odgryzał, to jakbyś zareagował, co? Pogłaskał  po główce i pochwalił, że dobrze, że ci dowaliłem?
            Zmrużył oczy ze wściekłości. Znowu. Znowu czuł bezsilność, a to mógł wyładować tylko nieuzasadnionym gniewem. Taemin miał rację. Cholerną rację. Zacisnął usta w wąską kreskę, nie chcąc powiedzieć albo zrobić czegoś, czego by żałował. Chociaż jakie to miało znaczenie? Przecież nie zaczął się nagle martwić o to, co czuje Lee.
            - Jesteś najbardziej wkurzającą osobą, jaką kiedykolwiek spotkałem – warknął Choi.
            - Biorąc pod uwagę, że widzisz mnie średnio raz dziennie przez kilka sekund i rozmawiałeś ze mną może kilka razy. Mądrze – skwitował Taemin.
            - Cholera jasna! – krzyknął Minho i podniósł się na równe nogi – Zaraz coś ci zrobię! Przysięgam! – jego krew wrzała domagając się bitki – Zaraz cię stąd wyrzucę – ostrzegł.
            - Przestań – słabo zaprotestował Taemin.
            Minho zamilkł. Z pochmurną miną patrzył na Lee, który znalazł sobie bardzo interesujący punkt na ścianie.
            - Teraz też cię wkurzam? – zapytał cicho Taemin.
            - Uhm – bąknął Choi i nerwowo zaczął wystukiwać rytm palcami o swoje udo.
            Naprawdę dziwnie się czuł. Nie wiedział co powiedzieć, chociaż gdyby chciał nawiązać jakąś nić porozumienia, miałby wrażenie, że postępuje źle. Takiego mętliku i niezdecydowania dawno nie zaliczył. Nawet wtedy, kiedy poznał Alexa. Kiedy myślał, że jest gejem.
            Spojrzał na chłopaka naprzeciwko, zastanawiając się dlaczego właśnie teraz pomyślał o swoich dziwnych myślach, dotyczących domniemanego homoseksualizmu. To obudziło w nim niepokój, który mógł wyrazić jedynie gniewem. Nie rozumiał, a to powodowało złość bardziej u niego. Bo czemu winny miał być Taemin?
            - Chyba przestało już padać – powiedział oschle nie spuszczając wzroku z Taemina. Wpatrywał się w nastolatka dobre dwadzieścia minut. Nie interesowało go to, co ten mógł sobie pomyśleć. Po prostu musiał. Dalej nie rozumiał.
            Lee zamrugał szybko powiekami. Był zarumieniony. Na pewno przez zbytnią porcję uwagi, z którą musiał się zmierzyć. Uśmiechnął się prawie niedostrzegalnie i podniósł szybko do góry.
            - Chodźmy – pokiwał zdecydowanie głową.
            Minho z niedowierzaniem obserwował niebo. Nie było śladu po chmurach, deszczu i strachu Taemina. Zerkał co chwila na chłopaka, który szedł obok niego. Był teraz odprężony. Chaotyczność zniknęła i znowu miał koło siebie obojętnego Lee, który widocznie nie przejmuje się nikim ani niczym. Chłopak ani słowem nie skomentował tego, że się w niego wbijał wzrokiem. Dobrze, że tego nie zrobił. Nie był pewien, jak mógłby zareagować. Znajdowali się już w miasteczku. Nawet nie zamierzał prowadzić ani siebie, ani Taemina z powrotem do szkoły. Tylko nie miał co ze sobą zrobić.
            Zdecydowanie wykopał ze swojej głowy pomysł wkręcenia się do Lee tak, jak radził mu Sam. Czuł, że to byłaby najgorsza decyzja w jego życiu. Sięgnął po telefon i wykręcił numer ChanSunga. Czekał zniecierpliwiony dwa sygnały, zanim ten odebrał.
            - Masz dziś czas? – zapytał od razu, nie siląc się na powitania. Zerknął na Taemina, zastanawiając się czy może przy nim gadać. Zignorował osobę chłopaka – Jak to nie? – warknął – Potrzebuję pojawić się w domu wieczorem. Sam też nie może – westchnął Minho – Chyba żartujesz! Prędzej morze wyschnie niż pojawię się u JaeMina – niemal krzyknął, słysząc co za bzdury jakie wygadywał ChanSung – Znowu się zjarałeś? Na razie.
            Westchnął i schował telefon. Spojrzał cierpko na Taemina, który również na niego spoglądał.
            - Nawet o tym nie myśl – mruknął ostrzegając. Widział w tych dużych oczach chęć pomocy. Tego też nie rozumiał. Mimo wszystko był dla niego podły, a ten jednak i tak chciał zaoferować swoją pomoc. Taemin był dziwny.
            - Skąd wiesz co chciałem powiedzieć? – zapytał szybko, nie spuszczając wzroku z Minho.
            - Widać to w tych lśniących oczętach – rzucił lekko, na poły wesoło zanim zdążył przemyśleć odpowiedź. Przeklął siebie w duchu.
            - Lśniące – mruknął zakłopotany Taemin.
            - Nie słyszałeś tego – szybko skontrował Minho – Idę do domu – mruknął Choi.
            Lee skinął głową. Minho nie wiedział dlaczego, ale może wolałby usłyszeć propozycję nastolatka. Czuł niedosyt. Sam jednak nie miał zamiaru o nic się upominać.
            - No to idę – powtórzył mniej pewnie, gotów w każdej chwili zmienić zdanie.
            - Do zobaczenia jutro w sierocińcu – rzucił Taemin i odwrócił się plecami do Minho. Odszedł.
            Choi ze zdziwieniem wpatrywał się w oddalającą sylwetkę młodszego. Przez moment poczuł, że musi go zatrzymać i odpowiednio upomnieć, że nawet z grzeczności powinien zaproponować spędzenie wspólnie czasu. Zatrzymał się jednak w pół kroku i zdał sprawę, że ani Taemin nie jest zobowiązany do takich zachowań, bo uprzejmość w przypadku ich relacji nie wchodzi w grę jak i przyjęcie potencjalnego zaproszenia od Lee, mogłoby wprowadzić ich znajomość na inne tory, których nie chciał poznawać. Na pewno nie teraz.
            Wraz ze swoimi wielce filozoficznymi myślami stał jak debil na chodniku i kreował plan działania biorąc sobie za kierunkowskaz znikającą postać Taemina.
            - A jebać to – mruknął i ruszył przed siebie, chcąc zmniejszyć dzielący go dystans miedzy chłopakiem.
            - O – usłyszał zdziwiony głos Taemina, kiedy do niego dołączył.
            Może i był wysportowany, jednak faktycznie się zmachał.
            - Idziesz do sierocińca? – zapytał urywanym głosem Minho. To było logiczne wyjaśnienie – Chcę odrobić dzisiaj swoją kolejkę. Jutro mam to malowanie ogrodzenia w szkole – mruknął cicho, mając na uwadze to, że to dzięki temu, że znęcał się nad Taeminem.
            Chłopak spojrzał na niego podejrzliwie i wyraźną urazą.
            - Nie – odpowiedział krótko – No to pójdę dalej – dodał oschle.
            - Co? – nie rozumiejąc zapytał Minho. Jego plan  rozumowanie wydawało się właściwie – Nie idziesz do sierocińca?
            - Nie – nastolatek pokręcił głową – Mam inne plany na dziś – dodał zbywająco.
            - Jakie? – burknął Minho pochmurniejąc w jednej chwili. Nie chciał siedzieć sam w domu dziecka. Nie spodziewał się, że Taemina może tam nie być. No i jakie plany mógł mieć nastolatek?
            - To chyba nie twoja sprawa – odgryzł się Lee – Pozwolisz, że odejdę?
            - Nie możesz po prostu powiedzieć? – zirytował się i efektem końcowym był krzyk. Nieuzasadniona furia została jednak zgaszona przez obojętną minę Taemina. Minho zdał sobie sprawę, że przesadza. Teraz wygląda pewnie jak wariat – Wynoś się – machnął na niego niecierpliwie ręką.
            Taemin zrobił tylko zdziwioną minę i rzeczywiście odszedł. Choi prychnął pod nosem i wzruszył ramionami udając, że nic się nie stało. Po prostu się zdenerwował. Często się denerwował, a szczególnie w towarzystwie Taemina. Nie rozumiał więc zdziwienia nastolatka, skoro wiedział, jak na niego działa. Jak płachta na byka. Czy tak trudno jest odpowiedzieć na pytanie?
            Koniec końców i tak postanowił stawić się w sierocińcu. Miał dobry plan. Tylko wolałby żeby i Taemin również tam był. Dlaczego? Po prostu. Czy musiał istnieć jakiś powód. Miał taką zachciankę.
           
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~

Witajcie. Dzisiaj krótko...chyba. Dziękuję za Wasze miłe słowa. Powtórzę, że nie pogardzę większą ilością, więc leniwce do roboty :) Miło również, że nieustannie komuś zdarza się powrócić do starszych opowiadań. I prosiłabym o nie wstawianie spamu reklamowego pod danym rozdziałem. Macie do tego osobną kartę. Jak widzę, że reklama bloga zajmuje więcej miejsca niż sam komentarz delikwenta, to mnie krew zalewa :) Nie zdziwcie się, jak będę to usuwać, albo chociaż wysilcie się na kilka konkretnych zdań, a nie kilka słów. I witaj Yuki! Niezmiernie miło czytało mi się twój komentarz ^^ Oczywiście zapraszam do zapoznania się z innymi tworami na blogu. Może i te przypadną ci do gustu. Pozdrawiam wszystkich i do następnego tygodnia robaczki. 




20 komentarzy:

  1. Okej. Jedno mnie strasznie zastanawia. Mam wrażenie że Lee ma poważne powody żeby się tak zachowywać. Tak nijako XD i to mi nie daje spokoju. Cały czas próbuje wymyślić dlaczego taki jest ale mi nie wychodzi. Jak wspomniał o tym, że nie ma planów na przyszłość że o tym nie myślal to przez głowę przeszła mi myśl " może jest chory na coś w stylu raka i wie że nie ma za dużo czasu " ale to tylko dlatego że kiedyś oglądałam podobny film. Nieważne.
    Jeśli jednak nie będzie happy endu to się wkurze XD
    Ogólnie strasznie podoba mi się to, że wszytsko dzieje się tak powoli. Uczucie Minho do Taemina, ta tajemnica w tym ff. Piękne. Podziwiam ludzi, którzy mają taką dopracowaną fabułę ito :)
    Minho sie wkurza jak jakiś devil przy Tae xd hahah ale jeszcze będą z niego ludzie ^^
    W ogóle zastanawia mnie też o co Taeminowi chodziło z tym deszczem. Czemu się tak bał?
    I dobrze zrobił mówiąc Minho, że ma inne plany. Jego mina pewnie musiała być bezcenna. I co ten nasz Choi wymyślił ? ;D
    Dziękuję że tak szybko napisałaś ten rozdział. Weny, weny, weny ~

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Telefon i literowki mnie kochają -.- boże.
      Fabułę itp *
      Jak jakiś debil *

      Usuń
  2. jeejjj ! Na samym początku chciałam ci podziękować, że udało ci się dzisiaj wstawić rozdział :D Intryguje mnie gdzie Taemin może iść ? ma jakiegoś chłopaka ? prowadzi podwójne życie ? :D Cieszę się,że Minho powolutku, pomalutku zaczyna się do Minniego przekonywać :) tylko żeby JaeMin się nie wtrącał w ich sprawy plsss... :D rozdział wciągający :D

    OdpowiedzUsuń
  3. Ciekawa jestem, co stoi za zachowaniem Taemina. Może jakieś przeżycia z przeszłości? I dlaczego nie ćwiczy na wfie? Jakaś choroba ? Minho mnie irytuje, ale wiem, że jak musi być badassem to trudno. Nie mogę sobie wyobrazić jak będzie wyglądać ich związek, gdy będą razem (o ile w ogóle będą xD)

    OdpowiedzUsuń
  4. " - Niepotrzebnie się tak starasz – mruknął Minho niezadowolony. Podgryzał bułkę i popijał ją kawą. Jego ulubioną – czarną, rozpuszczalną, z cukrem i mlekiem."
    czarna kawa przestaje być czarna, kiedy doda się do niej mleko. <:

    OdpowiedzUsuń
  5. Bardzo przyjemny rozdział. Jak przeczytałam że losują parę to wiedziałam że chłopcy będą razem ;) Jestem strasznie ciekawa co dolega Taemin'owi. Tak panicznie bać się deszczu i burzy, nie mam pojęcia może jakaś trauma? Szkoda że nie poszli razem do sierocińca ale sądzę że jeśli Minho byłby milszy to Teaś zabrałby go ze sobą. Czekam na kolejny rozdział. Życzę weny i czasu ;)

    OdpowiedzUsuń
  6. Ale mam niedosyt... nie mogę wymyślić dlaczego Tae się tak dziwnie zachowuje... boi się deszczu? o co kaman? Minho jest irytujący. Badass i te sprawy ok. ale kurde no! Jestem ciekawa czy się zmieni jak będzie z Tae... Też pomyślałam o tym, że może Minnie ma raka czy coś albo problemy z sercem... nie wiem. To ff to tajemnica i to jest piękne. Podziwiam Cię, że umiesz tak wolno rozwijać uczucie i to jest takie jkfjdhjdlsfj *~* też tak chcę. ;C
    Jak już kiedyś pisałam jesteś moim mistrzem i guru i wgl wszystko~! <3 Też kocham tą kawę co Minho. ^^ O co tak w ogóle chodzi z tym, że Taemin ma inne plany? Wiem! Idzie do lekarza! Jestem geniuszem! (i ta skromność. normalnie jak Key...) xD Ooo. Albo jak Minho się na początku zapatrzył w Tae to jego mina musiała być bezcenna xD No nic nie będę już dłużej pisać bez sensu. Na zakończenie: weny, weny, weny, chęci do pisania i czasu, dużo czasu~! <3
    Venus~
    http://fell-and-lost.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  7. jeju, jeju, jeju, jeju!!!!!
    ....
    .....
    ......
    słów mi brakuje, ale ogólnie to UWIELBIAM wszystkie Twoje opowiadania. Zazwyczaj Taemin jest przedstawiany jako słodziak lub humorzasta ruda fretka, ale tutaj jest zupełnie inny - zamknięta skrzyneczka z sekretami. A mapa do kluczyka jest zamazana i niezrozumiała...
    Nie rozpisując się zbytnio, aww :3 i weny, weny, weny!!! :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Jesteś moim wybawieniem, tak mało jest 2minów teraz, a ja tak bardzo ich pragnę ;___; Za każdym razem cieszę się jak głupia kiedy widzę, że dodałaś coś nowego. Mam dużo różnych teorii co do zachowania Taemina i coś czuję, że mogę mieć trochę racji, no ale zobaczymy ^w^ Super, że Minho zaczyna powoli (bardzo powoli, turbo powoli) jakoś się przekonywać do Tae, mimo, że tego nie widzi. Czekam na następny rozdział i życzę duuużo weny, jak i czasu : ))


    I zapraszam do mnie, chociaż....tam nic ciekawego raczej nie znajdziesz :D
    http://shineestoriess.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ten komentarz został usunięty przez autora.

      Usuń
  9. Ta akcja między Tae a Minho rozkręca z rozdziału na rozdział :) Jak tak dalej pójdzie to za 10 rozdziałów Minho się skapnie że Tae to świetny chłopak ^^ keke
    ale tak na poważnie to bardzo mi się podoba Twoje opowiadanie :) Jest takie delikatne mimo zadziornych charakterków. Wszędzie tylko seksy a tu bez tego też świetnie jest:) Tylko nie poddawaj się pokusie zbyt szybko. Czekam na dalsze losy :)
    Weny :*
    Pzdr A.

    OdpowiedzUsuń
  10. O BOŻE CHOI MINHO dopytuje się Taemina co robi i na dodatek chce znim przybywać ....
    Ja się tak zastanawiam czemu Tae boi się burzy i dlaczego tak reaguje , zresztą jestem bardzo ciekawa czemu ma taki styl bycia Tae. Praktycznie nic nie wiem o nim o jego rodzinie , przyszłości po za tym że ciągle był na uboczu i "podpierał ścianę " . Zawsze milczy kiedy ktoś go obraża , co musi być na rzeczy z jego przeszłością ale na razie nie nie jest wiadome ... Nawet nie wiemy czy ma rodziców ...
    A natomiast Minho... no nie powiem jego nie pohamowana agresja chęć wzrócenia na siebie zainteresowania Taemina ... Noo Bardzo fajnie że powoli ... mozolnie coraz bardziej się lubią ?? akceptują ? tolerują ? Tak to na bank początek miłości , jestem strasznie ciekawa co ta menda Choi wykombinuje żeby nie być w domu .. Czy na serio pójdzie do sierocińca ?
    Też mnie zastanawia czemu wujek Daniel kazał Minho nie dotykać Tae czyżby wujek coś wiedział więcej na jego temat ? Pewnie tak ale to moje gdybanie xD
    Zresztą zazwyczaj czytałam ff jak Minho jest ten opiekuńczy , albo nie chcący bijatyk a tu patrz TOTALNIE CO INNEGO i bardzo mi się podoba . !

    Świetny rozdział dużo weny i czasu życzę

    OFICJALNIE ZAKOCHAŁAM SIĘ W TYM OPOWIADANIU !!!

    Hwaiting !!!!

    OdpowiedzUsuń
  11. Jest dobrze, Minho się przełamuje, i zaczyna rozmawiać z Taeminem, tak po prostu, wow to są prawdziwe postępy. Oczywiście zrąbał wszystko tym ostatnim, mógł do niego pójść, było by tak pięknie, ale w sumie trochę za łatwo, więc jest mega. Jejku, Minnie boi się burzy, jeżeli nie kryją się za tym jakieś krwawe wspomnienia, to uważam to za na prawdę uroczą cechę, nawet Minho nie mógł ulec jego niewinności. To w tej ruinie po kiosku, jak mi się ryj cieszył, jak o tym czytałam. Boju Minho gapił się na niego przez dwadzieścia minut i się nawet nie odezwał, łoł, co Lee musiał przeżywać. Alex. Dlaczego jak widzę to imię to mną nosi? Dlaczego tak bardzo go nie lubię mimo, że tak naprawdę ani razu nie pokazał się w opowiadaniu? Grrr. W ogóle dlaczego Choi zaczyna o nim myśleć, jak jest w towarzystwie Tae, no matko niech myśli o Minnie'm jak z nim jest a nie o jakimś Alex'sie. Ogólnie rozdział mi się baaardzo podobał, idealny! Dziękuję za niego!

    OdpowiedzUsuń
  12. To jest najlepszy rozdział z tego opowiadania. Udał ci się i to bardzo.
    Nie dość, że bardzo ciekawy to jeszcze doskonale się go czytało.
    Czy za krótki? Nie, nie powiedziałbym Srednia długość. Źle nie było;)
    Powodzenia przy następnym rozdziale.
    Zero_

    OdpowiedzUsuń
  13. To jest najlepsze opowiadanie jakie miałam okazję czytać, a czytałam wiele :). Nie wiem jak wielki trzeba mieć talent żeby coś takiego stworzyć. Chyba nie będę oryginalna kiedy napiszę, że najbardziej w tej historii ciekawi mnie Taemin :) Już przy pierwszym rozdziale wiedziałam, że to opowiadanie będzie kolejnym z serii tych, z którymi ciężko będzie mi się rozstać. I nie wiem czy tylko ja mam tak, że rozdziały najlepszych opowiadań czytam w parę sekund? :)

    OdpowiedzUsuń
  14. Cudowny rozdział.Coraz bardziej uczucie pomiędzy Tae a Minho rozkwita.Naprawdę już uwielbiam to opowiadanie jak i całego Twojego bloga.Niecierpliwie czekam na kolejną część.
    Pozdrawiam i życzę dużo weny kochana~
    /YuMi

    OdpowiedzUsuń
  15. Uuh, intrygujace <3 nie moge sie doczekac, lece czytac dalej.
    Pozdrawiam i dziekuje :3

    OdpowiedzUsuń
  16. Witam,
    bardzo mnie ciekawi cała postać Teamina, ten jego strach na burzę, to zadanie w pewien sposób ich zbliżyło do siebie, choć Minho broni się zaciekle...
    Dużo weny życzę Tobie...
    Pozdrawiam serdecznie Basia

    OdpowiedzUsuń
  17. Jaka ja głupia, pomyślałam sobie 'A pewnie w następnym rozdziale dowiemy się więcej o Taeminie..' a tu nie! Z rozdziału na rozdział staje się coraz bardziej zagadkową postacią, nie potrafię go rozgryźć, chodźby nie wiem co i to jak się wystraszył podczas tej burzy, zastanawiam się czy to ma związek z tym jego zachowaniem na codzień czy to już zupełnie inna sprawa.Mam nadzieję że wszystko powoli się wyjaśni, bo tak szast prast w jednym rozdziale to też byłoby nieciekawie, dużo lepiej czeka się w napięciu, na kolejny rozdział, a nóż coś się wyjaśni.

    Kibicuję też związkowi Daniela mamy Minho, widać że on bardzo ją kocha, a ona, ja nie wiem ona serio tak się cieszy że ojciec Minho ich odwiedzi? Aż mi się nie chce wierzyć, oby tak nie było.

    Zawsze pisząc komentarz mam wrażenie że czegoś mi brakuje, czuję jakby był jakiś niedopełniony, potem już po opublikowaniu przychodzi mi do głowy to co chciałam napisać, cholernie wkurzające... no ale nic, niech już będzie ten mój niedorobiony komentarz

    OdpowiedzUsuń