poniedziałek, 10 lutego 2014

Łowca Cieni - Part IV. [Hunhan]

Witajcie :) 
Koniec opowiadania! Tak jak wspominałam miała to być krótka forma, która była małą odskocznią od opowiadania, które niebawem się pojawi. Spodziewajcie się czegoś  na miarę "Bo każdy..." tylko jej bardziej dopracowaną wersję, na pewno bogatszą w fabułę i dialogi. Jak i pewien bonus na sam koniec. To teraz przez najbliższy rok będzie moim dzieckiem. 

Co do Łowcy. Nie będę udawać złudnej skromności, jednak uważam to opowiadanie za najlepsze w mojej krótkiej karierze. Uwielbiam pisać w takim klimacie, mimo że teraz nie będzie mi dane do niego powrócić przez najbliższy czas. 

Co do komentarzy. Trochę smutno, że jak zwykle jak się upominam i grożę to widzę odzew. Co tu jednak długo mówić. Ten part napisałam w zaledwie DZIEŃ! I to właśnie dlatego, że miałam odczucie - nawet jeśli wymuszone - że piszę dla kogoś. Ja naprawdę nie wymagam pisania i słodzenia pod każdym postem! A teraz, kiedy zaczynam tą wielopartówkę 2min, chciałabym by znaczna ilość opinii pojawiała się w co drugim/trzecim poście. Wiem, że momentami może nie dziać się nic ciekawego, co nawet nie skłoni Was do większych refleksji. Wytykajcie mi błędy, jeśli takowe będą :)  Nie bójcie się mnie upominać, strofować i dawać rady jakbyście to nowe opowiadanie widzieli. Chcę mieć z Wami kontakt. Uwielbiam monologi co niektórych i nieskładne odpowiedzi co do parta <3 Uwielbiam  też kilka zdań i naprawdę je cenię! 

Także teraz, przy zakończeniu tego krótkiego opowiadania, tak niecodziennego w stylistyce, chciałabym zobaczyć jak je podsumowujecie. Nawet w kilku zdaniach :) I macie za zadanie ocenić, jak sprawuje się moja beta, która od kilkunastu notek sprawuje pieczę nad moją poprawnością. 

Do zobaczenia w marcu kochani! 



EPIZOD VII.

            Wszystko było przygotowane. Stół  kazał zaopatrzyć w porządne więzy, które unieruchomią ciało. Narzędzia leżały tuż obok czyste, naostrzone. Nigdy nie pracował na tępych narzędziach. Nie chodziło mu wszak o zadawanie jeszcze większego bólu, tylko takiego, który zmusi oskarżonego do mówienia, przyznania się do swoich zawinień i skruchy.
            Spojrzał na Luhana, który z obojętnym wyrazem twarzy czekał na wprowadzenie Johna. Chłopak w dalszym ciągu nie podzielał jego poczynań. Tak mało rozumiał. Nic nie wiedział o prawdziwym życiu. Jednak dziś zobaczy. Nie miał oczywiście zamiaru zbytnio męczyć kaleki. W geście dobroduszności zamierzał również podać mu zioła, które sparaliżują chłopaka i tym samym uodpornią na ból. Przecież i tak był niewinny. Był jedynie przynętą.
            - Gotowy? – skinął na Luhana, który spojrzał na niego wrogo.
            Musiał stwierdzić, że o dziwo wyspał się. Mimo ograniczonej przestrzeni, jednak sen miał spokojny. Powinien coś również zrobić z tym, czego dowiedział się od chłopaka. Zatajanie praktyk bezbożnych, nie powinno leżeć w gestii Inkwizytora. Jednak nie mógł się przemóc. To wiązałoby się ze skrzywdzeniem Luhana. Póki co tłumaczył to sobie tym, że nie dotyczy to czarnoksięstwa.
            Wychylił głowę na zewnątrz, gdzie czekał już wójt z Johnem. Zebrało się nawet kilku gapiów, którzy z niedowierzaniem wpatrywali się w chłopaka. Nawet oni wydawali się wątpić w winę kaleki. No cóż, ich zdanie się nie liczyło. Tylko to co nakaże on, Sehun.
            - Wójcie – odezwał się rzeczowym tonem – Proszę wprowadzić oskarżonego.
            Dzisiaj w pełni wzbudzał respekt i strach. Złoty krzyż błyszczał się na jego piersi, a czarny płaszcz, ozdobiony złotymi wstawkami, powiewał, kiedy zrywał się wiatr.
            Phelps wprowadził chłopaka, który uśmiechnięty wkroczył do izby przesłuchań. Nie był niczego nieświadomy. Sehun miał nadzieję, że wymusi na nim słowa, które chciał usłyszeć.
            - Wójcie, proszę o towarzyszenie nam w trakcie przesłuchania – powiedział do Phelpsa, który chciał czmychnąć. Zrobił to z czystej złośliwości. Mężczyzna niezmiernie go irytował.
            Otyły człowieczek odwrócił się gwałtownie w stronę Sehuna i spojrzał na niego przerażony.
            - Jesteś pewien, panie? – wyjąkał.
            - Naturalnie – Sehun skinął głową. Pamiętał Pheplsa, jako tego, który był najbardziej wygadany przy ich pierwszym spotkaniu. Teraz szanowny wójt był  wyraźnie przerośnięty wydarzeniami, które przydarzyły się mieszkańcom wioski.
            - Zapisuj, co następuje – zwrócił się do Luhana.
            - Tak, wiem – chłopak skinął głową – Już gotowe, czekamy na zeznania oskarżonego.
            - Posadźcie go na krześle – rozkazał Sehun i usiadł naprzeciwko Johnego – Witaj, chłopcze – zaczął łagodnie – Wiesz, dlaczego się tutaj znaleźliśmy?
            Kaleka nerwowo zaczął rozglądać się po pomieszczeniu. Gdy jego wzrok padł na Sehuna, zlękniony niczym dzikie zwierzę chciał się cofnąć. Problemem było to, że nie miał gdzie. Więzy silnie trzymały go w miejscu, nie pozwalając uciec.
            - Johnie, czy przyznajesz się do zarzucanych ci czynów? – jego głos zagrzmiał w małej salce.
            - Czynów – powtórzył chłopak powoli, patrząc niebieskimi oczyma wprost na Sehuna – Czynów?
            Już było mu żal kaleki. Chłopak w ogóle nie kontaktował.
            - Czynów, grzeszniku – potwierdził Sehun – Masz na swoich rękach krew Gertrud. Bez cienia żalu, poszatkowałeś biedną kobiecinę, bezczeszcząc jej szczątki. Przyznajesz się do tego morderstwa? – spojrzał srogo na chłopaka, który ze strachem w oczach patrzył na niego.
            - Morderstwa?
            Był ciekawy, czy John rozumie chociaż słowo. Czy nie obce jest mu rozumienie mowy. Aby skazać go i oczyścić z grzechu, którego nie popełnił, ten musiał najpierw cokolwiek powiedzieć.
            - John nie morderca – prostodusznie odpowiedział chłopak. Sehun westchnął. Mógłby się przyznać. Oszczędziłby sobie bólu.
            - Znałeś Gertrud? – zapytał Sehun i podniósł się do góry.
            Podszedł do ławy, na której leżały spokojnie narzędzia i wybrał stalowy pręt. Z czcią przesunął po zimnym materiale, póki taki jeszcze był.
            - John kochał Gertrud – wyjąkał chłopak. Tak, teraz zaczął się prawdziwie bać.
            Sehun odwrócił się do przepytywanego, mierząc w niego prętem. Wykrzywił głowę, udając zamyślenie.
            - Jak wielka musiała być to miłość, że doprowadziła do tragedii – westchnął z udawanym żalem Sehun i podszedł do paleniska. Włożył stal w płomienie, czekając aż zimno zamieni się w gorąc – Zapisz, Luhanie. Przesłuchiwany nie przyznaje się do morderstwa – nakazał – Dlaczego to zrobiłeś? Musiałeś mieć powód – ponowił pytanie, chociaż doskonale wiedział, że nie doczeka się odpowiedzi.
            - John nic nie  wie – przestraszony chłopak wpatrywał się w coraz intensywniejszą  czerwień.
            - Doprawdy? – zakpił Sehun i podszedł do kaleki. W jego ogromnych oczach powoli zaczęły się zbierać łzy. Jak u dziecka. Był ciekawy, czy i rodzeństwo takowe uroni. Kiedy już wpadną w jego sidła – Wszystko sobie przypomnisz, mój synu – powiedział z nabożnością i przytknął rozpalony pręt do uda chłopca.
            Pomieszczenie wypełnił pełen bólu szloch, jak i swąd palonego ubrania i skóry. Zauważył jak wójt wciąga ciężko powietrze i przymyka oczy. Jedyne co jednak czuł, to wzrok Luhana na sobie. Był pewien, że chłopak nawet się nie skrzywił. Nieczuły, obojętny jak zwykle.
            Usiadł ponownie na krześle, sięgając do twarzy młodzieńca. Ten starał się odwrócić głowę. Złapał w dłoń jego policzek i otarł łzy, które sączyły się po zaczerwienionej twarzy.
            - Przejdziemy przez to razem, mój drogi – wyszeptał – Przejdziemy razem tą drogę krzyżową, przez twoje przewinienia. Krok po kroku. Powoli. Chyba, że się przyznasz, okażesz skruchę. Wtedy Nasz Pan z radością przyjmie cię do ciebie. Zmaże wszystkie winy, rozumiesz? – powiedział spokojnie. Zależało mu na tym, żeby chłopak się poddał. Skłamał. I on, John mieliby to za sobą.
            - John nic nie zrobił. To nie John. Nie on – załkał chłopak. Po jego policzkach ponownie potoczyły się duże jak groch łzy.
            - Mój biedny grzeszniku – westchnął Sehun i wstał – Cóż za siła pchnęła cię do tej makabrycznej zbrodni? Pytam, póki co łagodnie – zastrzegł – Gdzie ukrywa się Szatan, który zawładnął twoją duszą? Powiedz mi! Gdzie się ukrywa! – pochylił się nad Johnem, który z przerażeniem w oczach, łkał jedynie, nie mogąc wykrztusić z siebie słowa – Możesz być pewien, że go odpędzimy. Będziesz wolny. Zerwiemy twoją ludzką, nietrwałą powłokę, zostawimy tylko duszę. Która będzie mogła w spokoju odejść.
Wiedział, że brzmiał jak fanatyk. Chciał, by tak to brzmiało. Chciał, by Luhan i wójt poznali prawdziwe oblicze Inkwizytorów. Co prawda, on się tak nie zachowywał. Nie sprawiało mu przyjemności dawanie bólu. A władza mimo że dawała znaczne możliwości i że czerpał z niej garściami, nigdy nie stawała się dla niego narzędziem do zadawania cierpienia, które nie było uzasadnione. Które kłóciło się z mało stabilnym kodeksem postępowania. Nawet taka szumowina jak on, go miała.
- Jonh przeprasza – załkał młodzieniec.
Sehun podniósł na niego wzrok pełen nadziei. Może chłopak odzyskał nieco rozumu. Nie musiałby brudzić sobie rąk krwią.
- John nic nie zrobił. Tylko kopał. Kopał – wychlipał.
Westchnął ciężko. To mogło być trudniejsze niż przewidywał. Podniósł się po raz kolejny i podszedł do stołu z narzędziami. John pisnął zrozpaczony.
- Zapisz, że oskarżony w dalszym ciągu nie przyznaje się do winy. Jestem zmuszony zastosować innych środków. Możemy mówić, o wypędzaniu Szatana z ciała oskarżonego. Wójcie, proszę zamknąć usta i siedzieć spokojnie – zakpił z mężczyzny.
Phelps siedział jak na szpilkach, wiercąc się. Dopiero teraz zobaczy prawdziwe przedstawienie. Podniósł do góry obcęgi i ważył je chwilę w dłoni.
- Mój drogi – odezwał się jak ojciec do ukochanego syna, którego miał zamiar skarcić. Zamierzał, tylko kara miała być surowsza – Wiesz jak wypędza się Szatana? – zapytał i podszedł do Johna – Można zacząć od języka, żebyś nie bluźnił więcej. Tylko przecież nie chcemy żebyś pozostał niemową, prawda?  W końcu i tak się przyznasz do swoich win. Mógłbym wydłubać ci oczy – kontynuował groźby, mając nadzieję, że chłopak ulegnie, zanim zacznie prawdziwe tortury.
- John nie – wyszeptał chłopak. Wyglądał jakby miał zemdleć. Zdarzały się przypadki, że sama demonstracja narzędzi prowadziła do zawałów. Nic mu jednak po trupie. A właściwie nic mu po trupie tak wcześnie.
- Jednak na razie poprzestaniemy na paznokciach – dodał lekko Sehun wzruszając ramionami – Wójcie, podejdź – zawołał mężczyznę. Odwrócony do niego plecami, niemal widział szok na jego twarzy. Zrobił krzywą minę, która miała imitować uśmiech – Trzymaj go – rozkazał.
- Panie – odezwał się Phelps, ze strachem w oczach – Nie wiem, czy to dobry pomysł – wyrzucił z siebie.
- Tak sądzisz? – Sehun spojrzał na niego, pełnym tryumfu – Masz rację – pokiwał głową – Trzymaj – wyciągnął dłoń z narzędziem – Inkwizytor powinien zadawać pytania, nie bawić się w kata – mruknął – Tylko wójcie, nie zejdź szybciej z tego świata, aniżeli nasz oskarżony – dodał z nutką rozbawienia.
Phelps drżącymi rękoma złapał obcęgi i ciężko dysząc wpatrywał się w nie. Spojrzał przerażony na Sehuna, który usiadł na krześle, uprzednio oddalając je. Nie chciał się wybrudzić krwią, kiedy już zrzucił to zadanie na kogoś innego.
- Tylko uważaj – ostrzegł – Im mniej precyzyjny będziesz, tym więcej bólu zadasz Johnowi, a przecież nie o to nam chodzi, prawda? – powiedział z pokorą – I pamiętaj, że nieuwaga daje ogrom krwi. Sam wiesz, jak skończyła Gertrud – mruknął z niesmakiem.
Phelps był teraz całkiem blady, a ręce trzęsły mu się niesamowicie. Zamiast paznokci John mógł stracić palce aż po knykcie.
- Działaj – pogonił go – Chyba nie chcesz znaleźć się na miejscu Johna, prawda? Mogę z łatwością oskarżyć cię o współudział – rzucił groźbą.
            Usłyszał prychnięcie Luhana, jednak nie odwrócił się w stronę chłopaka. Phelps odetchnął ciężko i stanął naprzeciwko związanego młodzieńca. Wahał się jeszcze chwilę nad wykonaniem wyroku, jednak w końcu się przemógł. Chrzęst ściskanego i rozrywanego ciała nie należał do najprzyjemniejszych, a krew która buchnęła w dużej mierze znalazła się na wójcie. Nic jednak nie można było porównać do rozdzierającego serce krzyku Johna, wygiął się do tyłu, nie mogąc wytrzymać bólu.
            Phelps zatoczył się, a narzędzie wypadło z omdlałych dłoni. Spojrzał na Sehuna, który zupełnie nie przejęty obserwował zachowanie wójta. Mężczyzna następnie spojrzał na zakrwawione dłonie i ubranie. Doczłapał się w lekkim szoku do ściany i legł na nią, tracąc przytomność.
            - Chociaż mamy pewność, że to nie on zabił staruchę – wesoło odparł Sehun.
            - Rzeczywiście powinieneś się cieszyć – sucho odparł Luhan.
            Oh spojrzał na chłopaka. Siedział wręcz dostojnie, opanowany, jakby widok tortur nie robił na nim wrażenia. Doprawdy dziwny młodzieniec. Tym bardziej, że wczoraj w nocy wydawał się taki beztroski, pokazując zupełnie inną stronę.
            - Ty nie będziesz mdlał? – zapytał prześmiewczo Luhana, chcąc w jakiś sposób wyprowadzić go z równowagi. Nie udało mu się to.
            - Mam zapisać w raporcie, że Phelps zemdlał? – zapytał rzeczowo.
            - Nie. Dobrze, że leży. To nam oszczędzi zabawy. Zapisz, że John przyznał się do wszystkiego. Do morderstwa Gertrud i praktyk czarnoksięskich. Wymyśl jakąś zgrabną bajeczkę – rzucił.
            - Czyżby akt litości z twojej strony? – zakpił Luhan.
            - Jeśli chcesz uważać mnie za potwora, to proszę bardzo – mruknął Sehun – Zaprawdę, jestem nim – potwierdził cicho.
            Patrzył na ułożony stos. I przywiązanego do niego Johna. Cóż to był za miły dla niego obrazek. Bezsilny człowiek, który nic nie może zrobić z otaczającym go żywiołem. Nie czuł poczucia winy. Takowego wyzbył się wiele lat temu, wraz z przywdzianiem czarnego płaszcza. Nie był jednak bezdusznym draniem. Tak jak wymyślił, podał Johnowi zioła paraliżujące, kazał napisać Luhanowi wymyśloną śpiewkę. Dopiero wtedy zajął się chłopakiem, wyrywając mu język. Przecież nie chciał, by ten w płomieniach zaczął wykrzykiwać, że jest niewinny. Osobie, która się przyznała nie wypada takie zachowanie. Jak i on mógł zostać uznany za mało wiarygodnego. A chciał kontynuować szopkę.
            Przeczucie mówiło mu, że dziś można spodziewać się kolejnego zabójstwa. Nienasycony potwór, który dziś ponownie zasmakuje w złości, bólu i krzyku. Miał swojego niepodważalnego podejrzanego. Z szokiem obserwował jego zachowanie, kiedy kobiety w karczmie obrzucały się łajnem. Tą satysfakcję ze zła, kłótni.
            W „centrum” wioski zebrali się gapie, co było dość powszechnym zjawiskiem. Czy miało znaczenie, że zostanie spalony ich kompan? Liczyła się tylko wartość rozrywki, jaką przedstawienie im dostarczy. Matki przyprowadziły nawet dzieci. Matylda i Alex również znaleźli sobie miejsce na uboczu i zagubionymi spojrzeniami patrzyli na resztę. Nie zauważył Luhana. Chłopak zapowiedział, że nie pojawi się na tej, jak to określił, farsie.
Odwrócił się w stronę tłumku. Ten z chorym zafascynowaniem czekał na to, co wydarzy się dalej. Bo przecież patrzenie na śmierć współtowarzysza, jego przewinienia zawsze daje poczucie wyższości i spełnienia. Uczucia, że jest się lepszym, czystszym. Tak naprawdę wszyscy byli przeżarci i prędzej czy później skończą przed obliczem Pana.
Wójt stał obok niego, teraz dumny i pełen werwy. Doskonale potrafił grać, że nie jest tchórzem. Chociaż jego omdlenie oszczędziło chłopakowi nadmiernego bólu. Więc na coś się przydał.
- Moi drodzy! – odezwał się donośnym głosem. Jego mina mówiła sama za siebie. Był spokojny, jednak postarał się o łagodniejszą nutę swojej osobowości. Wszystko, by zaniepokojenie minęło – Obecny tutaj John, zwany publicznie Szalonym Johnem, przyznał się wczoraj do zarzucanych mu czynów. Komisja skrupulatnie wykonywała swoje zadania, a grzesznik okazał należącą się denatce Gertrud skruchę. Ponadto przyznał, iż księga bezbożnych, bluźnierczych praktyk, należy do niego! – zakrzyknął.
Reakcja była taka jakiej się spodziewał. Kilka osób cofnęło się krok do tyłu, jakby chcieli odgrodzić się od przestępcy. Chłopak i tak by nic nie zrobił. Przed wyjściem z celi dostał kolejną porcję ziół. Nawet płonąc nie będzie nic czuł. Teraz był rośliną.
- Pozwólmy mu odejść w spokoju. Niech stanie przed obliczem Pana i tam wyzna swoje grzechy – kontynuował szopkę. Zawsze go śmieszyły takie przemowy. Pełne patetyzmu, strachu. Dla niego wyłącznie kiczowate. Ale wiadomo, ktoś musiał dawać przykład. A kto mógłby to być, jak nie skromny Sługa Boży?
- Niech to będzie również przestroga dla Was, moi kochani! Zło nigdy nie wygrywa! – tym zakończył swoją przemowę – Wójcie, chcesz kontynuować? – wskazał na pochodnię ze złośliwym uśmieszkiem.
- Panie – mężczyzna przełknął ślinę.
- Dobrze, dobrze. Zrobię to sam – mruknął i podszedł do stosu.
Taka mała witka, pomyślał kiedy trzymał palącą się pochodnię. Która strawi żywcem, uwolni kłęby dymu i bólu. Zapatrzył się w ogień. Ogrzewał  jego serce za każdym razem, kiedy widział przeskakujące płomyki.
- Niech twoje i moje grzechy będą nam wybaczone – szepnął i rzucił płonące patyki pod sam brzeg ułożonego stosu. Cienkie, suche patyczki od razu się zajęły. Odsunął się i jeszcze chwilę przypatrywał jak całość zaczyna gorzeć czerwonym blaskiem.  Dalsza część przedstawienia go nie interesowała. Swąd spalonego ciała, drażnił jego powonienie. Jak i widok osoby, która była niewinna nie sprawiało mu satysfakcji.
Teraz musiał poczekać, na swojego prawdziwego zabójcę. Spojrzał po tłumku. Wszyscy niewinni. Z obrzydzeniem wpatrujący się w płonące ciało. I tylko jedna para oczu, która udawała. Która czerpała przyjemność z tego bólu niewinnego.

EPIZOD VIII.

Czekał przyczajony. Ciemne szaty doskonale maskowały jego postać, tak że zlewał się z otoczeniem. Niewiele widział. Nocą mgła okazywała się jeszcze bardziej obfita i gęsta. Ciężko było mu dostrzec nawet budynki domostw, spowite były szarą mazią.
Zapowiedział wójtowi, że zamierza spędzić dzień na modlitwie, by oczyścić umysł i dopiero wtedy ruszyć w dalszą drogę. Przyznał wśród tłumu, że wszelkim zarzewiem nieporozumień i dziwnych zjawisk musiał być John. Wieśniacy uwierzyli, jak i zapewnił ich, że nic więcej złego nie spotka ich wioski. A zło miał zamiar wyeliminować tej nocy.
Był pewien, że sprawca pojawi się dziś. Był ciekawy jego formy. Tego jak silny jest. Ciężki krzyż  wisiał na jego piersi, oczekując aż będzie mógł spełnić swoje zadanie.
Luhan spał, kiedy wymknął się z izby. Tak oto teraz czekał przy kapliczce Najświętszej Panienki. Tutaj była najlepsza lokalizacja do obserwacji. Pozostało mu jedynie spokojne czekanie. Wiedział, że rozochocony morderca, który nabrał ostatnimi czasy apetytu, będzie musiał zaspokoić całkowicie swój głód.
Usłyszał szmer. Bezszelestnie odwrócił głowę w stronę hałasu i wstrzymał oddech nasłuchując. W oddali zaczęła majaczyć jakaś duża sylwetka. W miarę jak się zbliżała, postać malała, a ostatecznie podwoiła się. Matylda i Alex trzymając się za ręce cichutko posuwali się w stronę lasu. Minęli Sehuna, nawet nie zdając sobie sprawy z jego obecności, zaabsorbowani swoim towarzystwem.
Miał swoich sprawców. Podejrzewał dzieci od początku. Te same zeznania, identyczne kłamstwa. Ludzie, którzy zapatrzeni byli w rodzeństwo. Miał tylko nadzieję, że demon w nich drzemiący, nie będzie zbyt potężny, dla jednego, biednego Inkwizytora. Nie widziało mu się stracić życia, w tak ponurej okolicy.
Gdy dzieci się oddaliły, wstał i wyprostował swoje zasiedziałe kości. Syknął, gdy strzyknęło mu coś w kręgosłupie i ruszył za rodzeństwem. W stronę lasu. W stronę, gdzie dokonało się ostatnie brutalne morderstwo.
Przez tą mgłę całe jego ubranie przemokło. Włosy kleiły się do  czoła, tak że ciągle musiał je odgarniać, by cokolwiek zobaczyć. Gdy już myślał, że sylwetka dzieci niknie mu z oczu, te pojawiały się, a ich majacząca postać, zlewała się to w jedno, to powiększała. Czuł wrogość i niebezpieczność całej sytuacji. Nie bał się o swoje życie. Niewiele ono było warte, o tym dowiedział się już dawno.
W końcu szaleńczy pościg dobiegł końca. Dzieci zatrzymały się na polance za domem Gertrud. Nie chciał czekać, aż zmienią formę. Wtedy byłoby dla niego jeszcze bardziej niebezpiecznie. Postać ludzka na pewno je ograniczała w pewien sposób. Wyprostował się i pełnym majestatu krokiem wyszedł na polanę. Wyciągnął złoty krzyż, który zajaśniał swoim blaskiem.
- Matyldo, Alexie – odezwał się opanowanym głosem – Dość nietypowa pora na przechadzkę, prawda?
- I nietypowe miejsce na modlitwę, prawda psie? – syknął chłopczyk.
- Cieszę się, że nie owijamy w bawełnę – uśmiechnął się i wyciągnął przed siebie – Tutaj musimy się pożegnać, moje słodkie rodzeństwo – wyszeptał i rozpoczął mamrotanie, które miało być modlitwą.
Wszystko zależało od wiary Inkwizytora. Od jego serca, które przepełnione wiarą, miało pewność, że jego modlitwa będzie skuteczna. Krzyż zaczął goreć złotym blaskiem, a skupienie sięgające zenitu, niosło jego głos, który robił się mocniejszy i mocniejszy.
Słyszał już wrzask dzieci. Wybity całkowicie z dźwięków normalnego brzmienia. Gorszym było to, że wrzask nie przypominał bólu. Tylko wściekłość. Zirytował się, włożył w medytację całą swoją energię. Spojrzał na dzieci.
Sylwetki rodzeństwa złączyły się w jedno. Przypominały wyrośnięte nad wyraz noworodki. Zdarzały się takie dziwy i czasami dzieci połączone były tułowiami. Uważano je za dzieci skażone złem i zabijano. Kto chciałby w rodzinie takiego odmieńca. Teraz rodzeństwo wyglądało podobnie. Trzymające się ręce zespoiły się, a ciało zaczęło przypominać masę, która łączyła się w jedno.
Wyciągnął miecz, który naznaczony śladem Pana rozcinał wszelkie demony. Nie zastanawiając się długo, ruszył na potwora, który nie zakończył jeszcze całkowicie przemiany. Miał się zamachnąć, kiedy postać powiększyła się jeszcze bardziej. Wrzask jaki wydał demon, odrzuciła go do tyłu. Przewrócił się i z lekkim przerażeniem wpatrywał w monstrum.
- Kurwa – warknął.
Demon był zbyt silny. Jednak nie zamierzał skończyć jak Gertrud. Podniósł się do góry i złożył ręce do modlitwy. Stwora całkowicie się przemieniła. Dwie ogromne głowy wisiały na długich szyjach, plując śliną i czarną mazią. Miał wrażenie, że mgła całkowicie się zagęściła. Gdyby nie krzyż, zupełnie by niczego nie widział.
Oczyścił umysł i zaczął wymawiać monotonnie słowa. Te tylko jeszcze bardziej rozjuszyły demona. Sehun pomyślał że zginie. Szanse tego, by wyszedł cało były znikome. Potwór był za silny. A w pojedynkę niewiele mógł zdziałać. Demon ponownie ruszył na niego. Tym razem jeszcze większy. Jeszcze obrzydliwszy. Z jeszcze większa chęcią mordu.
- Miej mnie w swojej opiece, Panie – wymruczał i zamknął oczy.
Usłyszał rozdzierający wrzask, a jego ciało boleśnie zostało odrzucone do tyłu. Plecy zetknęły się mocno z pobliskim drzewem. Otumaniony umysł nie pozwolił sobie na rozeznanie się w sytuacji. Słyszał tylko przerażający wrzask i widział  światło. Czerwone, oślepiające. Zupełnie jak przy egzekucji Johna. Po tym jakże pasującym do sytuacji porównaniu, zemdlał.
Czuł ból. Słyszał swój krzyk. Ciało leżało sparaliżowane. Nie mógł ruszyć nawet głową. Czyżby to był jego koniec? Był w piekle? Czuł gorączkę. Pot spływał po jego czole. Nie bał się jednak. Gdyby mógł jedynie odsunąć od siebie ten ból.
Może jednak nie umarł. Otworzył jedno oko i zobaczył sufit. W zaświatach raczej nie doświadczyłby ciepłej izby. Ale wszystko go bolało. Rwało, czuł palenie nawet w kościach.
- Spokojnie – usłyszał czyjś stonowany głos i zimny okład na czole – Nieźle się cię poharatało. Idiota – mruknęła osoba. Znał jej głos. Tylko teraz nie potrafił wyobrazić sobie postaci.
Znowu zapadł w nicość.
- Później mnie zabijesz – usłyszał. Nie wiedział ile leży. Ból… nawet się do niego przyzwyczaił – Ale i tak jesteś silny, mój Inkwizytorze.
Spojrzał w stronę głosu. Już widział, chociaż nadal przez mgłę. Luhan. Nagi.
- Jednak wierz, teraz będzie bolało bardziej. Ale cię to uratuje – mruknął.
Chciał się zakryć pledem. Odrzucić rękę, która powoli go rozbierała. Był nagi, jednak ciało nadal trawiła gorączka. Tak nieznośna.
- Wyciągnę to z ciebie – wyszeptał tuż przy jego uchu.
Czuł jego nagie, kruche ciało. Położył się na nim. I zaczął coś mamrotać. Nie mógł rozpoznać poszczególnych słów. Jego ciało szarpnęło się. Zaczął krzyczeć. Wolałby umrzeć.
Zamrugał oczyma. Jego ciało było zesztywniałe. Jednak mógł nim ruszać. W izbie, w której się znajdował było ciepło i jasno. Był dzień. Musiał być dzień. Z trudem podniósł się do góry. Zesztywniałe członki lekko bolały, jednak nic poza tym. Spojrzał na swoją pierś. Blizna. Pozostałość po nieudanym boju.
- Obudziłeś się w końcu – usłyszał obok siebie i spojrzał w bok.
Luhan siedział na krześle i spoglądał na niego.
  - Wody – wychrypiał. Nie mógł nawet produkować śliny. Poruszał dłońmi, które odzyskały czucie.
Uważnie obserwował chłopaka, który podszedł do beczułki i zaczerpnął wody. Spokojnie podszedł do Sehuna i podał mu kubek.
- Pomóc ci? – zapytał łagodnie – Jesteś jeszcze słaby.
Pierwsze co, to wypił cały kubek zimnej wody. Jego gardło przyjęło płyn z radością. Westchnął zadowolony i dopiero wtedy spojrzał podejrzliwie na chłopaka.
- Pomogłeś mi – mruknął niebezpiecznie – Po co była ta szopka, skoro mogłeś rozprawić się sam z demonem? – zapytał cicho.
- Dla zabawy. Byłeś naprawdę dobry – przyznał Luhan i podszedł do ogniska, dorzucając drwa – Jako jedyny nie uległeś od razu. Drzemie w tobie ogromna siła. Siła, którą jeszcze nie potrafisz się posługiwać. Ale niedługo… - zamyślił się.
- Jesteś czarnoksiężnikiem – bardziej stwierdził fakt, niż zapytał.
- Nie do końca – mruknął Luhan.
- Jednak uratowałeś mnie. Magią. Zakazanymi czarami – donośnym głosem odezwał się Sehun. Obowiązki wzywały. Bez względu na to, jak pomocny był Luhan, nie mógł pozostawić go na wolności.
Wstał z trudem i wyprostował się.
- Nie żartuj – spokojnie  powiedział Luhan, jakby wiedział co zaraz usłyszy.
- W imieniu Świętego Oficjum, aresztuję cię Luhanie za knowania przeciwko Panu i używanie diabelskich mocy – powiedział bez cienia uśmiechu – Poddaj się dobrowolnie.
- Żartujesz – chłopak zachłysnął się powietrzem i stał w miejscu zaszokowany wiadomością. Z tej okazji skorzystał Sehun, podszedł szybko do chłopaka i uderzył go mocno w potylicę. Ten stracił przytomność.

EPIZOD IX.

Czekał aż chłopak się ocknie. Unieruchomił go odpowiednio, by ten nie uciekł. Miał też zamiar odpowiednio go przesłuchać. Musiał znaleźć wójta, by ponownie przygotował salę. Może nawet oszczędzi mu zbytniego bólu, tak jak Johnowi. Przez wzgląd na to, że on Sehun jeszcze żyje.
Usłyszał jęk i spojrzał w stronę Luhana leżącego na łóżku. Dał mu chwilę aż  ten dojdzie do siebie.
- Czyżbyś chciał mnie wykorzystać do niecnych celów? – zakpił chłopak i splunął na ziemię – Mógłbyś mnie tylko rozwiązać. A na łóżku jak już wiesz mieścimy się razem – zaśmiał się lekko.
- Żartowniś do samego końca. Jestem ciekaw, czy będziesz równie rozgadany, kiedy znajdziesz się w izbie przesłuchań. Wiesz jaka panuje tam atmosfera – uśmiechnął się krzywo – Dlaczego mnie uratowałeś? – to pytanie dręczyło go.
- Bo tego potrzebowałeś i twój żywot jeszcze nie dobiegł końca – odpowiedział chłopak – Teraz ty zabijesz mnie? Ocaliłem ci życie.
- I dziękuję ci za to. Musisz jednak odpowiedzieć za swoje winy – odparł z powagą – Jak mam pozwolić chodzić po świecie czarownikowi? Tak bardzo niebezpiecznemu czarownikowi? – dodał.
- Jestem przecież dobry. Mocy nie używa się jedynie do czynienia zła.
Sehun zaśmiał się.
- Ale zbyt szybko można przejść na ciemną stronę – dodał z pokorą.
- Czyli zabijesz mnie?
- Myślisz, że zadowala mnie zabijanie? – zapytał zaskoczony – Ja ci jedynie pomogę stanąć przed bramami domu Pana – Muszę znaleźć Phelpsa. Ktoś ponownie musi przygotować urocze gniazdko. Tym razem dla ciebie – mruknął.
W odpowiedzi usłyszał śmiech. Pełen satysfakcji śmiech. Spojrzał zdziwiony na młodzieńca.
- Chyba pora powiedzieć ci wszystko. A było tak zabawnie widzieć jak się miotasz. Nie czujesz? A no tak, zapominałem. W moim domostwie panuje normalny zapach. Idź, poszukaj  Phelpsa. Być może go znajdziesz, kiedyś – mruknął.
Nie rozumiał co mówi do niego Luhan. Jego zagadkowość doprowadzała czasami do szału.
- Albo wiesz co? Weź mnie ze sobą na zewnątrz. Chcę to zobaczyć. Twoje zdziwienie i uczucie porażki, że tak łatwo dałeś się omamić. Również mojej osobie – zakpił chłopaczek.
Teraz już niczego nie rozumiał. Spojrzał wściekły na Luhana. Miał go zdecydowanie dość. Pokiereszowałby z chęcią tą zadowoloną buźkę. Wyszedł  na zewnątrz.
Słońce, którego nie miał zamiaru doświadczyć, oślepiło go. Spojrzał na domostwa. Spojrzał na ruiny domostw. Obejrzał się dookoła. Wioska wyglądała jakby ostatni ludzie zginęli bardzo dawno temu. Nie wierzył. Niemal biegiem ruszył w stronę kapliczki. Do karczmy, gdzie powinni przesiadywać mężczyźni. Stanął jak wryty, kiedy zamiast podupadłego przybytku napitku, zobaczył jedynie stertę kamieni i spróchniałych desek.
Wszyscy bawili się świetnie jego kosztem. Teraz już rozumiał. Tą moc jaką poczuł, kiedy wkraczał we mgłę. Zawładnęła jego umysłem. Od początku był na straconej pozycji. Był jedynie marnym aktorem, który nawet nie do końca wiedział jaką rolę przyjdzie mu spełnić.
Usłyszał stukot końskich kopyt. Nie należały one do jego rumaka. Wściekły i zawiedziony ruszył do Luhana. Po wyjaśnienia.
Kilkunastu jeźdźców stało obok domostwa chłopaka. Uradował się, widząc szaty Inkwizytorskie.
- Witaj, Oh Sehunie – otyły mężczyzna skinął mu głową. Wyglądał na zadowolonego. Koń, który go trzymał musiał mieć nie lada zadanie, by utrzymać tak potężnego jeźdźca.
- Witaj, panie. Znamy się? – ukłonił się nisko, z szacunkiem. Emblematy wskazywały, że stoi o wiele wyżej na szczeblach drabiny społecznej.
- Ja ciebie tak. I zawsze  miło o tobie myślę, Sehunie. Tym bardziej  nie spodziewaliśmy się ciebie tutaj. No cóż, świetnie sobie poradziłeś.
- Pojmałem czarownika. Musimy odprowadzić go pod wymiar sprawiedliwości – wyrzucił z siebie – teraz był całkowicie skołowany.
            - Czarownika? – zaśmiał się mężczyzna, a reszta towarzystwa poszła w jego przykład – Pewnie mówisz o tym czarowniku – wskazał głową na osobę, która wyszła z izby. Luhan.
            - Witaj, ojcze – chłopak z szacunkiem skinął głową.
            Sehun nie dał po sobie znać, że informacja ta wywołała na nim jakiekolwiek wrażenie.
            - Sehunie, chyba należą ci się wyjaśnienia – odezwał się dźwięcznym głosem i uśmiechnął – Dajcie nam  chwilę – skinął na jeźdźców – Wejdziemy do środka? Czy wolisz napawać się słońcem?
            Nie odzywał się, póki ostatni z Inkwizytorów nie zniknął mu z oczu.
            - Kim ty jesteś? – zapytał wtedy.
            - Nie złość się. Byłem tu służbowo, jak i ty – wyjaśnił Luhan.
            - Byłeś tu, kiedy pojawili się inni z naszych? – to go najbardziej ciekawiło. Pozwolił na śmierć swoich braci, a jego oszczędził.
            - Oczywiście. Byli jednak za słabi. Nie płonęło w nich zarzewie prawdziwej wiary – wyjaśnił.
            - A ja?
            Luhan  uśmiechnął się  słabo i podszedł do Sehuna. Pogłaskał jego policzek, a ten odsunął się z obrzydzeniem.
            -  Oh, nie bądź taki niedostępny. W końcu nawet spaliśmy razem nago – zażartował.
            - Cieszę się, że dopisuje dobry humor. Wolałbym jednak poznać prawdę. Co tu się stało? – wskazał na ruiny wioski.
            - Pamiętasz jak mówiłeś, że możesz zostawić za sobą trupy? Zrobiłeś to. Gertrud i John byli ostatnimi, którzy tu żyli. No i ja, po stworzeniu swojego istnienia w tej dziurze. Gertrud zmarła na wskutek naszego demona, a John. Sam wiesz jak skończył – wzruszył ramionami.
            - Inni ludzie ze wsi? Kto stworzył tą iluzję? Ty? – był coraz bardziej wściekły.
            - Niee, skąd – zaprotestował – To on. Potężny. Wiedziałem, że sobie z nim nie poradzisz. Jednak jesteś odważnym człekiem. Dlatego cię uratowałem – wyjaśnił – To Ahylis stworzył mgłę, iluzję życia. Dałeś się nabrać. Jak wielu przed tobą. Dlatego mnie tak nienawidził. Bo byłem silniejszy i tylko czekałem na jego nieuważny krok. Dzięki tobie go zabiłem, no i Johnowi. Cóż jednak począłby samotny kaleka, bez swojej opiekunki, prawda? Lepszym była  dla niego śmierć.
            - Doprawdy, twoje zdolności kuglarskie są niebywałe – zakpił Sehun. Czuł się głupio. Że nie zauważył od początku – I co teraz? – zapytał.
            - Wszystko napisałem. Tutaj masz całkowity raport. To przedstaw Biskupowi. Staruszek się uspokoi – powiedział z kompletnym brakiem szacunku – Mój drogi Inkwizytorze, muszę już znikać – zbliżył się do Sehuna i łagodnie spojrzał w jego oczy – Nie opieraj się – mruknął, kiedy Luhan był zdecydowanie za blisko.
            Pocałunek ulotny jak wiatr spoczął na ego ustach, a  on nawet nie śmiał przerywać. Otumaniony stał w miejscu, nie mogąc się ruszyć. Chciał wykrzyczeć, żeby młodzieniec się od niego odczepił. Tylko nie był w stanie. Obudzony z krótkiego snu, otrzeźwiał dopiero, kiedy Luhan siedział na koniu.
            - Co to było? – zakrzyknął Sehun – Znowu magia?!
            - Nieee. Możesz to nazywać magią, jednak to tylko twoje urojenie. Bo sam tego chciałeś – dźwięczny śmiech chłopaka rozszedł echem – Mój kochany, nadchodzą ciężkie czasy i tylko płomyk prawdziwej  wiary nas ocali. Nie boję się o ciebie.
            Chciał o coś zapytać. Słowa jednak nie chciały przejść przez gardło.
            - Tak – potwierdził Luhan, jakby domyślił się zapytania – Spotkamy się jeszcze. I to niedługo – uśmiechnął się zadowolony – Do zobaczenia niebawem – skinął głową i pogonił konia.
            Zafascynowany patrzył jak odjeżdża. Jak znika za zakrętem. Tylko wesoły śmiech brzmiał jeszcze jakiś czas w jego uszach. Przeklął. Nie był do końca pewien, co go spotkało. Spojrzał na zawiniątko, które opisywało historię. To co się wydarzyło. To co będzie przeznaczone dla publiki.
            Jemu… pozostało zapomnieć. Albo zachować te wydarzenia w najgłębszym zakamarku duszy. Aż do kolejnego spotkania.


KONIEC.

17 komentarzy:

  1. To jest oficjalnie najlepsze twoje opowiadanie na tym blogu, a przynajmniej moim skromnym zdaniem. Lepszego wyjaśnienia nie mogłam się spodziewać :D niesamowicie mi się podobało, Luhan to najlepsza postać całego opowiadania i wspólny wątek jego i Sehuna do końca pozostał tajemniczy, co podobało mi się chyba najbardziej. Całość już ci wypisałam w poprzednim komentarzu, więc nie ma sensu pisać tego jeszcze raz, powiem tylko, że trzymam za słowo Luhana, że on i Sehun spotkają się jeszcze kiedyś... :) teraz tylko czekać na 2min. Jak zwykle, życzę weny, komentarzy, wyświetleń, a "Łowcę cieni" zapisuję sobie na dysku w folderze z najlepszymi fanficami, do których zawsze będę z chęcią powracać ;) (jakoś niesamowice pozytywnie mi wyszło :D)

    OdpowiedzUsuń
  2. Aish, szczerze, to jestem nieco zawiedziona i nieusatysfakcjonowana. Prawie w cale tu hunhana nie było, nawet porządnego pocałunku </3
    No ale opowiadanie ciekawe, tak jak już pisałam ^^

    OdpowiedzUsuń
  3. Szczerze ? To jest jedno z moich ulubionych opowiadañ (zresztą tak jak "Dangerous" <3. Ten klimat po prostu czuć. No, ale było kilka literówek. Jakże wielkie było moje zdziwienie, kiedy w jednym zdaniu było napisane zamiast siebie - ciebie >.< Ale to tylko literówki. Nie jest to takie straszne. Liczy się fabuła, która w tym przypadku ( według mnia ) była świetna i ciekawa. Podobało mi się też to, że wszystko zostało wyjaśnione pod koniec. To trzymało w takiej "pozytywnej" niepewności. Genialne XD
    P.S. Uradowana bo wyjdzie 2min TuT

    OdpowiedzUsuń
  4. Właśnie siedzę z wielkim zdziwieniem wymalowanym na twarzy i sie zastanawiam, co to było..
    Może zacznijmy od tego, że jakąś godzinę temu śnił się mi Luhan we mgle z koniem, więc automatycznie po przebudzeniu sięgnęłam po telefon. Jakie było moje zdziwienie jak zobaczyłam nowy rozdział. Wcześniej prosiłam o więcej Hunhanowych momentów, ale ten pocałunek na końcu całkowicie mnie zaspokoił (xD).
    Dobra koniec mojego trucia. Idę zebrać szczękę z podłogi i spać. Czekam na 2mina. HWAITING! <3

    OdpowiedzUsuń
  5. Trundo jest pisać komenty żeby się nie powtarzać. Więc wybacz ale nie będę sie powtarzał. To zakończenie...mnie zaskoczyło. Ale było świetne! Bardzo mi się podobało. Luhan okazał się inkwizytorem, to wszystko złudzeniem...hmmm bardzo fajny pomysł. I wiesz ze świetnie to zakończyłaś? Bałęm się o zakończenie a poradziłaś sobie bardzo dobrze. Wiesz... mam nadzieje ( skoro czujesz się dobrze w takich klimatach), że kiedyś ja znowu zachce ci się odskoczni napiszesz kontynuację tego opowiadanie. Wiesz, że to moim zdaniem twoje najlepsze opowiadanie> I Jedno z tych mistrzowskich jakie czytałem w sieci? Więc mam nadzieje, że kiedyś , kiedyś w przypływie weny zaskoczysz nas i napiszesz kontynuację. Naprawdę bardzo chciałbym poznać losy Luhana i Sehuna i ich historię bo...to jest tylko jej początek;) Dziękuję ci za to opowiadanie i liczę na kontynuację. Kiedyś. W przyszłościi, mam nadzieje że niedalekiej.
    Zero_

    OdpowiedzUsuń
  6. Mam duży problem z twoimi opowiadaniami, bo nie mogę się oderwać :) Dziękuję za to opowiadanie, bo było świetne! Nie rozpisując się, POWODZENIA!

    OdpowiedzUsuń
  7. Opowiadanie i w styl, w którym je pisałaś był świetny, a Luhan super postacią.
    Jedyne co mi się nie podoba to jest to że już koniec. T-T

    No ale co zrobisz jak nic nie zrobisz xD
    Czekam na kolejne opowiadanie <3

    OdpowiedzUsuń
  8. Mam zdecydowanie słabość do Sehuna i Luhana w tym opowiadaniu. Są cudowni. I tacy mroczni, czyli to, co Chizuru lubi najbardziej <3
    Styl jak najbardziej dopracowany i przemyślany, pasujący do opowiadania. O stylizacji języka już ci pisałam, więc powtórzę tylko, że ci świetnie wyszło xD Masz dobry warsztat. Zgrabnie przedstawiasz postaci, opisujesz rzeczywistość, wydarzenia. Dobra robota :3
    Ah, raz tam wkradło się jakieś złe słowo w miejsce innego, ale nie chce mi się tego teraz szukać, na mobilnym jestem xd
    Z niecierpliwością czekam na 2mina. Lubię ten pairing, no i z chęcią będę wypowiadać się na temat twojego fanficka :D
    Ps Wybacz, że tak krótko, ale ręka mi po wfie trochę spuchła i mnie boli x.x

    OdpowiedzUsuń
  9. O ja...Nie mogę wyjść z podziwu...naprawdę jesteś rewelacyjna:) Wiedziałam,że z tymi dzieciakami jest coś nie tak...ale nie sądziłem,że aż tak. Muszę ci powiedzieć,że opisując tortury byłaś niesamowita, storzyłaś taki klimat,myślę że właśnie tak mogły takie tortury wyglądać,aż brakuje mi słów...Kompletnym zaskoczeniem okazał się Luhan. Nie tylko czarnoksiężnik,ale jeszcze współpracujący z innymi Inkwizytorami-rewelacja i totalny szok.:) Nie dziwię się, że jesteś dumna z tego opowiadania, dla mnie jest zdecydowanie najlepsze z wszystkich twoich historii, chociaż i inne bardzo lubię:) Mam cichą nadzieję, że może kiedyś napiszesz drugą część, bo zrobiłaś otwarte zakończenie, albo wrócisz jeszcze do tego klimatu:) ale i tak bardzo cieszę się na 2min:) i jeżeli chodzi o betę,to widziałam tylko jeden błąd,nie potrzebnie było użyte " się" ,tylko nie pamiętam gdzie dokładnie, a tak rewelacja:) pozdrawiam. Żaczek

    OdpowiedzUsuń
  10. dziękuje za to opowiadania , bardzo mi się podobało i czekam na nowe <3

    OdpowiedzUsuń
  11. Witam,
    wspaniały rozdział jak i zakończenie tego opowiadania... Luhan okazał się Inkwizytorem... hahhah i jak widać ma wpływowego ojca.... no tok jak podejrzewałam za wszystkim stały te dzieciaki... aż miałabym ochotę przeczytać cos jeszcze w takim stylu (chodzi mi o ten świat, no i może ich ponowne spotkanie)
    Dużo weny życzę Tobie...
    Pozdrawiam serdecznie Basia

    OdpowiedzUsuń
  12. Z góry sorki, że dopiero teraz napisałam komentarz, ale cały tydzień "wchodziłam" na komputer, a opowiadanie czytałam z telefonu, z którego nie mam możliwość skomentowania...

    Totalnie mnie zagięło. Luhan okazał się jednak nie być żadną złą istotą, za to te dziwne dzieciaczki, które podejrzewałam od początku co mnie cieszy. Może i mało w tym opowiadaniu sytuacji strikte Hunhanowych jednak ich rozmowa w ostatnim epizodzie wszystko załatwiła. Opowiadanie, iż nie zawierało tych sytuacji ma w sobie taką pewną aurę, która wciąga cie w tamten świat, stwarza magiczną iluzję, w której się zatapiasz. Dokładnie jak tam mgła :3

    Kilka literówek się zakradło, ale w końcu jesteśmy ludźmi, każdy może nie wszystko zauważyć :) Czekam już na "Virgin Snow" i marzę może i w dalekiej przyszłości na kontynuację "Łowcy Cieni", bo jeśli Luhan powiedział, że oni się jeszcze spotkają, to czy my nie powinniśmy spotkać ich ? :D

    OdpowiedzUsuń
  13. Hmmm... muszę powiedzieć że jak uwielbiam Twoje opowiadania to najmniej mi przypadło do gustu. Proszę nie bierz tego za bardzo do siebie, ponieważ głównie chodzi o to że nie przepadam za takim klimatem :/ Opowiadane przeczytałam przede wszystkim ze względu na postać Sehuna. Sądzę że jego wygląd odzwierciedla taki mroczny charakter. Co do Luhana to się troszkę zawiodłam ale nie potrafię sprecyzować dlaczego. Po prostu mi czegoś zabrakło. Mam nadzieję że będziesz dalej publikować opowiadania, ponieważ tak jak mówiłam wcześniej, uwielbiam Twoje opowiadania i styl pisania. Życzę weny i pozdrawiam. ;)

    OdpowiedzUsuń
  14. Kocham to opowiadanie.
    Jeden z najlepszych HunHanów. Uwierz mi. Czytam ich dużo, a to...jest po prostu niesamowite.Nie rozumiem jak można hejtować dzieło tylko dlatego, że styl jest inny. Bardziej powiedziałabym, że styl jest oryginalny.
    Nie mam weny do komentowania ;;;
    Przepraszam, że tak krótko.
    Weny <3

    OdpowiedzUsuń
  15. Świetne opowiadanie. Miałam wrażenie jak bym czytała jakąś książkę fantasy. Klimat tajemniczości i te szczegóły sprawiały że czasem aż ciarki przechodziły wzdłuż kręgosłupa a włosy stawały dęba. Końcówka troszkę rozczarowała, mogło być więcej emocji między nimi ale skoro miałaś taką wizje to ja nie mam nic do niej. Opowiadanie naprawdę wciąga.
    Życzę weny i pozdrawiam ;)

    OdpowiedzUsuń
  16. Piękne, magiczne, trzymające w napięciu opowiadanie które pokochałam ! *----* Boskie!

    OdpowiedzUsuń
  17. Genialne opowiadanie 😍

    OdpowiedzUsuń