sobota, 2 listopada 2013

Dangerous - Rozdział 15.

  Witajcie! :)
Postanowiłam wrzucić rozdział teraz, kiedy mogę jeszcze chwalić się ostatnimi godzinami bycia "nastką" ;_: 

Dziś krótko. 
Zapraszam tutaj
i tutaj (nowy blog) 

Dziękuję kochani czytelnicy za wejścia, komentarze, za to że wytrzymujecie moje marudzenie, za anonimowych lajkaczy, że zły rozdział i za wszystko inne :D
Miłego czytania i do - szybkiego mam nadzieję - następnego partu. 

Rozdział poprawiony przez Kasię 
<3 


          Po raz kolejny robił to samo. Z powodzeniem mógłby  uznać to za jakiś rytuał, który zataczał krąg swym przerażającym brzmieniem.
            Był już tym zmęczony. Wcześniej ponownie „wyczyścił” dom. By był bezpieczny i mógł spełniać wszelkie normy. By osoba, która próbowała popełnić samobójstwo, nie miała okazji ponowić próby. I tak nie był do tego przekonany. Kobieta, która przed nim stała, była już nieobliczalna.
            Jego matka – po pobycie w szpitalu – zmieniła się w kukłę. Kukłę, która tylko czasami przyjmie jakiś posiłek, by nie zemdleć i załatwiającą swoje potrzeby, kiedy musiała. Nic poza tym. Patrzyła się teraz pustymi oczyma, całkowicie bez wyrazu, jakby próbując sobie przypomnieć, co to właściwie za miejsce, w którym się znalazła. Co tu robi i kim jest młody chłopak, który jej towarzyszy. Jak dziecko we mgle potrzebujące wskazówki, nie mogąc odnaleźć się w nowym otoczeniu.
            - Może chcesz się położyć? – zaproponował spokojnym głosem Kris, starając się właśnie tak brzmieć, mimo że jego uczucia były całkowitym przeciwieństwem. Był zmęczony, wściekły, zawiedziony. Wszystko w nim kumulowało się, czekając tylko na odpowiedni moment by wybuchnąć.
            Kobieta spojrzała na niego, nic przy tym nie rozumiejąc. Wpakowali w nią zbyt dużo leków uspokajających, a cała reszta była jeszcze przed nią.
            - Jesteś senna – zastosował  inną taktykę. Matka pokiwała głową, opuszczając wzrok i garbiąc się – Chodźmy – chłopak złapał ją za rękę i poprowadził do sypialni – Odpocznij, zrobię coś do jedzenia – położył kobietę do łóżka i wyszedł, zamykając za sobą cicho drzwi.
            Dopiero poza jej wzrokiem mógł pozwolić sobie na chwilę  słabości. Spuścił smętnie głowę, opierając się o ścianę i zsuwając po niej w dół. Schował twarz w rękach, powstrzymując się od płaczu, którego nie chciał. W końcu musiał być silny. Dla niej. By miała w nim oparcie, którego nikt nie potrafił jej zapewnić. Sam takiego nie miał.  Poczucia bezpieczeństwa. Ciągle huśtawki nastrojów, spowodowane zachowaniami jego matki. Był już niesamowicie wyczerpany, bardziej niż ona, która żyła w swoim utopijnym świecie. On musiał ścierać się z rzeczywistością i trudnościami, każdego kolejnego dnia. Gorączkowe poranki, kiedy zrywał się z łóżka i biegł do pokoju matki, by sprawdzić, czy ta nadal oddycha. Pilnowanie jej niemal przez całą dobę i ta złudna nadzieja, że może nic sobie nie zrobi. Albo jeszcze bardziej niesamowity scenariusz, że zapomni i stanie się taka jak kiedyś.
            Nie miał już sił dłużej walczyć. Zostawiony sam sobie. Z matką wariatką i ogromem problemów na młodych barkach.

            Mruknął przez sen i zarzucił rękę na drugą stronę łóżka, która zderzyła się jedynie z pościelą. Mara senna odleciała w zakamarki jego umysłu, nie dręcząc już dłużej Krisa. Był sam. Dopiero po chwili dotarło do niego, kiedy umysł na dobre się rozbudził i powrócił do brutalnej rzeczywistości, że Zitao wyszedł w nocy. Sam również specjalnie go nie zatrzymywał. Przewrócił zmęczone nadal ciało na plecy i wpatrywał się przez chwilę w sufit. Wieczór spędzili nad wyraz przyjemnie, mimo, że wysiłek, jaki zafundował mu Zitao był znaczny. Wszystko znowu odbyło się szybko i agresywnie. Koniuszkami palców dotknął zranienia przy wardze, uśmiechając się gorzko. Młodszy się nie ograniczał. I seks wyglądał o niebo lepiej, kiedy chłopak nie był naćpany i w pełni zmysłów.
Musiał zaplanować kolejny ruch. Zemsta - słowo echem dudniło w jego głowie. Tym powinien się kierować, mimo, że w tej chwili miał ochotę odwlec nieunikniony koniec, by móc jeszcze trochę zadowolić się Zitao. Jednak póki co, musiał poczekać na szanownego tatusia, aż zakończy wakacje ze swoją kochanką. Przedstawienie nie mogło się odbywać bez jego głównego bohatera. W tym czasie, postanowił wykorzystać maksymalnie obecność Zitao, który już był na jego łaskach, czekając wiernie na jego wezwanie. Nawet wczorajszy bunt, okazał się zwykłym marudzeniem dzieciaka, który i tak dla przyjemności wyłamie się ze wcześniejszych postanowień. Było zabawnie… sterować tak młodszym, wedle swoich zachcianek.

~**~

Tak, podjął dobrą decyzję opuszczając Krisa i nie zostając u niego na noc. Starał się nie angażować. To tylko seks. Prawdą jednak było, że zaczynał się uśmiechać. Nie zdarzało mu się to wcześniej, bo nie miał powodów, by być zadowolonym. Dlatego wolał ograniczać ich relacje jedynie do tych kilku namiętnych chwil, bez uczuć i delikatności.
Dolne partie ciała znowu go bolały, mimo tego, że tym razem zachowali odrobinę rozsądku i blondyn postarał się o minimum nawilżenia. Co jednak nie zmieniało faktu, że było boleśnie, ale i cholernie podniecająco. Czuł się tak, jakby tylko Kris mógł dostarczyć mu takich wrażeń. Smak niedosytu, którego przyjmowanie było słodką torturą, której nie potrafiłby już sobie odmówić.
Dawno nie doświadczył również takiego spokoju. Ojca nie było, a tym samym mógł czuć się chociaż odrobinę bezpieczniej i swobodniej, nie mając nad sobą osoby, która nieustannie go inwigilowała. Za krótki tydzień wolności i całkowitej beztroski. Matki nie widział od wyjazdu ojca, jak i nie interesowało go zbytnio, co robi kobieta.
Obracał w między palcami wizytówkę, którą dostał od tej dziwnej dziewczyny w klubie. Ku własnemu zdziwieniu, od razu złapał z nią dobry kontakt i mimo początkowego buntu jak i agresji co do niej, spowodowanych przez jej profesję, nadal uważał ją za dobrego kompana do rozmów. Amanda była zbyt szczera i nie przebierała w słowach. Podobna do niego samego, jednak z tą poprawką, że on był bardziej bezlitosny i dążył do celu po trupach. Chciała robić za przyjaciela i do tego mu pomóc? A może raczej odkryć, kto jest uprzejmym anonimowym dostawcą wszelkich smakowitych kąsków, dotyczących rodziny Huang’ów? Wbrew pozorom, ciekawiło go to niezmiernie. Ktoś narobił mu niezłych kłopotów, przez  które nieraz oberwał od ojca. Miał tego dość, a chęć małej zemsty była nie do odpuszczenia, biorąc pod uwagę jego zacięty charakter. Rozmowa z tą silną osóbką wprawi go zapewne w doskonały nastrój. Przez myśl przeszło mu nawet, że może jednak potrzebuje przyjaciela. Prawdziwego przyjaciela, który nie jest z nim ze względu na kasę, ale na to, jaki on jest. To nic, że był po prostu samolubnym skurwielem. Wolał jednak myśleć, że Amanda będzie wyłącznie przydatna, że spełni swoją rolę.
Wyciągnął telefon, czekając aż dziewczyna odbierze połączenie. Umówił się na spotkanie, które miał nadzieję, wiele mu wyjaśni.

~**~

            Wysunął się z jego łóżka skoro świt, manewrując dość długo, by niepostrzeżenie zniknąć. Spało mu się o dziwnie dobrze, będąc przygniecionym i potraktowanym jak przytulanka  In Guk’a. Mężczyzna  nie powodował u niego już strachu, a pewien rodzaj bezpieczeństwa, którego póki co nie potrafił wyjaśnić.
            Patrzył przez chwilę na jeszcze śpiącego faceta, który nie napawał go przerażeniem, tak jak zwykle i musiał stwierdzić, że Seo wygląda niezwykle uroczo, kiedy włosy zakrywają mu połowę twarzy.
            Nadal czuł jego silne ramiona, które władczo przyciągnęły go do siebie i nie pozwoliły na ucieczkę, czy choćby zmniejszenie dystansu. Było mu dobrze, był traktowany na równi, a nie jedynie jak zabawka na jedną noc. Przypomniał sobie o Krisie, który zwykle tak go postrzegał i znalazł pierwszą rzecz, jaka różniła obu mężczyzn. Seo wypadał lepiej, znacznie lepiej.
            Cieszył się również z tego, że mężczyzna miał aż tydzień wolnego, co nieczęsto się zdarzało. Nie rozumiał, jak ktoś mógł być tak zabiegany. Miał cichą nadzieję, że to z nim spędzi wolny czas. Cichą, bo dalej wykluczał wszelkie formy tego, że może się komuś podobać. Zbyt głęboko miał zakorzenione w sobie poczucie bezwartościowości, by teraz nagle to zmienić. Potrzebował czasu. Dużo czasu. Kilka tygodni z tym facetem niewiele zmieniło, ale na pewno dało mu inny pogląd na życie i kontakty międzyludzkie.
            Na takie właśnie rozmyślania mu się zebrało, stojąc przy kuchni i trzymając packę do odwracania naleśników. Postanowił zrobić śniadanie, skoro Seo był w domu. Zwykle wystarczały mu płatki.
            - Pali się – usłyszał tuż przy swoim uchu i dopiero wtedy doszedł do niego zapach spalonego naleśnika. Podskoczył machinalnie do góry i szybko podniósł patelnię znad ognia.
            - Nie strasz tak ludzi – prychnął i wyrzucił zwęglonego placka do kosza – Zawału dostanę.
            - Chciałbym byś dostał coś na kształt zawału, tylko może nie poprzez przestraszenie – zaśmiał się krótko In Guk – Ty tymczasem chcesz mnie otruć i wykurzyć z mieszkania – znowu odezwał się ponuro, opierając o blat tuż przy Mike’u.
            Swan patrzył się na mężczyznę z rozdziawionymi ustami, mając od dymu oczy we łzach. Seo prychnął i dwa palce przytknął do brody młodszego i zamknął mu buzię.
            - To ustawienie też mógłbyś wykorzystać do czegoś innego – dodał od niechcenia. Mike zarumienił się, automatycznie spuszczając wzrok. Zbyt śmiało jak dla niego.
            - Skończyłem już prawie. Chcesz kawę? – zmienił temat, podchodząc do ekspresu.
            - Jak ci się spało? – nie dawał za wygraną Seo.
            - Dziwnie – przyznał zgodnie z prawdą – Tłoczno. Zwykle sypiam sam – wyjaśnił – Czarna? Jak zwykle?
            - Tak – potwierdził – Ja się wyspałem – skwitował mężczyzna, siadając przy stole i czekając na posiłek.
            - Robiłem za maskotkę – odparł nieco zadziornie Mike, co spowodowało małe zaskoczenie u In Guk’a – Chciałbym iść dziś na zakupy. Nie zrobię obiadu – zmienił natychmiastowo temat.
            Seo westchnął ciężko, bynajmniej nie z powodu braku posiłku.
            - Straszne. Idę z tobą – zadecydował – I tak nie mam co robić – wzruszył ramionami.
            - Dobrze – bąknął zakłopotany chłopak – To nie będzie dla ciebie problem?
            - Przecież powiedziałem, że pójdę, prawda? – syknął poirytowany – Siłą mnie tam nie musisz zaciągać – westchnął ponownie.
            - No dobrze, nie musisz się tak unosić – podniósł ręce, uspokajając mężczyznę – Kawa – postawił kubek z parującą zawartością przed Seo – Nie rozumiem, jak można wypić tyle kawy z rana, przecież to wiadro i do tego bez mleka i cukru – Mike skrzywił się, gdy In Guk pociągnął sporawy łyk napoju, robiąc przy tym zadowoloną minę.
            - Nie znasz się, pijesz lurę, która jest za słodka – odburknął – Chociaż dobrze gotujesz, to ci wybaczę – uśmiechnął się podle.
            Mike zmarszczył zabawnie brwi i podał naleśniki.
            - Smacznego – usiadł naprzeciwko i zabrał się za swoją porcję. Nawet nie spostrzegł kiedy zdanie Seo i jego zachcianki, stały się dla niego ważne. Nawet tak skromny komplement – jak pochwalenie kuchni – powodował przyjemne uczucie. Spojrzał oczarowany na mężczyznę, zauważając kolejną rzecz, która go przeraziła. Nie tylko go pociągał, co było dość oczywistym faktem, biorąc pod uwagę, że In Guk, był przystojnym facetem. Chciał spędzać z nim więcej czasu, nie tylko w łóżku, ale i robiąc tak błahe rzeczy, jak chociażby jedzenie wspólnego śniadania.

~**~

            Aż się zawstydził, najchętniej zrobiłby zdecydowany i widowiskowy zwrot w tył, uciekając od szaleńczego machania w jego kierunku. Amanda aż nazbyt entuzjastycznie przyjęła jego pojawienie się i radość tą pokazała połowie centrum handlowego, w którym się znaleźli. Miał cichą nadzieję, że nie zacznie krzyczeć, skakać, czy coś równie podobnego i dziwnego. Mylił się. Gdy tylko podszedł nieco bliżej, dziewczyna wydała z siebie nieokreślony dźwięk pisku, na co on osobiście narzucił kaptur na głowę, a ludzie w pobliżu skierowali w ich stronę dezaprobujące spojrzenia.
            Jakaś starsza kobieta syknęła i mało brakowało, a splunęłaby. Zamruczała jedynie pod nosem, jaka to niewychowana i hałaśliwa młodzież teraz się pojawia, i że bydła nie wpuszczałaby do miejsc publicznych. Zitao mijając ją, posłał jej mroźne spojrzenie, a ta wtedy odwróciła głowę i udawała, że to nie od niej wyszły poprzednie słowa.
            - Jesteś – krzyknęła zadowolona Amanda – Myślałam, że mnie olejesz – jęknęła.
            - Korki były – wyjaśnił Huang, siadając naprzeciwko dziewczyny.
            - Wieczór się udał? – zapytała od razu, wyraźnie zainteresowana. Wlepiła wyczekująco ogromne ślepia w Zitao, chcąc otrzymać natychmiastową odpowiedź.
            - Nie narzekałem – mruknął chłopak, zdziwiony nieco nachalnością Amandy.
            - A ja tak. Czekam na szczegóły – dodała z syknięciem i kolejnym ponagleniem.
            - Będziesz musiała żyć z uczuciem niedosytu. Może zajmij się rozwijaniem swojego życia erotycznego, a niekoniecznie moim? – zasugerował opryskliwie Zitao.
            - Tylko, że  ja nie śpię z facetami… - zaczęła - … znaczy śpię – zamyśliła się – Ale nie w tym sensie, nooo wiesz – jęknęła zdezorientowana swoją zawiłością – Ty jesteś facetem i kochasz się z facetem – zakończyła.
            - Nie kocham – przerwał jej – Pieprzę – sprostował.
            Amanda protekcjonalnie przewróciła oczyma, mrucząc pod nosem formułkę niezadowolenia.
            - Oj tam, oj tam – powiedziała w końcu, zagryzając wargę i patrząc z zaciekłością na Zitao – Dlaczego do mnie zadzwoniłeś? Byłeś taki oschły rozmawiając ze mną – mruknęła z żalem.
            - Gdy o mały włos nie pękają mi bębenki w uszach od zbyt dużej ilości decybeli, to nie widzę powodu do radości. Musiałaś tak krzyczeć do słuchawki? – westchnął, opierając się wygodnie w siedzeniu – Wodę z cytryną poproszę – zaczepił przechodzącego kelnera.
            - Byłam cholernie zdziwiona, że w ogóle zadzwoniłeś – Amanda rozpromieniła się, zbliżając do Zitao – Musisz czegoś chcieć, bo wątpię byś to zrobił tak bez powodu – poruszyła zabawnie brwiami, z tryumfem wymalowanym na twarzy.
            - Wydaje ci się, że tak dobrze mnie znasz? – uśmiechnął się uroczo na ułamek sekundy, by ponownie powrócić do obojętności – Nie – skutecznie przekreślił jej zamysły – Możesz mi pomóc – przeszedł do sedna – Wyjawić, kto bawi się w dobrego samarytanina i dostarcza prasie soczystych informacji o mojej rodzinie.
            - Łaskawie dajesz mi pozwolenie na pomoc sobie? – zakpiła.
            - Tak – skinął głową – Czego chcesz w zamian?
            - He? – Amanda zrobiła zdziwioną minę – Niczego? – odpowiedziała pytaniem.
            - Niczego – Zitao powtórzył powoli.
            - Tak, masz w to uwierzyć – wyprzedziła jego pytanie – W twoim świecie panuje przekonanie, że wszystko da się załatwić pieniędzmi. Nie u mnie. Ja wolę być twoim kumplem – wzruszyła ramionami, jakby to było nic takiego.
            - Dobrzeee – odpowiedział powoli – Kiedy będę miał wyniki twojego małego dochodzenia?
            - Nie jestem dziewczyną na posyłki, więc nie traktuj mnie jak swoją podwładną – sprostowała – Kumple, rozumiesz? – wyciągnęła dłoń, czekając na Zitao.
            - Taaa – mruknął i niechętnie podał rękę dziewczynie – Kumple – Nadal nie chciało mu się wierzyć w te bezinteresowne intencje. Wychodził jednak z założenia, że prędzej czy później wyjdzie szydło z worka.
            - Skądś go znam – powiedziała po chwili Amanda, wpatrując się w punkcik za Zitao.
            - Kogo? – odwrócił się machinalnie do tyłu, szukając danej osoby.
            - Nie odwracaj się tak oczywiście – syknęła Amanda – Spójrz na mnie, idą w naszą stronę. Ładni – mruknęła zadowolona.
            Zitao spojrzał na nią niechętnie.
            - Gdzie ja go widziałam? – mruczała do siebie, nie spuszczając wzroku z mężczyzn.
            Dopiero, gdy przeszli obok niego, mógł ich ujrzeć. Byli przystojni i sprawiali wrażenie, jakby byli parą. Starszy spojrzał na niego nieco zdziwiony, jednak nie zatrzymał się. Zrzucił to na karb dziwnego zachowania Amandy, która z dozą maniaka, wpatrywała się w przechodzących.
            - No nic, nieważne – stwierdziła, gdy ci już odeszli. Nie przeszkadzało jej jednak zapuścić porządnego żurawia, sunąc po sylwetkach mężczyzn.
            - Przystojni – rzucił.
            - Prawda? – pisnęła rozpromieniona – Takiego faceta… - rozmarzyła się.
            - Są parą, albo będą – rozwiał jej upojne myśli.
            - Tak? – zasmuciła się na chwilę – I tak wolę gejów – powróciła do radosnego stanu.
            - Jezzuu, jesteś dziwna – skwitował Huang udając przerażenie.
            - To dopiero początek – szepnęła Amanda, wychylając się znad swojego siedzenia i wpatrując w Zitao – Początek – powtórzyła złowrogo. Nie wytrzymała będąc poważną i zaśmiała się w głos.
            - Zabawne – skwitował Zitao – Dasz mi znać jak się czegoś dowiesz – rozkazał – Pójdę już – zakończenie rozmowy w  tym momencie było dla niego czymś normalnym. Załatwił co miał załatwić.
            - Chodź ze mną jeszcze na zakupy – odezwała się nagle Amanda, wprowadzając w małe osłupienie Huang’a.
            - Po co? -  zapytał ostrożnie.
            - Bo jesteśmy kumplami? – odpowiedziała pytaniem – Poza tym… - dziewczyna zaczęła niepewnie.
            - … jestem gejem? Dlatego? – łatwo ją rozszyfrował. Parsknął mimowolnie niewymuszonym śmiechem, co rzadko mu się zdarzało – Może powinienem jeszcze ubierać się w różowe sukienki, malować się, zachowywać jak laska? – zakpił. Podniósł się do góry i puknął palcem w czoło Amandy – W tej główce roi się błędne wyobrażenie co do homoseksualistów. Nie jestem ciotą, jestem gejem – skwitował.
            - No ale możesz mi towarzyszyć, prawda? – zapytała z nadzieją – Musisz – machnęła ręką i migiem znalazła się przy Zitao, łapiąc go pod ramię – Idziemy – zadecydowała.
            Nie miał sił kłócić się z tą dziewczyną. Dał się poprowadzić, wierząc w dalszym ciągu, że to on kontroluje tą dziwną relację. I że nie da się wciągnąć w przyjaźń, tak jak obiecywała.

~**~

            - Dziwnie na mnie patrzyła – Seo In Guk zmarszczył brwi, przypominając sobie dziewczynę sprzed kilku chwil. Jakby go znała, albo próbowała przypomnieć gdzie go  widziała. Przemilczał obecność Zitao przy jej boku. Nie dał po sobie poznać, że jego twarz jest mu znajoma. Był na czasowym urlopie, więc interesowanie się w obecnej chwili Huang’iem, nie leżało w jego interesie. Za nadgodziny mu nie płacono.
            Mike wzruszył ramionami na stwierdzenie mężczyzny. Nie zwrócił na nikogo uwagi. Centrum było zbyt duże i tłoczne, by przypatrywał się każdemu po kolei. W przeciwieństwie do Seo, nie miał mani śledzenia wszystkich. Cieszył się odrobinę, że brunet zdecydował się mu towarzyszyć. Męczyło go to miasto. Siedział głównie w mieszkaniu i gotował, nie chcąc wychodzić. Nie znał tu niczego. Powoli zaczął zdawać sobie sprawę, jak lekkomyślnie postąpił przyjeżdżając tutaj, gdzie nikt nie czekał, chociaż bardzo tego pragnął. Spojrzał na mężczyznę, który kroczył obok niego. Czy było przypadkiem, że go spotkał? Może. Mimo że Kris go nie chciał, nadal trzymał się tej ostatniej nitki nadziei, nie widząc dla siebie lepszej opcji.
            - Może gdzieś cię już widziała? – odpowiedział cicho – Albo jej się spodobałeś, może – dodał.
            In Guk parsknął.
            - Co? – zdziwiony zapytał – Nie chcesz się podobać?
            - Jasne że chcę, tylko wolałbym faceta – odparł szczerze. Seo spojrzał na młodszego, przekrzywiając lekko głowę i oczekując odpowiedzi. Widząc, że chłopak zamilkł, westchnął tylko – Wejdziemy tutaj? – wskazał palcem pierwszy lepszy sklep – Czego w ogóle potrzebujesz? - nie lubił zakupów, a jeśli się na takowe wybierał, to z listą, by niczego nie zapomnieć.
            Mike skinął głową, odsuwając się od In Guk’a. Byli za blisko, szli ramię w ramię, co go onieśmielało. Dostawał zbyt dużo ciepła
            - Coś ci się podoba? – zapytał po dłuższej chwili starszy mężczyzna, kiedy Mike jedynie przeglądał ciuchy, nie wykazując żadnej oznaki zadowolenia.
            - Wiem co mi się nie podoba – mruknął chłopak – Ceny – skwitował – Zabrałeś mnie chyba do najdroższego sklepu – rzekł z wyrzutem.
            - Najdroższy? – powtórzył skonfundowany. Zwykle ‘stołował’ się w takich butikach, a kwoty też nie były aż nazbyt wygórowane. Dla niego – To mi się podoba – wskazał palcem na skórzane spodnie.
            - To? – sceptycznie zapytał Mike – Nie wyszedłbym w tym nigdzie – prychnął.
            - Nie musisz, przymierz – Seo podał chłopakowi wieszak – Lekcja numer dwa – dodał tajemniczo.
            Mike zmarszczył brwi i z niechęcią ruszył do kabiny. Czuł na  sobie wzrok starszego,  miał dziwne wrażenie, że ten widzi wszystko. Bał się nawet zrobić minę, która mogłaby mu nie odpowiadać.
            Odetchnął z ulgą, gdy znalazł się w małej kabinie. Powiesił spodnie na wieszaku, teraz mogąc wyrazić swoje niezadowolenie sugestywnym podniesieniem brwi. Jedyne co Seo dobrze to rozmiar. Prychnął pod nosem i w jednej chwili został brutalnie pchnięty w ścianę.
            - Co do kur… - zaczął i spojrzał w stronę drzwi – Ałła – jęknął zbolałym tonem, widząc Seo In Guk’a w przebieralni – Co ty tu robisz? – zapytał zdezorientowany.
            Starszy wzruszył ramionami.
            - Nic, przyszedłem ci pomóc – powiedział beztrosko i zamknął dokładnie drzwi, zasuwając je dodatkowo na zasuwę.
            - Pomóc? – Mike rzucił pytaniem w przestrzeń, przełykając dość głośno ślinę. Automatycznie przysunął się bliżej ściany, chcąc się ochronić czy to przed lustrującym spojrzeniem In Guk’a czy przed samą jego obecnością.
            Atmosfera w jednej chwili się zagęściła, kiedy oddychali tym samym powietrzem, w tym mikroskopijnym pomieszczeniu. Seo zrobił krok do przodu, kładąc ręce na bokach młodszego.
            - Pomóc – potwierdził – Ociągasz się – mruknął, mrużąc oczy.
            Mike syknął, głośno wciągając powietrze do płuc. Plecy zetknięte z zimną kabiną nie dawały już żadnego poczucia bezpieczeństwa. Nie miał gdzie uciec. Nie mógł nawet opuścić wzroku, ciemne oczy partnera hipnotyzowały.
            - Dopiero co wszedłem – wyjąkał chłopak.
            - Boisz się czegoś? – In Guk postąpił kolejny krok do tyłu, prawie przylegając do młodszego – Przecież…
            - … nic nie zrobisz bez mojej zgody – Mike dokończył za niego.
            - Tak – skinął głową, czekając na krok z jego strony.
            Patrzył na Seo rozszerzonymi źrenicami, haustami łapiąc powietrze, którego mu brakowało. Czuł zapach skóry starszego zbyt mocno, to zdecydowanie go dekoncentrowało. Nie bał się go. Bał się jedynie tego, że go chce. Może to była tylko potrzeba zaspokojenia ciała, które manifestowało coraz dosadniej, że potrzebuje dotyku faceta, który przed nim stał. Może zbyt długo nie mógł sobie pozwolić na uwolnienie seksualności, która w nim drzemała. Teraz potrzebował. Teraz chciał. Tylko blokada w jego głowie w dalszym ciągu nie pozwalała na wypowiedzenie odpowiednich słów. Podjąć ryzyko. Tak.
            - Jednak musiałeś tu wtargnąć z jakiegoś powodu – wyrzucił z siebie szybko. Najchętniej odpowiadałby tylko półsłówkami.
            - Tak – przytaknął ponownie i zrobił pół kroku do przodu, całkowicie stykając się z Mike’iem. Przesunął głowę tak, że usta mimowolnie zaczęły muskać szyję młodszego – Spokojnie – mruknął kusząco, gdy chłopak zdawał się lecieć w dół. Mocno złapał go w pasie, przyciągając do siebie.
            - Ktoś tu może wejść – sapnął Swan, koncentrując się nie na potencjalnym wtargnięciu, a przyjemności jaka ogarniała spragnione ciało.
            - Tym bardziej będzie ciekawie – usłyszał w odpowiedzi od In Guk’a – Jakieś specjalne życzenia? – nie dawał za wygraną starszy. Chciał usłyszeć od Mike’a coś na kształt rozkazu. Czuł już zgrubienie w dolnych partiach ciała chłopaka.
            - Tak – Swan przełknął głośno ślinę, zmuszając głos do wydania jakiegokolwiek dźwięku – Wyjdź – powiedział stanowczo.
            - Wyjdź? – zapytał Seo, zupełnie nie rozumiejąc – Nie przesłyszałem się z „wejdź”? – dodał.
            - Nie – Mike pokręcił głową i odepchnął delikatnie od siebie mężczyznę. Odrobina zdrowego rozsądku która mu pozostała, stanowczo sprzeciwiła się takim figlom. Nie w miejscu, gdzie każdy mógł ich przyłapać. Bez względu na to, jak bardzo pragnął In Guk’a.
            Seo zacisnął zęby i zrobił krok do tyłu.
            - Zastanów się, po co tu ze mną jesteś i czego chcesz – syknął lekko poddenerwowany – Twoje ciało nie kłamie – spojrzał z premedytacją w dół.
            - Nie myślę penisem – słowa starszego wyprowadziły go z równowagi – Nie jestem zabawką.
            - Chyba się nie zrozumieliśmy – mężczyzna pokręcił rozbawiony głową, było w tym jednak coś niebezpiecznego – Jesteś nią. Sam się na to zgodziłeś. Oczekujesz miłości? – prychnął zirytowany – Leć do Wu Fana. Jak myślisz, jak na to zareaguje? – doskonale zdawał sobie sprawę, że przegina. Mówił teraz co popadnie. Byle zranić, no i może otrzeźwić chłopaka – Nie wytrzymasz – skwitował – A zaspokajanie się samemu przestanie ci wystarczać. Pomyśl nad tym.
            Popatrzył jak drzwi od przebieralni zamykają się. Odetchnął głęboko, opierając się bezwładnie o ścianę. Właśnie w tym był sęk. Nie wiedział czego chce. Zerknął na skórzane spodnie, które były niejakim początkiem kłótni. Zdecydował. Weźmie je.

         

14 komentarzy:

  1. Nosz kurcze...ale sie porobilo T^T W sumie to dobrze, bo lubie taka nutke tajemniczosci...a teraz bede rozmyslac co sie stanie, gdy Tao odkryje plany Kris'a. Jak zwykle nic bystrego nie potrafie napisac, wiec jedynie ; pozdrawiam i dziekuje, ze ty tez z nami jakos wytrzymujesz :3 // Axe ~

    OdpowiedzUsuń
  2. Jak ja czekałam na ten rozdział! :D Wybacz mój nieogarnięty komentarz, ale ostatnio nic nie mogę sensownego napisać.
    Coś czuję, że Tao będzie nieźle wkurzony jak dowie się, że to Kris. Kto by nie był? Widać, że nasza panda już dawno kocha się Krisusie, chociaż sam twierdzi, że go tylko pożąda... Co do Seo i Mike... Mam wrażenie, że udają, iż chcą się nawzajem pozabijać, a tak naprawdę to są strasznie do siebie przywiązani.
    Czekam na więcej i HWAITING! <3

    Btw. Nie wiem czy to dziś, ale WSZYSTKIEGO NAJLEPSZEGO!

    OdpowiedzUsuń
  3. Nie wiem czemu napisałaś na fb o jakimś rozczarowaniu tym rozdziałem, albo to ja się przewidziałam. :c No nic. Jak zawsze genialnie, chociaż nie pokoi mnie to, że JA - osobiście coraz bardziej skupiam się na związku Mike i Seo, uu, za bardzo mi odpowiada ta relacja. Nie mogę się doczekać rozwiązania spraw, wszystkich. : 3 Miłego pisania i wielu komentarzy. <3 A, wiem, że autor oczekuje i pragnie każdego komentarz, więc wybacz, że nie komentuję każdego rozdziału, ale nie czuję jakoś wyrażenia siebie, a samo "pisz dalej, tak, tak, kocham to opo, więcej, więcej" nie satysfakcjonuje mnie. :c Na razie to wszystko. Powodzenia kochana! <3

    OdpowiedzUsuń
  4. Ooo... robi się ciekawie ;) Nie mogę się doczekać aż Tao się o wszystkim dowie. Kris będzie miał niemałe kłopoty. Co do Seo i Mike sytuacja zaczyna się posuwać w dobrym kierunku. Akcja w przebieralni GENIALNA :) Mam nadzieję że szybko coś dodasz.

    Wszystkiego najlepszego ;*

    OdpowiedzUsuń
  5. Dobra. Przeczytałam i przestałam piszczeć ._. Nie przepadam za postacią Mike'a & In Guk'a, nie lubię momentów z nimi, ale o dziwo czytam i czasami się spodoba akcja między tą dwójką. Ale i tak ich nie lubię >D Dopiero teraz mnie naszło sprawdzić kim w ogóle jest In Guk XD .. nie, wciąż mi się nie podoba >D
    Co do tego rozdziału, jak mówiłam, przestałam piszczeć, ale po cichu wciąż się cieszyłam momentami Taorisa o3o i nieszczęsnej dwójeczki >D
    / czemu się nie kochaliście w przebieralni? ;_; /
    Weny życzę, czekam na ciąg dalszy :3

    OdpowiedzUsuń
  6. świetny rozdział ^^

    OdpowiedzUsuń
  7. Całkiem fajny rozdział. Cholernie podoba mi się wprowadzenie do fabuły "przyjaciółki" Tao. Doskonały pomysł. W tym rozdziale naprawdę fajnie pomieszałaś i zestawiłaś wątek główny i poboczny. No i zaczynasz rozwijać wątek poboczny a nie ujmujesz nic z wątku pobocznego. To ogromny plus i to się naprawdę liczy ;) W każdym razie dzięki za kolejny tak szybki rozdział. No i wszystkiego najlepszego ( mam nadzieję, że nie za późno). Dzięki za twoją ciężką pracę,.
    Zero_

    OdpowiedzUsuń
  8. Woah, woah, woah~ A potem In Guk opowie Krisowi po ulropie kogo i z kim widział, a ten będzie zazdrosny~ ! Przynajmniej chciałabym ;_; Głupi Swan ! Co on kurde zrobił, noo~. Tak nie miało być ;--; i tak się kochają ;3 Tao, Tao ma kumpele, która będzie i tak przyjaciółką ! *tańczy* cieszę się, że dałaś ten motyw *w* uwielbiam czytać "uśmiechnął się uroczo", bo tak rzadko to piszesz, a on tak bardzo uroczy~ *o* a dzięki Amandzie mam takie okazje ;3 Biedny Kris, musi sobie znaleźć w kimś oparcie (każdy wie w kim je znajdzie ;33) mam nadzieję, że jego mama nic nie wymyśli O.o
    Czekam z niecierpliwością na kolejny rozdział, Jia Yo ! ;33

    OdpowiedzUsuń
  9. jak zwykle dobry rozdział. Znowu zabrakło mi Taoris ale mam nadzieje że w następnym rozdziale będzie więcej. Dużo weny życzę^^ / Jiyeon

    OdpowiedzUsuń
  10. kilka błędów retorycznych typu "postąpił kolejny krok do tyłu" zamiast "do przodu", ale poza tym bardzo ciekawy wątek z Amandą, mam nadzieję, że Tao z jej pomocą udupią Krisa tuż po tym, kiedy on udupi ojca Huang'a ~

    OdpowiedzUsuń
  11. Robi się coraz ciekawiej z tą Amandą - ciekawe, czy ona czegoś nie knuje?
    Powodzenia i weny <3
    JiHan

    OdpowiedzUsuń
  12. Witam,
    uff.. udało mi się w końcu przeczytać i ten rozdział.... podobało mi się i to bardzo... akcja w przymierzalni genialna.... akcja z Mike i Seo zaczyna się powoli posuwać do przodu, ciekawe czy Zaito pozna prawdę, jak i zareaguje na te nowiny....
    Dużo weny życzę Tobie...
    Pozdrawiam serdecznie Basia

    OdpowiedzUsuń
  13. Hejka,
    właśnie przeczytałam ostatnie dwa rozdziały - w końcu musiałam nadrobić zaległości. Powiem szczerze, że jak zaczęłam czytać to opowiadanie, to byłam wniebowzięta. Jest oryginalne, zachwycające i po prostu nie do opisania. Znam wiele tekstów, które wraz z rozwinięciem "kiepszczą" się, bo np ktoś już nie ma pomysłów. Co do tego Twojego opowiadania miałam ogromne nadzieje i muszę przyznać, że się nie zawiodłam (oby tak dalej!). Wraz z kolejnym rozdziałem robi się coraz ciekawiej. Akcja powoli, ale nie mozolnie, idzie do przodu, dzięki czemu można się wczuć, a nie znudzić. Pomysły na rozwój między bohaterami są świetne, a ich zmieniające się uczucia interesujące. Amanda wydaje się fajną babką i dobrze, że ktoś taki się pojawił. Mam nadzieje, że będzie dobrym wsparciem dla Tao (szczególnie jak dowie się kto mu tak obrabia dupę). Co do Krisa, to fajnie by było gdyby w końcu uświadomił sobie, że się zakochał. Jeśli chodzi o Mike i Seo, to... na początku nie lubiłam Mike i uważałam, że jest nieodpowiedni dla Seo, ale bardzo ładnie rozwinęłaś ich wątek i w dodatku Młody nie jest już takim ciapą (i debilem jednostronnie zakochanym w, jakby nie patrzeć, draniu) jakim był (jak dla mnie). Mam nadzieję, że dorobi się pazurków. A sam Zitao jest jak zawsze bezbłędny i cudowny (tu patrz: zaskakujący, z charakterkiem i obojętnością, ale mimo wszystko z nutką wrażliwego serduszka). Strasznie się wciągnęłam, więc z niecierpliwością wyczekuję kolejnej części tego czystego geniuszu pisanego Twoimi rękoma.
    Na zakończenie życzę weny i pozdrawiam. Zuza :)

    OdpowiedzUsuń
  14. Hmmm... To może zacznijmy od tego, że szukałam jakichś sensownych opowiadań yaoi i trafiłam na Twoje. Przyznać muszę, że nie zawiodłam się, czytając którekolwiek z tych tutaj. Każde coś w sobie ma, nieważne czy to nutę czułości, czy brutalności, czy też zwykłego życia. Po prostu wciagasz i nie pozwalasz wydostać się na powierzchnię.
    Cóż, co do tego opowiadania, podoba mi się ono najbardziej. Może dlatego, że lubuję w dzikości i tajemniczości. Dodatkowo ten twór zyskał najwięcej mojej uwagi że względu na poprawność. Mignęło mi gdzieś, że znalazłaś betę i teksty są poprawione. Cieszę się, bo czytając poprzednie Twoje "dzieci", czasami miałam ochotę porządnie Ci przyłożyć za niemożliwie banalne błędy. Nie mówię o literówkach, bo akurat one zdarzają się każdemu piszącemu.
    Wiem też, z własnego doświadczenia, że każdy komentarz powoduje skok ciśnienia u autora, dlatego postanowiłam coś skrobnąć.
    Jedyne, co mogę wytknąć i z czego jestem ogromnie niepocieszona to to, że nie dokończyłaś historii o Di, pisząc chociaż kilkuzdaniowego rozdziału kończącego. To jest bardzo niechlubne dla autora - porzucenie opowiadania bez zakończenia.
    No, to chyba tyle. Dziękuję i czekam na następne notki. :)
    ~ Tyncia

    OdpowiedzUsuń