wtorek, 17 grudnia 2013

Dangerous - Rozdział 19.

Witajcie kochani!
Tak jak zapowiadałam na fejsie, dodaję kolejny rozdział. 
Tylko jeden part dzieli nas do zakończenia całego opowiadania. 
Moglibyście zrobić mi miłą niespodziankę i poudzielać się dzisiaj bardziej, niż zazwyczaj, co popieram konkretnymi argumentami... mianowicie, ledwo widzę na oczy, ponieważ napisałam dziś dla Was aż 14 stron, do tego w niespodziewajką w połowie, miłą niespodziewajką ;> [ludki z FB wiedzą o co chodzi].

Pozdrawiam serdecznie wszystkich czytelników, jeszcze bardziej komentujących czytelników. 
Znośmy się wzajemnie bez spięć :)

I dziś specjalna dedykacja.. uhuuhuu
Dziękuję kochana Czanke za docenienie mojego wkładu. Wypracowanie zupełnie mi nie przeszkadzało, wręcz przeciwnie, właśnie dla takich ludzi aż chce się wstukiwać słowa w klawiaturę :)) Dlatego postanowiłam się spiąć i skończyć rozdział dzisiaj. Czytając ciebie, aż mi się miło na serduchu zrobiło <3

Rozdział niepoprawiony :)) Podrzucę Wam później wersję bez błędów.




            Obudził się z lekkim bólem głowy. Otworzył oczy i natrafił na ciemne źrenice Seo, które czujnie go obserwowały. Speszył się, próbując zakryć głowę kołdrą i odwrócić plecami do mężczyzny. Tak szybkiej konfrontacji się nie spodziewał, a na pewno nie na małym kacu. Nie wspominając o tym, że wyglądał pewnie strasznie.
            - Co się chowasz? – mruknął Seo i zaczął się z nim mocować, chcąc zedrzeć kołdrę.
            Wstydził się tego co w nocy wytworzył. Że bez pardonu wpakował się do łóżka, nie swojego łóżka. W zakłopotanie wprawiało go badawcze spojrzenie In Guka, który wręcz domagał się tym samym relacji ze spotkania z Krisem.
            - Wczoraj Wu Fan upoił cię alkoholem? – zakpił nieco Seo, zrywając ostatecznie z Mike’a kołdrę.
            Ten zaprzeczył, machając niechętnie głową, spuszczając ją coraz niżej.
            - Coś ci zrobił? – kolejne pytanie zadane przez Seo, tym razem w tonie zaniepokojonym, dały małą nadzieję, że ten jednak się martwi choć w niewielkim stopniu.
            Ponownie zaprzeczył, dalej jednak się nie odzywając. Nie wiedział jak ma zacząć. Może od tego, że jest idiotą? Przeszło mu przez myśl, co byłoby bardzo prawdziwym stwierdzeniem.
            - Mów debilu – In Guk widocznie się poirytował i tym samym sam wydał odpowiednie określenie co do niego.
            - Masz rację – jęknął chłopak i ponownie zakrył się kołdrą – Jesztem zdebijem – Seo usłyszał przez kołdrę.
            - Doprawdy? – starszy podniósł jedną brew w zdziwieniu i westchnął, kolejny raz zdzierając pościel z opornego chłopaka – Dowiem się o co chodzi? – zrobił kwaśną minę, aby dać Mike’owi do zrozumienia, że nie będzie dłużej czekać – Upojny wieczór? – słowa ledwo co przeszły mu przez gardło, co Mike szybko podchwycił, wynurzając się lekko spod kołdry. Tylko nieco przekrwione oczy było mu widać. Seo parsknął na ten widok.
            Swan westchnął ciężko i zrobił niezdecydowaną minę. Rozkopał pościel i usiadł na łóżku, podkurczając nogi i obejmując kolana rękoma.
            - To już definitywny koniec – wyrzucił z siebie – Mój mózg całkowicie wyparł Krisa. Ostatecznie potwierdziło się, że nic dla niego nie znaczę. Jak i ja… przestałem o nim myśleć, od pewnego czasu. Potrzebowałem tylko utwierdzenia się w moich przypuszczeniach – zerknął na Seo, który uważnie na niego patrzył.
            - Coś się stało, prawda? – mężczyzna zapytał powoli.
            - Zostałem zaproszony… nie, nie zaproszony. To było raczej polecenie – Mike zastanowił się – Na trójkącik – powiedział rozgoryczony – Chłopak, który był z Krisem, był równie zaskoczony i wściekły. On nie ma uczuć – mruknął Swan – To pierdolony robot. Jego też skrzywdzi. Tylko, że on wydaje się być silniejszym. Ale kto wie – zaczął mówić bardziej do siebie niż do Seo. Ten tylko słuchał, nie odzywając się.
            - Piłeś wczoraj? – zapytał In Guk.
            Mike zrobił kwaśną minę. Tak, on też się nim nie interesował. Musiał wracać.
            - Tylko kilka piw. Przepraszam za to wparowanie do twojego łóżka. Już więcej nie będę.
            - Rozumiem, że byłem substytutem przytulanki. Dusiłeś mnie – napomknął mężczyzna, przywołując na twarz lekki uśmiech.
            Mike zawstydził się, zupełnie nie przypominając sobie czegoś takiego.
            - Upsi – wzruszył ramionami – Pójdę się umyć. Śmierdzę alkoholem – mruknął i podniósł się z łóżka.
            - Co zamierzasz teraz zrobić? – zapytał In Guk, a Mike zamarł z ręką na klamce. Przełknął ślinę, zmuszając słowa do wypłynięcia, mimo że tak bardzo nie chciał, by opuściły jego głowę.
            - Już niedługo zniknę – odwrócił się do Seo i uśmiechnął łagodnie – Będziesz mógł wrócić do swojego normalnego życia, bez kłopotliwego lokatora.
            - Mogę tylko powiedzieć, że jestem kiepskim nauczycielem. Albo mój uczeń niewystarczająco się przykładał – mężczyzna uśmiechnął się zadziornie w jego stronę.
            - Ehmm… - wydusił z siebie skonfundowany, nie spodziewając się takich słów – Pójdę wziąć prysznic – niepewnie wskazał drzwi i szybko za nimi zniknął, zostawiając Seo samego.
            In Guk zaśmiał się, gdy Mike uciekł. Co prawda nie powinno mu być do śmiechu, ponieważ to przez jego nierozważny krok chłopak został bądź co bądź upokorzony. Widocznie nie docenił przeciwnika jakim był Kris. Mógł jeszcze wiele namieszać. Szczególnie zaniepokoiły go słowa Mike’a o zniknięciu. Nie chciał tego. Chyba. Przecież go nie wyrzucał. Powinien się zatem domyślić, że może zostać na jak długo chce. Nawet pozwolił koczować w swoim łóżku, a to nie zdarzało się często. Nikogo do niego nie zapraszał. Nigdy. O ile był świetny w fachu detektywa, wszelkie relacje społeczne, a  szczególnie te dotyczące jego życia i uczuć, leżały zapomniane w kącie, nie wiedząc jak się podnieść. Nie był zbyt dobrym kompanem. Miłości, zakochania, zawsze uważał, że to go nie dotyczy. Był zdecydowanie samowystarczalny. Póki nie pojawił się ten szkodnik, który przerył całe jego dotychczasowe życie i serce.
            Dobrym pomysłem było zamknąć Mike’a pod kluczem, tak by nikt go nie widział, tak by ten nie uciekł. Pokazać mu to co dla niego było dotąd nieznane, a na pewno nie czerpał z tego odpowiednich korzyści. I torturować, że nigdy więcej się z nim nie prześpi, jeśli ten wyjedzie. W sumie, brzmiało to logicznie.
            Westchnął ciężko i zwlókł się z łóżka. Myślenie o jakimkolwiek związku nadwyrężało jego siły. Naciągnął na siebie dres, dzisiaj nie musiał nic robić. Był wolny. Sprawa z Huangiem posuwała się teraz wolno, musieli czekać. Chociaż i tak  wiedział, że Zitao wiedział. Może nie wszystko, ale tylko kwestią czasu było poznanie wszelkich szczegółów. Może to on mu ich dostarczy? Jeśli będzie do tego zmuszony.
            - Co robisz? – zapytał Mike’a, gdy wszedł do salonu.
            Mike stał przy kuchni, krzątając się. Przyzwyczaił się do tego widoku.
            - Śniadanie – wyjaśnił krótko, roztrzepując jeszcze wilgotne włosy. Seo zawiesił się na chwilę, widząc te niesforne kosmyki.
            - Nie – odpowiedział – Nie o to chodzi. Co dziś robisz? – uściślił.
            - Jeszcze nie wiem – chłopak zamyślił się – Może poszukam jakiejś pracy na dwa, trzy tygodnie? Trochę mi brakuje na bilet powrotny.
            Seo prychnął rozbawiony.
            - Nieźle to sobie obmyśliłeś – mruknął i usiadł przy stole – Chcesz wrócić, ale nie masz za co?
            - Cieszę się, że dostarczyłem ci rozrywki – burknął Swan – Miałem oszczędności na drogę powrotną, tylko no wiesz… trochę mi z tej kwoty ubyło – wzruszył ramionami.
            - Nie chcesz pożyczki? – zapytał całkiem szczerze In Guk, mając jednak nadzieję, że ten odmówi.
            Mike uśmiechnął się dość ponuro i dołączył do Seo, siadając naprzeciwko i stawiając uprzednio talerze z jajecznicą.
            - Jedz – ponaglił mężczyznę dość ostrym tonem – Wiem, że chcesz się mnie w końcu pozbyć, ale proszę jeszcze o góra miesiąc azylu. Zważ na to, że masz codziennie ciepłe posiłki – Mike wyszczerzył się.
            - Przecież ja ciebie nie wyrzucam! – zaprzeczył gwałtownie Seo. Nie zdawał sobie sprawy, że Mike tak odbierze jego słowa. Tak opacznie. Chciał być tylko miły – Zostań ile chcesz – wzruszył ramionami.
            - Wracając do tematu – napomknął Swan – pochodzę dziś i popytam, czy kogoś nie potrzebują. Zaraz miałem wychodzić.
            Zamilkli, każdy pogrążony w swoich myślach. Z zadumy wyrwał ich dopiero dzwonek do drzwi.
            - Kto o tej porze? – mruknął zdziwiony Seo – Nie miewam gości – dodał.
            - Może poczta? – zasugerował Mike i podniósł się do góry, sprzątając brudne talerze.
            - Dozorca zawsze mi je przynosi, wieczorem – uściślił – Oh – mężczyzna podniósł brwi w zdziwieniu widząc swojego gościa – Serio? – widok chłopaka wprawił go w niemałe zaskoczenie.
            - Seo In Guk – ten uśmiechnął się lekko, mrużąc powieki – Mogę? – wskazał palcem wnętrze mieszkania, kiedy właściciel zastanawiał się, jaki może być cel wizyty.
            - Ciekawym jest, skąd wiedziałeś gdzie mieszkam? – udał, że nie zna bruneta – Przypomnij mi, jak się nazywasz?
            Zitao uśmiechnął się pobłażliwie.
            - Świetna gra aktorska, jednak wolałbym przejść do konkretów. Do interesów – uściślił – bawienie się w kotka i myszkę w ogóle go nie interesowało – Mogę? – nie czekając na pozwolenie, przecisnął się obok mężczyzny.
            - Huang Zitao – tylko tyle powiedział Seo, zamykając drzwi za gościem , który bezpardonowo wparował do mieszkania.
            - Mike Swan – Zitao zauważył chłopaka i uśmiechnął się do siebie.
            Najmłodszy stanął w miejscu nieco zszokowany. Ostatnią rzeczą jakiej się spodziewał, to spotkanie Zitao w domu In Guka.
            - Znacie się? – zapytał słabo, nie patrząc zupełnie na gościa – No nic, wychodzę. Zadzwoń do mnie… jak skończycie – odezwał się i szybko ruszył w stronę wyjścia.
            - Można powiedzieć, że się znamy – odpowiedział Seo markotnie – Nie musisz wychodzić – zaoponował również.
            - Tak będzie chyba lepiej – powiedział Zitao – Nasze wczorajsze spotkanie z Mike’m nie należało do przyjemnych. Wszyscy mamy jeden element, który nasz łączy – spostrzegł – Kris – zacisnął wargi, z pogardą wymawiając jego imię – Nie wiedziałem, że mieszkacie razem – zmienił temat – To chyba wyjaśnia wczorajsze zachowanie Wu Fana – dodał.
            - Pójdę już – Mike nie mógł dłużej słuchać chłopaka.
            - Biedny, jest taki słaby – odezwał się ironicznie Zitao, kiedy Swan zamknął drzwi za sobą.
            - Przejdźmy do konkretów – sucho odpowiedział Seo, wskazując by Huang usiadł – Przyznam się, że nie doceniłem ciebie. Ostatnim razem nie byłeś aż tak  opanowany.
            Zitao zajął wskazane miejsce i rozsiadł się wygodnie.
            - Byłem w małym szoku – wyznał – Kris był ostatnią osobą, po której bym się czegoś takiego spodziewał. A zarazem pierwszą, która mogłaby coś takiego zrobić. Tylko może nie mnie. No cóż… - zawiesił głos na chwilę - … myliłem się.
            - Czegoś? – In Guk uśmiechnął się kpiąco – Co dokładnie wiesz? Bo chyba niewiele.
            - Ty natomiast aż za dużo – mruknął złowieszczo – Ile ci zapłacił? I jak dużo potrzebuję, by przebić tą cenę? – rzucił prosto z mostu.
            - Szybko przechodzisz do konkretów – odpowiedział Seo – Myślisz, że chodzi jedynie o pieniądze. To niepisana umowa. Jeśli ją zerwę, nie posłużyło by to dobrze moim referencjom. Kto by mi zaufał? – jęknął dramatycznie.
            - Bardzo miło się gawędzi, jednak chyba ani pieniądze nie są ważne, ani twoja reputacja w branży. Myślę, że już wiesz co spotkało Mike’a wczoraj. I myślę, że pomożesz mi przez wzgląd na niego. Tworzycie naprawdę uroczą parę – uśmiechnął się krzywo Zitao – Więc, jaka jest twoja decyzja?
            Seo westchnął. Był pod wrażeniem tego chłopaka. Zbyt bystry i władczy, jednak dążący do celu. Idealny, a zarazem katastroficzny partner dla podobnego Krisa.
            - Więc, co będę z tego miał? – zapytał o koszty. Mimo wszystko nie zamierzał się dzielić swoją wiedzą za darmo. Kto wie, kiedy natrafi na kolejne zlecenie.
            - Cieszę się, że doszliśmy do porozumienia. Może zacznijmy od tego, czego ja wymagam? – Zitao nie widząc żadnego znaku protestu ze strony Seo kontynuował – Chcę wiedzieć, dlaczego Kris chce zniszczyć mnie czy to moją rodzinę. Wierzę, że zanim przyjąłeś pracę u niego, prześledziłeś jego życie?
            In Guk skinął jedynie głową. Chłopak miał rację. Wszystkie dokumenty o Krisie, znajdowały się u niego w mieszkaniu, skrzętnie schowane. O każdym swoim zleceniodawcy, miał oględną notkę.
            - Co mogę ci zaoferować? Dwukrotnie większą kwotę niż to, co płaci ci Wu Fan. Gwarancję, że nikt nie dowie się, skąd mam takie informacje, co nie zaszkodzi ci w „branży”, jeśli chodzi o pomoc dla mnie. No i chyba najważniejsze. Nie pociągnę cię do żadnej odpowiedzialności, nie będziesz zamieszany w tą sprawę, w razie gdyby mój ojciec zainteresował się tą aferą. Ucierpi tylko Kris, o ile zechcę mu to ujawnić – powiedział z mocą.
            Zastanowił się chwilę. To był dobry układ. Jak i zdolności negocjacji Huanga stały na dobrym poziomie. Kris był niebezpieczny, jednak nie tak bardzo jak syn polityka. Jak i to właśnie Wu Fan, wkroczył na jego teren, chcąc zabrać mu… sam nie wiedział jak określić Mike’a.
            - Zgadzam się – potwierdził Seo – Co mam teraz robić?
            - Teraz? Nic – Zitao pokręcił głową – Chcę dzisiaj wszystko, co wiesz o Krisie. Za góra tydzień… on zniknie. Poczyniłem ku temu pewne przygotowania. Sam spowoduję, że będę miał na niego haka. Nie interesuje cię jak się dowiedziałem? O wszystkim?
            - O niewielkiej części – uściślił mężczyzna – Mogę się tylko domyślać. To ta dziewczyna, prawda? Amelia? – zamyślił się nad imieniem.
            - Amanda – Huang poprawił go – Tak. Jest bardzo pomocna.
            - Rzeczywiście, dobrze mieć takich ludzi przy sobie – Seo skinął głową, przypominając sobie tą dziwną dziewczynę.
            - To moja przyjaciółka – skwitował Zitao z mocą, jakby samego siebie chciał upewnić w tych słowach.
            - Przyjaciółka? – In Guk uśmiechnął się pobłażliwie – Ile cię ta przyjaźń kosztuje? – wiedział co nieco o młodszym Huangu, więc właściwym wydało mu się zadanie takiego pytania. On nie miał przyjaciół, a na pewno nie takich, którzy robią coś bezinteresownie.
            - Strasznie dużo nerwów – westchnął chłopak – Nie rozmawiajmy o niej.
            - Zaraz przyniosę dokumentację – Seo podniósł się do góry – Zaraz wracam – odezwał  się i zniknął w sypialni.
            Tam dostał się do swojego sejfu zabezpieczonego kodem. Nie miało znaczenia to, że mieszkanie było tylko jego. Wolał nie ryzykować odkrycia. Wyjął odpowiednią kopertę i wrócił do salonu. Zitao był już niemal gotowy do wyjścia.
            - Proszę – podał dokumenty chłopakowi, który rozpromienił się na ich widok.  W pełnym perfidii uśmiechu, który nie zwiastował nic pozytywnego.
            - Mam nadzieję, że już się nie spotkamy – odpowiedział In Guk.
            - Nie będzie takiej potrzeby. Dziękuję i do widzenia – Zitao pożegnał się, a Seo zamknął za nim drzwi.
            Czuł, że zrobił dobrze. Może nie do końca zgodnie z jego etyką pracy, jednak w pełnym porozumieniu z jego sercem, które zrobiłoby dla Mike’a dużo. Aż sam bał się tej skali.

~**~

            Obudził się, kiedy za oknem było jeszcze szaro. Przyzwyczajał się do tego stanu, jednak ciało było zbyt umęczone niedosypianiem. Dzisiaj nie dostał żadnego bodźca, który wymusiłby wcześniejszą pobudkę, co tym bardziej go zaniepokoiło. Z trudem wmówił sobie, że nie jest już senny i podniósł się do pionu.
            Musiał wstawać nad ranem, bo wtedy budziła się jego matka. Od kilku tygodni, o stałej porze zaczynała płakać. Zwijała się w kłębek i płakała. Już nawet nie mówiła. Potakiwała tylko głową, patrząc się pustym wzrokiem przed siebie. Musiał wciskać w nią jakikolwiek pokarm. Czuł się jakby zamiast młodej kobiety, opiekował się babcią.
            Wyszedł ze swojego pokoju i stanął przed sypialnią matki. Zapukał profilaktycznie, mimo że wiedział, że ta nie odpowie. Oparł czoło o drzwi, zamykając na chwilę oczy. Kilka  sekund czegoś na kształt drzemki, która w żaden sposób nie zregenerowała jego sił.
            Wszedł do środka i zastał puste łóżko. Nieco zdezorientowany obejrzał się dookoła. Pościel była rozkopana i ani śladu rodzicielki. Wpadł w mały amok, nie wiedząc co ma zrobić. Przeszedł na drugą stronę pokoju. Bez jakiegokolwiek efektu, kobiety tutaj nie było.
            Odczuł pewną obawę. Że to będzie koniec.
            Ruszył do łazienki, mając nadzieję, że tam ją znajdzie. Bał się, że ta mogła wyjść z mieszkania. Szarpnął za drzwi i znalazł się w środku. Zamarł z ręką na klamce i przestał oddychać. Serce zaczęło mu bić w oszalałym tempie. Chciał uciec. Same nogi rwały się w stronę salonu. Byle nie musieć patrzeć na widok z toalety.
            Było już za późno. Wiedział to. Odczuł ulgę, mimo że  tak bardzo chciał wyprzeć z siebie tak negatywnie postrzegane uczucie.
            Otworzył oczy gwałtownie. Jakby pobudka nie sprawiała mu żadnego problemu. Wpatrywał się w biały sufit. Kolejny dręczący sen. Zakończenie mógł łatwo sobie dopowiedzieć. Wtedy, kiedy zobaczył martwe ciało matki, coś w nim pękło. Zmienił się. I wiedział, że na gorsze. Żył tylko tym, by móc się zemścić.
            Miał dziwne przeczucie, że coś go omija. Że jakiś trybik zepsuł się i nie wszystko pójdzie zgodnie z planem. Nic mu jednak nie pozostało, poza czekaniem. Tylko kilka kroków, by zakończyć całe przedsięwzięcie. Tak niewiele, by zacząć nowe życie.

~**~

            Z każdym kolejnym słowem, które czytał robiło mu się coraz słabiej. Nie mógł uwierzyć, że Kris miał aż takie spaprane dzieciństwo. I to dzięki jego ojcu. Powoli wszystko rozumiał. Całą zemstę, która była dość zrozumiała. Był pewien, że gdyby miał okazję, postąpiłby tak samo.
            - Coś jeszcze podać? – został oderwany od lektury prze kelnera. Siedział w kawiarni i czekał na Amandę. Chciał się w jakiś sposób z nią skonsultować. Chociaż bardziej chodziło o to, by go wysłuchała.
            - Jeszcze raz to samo – powiedział nieco ostro, a kelner odszedł odrobinę urażony. Nie przejmował się tym. Za to płacił.
            Coś ich jednak łączyło. Nienawiść do jego ojca. Każdy co prawda z innych pobudek, jednak nie zmieniało to faktu, że byli podobni. Obaj skrzywdzeni. Obaj samotni. Uśmiechnął się krzywo. Los był okrutny, że złączył ich losy.
            Wiedział co jednak zrobi z tą wiedzą. Trochę współczuł Wu Fanowi. Trochę był do niego przywiązany. Mógł nawet powiedzieć, że odczuwał coś na kształt zakochania. Musiał jednak się odegrać. A to wiązało się ze zniknięciem Krisa i całej otoczki szczęścia, jaką za sobą niósł. Miał zostać znowu sam, jednak za cenę wygranej wojny. Może ten zwyciężył kilka pomniejszych bitew, w których wbijał mu nóż w plecy, z powodu jego nieświadomości. Ostatni krok jednak należał do niego. Nie chodziło bynajmniej o chęć ochrony ojca ze względów miłości do niego. Co to to nie. Po prostu musiał chronić swoją rodzinę. Bo on także na niej korzystał. Większa afera spowodowałaby, że i on w znacznym stopniu by ucierpiał, jak i nie mógł pozwolić sobie na umniejszenie swojej pozycji.
            - Siemka – usłyszał nad sobą i zwrócił spojrzenie w stronę głosu – Wyglądasz, jakbyś miał zamiar kogoś zamordować – przeraziła się Amanda.
            - Ty jesteś bezpieczna – nawet zdobył się na mały żart i uśmiechnął się. Ta dziewczyna wyzwalała w nim garść pozytywnych emocji – Usiądź. Co ci zamówić? – zapytał uprzejmie, na co dziewczyna zrobiła zdziwioną minę.
            - Masz brata bliźniaka? – zapytała niepewnie.
            - Nie krzyw się tak, bo ci tak zostanie i nikt cię nie zechce – mruknął, odkładając papiery na bok.
            - Ufff, to jednak ty – odetchnęła z ulgą i usiadła naprzeciwko chłopaka – Co cię gnębi słonko? – nachyliła się ku Zitao i zrobiła zmartwioną minę.
            - Za każdym razem mnie zadziwiasz – westchnął Huang i nawet lekko się uśmiechnął – Słonko? – zapytał z pobłażaniem. Amanda tylko się wyszczerzyła – Chciałem ci wszystko opowiedzieć. Kto starał się zniszczyć moją rodzinę przez ten cały czas.
            Dziewczyna otworzyła szeroko oczy.
            - To chyba jednak nie ty – mruknęła podejrzliwie – No ale cóż – klasnęła w dłonie rozpromieniona – Będę korzystać póki mogę z twojego czasowego otępienia umysłu – zaśmiała się rozradowana.
            - Mi w ogóle nie jest do śmiechu – skwitował Zitao, z trudem jednak powstrzymując się od małego uśmiechu.
            - Oczywiście – Amanda nagle spoważniała – Słucham uważnie.

~**~

            Słuchała skupiona, od czasu do czasu przerywając Zitao wypowiedź swoimi komentarzami, przez co ten ofukiwał ją by się zamknęła. Im dalej w to brnęła, tym większą sympatię czuła do chłopaka. Doskonale zdawała sobie sprawę, że to między innymi litość. Nie można było jej jednak odmówić tego, że polubiła Zitao. Właśnie za jego zadziorność i oschłość. Kiedy potrafił się przemóc i pokazać bardziej ludzką stronę. Sympatycznego nastolatka, który boryka się z małymi problemami. Co do Zitao był wręcz odwrotnością. Miał ogromne problemy i tylko czasami bywał miły.
            Cała historia przeraziła ją. Jak z kiepskiego dreszczowca, pomieszanego z romansidłem.
            - Tak wszystko się zarysowuje. Zawsze mam przejebane – skwitował chłopak, pociągając łyk kawy.
            - Jesteś pewien? Że to dobre zakończenie całej sprawy? – zapytała niepewnie. Ona chyba by tak nie mogła. Gdyby kogoś kochała, nie potrafiłaby wepchnąć tej osoby w przepaść – Wiesz, że ty będziesz najbardziej… - zaczęła.
            - … cierpiał? – Zitao dokończy za nią – Wiem. Coś za coś. Teraz myślę tylko o odwecie. Ot, taka zachcianka. Później będę myślał o konsekwencjach jego wyjazdu – powiedział bez emocji.
            - Wiesz? – zagadnęła Amanda – Czasami wolałabym, byś okazywał jakieś emocje. Byś szalał, bo zostałeś okłamany przez faceta. Ta obojętność jest przerażająca – uśmiechnęła się blado.
            - Gdybyś żyła na takim poziomie jak ja, przyzwyczaiłabyś się. Lepiej nie czuć nic, niż czuć i tylko cierpieć.
            Pokiwała w zamyśleniu głową. Chyba miał rację. Jeśli się wychylać, to tylko będąc chujem, mając pewność, że jesteśmy w stanie się obronić przed całą resztą.
            - Bardziej niż na Krisie, zależy mi teraz na wygranej. Muszę mu pokazać, że nie jestem jedynie marionetką.
            - Wiem o co ci chodzi. Sama też pewnie bym tak zrobiła. Nie, chciała zrobić – musiała sprostować swoją wypowiedź – Ja bym to pewnie zakończyła płaczem i wrzaskami – wzruszyła ramionami – Ty masz wszystko zaplanowane. Ale Zitao, powiedz mi – zaczęła niepewnie – Jak masz zamiar go wykurzyć z Chin?
            Chłopak uśmiechnął się.
            - Pozwól, że ci nie powiem. Uważałabyś mnie wtedy za jeszcze większego skurwiela, niż już masz – uśmiechnął się wrednie.
            - Tak, może wolę nie wiedzieć – mruknęła – I nie uważam tak – pacnęła Huanga żartobliwie w ramię – Tylko martwię się o ciebie. Jak to zniesiesz.
            - Mam  doskonałą terapeutkę. Idealnie poprawiasz nastrój – powiedział zgodnie z prawdą.
            - Naprawdę musieli cię podmienić – ponownie rozważyła taką ewentualność.

~**~

            Mike był w kilku miejscach, gdzie potencjalnie mogliby go zatrudnić. Złożył CV, usłyszał formułkę, że w razie potrzeby oddzwonią. Przedłużał moment powrotu do mieszkania, żeby nie spotkać tam Zitao. Widok chłopaka już sam w sobie spowodował uczucie niechęci. Nie chciał mieć nic wspólnego ani z nim, ani z Krisem. Nie rozumiał tylko skąd Seo go zna. Chyba jednak nie chciał znać poziomu ich relacji. Było mu dobrze żyć w nieświadomości. I tak nie potrwa to długo.
            Wymyślił genialny plan na dzisiejszy wieczór. Kupił wino, by dodało mu odwagi w zrealizowaniu jego. Miał zamiar uwieść In Guka. A przynajmniej spróbować swoich sił. Potrzebował jego ciała, zaspokojenia. Poczucia jedność z drugą osobą. Chciał jego. Całego. Smętnie zauważył, że zakochał się. I wiedział, że trudno będzie mu opuścić tego mężczyznę.
            Miał nadzieję, że Seo nie będzie w mieszkaniu. Chciał wszystko odpowiednio przygotować. A raczej siebie.
            - O, jesteś? – jego plany wzięły w łeb, kiedy zobaczył Seo siedzącego na kanapie, przewijającego smętnie kanały. Stracił też całą swoją odwagę.
            - A gdzie miałbym być? – mężczyzna spojrzał na Mike’a łagodnie.
            - Tak tylko myślałem – wzruszył ramionami.
            - Misja zakończona powodzeniem? – zapytał odnośnie wyjścia chłopaka.
            - Nie bardzo – mruknął – Kupiłem wino. Chcesz? – pomachał butelką w górze.
            - Poproszę – Seo uśmiechnął się.
            - A jak twoje spotkanie? Owocne?
            - Taak, nawet bardzo. Wszystko powinno zakończyć się dobrze – powiedział bardziej do siebie.
            - Nie powiesz mi… - zaczął młodszy.
            - Nie – uciął Seo – Ty nie musisz być w to wplątany. To nic dobrego, wierz mi. Masz szczęście, że ten syf cię ominie.
            - Kris się w coś wpakował? – zapytał niepewnie. Wyciągnął kieliszki i usiadł po drugiej stronie kanapy. Czuł się bezpieczniej.
            Mężczyzna zaśmiał się.
            - Nie, rozpętał – bąknął pogardliwie – Niedługo wyjeżdża do Kanady – In Guk spojrzał na Mike’a czekając na jego reakcję.
            - Tak? – zaskoczyło go to nieco, jednak nie wpłynęło w większym stopniu. Nalał wina i upił spory łyk, zapatrując się na usta Seo. Chciałby go pocałować. Ciało rwało się do spełnienia tej zachcianki. Ponownie napił się wina.
            - Tak – potwierdził In Guk – Naprawdę możesz tu zostać. Masz jakąś rodzinę? Chiny są nawet przyjemne do mieszkania w nich. Przyzwyczaiłbyś się – mówił dalej, intensywnie wpatrując się w telewizor, gdzie leciała jakaś reklama.
            - Tak? – mruknął Mike, zupełnie nie słuchając mężczyzny. Nawet nie zauważył a opróżnił pełny kieliszek, aż poczuł rumieńce na twarzy. Nie był tylko pewien, czy to przez  alkohol czy myśli, które nie potrafiły uciec z jego głowy. Siłował się ze swoją potrzebą rzucenia się na Seo, a nieśmiałością. I rozsądek powoli przegrywał. Postanowił.
            - Słuchasz mnie? – ręka In Guka zamajaczyła mu naprzeciwko twarzy.
            Mike pokręcił głową i spojrzał nieco przestraszony na starszego. Raz kozie śmierć, pomyślał i zerwał się w stronę Seo In Guka. Usiadł okrakiem na jego kolanach i złapał w dłonie twarz mężczyzny, unieruchamiając go. Nie było to zbytnio konieczne, ponieważ ten zdziwiony całkowicie zastygł.  Tylko sekundę zajęło mu pomyślenie nad tym co robi, po czym mocno przycisnął usta Seo do swoich, by ten nie odtrącił go zbyt szybko. Było mu dziwnie, nigdy pierwszy nie inicjował pocałunków. Teraz In Guk pozostawał bierny, podczas gdy to on starał się go w jakiś sposób pobudzić. Przesunął niepewnie językiem po wargach starszego, by przywrócić go do życia.
            Silne ręce chwyciły go mocno w pasie i przyciągnęły do siebie. Pewnie dlatego, że Seo oplótł jego język swoim i powrócił do przejmowania kontroli. Pozwolił by ten zdominował pocałunek. Czuł narząd starszego, który chaotycznie badał jego wnętrze. Powoli brakowało mu tchu, nie chciał jednak przerywać tej obezwładniającej zmysły chwili. Bał się, że wszystko za chwilę zniknie, a on obudzi się z tego cholernie dobrego snu. Przylgnął mocniej do dobrze zbudowanego ciała, wczepiając się w nie.
            Dopiero In Guk sam przerwał pocałunek. Mike był nieco niepocieszony, kiedy jego usta straciły kontakt z wargami starszego, to jednak pozwoliło mu za głośne złapanie powietrza. Ciężko dysząc przymknął powieki i oparł swoje czoło o czoło mężczyzny. Kilka sekund wystarczyło by się opamiętał i natychmiastowo pożałował swojego wyskoku. Tylko, że jednocześnie nie chciał przebywać drogi powrotnej, pełnej zawstydzenia.
            - Kochaj się ze mną – gdy słowa dotarły do niego, potrzebował dłuższej chwili, by je odpowiednio zanalizować. Że osobą, która wypowiedziała to zdanie był na pewno Seo In Guk. Że mówił do niego. I że nie użył tak kolokwialnego zdania jak „Pieprz się ze mną”, tylko „kochaj”, co nadawało całej frazie więcej uczuć i nadziei na więcej.
            Spojrzał na niego zdziwiony, otwierając lekko usta, na co Seo skorzystał z okazji i cmoknął jego wilgotne jeszcze wargi.
            - Chcę ciebie – dodał z naciskiem.
            Słowa coraz dosadniej zaczęły rozchodzić się echem po jego głowie. Był pewien. Stracił wszelkie opory. Uśmiechnął się, przywdziewając niemal minę obłąkanego.
            - Tak – wydusił na wydechu i przywarł z powrotem do warg Seo, nie mogąc nacieszyć się tymi wargami.
            Mike pisnął przeraźliwie, kiedy In Guk podniósł się go góry wraz z nim na rękach. Oplótł nogi wokół jego pasa, a ręce uwiesił na szyi, bojąc się, że runie na ziemię. Nie była to miła perspektywa. Czuł ciepło bijące od ciała Seo, które udzielało się również jemu. Sam pocałunek sprawił, że jego członek zaczął interesować się zaistniałą sytuacją, domagając się więcej. Przytulił się do twardych mięśni, będąc zadowolonym z takiego obrotu sprawy. Że się odważył na jakikolwiek ruch, nawet jeśli potem będzie czekał go powrót do rzeczywistości. Przymknął oczy, napawając się zapachem mężczyzny.
            Ominął moment, kiedy znalazł się w sypialni. Poczuł tylko jak przyjemne ciepło oddala się. Wtedy otworzył oczy i przyglądał się In Gukowi, który przygasił światło w pokoju. Musiał zrobić jakąś niezadowoloną minę, ponieważ starszy parsknął.
            - Spokojnie, zaraz do ciebie wracam – mruknął, aż ciarki przeszły po ciele Mike’a od tego hipnotyzującego głosu.
            Obserwował każdy ruch mężczyzny, podziwiając jego ciało, które skryte było póki co ubraniami. Chciałby je zedrzeć. Aż sam siebie nie poznawał. Zwykle nawet nie próbował dominować. Nie mógł oprzeć się pokusie i gdy Seo podszedł  do niego, ukląkł na skraju łóżka, przyciągając do siebie starszego ciągnąc za pasek. Podniósł głowę do góry i uśmiechnął się lubieżnie.
            - Chyba cię nie poznaję – sapnął In Guk, kiedy Mike z czułością przesunął po wewnętrznej stronie jego uda, ostatecznie lądując z ręką na klamrze paska. Niebezpiecznie dotykał tym samym krocza starszego.
            - Ja siebie też nie – pokręcił głową w niedowierzaniu co do swojego zachowania. Uniósł jeden kącik ust w drapieżnym uśmiechu i rozpiął klamrę, jednym ruchem uwalniając pasek ze szlufek spodni.
            - Ciekawie się zaczyna – napomknął Seo.
            - Ciekawie się skończy – sam w sobie odkrywał coraz to nowe pokłady śmiałości. A może to desperacja, że przed swoim wyjazdem nie dane byłoby mu zakosztowanie przyjemności od In Guka, samemu nic nie inicjując.
            Spodnie w krótkim czasie podzieliły los paska. Zsunęły się na dół, ukazując umięśnione długie nogi i skarb między nimi. Bokserki odznaczały się wypukłością. Mike zagryzł wargę, wsuwając kciuk pod gumkę i ściągając bieliznę z członka kochanka, który podskoczył uwolniony.
            - I co ter… - Seo miał zamiar zagadnąć chłopaka, w razie, gdyby ten nie wiedział co zrobić z tym odkryciem. Dalej miał na uwadze jego nieśmiałość. Nie zdążył jednak wypowiedzieć do końca słów, kiedy poczuł wilgotne usta na swojej męskości.
            Nie był prawiczkiem, albo dziewicą, skoro był typem pasywa. A członek Seo aż nadto kusił. Musiał go zakosztować, sprawiając tym samym sporo przyjemności partnerowi. Mógł uznać to za swoją mocną stronę. Był dobry w pieszczeniu oralnym. W tej kategorii nie musiał być skromny, zbierał wręcz laury od swoich poprzednich kochanków.
            Na początku pocałował czubek penisa, wsuwając sobie całą główkę do ust i mocno zasysając. Poczuł drgania zarówno narządu, jak i jego właściciela. Spojrzał w górę, Seo musiał aż złapać się szafki stojącej obok łóżka, by utrzymać równowagę. To tylko dodało mu pewności siebie. Językiem zaczął drażnić otwór, z którego wypływały już pierwsze soki, a samo miejsce było bardzo podatne na pieszczoty. Wyczuł to napięciem wszystkich mięśni kochanka. Zlizał łapczywie płyn, mieszając go z własną śliną. In Guk smakował cudnie. Na chwilę zanurzył penisa całkowicie w swoich ustach, natrafiają na policzek. Zachowywał się, jakby chciał go przebić na wylot. To przypomniało mu, gdzie niebawem znajdzie się ten skarb. Sam poczuł dreszcze wzdłuż kręgosłupa. Poruszył kilka razy głową, wypuszczając organ, który wydał ciche plaśnięcie. Oblizał usta, delektując się słonymi kroplami, które czuł na wargach. Był zadowolony ze swojego dzieła. Penis Seo sterczał dumnie tuż przy jego twarzy w pełnej gotowości, lśniąc w przytłumionym świetle w swoich sokach, jak i jego ślinie.
Spojrzał na In Guka, który lekko dygocząc dochodził do siebie, próbując uspokoić oddech. Dopiero jego spojrzenie przywróciło mu równowagę. Seo zagryzł wargę i uśmiechnął się lekko.
- Ty niepozorna bestio – warknął i pchnął Mike’a do tyłu. Ten opadł na pościel, a Seo zawisnął nad nim, skopując uprzednio ubrania, które nie były już potrzebne. Starszy ukląkł i zdjął z siebie koszulkę, odrzucając ją w któryś kąt pokoju – I co ja mam z tobą zrobić, co?
- Masz tylko jedną możliwość – Mike wyrzucił z siebie na jednym wydechu.
In Guk wyszczerzył zęby w drapieżnym uśmiechu i wbił się brutalnie w usta Mike’a. Oderwał się od nich po krótkiej chwili i mlasnął zadowolony.
- Świetnie smakujesz – stwierdził.
- Tobą – odpowiedział śmiało.
- Taak – odpowiedział rozbawiony – Nie jesteś fair – Seo szarpnął za koszulkę chłopaka – Ja tu świecę gołym penisem, kiedy ty nadal jesteś ubrany – ofuknął go delikatnie.
W ekspresowym tempie został pozbawiony ubrań, które na tym etapie były zbędne i zawadzały w dokładnym badaniu ciała. Teraz był wystawiony na wnikliwe spojrzenie In Guka, który łapczywie pochłaniał każdy skrawek jego skóry, która nabawiła się „gęsiej skórki”. Bynajmniej nie było mu zimno. Czuł jak wewnętrznie cały płonął. Tylko In Guk mógł ugasić ten trawiący płomień, który siał spustoszenie od pewnego czasu.
- Mam ochotę… - zaczął starszy, składając na drżącej skórze lekki pocałunek. Trafiło na szyję, która była tak bardzo podatna na pieszczoty. Aż się wzdrygnął i odchylił kark, by zrobić ustom lepszy dostęp - … wycałować… – znowu przerwał, tym razem całując obojczyk Mike’a - …każdy skrawek… - polizał delikatnie jeden z sutków, który pod wpływem chwili stwardniał. Drugi podzielił jego los, pieszczony przez palce kochanka - … twojego cudownego ciała.
Mógł tylko wyginać się, kiedy usta Seo naznaczały jego ciało. Jego członek leżał na brzuchu, kiedy starszy delikatnie go pocałował. To wywołało jeszcze większą burzę, która nie została poskromiona. Seo wycofał się i znikł z jego pola widzenia na kilka sekund. Chwilę później poczuł zimno w okolicach odbytu. Zadrżał lekko i uniósł się na łokciach, aby patrzeć na kochanka. Wygiął głowę do tyłu, kiedy zaczął intensywnie odczuwać stymulowanie w tak ważnym miejscu. Jeden z palców bezkonfliktowo wślizgnął się do jego wnętrza, a on samoistnie zaczął rusza biodrami. Druga z rąk Seo znalazła się na jego członku, dodatkowo go stymulując. Jego oddech już od dawna był urywany, mógł tylko pojękiwać, co robiło się coraz głośniejsze. Nie mógł powstrzymać dreszczy, które przechodziły przez jego ciało. Drugi palec napotkał odrobinę oporu, starał się jednak rozluźnić. Przymknął oczy poddając się w pełni lekkiemu bólowi połączonemu z przyjemnością.
Tego potrzebował. Zaspokojenia, które nie było tylko marą senną. Czymś nierealnym i nieosiągalnym. Był z nim. Krzyknął przeciągle, kiedy palce Seo zostały zastąpione przez jego członek. Wsunął się gładko do samego końca. Aż czuł jądra na swoich pośladkach. Ciasne wnętrze rozciągnęło się do granic możliwości, stając się jeszcze bardziej podatnym na wszelkie posuwiste ruchy.
- Chyba przerwałem ci rozmyślania – stwierdził Seo z wrednym uśmieszkiem na twarzy.
- Chyba wolę czyny zamiast myśli – odgryzł się, patrząc prosto w oczy swojego kochanka. Seo wysunął się niego i ponownie wsunął, przedłużając chwilę, robiąc to niezwykle wolno, jednak z siłą – Nie baw się – warknął Mike, czego nawet się po sobie nie spodziewał.
In Guk zaśmiał się tylko, przyspieszając swoje ruchy. Wyginał się coraz bardziej, z każdym wejściem starszego kochanka. Jęczał chaotyczne samogłoski, nie mogąc wypowiedzieć składnego zdania. Było mu zbyt dobrze. W głowie szumiało. Chciał już dojść, tak by jego serce zatrzymało się na chwilę, aby orgazm obezwładnił wszystkie jego zmysły, rozszedł całe ciało. Jednocześnie marzył o tym, by przedłużyć tą chwilę w nieskończoność, by ciało trwało zawieszone w tej słodkiej torturze.
Nie wytrzymał. Krzyknął przeciągle, kiedy zatrząsnął się  w orgazmie takim, jakiego nigdy nie doświadczył. Intensywne przeżycie, które wygięło jego kręgosłup do przodu. Zamarł, bojąc się ruszyć. Członek wypuścił całą porcję nasienia po brzuchu, znacząc lepkimi śladami skórę. Sekundę później usłyszał stłumiony krzyk Seo, który dołączył do niego w tej cudownej chwili. Zmęczony kochanek opadł na niego, a on mógł jedynie otoczyć jego plecy swoimi ramionami.
- Dziękuję – szepnął Mike, scałowując krople potu z karku mężczyzny.

            

17 komentarzy:

  1. Jedynie co mogę z siebie wydusić : afghajfhwkdjawk czudowne T^T i wgl to przedostatni rozdział...idę płakać ;_; dziękuję, dziękuję i jeszcze raz dziękuję za to, że piszesz tego ficka <3 // Axe ~

    OdpowiedzUsuń
  2. Tak bardzo słodko :3 Jednak moim marzeniem do tego opowiadania jest, aby tak samo słodko było z Tao i Krisem. Tak bardzo bym chciała, aby się zeszli, jednak coś mi podpowiada, że nie tędy droga... Chodź został jeszcze jeden part (ew. więcej, no co po cichutku liczę), w którym może jednak coś się zmieni i będzie szczęśliwie zakończenie :D Tak bardzo nie chce, aby to się skończyło ...

    OdpowiedzUsuń
  3. Cudownie! Aż łezka się w oku kręci że to przed ostatni rozdział. To najlepsze opowiadanie jakie dotychczas czytałam. Pisz szybko^.^ /Jiyeon

    OdpowiedzUsuń
  4. Świetny rozdział !

    OdpowiedzUsuń
  5. cudooo *-*
    rozpływam się :3
    weny ♥

    OdpowiedzUsuń
  6. Dzisiejszy komentarz będzie o wiele krótszy od poprzednich, ale musisz mi wybaczyć, gdyż nie mam sił i mój mózg się wyłączył. Od po południa zbieram się za napisania komentarza, esh.
    Po pierwsze- strasznie dziękuję za dedykację, naprawdę nie musiałaś. Wiem, że już to pisałam, ale naprawdę dziwię się tej dwusetce czytelników, którzy nie komentują ani słowem… Piszesz świetnie, powinni uszanować, już nie wspominam o długich komentarzach, ale to właśnie one motywują najbardziej. Autor czytając je uśmiecha się i cieszy, że ktoś docenił ich pracę, zwykłe ‘genialne! :D’ niekiedy nie wystarcza, no chyba że takich komentarzy byłoby sto pod jednym postem, heh.
    Jednak trochę odbiegłam od wątku… Cieszę się po prostu, że trochę Cię uszczęśliwiłam, zawsze do usług. Ostatni rozdział też postaram się skomentować.
    Właśnie… Ostatni rozdział. Mam ochotę Cię błagać byś przedłużała wątek, nie chcę się żegnać z tym opowiadaniem, choć wiem, że trzeba, bo tylko byś się męczyła, a akcja niepotrzebnie stałaby się monotonna i niepotrzebnie przeciągana. Po zakończeniu czytania ‘Bo każdy potrzebuje miłości’ odczuwałam niesamowitą pustkę, boję się, że i tak będzie i tym razem, dlatego mam prośbę. Powróć, jak najszybciej z nowym opowiadaniem, równie genialnym, by ową pustkę zapełnić, dobrze?
    Co do samego 18 rozdziału… W końcu Mike mi się spodobał, znaczy nie chodzi o sprawy łóżkowe, po prostu przez to, że w końcu się określił, bo jego nierozgarnięcie w sferze uczuciowej było już męczące. Seo In Guk jest idealny, do niego nie mam zastrzeżeń.
    Mówił Ci ktoś, że genialne opisujesz sceny łóżkowe? O tym też chyba nie wspomniałam w poprzednim komentarzu… Esh dopiero po dodaniu komentarza uświadomiłam sobie ile jeszcze chciałabym Ci napisać.
    Dobra, wracając. Twoje opisy… U nikogo innego, a czytam sporo ff, nie spotkałam się z podobnymi opisami. Pod tym względem jesteś bezprecedensowo najoryginalniejsza. I jak wcześniej napisałam; wszystko idealnie wyważasz. Niektórzy strasznie sztywno to piszą, albo schematycznie. Ty już tyle scen erotycznych miałaś w swych opowiadaniach i każda jest inna, wyjątkowo. Za to wielkie brawa dla Ciebie.
    Teraz zostaje mi czekać na ostatni rozdział, który mam nadzieję będzie dość długi, bym mogła się nim nacieszyć, oczywiście jak inni czytelnicy. I z tego powodu życzę Ci ponownie ogromu weny i chęci, bo to najważniejsze.~

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. 19rozdziału* ech wybacz pomyłkę, wina zmęczenia. Albo tego, że podświadomie nie dopuszczam do myśli zakończenia wraz z 20 rozdziałem~

      Usuń
  7. Szkoda że to już koniec tego opowiadania. Jest naprawdę dobre. Mam nadzieję że następne będzie jeszcze lepsze.Pozdrawiam./ Aysha

    OdpowiedzUsuń
  8. Pisałem ci poprzednio, że nie wiem o czym będe pisał dalej. I tak się stało. Za bardzo porozpisywałem się z środkowych komentarzach i jak się wygadałem nie mam o czym...ech to życie... Wiem, że rozdział nie poprawiony, ale było sporo pomieszań liter wiec postaraj się to nadrobić w przyszłości ;) Jednak znalazłem coś co mnie uderzyło juz przy czytaniu. Jak zrozumiałem Tao chciał wiedzieć wszystko o Krisie tak? Jak również to co Kris kombinuje, że juz się tak wyrażę. Tak zrozumiałem z tekstu. A jak dostawał kopertę z informacjami to były tam ifno o przeszłości Krisa. Więc tak jakby jeden szczegół był niedopełniony? Mam nadzieje, że rozumiesz co mam na myśli ;) W każdym razie ja to tak odebrałem, ja to tak zauważyłem i jesli się mylę lub źle sądzę to to olej ;) Rozdział poza tym fantastycznie napisany. A treść...łał! Aż nie wieżę że się kiedyś treści czepiałem! Coś wspaniałego! Serio bardzo mi się podba kierunek w jakim zmierza to opko. Więc! Weny!!!!!!! I dzięki za tak świetny rozdział. Odwaliłaś kawał dobrej roboty! ;)
    Zero_

    OdpowiedzUsuń
  9. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  10. Noo! Końcówka bardzo ładna. Taka mrauu!

    OdpowiedzUsuń
  11. Zakończenie było piękne ^^ wreszcie się doczekałam ich ostrzejszej sceny *.* Czekam z niecierpliwością!

    OdpowiedzUsuń
  12. Mike I Inguk, moje życie ma sens, dziękuję! ♥

    OdpowiedzUsuń
  13. Na wstępie chciałam Cię przeprosić że nie komentuję ale ja naprawdę nie potrafię i nie wiem co mam napisać :/ Rozdział jak zwykle cudny, aż się łezka w oku kręci że to już przed ostatni rozdział ( ale i tak nie mogę się doczekać ostatniego ;D ). Ohhhhh.... tak czekałam na Mike'a i In Guka i się doczekałam. Jupi! Co do Tao to mam nadzieję że się tylko w małym stopniu zemści a potem będą żyć z Krisem długo i szczęśliwie ;) Nie pozostaje mi nic innego jak życzyć Ci weny i czekać na kolejny rozdział. :)

    OdpowiedzUsuń
  14. Witam, witam,
    wspaniały rozdział... och to było rewelacyjne, taka odwaga ze strony Mika bardzo mi się podobała... zastanawia mnie bardzo jak to chcesz zakończyć Zaito „przekupił Seo, dowiedział się wiele rzeczy o Krisie i ciekawe co chce zrobić, bo moim zdaniem obydwaj psują do siebie...
    Dużo weny życzę Tobie...
    Pozdrawiam serdecznie Basia

    OdpowiedzUsuń
  15. OMG Jakie cudaśne *.* Tylko oby ta sprawa z Krisem i Zitao się rozwiązała i był Happy Ending <3

    OdpowiedzUsuń
  16. Szczęśliwego Nowego Roku :).

    OdpowiedzUsuń