sobota, 1 marca 2014

Virgin Snow - Rozdział 1.



            - Dyrektor już na ciebie czeka – usłyszał od sekretarki, za którą zdecydowanie nie przepadał, zresztą z wzajemnością. Pojawiał się w tym małym pomieszczeniu, wąziutkim korytarzyku, gdzie miała swoje biurko matrona, zbyt często. Cóż jednak mógł na to poradzić? Nie trzymał się schematów i ustalonych norm, jak inni uczniowie. Nie był typem, za którym szaleją wszyscy nauczyciele, wychwalając jakie to ma dobre stopnie i sprawowanie. Za to cieszył się sporym poważaniem wśród uczniów. Coś za coś.
            - Rozumiem, świetnie pani wygląda – zarzucił komplementem, kłamiąc kobiecie w żywe oczy. Ta jednak zarumieniła się i przez chwilę widocznie zapomniała, że stoi przed nią najbardziej problematyczny chłopak w szkole. Nie ujmując oczywiście przy tym skali jego popularności, która była naprawdę ogromna.
            - Choi Minho – usłyszał, kiedy znalazł się w gabinecie dyrektora. Wywrócił oczyma, nie robiąc sobie zupełnie nic z tego poważnego, srogiego tonu – Usiądź chłopcze – mężczyzna wskazał mu miejsce po drugiej stronie biurka.
            Bywał tutaj zbyt często. Całe szczęście, że wychodził jedynie z upomnieniem.
            - Wujku, daruj sobie tą oficjalną formę – powiedział lekceważąco Minho, rozsiadając się wygodnie na fotelu. Wiedział, że niewiele może mu zrobić.
            - Chłopaku! – zirytował się mężczyzna i walnął pięścią o biurko. Syknął przy tym z bólu – Minho, jak myślisz, ile razy będę puszczał płazem twoje wybryki, co?
            Tym razem może i przesadził - tylko, że nie był sam. Prawdą jednak było, że pewny siebie przyznał się do całej winy, zdając sobie sprawę, że jeśli poniesie konsekwencje, to będą one niewielkie.
            - Przecież to nic wielkiego… - zbagatelizował wszystko Minho, przewracając oczyma.
            - Nic wielkiego – westchnął dyrektor – Kiedy ty dorośniesz – powiedział zmartwiony.
            Minho uśmiechnął się krzywo. Kiedyś na pewno do tego dojdzie. Póki co, wołał pozostać niesfornym, niczym nie przejmującym się licealistą. To było ciekawsze, niż nudne wpasowywanie się w odgórne schematy.
            - Jak twoja matka zareaguje na kolejną burdę w twoim wykonaniu? – zapytał.
            Teraz zacisnął zęby zdenerwowany. Wolał, by rodzicielka nie dowiedziała się o jego wybryku. Wystarczająco często ją zawodził i nie mógł już znieść jej jęczenia, jak to się stacza z kolejnym dniem. Jak coraz bardziej przypomina ojca. Wiedział jedno: nigdy nie będzie taki jak on. Ostrość i zawziętość uważał za swoje zalety, nie wady, które zaważą na jego przyszłym życiu, wprowadzając w poważne kłopoty. Jak jego ojca. Był inny. Tak sobie powtarzał codziennie. Był inny.
            - Nie mieszaj jej w to – napomknął Choi – Przecież…
            - Nie mieszaj? – zakpił mężczyzna – Nie zapominaj, że jesteś pod jej opieką. A dorosłość osiągniesz dopiero za kilka lat. Jesteś gówniarzem, który musi jej słuchać i pomagać – twardo powiedział – A nie jedynie rozczarowywać!
            - Nie masz prawa mnie oceniać – ostro bronił swoich racji. Mimo że brat ojca miał rację – Tylko nie powtarzaj starej śpiewki – warknął.
            - Minho – łagodniej odezwał się mężczyzna – Doskonale wiem, że nie mogę porównywać cię z moim bratem. Tylko pamiętaj, że zaczyna się od drobnostek. Dopiero później dochodzi do tragedii. Twój ojciec płaci za swoje postępki. A ty musisz zapłacić za swoje.
            Chciał zaprotestować, jednak podniesiona do góry ręka dawała znać, że wszelkie protesty pogrążą go jeszcze bardziej.
            - Żadnych kłótni sobie tutaj nie życzę – przerwał kategorycznie – Twoja matka dowie się o twoim wybryku, a ty poniesiesz karę. Powiedz mi jeszcze, byłeś sam? – zapytał z troską.
            Spojrzał niechętnie na dyrektora. Ostatnim co mógłby zrobić to wsypanie przyjaciół.
            - Tak– pokręcił głową zaprzeczając – Tylko ja.
            - Świadkowie mówią coś innego. Jednak tylko ty pozostałeś na miejscu zdarzenia. Naprawdę chcesz ich chronić? – Mężczyzna wydawał się być zmartwiony, co jednak nie zmieniało faktu, że sroga mina pozostała na jego przystojnej twarzy.
            To co Minho mógł zdecydowanie powiedzieć to to, że jego wujek Daniel był naprawdę przystojnym mężczyzną. Mógł zostać posądzony o jakieś upodobania co do facetów, jednak było to prawdą. Żałował, że miał go za ojca. Żałował, że matka nie wybrała Daniela. Wtedy być może stworzyliby szczęśliwą rodzinę. Tym bardziej, że doskonale wiedział, że ten jest zakochany w jego matce. Szkoda tylko, że źle ulokowała uczucia.
            Starał się co prawda teraz, by jakoś do siebie się zbliżyli. Jego rodzice nie mieli ślubu. Nie byli związani prawnie w żaden sposób. Nic nie stało na przeszkodzie, by Daniel i jego mama byli razem. Oprócz niej. Była upartą kobietą. Niezależną i żyjącą w przekonaniu, że tylko on – Minho – jej w zupełności wystarczy. Jako jedyny mężczyzna w jej życiu. Nie rozumiał tego.
            - Byłem tylko ja – potwierdził.
            - W ogóle cię nie rozumiem – westchnął Daniel i oparł się wygodniej na fotelu – Myślisz, że ci twoi przyjaciele byliby bardziej skłonni do pomocy tobie?
            Doskonale wiedział do czego dążył. Chciał wprowadzić niepewność. Chciał, by zaczął wątpić. Może nie ufał swoim znajomym aż tak bardzo i pewnie nie powierzyłby im życia, jednak tylko ich miał. Byli, bo mógł sobie na to pozwolić. Byli, bo był popularny i wszyscy do niego lgnęli.
            - Widocznie jestem głupi – Minho wzruszył ramionami – Co mam zrobić? – zapytał o konkrety. Miał nadzieję, że kara nie będzie zbytnio dotkliwa.
            - Nie jesteś. I właśnie dlatego się przydasz – Daniel uśmiechnął się i wyjął z szuflady kartkę – To twoja rekomendacja – podał świstek Minho.
            Chłopak przeleciał wzrokiem po tekście.
            - Żartujesz! – prawie krzyknął, nie wierząc w to co zobaczył – Nie zrobię tego! – zaprotestował.
            - A dlaczego? – ze stoickim spokojem zapytał Daniel i splótł dłonie, wpatrując się uważnie w chłopaka.
            - No bo… nieee – wyrzucił z siebie – Jak ja, Choi Minho ma pomagać jakimś sierotom w nauce, co? Jestem zbyt znany. Będą się ze mnie śmiać! – wyjaśnił.
            Mina jego wujka doskonale mówiła, że takie wyjaśnienie nie przejdzie. A nawet gorzej, tym bardziej będzie musiał wykonać powierzone zadanie.
            - To było dziecinne – skwitował dyrektor z pobłażaniem – Minho, nie jesteś w przedszkolu, że musisz imponować wszystkim naokoło. A na pewno nie tej całej zgrai nastolatków, którzy i tak tego nie docenią. Nie wpasowuj się w tę szarą masę. Bądź unikalny!
            Minho uśmiechnął się krzywo. Był unikalny. Dlatego był na samym szczycie. To on przewodził wszystkiemu. To o jego starali się wszyscy, by chociażby spojrzał w ich stronę. Może i było to dziecinne. Ale póki co żył tutaj, uczył się w liceum. Nie miał większych planów co do swojego życia. Nie musiał myśleć o przyszłości. Miał na to czas.
            - Uznajmy, że jestem głupi, co? – próbował negocjować – Posiedzę tydzień w szkole po zajęciach. To jest dobry pomysł, prawda? – niemal jęknął prosząc.
            Mina Daniela jednak sprawiała, że tracił nadzieję. Minho wiedział, że zostanie zmuszony do niewolniczej pracy na rzecz społeczeństwa. Jak nie przez niego, to przez swoją matkę.
            - Dobra – mruknął, poddając się – Co ja mam tam robić? Ile to ma potrwać? I kiedy znajdę na to czas?! – zarzucił wujka pytaniami, na końcu niemal krzycząc poirytowany.
            - Jesteś w gorącej wodzie kąpany – pokręcił głową Daniel – Zacznijmy od początku. Bezsensownym pomysłem byłoby wysyłanie do twojej mamy oficjalnego pisma. Sam jej powiesz o wypadku, o ile już nie wie – dodał – Sam wiesz, jak w miasteczku rozchodzą się informacje.
            - Nie chcesz wpaść na kolację? – z nadzieją w głosie zapytał wujka. Miałby poczucie, że przy nim jego matka opanuje się i nie zrobi zbyt dużej awantury.
            Mężczyzna zaśmiał się.
            - Dzięki – mruknął rozbawiony – Nie chcę dostać przez przypadek czymś ciężkim od twojej mamy. Jak jej się ręka omsknie i trafi we mnie?
            - Ha ha – udał śmiech i skrzywił się – Pocieszyłeś mnie – burknął obruszony.
            - No dobrze. Sprawdziłem twój plan i zajęcia dodatkowe i wymyśliłem! – zadowolony z siebie Daniel uśmiechnął się szeroko – Kara obowiązuje cię miesiąc… - zaczął.
            - Słucham?! – natychmiast przerwał. Z tym nie zamierzał się godzić. Miał poświęcić miesiąc jakimś bachorom – Za długo! – krzyknął.
            - Tylko proszę mi tutaj bez krzyków – zastrzegł Daniel – Ciesz się, że możesz mówić do mnie nieoficjalnie. I zrozum, że to nie negocjacje, tylko nakaz. Nie masz innego wyjścia, tylko go wypełnić – wytłumaczył ostro.
            - A jeśli nie…? – mimowolnie zabrzmiało to jak groźba.
            - Na swoim koncie masz już tyle przewinień, że z łatwością możesz zakończyć edukację w tej placówce – srogo odezwał się dyrektor, takim samym spojrzeniem obdarzając Minho  - Dlaczego miesiąc? A nuż ci się spodoba i zostaniesz dłużej?
            - Niedoczekanie – mruknął pod nosem chłopak.
            - I możesz to sobie tłumaczyć ilością twoich wybryków, za które nie poniosłeś żadnej kary – kontynuował Daniel – Reasumując. Miesiąc charytatywnego działania na rzecz sierocińca. Do twoich zadań będzie należała pomoc pracownikom, co będzie pewnie ograniczało się do korepetycji, organizacji przedstawień, czy wydawania posiłków. Dni, które zarezerwujesz to poniedziałek, wtorek i środa po zajęciach. I sobota od rana aż do momentu, kiedy nie będziesz potrzebny. Zrozumiałeś?
            Daniel wyłożył wszystko nad wyraz jasno. Przez miesiąc będzie odcięty od świata. Nawet weekend będzie musiał poświęcić, by pomagać jakimś rozwydrzonym bachorom. Zostanie całkowicie z tyłu, przecież nie mógł dopuścić do utraty swojej pozycji.
            - Chyba – burknął. Teraz był obrażony na cały świat. Postąpił naprawdę nierozważnie. Gdyby wiedział jak to się skończy, zapewne nawet nie myślałby o tym, by udawać bohatera i przyznać się wyłącznie samemu. Nie byłby aż tak dobroduszny – Mogę już iść? – zapytał znużony.
            - Tak, Minho – mężczyzna skinął głową i zamyślił się nad czymś – Ah tak! – zawołał, przypominając sobie o czymś – Będziesz miał partnera. Taemin pracuje tam od dawna. Wprowadzi cię – wyjaśnił Daniel – Zaraz powinien tutaj być. Chodzicie…
            - Nie chcę – przerwał mu – Nie potrzebuję jakiejś fajtłapy do towarzystwa. Moje w zupełności mi wystarcza – mruknął.
            - Powinien zaraz przyjść – dodał mężczyzna i właśnie w tym momencie ktoś zapukał do drzwi – Chyba to on. Proszę.
            Nie miał zamiaru zaprzyjaźniać się z jakimś kujonem, dla którego jedyną rozrywką jest przesiadywanie w bibliotece. Wiedział, że jakakolwiek nić porozumienia jest niemożliwa. Jak i nie chciał, by natręt wykorzystywał jego popularność i próbował wkraść w jego łaski, chcąc podwyższyć swój status w szkole.
            - Dzień dobry – usłyszał Choi i od razu skojarzył głos.
            Spojrzał w stronę chłopaka, który miał się nim zająć. Lee Taemin. Skrzywił się, widząc bezpłciową jak zwykle minę. Odwrócił się, patrząc wściekły na Daniela.
            - Nie ma mowy! – odezwał się zdenerwowany – Zostanę zaszczuty – syknął.
            - Minho – ostrzegł Daniel, z groźbą w głosie – Znacie się prawda? – po czym odezwał wesołym tonem – Chodzicie razem na historię i matematykę, co nie? No to się dogadacie, jestem pewien – klasnął w dłonie zadowolony – Możecie już iść i porozmawiać– słowa zdecydowanie skierował do Minho, który z zawziętym, jak i błagalnym wyrazem twarzy wpatrywał się w Daniela.
            - Chyba to nie będzie konieczne – usłyszał za sobą cichy głos Taemina. Zacisnął zęby, starając się nie dogryźć tej fajtłapie – Zaskoczył  mnie pan wyborem osoby do pomocy w sierocińcu. Myślałem, że będzie to ktoś bardziej odpowiedzialny – bąknął.
            Zagotowało się w nim. Nie spodziewał się, że ta szara myszka Lee odważy się z niego kpić. I to dalej tym apatycznym głosikiem, który aż powodował wrzenie krwi.
            - Mam nadzieję, że nauczy się odpowiedzialności dzięki temu – odpowiedział dyrektor – Taeminie, opiekuj się nim – mężczyzna skinął głową – U ciebie wszystko dobrze? Wyglądasz blado – słychać było zaniepokojenie w głosie mężczyzny.
            - Nic mi nie jest – odpowiedział szybko nastolatek. Zbyt szybko wedle gustu Minho.
            - No dobrze, możecie już iść – mruknął Daniel.
            - Chcę jeszcze z to… panem porozmawiać – poprawił się Choi. Daniel był niezwykle uczulony na odzywanie się nieoficjalne w towarzystwie innych uczniów.
            - Nie dziś. Nie mam dla ciebie już sił, Minho – westchnął mężczyzna – Sprawa zakończona. Nie będziemy już o tym dyskutować – ostro zakończył rozmowę mężczyzna.
            - Do widzenia, panie dyrektorze – Lee Taemin pożegnał się i wyszedł, nie czekając na Minho, który był niezmiernie wkurzony takim stanem rzeczy.
            Ostatnią rzeczą, jakiej się spodziewał, był uroczy miesiąc spędzony z Taeminem. Osobą, która nie wyróżniała się niczym, oprócz złego stylu, dziwną fryzurą i obojętnością. Ten chłopak był duchem. Znał go, a ściślej ujmując widywał od podstawówki. Wtedy chodzili nawet razem do klasy. Już wtedy był cieniem. Zawsze stał pod ścianą. Nigdy z nikim nie rozmawiał. Blady i zamyślony. Już wtedy dzieciaki nim pomiatały. Wyróżniał się aż za bardzo. I nie było to ujmowane w sensie pozytywnym. Co jednak dziwne, zawsze przyjmował wyzwiska z pokorą. Kulił się i wysłuchiwał obelg. Potem odchodził jak gdyby nigdy nic. Zawsze był sam. Chyba nigdy nie widział go w towarzystwie. Przeżywał swoje życie niczego nie dokonując. Co z tego, że miał najlepsze oceny, kiedy nikt nie nawiązał z nim nigdy kontaktu.
            Minho nie dręczył go w gimnazjum, ale też nie robił nic, by pomóc chłopakowi. Nie chciał stać się odmieńcem, tym bardziej, że wkraczał w wiek, gdzie odpowiednie towarzystwo mogło go albo wynieść na wyżyny szkolnego światka, albo całkowicie pogrążyć. Wtedy wyglądałby jak Taemin. Podpierając ścianę, albo chowając się w toalecie.
            Teraz byli w liceum, a czas dla tego kujonika w ogóle się nie zmienił. Dalej nosił dziwne rzeczy, jakby ubierała go matka. Dalej jego włosy wyglądały jak kask noszony w podstawówce. Dalej podpierał ścianę, nie odzywając się do nikogo. Zmieniło się jedno. To on królował w szkole. On i jego paczka. I to głownie na nim teraz się wyżywali. Bo Minho dorósł, nawet w ten najbardziej dziecinny sposób. A Lee pozostał taki sam. Tak samo nijaki i niewyróżniający się. I teraz miał z nim pracować. Ba, żeby tylko. To Lee Taemin będzie go nadzorował. Był niemal pewien, że został zobowiązany do zdawania raportów wujkowi.
            Wściekły wyszedł zaraz po blondynie, szukając go wzrokiem. Nie obdarzył nawet spojrzeniem sekretarki, które zbeształa go za zbyt mocne trzaśnięcie drzwiami. Sylwetka Lee mignęła mu na korytarzu. Ruszył za nim.
            - Czekaj sieroto – krzyknął donośnie. Cieszył się, że trwały zajęcia. Zwróciłby swoim zachowaniem niezdrowe zainteresowanie, a wolał załatwić wszystko po cichu.
            - Czekaj – powtórzył nieco ciszej, kiedy Taemin nawet nie zareagował i szedł przed siebie.
            Przyspieszył kroku i złapał chłopaka za ramię, odwracając go do siebie. Wściekły obejrzał się dookoła i pociągnął nastolatka do łazienki.
            - Odpowiada się, kiedy starszy kolega ładnie prosi – warknął i zamknął kopniakiem drzwi od łazienki.
            Aż  zrobiło mu się żal chłopaka, który zgarbił się i wpatrywał z uporem w swoje buty. Cóż jednak było zrobić. Renoma w szkole obowiązywała i teraz zwyczajnie nie mógł stać się miłym kolegą z klasy.
            - Co to kurwa ma znaczyć?! – zaczął na wstępie, nie bardzo przemyślawszy to, co właściwie powie Taeminowi. Zbliżył się do niego, torując drogę potencjalnej ucieczki swoim ciałem.
            - Słucham? – odburknął chłopak, dalej molestując wzrokiem podłogę.
            - Kto wpadł na ten głupi pomysł z sierocińcem, co?
            Lee podniósł w końcu wzrok na Minho i pierwszy raz widział u chłopaka jakiekolwiek uczucia. A ten wyglądał  na rozbawionego.
            - Chyba żartujesz – mruknął cicho i odkaszlnął.
            Teraz, gdy miał go przed sobą, mógł zobaczyć jak chłopak jest naprawdę drobny. I blady, jego skóra była niemal przeźroczysta. Oczy jednak patrzyły trzeźwo i mógł nawet dojrzeć błyskające iskierki.
            - Chyba nie będziesz obwiniać mnie za to, że dostałeś karę. Co ja mam z tym wspólnego? – zaprotestował Taemin.
            Chyba jako pierwszy i jedyny był świadkiem, że Lee wypowiedział aż dwa pełne zdania. I do tego zdania pełne oburzenia. Świat się kończy, jeśli nawet niemowy zaczynają ględzić. Chłopak miał rację. Jego winy w tym nie widział. Był jednak w tak złym nastroju, że wyżycie się na nastolatku było uzasadnione.
            - To, że Daniel przydzielił mi ciebie jako pieprzoną opiekunkę – warknął poirytowany.
            - I to jest moją winą? Mógłbyś znaleźć sobie coś bardziej banalnego, niż swoje problemy, które zrzucasz na mnie. To wszystko? Pójdę już – spokojnie zakomunikował Lee.
            - Chwila – warknął Minho, zatrzymując Taemina – Jeszcze nie skończyłem – powiedział agresywnie.
            - Słucham – znowu widział bojącego się nastolatka. Ten chłopak miał chyba jakieś napady, kiedy stawał się normalnym człowiekiem.
            - Masz mnie kryć – powiedział spokojnie Minho.
            - Dlaczego? Nie – odpowiedział pewnie Taemin.
            - Co? – zdziwiony popatrzył na chłopaka, który mu odmówił. Nie spodziewał się  takiej reakcji.
            - No nie. To nie ja będę cię kontrolował, tylko dyrekcja ośrodka. Jesteś aż tak głupi? – parsknął nastolatek.
            Cierpliwość Choi została wystawiona na próbę. Zachowanie chłopaka aż prosiło się o interwencję. Miał ochotę wyładować swoją złość, a Taemin idealnie się do tego nadawał i… był najbliżej.
            - Chyba za bardzo się rozbestwiłeś. Gdzie się podziała sierotka Lee, co? – zakpił z chłopaka i podszedł do niego. Szturchnął go w ramię. Nastolatek cofnął się o krok.
            - Proszę bardzo, pobij mnie – powiedział obojętnie – Może jednak wyjdźmy na zewnątrz i poczekajmy aż zajęcia się skończą, co? Więcej tłumu na pewno cię zadowoli. W końcu tak bardzo lubisz być w centrum uwagi. I sprowadź kumpli, sam nie robisz takiego wrażenia, jak z tą bandą dzikusów – zakończył, hardo patrząc w oczy Minho.
            - Spierdalaj – krzyknął Choi. Chłoptaś go pokonał, i to samą gadką. Co gorsza, miał rację. Był żałosnym dzieckiem, które chełpiło się tym, że góruje nad innymi. Nie pokazując zupełnie nic innego. Tego, co było w nim bardziej wartościowe, niż same rozróby – Jeszcze się policzymy.
            - Jak sobie życzysz – drwiąco mruknął Taemin i spokojnym krokiem wyszedł z łazienki.
            Odprowadzał go wzrokiem, nie mogąc wyjść ze zdziwienia, że ten chłopak w końcu się odgryzł. I to z niewiarygodną klasą, na którą on pewnie nie mógłby sobie pozwolić.
            Wyszedł na korytarz w momencie, kiedy zadzwonił dzwonek informujący o przerwie. Tłumy w ciągu kilku sekund znalazły się na wąskim przejściu, wraz z hałasem, na który teraz mogły sobie pozwolić. Nie odpowiadał na słowa powitań, był zbyt zdenerwowany. Ruszył od razu na zewnątrz, gdzie mógł złapać trochę świeżego powietrza i ochłonąć. Spotkać się ze swoją paczką, której zamierzał wygarnąć głupie zachowanie, jak i opowiedzieć o rozmowie z Danielem. Nie miał się czym pochwalić.
            Było ciepło jak na kwiecień. Zima odeszła szybko, jak i nie była zbyt męcząca. Tak bardzo nie lubił śniegu, lodu i wszystkich zimnych rzeczy. Dlatego cieszył się, że nastała wiosna. Ciepłe, dłuższe dni. Więcej możliwości. I mógł spędzać więcej czasu na dworze. Słońce ładnie dziś świeciło i wręcz oślepiło go, gdy wyszedł przed budynek. Szkoła w środku była tak ponura, że w trakcie cieplejszych dni, powinno zakazać się w ogóle nauczania w niej. Wolałby nawet, żeby zajęcia przeprowadzane były na trawie. Byłoby o wiele ciekawiej i przyjemniej.
            Pod jednym z dużych drzew zobaczył Taemina. Siedział zamyślony i z fascynacją wpatrywał się w niebo. W niebo. Chłopak naprawdę był dziwakiem. Zupełnie  go nie rozumiał. Co nie zmieniało faktu, że chciałby to zrobić.
            - Siemasz stary – krzyknął za jego plecami Sam. Poznał jego głos. Po chwili został mocno uderzony w ramię i zobaczył wyszczerz znajomego.
            - Kurwa, człowieku! – warknął Choi.
            Sam zdecydowanie nie powinien dotykać ludzi. Był napakowanym nastolatkiem, który widocznie nie zdawał sobie sprawy ze swojej siły. Jednak to on był chyba mu najbliższy i w pewien sposób przypominał jego samego.
            - Spokojnie, koleś  - chłopak podniósł ręce w geście obrony – Jak tam pertraktacje z dyrektorkiem? – zapytał zadowolony, w międzyczasie puszczając oczko jakieś lasce.
            - Przesrane – jęknął Minho – Wszystkich was pozabijam – zaprzysiągł zdenerwowany – O ile moja matka nie zrobi tego wcześniej ze mną.
            - No sorry, Choi – wzruszył ramionami Sam – Ty również brałeś udział w kraksie. To był wypadek, tak? Nikt tego nie przewidział. I pamiętaj, że sam się zaoferowałeś żeby wziąć na siebie winę.
            - Bo byłem jako jedyny czysty. Ja wam dam kurwa, jeżdżenie po trawie. Debile – warknął Minho – Cześć wszystkim. Wy moja ukochana, niezawodna ekipo – rzucił  drwiąco na powitanie.
            - Oho! – odezwał się rozbawiony JaeMin – Ktoś tutaj jest nie w humorze.
            Nie lubił tego kolesia. Wszystko było ponad nim. Uważał się za lepszego i nie stronił od ciętych ripost. Był cholernym manipulatorem, który myślał, że wszystko mu się należy. Dołączył do jego paczki niedawno i to tylko dlatego, że Yuri przygruchała go sobie jako chłopaka. Ta wisiała teraz na jego ramieniu i popijała colę light. Dziewczyna miała manię na punkcie kalorii i żyła na wiecznym głodzie chcąc schudnąć. Dziewczyny były doprawdy dziwne.
            - Przez was będę się babrał w gównie – warknął i spojrzał ostro na JaeMina. Ten nic sobie nie robił z groźnej miny i dalej podtrzymywał drzewo.
            - Sam się do niego wpakowałeś – wzruszył ramionami.
            - Wszystkich by nas wyrzucili – wyjaśnił Minho – I nawet to, że dyrek jest moim wujkiem by nie pomogło, więc ciesz się, że uratowałem twoją dupę – przerzucił swoje mordercze myśli z Taemina na tego właśnie aroganta.
            - Spokojnie Choi – sytuację starał się załagodzić ChanSung. Złapał Minho za  ramię i odciągnął bardziej w swoją stronę – Mów co ci powiedział – łagodnie odezwał się do niego.
            ChanSung był typowym rozbijaką. To on zwykle powodował wszelkie bójki, które później musiał kończyć Sam, ze względu na swoją aparycję. To przez niego zwykle wszyscy mieli kłopoty i to on dominował w konfliktach.
            Sam nie wiedział, kto był szefem paczki. Zawsze mówił, że to „jego” ekipa. Większość znał już od początków liceum. Teraz byli w czwartej klasie i nadal trzymali się razem. Był ciekaw co będzie dalej. Za kilka miesięcy zakończą edukację i wiedział, że trzeba będzie skończyć wizerunkiem szkolnego tyrana i postarać się, by dobrze wypaść na egzaminach końcowych. Studia będą przecież pierwszym przystankiem w bajce zwanej „dorosłością”.
            Nie czuł się również związany z tymi ludźmi. Wiedział jednak, że jeśli nie będzie z nimi, będzie po drugiej stronie mostu. Tej gorszej. Wolał przeżyć bezstresowo ostatnich kilka miesięcy i na zawsze zakończyć tą relację. Dorosnąć. Albo chociaż postarać się.
            - Nie wydałem was – zaczął i widział na twarzach swoich znajomych ulgę. Nawet u JaeMina, który był takim lekkoduchem – Mam miesiąc pracować w sierocińcu – mruknął Choi.
            Pierwszym który zaczął się śmiać był nikt inny jak JaeMin. Minho zacisnął pięści, opanowując pokusę jebnięcia chłopakowi.
            - Będziesz niańką dla sierot – prychnął – Opowiesz nam jak było podcierać dupy tym gówniarzom – zarechotał.
            Zrobił krok do przodu, już prawie zamachując się do dupka, kiedy Sam go powstrzymał. A biorąc pod uwagę, że z nim nie mógł się równać, musiał odpuścić.
            - Wszystko dzięki wam – warknął pełen urazy Choi.
            - Minho, daj spokój – głos zabrała Yuri. Wbrew pozorom była jedynie pustą laleczką, która aż nadto lubowała się w męskich facetach. No i była po prostu podła – Czego nie robi się dla przyjaciół – uśmiechnęła się słodko.
            Przemilczał to. Wolał nie zrazić do siebie wszystkich, przez swój zły dzień.
            - Może jakaś impreza w sobotę? Jezioro? Popołudniu? – zaproponowała dziewczyna.
            - Nie mogę – mruknął – Idę do tych bachorów – wyjaśnił – Może jakiś melanż wieczorem? – zaproponował w opozycji.
            - Jestem za, stary! – Sam zarzucił na niego swoje ramię.
            - Me too – uśmiechnął się ChanSung – Lecę panienki – dodał – Zrywam się, póki zajęcia się nie zaczną. Baj! – pomachał im na pożegnanie i zniknął.
            - My też się zgadzamy – odezwał się JaeMin, w imieniu swoim i Yuri – Minho, robisz za kierowcę? – zakpił chłopak.
            - Jeśli ja będę kierowcą, to twoje miejsce znajdzie się w bagażniku. Możesz być tego pewien – odpowiedział poważnie Choi.
            - Jakiś ty zabawny – zaśmiał się sztucznie JaeMin. Jego wyraz twarzy jednak pozostał srogi.
            - Nie bardziej niż ty – odszczekał. Miał zdecydowanie dość tego gościa jak na jeden dzień.
            - Dobra, dobra – do akcji wkroczył Sam – Bez spin ludzie.
            Bardziej wyluzowanego człowieka niż on, Minho nie znał. Nigdy niczym się nie przejmował, jak i nie brał udziału w ich dziecinnych zabawach, kiedy głównymi bohaterami byli słabsi od nich.
            - Idziemy na zajęcia, zaraz dzwonek. Do później – Sam machnął na pożegnanie JaeMinowi i Yuri i pociągnął go za sobą – Człowieku, musisz zastopować. Ciągłe żarcie się z Jae nie jest dobrym pomysłem. Ten koleś jest niebezpieczny – dodał, kiedy znaleźli się nieco dalej.
            - No ale sam zobacz jak działa mi na nerwy. Ciągle coś do mnie ma! – zaprotestował Minho, starając się przeciągnąć kumpla na swoją stronę.
            - No widzę, to widzę – mruknął Sam – To jednak nie zmienia faktu, że lepiej żyć z nim pokojowo  - wyjaśnił.
            - Muszę jeszcze powiedzieć wszystko matce – mruknął Choi. Póki co to najbardziej zaprzątało mu głowę. Nie chciał jej zawodzić, mimo wielu spraw w których się nie zgadzali.
            - No to stary życzę powodzenia. Starcia ze starszymi są najgorsze – Sam w zamyśleniu pokiwał głową.
            Chłopak nie miał zbyt dobrego kontaktu ze swoją rodziną. Zaprzyjaźnił się z Samem w pierwszej klasie liceum. Wbrew pozorom nie zawsze był napakowanym gościem. Wtedy nosił przyduże okulary i był drobnej postury. Jedynym co go wyróżniało, był wzrost i pogodne usposobienie do świata, co okazało się tylko przykrywką, dla problemów z jakimi się spotykał.
            Polubił go od razu, może ze względu na szczerość. Walił prosto z mostu i wtrącał się, jeśli było to potrzebne dla rozwiązania sprawy. Koniec pierwszej klasy był przełomowym okresem dla Sama. Wtedy przyszedł z podbitym okiem i napuchniętą twarzą. Minho nie byłby sobą, gdyby nie spytał co się wtedy stało. Dowiedział się, że to nie był pierwszy raz. Tylko zwykle ograniczało się do niewidocznych części ciała. Tym razem ręka ojca omsknęła się.
            Tak też Sam zabrał się za siebie, przy pełnym jego poparciu i wsparciu. Nigdy więcej nie został uderzony przez ojca. Ile nocy Sam spędził u niego w domu, kiedy nie miał się gdzie podziać. Więc tak, mógł nazwać go swoim przyjacielem. Nawet jeśli on sam był niezwykle oszczędny w zwierzeniach i wyznawaniu sekretów.
            Zerknął jeszcze w stronę, gdzie siedział Taemin. Nie było go tam już. Chciał, by wszystkie osoby, które sprawiały mu problemy zniknęły. Zwyczajnie wyparowały. Świat stałby się lepszy. A na pewno dla niego, w jego subiektywnej opinii. Był skurwielem i dość samolubną osobą Wiedział o tym. Albo przynajmniej chciał, by tak go postrzegano. Bo było prościej być złą osobą, której jednak nikt nie tknie, niż  dobrą, gdzie każde twoje potknięcie uznawane jest za obrazę majestatu i przyjętych norm.
            Westchnął, kiedy dzwonek zadzwonił ponownie, tym razem oznajmiając rozpoczęcie zajęć. Ta szkoła była już męcząca. Ci ludzie, wciąż te same twarze. Poziom, który musiał trzymać. Był ciekaw, jak wszystko będzie wyglądać na studiach. Czy ten sam wyścig ku popularności? Czasami naprawdę chciałby istnieć jako bezimienny. Poruszać się bezproblemowo w tłumie, gdzie nikt go nie zna. Nie mógł sobie na to jednak pozwolić. Na pewno nie teraz. Nie do końca szkoły.

~**~

            Odetchnął głośno i pociągnął za klamkę. Wpadł na świetny trick psychologiczny i postanowił odwiedzić mamę w jej pracy. Jak i tam powiedzieć o karze i tym co ją spowodowało. Liczył na to, że jakakolwiek ilość osób w kawiarni wpłynie na to, jak bardzo emocjonalnie przyjmie wiadomość. A ewentualną burę przyjmie w domu, kiedy pierwszy szał opadnie i nie będzie aż tak wściekła.
            Rozejrzał się po wnętrzu. Jego matka była osobą szaloną i niezwykle kreatywną. Nigdy nie dałby wiary w to, że jej nienormalny pomysł wypali i będzie dawał jakiekolwiek profity. Była również strasznie upartą osobą i pewnie dlatego jej się udało. Bardzo sceptycznie podchodził do kawiarni połączonej z biblioteką. Zwyczajnie nie myślał, że taki interes może mieć wzięcie w tak małej mieścinie. Jednak potrzeba wyższej kultury i przebywania w bardziej ekskluzywnym miejscu, wygrała i miejsce zyskało wielu stałych bywalców.
            Nie mógł powiedzieć, że było źle urządzone. Miało ten swój klimat, gdzie górował zapach parzonej, świeżej kawy i książek. Cieszył się ze szczęścia swojej mamy, kochała to miejsce. Włożyła w nie ogrom wysiłku, było jej małym dzieckiem, osiągnięciem.
            Dziś, na jego nieszczęście, nie było zbyt wielu osób. Kiwnął lekko głową na powitanie gościom i skierował się od razu tam, gdzie urzędowała jego matka. Też nie była zbytnio zajęta, czytała. I doskonale wiedział co. Ostatnio zaczytywała się w romansach Nory Roberts. Próbował wmówić jej tym samym, że potrzebuje faceta. Takiego jak Daniel na ten przykład.
            - Cześć mamo – rzucił wesoło na powitanie.
            Kobieta spojrzała na niego nieprzytomnie odrywając się od lektury.
            - To ty – mruknęła i z westchnieniem przerwała czytanie.
            - Nowe romansidło? – zapytał rozbawiony.
            - Żadne tam romansidło – zaprzeczyła jego matka – To opowieść pełna emocji, która tak mnie porusza, tak wzrusza, że tak, tak bardzo…
            - … myślisz sobie, że i tobie przydałby się taki książę na białym rumaku? Ewentualnie w Lamborghini? – dokończył za nią.
            Matka spiorunowała go wzrokiem, a on roześmiał się.
            - Rozumiem, że chcesz mi coś  powiedzieć, prawda? – nagle stała się poważna i założonymi ramionami wokół piersi stała i wpatrywała się w Minho uważnie.
            Musiała już wiedzieć. Widział to po niej. Jak starała się nie martwić i udawała opanowaną. Westchnął ciężko i opuścił głowę.
            - Czyli już wiesz – powiedział zmarnowany.
            - Trudno nie wiedzieć. Ta  mała mieścina – skwitowała kobieta – a plotki rozchodzą się jeszcze szybciej niż prawdziwe historie. Tylko, że to prawda, co nie? Co wytworzył mój kochany syn? – zapytała zmartwiona.
            - Tak jakoś wyszło – Minho westchnął i usiadł na barowym krześle.
            - Synek… to nie mogło jakoś tak wyjść. Byłeś trzeźwy, a wjechałeś w płot. Kto naprawdę prowadził? – czasami się jej bał. Zachowywała się jakby wszystko wiedziała. Jakby wystarczyło jej jedno spojrzenie na niego i wszystko mogła czytać jak z otwartej księgi.
            - Skąd to przekonanie, że to nie ja? – dalej  kłamał. Mogłaby powiedzieć wszystko Danielowi. I wtedy znowu miałby przesrane. Tym razem u kumpli.
            - Dziecko – jego matka wywróciła oczyma, jakby mówiła do kosmity. On natomiast nie lubił, kiedy traktowała go jak gówniarza – Nosiłam cię dobre osiem miechów w brzuchu, gdzie ból kręgosłupa mnie wykańczał, potem podcierałam twój tyłek, kiedy byłeś największym krzykaczem na osiedlu, a następnie wycierałam ci nos, kiedy trzymałeś się mojej spódnicy, kiedy do nie chciałeś iść przedszkola. Znam cię, mój drogi.
            - Nie chcę o tym rozmawiać – mruknął ostatecznie Minho – Idę do domu – podniósł się, jednak  złowroga mina matki zatrzymała go w miejscu – Co? – zapytał buntowniczo.
            - Myślę, że w dalszym ciągu musimy porozmawiać – spokojnie odezwała się kobieta – Na przykład jak powinnam cię ukarać? – zobaczył niebezpieczne błyski w jej oczach.
            Zamknął na chwilę oczy zrozpaczony. Dalsza zła passa trwała. Miał dość tego dnia.
            - Dostałem już karę. Od Daniela – mruknął, licząc że mama da się przekonać.
            - Wiem. Sama ją wymyśliłam, kiedy wujek mi o tym powiedział – kobieta uśmiechnęła się podstępnie – Jednak to kara ze szkoły…
            - … którą ty wymyśliłaś – bąknął Choi. Nawet własna matka przeciwko niemu.
            - Ya! – krzyknęła kobieta, co zwróciło uwagę kilku osób siedzących w kawiarni. Zgarbił się. Jego matka była nieprzewidywalna. Jak dziecko – Słuchaj mnie, gówniarzu! – pogroziła palcem i Minho poczuł się jak ganiony zwierzak – Szkoła to szkoła. U mnie masz szlaban na wychodzenie. Dwa miechy bez sobotnich pijackich spotkań – zakończyła.
            Aż chciał krzyknąć „kurwa”, co jednak w żaden sposób nie poprawiłoby jego sytuacji. Zwiesił głowę i liczył do dziesięciu, byle tylko się uspokoić.
            - Nie będzie żadnych forów? Małych odstępstw od szlabanu? – zapytał z nadzieją – no bo widzisz, mamo… w weekend mam takie małe spotkanko – napomknął ze skruchą.
            Kobieta zaśmiała się złowieszczo i już znał odpowiedź.
            - Nie – odpowiedziała jego matka – Nie ma mowy. Zaraz po zajęciach w sierocińcu wracasz do domu – dodała.
            - Może ci pomóc w kawiarni? Dzisiaj? – zapytał przymilnie.
            - Mój drogi – głosem pełnym wyższości odezwała się kobieta  - Myślisz, że dam się nabrać na takie coś? Oczywiście możesz mi pomóc, jednak szlabany nadal obowiązują.
            - Aaaaa… znajomi odwiedzający mnie? – nie dawał za wygraną.
            - Dziecko – westchnęła jego mama – Męczysz mnie już – pokręciła głową.
            - Trzeba było się nie spieszyć z tą miłością – mruknął złośliwie.
            - To twój ojciec był nadgorliwy! – mruknęła – Byle nie zrobiło się tak, że twoi znajomi to pół szkoły. Jak zobaczę hordę bachorów na prywatce u mnie w domu, to dzwonię po policję, jasne?
            - No przecież nie zrobię żadnej rozróby – mruknął niedowierzająco – I na pewno nie zrobiłbym biby pod twoim nosem – wyszczerzył się.
            - Co za ulga – zakpiła kobieta – Uspokoiłeś moje biedne, stare serce. Idź do domu, dzieciaku. Obiad ci zrobiłam. Wystarczy podgrzać.
            - Daniel wpada? – zapytał od razu.
            - Wujek Daniel – sprostowała jego matka – Więcej szacunku. Nie zapraszałam go.
            - To ja to zrobię – skoczył na równe nogi zacierając dłonie – Biedny pewnie głoduje, albo wcina jedynie zupki instant – cmoknął, udając zmartwienie.
            - Wierzę, że martwisz się niezwykle o jego dietę – prychnęła kobieta – Jeszcze jedno Minho – jej ton głosu zmienił się, na bardziej niepewny – Yyyhmm, twój ojciec wychodzi w następnym tygodniu. Przepustka. Na dwa dni.
            - No i? – zapytał obojętnie. Nie interesowało go to. Człowiek był mu obcy – Tylko mi nie mów…
            - Zostanie u nas na te dwa dni – dokończyła. Tego się obawiał.
            - Dlaczego? Niech idzie do hotelu! – krzyknął zdenerwowany – Dlaczego ma u nas siedzieć?
            - Bo jest naszą rodziną – skitowała.
            - To, że użyczył swoich plemników nie znaczy, że zaliczę go do rodziny. On dla mnie nie istnieje. Nie muszę mieć ojca. I nie rób tego na siłę.
            - Minho! Porozmawiamy w domu – jego matka zakończyła rozmowę. On sam również chciał stąd wyjść. Ochłonąć.
            - Nie mam zamiaru nawet z  nim rozmawiać – zakończył i wściekły wyszedł z lokalu.
            Nie miał pojęcia, dlaczego ten debilny człowiek wpadł na genialny pomysł pojawienia się właśnie u nich. Tyle czasu się nie odzywał i nagle dale o sobie znać. Nie potrzebował ojca, to było prawdą. Był zbyt duży na nawiązywanie ojcowskiej relacji. Miał żal do tego człowieka. Mężczyzny, który ich zostawił i nawet nie interesował się ich losem przez tak długi czas. Mógł spokojnie zdychać w tym więzieniu, nigdy nie wychodząc. Nie miał ojca. Nawet nie chciał go mieć.
           

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~

Witajcie moi drodzy. Jak widać startujemy z nowym opowiadaniem. Wracam do swojego ulubionego paringu, mając nadzieję, że to opowiadanie przypadnie Wam do gustu. Bo kto nie lubi standardowego romansidła? No cóż, postaram się wprowadzić nieco wzruszeń, akcji. Chcę, byście zużyli całą tonę chusteczek, czytając to. Ale to w późniejszych rozdziałach. Tym razem "słowo od autora" będzie pojawiało się na końcu. Co tu jeszcze... Opowiadanie będzie stosunkowo długie. Akcja będzie toczyła się powoli i znajdziecie pewnie kilka nużących rozdziałów, jednak każdy będzie ważny dla historii. Jeśli ktoś liczy na sceny seksu, może od razu porzucić czytanie. Stawiam tutaj na czułość i powolne zbliżanie się do siebie, +18 nie przewiduję, co zobaczycie będzie zasadne w dalszej części opowiadania, które będzie podzielone na dwie części (jednak o tym na końcu historii). Mam nadzieję, że skłonię Was do komentowania, nie tyle upominaniem się, a przedstawioną historią, która Was w jakiś sposób zainteresuje. Oczywiście, to że postaci to Taemin i Minho, nie oznacza, że mają czytać je fani jedynie 2mina. Parka pasuje mi do historii jedynie z wyglądu, charaktery to zupełnie indywidualny wymysł, jak zwykle zresztą. Spędźmy miło razem ten długi czas, ponieważ po tym opowiadaniu kończę moją przygodę z k-popowymi fanfickami i zakładam bloga z całkowicie wymyślonymi postaciami, mam nadzieję, że i wtedy znajdą się co wierniejsi czytelnicy (i o ile będą jeszcze chęci do pisania, coś czuję, że powoli się starzeję. Czy 20-latce wypada nadal pisać romansidła gejowskie? :P). Dziękuję Kasi za betowanie opowiadania i Choi JongWoon za nowy wystrój bloga. Cóż za długa przemowa mi wyszła. Wobec tego kończę, dodam tylko, ze rozdziały będą pojawiać się raz w tygodniu - w soboty (chyba, że tak nie zaskoczycie, że zasłużycie na kolejny rozdział). Anonimowych proszę o podpisywanie swoich komentarzy, żebym mogła na co niektóre komentarze odpowiadać w kolejnej notce. Pozdrawiam Was ciepło :) 
            

29 komentarzy:

  1. Yay.... To bylo fantastyczne. Ciekawe za ojciec minho wyladowal w wiezieniu?

    OdpowiedzUsuń
  2. Wow, to chyba pierwsze twoje opowiadanie, które tak mi się spodobało, chociaż przez ostatnie dni przeczytałam kilka innych. Zapowiada się naprawdę świetnie. Kiedyś kochałam 2min i dobrze jest wrócić do starego paringu <3

    OdpowiedzUsuń
  3. Twoje opowiadania zdecydowanie mają coś w sobie, czytając je po kolei widać jak się fantastycznie rozwijasz. Twój warsztat jest naprawdę dobry, a opowiadania są tak prowadzone, że chce się je czytać. byłoby wielką stratą, gdybyś przestała publikować swoje prace i myślę, że wiele osób byłoby niepocieszonych, między innymi ja. pojawiam się tu pierwszy raz, ale mam nadzieję zostać dłużej, a przynajmniej do końca tego opowiadania. jednak, gdy wspominasz o swoim autorskim dziele... to również może okazać się interesujące. mam nadzieję, że nie porzucisz tego :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Super się zapowiada <3
    będę czytać to opowiadanie jak również twojego następnego bloga XD
    życzę weny ~~

    OdpowiedzUsuń
  5. Świetnie się zapowiada :). Spodobało mi się od pierwszych zdań i jestem bardzo ciekawa jak akcja potoczy się dalej. Jak już kiedyś pisałam- świetnie kreujesz charaktery. Fabułę również. Zastanawiam się za co siedzi ojciec Minho. I czy kupić chusteczki teraz, czy później :).
    Zauważyłam brak kilku przecinków, oraz błąd w zdaniu "kiedy do nie chciałeś iść przedszkola".
    Fajnie, że założysz bloga z własnymi bohaterami :). Na pewno z ogromną chęcią przeczytam.
    Ty mi lepiej napisz, czego nie wypada robić 20-latce :).
    Pozdrawiam serdecznie i życzę weny :). /Magda.

    OdpowiedzUsuń
  6. Od dawna czekałam na jakiegoś 2mina od ciebie, jestem ich wielką fanką~ Lubię tematykę szkolną, która nie jest zbyt oklepana, a u ciebie mogę przeczytać coś oryginalnego~
    Taemin w swojej super fryzurce xD Jak on w niej śmiesznie wygląda. Wyobraziłam sobie takiego Tae-odludka w dziwnych ciuchach. Yup, cały czas uroczy.
    Choi też mi się spodobał, a zwykle nie lubię takich postaci. Jestem bardzo ciekawa, za co jego tata jest w więzieniu. I ogólnie, jaki jest. Cóż, tego się dowiem, gdy przyjdzie czas na jego dwudniową przepustkę.
    Cieszę się, że opowiadanie będzie długie, długie 2miny są dobrymi 2minami ♥
    Weny życzę~
    Levi.

    OdpowiedzUsuń
  7. Świetnie się zapowiada, czekam na następny rozdział. Weny~ <3

    OdpowiedzUsuń
  8. 2min <3
    Jak dla mnie najlepszy paring ;P
    Superowy początek i w dodatku jeden z moich ulubionych wątków w opowiadaniach, czyli sierociniec ;)
    Weny!

    OdpowiedzUsuń
  9. Cóż... to, że po tym opowiadaniu kończysz k popowe romansidła to... bardzo boli. Nie dość, że jestes jedną z najlepszych autorek w sieci to jeszcze jedną z moich ulubionych to jeszcze uwielbiam twój styl. Cóż może do czasu zakończenia opowiadania się rozmyślisz... mam nadzieje, bo przekonywać cie nie będę bo to sensu i tak nie ma bo i tak zdania nie zmianisz.
    Co do opowiadania. Pierwszy rozdział bardzo mi się podobał. Historia wydaje się fajnie rozplanowana, a bohaterowie mają fajne charaktery... chociaż w sumie nie mogę wyczuć jeszcze charakteru Teamina ale dobrze, że nie będzie zwykłą, pospolita ciotą w tym opowiadaniu. Co wiecej...powodzenia? Tak, powodzenia!:)
    Zero_

    OdpowiedzUsuń
  10. Zaciekawił mnie ten rozdział ;)
    Czekam na dalsze rozdziały.

    Pozdrawiam i życzę weny :)

    OdpowiedzUsuń
  11. Jak przeczytałam początek parta to od razu mi się przypomniało mi się "Bo każdy potrzebuje miłości" (aż zachciało mi się to czytać od początku, znowu, po raz nie wiem, który z kolei xD) ale stwierdziłam, że nie będę porównywać tych opowiadań mimo, że klimat jest chyba troszkę podobny, co mi bardzo odpowiada. Minho, taki trochę bogaty idiota ale, coś czuje, że kiedy poznam go trochę bliżej zmienię zdanie na jego temat. W każdym razie podoba mi się. Taemin - przez chwilę myślałam, że zrobisz z niego ciotę i szczerze się trochę wystraszam, ale kiedy zobaczyłam jak ciśnie ironią w Minho to aż się sama do siebie uśmiechnęłam, jak to mówią cicha woda brzegi rwie a Tae jest zajebisty! Daniel też jest okej ciekawa jestem jaki jest poza funkcją dyrektora wydaje się być na prawdę spoko. Hahaha mama Minho wymiata, uwielbiam babkę. Jej teksty wow, nie ma to jak przypałowa mamusia. Podziwiam za stworzenia tak zarąbistych charakterów postaci. A co do grupki Minho to ich nie lubię, chociaż nie, Sam wydaje się być normalny.
    Swoją drogą, lubię sobie popłakać przy opowiadaniu więc, czekam na party które będą rozrywać moje serce </3
    Zapowiada się genialnie! Hwaiting i weny. ^.^

    OdpowiedzUsuń
  12. Duży krok, ja zawsze bałam się pisać o kimś własnym, bo zazwyczaj to właśnie kpopowe buzie ściągają czytelników. Ale powodzenia!

    A co do opowiadania, to będę śledzić, jak zawsze, tylko będe się starać bardziej udzielać.

    OdpowiedzUsuń
  13. ach, Nora Roberts... matka Minho wie co czytać <3

    OdpowiedzUsuń
  14. Zapowiada się naprawdę super. Podoba mi się charakter Minho. W większości opowiadań jakich czytam jest on raczej spokojną osobą czasem nieco flegmatyczną. Ty za to pokazałaś go takim, który pasuje do jego urody. Mam nadzieję że do końca opowiadania pozostanie w nim coś z bad boy'a. Taemin natomiast potym co już przeczytałam o nim w tym opowiadaniu sądzę że pokarze swój ostrzejszy charakter (prrzynajmniej taką mam nadzieję). Czekam już na następny rozdział i życzę weny. Postaram się komentować każdy rozdział ale jeśli mi się to nie uda to chociaż co drugi. ;)



    Ps. Czy zamierzasz wprowadzić postaci Key, Jonghyun'a i Onew?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zapomniałam dodać, że na 100% będę czytać Twoje opowiadania nawet nie związane z k-popem. Tylko sądzę, że miło by było jeśli dodałabyś wcześniej postacie. Tzn. Zdjęcia, bądź nawet wystarczy krótki opis ich wygladu. Tak aby przybliżyć nam ich nieco. W końcu jeśli chodzi o k-pop to wszyscy wiemy jak oni wyglądają ;)

      Usuń
  15. Waw! Naprawdę cieszę się, że wróciłaś do pisania 2min, ale jest mi też trochę smutno T~T bo zamierzasz nas opuścić *taki smuteczek*. Mam nadzieję, że jeszcze to przemyślisz i może.. może.. haha :D.
    A więc mamy pierwszy rozdział "Virgin Snow", virgin... oh tak hehehe ~ To miło, że charaktery postaci nie są takie oklepane. Już trochę zaczęło mnie męczyć czytanie o idealnym chłopcu Minho i zbyt dziecinnym Taeminie. Teraz mamy odwrócenie ról i to jest dość interesujące jak dla mnie^^. Co ciekawe Taemin też nie jest nadętą osobą myślącą tylko o swoim wyglądzie i poprawianiu grzywki.Nie jest też żadną gwiazdą i Minho raczej nie darzy go sympatią.. Mam nadzieję, że finał tego opowiadania nie nastąpi zbyt szybko i że będziesz nas trzymała w napięciu do końca. Myślę, że to opowiadanie będzie naprawdę interesujące. Jako Twój stary czytelnik może trochę zbyt wysoko postawiłam poprzeczkę, ale chyba mogę~ prawda?Waw~ mam nadzieję, że to nie zabrzmiało zbyt groźnie, ale naprawdę tęskniłam i mam nadzieję, że będziesz pisać pisać pisać pisać. Ach! Tylko nie myśl, że chcemy zrobić z Ciebie jakiegoś niewolnika ( no może troszkę) ale to takie przyjemne uczucie, że znowu tu jesteś i będziesz tworzyć dla shawoli, na dodatek 2min mój ulubiony zestaw śniadaniowy. Hmm.. a więc na sam początek życzę Ci dużo weny, bo chyba bez tego nie da się pisać^^. Pomysłów, żeby Twoje opowiadanie zaskakiwało nas z każdym rozdziałem i chyba zadowolenia z tego co robisz i z czytelników, którzy są razem z Tobą. Nie mogę doczekać się następnego rozdziału i DZIĘKUJĘ! <3

    Panna Migotka

    OdpowiedzUsuń
  16. na początku powiem , że czekałam na to opowiiadanie od dobrego miesiąca. i tym razem się nie zawiodłam :D podoba mi się pomysł ukazania Minho jako "niegrzecznego chłopca", bo w większości ficków to on jest tym rozsądnym i spokojnym. Zastanawiam się kiedy z Teaminem się do siebie zbliżą i w jakich okolicznościach :) pomysł ciekawy, oryginalny ;D

    OdpowiedzUsuń
  17. Fajne ale nie wiem dlaczego pierwsze linijki skojarzyły mi się z opowiadaniem Stubborn Boy, ale to skojarzenie szybko mineło.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. SB bylo mega prymitywne

      Usuń
    2. Ja tam mam wielki sentyment do SB :) Lubię to opowiadanie

      Usuń
  18. Zapowiada się mega interesujaco. Nie mogę się doczekać kolejnego rozdziału.<3 Ciekawi mnie za co siedzi ojciec Minho. 20 lat to jeszcze nie tak dużo. ;-) Jak dla mnie to możesz pisać takie opowiadania nawet po 80. Przepraszam, że zazwyczaj nie komentuje ale czytam twojego bloga tylko na komórce i nie zbyt wygodnie się na niej pisze komentarze. Postaram się komentować zakazdym razem jak przeczytam rozdział bo sama wiem jak to motywuje.

    OdpowiedzUsuń
  19. Sieeem ~ Zostałaś nominowana do Liebster Award na http://thegazettelove-imagine1.blogspot.com/2014/03/liebster-award.html :)

    OdpowiedzUsuń
  20. Witam,
    zapowiada się bardzo interesująco... Taemin jest dość ciekawą osobą pozwala sobą pomiatać, ale Minho dogryzł i to ostro. Niewiem dlaczego ale mam wrażenie, że Taemin mieszka w domu dziecka....
    Dużo weny życzę Tobie...
    Pozdrawiam serdecznie Basia

    OdpowiedzUsuń
  21. Długo czekałam na to opowiadanie! I nie zawiodłam się pierwszym rozdziałem. Teraz będę wyczekiwać kolejnych partów. Zaciekawiła mnie postać Taemina~
    Szkoda jednak, że kończysz kpopowe ff, jednak spodziewaj się tego, że będą twą czytelniczką, nawet kiedy będziesz pisała opowiadania o postaciach własnych ^ ^
    ~pozdrawiam i życzę weny, Aki.

    OdpowiedzUsuń
  22. Moze zaczne komentowanie od "słow od autorki". Szkoda,ze konczysz z k-popowymi fickami, jezeli kazde Twoje opowiadanie zaczyna sie tak interesujaco co TO , to na prawde wielka rozpacz mnie ogarneła, swiat potrzebuje tak dobrze piszacych osob! ;-) Uwielbiam 2Min i po dlugich poszukiwaniach nowych ff, znalezieniu czasu oraz prosb moich kolezanek o zajrzenie na Twojego bloga, jestem xd Duzo osob Cie poleca ze wzgledu na super pomysly, dobre fabuły i swietne napisane ficki! Byłam bardzo ciekawa Twoich opowiadan i musze przyznac ze sie nie zawiodlam choc dopiero przeczytalam ten 1 rozdzial ^^ Jako dlugoletnia czytelniczek opowiadan wiem ze jak 1 rozdzialjest interesujacy to resztaopiwiadania tez musi taka byc, wiec z niecierpliwoscia czekam na kolejne party, a jak znajde wiecej czasu to postaram sie skometowac reszte opek :-) A co do 1 czesci to... MIOD CUD I ORZESZKOW TONA !!! lubie zlego Minho bo zły i niegrzeczny Minho to pociagajacy Minho <3 hah. Podobaja mi sie opisy osob, to w jakis spodob o nich pisze pozwala mi wyobrazic ich sobie (nie wiem czy to zdanie było po polskiemu :-P ), no i za to duzy plus ! Minho chcacy byc bezimienny i niewidoczny... to w sumie zyc jak Taemin- ogarnelam to :-D no nic, na koniec napisze ze bardzo mnie zainteresowało Twoje opowiadanie, bede czekala na kolejne party :-) przepraszam za błedy w pisowni,niestety nienawidze pisac na fonie ><

    OdpowiedzUsuń
  23. Świetne Świene BOMBA rozdział taki Minho mi się bardzo podoba .

    OdpowiedzUsuń
  24. Troche spoznilam sie na pierwszy rozdzial, ale tym lepiej, moge zaraz leciec czytac kolejne rozdzialy! (:
    Poczatek bardzo przypadl mi do gustu i jestem ciekawa jak sie wszystko potoczy... Bardzo sie ciesze ze opowiadanie ma byc dlugie <3 Szybko sie przyzwyczajam i zawsze mi smutno kiedy cos sie juz konczy :"D
    Pzdr ^ ^

    OdpowiedzUsuń
  25. W końcu znowu opowiadanie z 2min, juhuuu!
    Czekałam z czytaniem tego opowiadania do wakacji kiedy to multum wolnego czasu będzie do mojej dyspozycji i będę mogła zagłębić się w lekturce.

    Kto nie kocha klasycznych romansideł? Szczególnie jak są długie? Ja w każdym razie uwielbiam.Pierwszy rozdział bardzo mi się podobał, idealne wprowadzenie w całą historię, poznajemy też charaktery bohaterów i ich życie, chociaż głownie Minho bo Taemin nadal jest zagadką.

    ''Spędźmy miło razem ten długi czas, ponieważ po tym opowiadaniu kończę moją przygodę z k-popowymi fanfickam'' Tak chyba mi się łezka w oku zakręciła? Będę tęsknić za twoimi k-popwymi fanfickami :c Na pewno będę do nich wracać! Ale cieszę się że to opowiadanie będzie długie, będzie się czym cieszyć jeszcze przez jakiś czas, chociaż nawet jeśli twoje opowiadania nie będą k-popwymi fanfickami i tak będę je czytać.

    A tam 20 lat hahah nigdy nie jest się za starym żeby pisać gejowskie fanficki, tak sądzę...... xd

    OdpowiedzUsuń
  26. O matulu *-* To jest świetne!!! Czytałam to z zapartym tchem. nie zdawałam sobie sprawy że fanfiki mogą być tak ciekawe. Uwielbiam cię. Spędzi z tym opowiadaniem całą niedzielę ;3

    OdpowiedzUsuń