piątek, 7 marca 2014

Virgin Snow - Rozdział 2.

            Wolałby się nie obudzić i po prostu przespać ten cholerny dzień. Nie było dla niego żadnym pocieszeniem, że zaczął się weekend. Spędzanie go jako chłopak na posyłki nie było miłą perspektywą. Zaparkował na podjeździe sierocińca, wysiadł z auta i z narastającym wciąż niedowierzaniem spojrzał na budynek. Zwariuje tutaj przez miesiąc. Równie dobrze Daniel mógł go przydzielić do domu wariatów. Pewnie z nimi prędzej by się dogadał niż z dziećmi, których nienawidził. One zawsze wrzeszczały, zawsze domagały się wszystkiego, niezależnie w jakim wieku były, pieprzone zawsze. On sam taki był i nigdy nie chciał mieć takiego syna.
            - Cześć – usłyszał ciche powitanie za swoimi plecami.
            Odwrócił się i ujrzał Taemina. Westchnął ciężko na jego widok. Humor mu się nie poprawił. Nie mógł patrzeć na tę blond czuprynę. Warknął tylko, co miało imitować powitanie i ruszył w stronę wejścia. Szarpnął za drzwi, które nie chciały puścić.
            - Nie te – znowu usłyszał niepewny głosik za sobą. Czuł się jakby to on miał schizy i to był jego głos. Irytujące.
            - Przedwczoraj odmówiły posłuszeństwa. Trzeba wchodzić tylnymi – wyjaśnił Lee – Chodź za mną.
            Spojrzał przez ramię. Chłopak ruszył nie czekając na niego. Chwilę potem znaleźli się na tyłach sierocińca. Wyglądał mniej reprezentacyjnie niż z przodu. Ze ścian odpryskiwała farba, a gdzieniegdzie – na niższych poziomach – brakowało szyb.
            - Co za rudera – mruknął na głos, kręcąc głową.
            - Tylko nie mów tego głośno – zauważył Taemin – I nie bądź taki oschły – dodał – Dzieciaki zauważają litość, zarówno jak i fałszywe intencje.
            Opanowany głos Lee, wyzuty ze wszelkich emocji, tylko go nakręcał do zrobienia czegoś złego temu chłopaczkowi.
            - To już samo mówi za siebie, że nie powinno mnie tutaj być – warknął zezłoszczony i odepchnął chłopaka. Ten uderzył lekko o ścianę, przez co Minho się skrzywił – Co za fajtłapa – warknął.
            - Gdyby nie ty, to bym się nie krzywił. Byłeś zbyt brutalny w toalecie – powiedział Taemin rozmasowując ramię.
            - Gdybyś kiedykolwiek ćwiczył na wf’ie, to byś nie miał takich problemów – skitował Minho.
            Jeśli dłużej pomyśleć, to miał rację. Był z Taemin’em w klasie od podstawówki i nigdy nie widział go ćwiczącego. Czyżby chłopak był chory? Jakaś wada serca, czy coś? I ta bladość gówniarza.
            - Dlaczego nigdy nie widziałem cię ćwiczącego? – zapytał olśniony.
            - Nie twoja sprawa – odpyskował Taemin i wparował do środka.
            Syknął niezadowolony. Lee pozwalał sobie w jego towarzystwie na zbyt wiele. Coś zrobił się za bojowy. Widocznie ostatnio bardzo mu odpuszczali. Chyba trzeba będzie to zmienić.
            - Frajer – mruknął tylko – Rozpieszczony bachor – marudził do siebie, potęgując jedynie swój bezsensowny gniew.
            - Posłuchaj! – Taemin odwrócił się nagle do niego, że stanęli twarzą w twarz.
            Minho otworzył szeroko oczy i cofnął się o krok do tyłu, czując się nieswojo mając chłopaka tak blisko siebie.
            - Chociaż tutaj udawaj, że nie jesteś debilem, co? Zrób mi tę przyjemność i mnie nie wyzywaj – zawołał władczo Lee – Nawet udawaj, że mnie nie znasz, jednak nic nie mów.
            Rozbawiło go to. Przecież nie musiał spełniać niczego, co mówił Taemin. Dzieciak był żałosny.
            - Doskonale wiem, co teraz myślisz – odezwał się kpiąco Lee – Jednak chociaż tutaj mógłbyś zachowywać się poważnie, a nie jak dupek – skwitował chłopak – Te dzieciaki stykają się z takim traktowaniem jak ja codziennie. Właśnie od takich bezmózgich osób jak ty! Tylko pamiętaj, że to ty tutaj jesteś mniejszością. Jesteś z zewnątrz i stanowisz potencjalne zagrożenie. A te dzieciaki będą się tylko bronić…
            - Jak myślisz, co mnie to interesuje? Mam tutaj przetrwać tylko miesiąc. Nie planuję przedłużyć pobytu.
            To co mówił  Lee miało sens. Chłopak działał na niego jak płachta na byka samym swoim jestestwem, co powodowało, że nastawiał się negatywnie na wszystko, co mówił blondyn. Tak na dobrą sprawę, nigdy nie miał okazji, by porozmawiać z nim sam na sam, a co dopiero spędzić wspólnie czas. Tym bardziej nie wiedział, co sprawia, że Lee tak bardzo nie mógł trafić w jego łaski. Od zawsze dzieciak był popychadłem, do którego nikt się nie zbliżał. Może dlatego tak o nim myślał, nie starając się poznać bliżej.
            - Dupek – mruknął Taemin, a Minho po raz kolejny się zadziwił.
            - Robisz się zbyt pyskaty – zauważył Choi.
            - Może już czas przestać być wieczną ofiarą? – napomknął cicho.
            Minho uśmiechnął się krzywo.
            - Może za późno o tym pomyślałeś? – zakpił – Prowadź mnie! – krzyknął poirytowany zbyt długą rozmową z Taemin’em – Gdzie mam iść? Ta rozmowa mnie wkurza – sapnął.
            - Nerwus – mruknął Lee.
            Minho spiął się. Komentarze chłopaka były denerwujące.
            - Spotkasz się z dyrektorem. On ci coś przydzieli – znowu opanowany głos Taemin’a wybił go z rytmu. To wyglądało tak, jakby chłopak co jakiś czas się wyłączał i był robotem – Chodź za mną.
            Środek budynku wcale nie wyglądał lepiej. Obskurne ściany, które nawet jeśli pokryte były kolorem, to teraz już wyblakłym. Jedyną ozdobę stanowiły malunki, a raczej bazgroły, kwiatki, czy inne rośliny namalowane przez dzieci.
            - Co za syf – mruknął pod nosem. Dom dziecka naprawdę potrzebował sponsorów. Był ciekaw, w jakiej kondycji finansowej jest ta placówka. Wyobrażał sobie brudne dzieciaki, które latają boso z ubraniami nieodpowiednimi do pory roku. Tak, wiedział że to głupie, bo nie żyli przecież w średniowieczu, tylko XXI wieku. To nie zmieniało jednak faktu, że głupie myśli się go trzymały.
            - Tutaj jest jego gabinet – zatrzymali się na końcu długiego korytarza – Ja idę. Miłej rozmowy. Byle cię nie przydzielili do mnie – dodał złośliwie Taemin.
            - Również się o to modlę – Minho uśmiechnął się krzywo.
            Odprowadził jeszcze sylwetkę Taemin’a wzrokiem i zapukał do pomalowanych na biało drzwi. Ponowił machanie ręką, kiedy nie otrzymał żadnego odzewu.
            - Proszę – doszło do niego stłumione zaproszenie.
            Wszedł do środka i rozejrzał się dookoła, próbując zlokalizować biurko, a raczej coś na kształt biurka. Skrzywił się, widząc wnętrze tego pomieszczenia. Czuł się jakby wpadł do jakiegoś portalu, który przeniósł go do zakurzonej sali rodem z Harry’ego Potter’a. Wystrój gabinetu jawił się doprawdy osobliwie. Wszędzie porozrzucane były książki, dosłownie wszędzie. Na ich okładkach zaś spoczywała sporawa warstwa kurzu, co uwydatniało się, kiedy ciężkie ciemnozielone zasłony były odsunięte – a były – i słońce wpadało do wnętrza, oświetlając ten relikt przeszłości. Na samym środku sterta papierów mierząca wysokość niemal równą jego wzrostowi i dopiero jakieś mamrotanie, przeważyło nad tym, że poważniej zastanowił się,  że tam może być biurko.
            - Dzień dobry – przywitał się niepewnie, gotowy w każdej chwili do ucieczki, gdyby za zasłoną ze sterty papierzysk znalazł szkielet albo jakieś inne monstrum.
            - Dobry, dobry – usłyszał mamroczący głos, który zsynchronizował się z kasłaniem.
            Prawie się wystraszył, kiedy zobaczył wynurzający się spod papierów czubek szarej głowy. Usłyszał też skrzypnięcie kości. Donośne skrzypnięcie. Myślał do tej pory, że jest to możliwe jedynie w jakichś kreskówkach. Mężczyzna, który rzekomo był szefem tego całego burdelu, naprawdę  skrzypiał. Nie wydawało mu się, by pociągnął zbyt długo.
            - Co za stare kości – mruknął i przesunął bardziej na oczy ogromne okulary, które zakrywały starcowi pół twarzy. Co jednak nie dawało pozytywnego efektu, ponieważ w powiększeniu mógł obserwować jego obwisłą skórę na policzkach – Jak się zwiesz młodzieńcze? Co cię tu sprowadza? – zapytał mężczyzna. Okazał się mieć głęboki, miły ton głosu.
            - Choi Minho, moja kara miała się tutaj odbywać – mruknął od niechcenia. Zapach kurzu nieco go przytłaczał.
            - Choi – starzec zmrużył oczy i zaśmiał się gromko – No chłopcze, słyszałem o twoich wyczynach, i to nie tylko tych z bliskim spotkaniem z płotem – mruknął starzeć już nieco poważniej – Rozbijaka nam się trafił. I trochę agresor… Hmm… - zamyślił się mężczyzna – A tak!- przypomniał sobie nagle wyciągając rękę – Nazywam się John Park.
            Minho miał wrażenie, że rozmawia z szaleńcem. Zaczynał bać się tych dzieci, albo nawet im współczuć.
            - Usiądź chłopcze – Park wskazał dłonią na fotel, na którym leżało kilka wszechobecnych książek – Połóż je na ziemi – poinstruował mężczyzna.
            - Powiedz mi młody człowieku – zaczął starzec, kiedy Minho usiadł na niewygodnym fotelu, a mężczyzna z trudem przesunął krzesło, by wszystko mógł zobaczyć – Dlaczego słyszałem o tobie tyle złego, a jednak widzę w twoich oczach, że jesteś dobrym, choć chyba jednak zagubionym młodzieńcem? – zaczął łagodnie.
            Choi nie pamiętał, by umawiał się na terapię. Mimo że staruszek go trochę rozczulał, nie dał tego po sobie poznać. Był przecież tym złym.
            - Może ktoś kłamał? – zasugerował Minho.
            - Nie wydaje mi się – jęknął Park – Mam nadzieję, że ci się tutaj spodoba. Wpadnij do mnie jak już skończysz zmianę, dobrze? – uśmiechnął się lekko.
            - Co właściwie mam robić? – zapytał zdezorientowany.
            - Ah, właśnie – mężczyzna pacnął się w czoło – Pomoc wolontariuszy opiera się głównie na pracy w kuchni, czyli pomoc dzieciakom w gotowaniu. Znasz się na matematyce albo jakichś innych przedmiotach? Korepetycje również wchodzą w grę. Zabawa z dziećmi. Rozmowa. Wszystko, na co przyjdzie ci ochota. Oho – krzyknął staruszek – Już widzę ten wzrok! Wszystko, co mieści się w obrębie tej placówki. Tutaj nie ma wagarów! Możesz też pomóc przy przedstawieniu. Młodsze dzieciaki muszą nauczyć się ról. I Minho – odezwał się łagodnie mężczyzna – Miej dużo cierpliwości. To trudne dzieci. Mają za sobą wiele przejść. Nie zachowuj się tak jak szkolna gwiazdeczka i nie prześladuj tych, którzy wyróżniają się zbyt bardzo, albo tych, którzy nie chcą się wyróżniać – zagadkowo zakończył swój monolog.
            - Rozumiem – Minho skinął głową – Pójdę już.
            - Zresztą, Taemin na pewno ci pomoże. Jeśli go tylko poprosisz – starzec uśmiechnął się i usiadł ponownie za biurkiem.
            Wyszedł z gabinetu jeszcze bardziej skonfundowany, niż przed pojawieniem się w nim. Nie rozumiał wszystkiego co mówił starzec. To brzmiało tak, jakby Taemin się skarżył. Jakby dyrektor nie zajmował się tylko papierkami, a był dobrotliwym dziadziuniem, na którym można polegać. Co jeśli Taemin się skarżył? Wtedy już na starcie został uznany za bandziora. No to nieźle go ten debil załatwił. Sama myśl o chłopaku, a w Minho zapalały się  czerwone lampki wraz z towarzyszącymi im odgłosami syren.
            Nawet niczego konkretnego się nie dowiedział. Nie wiedział też, co ma ze sobą zrobić, czy gdzie pójść. Liczył na mały przewodnik, który choć trochę go wprowadzi. Rozejrzał się dookoła, mając przed sobą długi, ponury korytarz i kilka par drzwi.
            Przeszedł parę kroków i szarpnął za pierwsze lepsze drzwi. Znalazł się w toalecie. Skrzywił się, gdyż chyba lepiej trafić nie mógł. Pochód w stronę rozszerzenia korytarza okazywał się być najtrafniejszym wyborem. Przystanął na chwilę, skupiając się bardziej na dźwięku, jaki dochodził z wnętrza pomieszczenia.
            Słyszał wyraźnie  ciche pochlipywanie wraz z krzykami jakichś bachorów. Już niemal wiedział, jakiego zdarzenia jest świadkiem. Przypomniało mu to lata młodości, kiedy sam taki był. Nie, nie pochlipującym małolatem. Tylko tym po drugiej stronie  barykady. Silnym i znęcającym się. Uśmiechnął się krzywo. Był aż tak zły?
            Podszedł bliżej, stawiając ciche kroki. Chciał złapać gówniarzy na gorącym uczynku. W końcu teraz był starszym chłopakiem. Powinien dbać o porządek, a nie kibicować bójce. Kiedy jednak podszedł bliżej, bitka okazała się jednostronna.
            Dzieciak, góra siedem, osiem lat popłakiwał w kącie, podczas gdy trójka wielkich  dzieciaków – zapewne z gimnazjum – stała nad nim i mu wygrażała. Nieco nieudolnie jego zdaniem, jednak na maluchu robiło to widoczne wrażenie. Na takie zachowanie nie mógł pozwolić. Bójki czy grożenie były okej, o ile odbywało się w tym samym przedziale wiekowym. No i zrobiło mu się żal chłopaczka, który ocierał smarki rękawem.
            - Odezwał się ten, który ma matkę – mruknął obojętnie i zrobił krok do przodu, przerywając zabawę. Już nie mógł słuchać tych bluzg. Dowiedział się też, jak to wyglądało wszystko z boku. Nieciekawie.
            - Kim jesteś? – odezwał się najodważniejszy z grupki – Nie powinno cię tutaj być!
            - A co zrobisz? – parsknął Minho rozbawiony wolą walki gimnazjalisty – Pobijesz? Coś takiego – wskazał na malucha – to ja robiłem, kiedy ty na kupę mówiłeś ‘amu’ – zadrwił – Zacznijmy od tego, że jak chcesz się z kimś siłować, to nie wybieraj najsłabszego przeciwnika, jakiego znajdziesz. Dręcz sobie kogoś, kto jest w twoim wieku, albo jest straszy i silniejszy. Co ten kurdupel może ci zrobić, co?
            Wyraz twarzy buntownika zmieniał się powoli. To na niezrozumienie, to na ponowną agresję. Aż sam się zdziwił, co za mądrymi słowami operował. Co prawda, nie miały one na celu zupełne zaprzestanie złego zachowania, a rady, którymi on się kierował. W większości. Bo w sumie Taemin nie zaliczał się do silniejszych, byli tylko w tym samym wieku. Poczuł coś na kształt skruchy.
            Starsze dzieciaki zmarszczyły swoje twarze i wyglądały jakby przygotowywały się do ucieczki. Uśmiechnął się krzywo. Nie takie miał plany.
            - Hola, hola – złapał jednego za ubranie, kiedy ten próbował się prześlizgnąć obok niego. Rzucił nim lekko o ścianę i podszedł do drzwi, zamykając je od środka – Jeszcze nie skończyłem. Trzeba się słuchać hyung’a, prawda? – zaczął groźnym tonem.
            Dzieciaki wydawały się naprawdę przestraszone, co jednak w chwili obecnej niewiele go interesowało. Ponownie złapał gimnazjalistę za ubranie i przyparł do ściany.
            - Jeśli chcesz się bić, to możesz spróbować ze mną – warknął – Niech no zobaczę, że atakujecie znowu jakiegoś bachorka z przedszkola, to spotkamy się ponownie. Tutaj – powiedział groźnie – I nie będzie tak miło jak dziś. Zrozumiano? Będę miał na was oko. Mogę być bardzo złym hyung’iem, bo dla mnie jesteście tylko kupą gówna, jasne?
            - Tak – odezwał się szybko chłopak, którego trzymał za ubranie. Dopiero wtedy go puścił i cała mini szajka wypadła z hukiem z toalety.
            Mógł sobie tylko pogratulować. Mało brakowało, a pobiłby dzieciaki z gimnazjum. Do tego dawał im rady, jak powinni szkolić swoje niechlubne rzemiosło. Coś czuł, że jego pobyt przyniesie dla bachorów więcej szkód niż pozytywów.
            Spojrzał na dziecko, które w dalszym ciągu się mazało. Dzieciak wyglądał jakby dodatkowo się go bał. Podszedł do niego i ukucnął, krzywiąc się.
            - Spokojnie, nic ci nie zrobię – mruknął niechętnie. Poklepał się po kieszeniach w poszukiwaniach chusteczki. Ostatecznie sięgnął do jednej z kabin po papier toaletowy i podał dzieciakowi.
            Odczekał chwilę, aż chłopiec doprowadzi się do porządku.
            - Już? – zapytał i kiedy dziecko pokiwało głową, podniósł się do góry – Jak się nazywasz?
            - Joo Woon, dziękuję za pomoc – bystro odpowiedział chłopiec – Mam siedem lat. Już zaczynam uczyć się czytać, wiesz? A jak ty masz na imię? Jesteś bardzo odważny – bąknął – Ja zawsze  się boję, kiedy mnie przezywają.
            Słowotok z takiego małego ciałka go zaskoczył i nie wiedział, na co ma odpowiedzieć jako pierwsze. Roztrzepał chłopakowi włosy i uśmiechnął się krzywo.
            - Nazywam się Choi Minho. Możesz być pewien, że już cię więcej nie tkną. A jeśli tak zrobią, to masz mi powiedzieć, dobrze? Zabawię tutaj trochę, więc ci pomogę.
            Chłopczyk wyszczerzył się ukazując sporawe szpary w zębach.
            - Będziesz mnie bronił? – uśmiechnął się.
            - W końcu musisz sam zacząć się bronić – zauważył – Dlaczego stałeś i tylko ryczałeś? Jak nie zaczniesz teraz, na zawsze zostaniesz takim fajtłapą.
            - Nie umiem się bić, ani tak wyzywać jak oni – jęknął Joo Woon – I Taemin powiedział, że najlepiej nie odzywać się do takich chłopaków, i że pozostać obojętnym. Ale ja nie potrafię i zawsze płaczę – bąknął zawstydzony dzieciak – Tak jest? Że ludzie bardziej się denerwują, kiedy się nie odzywasz?
            Taemin debil, kształtował kolejną sierotę swojego pokroju.
            - Co ci jeszcze powiedział? – zapytał kpiąco. Mądrości Lee były bezsensowne.
            - Powiedział, że ci, którzy znęcają się nad słabszymi, w dorosłym życiu będą niczym. I że takie osoby jak ja, są silniejsze. Że i tak walczymy z większymi przeciwnościami – gładko powtórzył chłopiec.
            Był ciekaw, z jakim to przeciwnościami walczył Taemin, oprócz tego, że był całkowicie bez charakteru i nie umiał się postawić.
            - Tak? – ukląkł naprzeciwko Joo Woona – Jeśli będziesz się słuchał Taemina, to przez całą podstawówkę, gimnazjum i liceum będziesz jedynie popychadłem. Nikt nie będzie się do ciebie odzywał, a twoja nieśmiałość nie przysporzy ci przyjaciół. Taki chcesz być? Popychadłem? – poważnie zapytał dzieciaka.
            Ten pokręcił głową.
            - Mogę być taki jak ty? – zapytał cicho chłopczyk – Jesteś silny – stwierdziło dziecko.
            - Musisz być sobą młody – skwitował Minho – Zaprowadzisz mnie gdzieś? Gdziekolwiek. Do swojej grupy? Muszę coś ze sobą zrobić. Macie tam jakąś opiekunkę?
            Za każdym razem Joo Woon kiwał energicznie głową. Gdy Choi skończył mówić dziecko wybiegło do przodu i otworzyło drzwi do toalety, znajdując się na korytarzu.
            - Pójdziemy do mojej grupy – krzyknął dzieciak, uśmiechając się promiennie – Będziesz ze mną, tak? – zapytało dziecko z nadzieją.
            Kiedy podszedł do chłopca, ten nieśmiało złapał go za rękę. Tego mu brakowało. Został herosem dla pierwszoklasisty. I do tego dawał porady, które nie zrobią z niego porządnego człowieka. Był doprawdy złym mentorem. Jednak zyskał osobę, która go polubiła. Zaczął być ciekawy większej ilości dzieciaków. Ich charakterów. Chyba oszalał.
            Kiedy weszli do niewielkiej salki, nikt właściwie nie zwrócił na nich uwagi. Oprócz Taemina, który powitał go niechętną miną, czym się odwzajemnił. Joo Woon sprowadził go na manowce.
            - Tam jest Pani Jung. Porozmawiaj z nią – wskazał chłopczyk i pobiegł do pozostałych dzieciaków. Od razu zaczął szeptać i pokazywać go palcami.
            Podszedł do młodej,  bo wyglądającej na zaledwie trzydzieści lat, kobiety, która z zapałem tłumaczyła coś grupie dziewczynek. Wszystkie ubrane były na różowo, co powodowało że dostawał oczopląsów. Co jak co, ale koloru różowego nie trawił.
            - Kochane moje – mówiła kobieta – Nie możecie przebierać się z już z chłopcami. Jesteście za duże i chłopcy inaczej są zbudowani niż wy.
            - Chłopczy mają sziuszaka? – zapytała jedna z dziewczynek niesamowicie sepleniąc.
            Kobieta zaśmiała się niepewnie zakłopotana.
            - Ehm… taaak – potwierdziła kobieta.
            - On tesz? – został wytknięty placem przez większą wersję lalki Barbie. Opiekunka spojrzała na niego i spłoniła się.
            - Ja też – odpowiedział rozbawiony – To niezwykle cenna część ciała dla każdego faceta – dodał.
            Kobieta klasnęła w dłonie, przerywając krępującą rozmowę.
            - Dziewczynki! – zakrzyknęła – Idźcie pomóc Taemin’owi z ozdobami. Choi Minho, prawda? – odezwała się uprzejmie do niego.
            - Zgadza się – kiwnął głową, rozglądając się po wnętrzu. Grupa nie była duża. Góra piętnaście osób.
            - Widzę, że miałeś przewodnika? – uśmiechnęła się opiekunka mając na myśli Joo Woona.
            Myślał nad tym, czy by nie wspomnieć o dręczeniu młodszych. Dał sobie jednak spokój, póki co. Jak na razie on tutaj był i nie zamierzał dać się sterroryzować jakimś gówniarzom. Potem będzie mógł wspomnieć, że coś takiego miało miejsce.
            - Spotkałem dzieciaka w łazience. Byłem najpierw u dyrektora, jednak nie dowiedziałem się zbyt wielu rzeczy – wyjaśnił.
            - No tak – pokiwała głową w zrozumieniu – Od czego by tu zacząć. To jest grupa dzieci z przedziału od siedmiu do dziesięciu lat. Jest nas tutaj dwadzieścioro. Wbrew pozorom, placówka nie jest duża. Staramy się zapewnić w miarę rodzinne i ciepłe warunki- to dla dzieci bardzo ważne. Grupą przedszkolaków i jeszcze mniejszych pociech zajmuje się pani Seo. Jest tam ich dziesiątka. Kolejną jest już wiek od jedenastu do osiemnastu lat. Tam urzęduje pani Park. Pomagać możesz wszędzie. Teraz przygotowujemy się do przedstawienia na powitanie wiosny. Biorą w nim udział nasze starszaki i przedszkolaki. Najstarsi zazwyczaj dbają o posiłki, pomagają kucharkom, robią zakupy, jak i uczą się żyć na własny rachunek. Tak więc… hmm… - kobieta zamyśliła się, rozważając co jeszcze mogłaby dodać – No dobrze – widocznie zdecydowała – Tutaj masz scenariusz przedstawienia, a to cały plan. Pomożesz nam. Taemin będzie cię na początku instruował. Niestety jest naszym jedynym wolontariuszem. Miasteczko jest małe, a młodych ludzi chętnych do pomocy niewiele. Ten chłopak jest naszym małym promykiem – kobieta uśmiechnęła się rozczulona.
            Był przeszczęśliwy, że kierować będzie nim Lee. Skakał pod sufit z powodu swojego farta.
            - A pani nazywa się…? – zapytał jeszcze.
            - Ahhh – opiekunka zaśmiała się ze swojego roztrzepania – Jung Eugene – przedstawiła się.
            - W takim razie pójdę zgłosić się po instrukcje do Taemina – udał uśmiech i kiwnął kobiecie głową.
            Znienawidzony przez niego chłopak wycinał z papieru jakieś figury. Gdy jednak podszedł do niego, ten przerwał i krzywo się uśmiechnął.
            - Jakiś ty dla wszystkich miły. No po prostu anioł. Do tego robiący teraz za super bohatera – wytknął mu Taemin.
            Minho usiadł naprzeciwko chłopaka i zerknął na kartki, które dostał.
            - Czyżbyś był zazdrosny? – zakpił – Do tej pory ty tłukłeś w głowę bachorkowi, że uległość doprowadzi go na szczyt. I jak czujesz się na swoim szczycie? Korzystasz ze wszystkiego co daje ci życie?
            Lee spojrzał na niego uważnie, lekko się uśmiechając.
            - Tak – potwierdził pewnym siebie głosem – Właśnie to robię. Wspiąłem się na szczyt bardzo stromej góry i wygrałem. Teraz mogę korzystać z życia. Tak jak zawsze chciałem – odparł zagadkowo chłopak.
            Nie spodziewał się takiej odpowiedzi. Nie przypuszczał, że to będzie porządna riposta., której do tego nie zrozumiał.
            - Frajer – mruknął pod nosem, nie mogąc znaleźć nic za odpowiedź – Panie Zwycięzco, powiedziałeś opiekunkom, co tu się dzieje? Upokarzanie takiego dzieciaka nie jest fair. Władze powinny się tym zająć.
            Taemin spojrzał na niego jak na idiotę.
            - I kto to mówi? – prychnął – Jesteś ostatnią osobą, która może dawać mi porady. Jak i im – skinął głową na dzieciaki – Ty nigdy nie byłeś po tej samej stronie barykady co ja.
            - Bo ty sam nie chciałeś wyjść z cienia. Twój wybór – wzruszył ramionami.
            - Nic nie wiesz – Taemin pokręcił głową – Zakończmy tę kłótnię. To do niczego nie prowadzi. Po prostu zajmijmy się swoimi obowiązkami – Proszę. Zajmij się wycinaniem kwiatków. Potem dzieciaki je pomalują.
            - Dlaczego oni nam nie pomogą? – mruknął z niechęcią Minho, widząc kilkanaście brystoli z wzorami.
            - Pomogą, pomogą – uspokoił go Lee – Tylko później. Plan na kolejny tydzień to zrobienie wszystkich ozdób. Potem zabierzemy się za kostiumy. Następnie za naukę ról. Potem tylko zrobienie sceny. Przedstawienie i miejmy nadzieję, że uda się nam zarobić na remont – westchnął chłopak.
            - Co za różnica? To tylko sierociniec – mruknął Minho – I nie twoja sprawa, po co się tak angażujesz?
            Lee pokręcił głową.
            - Każdy zasługuje na szansę. Tylko dlatego, że te dzieciaki nie mają rodziców, znaczy że muszą żyć gorzej? Jesteś debilem – powiedział z niesmakiem.
            - To miło, że od razu mnie skatalogowałeś – mruknął Choi.
            - A pokazałeś kiedyś coś innego, niż tylko swoją pięść i groźną minę? – zakpił Taemin.
            - Dobra, zajmij się wycinaniem tych badyli – warknął Minho. Miał dość tej rozmowy. Wszystko sprowadzało się do tego, jaki to był zły.
            Spojrzał kątem oka na chłopaka, który z zacięciem bawił się nożyczkami. Był doprawdy dziwny. Nie do końca go rozumiał. Miewał zbyt często rację, czego oczywiście Minho nie przyznawał na głos. Był wyszczekany, kiedy tylko znajdowali się sami. Co prawda nie było takich sytuacji zbyt wiele, jednak to dawało po sobie poznać, że Taemin ma przebłyski, które plasowały go w kategorii normalnych ludzi.
            - Co ci strzeliło do tej pustej głowy i przefarbowałeś się na taki kolor? – zapytał od niechcenia po chwili.
            Lee spojrzał na niego ze zdziwieniem na twarzy. Miał wrażenie, że widzi politowanie.
            - Chwilę temu miałem się zamknąć – mruknął Taemin.
            - No co? – warknął Minho – Staram się podtrzymać rozmowę – wzruszył ramionami.
            - Nie musisz tego robić. Nie jesteśmy nawet znajomymi. Nie czuj się zobowiązany do rozmawiania ze mną – sucho odpowiedział chłopak – A włosy… zmiana. Na lepsze. Nowy, lepszy początek – odparł.
            - Zamierzasz stać się bożyszczem liceum? Powodzenia życzę. Nie zostało dużo czasu do zakończenia liceum – zakpił Choi.
            - Mylisz się – Taemin uśmiechnął się. Chyba pierwszy raz widział taki szczęśliwy uśmiech – Mam teraz dużo czasu. Ogrom.
            - Mówisz jak szaleniec – mruknął Minho – Już się nie odzywam – dodał.
            - Minho hyung – odezwał się czyjś cichy głosik i poczuł ciągnięcie za rękaw. Spojrzał w dół widząc Joo Woon’a.
            - Co jest młody? – zapytał.
            Chłopiec spuścił wzrok i spojrzał nieśmiało na Minho.
            - No bo chłopacy mi nie wierzą. Że jesteś moim przyjacielem – wybąkał Joo Woon.
            Usłyszał prychnięcie Taemina. Sam był zdziwiony. W szybkim tempie awansował na best friend’a. Miał się czym szczycić.
            - Mam z nimi porozmawiać? – zapytał niepewnie.
            - Pobaw się z nami w wyścig! – entuzjastycznie zawołał chłopczyk.
            - Eeee – zająknął się Choi – Widzisz, pomagam Taemin’owi – chciał się jakoś wykręcić. Nie potrafił się bawić, a tym bardziej z dziećmi. Spojrzał błagalnie na Lee, by ten potwierdził. Jednak widząc jego minę, wiedział jaka będzie odpowiedź.
            - Poradzę sobie sam – stwierdził Taemin, powstrzymując śmiech.
            Był na straconej pozycji. Wstał smętnie i zanim odszedł na drugi koniec sali, posłał Lee morderczą minę.

~**~

Czuł się jakby przeżył tortury i to sprawione w głównej mierze przez pierwszoklasistów. Już jedno dziecko na głowie było ciężarem, jednak cała ich zgraja  znacznie nadwyrężyła jego siły. Był wykończony i pozbawiony zdolności logicznego myślenia.
- Zaraz po tym, jak podszedłem do tych dzieciaków, okazało się, że wyścig zmienił się w walkę bohaterów – kontynuował swój wywód Minho.
Odwiedził go Sam i ośmiopak piwa. Ten odpuścił sobie imprezę z JaeMin’em i ChanSung’iem. Był mu wdzięczny. To, że nie mógł wychodzić nie oznaczało, ze nie mógł odwiedzić go kumpel.
- A że byłem największy w grupie, byłem tym złym – mruknął niechętnie.
- Horda bachorów cię pobiła? – zaśmiał się Sam, upijając łyk piwa.
- Tak w skrócie – burknął Choi.
- A jak stracie z Taemin’em? Już się zakumplowaliście?
- Człowiekuuuu – przeciągnął Choi – Ten koleś jest nawiedzony. Gada od rzeczy – skwitował – Ale trzeba mu przyznać, że jak w grupie zwykle obdarza nas obojętnym spojrzeniem, to sam na sam potrafi się odgryźć – dodał – Co jednak nie zmienia faktu, że to dziwak.
            - Tylko trochę. Chłopak jest nieśmiały. Nie każdy może być duszą towarzystwa jak my, prawda? – zaśmiał się lekko – Nie znam kolesia tak na dobrą sprawę. Ty też nie.
            - Jak to jest, że ty z całej naszej paczki jesteś najbardziej tolerancyjny? Dlaczego nie masz zadatków na dręczyciela? Kurde, stary…
            - Choi, ty też nie masz – wzruszył ramionami Sam – Tylko ty wbiłeś sobie do głowy, że jeśli będziesz gnoił słabszych, to reszta cię zaakceptuje. Bo o to chodzi. Popularność. W końcu to marne liceum, gdzie ludzie uważający się z dorosłych, są po prostu debilami.
            - Ty za to wyglądasz na osiłka, kurwa – przerwał Minho i spojrzał na przyjaciela – na pierdolonego pakera, który ma jednak gołębie serce – parsknął.
            Oboje się zaśmiali. Sam również czasami zbyt mądrze gadał. Chyba tylko on sam nie wiedział jaki jest. Wszyscy dookoła potrafili go ocenić, nawet taki Taemin, a on siebie sam nie. To było naprawdę frustrujące.
            - Nie muszę być taki jak inni – mruknął Sam – Nie sprawia mi przyjemności poniżanie ludzi.
            - Jednak nie robisz nic, żeby nas powstrzymać i spółkujesz z nami. Tu cię mam – wskazał na niego palcem, zadowolony ze swojej konkluzji.
            - Stary, a co mam zrobić?! – chłopak podniósł ręce w geście obronnym – Mam odpowiadać za osoby, których nie znam? Nie jestem bohaterem. Martwię się o swój tyłek. Jeśli ludzie pozwalają wam na takie zachowanie, to nie moja sprawa. Każdy może się postawić, każdy. Ja tak zrobiłem. I żyję lepiej, prawda?
            Minho pokiwał w zamyśleniu głową. Sam miał rację. Musiał postawić się ojcu, a działa mu się o wiele większa krzywda. Jego paczka odstawiała tylko głupie żarty. Jeśli ktoś nie umiał się bronić, miał problem.
            - To nie zmienia faktu, że Lee Taemin mnie niesamowicie irytuje. Ma po prostu coś takiego w sobie, że… aghghrrr – warknął i wypił sporo łyk piwa.
            - Może ci się podoba, co? I to cię denerwuje? – nasunął mu na myśl Sam. Spojrzał na niego, jakby chciał go zabić wzrokiem.
            - Nie ma mowy! – krzyknął Minho.
            - No co?! Tylko myślę na głos – usprawiedliwił się Sam – W końcu podobał ci się w pierwszej klasie taki łepek, prawda? Mówiłem ci. Nie moja broszka, z kim sypiasz. Bylebyś się we mnie nie bujnął, bo wtedy zostaniesz skazany na friendzone – chłopak zaśmiał się, widząc mordercze spojrzenie Minho.
            - Po pierwsze, myślałem że mi się podoba. To było kilka miesięcy zwątpienia – próbował się usprawiedliwić – Minęło, tak?
            - Bo kolo wyjechał z miasta – mruknął Sam.
            - Po drugie! To Lee Taemin. Jak taki anemiczny gówniarz mógłby mi się podobać, co?  - zapytał z pobłażaniem.
            - Nie wiem. To twoja głowa. Nie wiem co w niej siedzi – mruknął chłopak – I nie taki gówniarz. Jesteście w tym samym wieku.
            - Nie, no nie ma mowy – warczał do siebie Choi – Co?! – krzyknął widząc podejrzanie wesołą minę Sama.
            - Im dłużej zaprzeczasz, to staje się prawdą, więc uważaj – rzucił.
            - Nie wkręcaj mi zadurzenia w Taemin’ie. Ten chłoptaś w ogóle mnie nie interesuje. Jak zresztą cała płeć męska! – dodał z naciskiem – Twój tyłek jest bezpieczny. Nie zgwałcę cię, jak już będziesz wymiotował pod  siebie.
            - Ale spójrz na to z tej strony – Sam sięgnął po kolejne piwo i otworzył je z hukiem. Kapsel odskoczył na drugi koniec pokoju , obserwowali przez chwilę jego lot.
            - Co za precyzja – kwaśno skwitował Minho.
            - Od kilku lat nie byłeś w związku. Żadnym – dodał z naciskiem Sam.
            - No i? – smętnie zapytał Choi – Może nie wyglądam, ale jestem staromodny. Nie bawi mnie spanie z kim popadnie – wzruszył ramionami.
            - Rozumiem, że czekasz na tą jedyną wybrankę życia? Albo wybranka – zaśmiał się Sam.
            - Skończmy ten temat. Nie lubię Taemin’a, tak? Jednak to nie sprowadza się do tego, że mi się podoba, tak? JaeMin’a też nie znoszę, a muszę przebywać w jego towarzystwie i serce mi szybciej z tego powodu nie bije. No, chyba, że dlatego, by go porządnie stłuc – dodał mimochodem..
            - Spokojnie… Ja tylko spekulowałem. Niepotrzebnie się tak unosisz. W końcu to tylko anemiczny chłoptaś, prawda? – chłopak uśmiechnął się przymilnie.
            Zanim Sam wyszedł z jego domu, zdążyli wypić już po dobre sześć piw. Na jego kumplu nie zrobiło to największego wrażenia, ponieważ mógł wypić chyba tyle ile ważył. On jednak nie był w stanie zejść na dół i odprowadzić Sama do drzwi. Zrobił tylko stertę z puszek i legł się na łóżko, patrząc jeszcze chwilę w sufit.
            Nie podobała mu się ta rozmowa. Była niedorzeczna. To jednak przypomniało mu tylko o Alex’ie. Chłopak był naprawdę przystojny. Myślał nawet, że naprawdę się w nim zadurzył. Nawet się dobrze nie znali. Zamienili zaledwie kilka zdań w ciągu kilku miesięcy, które dla niego były męczarnią. A co, jakby się okazało, że naprawdę jest gejem? Nie potrafiłby z tym żyć. Był tolerancyjny. Nie obchodziło go kto z kim sypia, jednak nie chciał by problem dotknął jego. Wszystko, na co pracował tyle lat – popularność, poważanie, grupka przyjaciół – przepadłoby. A upadek z samego szczytu do zwyklej szarej masy szkolnej, bolałby, cholernie bolałby.
Cieszył się, że wszystko rozeszło się po kościach. Nie próbował nawiązać jakiegokolwiek kontaktu z Alex’em. Dobrze, że ten wyjechał, a platoniczne uczucie wygasło. Chciał być normalny. Nosić kiedyś krawat, chodzić do nudnej pracy, całować rano żonę w czółko, a potem odrabiać z dziećmi zadania domowe. Stop. Bez dzieci. Dzisiejszy dzień wyrył znaczną rysę, której nie pozbędzie się tak łatwo. Żadnych dzieci. A na pewno nie w tak dużych ilościach.
I jak zareagowałaby jego matka? Byłaby załamana. Chociaż biorąc pod uwagę to, że była stuknięta, może by nawet przyklasnęła jego związkowi. Hola! Jakiemu związkowi. Potrząsnął głową, przywracając się do rzeczywistości.
            Wszystko przez Sam’a. Chłopak był świetnym manipulatorem. Zasiał w nim ziarnko niepokoju, którym on będzie się teraz katował- póki nie zobaczy Taemina, by obudzić w sobie chęć mordu, bo na taką reakcję liczył. Nie miał zamiaru pakować się w żadne bagno. Priorytetem było skończenie liceum. Jak najmniej boleśnie.
            Miał ochotę jeszcze trochę pomamrotać sobie pod nosem, jednak jego powieki opadły i zapadł się w  ogarniającą go ze wszystkich stron ciemność.

~~~~~~~~~~~~~~~~
Witajcie ponownie. Dziękuję niezmiernie za dość sporą ilość Waszych komentarzy, to na pewno nakręciło mnie do szybkiego napisania rozdziału kolejnego. Mam również nadzieję, że zachęcę Was do jeszcze większej ilości opinii. Po prawo znajduje się ankieta, bom ciekawa ilu Panów mnie czyta :) Również na dole linki, gdzie jestem i jak nawiązać ze mną ewentualny kontakt. Zaproszeń na kawę nie odrzucam, szczególnie osób ze Szczecina xD. Moje kakałko ID: justus93. Co do pytania, czy zamierzam wprowadzić pozostałych członków Szajni. Jeden na pewno się pojawi, co do reszty... to nie wiem. Może jestem inna od pozostałych autorek, jednak nie przepowiadam akcji kilka rozdziałów przed. Tak na dobrą sprawę sama nie wiem co pojawi się w kolejnym parcie, póki do niego nie przysiądę. Tak, mało to systematyczne i zgrane, jednak tak mi się chyba pisze lepiej, kiedy nie mam planu a piszę na spontanie (czyt. Justus włącza Worda i myśli dopiero wtedy nad dalszym ciągiem opowiadania). Dziękuję również za to, że od razu przypadły Wam do gustu postacie, mimo że niektórzy mogą się czasami zawieść niektórymi momentami. Na płacz i wzruszenia póki co za wcześnie, bo jak wspominałam opowiadanie będzie długie, a kwitnące uczucie będzie się rozwijać powoli, małymi kroczkami. Dziękuję za wszystkie nominacje, jednak kiedyś raz na to odpowiedziałam i chyba wystarczy. Tutaj pojawiają się tylko opowiadania. Jeszcze jedna sprawa. Nie mam nic przeciwko spamom od Was, jednak wstawiajcie go do odpowiedniej rubryki. Cały spam jako komentarz do rozdziału, czy pod zakładką "Polecam" będzie usuwany. Do następnego, moi Kochani :)) 

            

19 komentarzy:

  1. Waaaa... to coraz bardziej intryguje, nie można się w żadnym stopniu domyślić co Taesiowi w tej głowie siedzi... Absolutnie nie potrafię przewidzieć co się wkrótce stanie. Nasuwa się strasznie wiele pytań, a brak odpowiedzi na nie irytuje. Bardzo. Musisz koniecznie pisać jak najszybciej dalsze rozdziały, bo wykituję z niewiedzy xd
    ~Ayo

    OdpowiedzUsuń
  2. Bardzo mi się spodobał ten rozdział. Charakter Teamina mnie rozwala :) Poprostu... jej xD Nie wiem jak mam to powiedziec ale... no zarąbiście mu opracowujesz charakter no! xD Już wiem że to moja ulubiona postać w tym opowiadaniu jak nie w wiekszości twojej twórczości xD
    Fajnie napisane i co najwazniesze twój styyyyl...ach xD Mógłbym się nad nim godzinami rozwodzić. Kocham to jak piszesz :)
    W każdym razie powodzenia w następnym parcie!
    PS. Zaskoczyłaś mnie z tak szybkim wstawieniem tego partu
    Zero_

    OdpowiedzUsuń
  3. Świetne *p* Oni jeszcze tego nie wiedzą, ale tak naprawdę się kochają >.< Ach, ta logika XD
    Szkoda, żem nie ze Szczecina. Fajnie by było umówić się na kawkę. TuT
    A dyrektor po prostu świetny. Taki typowy, starszy dziadziuś kochający swoje słodzutkie wnuczęta >\\\\<
    Weny życzę :*

    OdpowiedzUsuń
  4. Super!!
    Wszystko co piszesz jest wspaniałe i cudowne <3<3
    czekam na kolejne rozdziały tego opowiadania XDXD
    mam nadzieję że to opowiadanie będzie ładne i subtelne , już od dawna czekałam na taki typ opowiadania <3
    dziękuje i mam nadzieję że jak to opo skończysz to nie przestaniesz pisać <3
    Jesteś jedną z moich ulubionych autorek <3<3<3

    OdpowiedzUsuń
  5. Po przeczytaniu tg czuję się dziwnie... chcę znać dalszy ciąg!!! Eh... proszę nie rób mi tg i dodaj szybko następny rozdział! *Błaga na kolanach* Jejku kocham to opowiadanie chociaż ma tylko 2 rozdziały, podobają mi się charaktery (a zwłaszcza Tae bo jest taki omomom *~*) i wgl wszystko *~* No nic pozostaje czekać na następną część. ;c Weny~~ <333

    OdpowiedzUsuń
  6. Czułam się jakbym czytała książkę i nagle dup - koniec rozdziału, a ja w szoku! Przypomniałam sobie, czemu wolę zakończone opowiadania xD Zastanawia mnei neisamowicie co takiego przeżył Taemin co tak go zmieniło. A może umiera? Chemioterapia? Rak? Gwałt? Boże, boże, bożenko, tyle pytań tak mało odpowiedzi!

    OdpowiedzUsuń
  7. Już po pierwszym rozdziale wiedziałam, że to opowiadanie mnie wciągnie, ale to dzisiaj miałam prawdziwe zderzenie z murem - podczas gdyby czytałam sobie w najlepsze kolejną część tutaj bum i koniec :(. Mam nadzieję, że wena Cię nie opuści i kolejne party będą pojawiać się regularnie bo jako czytelnik wiąże z tym opowiadaniem naprawdę duże nadzieje.Pozdrawiam serdecznie i nie mogę się doczekać kolejnego rozdziału, jak na razie te są genialne !

    OdpowiedzUsuń
  8. ooo Minho pokazuje uczucia :D Mam nadzieję, że Sam go jakoś szybko przekona do Teamina, a jednocześnie nie chcę żeby yo opowiadanie się za szybko skończyło :) Jeśli możesz wstawiaj rozdziały częściej, Proszę :D

    OdpowiedzUsuń
  9. Taki Minho mi się podoba *.*
    Fajnie że wszystko dzieje się powoli, przynajmniej szybko nie skończysz ;)
    Czekam na kolejne rozdziały.
    <3
    EB

    OdpowiedzUsuń
  10. Ojejku ! Bardzo mi się podoba twój styl pisania. Czytając twoje fanficki czuję się jakbym czytała książkę C: Charaktery postaci są cudownie wykreowane ;) Zastanawiam się, czy tylko mi ta szkoła przywodzi na myśl takie typowe amerykańskie liceum? Czekam na kolejny rozdział :D

    OdpowiedzUsuń
  11. Wreszcie znalazłam czas, żeby skomentować~ *^*
    Mówiłam już, że kocham to opowiadanie? Chociaż ma zaledwie dwa rozdziały, wiem, że ma to coś. Cokolwiek mam na myśli.
    Lubię twoją twórczość, wszystkie twoje 2minowe opowiadania i przyznam, że mi smutno, kiedy pomyślę, że po tym opowiadaniu kończysz przygodę z ff. Ale, nie czas na takie zamartwianie.
    Taemin trochę mnie denerwuje. Sama nie wiem czym, po prostu jakoś go nie lubię, co jest nowością, tak naprawdę. Mam nadzieję, że w następnych rozdziałach mój stosunek do niego ulegnie zmianie.
    Ale po prostu uwielbiam Minho, tylko, tak jak wcześniej, nawet nie wiem za co. Wiem, trochę ten komentarz pokićkany, bardzo za to przepraszam ><
    Nadal jestem bardzo ciekawa, za co tata Minho siedzi, mam nadzieję, że niedługo się to wyjaśni, a uczucie między Minho, a Taeminem wzrośnie ♥
    I ciekawe, że Minho kiedyś się podkochiwał... w chłopaku. xD
    Hwaiting ♥

    OdpowiedzUsuń
  12. a ja się teraz będę głowić czy kiedykolwiek Minho jeszcze spotka Alexa, ech.

    OdpowiedzUsuń
  13. A jednak w Minho siedzi ziarenko dobra, i bardzo dobrze, już Taemin się zajmie nim przez ten miesiąc. Ogólnie mega sympatyczne było wyobrażenie Minho tarzającego się z dziećmi mimo, że ich nie lubię to było takie kochane i ja po prostu wyczuwam empatię u Minho, tylko on próbuje ją na siłę ukryć, ja to wiem. I bardzo dobrze, że Taemin ma cięty język, i Choi na pewno się nim zainteresował, bo to widać i nie da się ukryć, i ten moment jak Tae się odwrócił i byli tak przez chwilę fest blisko siebie aww, moja wyobraźnia pada <3 Strasznie ciekawi mnie przeszłość Minnie'go, bo coś jest w jego wypowiedziach. Kurcze, coś czuję, że w tym opowiadaniu Alex się pojawi i trochę namiesza. Jej a Sam jest genialny! Tak nakręcać Minho? Nie żeby mi to przeszkadzało xD
    Dziękuję za rozdział ^^
    Hwaiting!

    OdpowiedzUsuń
  14. No i nadrobiłam, więc pisze od razu komentarz póki mam czas :)
    Bardzo ciekawie się wszystko zaczyna. Rozmowy Minho z jego mamą mnie nie wiem dlaczego, ale bardzo śmieszą. Mam bardzo bardzo dziwne przeczucie, że Taemin jest nieuleczanie chory. Myślę, że na prawdę sprawisz, iż czytelnicy zatopią się we własnych łzach. No, ale na razie pozostają tylko domysły co tam się będzie dziać, a raczej dużo bd się dziać z twoich opisów, więc nie pozostaje nic tylko czekać na ciąg dalszy i życzyć Ci weny :3

    OdpowiedzUsuń
  15. Cudne.Niecierpliwie czekam na kolejny rozdział.♡

    OdpowiedzUsuń
  16. ŚWIETNE!! <3333

    OdpowiedzUsuń
  17. Witam,
    rozdział bardzo dobry, Minho już w pierwszy dzień został czyimś bohaterem... i jak widać siedzi w nim jednak ziarenko dobra... Taemin już się nim zajmie przez ten miesiąc porządnie, wydaje się taka bardzo tajemnicza postacią, ciekawe co skrywa w sobie...
    Dużo weny życzę Tobie...
    Pozdrawiam serdecznie Basia

    OdpowiedzUsuń
  18. Taemin jednak nie jest taką ofiarą jakby się mogło wydawać, potrafi się odgryźć, to dobrze bo nie lubię takich bezpłciowych i flegmatycznych postaci xd Takie ciepłe kluchy, Tae faktycznie czasem plecie jak szaleniec, jest bardzo tajemniczą postacią, mam nadzieję że Minho rozwiąże jego zagadkę, o ile jakaś tam jest, oby była (haha)

    Minho postrach szkoły, dostał manto od 8 latków, nie mogłam nie wybuchnąć śmiechem, a Taemin mu nie pomógł, jebać męską solidarność, a co, zresztą nie dziwi mnie to.
    Sam jest taki rozbrajający, dokładnie jak to powiedział Minho paker z gołębim sercem, no jest po prostu tak pozytywną postacią że od razu go polubiłam.
    ''Bylebyś się we mnie nie bujnął, bo wtedy zostaniesz skazany na friendzone '' - ten tekst wygrał wszystko xd

    OdpowiedzUsuń