środa, 4 grudnia 2013

Dangerous - Rozdział 17.

Witajcie!
Jestem dziś niebywale miła i przyspieszam publikację (niepoprawionego jeszcze) kolejnego rozdziału. 
Dzieje się tutaj tyleeeeee :)
Tyle wątków do rozwinięcia i dwa -trzy rozdziały do końca Dangerous ;> 

Dziękuję za Wasze komentarze i czytanie moich tworów.
Kolejny rozdział będzie kiedy będzie, bo jeszcze nie zaczęłam. 
Miłego czytania 
<3 





            Zitao zatrzymał się w miejscu jak wmurowany, mocniej zaciskając palce na aparacie telefonu. Nawet nie miał większej nadziei w powodzenie tej małej misji Amandy. Liczył się raczej z porażką i niewyjaśnieniem całej sprawy. Co gorsza, w głębi swojego zimnego serducha, obawiał się, że kontakt z dziewczyną zostanie teraz zerwany. W sumie tak powinien zrobić, odciąć się od niej. Koniec końców, nie była mu już potrzebna. Ale wtedy stracił by wiele. I tym razem nie chodziło o korzyści materialne, czy kontakty. Do tej pory był zdecydowanym pesymistą jeśli chodzi o tak przerysowaną relację, jaką była przyjaźń. Podchodził do tego póki co ostrożnie, mając schowany za plecami sztylet, by w razie jakichś niepowodzeń, bezboleśnie się odciąć od niepotrzebnej osoby. Czyżby jednak zyskał przyjaciółkę? Osobę od serca, której mógłby zaufać? Może.
            - Spotkajmy się, teraz – zażądał, nie licząc na sprzeciw Amandy. Mimo wszystko nawet w tak lichej instytucji jak przyjaźń, musiał istnieć prowodyr.
            ~ I co jeszcze, dzieciaku? – oburzyła się dziewczyna, zupełnie nie przejmując faktem, że Zitao pewnie jest wściekły, po tak oględnym potraktowaniu jego osoby.
            - Dzieciaku? – syknął powoli Huang, nie dowierzając temu co usłyszał. Stwierdził jednoznacznie, że chyba był zbyt ugodowy przez te kilka dni. Widocznie one wystarczyły, by Amanda rozpanoszyła się w jego życiu zbyt bardzo – Nie życzę sobie żebyś mnie tak nazywała. Stoję wyżej w hierarchii społecznej – prychnął.
            Po kilku sekundach ciszy, kiedy to Zitao myślał, że zerwano połączenie, usłyszał śmiech i dziwny trzask.
            ~ Przez ten przezabawny dżołk prawie spadłam z mojego bujanego fotelika, na którym siedzę awansując sobie dzisiejszego dnia – powiedziała Amanda, starając się powstrzymać spazmy śmiechu.
            - To nie jest śmieszne – powoli zaczynała go irytować postawa dziewczyny.
            ~ Masz rację – usłyszał po drugiej stronie słuchawki grobowy ton – Huangu Zitao, posłuchaj uważnie, bo może muszę coś ci wyjaśnić, mimo, że wydawało mi się, że sprawa ta jest niezmiernie oczywista. Mam w głębokim poważaniu twoją śmieszną listę z hierarchią, czy jak ty sobie to zwiesz. Jestem starsza i mogę cię nazywać dzieciakiem, rozumiesz? – prychnęła na koniec jak kotka, potwierdzając słuszność swoich słów.
            - Porozmawiamy jeszcze o tym – wysyczał Zitao przez zęby – Gdzie się spotkamy? Pozwalam ci wybrać – ustąpił w tej jednej sprawie.
            ~ Studencik a głupie to – zadrwiła Amanda, wzdychając teatralnie – Ja wiem, że korci cię, by poznać prawdę. Jednak nie jestem aż tak ustawiona przez starych jak ty, by urywać się z roboty. No wiesz, ten fotel taki wygodny. I ty masz chyba zajęcia, co nie? No to spotkamy się po 18. U ciebie w domu, może? – rzuciła propozycją.
            - Nie – odrzucił jej pomysł od razu – W moim domu nie pojawiają się moi goście – powiedział ostro – Wybacz – skarcił siebie w myślach, za tak nieprzemyślane posunięcie – Może kawiarnia? – zapytał milej.
            ~ No dobra młody – rzuciła pogodnie Amanda – Do zobaczyska – pożegnała się i zakończyła rozmowę.
            Skrzywił się na kolejne określenie, jakim został obdarzony, dodatkowo nie mogąc go zripostować w odpowiedni sposób. Stwierdził, że Amanda potrzebuje przyspieszonego kursu, który być może nauczyłby ją nieco szacunku. To, że był młodszy nie miało dla niego znaczenia. Został wychowany w przeświadczeniu, że to pieniądze i rodzina się liczą, nie wiek rywala.

~**~

            Nie czuł dolnych partii ciała. Spędzenie prawie całego dnia w pozycji siedzącej, na niewygodnych krzesłach w salach wykładowych, nie należało do najprzyjemniejszych zajęć. Szczególnie biorąc pod uwagę sytuację z rana i brutalne potraktowanie jego tyłka przez Krisa. Na swoje nieszczęście musiał spędzić jeszcze pełne półtora godziny właśnie z Wu Fanem. Tym razem ulokował się na samym końcu Sali, starając się być niewidocznym. Sam przed sobą musiał przyznać, że wstydził się. Tego, że maltretowanie go podobało mu się. Chyba nie odnalazłby się w łagodnym seksie, a na pewno nie czułby się w pełni zaspokojony. Zwyczajnie potrzebował intensywniejszych przeżyć, mimo świadomości, że kiedyś to się skończy nie tylko obtartym tyłkiem. Tak więc zajęcia z Wu Fanem przekoczował, starając się nie wdrażać w żadne spory. Siedział – i tak  z ogromny bólem, kręcąc się na wszystkie możliwe strony – patrząc się w okno i myśląc o wszystkim, tylko nie o blondynie, który rano potraktował go jak zwykłego śmiecia. Którym zresztą był. Sam pozwolił na takie traktowanie, w którym dominacja Krisa była aż nazbyt widoczna. Tutaj nie potrzebował swojej listy z hierarchią, by stwierdzić, że znalazł się na samym końcu łańcucha. Tutaj Kris dyktował warunki. A nawet jeśli były one niekorzystne dla niego, sam nic nie mógł z tym nic zrobić. Strata tego, co powoli stawało się cenne, bolałaby jeszcze bardziej niż urażona duma, której powoli się wyzbywał, właśnie przy Wu Fanie.
            Przymknął oczy z niemałego zadowolenia, kiedy usiadł na puchatej poduszce. Wybór kawiarni, gdzie dominowały kanapy, był idealnym pomysłem. Chociaż tak nie cierpiał. Spojrzał na zegarek. Amanda się spóźniała. Wygoda wygodą, jednak aż tak optymalnie nie było i zaczynał się wiercić na swoim miejscu.
            Odetchnął z ulgą, jak i przypominało to prychnięcie, kiedy dziewczyna weszła do środka i zaczęła się rozglądać za Zitao. Podniósł z łaską rękę do góry, aby ułatwić jej poszukiwanie, a kiedy ta go zauważyła, oparł się wygodniej o fotel, starając nadać sobie rozgniewany wyraz twarzy.
            - Spóźniłaś się – nie omieszkał jej tego wytknąć.
            - Pozwól mi chociaż usiąść marudo – zagderała i opadła na miękki fotel wzdychając – Cały dzień spędziłam obracając się jak jakiś kretyn na bujanym fotelu, a teraz z ulgą siadam po raz kolejny. Do tego można się przyzwyczaić, wiesz? To nic nie robienie w recepcji, głupie uśmiechanie się i w ogóle. Już wolałam ganianie po redakcji, ale nie, dostałam jednodniowy awans. I ten koleś jest ładny – zmieniła temat. Już w połowie przyspieszonej gadki Amandy, powoli nie nadążał i zwyczajnie pozwolił, by ta się wygadała.
            - Nie słuchałeś? – mruknęła po chwili, patrząc na zamyślonego chłopaka.
            - Niespecjalnie – odpowiedział obojętnie zgodnie z prawdą – Nie po to tutaj przyszedłem – dodał.
            - Jakoś tak niemrawo wyglądasz – Amanda zmarszczyła brwi – Kiepski seks? Czy uczelnia cię tak wymęczyła, studenciaku – prychnęła pogardliwie.
            - Właściwie to jedno i drugie – wzruszył ramionami.
            Amanda zrobiła wielkie oczy, po czym te zaświeciły się niebezpiecznie.
            - Nie, nie poznasz szczegółów – zdołał wyprzedzić jej pytanie, na co dziewczyna zasmuciła się – Przypominam ci, że mamy konkretny cel  spotkania – upomniał się Zitao.
            - Dobra, dobra – machnęła ręką – Przepraszam – zaczepiła kelnera, który przechodził obok ich stolika – Poproszę kawę i lody...hmm… czekoladowe? Z sosem czekoladowym? – zapytała z nadzieją.
            - Oczywiście – odpowiedział mężczyzna, na co Amanda uśmiechnęła się promiennie.
            - Przystojny, co nie? – nachyliła się ku Zitao, ruszając w sposób charakterystyczny brwiami.
            - Mnie się pytasz? – odsunął się od dziewczyny.
            - A kogo? – parsknęła – Kto tu potrafi docenić piękno męskiego ciała? – westchnęła zrozpaczona, że dalej nie poznała żadnych szczegółów związku Zitao.
            - Jesteś kobietą, chyba ty – wskazał na nią palcem.
            - Ale ty jesteś… - zaczęła Amanda.
            - … jestem facetem, który śpi z facetem. Nic więcej – skwitował – Amanda, nie mam całego dnia by z tobą ględzić – podpowiedział dziewczynie.
            - Dobrze – wywróciła oczyma – Chociaż napij się ze mną kawy i lody zjedz, co?
            - Nie powinnaś być na diecie? – zapytał sceptycznie.
            - Chcesz wyjść cały z tej kawiarni? – uśmiechnęła się sztucznie Amanda – Ta koperta przyszła dziś do nas – wyciągnęła zawiniątko i podała Zitao. Do tej pory newsy ukazywały się tylko u nas i dopiero kilka godzin po fakcie, info lądowało w Internecie, a kolejnego dnia w innych pismach. Więc ta informacja się nie ukaże nigdzie. Otworzysz w końcu? – prawie wrzasnęła – Cały dzień na to czekałam – jęknęła.
            - A ten facet? – męczyło go wyciąganie informacji z Amandy, chciał już się znaleźć w domu ze swoim nowym znaleziskiem.
            - Wydrukowałam jego zdjęcie, nieco niewyraźne, bo ręka mi się trzęsła jak laptopem manewrowałam – zrobiła smutną minę – Wiesz, gdzie go widzieliśmy?! – zakrzyknęła na nagle – Masz – podała tym samym zdjęcie kuriera.
            Zitao spojrzał z zaciekawieniem na mężczyznę na zdjęciu. Nic mu ono nie mówiło.
            - Ten z centrum handlowego. Wspominałam, że skądś go kojarzę. Był z kimś. Też ciacho – rozmarzyła się.
            - Dzięki za przysługę – bąknął, z nienawiścią wpatrując się w zdjęcie mężczyzny, którego nie znał – Pójdę już – wstał i natychmiast został pociągnięty w dół.
            - Chyba żartujesz! – krzyknęła Amanda na cały głos, po czym skuliła się pod ostrzałem srogich spojrzeń innych urzędujących w lokalu – Miałeś mi pokazać co tutaj jest – wskazała palcem na kopertę.
            - Nie wydaje mi się, bym kiedykolwiek coś takiego powiedział – odparł spokojnie Zitao – Równie dobrze mogłaś zajrzeć do tej koperty wcześniej, a skoro tego nie zrobiłaś… to trudno – skwitował.
            - Jesteś podły – syknęła rozżalona.
            - Doskonale o tym wiem – odpowiedział bez cienia uśmiechu – Do zobaczenia niebawem – skinął jej głową.
            - Zatopię smutki w lodach – poderwała się gwałtownie, by odebrać swoje zamówienie – Ratuje mi pan życie – westchnęła do kelnera, który zrobił niezrozumiałą minę – Idź sobie ty nieczuły kumplu, który zostawiasz mnie samą, aby mój mózg oszalał z niepewności. Idź, później będziesz mnie odwiedzał w psychiatryku. Wiesz kogo to będzie wina? Wiesz? – zakrzyknęła pełna żalu.
            - Pewnie moja – odparł niezrażony przemową Amandy – Albo twojej niestałości psychicznej, o której nie miałaś pojęcia. I nie, nie przekonało mnie to – dodał.
            - Dobra, idź już stąd – machnęła na Zitao ręką, by odszedł jak najdalej – Rozpraszasz mnie tylko. Zadzwonię – odezwała się już bardziej promiennie – I wycisnę z ciebie wszystko – mruknęła już tylko do siebie.

~**~

            Pobudka nie należała do najprzyjemniejszych dla Zitao. Wściekły wpatrywał się w materiały, które zdobyła dla niego Amanda, nie dowierzając jak jego ojciec mógł być tak głupi. Nie chodziło mu o sam fakt machlojek, łapówek, tylko o to, że byle detektyw zdołał to odkryć. Teraz gdy otworzył oczy, wszystko na nowo mu się przypomniało. Miał ochotę rzucić ojcu w twarz tymi danymi, wiedział jednak, że nie skończy się to dla niego dobrze. Co prawda dziwił go nastrój starszego w ostatnich dniach, który chodził wręcz szczęśliwy – jeśli mógłby poważyć się na takie entuzjastyczne określenie co do niego – jednak, nie łudził się, że mógłby dostać w każdej chwili.
            Po raz kolejny poczuł też ogromną ochotę na to, by spotkać się z Krisem. Ostatnio gdy tylko wstawał, pierwszą myślą było to, czy Wu Fan już wstał. Zwykle była to kolejność, seks i pomyślunek o Krisie. Nie pomagał fakt, że ból zadany zaledwie wczoraj, nie zmniejszył się, a wręcz pogłębił nakręcany dodatkowo porcją nienawiści.
            Wstał z niemałym trudem i postanowił również dziś wybrać się na uczelnię.
            - Kto tu się pojawił tak wcześnie rano. Nawet twoja matka jeszcze śpi – usłyszał zgryźliwy głos swojego ojca, kiedy tylko zszedł na dół.
            - Dziwnym jest, że dziś cię widzę. Ostatnio nocujesz poza domem. Nowy nabytek? – nie mógł się powstrzymać przed tym komentarzem. Mięśnie twarzy starego Huanga napięły się.
            - Chyba powinieneś iść na zajęcia. Syna polityka też obowiązują jakieś zasady, prawda? – mężczyzna powstrzymał się z trudem przed wstaniem. Mocno zaciskając palce na filiżance kawy, podniósł ją do ust i tym samym zakończył rozmowę z synem.
            - Samego polityka też powinna cechować inteligencja. Zapędzasz się sam w ślepy zaułek – mruknął cicho.
            - Słucham?
            - Nieważne – zbył ojca – Idę.
            Rzygał patrzeniem na osoby, które przewijały się na uczelni. Ostatnie tygodnie były dla niego jak bajka, co prawda odrobinę brutalna i z zapędami masochistycznymi, jednak bajka. Lepszy świat, mimo że bolesny. Teraz, powracając do normalności, nie mógł patrzeć na tych niczym nie wyróżniających się ludzi.
            Tradycyjnie zaczął szukać wzrokiem Krisa. Musiał z nim porozmawiać, a raczej zgryźliwie zasugerować, by w najbliższym czasie trzymał się z daleka od jego tyłka. Wczorajsze spotkanie, mimo że ekscytujące, wprowadziło w jego głowę kolejne myśli wymagające rozważenia. Już sam nie wiedział co czuje do Wu Fana.
            Drgnął, wyciągając bardziej głowę, kiedy zauważył wysoką sylwetkę. Tak, to był Kris. W dodatku w towarzystwie osoby, której nie kojarzył. Mężczyzna był nieco niższy i szedł spokojnie, nawet nie oglądając się na innych studentów. Czyli nie mógł być wykładowcą. Coś w jego sercu poruszyło się i ruszył za mężczyznami. Przyspieszył kroku, chcąc jak najszybciej dotrzeć pod gabinet Krisa. Coś nie dawało mu spokoju w sylwetce towarzysza Wu Fana.

~**~

            - Jak myślisz, dlaczego wezwałem cię na uczelnię? – Kris niespokojnie bawił się breloczkiem od kluczyków od auta, które niedawno sobie sprawił. Dokładniej rzecz ujmując, wynajął.
            - Też jestem zdziwiony odwlekaniem naszych informacji – powiedział Seo. Gdy tylko wstał od razu sprawdził portale, by znaleźć chyba najbardziej kontrowersyjny artykuł ostatnich miesięcy – Może gazeta boi się? Zwykłe plotki były akceptowalne. A oskarżenie na takim poziomie, może sprawić dla nich zbyt wiele problemów – zastanowił się.
            - Te informacje i dane nie są przecież wyssane z palca – mruknął Kris, opierając się wygodnie w swoim fotelu. To był prawie ostateczny ruch na jaki czekał od tylu miesięcy – Mają pewność co do prawdziwości tych oskarżeń. Na pewno oddałeś to odpowiedniej osobie? – Kris zapytał podejrzliwie.
            - Oczywiście – Seo skinął głową. Dziewczyna bujająca się na fotelu. Kogoś takiego nie trudno było zapomnieć. Po głowie chodziła mu myśl, że niedawno chyba ją widział. Gdzieś. Był widocznie jednak zajęty inną sprawą, aby zainteresować się jakąś szaloną kobietką – Proponuję poczekać kilka dni, a dopiero potem spróbować wysłać to innej gazecie, jeśli ta nie zdecyduje się na umieszczenie tego syfu – Mam zdjęcia, o które pan prosił – wyjął kopertę, w której ukazane były upojne chwile Huanga i Go Ary.
            - Dziękuję – Kris skinął głową, chowając kopertę do biurka – Już niedługo będziesz miał mnie z głowy – odezwał się weselej – Tylko kilka posunięć – mruknął do siebie – Ahh, właśnie – nagle coś mu się przypomniało – Co z Mike’m? Wymusiłeś na nim powrót do Kanady? – spojrzał uważnie na Seo In Guka.
            Mężczyzna poruszył się niespokojnie na swoim miejscu.
            - Właściwie… to nie. Nie rozmawiałem z nim o tym – mruknął, wymigując się od odpowiedzi.
            - Rozmawiałeś? – Kris podchwycił nierozważne słowa In Guka – Od kiedy jesteście znajomymi i rozmawiacie?
            Mężczyzna zawahał się, nie wiedząc jak potoczyć zgrabnie rozmowę, by nie zdradzić swoich własnych uczuć.
            - Tak – zaśmiał się zbywająco – Mieszka u mnie – wzruszył ramionami.
            Na twarzy Zitao dało się łatwo odczytać zdziwienie.
            - Nie spodziewałem się tego – zaczął powoli.
            - Można powiedzieć, że to dwustronny układ. Na którym zdecydowanie korzystam na pewien sposób – Seo pokiwał w zamyśleniu głową. 
            - Wytłumaczysz mi to?
            In Guk spojrzał bystro na Wu Fana. Dał się złapać.
            - Bawię się z nim. Zaraz po tym jak pan go wyrzucił, nakręcił się na odzyskanie ciebie – zapomniał się w formie. Kris nie zwrócił na to uwagi – Uczę go – prychnął – Jak  stać się zmysłowym kochankiem? Tak to chyba powinienem nazwać.
            - Nieźle to sobie wykombinowałeś – Kris zaśmiał się sztucznie – Rób co chcesz – wzruszył ramionami. Szybko przejąłeś moją zabawkę – zabrzmiało to zdecydowanie złowrogo.
            - Mam go wyrzucić? – zapytał od razu Seo, bez jakiegokolwiek wyrazu twarzy zdradzającego, że coś może czuć do Mike’a.
            Sam tego zresztą nie wiedział. Czuł się dobrze w towarzystwie tego gówniarza. Miał po co wracać do domu, mimo że ostatnimi czasy atmosfera była między nimi napięta. Wiedział, że Mike potrzebuje tylko jednego kroku, by mu ulec. Póki co chciał jednak, by ten całkowicie zapomniał o Krisie. Chciał go tylko dla siebie. Nie wyobrażał sobie sytuacji, kiedy w uścisku namiętności miał krzyczeć nie jego, a Wu Fana imię. Dlatego czekał, a wręcz udawał obojętność przed młodszym. Był ciekawy, ile ten jeszcze wytrzyma.
            - Skąd – Wu Fan pokręcił przecząco głową – Może mi się jeszcze do czegoś przyda – uśmiechnął się podle, chcąc odczytać reakcję Seo.
            - Może – ten odwzajemnił uśmiech, zaciskając jednak mocno szczękę – To wszystko? – odezwał się nieco sztywno.
            - Tak, na dziś tak – Kris skinął głową.
            - Do widzenia – Seo skłonił się lekko i wyszedł z gabinetu.

~**~

            Zaabsorbowany niezwykle, aby dogonić Krisa i jego towarzysza, nie zauważył sylwetki, która nagle wyrosła mu przed twarzą. Zatrzymał się gwałtownie, tak by nie wpaść na przechodnia.
            - Go Ara – mruknął zniecierpliwiony, rozpoznając dziewczynę.
            - Witaj, Zitao – uśmiechnęła się zadowolona.
            Huang obdarzył ją niechętnym spojrzeniem.
            - Jakim cudem zawsze pojawiasz się w nieodpowiednich momentach, co? – warknął i ruszył się, chcąc minąć dziewczynę.
            - Kochany – Go Ara zrobiła smutną minkę, przepełnioną jednak złośliwością – Tak dawno cię nie widziałam, a zarazem jakbym ciągle się z tobą spotykała. Dzień w dzień – westchnęła.
            - Ćpałaś coś? – zasugerował spokojnie, z pobłażliwym uśmiechem na twarzy – Kochana – specjalnie intonując ten  przydomek, by pokazać swoją wyższość – co się stało? – wskazał palcem na torebkę dziewczyny – Twoja rodzina w jakiś dziwny sposób się wzbogaciła? Markowa torebka? Czy sponsor?
            - Jak zwykle jestem skurwielem – dziewczyna spojrzała na niego lekceważąco.
            - Znasz mnie – Zitao przyłożył rękę do serca, udając skruchę – Wybacz, ale spieszę się.
            - Kochasz swoją rodzinę? – zapytała znienacka, zatrzymując odchodzącego chłopaka w miejscu.
            - Kocham? – wyrzucił z siebie to słowo, jakby było czymś obrzydliwym.
            - Tak, ile byś dla nich zrobił, by wasze sekrety nie zostały ujawnione? – uściśliła.
            - Mogłaś mówić od razu, że chodzi o syfy – prychnął – Dlaczego cię to tak interesuje? – wzmógł czujność. Go Ara nie mogła wiedzieć, o ostatnich informacjach. Tylko to co jest w prasie.
            - Jestem po prostu ciekawa, jak bardzo szanujesz rodziców – powiedziała spokojnie.
            Zitao zaśmiał się mimowolnie.
            - Szacunek? Zabawne. Śpieszę się. Nie mam dla ciebie czasu – zbył ją szybko i ruszył do budynku uczelni szybkim krokiem.
Sztywno stał koło gabinetu Krisa, starając się nie podejść pod drzwi i nie zacząć podsłuchiwać. Go Ara nieco go zaniepokoiła. Czyżby wiedziała o czymś, co nie powinno trafić do jej uszu? Może to ona kryła się za tymi wszystkimi plotkami w gazetach? Zacisnął pięści, decydując, że musi dowiedzieć się, kim jest nieznajomy kurier.
Drzwi od gabinetu otworzyły się i stanął w nich mężczyzna, z którym spotkał się Wu Fan. Zitao otworzył szeroko oczy, widząc przed oczyma zdjęcie, które dostał dnia poprzedniego od Amandy. Zamrugał kilkakrotnie, nie mogąc uwierzyć w to co widzi. Nieznajomy zamknął spokojnie drzwi, jednak jego wyraz twarzy wydawał się być wzburzony.
Odetchnął kilka razy i ruszył w stronę mężczyzny.
- Wolne już? – zapytał słabym głosem, przywlekając na twarz uśmiech.
Starszy skinął głową, chcąc się oddalić jak najszybciej.
- Przepraszam – zagadnął nieznajomego, chcąc wycisnąć z niego choć odrobinę informacji – Nie jest pan studentem? – zapytał przyjaźnie – Nie widziałem pana wcześniej, nowy wykładowca? Rozmawiał pan z doktorem Wu Fanem? – uśmiechnął się.
- Tak, nie – odezwał się mężczyzna – Nie będę tu pracował. Przepraszam, spieszę się – starszy spojrzał na zegarek – Można powiedzieć, że pracuję dla pana Wu Fana – rzucił na odchodne.
- Mógłbym dostać twój numer? – podbiegł do mężczyzny i zatrzymał go – Wizytówkę? – ponowił z nadzieją.
- Przepraszam, ale chyba nie jestem zainteresowany spotkaniem – odpowiedział, spoglądając uważnie na Zitao.
- Powiesz mi jak się nazywasz? – zadał kolejne pytanie.
- Czemu mają służyć te pytania?
Zitao zamyślił się. Stracił nieco głowę, a jego ruchy robiły się chaotyczne. Chciał wiedzieć, jak nazywa się ten mężczyzna. Chciał wiedzieć wiele rzeczy, a najważniejszą było teraz to, dlaczego Kris i jaki ma cel w zniszczeniu jego. Rozejrzał się po studentach, a jego wzrok zatrzymał się na Xiuminie.
- Widzisz tego chłopaka? – prawie szepnął konspiracyjnie – Tak, tego – potwierdził, kiedy mężczyzna spojrzał w daną stronę – Podobasz mu się – powiedział swobodnie. Chciałby chociaż wiedzieć, jak masz na imię.
- Seo In Guk – odpowiedział mężczyzna – Tylko nadal nie jestem zainteresowany. Pozwolisz, że się pożegnam? – zapytał z lekka poirytowany.
- Przepraszam za moją nachalność. Wydaje mi się, że jeszcze się spotkamy. I to nie będzie miłe spotkanie – uspokoił się i odzyskał zmysły. Zaczął myśleć, co skutkowało zupełną zmianą zachowania i bystrością spojrzenia – Do widzenia – skinął głowę w stronę Seo i ruszył do gabinetu Krisa.
- Proszę – usłyszał głos blondyna, gdy zapukał do drzwi – To ty – mruknął Wu Fan, widząc Zitao w środku – Wejdź – zaprosił go.
- Mam tylko chwilę. Kim był ten mężczyzna? Przed chwilę wyszedł – zapytał spokojnie, nie dopuszczając tym razem do wybuchu niekontrolowanych emocji.
- Zazdrosny? – Kris zaśmiał się.
- Powinienem być? – przyłączył się do żartu – Chciałbym tylko wiedzieć.
- Wykonuje dla mnie małą misję – blondyn wzruszył ramionami – Nie rozmawiajmy o nim. Gotowy na wieczór? O której kończysz zajęcia?
- Gotowy? – krew się w nim zagotowała – Mam ci przypomnieć, że ledwo chodzę po wczoraj?
- Masz klucze od mojego mieszkania – rzucił przedmiot na biurko – Kończę później niż ty. Możesz coś ugotować.
- Wyglądam na kurę domową? – zakpił Zitao.
- Byłoby miło.
- W tej relacji nie można niczego nazwać miłym – skwitował Zitao, zabierając klucze – Do później…może – dodał.

~**~


Seo spokojnym krokiem wychodził z terenu uczelni. Spotkanie z Huangiem było zupełnie przypadkowe. Dziwne zachowanie chłopaka. Zitao wiedział. Był tego pewien. Nietrudnym było mu domyśleć się, że paczka nie trafiła do władz redakcji. Uśmiechnął się. Teraz może być ciekawiej. Dodatkowo poczuł się zagrożony przez Krisa, który wydał niemą groźbę. Zwykle dotrzymywał swoich zleceń, był wierny temu kto płacił od początku. Chyba jednak bardziej niż na gotówce, zaczęło mu zależeć na chłopaku, który zapewne czekał na niego w domu. Być może raz sprzeciwi się swoim zasadom. Kto zapłaci więcej, ten wydawał się bardziej wiarygodny. Teraz tak uważał. 

10 komentarzy:

  1. czyżby Tao miał wygrać? ciekawe, ciekawe...

    OdpowiedzUsuń
  2. Ajć, podsyciłaś jeszcze bardziej moją ciekawość. :D Do tej pory byłam (może nie święcie) przekonana, że nic nie stanie na drodze Krisa do zemsty. A tu proszę! :P Jestem cholernie ciekawa, który z nich doprowadzi sprawę do końca i wygra. ^^

    Jak najwięcej weny ci życzę! ~

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nominowałam cię do "The Versatile Blogger" ;3

      Usuń
  3. Nie wiem, odbieram może mylne wrażenie, ale piszesz na początku rozdziału, jakbyś szybko chciała skończyć te opowiadanie jak najszybciej i dlatego je skracasz. Ja nie wiem jak reszta, ale jeśli masz pisać na siłę, to jak mogę czekać aż najdzie cię wena, ile ci tam trzeba. Także bez pospiechu. ;)

    Nadszedł czas kiedy Tao zaczyna coś podejrzewać i zdobywać informacje o zemście. Teraz będzie chyba najważniejszy moment dla jego relacji z Krisem. Czy te nowe informacje ich podzielą, czy zbliżą? Dalej nie wiem, na czym stoimy, bo niewiele piszesz o uczuciach Krisa, a jak już piszesz, to mam wrażenie (którego nie chce mieć!), że on wcale nie kocha Tao i traktuje go tylko tak jak wcześniej traktował Mika. Z drugiej strony Tao wydaje się jednak coś czuć i to może w dużej mierze od niego zacząć zależeć, czy to coś między nimi zacznie mieć jakieś podstawy uczucia. Jednak wiedząc o zemście raczej może znienawidzić Krisa niż pokochać.. Matko, jak co rozdział napiszę, że to opowiadanie chyba (na moje nieszczęście) czekać będzie więcej bólu niż radości.. T_T

    OdpowiedzUsuń
  4. Hmmm. Ciekawe jak to się skończy :3 >.<

    OdpowiedzUsuń
  5. Nie spodziewałem się tak szybko. Ułoooo! Ten obrót spraw! Kurcze aż płonę z ciekawości ! Zapowiada się nieźle i w sumie nie mogę się doczekać aż Tao wygarnie wszystko Krisowi i reakcji Krisa. Genilanie! Po prostu genialnie! ;)
    Zero_

    OdpowiedzUsuń
  6. Jak zwykle umieram .-. Nareszcie akcja się rozkręca na właściwy tor :3 no nic, jak zwykle jestem cholernie ciekawa i czekam na więcej ~ // Axe ~

    OdpowiedzUsuń
  7. Cholera, przez tą głupią naukę przeoczyłam aż dwa rozdziały, a akurat one zaczynają się robić najciekawsze ! Jeszcze Chwila a wszystko wyjdzie na jaw ! Kurde nie mogę się doczekać, chciałabym aby Tao skopał tyłek Krisowi XD serio, mógłby go wyprzedzić i wykiwać go w jego własnej grze oo tak.
    ~ PAndra

    OdpowiedzUsuń
  8. Yaaaay, się dzieje, powoli wszyscy na siebie wpadają...
    Kris i pan Huang zasługują na wpierdol ♥♥♥
    dziękuję, pozdrawiam i weny~ :3

    OdpowiedzUsuń
  9. Witam,
    no i Tao spotkał tego, który dostarcza redakcji kompromitujące zdjęcia.... boje się o Mika, i tego co wymyślił Kris aby się zemścić na Seo...
    Dużo weny życzę Tobie...
    Pozdrawiam serdecznie Basia

    OdpowiedzUsuń