niedziela, 1 grudnia 2013

Dangerous - Rozdział 16.

 Witajcie kochani. 
Sporo mnie tutaj nie było, mam nadzieję, że o mnie nie zapomnieliście :) 
Nie mam czasu siąść do klawiatury, to wszystko dlatego (jak i ty tłumaczy się długość rozdziału).
Żeby nie ciągnąć opowiadania w nieskończoność, przyspieszam akcję i kończę ją w 20 rozdziałach, ew. 22.
Potem robię sobie przerwę... długą przerwę, powracając do Was z kilku rozdziałowym Hunhanem i kolejnym opowiadaniem 2min :) 

Zapraszam tutaj 
i tutaj 

Dziękuję za Wasze komentarze i mam nadzieję, że kolejny rozdział pojawi się w kolejną niedzielę. 



            - Kto tu się pojawił na uczelni – usłyszał za sobą i z niechęcią odwrócił się do szkodnika, który przeszkodził mu kontemplowanie ruszającego się drzewa. Myślał. Może niekoniecznie o drzewie, ale jednak coś zaprzątało mu głowę.
            Doprawdy, zbyt szybko minął mu ten tydzień. Siedem dni wolności, gdzie naprawdę nie musiał budzić się z przeczuciem, że ojciec coś mu zrobi.  Że jakiś trybik zaniecha współpracy i znowu oberwie. A i nie nudziło mu się, kiedy ciągle spotykał się z Krisem. Mocnych wrażeń mu nie brakowało. Prawie zyskał kogoś na kształt przyjaciela. Chociaż wolał nazywać Amandę „popierdoloną kobietką, która nie powinna chodzić po ulicy, z obawy na spowodowanie - swojej jak i innych niewinnych ludzi – śmierci”. Za bardzo starała się rządzić, robiła co chciała i była łamagą. Tak w skrócie.
            - Xiumin – Zitao syknął niemal z pogardą, odwracając się do chłopaka i patrząc na niego niedbale. Uśmiechnął się dobrotliwie, tym bardziej podkreślając swoją wyższość, jak i zniechęcenie.
            Dość dawno nie było go na uczelni. Nie przejmował się zajęciami i tak je wszystkie zaliczy, czy to dzięki sobie czy kontaktom ojca. Samo chodzenie na uniwersytet byłoby bardzo utrudnione. Ze względu na uszkodzenia jakie zadawał starszy, jak i po części przez Krisa i jego nieokiełznany apetyt na seks.
            - Dawno się nie widzieliśmy. Nie piszesz, nie dzwonisz… - Xiumin podniósł sugestywnie brwi.
            Huang uśmiechnął się podle, zbliżając się do niegdyś przyjaciela. Było to prawdą. Stracił kontakt ze wszystkimi ludźmi, w których towarzystwie zawsze się poruszał. Na rzecz Wu Fana i tej znajomości. Równie niepewnej i przepełnionej kłamstwem, zarówno z jednej, jak i drugiej strony.
            - Brakuje ci kogoś, kto by tobą pomiatał? – odparł od niechcenia, nie patrząc nawet na chłopaka. Lustrował wzrokiem dziewczyny, które szły zwartą grupką chichocząc i gadając o czymś zawzięcie – Musisz nauczyć się samodzielności. Poderwać jakąś dziewczynę – skinął głową na grupkę studentek – albo kilka. No chyba że… - w tym momencie Zitao urwał dopiero co zaczęte zdanie i postąpił krok do przodu - … wolisz mocniejsze wrażenia. No wiesz – cmoknął – Zawsze mogę coś ci załatwić. Znam kilku ostrzejszych, bądź delikatniejszych kolesi. Co ty na to? – Zitao nachylił się nad Xiuminem. Ten postąpił krok do tyłu.
            - Dzięki, nie mam podobnych zainteresowań co ty – mruknął niechętnie.
            - Te zawsze można zmienić – kontynuował rozbawiony Huang – Podobno nie chodzi o samą orientację, a o osobę, która cię kręci… tak więc, może to być każdy – zakończył Zitao, zadowolony z analizującej miny Xiumina.
            - Tak jakbyś zupełnie się nie zmienił, mimo, że ogrom czasu ciebie nie widziałem – prychnął poirytowany chłopak – Zapomniało się o starych przyjaciołach? Na rzecz czego? – zapytał zainteresowany.
            - Brakuje ci moich kontaktów? – z politowaniem zapytał Zitao – I kiedy my byliśmy przyjaciółmi? – zakpił.
            - Chyba zapomniałeś kim jestem – oburzył się Xiumin, robiąc zaciętą minę.
            Zitao machnął na niego ręką, zupełnie nie zainteresowany dalszą rozmową.
            - Tak, tak wiem. Jesteś którymś tam synem, któregoś tam syna i tak dalej. Coś masz mi jeszcze do powiedzenia? – powiedział do Xiumina, zupełnie na niego nie patrząc. Szukał wzrokiem swojego celu, który widocznie jeszcze się nie pokazał na uczelni.
            - Niepotrzebnie robisz sobie wrogów – powiedział spokojnie chłopak – To może cię drogo kosztować – dodał sycząc – Ciekawe, kto będzie stał po twojej stronie, kiedy stanie się coś złego? – rzucił w eter.
            - Nic – spokojnie odpowiedział Zitao – Pewnie skończę marnie, przy odrobinie szczęścia umrę – dodał, zastanawiając się chwilę nad pytaniem Xiumina – Idę – machnął na niego ręką i dalej zamyślony odszedł.
            Pytanie Xiumina wprawiło go w małe skonfundowanie. Szedł przed siebie, nie zwracając uwagi na otoczenie. Nawet nie szukając już Wu Fana. Kto przy nim zostanie? Kiedy wszyscy dowiedzą się, że z woli facetów od kobiet. Że to oni dają mu prawdziwą przyjemność. Do kogo pójdzie, kiedy tak się pożre z ojcem, że ten wyrzuci go z toksycznego domowego gniazdka? Ktoś będzie go żałować? Rzeczywiście był sam. Zdany tylko na siebie. Kris. Miła odskocznia od cholernie trudnego życia, która jednak uleci, kiedy pokaże się choćby cień kłopotów. Zespajało ich pożądanie, nie uczucie. Czy chciał go jednak? Może trochę, czasami coś tak niemożliwego przychodziło mu do głowy, po czym ulatywało spłoszone, kiedy wybijał je sobie z głowy. Nie wiedział, czy jest gotowy na to by kogokolwiek kochać.
            - Uważaj – usłyszał przed sobą. Był tak zamyślony, że nie zauważył, kiedy wchodził na kogoś – Witam – znajomy głos dodał. Kris.
            Podniósł szybko głowę do góry i cofnął się o krok. Zrobienie lekceważącej miny poszło mu zbyt wolno.
            - Stało się coś? – Wu Fan zauważył dziwny nastrój Zitao, mimo że ten trwał tylko kilka sekund.
            - Nie – pokręcił przecząco głową – Przepraszam, że na pana wpadłem – dodał oficjalnie, chcąc wyminąć Krisa.
            - Nie ściemniaj – przyciszył głos blondyn i pochylił się nieznacznie w stronę swojego kochanka – Co jest grane?
            Zitao zacisnął zęby i spojrzał na Krisa, jakby walczył ze sobą. Westchnął ciężko i intensywniej zapatrzył się w oczy blondyna.
            - To będzie tylko seks? – odważył się zapytać, po czym zamknął oczy, bojąc się odpowiedzi, jak i żałując, że w ogóle zadał takie bezsensowne pytanie.
            - Słucham? – Kris zdezorientowany zamrugał oczyma, jakby automatycznie cofając się do tyłu, wiedząc, że pytanie miało drugie dno.
            - Nieważne – Zitao odpowiedział szybko – Spieszę się na zajęcia panie doktorze – skinął głową i wyminął blondyna.
            - Czekaj – Wu Fan złapał chłopaka za ramię, stanowczo zatrzymując go w miejscu – W moim gabinecie! – rozkazał – 10 minut – dodał.
            Przeklinał swoją głupotę. Nie powinien zadawać takiego bezmyślnego pytania. Do niczego to nie prowadziło. Nie chciał wiedzieć. Wolał żyć tym, co ma teraz. Głupi. Tak w skrócie komentował swoje zachowanie.
            Tylko z uprzejmości zapukał do gabinetu Krisa, jak i czujnych oczu, które śledziły jego ruchy. No i dla profesora, z którym blondyn dzielił pomieszczenie. Nie usłyszał zaproszenia do środka, tak więc zapukał ponownie. Tym razem głośniej.
            - Wchodź – odezwał się niemiły głos Wu Fana i gwałtowne otworzenie drzwi przez niego.
            Blondyn spojrzał ostro na Zitao i podszedł do swojego biurka, stukając w nie niespokojnie palcami.
            Huang spojrzał na drzwi z obawy, że te mogą się otworzyć. Obawy albo nadziei, że tak się stanie. Czuł się niezręcznie w towarzystwie Krisa w tym momencie.
            - Powiedz mi – Kris odetchnął i zapytał spokojnie bruneta – Co to miało być?
            Zitao odchrząknął i spojrzał drwiąco na Wu Fana.
            - Nic. Chyba słyszałeś? – odpowiedział zbywająco.
            - Słyszałem, ale coś na kształt wyznania – rzucił.
            - Wydawało ci się – zapewnił Zitao – To wszystko? – zbliżył się do drzwi z zamiarem wyjścia.
            - Stój – warknął Wu Fan. Podszedł do Huanga i pchnął go dość brutalnie na krzesło. Zamknął drzwi i stanął nad chłopakiem – Przechodziłem już wiele razy przez takie sytuacje. Słyszałem takie teksty, więc nie ściemniaj mi, że wszystko jest w porządku. Zapomniałeś o umowie? – zapytał ze strachem, który starał się ukryć za wszelką cenę, pod osłoną szorstkiego tonu.
            - Jakżebym śmiał zapomnieć – zaszydził Zitao, rozsiadając się wygodniej na krześle.
            - Czyżbyś zaczynał czuć coś innego? Oprócz pożądania? – spytał podejrzliwie.
            - Nie? – zaprzeczył mało przekonująco – Tak  się boisz? – zakpił dodatkowo.
            - Może – wzruszył ramionami – Chyba jednak, tak na wszelki wypadek, muszę cię pouczyć i zapobiec zakochiwaniu we mnie – mruknął i podszedł do drzwi – Żeby wszystko było jasne. Żebyś wiedział, że nie będziesz miał we mnie oparcia – przekręcił zamek, by nikt im nie przeszkadzał - Że będziesz tylko cierpiał – podszedł do Zitao i ukucnął przed nim, niespodziewanie ściskając za krocze chłopaka – Cierpiał – wysyczał wściekły, patrząc z zadowoleniem na ból wymalowany na twarzy kochanka.
            Zitao syknął mimowolnie. Nie był gotowy na taki obrót sprawy. A ręka, która boleśnie wpijała mu się w przyrodzenie nie pozwalała normalnie myśleć. Powoli dochodziło do niego, co zaraz nastąpi w tym gabinecie. Na długości kręgosłupa poczuł dreszcze, ni to z oczekiwania, ni strachu. Raczej połączona reakcja obu stanów. Mimowolnie robił się podniecony. Chociaż nie bardzo mu się widziało wyjście z gabinetu – a raczej się z niego wyczołganie – kiedy Kris już z nim skończy.
            - Zgwałcisz mnie? – podpuścił blondyna, patrząc się intensywnie w jego oczy.
            - Nie – ten zaśmiał się krótko – Jak gwałtem mogę nazwać to, że za moment sam będziesz mnie chciał? Wstań – rozkazał Wu Fan i sam szarpnął Zitao, by ten się podniósł – Grzeczny chłopiec – pokiwał głową w nagrodę.
            - A jeśli będę krzyczał? – zapytał powoli Zitao.
            - Skutecznie stłumię twoje wrzaski – wyjaśnił Kris i jednym ruchem odpiął guzik od spodni bruneta, który uradowany odskoczył od materiału – Przykro mi, że  dochodzi do tego w takim miejscu, ale no cóż… serce nie sługa? Tak to się mówi?
            - To stwierdzenie zdecydowanie nie pasuje do sytuacji – sapnął Huang, pchnięty w stronę biurka, na które wskoczył z opuszczonymi już do połowy spodniami.
            - Wobec tego, penis nie sługa? – sprostował Wu Fan, przyciskając biodra bruneta do swoich.
            - Cieplej – warknął młodszy chłopak.

~**~

            - To o której wrócisz? – rzucił do słuchawki telefonu, nieźle się z nią mocując. Był w trakcie przygotowywania obiadu dla siebie i In Guk’a, kiedy ten zadzwonił – Rozumiem – skinął głową, przez co aparat o mało co nie wleciał mu do zupy – Kończę, bo coś spalę. Tak, tak – potwierdził i rzucił telefon na stół.
            Znowu bawił się w kucharkę. Nawet posprzątał w salonie, co nieczęsto mu się zdarzało i wstawił pranie, co do którego miał spore wątpliwości. Urządzenie tak skomplikowane jak pralka, chyba przekraczała zakres jego kompetencji i obawiał się, że nie wszystko pójdzie jak trzeba.
            Atmosfera od pamiętnej sytuacji w przebieralni była niesamowicie napięta. Schodzili sobie z Seo z drogi, uważając na każde słowo. A właściwie to on uważał, starając się nie zdenerwować swojego współlokatora jeszcze bardziej. Nie chciał, by straszy był na niego zły. Paradoksem było jednak to, że nie potrafił z nim porozmawiać. O obawach, które dotyczyły potencjalnego związku, o ile ten w ogóle by zakiełkował. Bo nie potrafił przewidzieć, czy Seo In Gukowi nie chodzi o seks tylko i wyłącznie. Nie chciał po raz kolejny pakować się w taką akcję, która tylko dla niego będzie bolesna.
            Dopiero niedawno zdał sobie sprawę, że był idiotą. Wiązanie się z Krisem nie przyniosło dla niego nic dobrego. Wylądował w obcym kraju, gdzie nikogo nie znał, zamieszkał z facetem, o którym nic nie wiedział, kierując się tylko błędnym przekonaniem, że Wu Fan go kocha. Tak, był kretynem. Myśl jednak o uczuciu jakie żywił do Krisa bledło. Nie miał nawet czasu by o nim myśleć. Trochę go to przytłaczało, że tak szybko zmienił swój obiekt westchnień. I to na osobę, która w gruncie rzeczy była dla niego obca i trudna do rozgryzienia. Szczególnie teraz, gdy się unikali. Tym bardziej nie mógł dowiedzieć się czegoś więcej o In Guku, zbliżyć się do niego. W skrócie, nie wiedział co ma zrobić. Jaki ruch byłby prawidłowy. Chciał go, pociągał go fizycznie. Co jednak na niewiele się zdawało, kiedy nie potrafił zrobić pierwszego kroku. A Seo In Guk wyraźnie powiedział, że nie zrobi nic sam. Czeka na inicjatywę, której mu brakowało. Był wobec tego w kropce.
            Zaklął szpetnie, kiedy zupa zaczęła aż nadto się burzyć. Wyłączył gaz i usiadł przy stole, próbując pomyśleć. Jedno rozwiązane wydawało się być dość rozsądne. Przestać bawić się w kucharkę, wyrzucić fartuszek do kosza i stać się seks-bombą. Ewentualnie pokazać się w samym fartuszku. Co jednak wydawało się zadaniem, którego nie będzie potrafił się podjąć. Z jego śmiałością i pewnością siebie z góry przewidywał niepowodzenie.
            Drugą sprawą było to, że związek na dłuższą metę nie miał tutaj sensu. Nic go nie trzymało w Chinach. Był tu obcym elementem, który nie potrafił wpasować się otoczenie. Nie miał pracy, przesiadywał całe dnie w mieszkaniu bawiąc się w kurę domową. Czasami myślał o tym, czy by nie wrócić na swoje stare śmieci, gdzie czuł się najbardziej komfortowo. Gdzie mógłby zaszyć się w swojej skorupie i nie musieć udawać wyzwolonego człowieka, którym nie był. Chciał zniknąć, tak jak zwykle to robił.
            - Masz zbyt trudne życie – westchnął sam do siebie, oglądając mieszkanie, w którym mieszkał – Gdybyś chociaż miał gwarancję, że to się uda – dodał, opuszczając się niżej głowę i zamykając na chwilę oczy.
            Było mu trudno. Borykał się z odwiecznym problemem ludzkości. Co zrobić by kochać i być kochanym.

~**~

            Kris brutalnie pokazał mu to, o czym doskonale wiedział. Był dla niego nikim i dokładnie tak go potraktował. Seks bez jakiegokolwiek nawilżenia nie należał do najprzyjemniejszych, mimo to odczuwał chorą satysfakcję z tego stosunku. Ból jakiego doznawał teraz, uspokajał go i wprawiał w istną rozkosz. Sam o sobie musiał powiedzieć, że jest najbardziej pojebanym facetem, o dziwnych upodobaniach seksualnych. Teraz czuł się dobrze, wiedział na czym stoi. Wiedział, że nie może liczyć na czułość ze strony Krisa, której w głębi duszy się bał. Bo nie ma nic gorszego niż zaangażowanie się i późniejsze odrzucenie. Co nie wykluczało faktu, że się nie zaangażował. Coś mu mówiło, że mógłby to nawet podpiąć pod miłość. Tylko w najbardziej popieprzonej postaci, jaką ktokolwiek widział.
            Uzależnił się. Od osoby, która mogła zrobić z nim wszystko. I z której nie mógłby chyba zrezygnować. A raczej z tego dreszczyku emocji, jaki wywoływała przed każdym brutalnym zbliżeniem. Kochał Krisa? Może. Gdyby jednak miał możliwość jego zniszczenia… zrobiłby to. Bo teraz w kłębowisku wielu emocji, mógł doliczyć jeszcze jedno. Nienawiść. Bo Wu Fan nie dostosował się do niego. Zgwałcił go, mimo, że faktycznie tego chciał. Bo to on chciał dyktować warunki całej znajomości, a nie potrafił. Za to, że Kris zawsze był krok przed nim i myślał, że go zna, że będzie posłuszny. Nie będzie, a przynajmniej postara się taki nie być.

~**~

            Kręciła się na fotelu, zwiększając prędkość z każdym obrotem. Widok powoli zaczynał się zamazywać, a całe ciało niebezpiecznie bujać. Nudziło jej się. Dzisiejszego dnia Amanda awansowała i zamiast parzyć kawę jak co dzień, udawała poważną recepcjonistkę. Musiała przy tym stwierdzić, że praca była bardzo niechlubna i wbrew pozorom męcząca, aniżeli jej się wydawało na początku. Siedziała od kilku godzin w jednym miejscu i nie wiedziała co ze sobą zrobić, tym bardziej, że widocznie wszyscy się zmówili. Nie miała nawet do nikogo ust otworzyć, ponieważ jak na złość, nikt nie fatygował się pojawieniem w redakcji. Stwierdziła zdecydowanie, że woli rolę dziewczyny na posyłki, gdzie  chociaż może się ruszać nosząc cholerną kawę i odbierając pocztę właśnie z recepcji.
            Miała ochotę zadzwonić do Zitao, jednak ten nie odbierał jej telefonów, ku jej małemu poirytowaniu. W myślach wyklinała Huanga, od małych, nieznośnych studenciaków. W celu urozmaicenia swojego nudnego czasu pracy, postanowiła ubarwić swoje życie, które teraz zlewało się w jedną kolorową plamę.
            - Przepraszam – usłyszała gdzieś za sobą, czy przed sobą, co wzięła za omamy w pierwszej chwili.
            - Przepraszam – głos odezwał się ponownie. Amanda nerwowo zatrzymała fotel o mało z niego nie wypadając. Potrząsnęła głową, próbując dostrzec coś więcej, aniżeli kręcącą się przestrzeń.
            - Dzień dobry – odezwała się z przepraszającym uśmiechem, nadal niepewna do kogo mówi.
            - Mam przesyłkę – odezwał się mężczyzna.
            - Tak, tak – kiedy mogła rozróżnić już rysy twarzy przybysza, niezmiernie się zdziwiła, czego jednak po sobie nie pokazała – Proszę chwilę zaczekać – uśmiechnęła się promiennie, wstała i dorwała do komputera. Sekundy zajęło jej zrobienie zdjęcia z kamerki laptopa, który na jej szczęście był umieszczony ma wysokości twarzy nieznajomego.
            - To przesyłka anonimowa. Jest pani nowa? – zapytał nieco podejrzliwie mężczyzna – Czy ja pani gdzieś już nie widziałem? – zastanowił się prze chwilę.
            Amanda zrobiła wielkie oczy zakłopotana, po czym uśmiechnęła się delikatnie.
            - Gdyby tak było, to ja na pewno bym pana nie przeoczyła – zaczęła uwodzicielskim tonem i zamrugała oczyma – Jestem Emma – rzuciła pierwsze lepsze imię jakie wpadło jej do głowy, chcąc zachować anonimowość – A ty? Przepraszam, pan?
            - Tak? – mężczyzna zrobił zdziwioną minę i nachylił się ku Amandzie – Nie wydaje mi się – dotknął palcem plakietki, która widniała na piersi dziewczyny, z jej imieniem.
            - Eeeee… - tylko to wydobyło się z gardła. Wyszczerzyła się i uniosła oczy do góry, nie chcąc wprawić się w jeszcze większe zażenowanie – Upsi – wzruszyła ramionami.
            - Do widzenia, pani Amando – mężczyzna puścił oczko do dziewczyny. Wychodząc z holu zadzwonił mu jeszcze telefon i jedyne co Amanda usłyszała, to „Kiedy? Już  niebawem wracam”.
            - Co za ciacho – westchnęła, po czym przypomniała sobie co właściwie dostała. I skąd kojarzy nieznajomego.
Obróciła w dłoniach szarą kopertę, która nie odznaczała się żadnymi znakami szczególnymi. To ten facet dostarczał światu wszelkich informacji o Huangach. To tego faceta widziała ostatnio w galerii, kiedy spotkała się z Zitao. Spojrzała na zdjęcie zrobione kamerką, potem na kopertę. W głowie zaczęły układać się niepokojące myśli. Z jednej strony czuła dumę, że udało się jej ustalić, kim był nieznajomy doręczyciel. Chociaż nadal nie znała jego imienia. Z drugiej, była dziennikarką, która pospolicie rzecz ujmując, miała zamiar nie dopuścić do upublicznienia zawartości tej koperty. Gdy jednak pomyślała o Zitao, wszelkie wątpliwości minęły. Było jej żal tego samotnego chłopaka. Schowała kopertę do torebki. Była przyjaciółką, to stawiała na pierwszym miejscu.
Złapała za telefon i wystukała numer Zitao. Po trzech sygnałach ten w końcu odebrał.
- Co ty robisz z tym telefonem, że mnie olewasz? – zaczęła z pretensją.
~ Byłem zajęty – usłyszała zachrypnięty głos  chłopaka.
- Jesteś chory? – spytała z troską.
~ Coś w tym stylu – mruknął Zitao – O co chodzi?
- Mam to – szepnęła konspiracyjnie z podnieceniem w głosie – Mam!
~ Co masz? – zapytał nie rozumiejąc.
- Jakiś ty niedomyślny – ofuknęła chłopaka, który zepsuł całą powagę sytuacji – Mamy naszego donosiciela, a na pewno osobę, która robi za chłopca na posyłki. Zresztą bardzo przystojnego chłopca – westchnęła lubieżnie.






           

9 komentarzy:

  1. Tak jak myślałam Tao zaczyna coś czuć, ale Kris dał mu jasno do zrozumienia, że to nie wypali. Podejrzewam, że z nim będzie ciężej jeśli chodzi o te miłosne sprawy, bo on chce się mścić. Coraz bardziej jestem ciekawa jak to skończysz. Z twoich wcześniejszych opowiadań wynika, że lubisz happy endy, ale jak sama wspominałaś w tym chciałaś coś zmienić. Ja lubię szczęśliwe zakończenia, więc żyje nadziej, że ty nadal też. ;)

    A tak poza tym, uwielbiam dialogi między nimi, na prawdę umiesz je poprowadzić w bardzo intrygujący i ciekawy sposób.

    OdpowiedzUsuń
  2. No co to miało być...teraz cierpię wraz z Tao D: Kris, ólfie jeden, ogarnij się xD mam nadzieję, że jakoś dobrze się potoczy, ale też lubię smutne zakończenia...tak, jestem inna x,x życzę weny itd. ~ // Axe ~

    OdpowiedzUsuń
  3. Jak zwykle genialne. Czekałem, czekałem aż wreszcie się doczekałem.Do tego rozdziału nie mam żadnych negatywnych uwag. Po za tym, że dłuuuuuugo cię nie było no ale jesteś i mam nadzieję, że tak jak napisałaś w następną niedzielę będzie kolejny ;) I przyznaję ci rację jak również się ciesze, że przyspieszysz akcję ( mam nadzieję, że nie kosztem historii). Szkoda tylko, że wiadomo, że opoko zbliża się ku końcowi... Ale przyspieszenie akcji to bardzo dobry pomysł. W każdym razie gratuluję kolejnego świetnego rozdziału i życzę weny jak i czasu.
    Zero_

    OdpowiedzUsuń
  4. Oby tylko nie skończyło się złamanym serduszkiem T-T >.<

    OdpowiedzUsuń
  5. No, Kimiko jest uradowana! Kolejny rozdział, cudowny jak zawsze. Ja tam lubię czasem popłakać więc nie pogardziłabym sadendem... ale happyednd również minie zadowoli. Nie ważne co i jak, wszystko co napiszesz przypadnie mi do gustu. Co do rozdziału świetny ale myślę, że odpowiedzią na pytanie jest Amanda, ona na pewno zostałaby by przy Tao i by go wspierała, bo ona jest serio taką prawdziwą przyjaciółką. Cóż i zgadzam się Tao jego miłość do Krisa jest bardzo popieprzona i nienormalna, mimo wszystko go w pewnym stopniu rozumiem. W sumie dobrze, że akcja przyśpieszy i jeszcze 2Min i HunHan planujesz.*O* Już nie mogę się doczekać i już wiem, że będzie genialne!
    Hwaiting!
    Weny! :))

    OdpowiedzUsuń
  6. W końcu dodałaś rozdział. Długo kazałaś nam czekać, ale rozumiem każdy ma też swoje życie ;) A teraz do rzeczy... Biedny Tao zakochał sie a Kris go tak potraktował. W sumie mu się nie dziwię, jemu chodziło o zemstę a nie miłość. A nasza Amanda jest świetna zapomnieć o plakietce ale ja pewnie odwaliła bym coś równie inteligentnego :) Cieszę się że pojawiła się ona w życiu Tao przynajmniej na nią może liczyć. Szkoda że tak mało napisałaś o naszych gołąbeczkach lecz mam nadzieję że nadrobisz to w kolejnym rozdziale ;) Życzę weny i pozdrawiam :D

    OdpowiedzUsuń
  7. Twoje opowiadania są uzależniające. Jeśli zacznie się czytać to chce się więcej, więcej i więcej :3 I już nie mogę się doczekać kolejnego rozdziału oraz tak jak właściciele niektórych powyższych komentarzy bardzo liczę jednak na jakiś mały happy endzik :) Jak i na szybkie dodanie kolejnego partu :). Trzymam kciuki za twoją wenę oby nie postanowiła zrobić sobie wakacji :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Tak się zbierałam, zbierałam i w końcu się zebrałam żeby skomentować. ;)
    Czytam od niedawna tą historię i jestem nią całkowicie zachwycona. Może to przez to, że uwielbiam takie klimaty, a może dlatego że to TaoRis. Choć po prawdzie to sądzę, że oba te czynniki. ;P
    Biedny Tao. Tak coś sądziłam, że prędzej czy później zakocha się w Krisie. ;< Dobrze, że ma chociaż taką przyjaciółkę jak Amanda. ^^ To naprawdę cudowne, że ta dziewczyna pojawiła się w jego życiu. Jestem niesamowicie ciekawa zakończenia jakie planujesz. ;3
    Czeka niecierpliwie na kolejny rozdział. ^^

    Mnóstwa, mnóstwa weny!

    OdpowiedzUsuń
  9. Witam,
    bardzo dobry rozdział... biedny Tao zakochał się w Krisie.... ale jest Amanda, dobrze, ze Zaito ją ma...
    Dużo weny życzę Tobie...
    Pozdrawiam serdecznie Basia

    OdpowiedzUsuń