sobota, 8 lutego 2014

Łowca Cieni - Part III [Hunhan]

Witajcie. 
Dziś niezmiernie krótko. 
Opowiadanie przedłużyłam, ponieważ zbyt wiele myśli i pomysłów krążyło w mojej głowie i domagało się realizacji. 
Chciałabym również Was upomnieć - a a pewno niektórych, hejtujcie jeśli taka wasza wola - że autorki nie są maszynką do pisania, ani tym bardziej robocikiem, który spełnia zachcianki. Jestem cholernym człowiekiem, który oczekuje że jego praca zostanie doceniona. Odnoszę się tutaj, do jakże kreatywnego komentarza pod poprzednią notką... Jeśli chcecie tak do mnie pisać, to sobie albo darujcie, albo ubierzcie to jakoś w słowa. Nie mam zamiaru realizować Waszych żądań. 

Druga sprawa - i tak, znowu pozawodzę - jestem rozczarowana ilością opinii pod II partem Łowcy. Oczywiście dziękuję tym bardzo nielicznym, którzy się udzielili. Jednak patrząc na liczbę obserwatorów... chyba jest coś nie halo. Tak więc, Łowcę opublikuję do końca. Jednak jeśli sytuacja się nie poprawi, bloga zamykam, co nie wiąże się z zakończeniem pisania. Napiszę 2mina to pewne, jednak tekst dostaną jedynie ci, z którymi mam jakikolwiek kontakt, czy to na FB czy TT. Wiem, że teraz większość się oburzy. Jednak i jak powinnam być oburzona, że zostaję tak zlewana. I nie pieprzcie mi, że nie każdy lubi taki styl, jaki w Łowcy ukazałam. Statystyka blogowa mówi co innego. Dziękuję. Amen. 

Pozdrawiam czytających i komentujących :) 


EPIZOD VI.
            - Panie, co to było? – wyjęczał Phelps. Całą drogę dygotał i potykał się. Przyjmował pomoc Luhana, jednak nie trudno było zauważyć, że szczególnie zadowolony z tego faktu nie jest.
            - Trup i brak zabójcy – odburknął Sehun. Tchórzliwy człowieczek męczył go. Cieszył się, że docierali już do wioski. Gdyby pomyślał, wziąłby ze sobą jedynie Luhana. Ten szedł opanowany, nie pozwalając sobie na zbędne emocje. Wtedy mógłby pomyśleć, a tak jego spokój szlag brał, kiedy musiał wysłuchiwać tego płaczka.
            - To nie mógł być nikt ze wsi – załkał Phelps – Panie, znam tu każdego. Nikt by nie zrobił czegoś takiego. Nikt – zaprzeczył gwałtownie.
            - Widocznie nie znasz ich tak dobrze, jakbyś chciał. Sprawca się znajdzie – Sehun rzekł złowrogo. Prędzej czy później dojdzie prawdy. Ludzie jak nikt inni zawsze wpadali we własną sieć. Byli jeszcze bardziej zawodni niż zwierzęta, które kierowały się instynktem. Człowiek dążył do zaspokojenia swoich aspiracji, chorych marzeń.
            Ponownie znaleźli się w środku wsi. Ponownie do jego nozdrzy dotarł stężały zapach zgnilizny, zbutwiałego drewna. Skrzywił się. Już chyba wolał smród rozprutych flaków.
            - Weź coś z nim zrób – mruknął do Luhana, który dalej podtrzymywał ciężkie cielsko wójta. Zbiorowisko na środku wsi ulotniło się. Wszyscy pewnie zebrali się w karczmie.
            - Poradzę sobie – odpowiedział szybko Phelps i wyrwał się z uścisku Luhana, z niesmakiem na niego patrząc. Młodzieniec uśmiechnął się krzywo – Panie, trzeba będzie powiedzieć o wszystkim ludziom.
            - Zrób to – machnął ręką – Potrzebuję chwili dla siebie – westchnął.
            - Mogę chyba poradzić – odezwał się Luhan i podszedł do Sehuna – Możemy iść do mnie.
            Oh skinął głową. Zostali odprowadzeni kpiącym spojrzeniem Phelpsa.
            - Jakieś domysły, kto może być sprawcą? – zapytał Luhan, kiedy odeszli na odpowiednią odległość. Gdzie nie byli słyszani.
            - Możliwe, że kilku się znajdzie – mruknął Sehun, nie zdradzając swoich przemyśleń.
            - Masz coś. I ja jestem wśród podejrzanych – dodał.
            - A powinieneś być? – odpowiedział pytaniem Oh.
            - Byłem najbliżej Gertrud. To zrozumiałe, że mnie podejrzewasz. To tutaj – chłopak zatrzymał się i otworzył drzwi do małej chatki, znajdującej się na uboczu. Z dala od całego skupiska śmierdzących domostw.
            Gdy wszedł do środka, mógł zaciągnąć się normalnym powietrzem. Zapachem drewna, które paliło się w ognisku. Jakby trafił do zupełnie innej rzeczywistości.
            - Co zamierzasz dalej? – młodzieniec usiadł na stołku obok paleniska, rozgrzewając sobie dłonie.
            - Masz tu dwa posłania? – zapytał Sehun. Może nie było to związane bezpośrednio ze sprawą, jednak zależała od tego jego wygoda.
            - Znalazłyby się – Luhan pokiwał głową.
            - Świetnie – mruknął Sehun i wyprostował się – Mocą nadaną mi przez Święte Oficjum zajmuję to domostwo – powiedział oficjalnie – Oczywiście możesz tutaj zostać – dodał po chwili.
            - Co? – wybąkał niezrozumiale młodzieniec – Zajmujesz? Nie masz prawa! Gdzie mam się podziać?
            - Możesz tu zostać. I mam to prawo, bo jestem wyżej niż ty. Taka jest prawda, mój drogi – wytłumaczył spokojnie Oh – Tutaj przynajmniej nie śmierdzi.
            - Nie przeszkadza ci to, że będziesz spółkował z podejrzanym?
            - Nie – Sehun uśmiechnął się i podszedł do chłopaczka – Będę miał cię na oku. I będziesz mi towarzyszył. Na każdym przesłuchaniu.
            - Ja? – Luhan był wyraźnie zdziwiony. Nie dziwił mu się. Szybko awansował. I nawet jeśli Sehun mu nie ufał do końca, był na pewno najbardziej rzetelną osobą ze wszystkich zebranych. I nie krzywił się na widok krwi. A być może i do takich scen dojdzie podczas przesłuchania.
            - Chodźmy. Pewnie z niecierpliwością nas oczekują – mruknął z niechęcią Sehun.
            Aż bał się wkroczyć w istną paszczę lwa. Kazał zebrać się wszystkim we wsi, co oznaczało rój przerażonych kobiet, które będą trajkotały w najlepsze.
            - Wiesz co będzie się tam działo? – zapytał Luhan, kiedy zmierzali do karczmy.
            - Aż za dobrze – odburknął Sehun – Czy tutaj w ogóle wychodzi słońce? – warknął niezadowolony.
            - Aż tak bardzo przeszkadza ci ta mgła?
            - Mam wrażenie, że coś z nią jest nie tak – podzielił się swoimi obawami z chłopakiem – Jakby zabierała wiosce wszystko co związane z życiem. Tak jestem szalony – wzruszył ramionami.
            - Pasożyt? Kto wie. Ciągle tu tak jest. Słońce jest towarem luksusowym – chłopak zaśmiał się lekko – Gotowy? – zapytał, kiedy znaleźli się przed wejściem do karczmy.
            - Nie – westchnął Sehun.
            Wślizgnęli się cicho. Oh stanął w cieniu przy samej ścianie. Tłumek był dość sporawy, a zapachy przepoconych ciał mieszały się ze sobą. Duchota panowała ogromna. Luhan stanął tuż obok niego i chwilę przysłuchiwali się rozmowom. W samym centrum stał wójt. Teraz wyglądał zupełnie inaczej. Rozochocony, pewny siebie przemawiał, a reszta gawiedzi go słuchała z zapartym tchem.
            - … to ja byłem najbardziej opanowany. Od razu stwierdziłem, że to musiało być zwierzę! Nikt, nikt tak nie zażyna drugiego człowieka! Żaden Inkwizytorzyna nie będzie mówić nam, że ktoś jest tutaj mordercą!
            Sehun prychnął i postanowił się ujawnić.
            - Nie zapomnij wspomnieć, jak dzięki swojemu opanowaniu wpadłeś w kałużę krwi, rzygając pod siebie i trzęsąc całym cielskiem – odparł głośno i przedarł się przez tłum.
            Kilka osób prychnęło śmiechem. Phelps cały się zarumienił i zrobił krok do tyłu, dając miejsce Sehunowi.
            - Witajcie moi drodzy – mocnym głosem odezwał się Oh. Musiał dać im poczucie, że jest odpowiednim człowiekiem, który odpędzi od nich zło. Że jest dobrotliwym ojcem, który jednak potrafi ukarać, jeśli będzie musiał dać przykład całej reszcie – Doprawdy ciężko mi się z wami zaznajamiać, kiedy taka tragedia was spotkała.
            Zauważył, że Matylda i Alex siedzieli nieopodal, przytulając się do jakiejś kobiety o obfitym biuście. Ich matką być nie mogła, chyba że stał się cud i wyzdrowiała. To oni będą pierwszymi, z którymi będzie rozmawiał.
            - Ciężko mi przekazywać tę wiadomość – zniżył głos – jednak zbrodnię popełnił człowiek – zamilkł, dając gawiedzi chwilę na przetrawienie informacji – Możecie być jednak pewni, że jeśli to zrobił ktoś z was… - podniósł głos, patrząc rozżarzonym wzrokiem na tłum - … nie ujdzie mu to na sucho. Niech ten nieszczęśnik przyzna się teraz, wśród waszej społeczności. Później to ja będę prowadził dochodzenie. A doskonale wiecie, jakie metody stosują Inkwizytorzy. Trafiamy do serc wszystkich grzeszników prędzej czy później – zakończył z pokorą – Czy podejrzewacie, kto mógł dopuścić się takiej makabrycznej zbrodni? – rzekł cicho, z lekko opuszczoną głową.
            Czekał na konfrontację, kiedy wszyscy zaczną się przekrzykiwać. Mógł wtedy obserwować ich reakcje, rzucane w przestrzeń słowa. Niektóre na pewno będą kłamstwami, to oczywiste. Jednak w każdym kłamstwie jest ziarenko prawdy. I jego zadaniem było przesianie odpowiednich ziarenek tak, by otrzymać wytłumaczenie.
            Ludzie spojrzeli po sobie niepewnie. Czekali, kto by zaczął mówić pierwszy.
            - Kto ostatnio się z nią widział? Oprócz dzieci? – skinął głową w stronę rodzeństwa. Te wtuliły się jeszcze bardziej w kobietę, która się nimi zajmowała. Wyglądały tak niewinnie. To przykre, że to właśnie one były jego głównymi podejrzanymi. Wolał jednak tego jeszcze nikomu nie zdradzać.
            Kobiety zaczęły szeptać, rzucały sobie zawistne spojrzenia. Spokojnie czekał. Skinął na Luhana, ten podszedł bliżej, również przysłuchując się szmerom.
            - To Robertowa – w końcu jakaś kobieta nie wytrzymała i wstała, pokazując palcem na chudą kumoszkę z gładko zaczesanymi włosami i brakiem w uzębieniu – Każdy we wsi wie, że nie potrafi utrzymać swojego chłopa na miejscu. Chodziła do wiedźmy po eliksiry. To na pewno ona, bo nie pomagały! – zakrzyknęła kobieta.
            Kumoszka zwana Robertową natychmiast się podniosła do góry.
            - Łżesz! – krzyknęła piskliwym głosem – Ty to niby do babki nie biegałaś? Kiedy twoje krowy zaniemogły i mleka nie dawały? Co? Co? – piszczała – A ty? – wskazała palcem na inną z kobiet. Ta zrobiła wielkie oczy – Kto chodził i lamentował, kiedy chciałaś lekarstwa dla chorych bachorów?
            Bluzgi trwały pewien czas. Nie przerywał ich. Nie dowiedział się również niczego konkretnego. Gertrud z chęcią udzielała pomocy. Były to jednak błahe sprawy. Kto zabiłby z zimną krwią, bo krowa padła?
            - Cisza! – już sam chciał przerwać, kiedy do samego centrum ulu wkroczył Phelps – Zamknąć się baby! – znowu wyglądał jak człowieczek, którego poznał zaledwie wczoraj. Pyskaty i zuchwały.
            - Ile osób mieszka we wsi? – zapytał Sehun spokojnie.
            - Pięćdziesiąt będzie panie – wójt skinął głową.
            - Wyślij kogoś kto posprząta… Gertrud – mruknął – Izba do wywiadów przygotowana? – zwrócił się do Phelpsa.
            - Tak, panie – mężczyzna skinął głową – Na tyłach mojego przybytku.
            - Przygotowałeś wszystko co trzeba? Kto tutaj potrafi pisać? – zwrócił się do wszystkich – potrzebował sekretarza, jednak szczerze wątpił w posiadanie takich umiejętności przez wieśniaków.
            - Ja – cicho odpowiedział Luhan, robiąc krok do przodu. Doskonale widział miny niezadowolenia u chłopów.
            - Morderca – mruknęła jedna z kobiet.
            Sehun spojrzał na chłopaka. Czyżby jeszcze o czymś nie wiedział? Ten z nieodgadnionym wyrazem twarzy, patrzył na swoje stopy.
            - Dobrze więc – Oh klasnął w dłonie – Luhan zostaje sekretarzem. Będzie zapisywał cały przebieg… wywiadów – nie lubił tego słowa. Dawało jednak pewne zapewnienie, że wieśniakom nie stanie się nic złego. Póki nie znajdzie zabójcy. Albo, gdy odkryje, że ktoś kłamie – Najpierw porozmawiam z Matyldą i Alexem – zadecydował – Osobno – dodał.
            Dzieci wtuliły się bardziej w opiekunkę. Miał przedziwne wrażenie, że w ich oczach czają się niebezpieczne błyski. Możliwe, że jednak miał zwidy. Trudno było im natomiast było ukryć podekscytowanie, kiedy ludzie dookoła nich się kłócili. Na to szczególnie zwrócił swoją uwagę.
            - Wójcie, będziesz mi towarzyszył? Czy tym razem narobisz do portek? – nie mógł odmówić sobie odrobiny złośliwości. Mężczyzna zarumienił się i spojrzał wściekle na Sehuna.
            - Pozwól panie, że najpierw zajmiemy się zmarłą. Potem do ciebie dołączę – mężczyzna skinął głową w geście szacunku. Jak dla Sehuna, udawanego szacunku.
            - Do mnie i Luhana – poprawił Phelpsa – Pamiętaj, że przywłaszczanie rzeczy zmarłej jest u mnie karane. Mam zamiar się tam jeszcze rozejrzeć. Rozejdźcie się do swoich domów – zwrócił się do tłumku.
            Podszedł do kobiety, do której przyczepione było rodzeństwo. Ludzie zaczęli wychodzić. Zanim Luhan odsunął się, Sehun zauważył jak obdarzany jest niemiłymi spojrzeniami, a i niektórzy odważyli się na szturchnięcia. Wiedział tak niewiele o tym młokosie, a jednak z dziwnych powodów ufał mu. Był dziwnym człowiekiem, dokładnie jak sam Sehun.
            - I z wami chciałbym porozmawiać. W końcu to wy znaleźliście Gertrud – ukląkł i powiedział spokojnie do rodzeństwa. Alex patrzył butnie, wręcz wściekle na Sehuna, Matylda chlipała w sukienkę kobiety – Jak się nazywasz? – zwrócił się do opiekunki.
            - Anna, panie – odpowiedziała – Jestem siostrą ich matki.
            - Gdzie ona jest? – zapytał, wpatrując się dalej w dzieci.
            - Leży chora w domu, już od lata. Dzieci znoszą jej kwiatki i gdy trzeba, biegały po Gertrud biedaczki.
            Znowu te przeklęte kwiatki, pomyślał Inkwizytor. Był ciekawy jakim cudem wszyscy chodzili pod dyktando tych bachorów. Wystarczyło mu małe przesłuchanie, a będzie wiedział wszystko.
            - No dobrze, poproszę najpierw do siebie Matyldę. Poproszę cię dziecko do mnie na górę, tak będzie bardziej komfortowo. Przecież nie chcę, byś przestraszyła się tych wszystkich narzędzi i stołu – mruknął niebezpiecznie. Dziewczynka ni drgnęła – Luhan, poproszę cię ze sobą – skinął w stronę chłopaka – Weź małą – poinstruował.
            - Sama pójdę – dziewczynka zeskoczyła z kolan Anny i złowrogo popatrzyła na Luhana. Ten tylko krzywo się uśmiechnął.
            Wszedł do swojej izby, najpierw pokrótce się rozglądając. Musiał sprawdzić, czy nikt nie odwiedził jego pokoju bez zapytania. Wszystko leżało na swoim miejscu, jednak wyczuwał obecność niepożądanej osoby.
            - Usiądź dziecko – wskazał dziewczynce miejsce na pryczy. Sam usadowił się na krzywym krześle, tuż przy oknie.
            Przypomniał sobie o Luhanie, który stał w drzwiach. Wstał i wyjął ze swojego bagażu przybory piśmiennicze.
            - No to możemy zaczynać – klasnął w dłonie – Luhan, pisz co następuje. Nie pogub się – mruknął – Zebranie numer jeden. Z mocy nadanej mi przez…
            - Wiem – odpowiedział chłopak – Uzupełnię tę formułkę. W końcu nie jesteś tutaj pierwszym Inkwizytorem, prawda?
            - Nikogo takiego tutaj nie było – cicho odpowiedziała dziewczynka. W jej głosie pobrzmiewała groźba. Może ledwo zauważalna, jednak Sehun nie uronił ni słowa.
            - Nie tym teraz się zajmujemy. Notuj wszystko co powie Matylda – rozkazał Luhanowi – Powiedz mi dziecko, od kiedy twoja matka choruje?
            - Od lata, panie.
            - Wiesz, co dokładnie jej dolega?
            - Słabnie z każdym dniem – odpowiedziało dziecko, siląc się na żal. Dziewczynka co jakiś czas zerkała na krzyż, który wisiał na jego piersi. Nie było już potrzeby go ukrywać. Widział strach, może mało zauważalny, ale jednak – Teraz nie może nawet chodzić – szepnęła Matylda, spuszczając głowę i bawiąc się materiałem sukienki.
            - Dziś źle się poczuła? Gorzej niż zwykle? – dalej był spokojny. Nie miał powodów straszyć dzieci, mimo że doskonale wiedział, że coś ukrywają. Albo kogoś. Zbyt wiele niewiadomych rysowało się na całym jego planie. Nie lubił tego.
            Matylda spojrzała na niego niepewna tego co ma powiedzieć.
            - Nieee, panie – odpowiedziała, lekko się jąkając.
            - Dlaczego wobec tego byłaś z bratem u babki, kiedy ledwo zaczęło się rozjaśniać? Wstajesz tak wcześnie, dziecko? – miał ją. Strach przeplatany z wściekłością, trwał chwilę. Zwykły człowiek nawet by tego nie dostrzegł, jednak nie Sehun. Udając, że niczego nie zauważył, był opanowany.
            - Chodzimy tam co tydzień. Nosimy jej jedzenie, za leki. Tylko to mamy w zamian – odpowiedziała dziewczyna bystro.
            - Z samego rana? – dalej naciskał.
            - Gertrud wstawała bardzo wcześnie – odparło dziecko.
            - Luhan? – spojrzał na chłopaka, szukając u niego pomocy.
            - Zgadza się – chłopak skinął głową.
            - Odtwórzmy przebieg wydarzeń – Sehun uśmiechnął się do dziewczynki – Wstaliście z bratem wcześnie rano. Zapakowaliście jedzenie i udaliście się do Gertrud, tak?
            - Tak, panie – Matylda skinęła głową.
            - Co zrobiliście dalej?
            Dziecko odkaszlnęło i skuliło się jeszcze bardziej.
            - Nie musisz się bać – uspokoił dziewczynkę – Nic ci nie grozi.
            - Byliśmy przed jej domem – zaczęło dziecko – Weszliśmy do środka i … - Matylda załkała - … ona była już martwa. Krew była wszędzie, panie! – krzyknęła i podniosła na Sehuna załzawione oczy – A Gertrud... jej głowa… pośrodku. Wszystko takie małe – dziewczynka zakryła dłońmi twarzyczkę – Stałam w niej, panie. W tej czerwieni – wyszeptało dziecko.
            Za mało szczegółów. Rodzeństwo kłamało, miał już pewność. Nie wiedział tylko dlaczego. Albo kto im kazał.
            - A jedzenie? Było w koszyku czy zawinięte w materiał? – kontynuował przesłuchanie.
            - W koszyku – odpowiedziała słabo.
            - Miałaś go ze sobą, gdy wchodziliście do domu Gertrud. Co z nim zrobiłaś?
            Dziewczynka zamrugała oczyma, a resztki jej łez potoczyła się po policzkach. Wyglądała jak zwierzę złapane w pułapkę. Tak bezbronna, mająca w każdej chwili uciec.
            - Rzuciłam – dziecko zawahało się – Rzuciłam – potwierdziło pewniej.
            - Gdzie? – ponaglił Matyldę.
            - Jak wybiegaliśmy z Alexem z domu – wyjaśniło dziecko – Pod płotem.
            - Doprawdy? – Sehun nawet się nie uśmiechnął – Rozumiem. Powiedz mi jeszcze, jak wchodziliście drzwi były zamknięte?
            - Otwarte, panie.
            - A gdy wybiegaliście? Zamykaliście je?
            - Nie, panie.
            - Dziękuję ci dziecko – Sehun wstał i zbliżył się do dziewczynki – Jeśli wszystko zapisałeś, przyprowadź mi chłopca.
            Poczekał, aż Luhan wyjdzie z izby.
            - Powiedz mi jeszcze, podejrzewasz kogoś? Kto mógł zrobić to Gertrud? – spojrzał na Matyldę przenikliwie, szukając oznak kłamstwa.
            - Ludzie mówią, że to nie mógł być nikt z nas – dziecko powtórzyło formułkę dorosłych – Ja jednak myślę, że to może być Luhan – dziewczynka zagryzła wargę – Albo kaleka John. Jest szalony – wyszeptała dziewczynka.
            Sehun usłyszał kroki na schodach, podniósł się i usiadł na krześle. Do środka wszedł Alex i Luhan. Skinął im głową.
            - Dziękuję Matyldo, możesz wracać do matki – dziewczynka wstała i przed wyjściem przytuliła jeszcze brata. Było to jednak całkowicie bezuczuciowe.
            - Usiądź Alexie – Sehun wskazał miejsce chłopcu. Patrzył on na niego wrogo, co można było tłumaczyć sobie buntowniczym usposobieniem młokosa.
            - Zaczynajmy Luhanie – skinął głową na chłopaka – Z mocy nadanej mi przez…
            - Pisałem już to – odparł zdziwiony chłopak.
            - Skądś znasz tę całą formułę? – zapytał Sehun, wpatrując się intensywnie w chłopaka.
            - Byłem sekretarzem, kiedy poprzedni Inkwizytorzy tutaj gościli – mruknął Luhan, chciał dodać coś jeszcze, jednak wzrok Oh był gromiący.
            - Kłamca – mruknął chłopiec – Nigdy nie było tu żadnego Inkwizytora – zaprzeczył Alex.
            - Później będziemy rozprawiać o tym, kto kłamie – zastopował kłótnię Sehun – Notuj wszystko co powie Alex – Od kiedy Wasza matka jest chora? – zapytał łagodnie, podobnie jak Matyldę. Już miał pewną teorię co do dziwnego rodzeństwa, musiał ją jedynie potwierdzić.
            - Od lata, mój panie – szybko odpowiedział Alex – Nie może już nawet chodzić, coraz bardziej słabnie – dodał.
            - Dzisiaj źle się poczuła, prawda? Gorzej niż zwykle? – zapytał udając troskę.
            Alex spojrzał na niego bystro, jakby wietrzył podstęp.
            - Nie panie – odpowiedział chłopczyk.
            - Dlaczego zatem wstałeś tak wcześnie? Jaki był powód porannej wizyty u Gertrud, chłopcze?
            - Chodzimy tak regularnie. Nosimy jej jedzenie, jako opłata za jej leki. Babka wcześnie wstawała – wyjaśnił Alex.
            - Luhanie, czy się zgadza? Znałeś ją bardzo dobrze – tym razem zwrócił się do chłopaka. Ten skinął w milczeniu głową.
            - Podsumujmy. Wstaliście rano i z przygotowanym jedzeniem poszliście do Gertrud. Zgadza się?
            Alex kiwnął energicznie główką.
            - Co było dalej? Co było jak weszliście do jej domu. Drzwi były otwarte, czy zamknięte?
            - Otwarte – szybko odpowiedział chłopaczek – Zostawiliśmy je otwarte też – dodał.
            - Rozumiem. Co zobaczyliście, jak weszliście do środka?
            - Krew – wyszeptał Alex. Coś jednak mówiło Sehunowi, że zamiast strachu, słyszy pasję. Chore zadowolenie z obrazka jaki zastał chłopiec… albo jaki zostawił po sobie – Staliśmy w niej. Wszystko kapało od czerwieni. Straszny widok, panie – zakończył młokos.
            - Co zrobiliście z jedzeniem, które przynieśliście Gertrud?
            Chłopiec zamyślił się, po czym spojrzał na Sehuna.
            - Miałem koszyk w dłoni – zamyślił się Alex – Jak wybiegaliśmy, to… to wyrzuciłem go. Gdzieś – wzruszył ramionami.
            - Dobrze – Sehun uderzył dłońmi o swoje kolana i wstał – To wszystko – Luhan – zawołał chłopaka – Idź sprawdź, gdzie podział się ten idiota wójt – mruknął.
            Ukląkł obok Alexa, tak samo jak w towarzystwie Matyldy.
            - Powiedz mi chłopcze, kogo podejrzewasz? To musiał być człowiek.
            - Stawiałbym na Luhana. A jak nie on to na Szalonego Johna – odpowiedział rezolutnie.
            - Dziękuję, chłopcze. Możesz odejść – skinął na niego głową i usiadł ponownie na krześle.
            - Nie wrócił jeszcze – usłyszał od Luhana, kiedy ten przybył z wieściami.
            - I co myślisz o zeznaniach rodzeństwa? – zapytał Luhana, sięgając po zapiski.
            - To samo co ty – mruknął chłopak.
            Oh pokiwał w milczeniu głową.
            - Kłamią – mruknął – Tylko po co? – rzucił pytanie w przestrzeń.
            - O co pytałeś gówniarzy, kiedy nikogo nie było, poza wami? – zapytał Luhan.
            Sehun uśmiechnął się krzywo. Podszedł do okna i rozejrzał po centrum wioski.    - Skąd pewność, że o coś pytałem? – zaśmiał się lekko – Ty, oni i niejaki Szalony John – mruknął – Kto z was popełnił tak wielką zbrodnię.
            - Spalisz kogoś?
            - Spalisz, spalisz – zagderał Sehun – Ile razy mam przypominać, że to oczyszczający ogień? To on zmazuje wszelkie winy. To zaszczyt dostąpić tej łaski – wytłumaczył – Tylko jeśli zabójstwo nie zostało popełnione w naturalny sposób. Jeśli działała czarna magia, wtedy ktoś pożegna się z tym światem – przeszedł do konkretów.
            - Chyba nie myślisz, że człowiek rozerwał Gertrud na strzępki. Czym? Nie istnieje takie narzędzie.
            - Tak więc odpowiedziałeś sobie na pytanie – Sehun odwrócił się do Luhana wzruszając ramionami – Spakuj moje rzeczy i przenieś do siebie. Łapie mnie ból głowy od tego powietrza. To dziwne, nie uważasz? – zainteresowany spojrzał na chłopaka – Że tylko u ciebie zapach jest inny, jakby wkraczało się do innego świata.
            - Czyżbym znajdował się na szczycie twojej listy podejrzanych? Pierwszy trafię na stół? – chłopak powiedział spokojnie i zbliżył się do Sehuna – Kiedy mogę spodziewać się przesłuchania?
            Stali teraz blisko siebie, niemal stykając się klatkami piersiowymi. Sehun uśmiechnął się złośliwie.
            - To prawie tak jakbyś o nie zabiegał.
            - Może sam szukasz zaproszenia. Skoro wprosiłeś się do mojego domostwa. Kto wie, co siedzi w tej twojej głowie. I nie jestem twoim służącym – dodał – Sam się spakuj.
            - Najpierw znajdźmy tego Johna. Wiesz kto to jest? – mruknął Sehun, cofając się o krok.
            - Oczywiście Inkwizytorze – kłamliwy szacunek, jakim obdarzył go Luhan, nie zdenerwował go, jedynie rozbawił.
            Był niemal pewien, że chłopak nie ma ze sprawą nic wspólnego. Tak jak tego, że John jest pewnie upośledzony i to na niego rodzeństwo zamierza zrzucić winę. Nie zdziwiłby się, gdyby znalazł tam jakieś rzeczy czy księgi wskazujące na czarnoksięstwo.
            Słodkie pociechy kłamały. Do tego niemożliwym było, by odpowiadały identycznie na zadane pytania. Każdy ma inny punkt widzenia. Nie niosły jedzenia, nie po to zebrały się w domu Gertrud. Nie zauważył śladu koszyka. Kłamały o tym, że drzwi były otwarte i że takimi je zostawiły. Był ciekawy w jaki sposób zostały zaryglowane, a raczej wciśnięte w futrynę. Potrzeba było ogromnej siły, bo wepchnąć je z taką mocą. Nawet jemu trudność sprawiło ponowne otworzenie ich, choćby o kilka centymetrów. I co najważniejsze, skoro dzieci weszły do środka, stając w kałuży krwi – jak powiadały – powinien zostać po tym jakiś ślad. Dokładnie sprawdził wejście do głównej izby, innych nie było. Dzieci powinny zabrać ze sobą krew z podeszw na zewnątrz. Nie zauważył nic takiego. Jakby znalazły się w środku i rozpłynęły. Chyba, że rodzeństwo nie jest tym, za kogo się podaje.
            Wiedział jedno, morderstwo Gertrud miało jedynie odwrócić jego uwagę od zniknięć ludzi, Inkwizytorów, których nigdy nie było i mgły. Chociaż to póki co, było tylko jego intuicją. Że ta przeklęta mgła nie wzięła się znikąd.
            - To tutaj? – mruknął z niechęcią, kiedy stanęli przed rozpadającą się chałupą – Tutaj już nic mnie nie zdziwi – Wchodzimy – stanął naprzeciwko butwiejących drzwi i zapukał kilkakrotnie – Otwierać! W imieniu Świętego Oficjum! – zakrzyknął. Poczekał chwilę, jednak w dalszym ciągu nie otrzymywał odpowiedzi. Zacisnął zęby i naparł na drzwi, chcąc je wyważyć.
            Może nie było to odpowiednie zachowanie, jednak chciał by ludzie mówili o tym. By plotki doszły aż do Matyldy i Alexa. By poczuli namiastkę bezpieczeństwa, póki jeszcze mogą. Jak i by stali się mniej ostrożni. Zamierzał zagrać w ich grę. Może nie był dzieckiem, ale na pewno wiele przeżył. Był sprytniejszy.
            - Czekaj – Luhan złapał go za ramię – Idzie wójt – mruknął – No i skoro nie ma go w domu, to pewnie jest za nim. Nie zdziw się. Wybrałeś sobie doprawdy ciekawego podejrzanego.
            - Panie – wójt nadbiegł i musiał przystanąć, próbując złapać dech – Przepraszam za zwłokę – wysapał – Musiałem odprawiać kobiety, bo nie mogły znieść widoku resztek trupa.
            - To zupełnie tak jak ty. Jedną miarą szyci – zgryźliwie odpowiedział Sehun.
            - Prowadź młodzieńcze – odezwał się oficjalnie do Luhana i spojrzał na niego ostro. Nie życzył sobie okazów bezczelności w obecności Phelpsa.
            - Oczywiście… panie – wysyczał Luhan, wymijając Sehuna, z wrednym uśmieszkiem na ustach.
            Zaszli za rozpadającą się chałupę. Na podwórzu walało się mnóstwo śmieci. W jednej stercie zauważył nawet grzebiącego szczura. Skrzywił się. To była największa z plag współczesnego świata. Za jedną kupą śmieci zauważył ludzką sylwetkę.
            - To on? – skinął głową – Co o nim wiesz, wójcie?
            - Nasz wioskowy śmieszek, Szalony John – odpowiedział natychmiast Phelps – Że też nie pomyślałem – odparł po chwili mężczyzna – On rzeczywiście mógł być w TO zamieszany – zbliżył się do Sehuna – jak i ten co stoi obok – mruknął, tak by tylko Oh mógł go usłyszeć.
            - Johnie – odezwał się głośno Sehun – Johnie! – krzyknął, kiedy nie usłyszał żadnego odzewu, ni zainteresowania swoją osobą.
            - John kopie – mruknął wołany.
            Sehun podszedł do mężczyzny, który jak się okazało był góra dwudziestoletnim młokosem.
            - Spójrz na mnie Johnie – rozkazał Sehun i ukląkł naprzeciwko chłopaka.
            Tak jak się spodziewał, był w zaawansowanym stopniu upośledzenia. W mieście nie miałby szans na przeżycie, od razu po narodzinach zostałby wyrzucony poza bramy miasta, gdzie jego marnym żywotem zajęłyby się wilki. Tutaj nikt widocznie nie zwracał uwagi na kalekę. John robił co chciał i pewnie był obiektem szykan i drwin.
            Chłopak oderwał się od swojego zajęcia. Spojrzał na Sehuna błękitnymi oczyma, tak wielkimi, że on sam nigdy takich nie widział. Było mu nawet szkoda, że zostanie poświęcony. Jednak wszystko w imię wyższych racji.
            - Przeszukam teraz twój dom. Jestem Inkwizytorem. Każdy podlega Świętemu Oficjum i Bogu, wiesz o tym, prawda?
            - Przeszuka – powtórzył za nim chłopak i wyszczerzył usta w uśmiechu. Brakowało mu kilku przednich zębów – Wierzę, że to tylko plotka i jesteś niewinny – powiedział na głos.
            Wstał i spojrzał na swoich kompanów.
            - Wójcie, przypilnuj chłopaka – rozkazał – Luhan, za mną – skinął na niego ręką.
            - Wiem co planujesz – syknął, gdy tylko znaleźli się w środku domostwa.
            - To tylko standardowa procedura – wyjaśnił spokojnie Sehun, rozglądając się po ubogim pomieszczeniu.
            - Akurat, chcesz go wrobić – syknął – Chyba widziałeś jak się zachowuje. Myślisz, że na torturach cokolwiek ci powie? Nie potrafi się wysłowić, ani sam wysrać. A ty chcesz zrobić z niego czarownika i mordercę?
            - Nie ja chcę go wrobić – wyprostował – Ja tylko przyjmuję zasady tej gry. Znajdę coś albo u tego przygłupa, który już nic nie osiągnie w życiu, albo u ciebie. Chcesz się poświęcić? Mogę to załatwić. Jednak któryś z was poleży sobie na moim stole, wyzna swoje grzechy, straci życie. A wtedy, kiedy moja bestia się uspokoi i będzie myślała, że ma wszystko pod kontrolą, uderzę. Jedno marne życie, kiedy mogę ocalić całą wioskę. Jak myślisz? Co wybiorę? – prychnął.
            Luhan zagryzł wargi.
            - Jesteś bezlitosny – mruknął.
            - Tego ode mnie oczekują. Gdybym płakał nad każdym życiem, które stracę własnymi rękoma, nigdy bym nie został Inkwizytorem.
            - On umrze? John.
            Sehun podszedł do lichej szafki i spojrzał do jej wnętrza. Tak jak myślał. Znalazł swojego fałszywego czarnoksiężnika.
            - Na to wygląda – wyciągnął księgę, która obleczona była niczym innym jak oprawioną ludzką skórą – I mamy tutaj do czynienia z bardzo utalentowanym czarnoksiężnikiem – otworzył narzędzie Szatana, przeglądając kartki zapisane krwią – No cóż, sprawa zakończona – wstał i ruszył do wyjścia.
            - Jesteś pewien, że to właściwe? – Luhan złapał go za ramię, zatrzymując jeszcze na chwilę.
            - Właściwe? Nie. Ale potrzebne. A chcę rozwiązać sprawę.
            - To będziesz miał ją rozwiązaną. Wyjedź w takim razie. Cała dokumentacja nie skłamie. Masz swojego mordercę. Jestem pewien, że teraz wszystko się w wiosce uspokoi. Żaden z was nie będzie miał potrzeby tutaj ponownie przyjeżdżać. Nasza wioska będzie widnieć, jako oczyszczona.
            - Tylko, że jestem dość zachłannym człowiekiem, wiesz? – odparł Sehun, wyrywając się z uścisku – Jeden trup mi nie wystarczy. Ciesz się, że nie zostawię wioski pełnej trupów. Tak robią moi kompani. I ciekawi mnie ta historia. I dowiodę prawdy. Radzę ci, żebyś mi nie przeszkadzał – ostrzegł chłopaka – Kiedy zajmujemy się jakąś sprawą, każdy może zostać podejrzanym. Nawet ty, mój drogi sekretarzu. Będziesz mi potrzebny – dodał – Będziesz spisywać zeznania tego szaleńca – uśmiechnął się krzywo.
            Wyszedł z izby, zostawiając Luhana samego. Ckliwość młodzieńca była doprawdy zabawna. Albo był nad wyraz uczciwy – co rzadko się zdarzało w tycg niespokojnych czasach – albo zwyczajnie głupi i pragnący śmierci.
            Wójt jak mu nakazał stał nad chłopakiem, który dalej z zapamiętaniem kopał w ziemi. Skinął Phelpsowi, dając znak, że może się nieco oddalić. Sehun wyprostował się i odchrząknął, nadając swojemu głosowi oficjalny ton.
            - Aresztuję cię Johnie, na podstawie zakazanej księgi, która znalazła się w twoim posiadaniu, a tym samym za morderstwo Gertrud oraz używanie czarnej magii w obrębie wioski i działanie na jej szkodę – wyrecytował formułę – Wójcie – zwrócił się oficjalnie do mężczyzny, który niedowierzając wpatrywał się w scenkę, rozgrywaną przed nim – zamknij oskarżonego. Nie ma prawa uciec, albo to ty poniesiesz konsekwencje, zrozumiałeś?
            - Ta-ak, panie – wyjąkał mężczyzna, podchodząc do Johna.
            Poczekał, aż Phelps zniknie mu z pola widzenia. Był zmęczony. To był ciężki dzień. Męczący. Spojrzał w górę, na zachmurzone niebo. Niewiele czasu zostało do zmierzchu. Dzisiaj już niczego nie zdziała. Jak i chciał pozostawić mordercę w niepewności. Kaleką zajmie się jutro. Teraz potrzebował snu i posiłku.
            - Zadowolony? – usłyszał za sobą. To Luhan, który wyszedł z izby, dopiero kiedy Johny zniknął wraz z wójtem.
            - Bardzo. Mam podejrzanego, który jutro wszystko mi wyśpiewa. Powinieneś się cieszyć. Szybko zaprowadzę pokój w waszej wiosce – odparł z pokorą, doskonale wiedząc, że rozjusza jeszcze bardziej młodzieńca.
            - A jeśli pojawi się kolejna poszatkowana osoba? Co wtedy? Kiedy już wrzucisz w płomienie to kalekie ciało? – warknął.
            Sehun zaśmiał się. Jednak nie był to śmiech przyjazny, raczej pełen złośliwości.
            - Na to czekam – odpowiedział szczerze – Złapię go na gorącym uczynku. W trakcie makabrycznej uczty. Wiesz, że powoli zaczynasz zawadzać? – mruknął niebezpiecznie.
            - Bo ci się sprzeciwiam?
            Uśmiechnął się niebezpiecznie, podnosząc jedynie kąciki ust i podszedł do chłopaka.
            - Wygląda na to, że doskonale wiesz, że może pojawić się kolejna ofiara. Dziwnym zbiegiem okoliczności, przesłuchiwane rodzeństwo podało ciebie jako potencjalnego zabójcę. Ludzie we wsi cię nienawidzą i nawet zostałeś nazwany mordercą. Może to tobą powinienem się zainteresować?
            - To odważne z twojej strony, że ośmielasz się grozić mi – mruknął Luhan – Jesteś doprawdy dziwnym człowiekiem. Ale rozumiem, mam ci zejść z drogi. Tylko musisz wiedzieć, że te nie raz się jeszcze ze sobą zetną – chłopak uśmiechnął się tajemniczo – Musisz być zmęczony, Inkwizytorze. Zapraszam do siebie – skinął oficjalnie głową – Ciepła strawa i posłanie, to co mogę zapewnić.
            - Na pewno tym nie wzgardzę – Sehun odparł równie oficjalnie i skrzywił się – A teraz przestań się wygłupiać i chodźmy.
            Siedział przy samym palenisku, rozkoszując się ciepłem, które od niego biło. Zjadł skromną, jednak pożywną strawę i co najważniejsze, uwolnił się od smrodu, którym był przesiąknięty. Czarownik z Luhana czy nie, póki go nie złapie na gorącym uczynku, zamierzał być mu wdzięcznym za przygarnięcie. Tutaj chociaż nie śmierdziało.
            - Dlaczego nazywają cię mordercą? – zapytał po chwili milczenia, przerywanej tylko trzaskaniem palącego się drwa.
            - Nie wiem – Luhan wzruszył ramionami – Zobaczysz jacy ludzie są tutaj dziwni, kiedy wszystko się skończy. Będziesz zaskoczony.
            - Nie mów do mnie zagadkami – ofuknął chłopaka.
            - To mnie nie słuchaj, nie zadawaj pytań. Idę spać – mruknął Luhan i podniósł się do góry i usiadł na łóżku.
            - A gdzie ja mam spać? – zapytał Sehun. Oczywistym było dla niego, że posłanie będzie jego.
            - Wprosiłeś się do mojego domu – zaczął młodzieniec – Grozisz mi. I do tego mam spać na podłodze? Nie ma mowy. Możesz spać ze mną. Zmieścimy się. A jeśli ci się nie podoba wracaj do karczmy. A jak ci się poszczęści to pryszczata córka wójta z chęcią dotrzyma ci towarzystwa – parsknął.
            - Rozszczekany bachor – mruknął Sehun i podrzucił jeszcze kilka drew do paleniska.
            - I tak wiem, że z chęcią wskoczysz mi do łóżka – zaśmiał się Luhan i zakrył pledem.
            - Z chęcią? – wymamrotał Sehun i w dwóch susach znalazł się przy łóżku. Pochylił się nad chłopaczkiem, miażdżąc go wzrokiem, jak i unieruchamiając dłonie, by nie mógł się wyrwać – Masz sporo siły w gębie, jednak mięśnie cię zawodzą, kruszyno – warknął – Chciałbyś? Żebym dobrał ci się do tyłka? Gustujesz w mężczyznach? Wtedy nic dziwnego, że jesteś wyklinany w wiosce.
            - Boisz się? – Luhan cały czas nie trafił rezonu – Że twoja cześć zostanie narażona, przez moje bluźniercze pobudki? – rozciągnął usta w uśmiechu.
            - Szczerze? Gdybym wolał chłoptasiów, to na pewno bym nie pogardził twoim towarzystwem, boś śliczny. Jednak zdecydowanie wolę dziurę między nogami, aniżeli patyk.
            - Podobno płeć nie ma znaczenia, wiesz? Liczy się tylko to co czujesz – mruknął chłopak.
            - Ten kto naopowiadał ci takich głupstw, pewnie nie skończył za dobrze – puścił Luhana i usiadł obok niego na łóżku – Wiesz, że takich jak ty się kamienuje? Albo kończą z oderżniętym kutasem w jakimś rowie.
            - Wierzysz w miłość?
            - Zależy ile mi zapłacą, wtedy mogę i wierzyć i zachwalać – mruknął Sehun, kładąc się obok chłopaka – Nie chcę już słyszeć ni słowa o uczuciach, ani twoich upodobaniach.
            - Dopiero zaczynałem – odburknął Luhan.
            Sehun podniósł się, opierając na łokciu i patrząc na sylwetkę chłopaka skrytą pod pledem.
            - Ty się ze mną droczysz – warknął – Masz przestać, bo nie ręczę za siebie.
            - Jeszcze by ci się spodobało – mruknął i odwrócił się plecami do Sehuna – Dobranoc – powiedział tylko i zamilkł.
            - Co za dzieciak – wyszeptał i położył się.

            Noc. Miał nadzieję, że spokojna. Że nie obfitująca w kolejne makabryczne rzeczy.  Chciał jedynie zamknąć oczy i odpocząć. Zapaść w jakikolwiek sen. Obrócił się na bok, starając nie dotykać nawet Luhana. Chłopak zdradził mu pewnie jedną z największych tajemnic. Związki między osobami tej samej płci były zakazane i karało się je odpowiednio surowo. Nic go to jednak nie obchodziło. Nie po to tu przybył. 

20 komentarzy:

  1. Nie rozumiem niezadowolenia z tego opowiadania, mi historia niezwykle przypadła go gustu, z rozdziału na rozdział jest coraz ciekawiej i zaczynam się naprawdę wkręcać. Poza tym temat jest nietuzinkowy i naprawdę fascynujący dla osób lubiących coś innego niż typowe romanse.Mam nadzieję, że sytuacja się odwróci i pojawią się tutaj same pozytywne komentarze, gorąco pozdrawiam i czekam na kolejne rozdziały : ) !

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Właśnie! Będą kolejne częścią tego opowiadania?

      Usuń
  2. Wypowiem się nie a propos opowiadania (nie czytałam go ze względu na pairing, ale przeczytałam sobie komentarze i może jednak się skuszę), ale tego, co napisałaś na samej górze. Co do pierwszego akapitu - zgadzam się i trochę mnie rozśmieszył tamten komentarz. Jesteś jedną z autorek, które nie piszą zamówień i głupio byłoby o nie prosić, szczególnie w tak prostackiej formie. Jednak co do drugiego - jeżeli są osoby, które naprawdę nie lubią takiego stylu, to mogły wejść, zacząć czytać i wyjść, nie zostawiając komentarza, bo nie dobrnęły do końca. Pewnie są też takie, które czytają, ale się nie wypowiadają, bo może im się nie podobać, a nie chcą ci ani fałszywie słodzić, ani pisać nieprzychylnych opinii. O tym też warto pomyśleć. Tak więc nie wściekaj się od razu na biedne duszyczki :) I nie szantażuj ludzi, bo to odrzuca, szczególnie, jeśli robisz to już któryś raz. A jeżeli naprawdę tak bardzo cię to wkurza, to zwyczajnie zamknij bloga i już się tym nie przejmuj. Nie piszę tego dlatego, żeby zrobić ci na złość, ale jeśli i tak piszesz dla siebie, a publikujesz tylko dlatego, żeby ludzie mogli co nieco przeczytać, to po co się męczyć? Proszę, nie zrozum mnie źle, sama nie chciałabym, żebyś zamykała tego bloga, bo lubię tu wchodzić i czytać twoje opowiadania, a jako, że nie mam z tobą poza tym blogiem kontaktu, jeśli byś go zamknęła, to nie mogłabym kontynuować, więc niech nikt nie zrozumie tego tak, że cię do czegoś namawiam, ale jeśli masz przy tym oszczędzić sobie nerwów, to nie musisz nikogo szantażować, po prostu to zrób.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oczywiście w żaden sposób się nie obrażam :D To w końcu szczera opinia :) Jestem dość impulsywną osobą, i tak jak niektórzy po moim wstępie mogą się oburzyć, że znowu jęczy, to ja również mam prawo do oburzenia, że moi czytelnicy jedynie biorą, nie dając mi nic w zamian .
      Gdy widzę na blogu masę komentarzy, które są adekwatne do liczby obserwatorów, to wręcz wyrywam się do pisania kolejnego parta. Szkoda, że większość jedynie przeczyta i czeka na kolejny, nie myśląc o tym, jak dużo czasu potrzeba, by napisać rozdział.

      I naprawdę, może czas się zastanowić nad przesiewem czytelników. Bo ciągły zawód jakiego doświadczam, wcale nie pomaga w pisaniu. A tak to bym naskrobała coś w swoim tempie i porozsyłała jedynie czytelnikom, których widzę u siebie w miarę regularnie (i ciebie bym znalazła jakoś :D).

      Usuń
  3. Ahhh. To opowiadanie jest świetne ! Takie tajemnicze ! Kocham takie klimaty <3 Życzę weny i samych pozytywnych komentarzy ! :D

    OdpowiedzUsuń
  4. Wiem, co czujesz. Ja też jak dodam notkę, widzę potem z 40 wejść na bloga a komentarzy 3-4. Trochę to dołujące, bo można by pomyśleć, iż ludziom się nie podoba to, co piszę. Pewnie myślisz tak samo :c No i oczywiście, jako autorka rozumiem, że nie zawsze masz czas i wenę pisać. To nic złego, wszyscy jesteśmy ludźmi i mamy swoje gorsze dni. Twój styl w Łowcy jest bardzo dobry i naprawdę cię podziwiam, bo stylizacja języka nie jest łatwa :3
    Co do rozdziału. Te dzieci... Myśląc o nich, przypomina mi się to coś, co zaatakowało Sehuna we mgle. Czyżby były demonami lub innymi nadnaturalnymi stworzeniami?
    Zastanawia mnie również, dlaczego mieszkańcy nienawidzą Luhana. Może Sehun ma rację i Lu rzeczywiście woli mężczyzn? <3
    Justus, nie przejmuj się jednym głupim komentarzem. Nie pozwól wyprowadzić się z równowagi jednej osobie! Na pewno nie chcesz zawieszać bloga, my też nie, więc się nie przejmuj i pisz dalej co chcesz, jak chcesz i kiedy chcesz! Skup się na komentujących czytelnikach, którzy cię doceniają. Z czasem będzie nas więcej, więc się nie poddawaj i rób dalej to, co ci świetnie wychodzi- pisz! <3
    Hwaiting~

    OdpowiedzUsuń
  5. prosze nie zamykaj bloga. :( jestem " świeżą" czytelniczką i to jest pierwsze opowiadanie jakie przeczytałam i bardzo się wciągnełam! Jeśli rzeczywiście piszesz bez poprawek, to cię podziwiam za małą ilość błędów stylistycznych, bo kiedy ja coś piszę i nie sprawdzam treści mam 3 razy więcej błędów. U ciebie jest to prawie niezauważalne, a osobiście bardzo lubię taki styl :) gratuluję weny :D

    OdpowiedzUsuń
  6. 안녕하세요!
    Mam nadzieję, że nie porzucisz tego mogą ani opowiadania przez infantylne zachowanie jednej osoby. Byłoby to wielką stratą, gdyby Twój dorobek został zaprzepaszczony przez jeden komentarz nie na poziomie. Sama zabrałam się za napisanie komentarza pod tymy wpisem, ponieważ zatrważa mnie poziom intelektu niektórych osób.
    Rozumiem, że nie cieszą bloggerów same wyświetlania, dlatego przełamałam się .
    Bardzo podoba mi się klimat Twojego opowiadania. Rzadko kiedy można się spotkać z fantasy w fanfikach, a ja lubię po takie sięgać.
    Życzę weny, pozdrawiam!
    에브린

    OdpowiedzUsuń
  7. *.*
    Jestem tu nowa i bardzo nie chcę żebyś zamykała tego bloga.
    Kocham twoje opowiadania i obiecuje że od dziś będę pod każdą nową notką dodawała komentarz ;)

    Bardzo polubiłam Luhana i czekam na dalsze jego losy ;)

    Czekam na opowiadanie 2 min <3

    Pozdrawiam
    EB

    OdpowiedzUsuń
  8. Powiem Ci, że jeszcze nigdy nigdzie nie czytałam opowiadania w takim stylu. Podoba mi się to, moja wyobraźnia pracuje i mogę dokładnie wyobrazić sobie te starsze czasy, które opisujesz w tym opowiadaniu. Cholernie mi się podoba, nawet to stare słownictwo, wszystko. Jak dla mnie, trzeba być geniuszem, by wymyślić coś takiego. Ale to tylko moje skromne zdanie. Czekam z niecierpliwością na kolejną część ♥

    OdpowiedzUsuń
  9. Przyznaję się bez bicia, że jestem jedną z tych osób, które wchodziły na bloga by sprawdzić czy dodałaś nowy rozdział, nie czytając pierwszego. Nie lubię długo czekać na kontynuację opowiadań, i nie chodzi tu o brak mojej cierpliwości, czy też braku szacunku dla autora. Tylko niestety, po jakimś czasie zapominam całej fabuły opowiadania i zamiast czytać nowy rozdział musze się cofać do samego początku (tak wiem, to głupie tłumaczenie).
    Wiem także, że pragniesz, aby ludzie pozostawiali po sobie, chociaż drobny ślad, jeśli nie chcą się dokładnie dzielić swoimi uczuciami po przeczytaniu, ale sama czuję się po prostu szantażowana, kiedy autor pisze, „jeśli nie zaczniecie komentować, to zamykam bloga". To strasznie zniechęca ludzi i powiem Ci, że osoby, którym podobają się twoje opowiadania, będą wracać, a z czasem będą chętniej dzielić się swoimi przemyśleniami, opiniami. Szczerze, ta strona jest dla mnie w pewnym sensie odskocznią od życia codziennego. Dzięki niej potrafię znaleźć chwilę by przestać się martwić problemami z życia codziennego, czy też szkołą. Także, jeśli pisanie i dzielenie się tym z innymi nie sprawia Ci radości, to po prostu zamknij bloga i tyle.
    Co do samego fika, to powiem, że jestem niezmiernie zaskoczona. Rzadko, kiedy się zdarza, że mój mózg przenosi mnie gdzieś w czasy średniowiecza, do wioski, w której żyje Kuba rozpruwacz (no dobra, trochę przesadziłam). A wyobrażenie Sehuna w starej, zniszczonej chatce, położonej gdzieś na odludziu, do tego z jelitami wiszącymi gdzieś na górze przeszło samo siebie. Czuję się w jak jakimś dobrym kryminale, w którym muszę z głównym bohaterem szukać wszelakich wskazówek. Co do postaci Luhana, to sama nie dziwię się, że Hun zaufał mu już na samym początku. Myślę, że jest tu jedyną pozytywną postacią (zapewne w kolejnej części, to on okaże się sprawcą...), czuć od niego takie ciepło i wydaje się osobą pragnącą dobra dla wszystkich.
    To tak na koniec, śmiem prosić o więcej Hunhana. Moje serducho uwielbia ich prawie, że małżeńskie kłótnie, ale dalej mi mało xD

    Powodzenia, czekam na więcej! <3

    OdpowiedzUsuń
  10. Unni!
    Czemu mi to robisz?!
    Znów myślałam, że Sehun puknie Lu, a tu jeszcze wieksze napiecie sie zbudowało!
    Nie moge sie doczekać nastepnego odccccccccccccccccccc

    OdpowiedzUsuń
  11. Napiszę jeszcze jeden komentarz, ale zdaje mi się, że nie będziesz przez to na mnie zła ;) Jednak piszę dopiero przy III parcie, bo nie chciałam powielać takich samych komentarzy przy dwóch poprzednich. Zdecydowałam się przeczytać tego HunHana, opowiadanie z jedynym paringiem z EXO, którego nie lubię, co sprawia, że muszę jakoś wypowiedzieć.
    Po pierwsze, zupełnie nie rozumiem ludzi, którzy nie lubią takich klimatów. Osobiście jestem zakochana w książkach, które ukazują prawdziwy i okrutny świat średniowiecza. Aktualnie jestem na etapie czytania "Piekła Gutenberga", dzięki czemu byłam w stanie jeszcze bardziej wczuć się w całość "Łowcy cieni". Twórczości Jacka Piekary jeszcze nie miałam okazji poczytać, ale, kto wie, może wkrótce się to zmieni.
    Po drugie, chciałam ci podziękować za to, że mimo lekkiego fantasy w świecie zamków i książąt nie ograniczyłaś się tylko do tego, co wydaje się najciekawsze, czyli właśnie życia królów i szlachty, ale zeszłaś niżej, do pospólstwa, ukazując to, co było jak najbardziej prawdziwe. Smutną rzeczywistość. Pleśń w domach, wszechobecny smród, ludzkie grzechy i śmierć, a raczej to, jak wyglądała. Palenie na stosie nie było może codziennością, ale na pewno było częste, zresztą tak jak i morderstwa, zagadki, zabijanie za pieniądze i niewyjaśnione zniknięcia. To jest właśnie coś, o czym uwielbiam czytać.
    Po trzecie, jestem zakochana w sposobie w jaki przedstawiłaś Sehuna i Luhana. Wszędzie czytam o tym, że ta dwójka jest w sobie na zabój zakochana, Luhan jest słodki i uroczy, a Sehun jest delikatny i uczuciowy. Kolejny raz zmieniłaś ogólny pogląd na bohaterów, tak samo jak w przypadku Tao i Krisa w poprzednim opowiadaniu. Cholernie mi się to podoba, bo ograniczanie się do stereotypów co prawda nie jest złe, bo w końcu opisujemy mniej więcej przyjęte normy, to jednak w przypadku niektórych paringów to po prostu jest już nużące. W niewielu wypadkach się to komuś udaje, ale twoi niekanoniczni bohaterzy jak dotąd za każdym razem bardzo mi się podobali. No i tak żeby rozwinąć temat, Sehun wydaje mi się idealny na kogoś z wyższą rolą, niż tą, którą posiada. Jego zachowanie zdaje się przylegać do szlachcica i wiem, że będąc Inkwizytorem może sobie na to pozwolić, a mimo wszystko musi mieszkać w jakiejś śmierdzącej karczmie i w dodatku popadać w długi. Tylko ta jedna rzecz mi w nim przeszkadzała. Ale wiem, że przez to mógł bez gadania wyruszać w każdą powierzoną mu misję. Jego zmysły, okrucieństwo i powaga z jaką zajmuje się wszystkimi powierzonymi mu sprawami jest naprawdę godna podziwu. Co do Luhana, podoba mi się jego tajemniczość i zaborczość. Mimo tego, że zostawiłaś jego urodę, jego charakter jest zupełnie inny niż bym przypuszczała. Raz zachowuje się spokojnie i posłusznie, tak jakby wiedział, że jest winny i chciał już po prostu oddać się w ręce sprawiedliwości, bo bycie nękanym i nielubianym już go zmęczyło, a innym razem jest, powiedziałabym nawet, że chamski wobec Sehuna, który, mimo wszystko, jest dla niego zagrożeniem. Jestem niezmiernie ciekawa co wyniknie z ich znajomości. Kim okaże się Luhan? Chyba właśnie to w opowiadaniu ciekawi mnie najbardziej.
    Po czwarte - gore. Może malutko, ale jednak jest.
    Dlaczego tak bardzo nie lubię Matyldy i Alexa? Mam wrażenie, że to nie są zwykłe dzieciaczki. Kryje się za nimi jakaś ciemna moc i tylko czekać, aż Sehun w końcu ją odkryje. Choć oczywiście nic nie jest pewne, każdy może być podejrzanym, a mordercą może się okazać ten, którego nikt nie podejrzewał, włącznie z samym Sehunem. Jedno pytanie: czemu Gertrud to Gertrud, a nie Gertruda? Nawet nie wiem jak mam to poprawnie przeczytać i do tej pory się zastanawiam, czy po prostu w jakiś niewyjaśniony sposób pozjadałaś końcówki za każdym razem, kiedy pisałaś jej imię, czy może to jest tak specjalnie... W każdym razie. Czekam z niecierpliwością aż skończysz, bo przeczytać takiego HunHana, o ile to w ogóle będzie slash, choć ostatnie akapity zdają się to potwierdzać, na pewno będzie nowym i ciekawym doświadczeniem. Weny, czytelników, komentarzy i czasu ci życzę :)

    OdpowiedzUsuń
  12. Cóż. W odniesieniu do komentarzy z poprzedniego parta. Musze cię przeprosić. Ja albo moja przeglądarka. Widzisz było dość późno jak zacząłem czytak i oczywiście skończyłem zeszły part. Mimo to napisałem komentarz ( w któym notabene chciałem ci doradzić żebyś nie spieszyłą się z tym opowiadaniem, rozwineła je ładnie i na siłę nie kończyła aby nie miało się uczucia ciachnięcia historii tylko aby wszystko łądnie samo się zamykało) jednak nie wiem jakim cudem komentarz się nie opublikował. Ale byłem tak padnięty że mogłem wcisnąć podgląd a nie publikację i wiesz...wiec w sumie moja wina bo się wtedy wkurzyłęm i stwierdziłem że na złość ( losowi) nie napisze kolejnego. Więc sorka. Co do opowiadania. Oczywiście to wszystko co znalazło się powyżej w pierwszym nawiasie a co miało znaleźć się w poprzednim komencie tu nadal się wlicza. Tak jak ci już kiedyś napisałem pod tym opowiadaniem, szczerze nienawidze tego rodzaju pisania. I gdy powiedziałaś jak to będzie wyglądać byłem wkurzony i zawiedziony. Jednak ( jestem tym mile zaskoczony) miliłem się. I to mnie nauczyło, że nieważne co napiszesz to i tak mi się spodoba. Więc muszę się zamknąć, nie marudzić i czytać:) Naprawdę wspaniałe opowiadanie. I powiem ci, że jeśli chodzi o to i o poprzednie opko fajnie jest poczytać coś innego z innymi paringami ( nie tylko Shinee). Zwłaszcza, że jak zapowiedziałaś że kolejne opoko ma byc o Shinee to człowiek przeczyta to z dużo większą chęcią bo się stęskni. Przemyśl nawet pomysł pisania na zmianę : raz Shinee a raz EXO z jakimiś paringami. Co do opowiadania. Nie będe ci pisał o tym że idealnie piszesz i jakie ono świetne jest bo zapewne sama wiesz że bardzo dobrze piszesz a jakby ci się nie podobało to byś nie wstawiała. A pisząc tak sprawie, że moje komenty będa nudne.... Bardzo fajna postać Luhana xD Świetna postać Luhana xD Po prostu uwielbiam ją. To jest jedna z lepszych postaci jakich charakter wykreowałaś! Oby tak dalej. Postać Sehuna mnie też rozbraja:) Fajnie też, że te tajemnice ładnie się piętrzą, w tym tajemnica Luhana i mgły. Tak więc nie moge się doczekać jak to się rozegra ale powtórzę to: nie spiesz się. Jak to ma zająć następne 30 partów ( wiem koloryzuje) to niech zajmie ale to opko jest zaprzyjemne żeby je uciąć :) I hejtami się nie przejmuj, oni hejtują a i tak z ciekawością czytają:)
    Zero_

    OdpowiedzUsuń
  13. Po pierwsze (i najważniejsze) - Strasznie Cię przepraszam, że nie komentowałam poprzednich części. Szczerze mówiąc jestem dopiero co po przeczytaniu dotychczasowych części.
    Po drugie - To opowiadanie jest boskie *O*. Kuźde no, czemu się ludzie do tego przyczepiają !!
    No i po trzecie ( czyli ostatnie ). Proszę. Nie kończ z blogiem T.T Twoje opowiadania są świetne ToT Co my zrobimy jak ich zabraknie ... ?
    P.S. Za wszystkie błędy przepraszam. Minusy pisania na telefonie T.T

    OdpowiedzUsuń
  14. Ojejujciu co tu/tam sie dzieje. Końcowa rozmowa Luhana i Sehuna mnie powaliła :D.Zupełnie nie wiem czego mam się spodziewać po tym opowiadaniu. Boje się, iż okaże się, że Lulu to jakaś podpucha i okaże się sprawcą całego zamieszania. Jednak mam nadzieje, że to te małe bachorki lub inna jeszcze nie opisana postać w tej historii :) Ciesze się, że nie zakończyłaś tego opowiadania w II partach i , że wena cie nie opuszcza. Chodź nie zaprzeczę, że byłabym szczęśliwsza, gdyby to opo nie zakończyło się na IVparcie, ale wiem po sobie, iż jakkolwiek zakończysz te opowiadanie to będzie mi się niezmiernie podobało jak cała reszta.

    I iiiiii jeszcze ...
    Nie powinnaś przejmować się głupimi komentarzami i ludźmi, którym się nie podoba to co piszesz. Wydaje mi się, że powinnaś skupić się tylko na swoich stałych wielbiących Cię(jak ja)czytelnikach, którzy uwielbiają twoje opowiadania. Chodź większość z nich nie zostawia komentarza, gdyż kolejne pisanie jak bardzo cie uwielbiają i to co robisz wydaje się oczywiste (ja np. tak mam). Dlatego przepraszam za siebie i za nie zawsze zostawiane po sobie komentarze. Moim kolejnym postanowieniem na ten rok będzie, aby zostawiać komentarze, chodź od razu mówię możliwe będą powtórzenia mojego aktu uwielbienia do twojej twórczości^^

    Jedną z rzeczy, która sprawia przyjemność czytania na twoim blogu to właśnie to, że nie jest to kolejny blog zaśmiecony opowiadaniami, zamówieniami, one-shot'ami do D*** . Bardzo, bardzo, bardzo nie chce, abyś zamknęła tą stronę, lecz jeśli tak postanowisz to uszanuję twoją decyzję. Jednak uwielbiam twoje opowiadania potrafię wejść tutaj kilkanaście razy dziennie sprawdzając, czy nie pojawiła się nowa notka. Zamiast czekać na twoje powiadomienie na fb, że już jest...(ale pomińmy to :D)

    Ktoś tam pisał, że nie powinnaś "szantażować" swoich czytelników bo to zniechęca. Jest w tym troszkę prawdy... ale myślę, że nie będziesz dla swoich "fanów"( mogę tak nazwać? nie wiem) okrutna i bezlitosna i będziesz się dzielić nadal swoją twórczością może i teraz z mniejszą ilością osób, ale z czasem myślę, że z coraz większą..... i większą. Po przeczytaniu twoich wcześniejszych opowiadań zamarzyło mi się (to już jakiś czas temu) i teraz jeszcze dodatkowo po tym, abyś napisała kiedyś książkę na temat taki jaki ukazujesz w opowiadaniach czyli miłości męsko-męskiej.... hahaha ja to mam marzenia, ale mówię całkiem serio jeśli kiedyś przyszłoby Ci do głowy wydać książkę to się nie wahaj.

    Już nie wiem co mam pisać.. zapewne chciałam napisać w tym komentarzu, więcej i więcej , ale teraz mi większość wypadła ... tak podsumowując to KOCHAM CIE I TWOJE OPOWIADANIA i proszę(i przepraszam) nie złość się już za te komentarze *.*

    OdpowiedzUsuń
  15. Widzę duży odzew po Twoim małym szantażyku :). I ja również chcę Cię przeprosić za nie komentowanie, ale nie mam zbytnio czasu.
    Niektórzy nie lubią takich klimatów, a ja wręcz takie uwielbiam. I również wielbię Twój styl, naprawdę bardzo mocno się rozwinęłaś.
    Opowiadanie jest świetne, spodobało mi się już od samego początku. Świetnie wykreowane postacie, charaktery, opisy miejsc i sytuacji. Nie można się do niczego przyczepić :).
    Strasznie ciekawi mnie to dlaczego te dzieciaki coś ukrywają. I dlaczego wszyscy nienawidzą Luhan'a.
    No cóż. Przepraszam za krótki i pewnie trochę bezsensowny komentarz :).
    Pozdrawiam i życzę weny! /Magda

    OdpowiedzUsuń
  16. Rozdział świetny! Najlepszy z tych trzech. Przyznam szczerze że tylko czekałam aż miedzy Luhanem i Sehunem zacznie sie coś dziać. Nieczęsto czytam takie klimaty jednak rozdział przeczytałam z zapartym tchem i szczerze to nie moge doczekać się kolejnego! Mam nadzieje że nie przestaniesz prowadzić tego bloga bo masz talent i uwielbiam twoje opowiadania :) Duużo weny życzę ^.^

    OdpowiedzUsuń
  17. Chyba że trzy razy wchodziłam na twojego bloga,a nie miałam czasu skończyć czytać,ale się udało. Naprawdę rewelacyjne opowiadanie i bardzo się cieszę, że postanowilaś je rozbudować:) mam nadzieję, że dalej bedziesz publikować swoje opowiadania,bo jesteś jedną z lepszych autorek:) co do opowiadania- jak czytam o tych dzieciakach to mam gęsią skórkę z nimi ewidentnie jest coś nie tak, Sehun jest trochę straszny z tym swoim podejściem zbawiania świata,ale przez to bardziej realistyczny,a jeżeli chodzi o Luhana to cieszę się że pokazał uczucia,tego mi jakoś wcześniej brakowało. Rozbawił mnie wójt,typowy facet mocny w gębie...;) przepraszam za błędy,Ale pisze z komórki i napewno jakieś się wkradły, pozdrawiam:) zaczek

    OdpowiedzUsuń
  18. Witam,
    świetne... postac Phelpsa jest rewelacyjna.... najpierw trzęsie się jak galareta, a później opowiada jaki był dzielny.... mam cos podejrzenia co do tych dzieciaków.... jeszcze taka ich zgodność.... Luhan zastanawia mnie kim jest, bo na pewno nie ma z tym nic wspólnego... ale jego domek to inne warunki, zupełnie...
    Dużo weny życzę Tobie...
    Pozdrawiam serdecznie Basia

    OdpowiedzUsuń