sobota, 22 marca 2014

Virgin Snow - Rozdział 4.


           - Dobra, dzieciaku. Ile masz zamiar się na mnie obrażać? – ofuknęła go matka patrząc ze wściekłością , jednak i odrobiną czułości na Minho.
            Ten dumnie zszedł ze schodów i z wysoko uniesioną głową wyminął ją zmierzając do kuchni. Kobieta sapnęła i ruszyła za synem, mając przygotowaną dalszą część tyrady.
            - Ja się wcale nie obrażam – mruknął Choi – Spieszę się do szkoły, po prostu – wzruszył ramionami.
            Kobieta spojrzała sceptycznie na syna, podpierając ręce o boki.
            - Dlatego przeżuwasz tę kanapkę jak znudzony wielbłąd. Masz taką samą minę jak to brzydkie bydlę – parsknęła.
            Minho opadł na krzesło i spojrzał na matkę w osłupieniu. Zawsze to robiła. Momentami miał wrażenie, że rozmawia z kumpelą, a nie rodzicielką.
            - Kang Hee! – krzyknął do matki po imieniu oburzony.
            - Co jest synek? – kobieta uśmiechnęła się podstępnie – Zamierzasz ze mną porozmawiać?
            - Mamo, nie możesz tak do mnie mówić – wyjaśnił na początku – Jesteś za… - miał na końcu języka „stara”, jednak widząc szparki zamiast oczu matki, przystopował. Wolał nie dostać w twarz kolejnym dziwnym porównaniem - … powinnaś być poważniejsza – zakończył spokojnie.
            - To, że mam trzydzieści sześć lat znaczy, że mam się zachowywać jak jakaś stara matrona? – jego matka odpowiedziała buntowniczo – Możesz się szczycić tym, że twoja mamuśka jest taka wyluzowana – wytknęła mu.
            - Jednak szlaban dostałem – mruknął do siebie Minho.
            - Bo na niego zasłużyłeś, gówniarzu – krzyknęła i potrząsnęła głową kończąc dziecinną dyskusję. Jej wzrok zrobił się łagodniejszy i usiadła naprzeciwko syna – To nie chodzi o szlaban, prawda? – zapytała spokojnie, wpatrując się w Minho.
            Ten czuł się jakby pod  ostrzałem  jej czujnych oczu i już wiedział, że wszelkie zaprzeczanie nie ma sensu. I tak wyciągnie z niego wszystko. Nie miał szans przy swoim domowym detektywie.
            - Ojciec? – zapytała z zadumą Kang Hee.
 Minho skinął głową.
- Synek… - zaczęła kobieta.
- No co? – warknął Choi – Chyba nie powiesz mi, że powinienem przyjąć go z otwartymi ramionami, co? – krzyknął wściekły.
            - Minho, zależy mi na tym, byście znaleźli wspólny język – wyjaśniła kobieta.
            - Mnie broń palna nie interesuje, ani skoki na banki, więc chyba nie znajdziemy tematów do wspólnych ploteczek – zakpił Choi. Jego matka zacisnęła usta w wąską kreseczkę, powstrzymując się przed wybuchem.
            - On się zmienił – powiedziała zdecydowanie – Chce cię poznać. Od nowa.
            - Mamo, jedynie ty chcesz by się zmienił. Jest tym samym skurwielem, jakim był sześć lat temu – skwitował, nie przejmując się nawet tym, że użył zdecydowanie nieodpowiednich słów w obecności matki.
            - Skarbie, doskonale wiem jak się żyje bez ojca. Nie chcę byś przechodził przez to samo – westchnęła.
            - Jestem za stary na ojca. Teraz już nie jest mi potrzebny – skwitował – Jak chciałem by ktoś się bawił ze mną w cholerne wyścigi to go nie było! Jak potrzebowałem  męskiej rady, to go nie było! Teraz? Nie chcę ojca – zakończył.
            - To nadal jest twój ojciec.
            - Nie chcesz do niego wrócić, prawda? – zapytał poważnie, wpatrując się intensywnie w kobietę – Chcę wiedzieć tylko to. Nie chcesz?
            Jego matka uśmiechnęła się łagodnie i podeszła do Minho. Stanęła przed nim i pociągnęła za policzki w czułym geście. Choi skrzywił się. Czuł się jakby nadal był dzieciakiem, który dodatkowo wykłóca się z rodzicielką o to, czy zje płatki białe czy czekoladowe na śniadanie.
            - Moja matka jest niezrównoważona psychicznie – mruknął i zaczął prychać, starając uwolnić się od zręcznych palców, które dalej miętosiły jego policzki.
            - Cieszę się, że mój synek się o mnie martwi – wyćwierkała.
            - Pocałuj mnie jeszcze w czółko i przewiń pieluchy – warknął i złapał mamę za ramiona, odsuwając ją od siebie – Okej, wystarczy tych czułości.
            - Nie Minho, nie zamierzam wracać do twojego ojca. Nasz związek był czymś szalonym i pełnym jazdy bez trzymanki – rozmarzyła się Kang Hee – Twój ojciec był wtedy tak przystojny, taki buntowniczy…
            Westchnął słysząc, że jego mamuśka nakręciła się, a on musiał tego słuchać. 
            - Tyle nietłumionej namiętności, szaleństwa, zabawy – głos jego matki podnosił się, a ona wręcz kręciła się w kółko w kuchni, wspominając stare czasy.
            - Pozwól, że sprowadzę cię na ziemię – wtrącił się nieuprzejmie – Ta namiętność widocznie nie szła w parze z gumkami, bo pojawiłem się ja i moje śmierdzące pieluchy.
            Kobieta zatrzymała się i spojrzała krytycznie na Minho.
            - No fiołkami to one nie pachniały – podsumowała, kiwając w zamyśleniu głową.
            - Znowu – mruknął niepocieszony Choi – Zmywam się do szkoły – rzucił i wstał, zgarniając plecak.  Odwrócił się jeszcze w stronę kobiety i spojrzał czule – Dlaczego nie Daniel? – zapytał ze smutkiem.
            Kang Hee uśmiechnęła się.
            - Twój ojciec był… - zaczęła i przerwała - … byłam głupia i chciałam zaszaleć. Mark mi to dawał, kiedy Daniel był po prostu poukładanym  studentem.
            Minho uśmiechnął się ze smutkiem. Wybrała tego gorszego brata, ale za to dobrze się bawiła. A na pewno przez pewien czas.
            - A teraz? – zapytał z nadzieją.
            - Teraz…? – Kang Hee zamyśliła się – Teraz chyba jest już za późno – mruknęła.
            - Chyba – dodał jeszcze i wyszedł z mieszkania.
            Bardzo chciał, by jego matce się ułożyło. Cieszyłby się szczęściem, które Daniel mógłby jej dać. Doskonale wiedział, że mimo jej szalonego usposobienia, kobieta była samotna. Dzieliła czas między kawiarnię, zaczytywanie się romansidłami i oglądaniem rzewnych dram. On sam powoli wykluczał się z jej życia. Nie był już dzieciakiem, którego by niańczyła. Oddalał się mając własne życie i sprawy. Nie musiał trzymać się mamusinej spódnicy. Brakowało jej faceta. Takiego jak Daniel.
            Jego ojciec Mark był czarną owcą w rodzinie Choi. A to, że jego wybranką była Kang Hee, nie przysporzyło jego rodzinie powodów do dumy. Dziadkowie nawet teraz za nim nie przepadali, ani za jego matką. Ledwo co pamiętał ich twarze, tak rzadko ich widywał. Wiedział, że związek rodziców uważali za największą porażkę, jak i późniejszą ciążę. Słyszał tylko, że z jego matki było niezłe ziółko, które musiało się wyszumieć.
            Z ojcem nigdy nie wzięli ślubu. Oboje nie wierzyli w wyklepaną formułkę przed duchownym. Woleli swoje zapewnienie o miłości, która jednak nie trwała długo. Jego ojciec był wolnym duchem, potrafiącym zniknąć na kilka tygodni nie dając znaku życia. Takim go zapamiętał. Kiedy wracał, kłótnie rozbrzmiewały w domu- dlatego wolał gdy go nie było. Zajmował się nim Daniel. To on zachowywał się jak odpowiedzialny ojciec.
            Sielanka jego rodziców nie trwała długo. Kiedy był gówniarzem, miłość odeszła całkowicie. Jednak dopiero gdy był nastolatkiem, dowiedział się, jaki był jego ojciec. Zaczynał od kradzieży aut, dlatego zdarzało mu się znikać. Widocznie potrzebował większej adrenaliny, ponieważ od mało inwazyjnego przemytu, w dłoni znalazła się broń i pierwszy napad na bank. Pierwszy i ostatni zarazem, ponieważ na tyle nieudany, że jego ojciec, Mark zabił jednego ze strażników i dał się złapać i tak zakończyła się jego wielka przygoda. Od szczęściu lat siedział za kratkami. Jego dziadkowie przypisali całą winę matce, jakoby sprowadziła ich syna na złą drogę. Tylko wujek Daniel się z nimi kontaktował i niewiele obchodziło go ględzenie starszyzny.
            Minho wiedział, że Daniel jest zakochany w jego matce. Problemem było to, że on to doskonale widział, a Kang Hee albo udawała, albo nie chciała dopuścić do siebie żadnych uczuć. Domyślał się, że chodziło o względy czysto etyczne, jak i obiekcje ze strony tych starych pryków, którzy nazywali się jego dziadkami. Zupełnie tego nie rozumiał i chciał, by jego mama i wujek się zeszli.
            Westchnął ciężko na swój marny los. Dzisiaj nie dostał nawet auta i musiał iść na piechotę do szkoły. Chyba jedynie długa droga skłoniła go do takich rozmyślań. Był wściekły, zły. I to wszystko skupiało się na osobie jego ojca, który tak naprawdę nigdy nie pełnił odpowiednio swojej roli. Miał po nim nazwisko, tyle co.
            Doskonale wiedział, że jego zły nastrój i nadmiar negatywnych emocji, zostanie wyładowany na pierwszej lepszej spotkanej osobie. I miał cichą nadzieję, że będzie to taki jeden wielce upierdliwy blondas. Nie miałby nic przeciwko. Swojemu sumieniu jakoś by to wytłumaczył.  
            Poczuł natychmiastowe zmęczenie, kiedy tylko znalazł się za murami szkoły. Placówka ta zazwyczaj tak na niego działała. Był ociężały i senny. Na nic nie miał ochoty. Spoglądał smętnie na te wszystkie zadowolone twarze. Cieszyli się pewnie ładną pogodą, bo jakoś wątpił, że z powodu spędzenia ośmiu godzin w szkole.
            Gdzieś przy wejściu do budynku mignęła mu postać Kibuma, krzykliwego chłopaka, który głośno wygłaszał swoje racje. Od razu go poznał przez charakterystyczny chód. Dzieciak wyglądał na nadpobudliwego. Zacisnął mocno zęby widząc dodatkowo, że kręci się koło Lee. Taemin siedział na murku i czytał coś, a Kim wydawał się trajkotać i zwrócić na siebie jego uwagę. Ta dwójka osobno niezmiernie do irytowała, jednak w połączeniu dawało to istną mieszankę wybuchową, bombę z opóźnionym zapłonem.
            - Uhuuhuuu, zazdrość wyczuwam – usłyszał za swoimi plecami, a następnie poczuł bolesny cios w brzuch. Warknął zdenerwowany bardziej z przytyku, niż uderzenia.
            - Człowieku, idź bij się z jakąś kłodą – burknął i spojrzał wrogo na Sama – I nie pierdol! – krzyknął – Już chyba nigdy nie uwolnię się od tych przytyków – mruknął niezadowolony Minho.
            - No przecież widzę jakim zawistnym wzrokiem obdarzasz tą dwójeczkę – zadowolony z siebie Sam zaciągnął Minho na ławkę – Mamy jeszcze trochę czasu do zajęć, siadaj – rozkazał i sam wyciągnął nogi przed siebie – Wygodnie – westchnął - Wczorajszy trening był kosmiczny. Wszystko mnie boli – jęknął rozmasowując uda.
            - Mam ochotę kogoś zgnoić – mruknął Minho – Poważnie zastanawiam się nad tą parką, właśnie – powiedział poważnie – To dlatego na nich patrzę! – zakrzyknął usprawiedliwiając się.
            - Jasne, usprawiedliwiaj się właśnie złym humorem – mruknął Sam – To stało się coś? Bo naprawdę wyglądasz nietęgo.
            - Stary, mam kombo na chacie – westchnął Minho, tracąc zainteresowanie zarówno Kibumem jak i Taeminem – Mój ojciec dostał przepustkę. Mama wpadła na genialny pomysł i ten koleś spędza weekend u nas. Nic tylko się pochlastać – mruknął nieszczęśliwie Choi.
            - Powiedziałbym ci, że to dobrze, że twoja mamuśka stara się naprawić wasze relacje, no ale sam wiesz… Gdybym miał takiego ojca jak ty, też bym nie był chętny do kontaktowania się. Mam swojego i go nienawidzę – odpowiedział Sam.
            Tylko Sam go rozumiał. W tej kwestii mógł spokojnie się wygadać, bo nie zostałby ponownie nawracany i upominany, że ojciec jest ważny w życiu każdego faceta. Jego rola w przypadku Minho ograniczyła się do zrobienia jego. Sam miał znacznie gorzej, bo dodatkowo jego starszy robił za tyrana.
            - Ludzie się nie zmieniają – mruknął Minho.
            - Na pewno nie tak szybko. Chociaż w jego przypadku… – zastanowił się Sam – Nie. Skurwiel zostanie skurwielem. Może co prawda udawać, że jest lepszy, jednak w głębi siebie i tak jest chujem – podsumował chłopak.
            - Chłopie, chociaż ty mnie rozumiesz – westchnął Minho – Dobra, lecimy. Na przerwie mam zamiar się wyżyć – mruknął do siebie i wstał rozciągając ramiona.
            - To nie jest dobry sposób na wyładowanie się. A na pewno nie na nic niewinnych ludziach – mruknął Sam. Nie popierał bitek dla zabawy.
            - Taemin zasłużył! – prawie krzyknął, wskazując na miejsce gdzie stał nastolatek. Minho zapatrzył się na moment wpatrując w uśmiech jakim obdarzał Kibuma – Widzisz? Denerwujący – mruknął i wsadził ręce do kieszeni ruszając do budynku.
            Sam szedł za nim, śmiejąc się. Minho miał ochotę odwrócić się i przydzwonić kumplowi. Wiedział jednak, że przegrałby w starciu z nim. Cała szkoła nie mogła mierzyć się z Samem. Taki wielki, a taki łagodny.
            Sam wypruł naprzód i kiedy byli na schodach podszedł do Lee i Kibuma.
            - Cześć Taemin – rzucił zadziornie i wyszczerzył się, stając na chwilę przy rozmawiającej dwójce – Ty musisz być Kim Kibum, prawda? – zapytał krzykliwego chłopaka.
            Minho z lekkim przerażeniem obserwował najpierw jak Sam podchodzi do nastolatków, a potem z nimi rozmawia. Skrzywił się i podszedł do kumpla, szturchając jednocześnie mocno Taemina w ramię, który wpadł na Kibuma. Ten go przytrzymał. Z małym niepokojem Minho zaobserwował, że Kim złapał Lee w talii. Zdecydowanie za nisko w talii. Zmarszczył tylko brwi i przeniósł swoje spojrzenie na Sama.
            - Idziemy? – warknął butnie do przyjaciela, ignorując zupełnie Taemina i Kibuma.
            - Mógłbyś uważać debilu – zawtórował mu Kibum.
            Choi całkowicie go zignorował i wpatrywał się nagląco w przyjaciela. Ten tylko uśmiechał się głupkowato.
            - Mógłbyś przeprosić – warknął ponownie Kibum. Dopiero wtedy Minho zwrócił na niego uwagę. Ręce oplatające talię Taemina zniknęły. To była pierwsza rzecz, którą zauważył.
            - Zamknij się – rzucił od niechcenia i czekał na jakąkolwiek odzywkę od Lee. Chciał, by ten się odgryzł. Nie kiedy są jedynie sami. Chciał usłyszeć to teraz, w grupie. Gdzie słyszeli wszyscy – On nie potrzebuje adwokata – powiedział znacząco, srogo patrząc na Taemina.
            Blondyn spuścił wzrok, zakrywając dodatkowo oczy grzywką. Znowu był obojętny. Jakby wszystkie bodźce jakie do niego dochodziły, spływały po nim. Jak robot, który ma przebłyski ciętości. Minho pokręcił z politowaniem głową.
            - Jeśli będę mógł ci pomóc, to znajdź mnie gdzieś w szkole – rzucił tylko cicho i odwrócił się na pięcie, idąc w stronę budynku.
            - Frajer – radośnie stwierdził Kibum i w podskokach podbiegł do blondyna.
            Minho prychnął pogardliwie i odprowadził sylwetkę Taemina wzrokiem.
            - Widziałem to – mruknął złośliwie Sam, zbliżając się do Choi.
            - Co? – zapytał zamyślony Minho.
            - Oczywiście, że ten mord w oczach, kiedy ręce nowego znalazły się tam gdzie nie trzeba – zarechotał Sam i Minho z trudem powstrzymał się, by nie zdzielić kumplowi przez głowę.
            Westchnął tylko ciężko, zastanawiając się dlaczego przystaje z takim debilem i że przez jego knowania prędzej czy później uwierzy w te wszystkie bzdury.
            - Idę na zajęcia. Stary, co robisz jutro? – zapytał jeszcze na odchodnym.
            Sam zastanowił się, marszcząc intensywnie brwi.
            - Kurwa – westchnął zniechęcony – Musiałeś mi przypomnieć? Mamy obiadek rodzinny u babki, jedziemy tam ze starszymi na weekend – mruknął – A co?
            - Potrzebuję zajęcia na weekend.
            - I tak masz szlaban – stwierdził bystro Sam.
            - Mam zamiar wyrwać się z domu na weekend. Jeszcze nie wiem jak, ale nie wysiedzę z ojcem pod jednym dachem – powiedział cicho Minho.
            - Zajmij się tymi dzieciakami z sierocińca – zaproponował w żartach Sam – Weź dodatkową zmianę czy coś. Albo… - Sam spojrzał na Minho - … wstępnie umówiłem się z Taeminem na korki. Słyszałem, że jest dobry. Tylko wiesz, przypomniałeś mi, że mam wyjazd – uśmiechnął się szeroko, uważając swój plan za idealny.
            Minho przywdział grobową minę, dając do zrozumienia Samowi co sądzi o jego pomyśle. O absurdalnym pomyśle.
            - Chyba cię pojebało – warknął i potrząsnął głową – Idę. Masz coraz gorsze pomysły – mruknął.
            - Czy ja wiem, czy takie złe. Możesz siedzieć z tatuśkiem i oglądać meczyk – wyszczerzył się chłopak.
            - I świetnie potrafisz pocieszać – dodał Minho.
            Dni, które zostały do przyjazdu ojca znacznie się uszczuplały, więc uzasadnionym było, że dość często o tym rozmyślał. Bardziej jednak o sposobie wykręcenia się z całej rodzinnej sielanki, jaką miała pewnie zamiar zafundować mu matka. Mimo że starał się wyperswadować jej ten absurdalny pomysł, na nic zdawały się jego argumenty. Wiedział jak jego matka jest uparta. 
Spoglądał z coraz większą wściekłością na uczniów, którzy zaczęli zapełniać stołówkę. Lubił te momenty i z tą samą częstotliwością nienawidził. Nie zdając sobie sprawy ze swojego zachowania, zaciskał odruchowo pięści i zęby. Potrzebował bitki. Albo chociaż okazji do wyładowania swojej złości. W napływającym tłumie mignęła mu sylwetka Sama, który jednak dołączył do stolika klubu sportowego. Pozostało mu czekać na JaeMina, Yuri i ChanSunga i będzie mógł zacząć planowane przedstawienie.
Rozglądał się po uczniakach szukając Taemina. I Kibuma. To oni byli potencjalnymi ofiarami. Chciał ujrzeć ponownie tą obojętną buźkę całkowicie wypraną z emocji. Uśmiechnął się krzywo. Tak, miał ochotę pognębić Taemina. Nie czuł się co prawda dzięki temu lepiej, jednak miał złudną nadzieję, że nadejdzie taki dzień, kiedy usłyszy realną obelgę na forum publicznym od blondyna. Wtedy miałby doskonały powód do wzmocnienia swojej presji i skurwielstwa względem Taemina.
- No to kogo dziś bijemy? – usłyszał za swoimi plecami podekscytowany głos JaeMina. Zrobił kwaśną minę. Tylko w tej kwestii się dogadywali.
Bez słowa wskazał głową stolik, przy którym  ulokował się Taemin i Kibum.
- Ejjj – niezadowolony parsknął JaeMin, siadając obok Minho. Na kolanach posadził sobie Yuri – Co moja zabawka robi z tym blondynem? – zacmokał jak ahjumma i pokręcił głową – Kim nie zna jeszcze zasad – mruknął.
- Najwidoczniej – Choi skinął głową – I po raz pierwszy widzę, by Lee miał kumpla. Tak nie może być – dodał o dziwo wesołym tonem – Gdzie ChanSung? – zapytał i rozejrzał się dookoła. Nie znalazł kumpla.
- Dzisiaj nie uświadczysz obecności jego osoby – zaśmiał się chłopak.
- Chyba, że opali się tak, że jego duch do nas dołączy. Albo chmura dymu – złośliwie dodała Yuri.
- To co mamy w planach? – zaczął dopytywać się JaeMin. Dziewczyna zeskoczyła mu z kolan i spojrzała krytycznie na dwójkę.
- Pobawcie się dzieciaki – powiedziała sarkastycznie – Ja dziś nie mam ochoty na takie bzdurki – mruknęła, oglądając swoje sztuczne paznokcie.
Minho skinął głową na jej dłonie, niemo zadając pytanie JaeMinowi. Ten przytaknął. Wszystko było jasne. Yuri miała nowe szpony i bała się, że je straci. Choi wywrócił jedynie oczyma, a chłopak obok niego prychnął śmiechem.
- To co? Gotowy? – z wymiernym entuzjazmem rzucił Minho. Podniósł się do góry i przybrał srogi wyraz twarzy.
- Zawsze – zawtórował mu JaeMin.
Choi ruszył niedbałym krokiem, wręcz przeszywając wzrokiem blondyna, który widocznie nie spodziewał się ataku. Złość przybierała na sile, kiedy widział subtelny uśmiech Taemina, kiedy rozmawiał z Kibumem. Widział też uczniów, którzy z zaciekawieniem patrzyli na niego i JaeMina. Wiedzieli, że szykuje się jakaś akcja. Można było to zobaczyć w ich niespokojnych ruchach i szeptach, jakie wypełniły salę.
Zbliżył się z JaeMinem do stolika i z hukiem odsunął krzesło, siadając na nim. Naprzeciwko Taemina, który zaskoczony najpierw na niego spojrzał, po czym zbił wzrok w talerz z jedzeniem. Choi uśmiechnął się krzywo.
- Oho, przyszła wichura – mruknął niechętnie Kibum, wlepiając kocie oczy w intruzów – Chcecie zjeść z nami? – zakpił.
- Wydaje nam się, że nie wiesz jak funkcjonuje system w szkole – zacmokał JaeMin, uśmiechając się promiennie – Pamiętasz, co ci ostatnio powiedziałem?
- Jakoś nie bardzo interesuje mnie rola chłopca na posyłki – mruknął Kibum i przysunął się bliżej Lee. Minho niemal natychmiast uchwycił tą zmianę.
- Mam po prostu jedną misję – wtrącił się Minho. Poważny wyraz nie schodził mu z twarzy – On – wskazał palcem na Taemina – Nie potrzebuje kumpli. Nigdy ich nie miał, więc jeden nie zrobi mu różnicy – skwitował – Ty, masz się trzymać od Taemina z daleka – uśmiechnął się sztucznie.
- Sam chcesz się nim zająć? – zakpił Kim – Zazdrosny? – powiedział już głębszym tonem, akcentując wyraźnie słowo „zazdrość”.
- Oczywiście, że chcę się nim odpowiednio zająć – mruknął groźnie i spojrzał na JaeMina, dając mu znak. Ten podniósł się do góry i podszedł do Kibuma – Potrzebuję pomocy – zwrócił się w stronę tłumku, który biernie czekał na rozwój wydarzeń. Żaden chętny się nie zgłosił, dlatego pokręcił głową i skinął na dwóch osiłków – Ty i ty – skwitował – Przytrzymajcie go – wskazał na Kibuma.
Ci nie mieli wyjścia. Musieli się posłuchać, jeśli nie chcieli znaleźć się pod ostrzałem niezdrowego zainteresowania. Minho to wiedział. Momentami cieszyło go to, że ludzie się go bali. Nie był przecież nikim nadzwyczajnym. Nie miał portfela wypchanego forsą, ani pleców w formie wpływowych rodziców. Był przeciętny, a jednak to on zdominował szkołę. Był z tego zadowolony.
Kibum wyrywał się trochę i prychał jak rasowa kotka. Wyglądało to doprawdy zabawnie, nic jedna nie mógł poradzić. Chłopak być drobnej budowy  i wyrywanie się nie miało większego sensu.
JaeMin zbliżył się do Kima, który miotał błyskawicami z oczu.
- Teraz zobacz – nakazał tonem pokazowym – Minho pokaże ci, jak masz traktować Taemina. Zrozum, że przebywanie z nami to same zalety – mówił w dalszym ciągu, a Kibum zdawał się go nie słuchać, albo ignorować – Tym bardziej, że to ja sam namówiłem Minho, że będziesz do nas pasować – zakończył.
Choi już nie słuchał kumpla. Zajął się patrzeniem na Taemina, który zacisnął dłoń na widelcu. Był wściekły, że widzi opanowany wyraz twarzy nastolatka. Że ten nic sobie nie robi z całej sytuacji.
- Smaczne? – zapytał od niechcenia Minho.
Taemin milczał.
- Smaczne? – powtórzył głośniej, przesuwając stolik w stronę Lee, tak że ten był niemal zakleszczony między  krzesłem a stołem.
Nastolatek wypuścił widelec z dłoni. Dalej się nie odzywał, a jedyne co zrobił to opuścił jeszcze bardziej głowę w dół.
- Odpowiada się! – krzyknął wściekły i wstał. Podszedł do Taemina i pochylił się nad nim – Więc?
- Tak – usłyszał stłumioną odpowiedź chłopaka.
- Zostaw go – zawył Kibum i natychmiastowo został uciszony policzkiem, który wymierzył mu JaeMin.
Minho spojrzał tylko na chwilę w tamtą stronę. Kim niewiele go obchodził. Mógł tylko nie zbliżać się do Lee.
- Smaczne? – powtórzył i objął Taemina ramieniem. Chłopak używał ładnie pachnącego szamponu do włosów. Blond kosmyki niemal drażniły jego policzek. Napad złości ponownie dał o sobie znać. Spiął się cały, nie rozumiejąc dlaczego nagle zaczął myśleć o cholernym szamponie – Wiesz, jestem dziś wściekły. I wiesz jak to się kończy, prawda? – wymruczał spokojnie – Jesteś po prostu świetnym sposobem na odreagowanie. Naprawdę ci za to dziękuję – powiedział nieco kpiąco – Tylko o wiele lepiej nękało by mi się osobę, która wykazywałaby strach. Ty… nie robisz nic. A taki jesteś wygadany, kiedy jesteśmy sami – nie spostrzegł kiedy zaczął prowadzić monolog. Przyciszył głos, przeznaczając słowa jedynie do uszu Taemina – No dobrze, dość pogaduszek. Zróbmy małe show. Wszyscy na to czekają –mruknął i złapał za talerz. Kilka sekund później cała jego zawartość wylądowała na mundurku Lee. Odsunął się od chłopaka i odsunął krzesło z siedzącym nastolatkiem.
- Tak mi przykro – udał zdziwienie swoim zachowaniem i złapał za szklankę z sokiem, nadstawiając ją nad głową Taemina.
- Przestań! – krzyknął Kibum, wznawiając szamotanie się – Doprawdy ciekawy sposób na okazanie zainteresowania. Dupek! – krzyknął donośnie.
Minho spojrzał na krzykacza i zamarł ze szklanką w dłoni. Przechylił zadziornie głowę i zaczął analizować wypowiedziane słowa.
- Możesz powtórzyć? – zapytał głucho i podszedł do Kima.
Kibum w dalszym ciągu starał się uwolnić. Miażdżył przy tym Minho wzrokiem. Niespodziewanie i z pełną mocą, unieszkodliwił chłopaków, którzy go trzymali. Każdy z nich dostał porządnego kopniaka najpierw w stopę, a potem piszczel.
Minho widział tylko Kibuma, który zamachiwał się na niego z pięściami. Odruchowo wypuścił szklankę z dłoni. Ta rozpierzchła się tysiącem kawałków po posadzce, robiąc niemały hałas. Cios był nieunikniony. Nie zdołał zakryć twarzy i poczuł tylko jak jeszcze głowa robi nagły zwrot w prawo. Miał cela, musiał to przyznać Kibumowi. Choi upadł na ziemię, a Kim zaraz za nim, okładając go w dalszym ciągu pięściami. Minho czuł jak szkło wadzi i w efekcie wbija mu się w plecy. Miał tylko jedną konkluzję z tej całej sytuacji. Został pobity przez chuderlaka. Przy niemal całej społeczności uczniowskiej.

~**~

Z zaciętym wyrazem twarzy opierał się o ścianę. To Kibum łypał na niego wrogo, zaciskając co chwila zęby, kiedy pielęgniarka szkolna nakładała wacik na jego poranione kostki. Minho uśmiechnął się do niego krzywo i podniósł się do góry z niemałym bólem. Oprócz tego, że jego koszulka nie nadawała się do dalszego użytkowania, to miał poharatane plecy. Jeszcze przed chwilą pielęgniarka wyciągała mu odłamki szkła ze skóry.
To, co mu jednak utkwiło w pamięci, zanim zostali rozdzieleni przez nauczyciela, to wyraz twarzy Taemina. Nastolatek nie patrzył na nic innego, tylko na strużkę krwi, którą pozostawił na ziemi. Z bólem, jakby go żałował, co przecież nie mogło być prawdziwe. Chłopak był doprawdy dziwaczny.
            - Wiesz, gdzie masz trafić teraz? – zapytała kobieta. Była przyjemną starowinką – Gdzie macie obaj trafić? – poprawiła za duże okulary, wsuwając je głębiej na nos.
            - Tak, tak – pokiwał głową Choi – Zbieraj się Kim – rzucił do chłopaka, który ze zbolałym wyrazem twarzy  patrzył na swoje obandażowane dłonie. Zrobił dziubek jakby miał zamiar się popłakać, co Minho zaobserwował z pogardą. 
            - Nie mazgaj się, tylko ruszaj dupsko – krzyknął rozeźlony i pociągnął za klamkę o drzwi.
            - Minho – zacmokała niezadowolona pielęgniarka.
            - Przepraszam – Choi ukłonił się lekko – Możesz ruszyć swoje szanowne cztery litery? – niezwykle uprzejmym tonem zapytał Kibuma, który obrażony wstał i podszedł do Minho.
            - A co? Druga runda? – mruknął złośliwie Kim.
            - I tak można to nazwać – westchnął Minho.
            Powitał ich ponury wyraz twarzy Daniela. Mężczyzna nawet nie zdziwił się, że widzi Minho w towarzystwie Kibuma. Nastolatek wiedział, że było błędem dać sprowokować Kima. Teraz on znowu najbardziej oberwie.
            - Co tym razem takiego się stało, że wplątałeś się w kłopoty – zaczął Daniel, nie bawiąc się oficjalne formułki.
            - To on mnie zaatakował – mruknął Minho wskazując na Kibuma, który siedział obok.
            - Jesteś nowy, prawda? – ostrym tonem odezwał się Daniel. Minho wyczuwał jednak, że to nie Kibum jest przyczyną złości jego wuja – Czym sprowokował cię Minho, że się na niego rzuciłeś? – zapytał rzeczowo.
            Choi wywrócił oczyma.
            - Może to mnie powinieneś spytać, dlaczego zostałem zaatakowany? Może to nie moja wina? – rzucił oskarżycielsko.
            - Znęcał się nad moi przyjacielem – śmiało odpowiedział Kibum.
            - Przyjacielem – mruknął z pogardą Minho, patrząc spod byka na Kima.
            - W jaki sposób się nad nim znęcał? Nad kim? – kontynuował przesłuchanie Daniel.
            - Minho ma dziwny sposób okazywania zainteresowania – zaczął Kibum, z dziwnym uśmieszkiem patrząc na nastolatka – Tym razem z dziwnych powodów zaczął obrzucać Taemina jedzeniem. No to próbowałem go zatrzymać – wzruszył ramionami.
            - Nie rozumiem o jakim zainteresowaniu mówisz – burknął Minho.
            - Debil – skwitował Kibum.
            - Mógłbyś chociaż nie przezywać Minho w mojej obecności – wtrącił się Daniel, który jedynie przesłuchiwał się rozmowie od pewnego momentu.
            - Ale to prawda – odparł Kibum wojowniczo – Jest debilem, który jest ślepy. Do tego kiedy ma zły humor staje się postrachem szkoły – zaczął wyrzucać w stronę chłopaka coraz płomienną mowę.
            - Zły humor powiadasz – westchnął Daniel i wywrócił oczyma – I co ja mam z tobą zrobić Kibum, co? – mruknął – Z mojego punktu widzenia, osobistego, to sam bym pewnie jeszcze mocniej dowalił tego głupkowi – wskazał na Minho, który z oburzeniem przysłuchiwał się odważnym wynurzeniom wujka – Jednak koniec końców wdaliście się w bójkę i nie będę rozstrzygał kto zaczął. Jestem tutaj głównodowodzącym i muszę nałożyć na was jaką karę – skończył – Może malowanie ogrodzenia w szkole? Przydałby się mały remont na tyłach – zastanowił się uważnie.
            Minho wyprostował się, a w jego umyśle zapaliła czerwona lampka.
            - Może weekend? Wtedy dotkliwiej uznacie swoją karę.
            - Skoro to musi być sobota – od niechcenia mruknął Minho.
            Daniel spojrzał bystro na nastolatka.  Minho miał wrażenie, że jego zamierzenia zostały przejrzane.
            - Kibum możesz już wyjść. Porozmawiam jeszcze z Minho. I dzięki za zlanie mu tyłka. Ale no wiesz, tego nie powiedział dyrektor – napomknął przed wyjściem  chłopaka.
            - Jasne – rzucił Kibum i łypnął wrogo na Minho zanim wyszedł.
            - Domyślasz się? – mruknął nastolatek, wygodnie opierając się na krześle.
            - Oczywiście – Daniel wzruszył ramionami – Tak będzie dobrze? Zajęta sobota? Chociaż częściowo. Jakoś przetrwam ten huragan jakim będzie twoja matka – burknął.
            - Dzięki – z westchnieniem ulgi powiedział Minho – Ja wiem, że to twój brat. Ja go nie uważam za swojego ojca – dodał cicho.
            - Dziś się wyżywałeś na Taeminie, bo chodziło o sprawę Marka? Tak?
            - Nie tylko. Chłopak mnie po prostu denerwuje – wzruszył ramionami Choi – I nic takiego mu nie zrobiłem – próbował w jakiś sposób się usprawiedliwić.
            - Nic? Opinia matematyka brzmiała inaczej – skwitował Daniel – Minho, miej na uwadze tego Lee. Nie uszkadzaj go za bardzo. Nie, co ja mówię. Zabraniam ci ruszać jego ciało, tak? – zapowiedział surowo.
            - Dlaczego?
            Minho od razu zwietrzył podstęp. Splótł dłonie i pochylił się ku wujowi, patrząc na niego intensywnie.
            - Co z nim nie tak? Oprócz mózgu? – mruknął zgryźliwie.
            - Po prostu masz go nie ruszać, jasne? I nie próbuj tym samym znajdywać sobie innego kozła ofiarnego. Myślisz, że nie wiem co wyprawiasz z tymi swoimi koleżkami? Otóż wiem! – władczo wskazał palcem na nastolatka – I pamiętaj, że miarka się kiedyś przebierze. A nie chcę stanąć w obliczu takiej sytuacji, że będę musiał cię wyrzucić ze szkoły. Wiesz że się martwię o ciebie? Traktuję cię jak syna.
            Nie lubił takiego wyrazu twarzy u nikogo ze swoich najbliższych. To nieme zapytanie, które sobie zadawali widząc go. Mianowicie, co z niego będzie. Minho jednak wiedział, że to wszystko z troski. Cóż mógł na to poradzić, że od razu włączała mu się agresja?
            - A ja bym bardzo chciał, żebyś to ty był moim ojcem, nie on – nawet pogardliwie wymówienie imienia ojca, nie mogło wyrazić jak bardzo go nie szanuje – Chociaż, w sumie wolę cię jako kumpla. I ewentualnie ojczyma. Co ty na to? Przyjmujesz wyzwanie? – poruszał śmiesznie brwiami, chcąc przerwać te emocjonalne wywody. Nie czuł się dobrze w okazywaniu uczuć. Mówieniu o tym co sam czuje.
            Daniel zaśmiał się gromko, a Minho nie pozostało nic innego, jak dołączyć. Chociaż mówił całkiem poważnie. Chciałby, by jego matka zeszli się z wujem.
            - Dobra, zmykaj Minho – mężczyzna machnął na chłopaka ręką – Mam już cię dość – zaśmiał się.
            - Dzięki. Nawet przyszły ojczym chce mnie wykurzyć – burknął udając obrażonego i podszedł do drzwi – Wiesz, że musisz zrobić tylko bardziej wyraźny krok? Żeby to zobaczyła? – rzucił jeszcze na odchodnym. 

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Witajcie. Dzisiaj rozdział planowo w sobotę. Skoro notuję skrzętnie tendencję spadkową czytności. Co do częstszego pisania partów. To zwyczajnie nie jest możliwe. I tak dziw, że wyrabiam się z 13/14 stronami w niecały tydzień. I ja mam swoje życie, którego nie mam zamiaru poświęcać ciągłemu pisaniu. Nie popadajmy w obłęd :P A i wy nie chcielibyście dostać rozdziału na odwal. Tak więc nie zdziwcie się, że party mogą pojawiać się nawet co dwa tygodnie. Witam drugiego pana, który się pokazał pod poprzednią notką :D Wiecie jakie to miłe, kiedy osoby wchodzą na tego bloga, bo nigdy na niego jeszcze nie trafiły? Dostałam ostatnio bardzo miły komentarz kończący kiepskie "Bo każdy...". To takie miłe być docenianym nawet za stare prace ;)) Dziękuję za wszystkie komentarze i czekam na ich jeszcze większą ilość. Do następnego ^^ 

13 komentarzy:

  1. dziewczyno<3 jedną z rzeczy, za które cie kocham jest prędkością z jaką piszesz ff.Mało tego! Piszesz je szybko i wychodzą ci fenomenalne ;d wiele autorek potrzebuje miesiąca lub kilku żeby stworzyć coś wartego uwagi, tobie wystarczy tydzień może dwa i na bloga dodajesz czyste złoto w postaci opka ;d i wiem, że zdzielisz mnie po głowie za to, że nigdy nie komentuje notek (prosze nie bij mocno xd ) to od dziś oświadczam, że będe je komentować ;d obiecuje! ;d a teraz zabieram sie za czytanie, chociaż bez tego moge powiedzieć że notka jest genialna ;3 całuje ;*

    OdpowiedzUsuń
  2. Jesteś genialna! Jesteś moim guru czy kimś w tym stylu! Nie dam rady napisać nic więcej... Czekam z niecierpliwością na nowy rozdział i weny~~ <333

    OdpowiedzUsuń
  3. Świetne jest te opowiadanie, ma ciekawa historie i fajnie to opisujesz, czytalam poprzednie twoje opowiadanie i sie tak wciagnelam ze nawet niewiem kiedy przeczytalam wszystkie.
    Teraz bede odliczac dni do kolejnego rozdzialu ;)

    OdpowiedzUsuń
  4. Oooo przepraszam! " Bo każdy.." w cale nie jest kiepskie. Fakty może twój pocżatkowy styl nie był idealny... ale to naprawdę bardzo bardzo fajne opko i czytam je ciągle w walonych chwilach. W każdym razie fajny rozdział i mam nadzieję, że akcja się fajnie potoczy:)
    Zero_

    OdpowiedzUsuń
  5. Kocham twoje opowiadania. Jesteś kochana ^^
    Jak zobaczyłam wpis ,,mogą sie pojawiać nawet co dwa tygodnie" Hahaha gdybyś widziała moją mine. Zazwyczaj czekam miesiąc, albo pół roku aż dodają nowy rozdział, często strasznie kródki -.- Wróć, ahh zazdrosny Minho, jestem ciekawa czy wujek Minho i jego mama sie zejdą, chociaż bardziej mnie ciekawi jak połączysz Tae i Minho w 2min, a może JongKey też wkradnie sie do fabuły :) No cóż mi pozotaje tylko czekać :3 Weny, weny i zdrówka. Moja babcia zawsze powtarza, że wiosna to najbardziej zdradliwa pora roku, hehe <3

    OdpowiedzUsuń
  6. Okej. Na początek bardzo przepraszam że nie komentowalam, ale to opowiadanie tak mnie wciągnęło, że musiałam szybko czytać następny rozdział.
    Ogólnie cały zarys fabuły bardzo mi się podoba. Nie czytalam jeszcze podobnego ff, wiec jestem bardzo ciekawa jak to rozwiniesz. Wiem, że pisałaś o wolnym tempie akcji itp ale nie mogę się doczekać pierwszego kissa Minho i Tae. Mimo wszystko da się już zauważyć, że Minho jest zainteresowany Tae XD ta zazdrość o Key. Kocham czytać o tym jak bohater nie wierzy, że jest w kimś zakochany, a jest zazdrosny. Wydaje mi się to takie słodkie, kiedy próbują sobie wmówić że to wszystko nieprawda.
    Nawet nie wiesz jak bardzo się ucieszyłam, kiedy wprowadziłas postać Kibuma. Kocham go, a ten charakter idealnie do niego pasuje. Szkoda mi go tylko troszeczkę, bo wydaje mi się że oni się będą nad nim zlecać teraz za to, że pobił Minho XD
    Taemin.. matko jaki on jest cudowny. Ten jego charakterek w towarzystwie, kiedy jest taki nieśmiały wydaje mi się strasznie słodki. Choć czasem chce żeby nagle tak wybuchł i pokazał pazurki jak to nieraz pokazał Minho ^^ Nie wiem czemu, ale mam wrażenie ze on ma rozdwojenie jaźni czy coś w tym stylu. Jego postać jest tak tajemnicza.. tylko czekam na wielkie bum z nim, bo chyba takie będzie XD nie wnikaj.
    Minho.. kolejny, którego charakter pasuje mi idealnie. Tylko troszkę mnie wkurza tym, że tak nęka Tae. Ale trudno! W końcu i tak będę razem.
    I jeszcze Sam XD haha on zabija system swoimi uwagami na temat gejostwa Minho.
    Ciesze się, że to opowiadanie będzie długie bo jest cudne i trudno będzie mi się z nim rozstać. Ale zarazem jest mi smutno bo to twoje ostatnie.
    Na koniec życzę weny i czasu.
    Pozdrawiam, Em ~

    OdpowiedzUsuń
  7. Widzę, że pojawiło sie wiele osób, które wczesniej nie komentowały. No to ja jestem następna, więc może bardziej ogólnie.
    Blind było pierwsze, polubiłam ta historię niesamowicie, a teraz jestem w pełnym zachwycie, że aż tak się rozwinęłaś. No dobra, wiem, że minęło dużo czasu, ale dla mnie one były jedynie kilkoma miesiącami (tak, tak- i bardzo przepraszam. Pojawiłam się tu już w grudniu i ani razu nie zostwiłam po sobie śladu). Widać to było w Łowcy Cieni, mimo że nie przeczytałam go całego. I widać to tu.
    Już się nie mogę doczekać tego, co szykujesz w kolejnych rozdziałach. I to nic, że będziemy czekać. Podobno to, na co się dłużej czeka, lepiej smakuje :) Wiele autorek pojawia się raz na baaardzo długi czas i jestem pełan podziwu dla Ciebie, że się wyrabiasz z notkami o porównywalnej dla Nich długości. I to w dodatku tak genialnymi notkami.
    Także ten... Hwaiting i te sprawy XD

    Joamya

    OdpowiedzUsuń
  8. Tak jest Kibum, bardzo dobrze, że dowaliłeś Minho. On wie co nie? On też widzi wszystko w oczach Minho tak samo jak Sam. Matko oni są genialni. Tak ładnie potrafią mu dogadać.
    Zaczyna się bać o Taesia :< Najpierw wspomniana przez Żabola mina Minnie'go na widok krwi, a do tego ta rozmowa u Daniela, już czuję, że jego wspomnienia będą niosły za sobą sporo łez. Kurcze jak wcześniej nie zwracałam na to uwagi to teraz troszkę boję się tej obojętnej miny Taemina, no może nie boje, nawet nie wiem jak nazwać to dziwne uczucie.
    Jeeju Minho myśl w końcu, kiedy do ciebie dotrze że Tae ci się podoba ^^ No ja no, kiedy on zobaczy, że to nie Bummie mu przeszkadza a jego bliskość z Lee, w ogóle jestem jak najbardziej za tym żeby Daniel zszedł się z jego mamą. I w sumie jestem ciekawa jak będzie wyglądać to malowanie płotu z Kibumem, przecież oni się tam pozabijają xD
    Dziękuję za rozdział, weny życzę ^^

    OdpowiedzUsuń
  9. Ja również jestem u ciebie po raz pierwszy :D a wpadłam całkiem przypadkiem, przez Wujka Google ;) poszukuję teraz nowych, ciekawych blogów yaoi i troszkę inspiracji :P
    masz ładny styl pisania, przyjemnie się czyta. Będę wpadać.
    No i oczywiście nie mogłam się nie zareklamować :D wpadnij, jak będziesz chciała --> www.slodkiswiatyaoi.blox.pl

    kunoichi

    OdpowiedzUsuń
  10. Jestem fanka twoich opowiadan bo jak zwykle sa niebanalne i ciekawe. Ciekawa jestem Taemina, co w nim siedzi taki hardy przy nim a w towarzystwie juz nie. Mysle ze Minho gnebiac innych ukrywa strach ze moglby byc po 2 stronie jesli by wyszlo ze jego ojciec siedzi. Gnebiac innych wydobywa swoja frustracje do swiata i chce byc akceptowany chocby to mialaby byc banda gnebiacych gnojkow ale ktora jest ,,elita,, w szkole. Minho ma dobre serducho chce by jego mama byla szczesliwa nawet jesli sam swoja osoba jej tego nie ulatwia.

    OdpowiedzUsuń
  11. Witam,
    rozdział jest wspaniały.... postać Kima bardzo mi się podoba, no i ter reakcje Minho, mam wrażenie, że Daniel coś więcej wie na temat Teamina, zwłaszcza po jego sowach jakie powiedział w gabinecie...
    Dużo weny życzę Tobie...
    Pozdrawiam serdecznie Basia

    OdpowiedzUsuń
  12. Świetny rozdział. Nie mogę się doczekać rozwinięcia wątku choroby Tae *^*
    Ty zawsze świetnie piszesz.
    ----------------------------------ZAPRASZAM-------------------------------------------
    http://yaoilovehavenhell.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  13. Mój biedny Taeminnie, serce mi się kraja :c Minho ty bestyyyjo jedna
    Ech należało mu się, Kibum powinien mu mocniej przywalić, może by mu się polepszyło.
    Ciekawe co z tym naszym Taeminem, bo coś z nim musi być, też wietrzę coś, jakąś tajemnicę, i może Daniel też o niej wie?

    Sam jak zwykle spostrzegawczy i tak samo złośliwy hahhahaah
    Tak sobie myślę że Key też myśli że Minho się bujnął w Tae, on i Sam powinni sobie podać ręcę hahahaha

    OdpowiedzUsuń