niedziela, 27 października 2013

Dangerous - Rozdział 14.

 Witam
Mały przestój, jednak serwuję Wam kolejny rozdział. 
Dzisiaj możecie ocenić mnie, jak i moją nową betę Kasię <tutaj>
Zobaczmy czy się sprawdziła w tej roli :) 

Dziękuję za komentarze, za wejścia, chęci by tu wbijać. 
Teraz rozdziały będą się pojawiały bardzo nieregularnie, bo nie mam ich w zapasie. 
Nie mam ani motywacji, ani czasu, ani chęci póki co, by kontynuować opowiadanie. 
Na pewno jednak je skończę, tylko proszę o trochę cierpliwości.

Do zobaczenia - mam nadzieję - niebawem. 






           To nawet nie było tak, że chciał odmówić Krisowi. Gdy telefon zadzwonił, jak poparzony podbiegł do niego, z bijącym sercem patrząc na wyświetlacz. Wszystko w środku zrobiło podwójnego fikołka. Szybko dał sobie mentalnego kopniaka i opanowany odebrał połączenie. Dlaczego więc odmówił? Bo usłyszał rozkaz. Był automatycznie zaprogramowany na odmowę. Na zbuntowanie się, kiedy ktoś czegoś bezwzględnie od niego wymagał. Wymyślił pierwszą lepszą wymówkę, siląc się na obojętność w głosie. W sumie, to nie był taki zły pomysł. Musiał uczcić wyjazd ojca.
            - Tydzień wolności – westchnął do siebie, kładąc się na łóżku – Coś pięknego.
            Przyszło mu nawet przez myśl, żeby zadzwonić do Go Ary. Zrezygnował jednak. Wolał nie ponawiać kontaktów z dziewczyną, nie dawać jej nadziei na coś, co i tak się nie spełni. I tak go już nie interesowała. Była zbyt kłopotliwa i jeszcze się odgrażała. Tego nie mógł zrozumieć. Jak taka dziewczyna, bez żadnych koneksji, bogatej rodziny, mogła w ogóle mu grozić? Nie rozumiał kobiet. Stwierdzał to z każdą nową znajomością.
            Pomyślał również o tym, by zebrać jakąś ekipę, do wyjścia do klubu. Jednak i tą możliwość odrzucił. Ludzie zaczęli go denerwować. Drażniła go ich obecność. Byli nudni, przewidywalni. Kris nie był. Ekscytował swoim zachowaniem. Powodował dreszczyk emocji. Był nieprzewidywalny. Szalony. Był osobą, która od pierwszego spotkania znacznie namieszała w jego życiu. Bo czy pomyślałby, że wplącze się w taki niebezpieczny – bądź co bądź – związek? Nie. Szalałby, bawił się, ale nie do takiego stopnia. Tylko przy nim czuł, że nie musi się ograniczać. Jakby mężczyzna wszystko rozumiał i pozwalał sam sobie na wiele. No oprócz dragów. Nie byli jednak słodką parką z opowiastek, które będą się nawzajem wspierać i strofować, jeśli zajdzie taka potrzeba. Potrzebowali się dla obopólnej rozrywki. Do swoich zachcianek, które mogli spełniać. Umoralnianie się i schodzenie na ‘dobrą’ drogę, nie było im pisane.
            Poczuł się dobrze, wychodząc z domu. Stał przed klubem i zainteresowany wpatrywał się na uboczu, na ludzi, którzy wchodzili do dyskoteki. Dobry miesiąc nigdzie nie wychodził. Cały czas poświęcał myślą Krisowi, jak zakochana nastolatka. Prychnął na to stwierdzenie. Ukrył swoje sińce najlepiej jak się dało i był nawet dumny ze swojej pracy. Lepszy niż makijażystka. Strzepał niewidzialny pyłek ze swojego ubrania i ruszył w ten kłąb ludzi, zmierzających na imprezę, tak jak on. Nie zamierzał się jednak kłopotać staniem w kolejce, jak inni. Ochroniarze go znali, a i sam nie zaliczał się do szarego tłumu, który teraz starał się wyróżnić barwami tęczy na ubraniach. To jednak nic nie dawało, dalej byli tylko pospólstwem. On nie.
            - Cześć Harry – odezwał się radośnie, na tyle ile potrafił. Był w o dziwo dobrym humorze i nie chciał udawać, że jest inaczej. Był zadowolony i to nie za sprawą alkoholu czy narkotyków. Po prostu, ktoś wrzucił mu do głowy garstkę szczęścia, z której zamierzał korzystać.
            - Dobry wieczór, Zitao – odpowiedział wysoki mężczyzna, dziwiąc się nieco zachowaniu młodszego. Nieczęsto go widywał w takim pozytywnym humorze. Znacznie częściej natomiast, wprowadzanego do klubu, kiedy nie mógł polegać na swoich siłach – Proszę – zrobił mu przejście, stając na przodzie kolejki, blokując jednocześnie czekających ludzi.
            - Dlaczego on się wpycha – zaprotestował jeden ze stojących w kolejce, chwiejąc się z lekka. Towarzysząca mu dziewczyna, musiała go podtrzymywać. Ładna była, mimo okularów zakrywających pół twarzy. Przez tłum przeszły podobne oznaki niezadowolenia.
            - Bo mogę – odparł zadowolony Zitao, podchodząc do pary i skupiając swoją uwagę na dziewczynie. Ta zarumieniła się, robiąc krok do tyłu, jakby bojąc się chłopaka – Może chcesz mi towarzyszyć? – zapytał bez cienia ironii – Szkoda marnować czas na takiego ktosia – mruknął, dezaprobująco patrząc na jej towarzysza. Sam nie wiedział co mu się stało. Był miły.
            - Kim ty w ogóle jesteś? – burknął mężczyzna, słuchając jak Zitao go ignoruje.
            - Ja? Huang Zitao – odparł swobodnie, jednak z małym wyzwaniem.
            - To ty – pijany wskazał palcem na bruneta, starając się trafić w jego osobę – To ciebie pijanego znosili do domu – zaśmiał się w głos, jakby ta informacja niezmiernie go rozbawiła.
            - Dzisiaj jednak ciebie będzie trzeba znosić do domu – odparł niezrażony Zitao – Więc? – podał ramię dziewczynie, mając nadzieję, że dotrzyma mu towarzystwa dzisiejszego wieczoru.
            Szatynka uśmiechnęła się i postąpiła krok ku Zitao.
            - Przykro mi – odezwała się dźwięcznym głosem do jej byłego teraz towarzysza – Dobranoc – pożegnała się.
            - Co-o? Ale… - zaczął pijany, nie dane mu było jednak skończyć, ponieważ para zniknęła mu z pola widzenia.
            - Nie wpuszczaj go – rzucił jeszcze ochroniarzowi Zitao, wchodząc do klubu.
            - Jestem Amanda – odezwała się po chwili dziewczyna, poprawiając okulary i wsuwając je bardziej na nos – Dlaczego… - zacięła się na chwilę - … dlaczego mnie zaczepiłeś? – zapytała odważnie.
            Zitao wzruszył ramionami.
            - Potrzebowałem towarzystwa, po prostu byłaś pierwsza w kolejce – wyjaśnił spokojnie – Tak więc możesz się cieszyć moją osobą i darmowymi drinkami. Chyba ci to pasuje? – zwrócił się do dziewczyny, zbliżając się. Było głośno, a chciał usłyszeć cokolwiek ona mówi. Nawet jeśli Amanda, okazałaby się być przygłupią szatynką.
            - Nie mam ochoty się bawić – skwitowała, patrząc uważnie na chłopaka – Wolałabym wypić i pogadać. I nie zbliżaj się tak do mnie – przystopowała Zitao, robiąc krok do tyłu – Jakaś loża? Gdzie jest w miarę cicho? – zapytała, przywołując na usta pogodny uśmiech.
            - Przyszłaś do klubu, nie mając zamiaru się bawić – siorbnął swojego drinka, męcząc w palcach kolorową słomkę. Oczywiście dostał od ręki wolną lożę, w pomieszczeniach przeznaczonych do zabawy o większych gabarytach.
            - To była moja nieudana randka – westchnęła Amanda – Bardzo nieudana – dodała po chwili – A ty? Dalej nie rozumiem. Wybrałeś mnie – wskazała palcem na swoją sylwetkę – Wiem o tobie co nieco i nie wyobrażam sobie ciebie w towarzystwie innym, niż blond piękności, w za mocnym makijażem i przyciasną kiecką. No i nie zapominając o tym, że gdy postukamy w jej głowę, usłyszymy pustkę. Zapomniałam o czymś? – zamyśliła się – Chyba nie.
            Zitao prychnął i rozbawiony spojrzał na dziewczynę.
            - Dobrze wybrałem – pokiwał głową z uznaniem – Masz poczucie humoru. Spraw, bym się nie nudził – rzucił niedbale.
            - No to wystarczy chyba kilka drinków – podsumowała – Nie prześpię się z tobą. Na to nie licz – powiedziała zdecydowanie – Ale mogę ci załatwić jakąś pannę na noc.
            Kolejny raz dziewczyna go rozbawiła. Może nie grzeszyła urodą, ale za to charakterek miała. Była ciekawa.
            - Nie – pokręcił głową w zaprzeczeniu – Nie potrzebuję panny na noc. Już nie – dodał.
            - Czyli podsumowując – Amanda zmrużyła oczy, analizując to co usłyszała – Jesteś tutaj, w klubie. Jednak nie bawisz się, tylko rozmawiasz ze mną. Pijesz mało – zerknęła na ledwo upity alkohol – Nie szukasz nikogo na noc. A po twoich wcześniejszych słowach wnioskuję, że masz kogoś. Jednak nie ma jej tutaj z tobą. Szukasz tutaj kogoś, z kim mógłbyś porozmawiać – strzeliła palcami, pewna tego, że rozwiązała zagadkę – Chciałeś się wyżalić barmanowi? – zapytała już sceptycznie.
            - Po prostu chciałem tu przyjść. Moje dzisiejsze plany nie wypaliły – ostudził jej zapał – Nie doszukuj się czegoś, czego nie ma.
            - Spoko – pokiwała głową – Skorzystaj z okazji, że mnie nie znasz i PO PROSTU mów – sparodiowała jego słowa, dając do zrozumienia, że powtarza je zbyt często – Lepiej jest się wygadać obcej osobie… czasami – dodała.
            - Skąd pewność, że chcę ci się wygadać? – podniósł brew do góry.
            - Wiem, po prostu wiem – odparła pewna siebie – Nie ufasz nikomu, prawda? – zapytała ze współczuciem.
            - Hola, hola, uspokój się – sprowadził dziewczynę do parteru. To zaczynało wyglądać jak jakaś sesja u psychologa. Wyczul jednak od niej szczerość, albo już zupełnie się staczał – Chcesz mnie wysłuchać? – zapytał z pobłażaniem. To był kolejny impuls. Ostatnio zbyt często się nimi kierował. Małymi chochlikami, które pstrykały palcem i dawał się ponosić. Amanda pokiwała głową, czekając w skupieniu na rozwinięcie jego problemów. Sama chciała. To już będzie jej problem, jeśli się przestraszy, zniechęci, zniesmaczy, czy cokolwiek innego.
            - Mów – pogoniła chłopaka.
            - Masz rację – skinął głową i nawet siląc się na wyzywający ton – Nie ufam ludziom, bo nie mam ku temu powodów. Ostatnio nie ufam nawet sobie. Myślisz, że moje życie jest takie ciekawe? Spokojne? Ustabilizowane? Gówno prawda – zaczął się robić nerwowy, szybciej wyrzucając z siebie drażniące słowa – Moje życie jest w chuj zabawne, powiem ci. Mam  matkę dziwkę, która puszcza się z kim popadnie. Ojca, który zaraz po przyjściu z pracy, bawi się w kata. Zacząłem się spotykać z facetem. Z wykładowcą. Dodatkowo, by mieć poczucie, że kontroluję swoje życie, że to ja nim kieruję… piję, palę i biorę co popadnie. O czymś zapomniałem? – zamyślił się – To chyba wszystko. I co powiesz, pani psycholog? – zakpił, opierając się o miękki fotel.
            Amanda nerwowo ściskała słomkę, nie patrząc w oczy chłopaka. Nie wiedziała co ma zrobić. Znaczy wiedziała co powinna zrobić z tymi informacjami, ale nie wiedziała czy chciała, czy powinna. Może nie powinna, by nie kusiło jej bardziej, jednak chciała wiedzieć więcej.
            - Kochasz go? – rzuciła bezbarwnie.
            - Kocham? – powtórzył powoli, po czym roześmiał się głośno – Uzależniam się. Nie, nie kocham. To powoli zaczyna być nałogiem, nie miłością. I nigdy miłością nie będzie. Zbyt dużo zachodu, by poświęcać się takiemu utopijnemu uczuciu. Wystarczy, że szaleję pod jego dotykiem i chcę by mnie pociągał w tą nicość. Podnieca mnie jego brutalność. Ale – zaciął się – jest tak samo apodyktyczny jak mój stary. Obawiam się… - zagryzł wargę, patrząc ze wściekłością na dziewczynę. Był tak naprawdę zły na siebie, że dopuścił do takich zwierzeń. Że sobie samemu pozwolił na ujawnienie tego, co kryje się w jego duszy.
            - … że zacznie cię bić? Że będzie cię ograniczał. Tak jak twój ojciec – dokończyła za niego dziewczyna. Było jej żal tego zagubionego chłopaka, który starał się udawać, że jest silny. Że to wszystko go nie dotyczy, że i tak żyje swoim życiem. Nie było tak. Był ograniczony, wszystkim co go otaczało – A mama?
            Uśmiechnął się gorzko.
            - Matka – uściślił – Ta kobieta nie interesuje się mną, tak jak ja jej sprawami – skwitował.
            - Jesteś samotny i zagubiony – wyszeptała – Poganiany z kąta w kąt – niemal miała łzy w oczach. Historia Zitao zrobiła na niej wrażenie.
            - Spokojnie, nie musisz płakać. Nie użalaj się nade mną. Sam tego nie robię – przystopował brutalnie dziewczynę.
            - Czyli jesteś gejem? – zapytała jeszcze cicho – Przecież widziano cię tyle razy z kobietami – odważyła się na niego spojrzeć.
            - To nie ma znaczenia, kogo wolę. Czy jestem hetero czy bi, czy gejem. To zależy od osoby. Kris mnie pociąga. Pożądam go. To bez znaczenia, że jest facetem. I to, że ja nim jestem – wyjaśnił spokojnie.
            Amanda pokiwała ze zrozumieniem głową. Przypomniała sobie sytuację ze studiów. Kiedy była pewna, że zakochała się w koleżance z grupy. Co to był za rok melancholicznego stanu. Przeszło jej jednak. Przerzuciła swoje wzdychanie na jednego z doktorantów. Również niedostępnego.
            - Nie powiedziałam ci jeszcze czegoś… - zaczęła powoli, czując, że musi się zdradzić.
            - Jeszcze jeden? – wtrącił Zitao.
            - Tak, jeśli nie dostanę nim zaraz po twarzy – bąknęła ponuro.
            - Nie biję kobiet – odparł z urazą – No chyba, że jesteś reporterką i sprytnie mnie podeszłaś na zwierzenia – zażartował.
            - Eeee… - Amanda zacięła się, patrząc błagalnie, jak i przepraszająco na Zitao. Spuściła zrezygnowana głowę, kiwając nią smętnie.
            Niemal zakrztusił się drinkiem, który pił.
            - Dałem się tak podpuścić – powiedział zdziwiony – Nie wierzę – szepnął. Wyprostował się jak struna i wstał – Mam nadzieję, że sklecisz kilka zdań na mój temat. Tylko niech nie będą aż tak obraźliwe – powiedział dumny, z zamiarem wyjścia.
            - Poczekaj – dziewczyna westchnęła, opierając się głową o łokcie – Teraz ty mnie wysłuchaj. Tak właściwie… to nie jestem reporterką. Tylko asystentką kierownika działu…hmm… dobra, kawę im roznoszę i pocztę – westchnęła zrezygnowana, jakby wstydziła się swojej pracy.
            - I co w związku z tym? Nie będziesz chciała podnieść swojego statusu, jakimś pikantnym artykulikiem na mój temat? – zakpił, opierając się o ścianę.
            - Usiądziesz? – zaproponowała nieśmiało – Proszę? – dodała,  kiedy chłopak obojętnie wpatrywał się w Amandę – Posłuchaj, nie zamierzam nic robić. Ani wydawać tym bardziej. Nawet nie wiedziałam, że to ty, póki się nie przedstawiłeś. I co prawda przeszło mi przez myśl, że mogłabym to wykorzystać, ale nie, nie zrobię tego – powiedziała zdecydowanie.
            - Dlaczego nie miałabyś? – rzucił beztrosko, siadając naprzeciwko dziewczyny i pochylając się ku niej – Przecież ludzie tacy są. Muszą dążyć do swojego. Udupisz jednego, czy drugiego. Nie krępuj się – wzruszył ramionami.
            Amanda zrobiła zbolałą minę, po czym zacisnęła wargi nieco poirytowana.
            - Wiesz co? Nie zrobię tego. Wiesz, dlaczego? Nie dam ci powodu do kolejnego umartwiania się. Byłoby ci lepiej? Jak ojciec znowu cię pobije? Lepiej by ci było z kolejnym problemem na głowie? Ha! – wskazała na niego palcem, dumna z siebie i wiedząc, że trafiła – Takiego! Nie zrobię tego! – prychnęła jak kotka, zakładając ręce na piersi, obrażona.
            Zitao spojrzał na nią nie rozumiejąc, po czym roześmiał się  w głos.
            - Jesteś głupia – stwierdził.
            - Nie bardziej niż ty – bąknęła.
            - Czego ty właściwie chcesz? – westchnął chłopak, wpatrując się intensywnie w Amandę. Speszona opuściła wzrok.
            - Chcę ci pomóc – odparła szczerze, prostodusznie,  wiedząc z jaką reakcją się spotka.
            - Nie podobasz mi się. Nie pociągasz mnie – wyjaśnił.
            - Nie o to mi chodzi. Nie chcę ciebie. Po prostu, polubiłam cię – odparła dziewczyna naiwnie. Co mogła teraz zrobić? Tylko powiedzieć prawdę.
            - Chcesz zostać moją przyjaciółką – wypowiedział te słowa, jakby nimi pogardzał.
            - Właśnie tak! – z entuzjazmem zakrzyknęła Amanda – No co? Zły pomysł? – zapytała, widząc mało optymistyczną minę Zitao – Nie pomyślałeś, że może warto mieć kogoś takiego? Komu będziesz mógł się zwierzyć? Pogadać? Nie będziesz z tym sam.
            - Co ty będziesz z tego miała? – zapytał podejrzliwie.
            - A czy muszę mieć?
            - Powinnaś.
            - Postawisz mi kawę, kiedyś – odparła szczerze – Wiem coś jeszcze i mogę ci pomóc – odparła niepewnie – To nie przypadek, że artykuły o tobie zdobią okładki.
            - Jak to? – teraz faktycznie się zainteresował.
            - Od jakiegoś czasu, przychodzą do redakcji anonimy. Właściwie, to nie anonimy. Ktoś podpisuje się jako „xyz”. Głupio. Wszystkie dotyczą w jakiś sposób twojej rodziny – zakończyła.
            - Ktoś chce mnie pogrążyć? – rzucił obojętnie – Kto? – zapytał.
            - Na pewno masz wrogów, wielu wrogów – uściśliła.
            - Masz rację – odpowiedział zamyślony. Wpatrywał się na salę z góry. Miejsce, które zajęli było oszklone – Porozmawiamy o tym jeszcze… może – dodał – Potowarzysz mi na dół? – spojrzał na dziewczynę krytycznie – Jesteś za mało seksowna – skwitował – Nie nabierze się. Albo mnie wyśmieje – westchnął.
            - Kto? – zapytała nie rozumiejąc. Podeszła do Zitao i zaglądnęła mu przez ramię.
            - Facet, z którym sypiam. A właściwie, przespałem się raz, jak na razie – dodał – Co on tu robi? – zadał sobie pytanie – Dziś go tak trochę spławiłem.
            - Chcesz go – stwierdziła śmiało Amanda – Pożądasz go. To widać – pokiwała głową w zamyśleniu.
            Zitao pokazał zęby w uśmiechu i pochylił się nad dziewczyną. Ta skuliła się jeszcze bardziej, pod tym intensywnym spojrzeniem.
            - Masz rację – skinął głową – Jesteś bardziej szczera niż sądziłem, i bezpruderyjna. Może jeszcze coś z ciebie będzie. Widzisz bez okularów? – zapytał, dotykając oprawek i ściągając je. Zmarszczył nos, składając przedmiot i wpychając go do torebki Amandy.
            - Tak, ale wyglądam poważniej z okularami – powiedziała niezadowolona.
            - A włosy? Rozpuść je – rozkazał, niezrażony protestami dziewczyny. Nie czekając również na jej reakcję, sięgnął po gumkę i pociągnął, uwalniając jej spięte włosy – Lepiej. Teraz wyglądasz jak kobieta, a nie dziecko emo. Masz jeszcze jakieś kosmetyki w tej torbie? – wskazał palcem na dodatek.
            - Tam też zamierzać wciskać swoje palce? – syknęła poirytowana.
            - Nie, tam nie – odparł  z diabelskim uśmiechem.
            Uśmiechnęła się uroczo, po czym naburmuszyła się.
            - Nie, nie mam. Wyglądam źle? – jęknęła rozżalona.
            - Teraz już nie. Wiedziałem, że jesteś ładna, jak pozbędziesz się tych wszystkich dodatków – nakreślił dłonią jej sylwetkę – Możesz udawać, że się do mnie lepisz – poinstruował ją.
            - Nie możesz mu powiedzieć, że jestem twoją znajomą? I tak nie uwierzy w romans. No a zresztą, musisz się z nim widzieć? Musisz – stwierdziła, gdy Zitao spojrzał na nią rozgorączkowanym wzrokiem – I liczysz na seks – mruknęła – To ja wam nie będę przeszkadzać. Idę stąd – bąknęła, ruszając ku wyjściu – Ahh – zatrzymała się i podbiegła do bruneta – To moja wizytówka. I powiedz mi, kto to jest? Który to? – ponownie zajrzała przez szybę.
            - Blondyn. W niebieskiej koszuli. Ten przy barze – wyjaśnił.
            - Przystojny – stwierdziła Amanda – To ja lecę. Do następnego? – zapytała z nadzieją.
            - Tak, być może – obrócił w palcach wizytówkę – Dobranoc.
            - Na razie – pomachała mu jeszcze na pożegnanie.
            Amanda wyszła. Już miał zgnieść małą karteczkę. Powstrzymał się jednak przed tym. Dziewczyna była zabawna. Mimo, że była dziennikarką. A raczej tylko asystentką. Nawet to nie. Zaśmiał się. I twierdziła, że ktoś go sprzedaje. Jakoś nie wierzył w te teorie spiskowe. Xyz, kto mógł być aż tak podły? Nikt, kogo zna. Albo każdy, kogo zna. Schował wizytówkę do kieszeni. Może się niebawem przyda. Może będzie potrzebował rozmowy. Sam sobie się dziwił, że tak szybko opowiedział Amandzie niemal o całym swoim parszywym życiu.

~**~

            Czekał gotowy do wyjścia. Potrzebował tylko adresu klubu, w którym był Zitao. Ten przyszedł z małym opóźnieniem, które zdążyło go poirytować.
            Siedział teraz przy barze, w głośnym klubie. Nie lubił takich miejsc. Wbrew pozorom jego wybuchowego charakteru, wolał cichsze miejsca. Bardziej klimatyczne, aniżeli ogrom kolorowych świateł, spadających na szamoczących się w tańcu ludzi. Zamówił piwo i czekał, aż barman uwinie się z jego trunkiem. Zapłacił i pociągnął łyk zimnego napoju, gasząc pragnienie, zamiast gniewu, który narastał z każdą kolejną nutą, głośnej muzyki.
            Lustrował ludzi, którzy go mijali. Szukał Huang’a wśród tego tłumu. Zrobił dziwną minę, gdy minęła go dziewczyna, z uśmiechem, mówiącym, że go zna. Zakładała na nos niepasujące, duże okulary i wiązała włosy w kucyk. Poświęcił jej więcej, bo aż dwie sekundy i powrócił do szukania Zitao. Nie mógł jej znać.
            Niemal zapowietrzył się, gdy zobaczył Zitao w tłumie tańczących. Przeciskał się przez parkiet, dążąc widocznie w stronę baru. Odwrócił się, nie chcąc by chłopak zobaczył, że jest obserwowany. Zajął się swoim piwem, sącząc je powoli.
            Chłopak usiadł przy nim i zamówił drinka.
            - Miło jest widzieć ciebie tutaj – przywitał się powoli, a Kris odwrócił się ku niemu, udając zaskoczenie.
            - Zitao – stwierdził – Co za spotkanie – mruknął, lustrując bruneta – Jesteś trzeźwy, brawo.
            - Nie miałem ochoty dziś pić… aż tak bardzo – odpowiedział spokojnie – Co jednak ty tutaj robisz. Czuję się śledzony – zażartował lekko.
            - Olałeś mnie – stwierdził obojętnie – Myślałeś, że będę spokojnie czekał na ciebie w mieszkaniu? Miałem ochotę się zabawić, dlatego tutaj jestem – rozejrzał się nerwowo po pomieszczeniu.
            - Nie widać, byś się dobrze bawił – Zitao zbliżył się do Krisa, stykając się z nim ramię w ramię.
            - Zdaje ci się – odburknął blondyn.
            - W takim razie… nie przeszkadzam ci w łowach – odezwał się wrednie, wstając i zabierając swojego drinka.
            - Zaczekaj – warknął Wu Fan, a Zitao się zaśmiał się, robiąc krok do tyłu – Rozmyśliłeś się? – zapytał z uśmiechem.
            - Nienawidzę głośnych miejsc – mruknął – Tak głośnych. Wyzdrowiałeś? – zapytał podejrzliwie.
            - Widzę, że myślimy o tym samym. Tak – potwierdził – Tylko nie chcę znowu się leczyć kolejnego tygodnia. Bądź… delikatniejszy. Użyj chociaż czego trzeba – odgryzł się Zitao.
            - Użyję tego czego trzeba, możesz być pewien – i nie chodziło mu tu w żadnym stopniu o odpowiednie przygotowanie bruneta.
            Zitao poczuł znajome dreszcze, przechodzące po ciele, które nie mogło już się doczekać igraszek.

~**~

            Wparował zmęczony, jednak szczęśliwy do swojego mieszkania. Tydzień wolnego, istne wakacje, o których dawno marzył. Nawet jeśli spędzi je w domu, przed telewizorem, z piwem w jednej ręce, a z pilotem w drugiej. Dodatkowo nie musi się troszczyć o posiłki, które zostaną podane przez Mike. Żyć nie umierać. Usiadł w fotelu, wzdychając z zadowoleniem.
            - Tak wcześnie? – przywitał go Mike, wręcz besztając, że wrócił wcześniej niż zwykle.
            - Słyszę radość w twoim głosie – mruknął In Guk, wyciągając się w fotelu – Zrobisz mi kawę? – zapytał z nadzieją, spoglądając na Swan’a błagalnym wzrokiem.
            - Dobra, dobra. Nie patrz tak – zaśmiał się chłopak, ruszając do kuchni.
            Lubił jego śmiech. Zdarzało mu się to coraz częściej, te radosne błyski w jego ciemnych oczach rozczulały.
            - Z mlee… - zaczął Seo.
            - Z mlekiem, pół na pół i dwiema łyżeczkami cukru – dokończył za niego młodszy.
            Parsknął śmiechem. Zapamiętał.
            - Mam tydzień wolnego – powiedział, kiedy już Mike podstawił mu pod nos aromatyczną kawę.
            - I mówisz mi o tym, bo…? – chłopak widocznie nie rozumiał o co może chodzić In Guk’owi.
            Starszy się speszył. Co prawda nie spodziewał się nagłego zrywu radości, ani tym bardziej uwieszenia na szyi, jednak myślał, że zobaczy większy entuzjazm. Będzie mógł spędzić z nim więcej czasu. Widocznie, to było jednostronne pragnienie.
            - Tak, po prostu – wykręcił się Seo i wzruszył ramionami.
            - Wiesz co? – Mike usiadł naprzeciwko bruneta, patrząc na niego nieśmiało – Kiedy zaczniemy… dalej coś robić? – starał się, by jego głos nie brzmiał zbyt radośnie. Ot, zwyczajne zapytanie.
            - Coś? – podniósł brew w rozbawieniu – Kiedy do mnie przyjdziesz – wyjaśnił – Mówiłem ci przecież.
            - Ale ja nie wiem co mam robić – jęknął zrezygnowany – I to ty miałeś być nauczycielem – dodał oskarżycielsko.
            - Zwyczajnie do mnie przyjdź. Chyba w moim pokoju nie ma niczego, co by cię odstraszało, prawda? – spokojnie odpowiedział, rozkoszując się smakiem kawy – Tego mi było trzeba – westchnął zadowolony.
            Przyjdź. Przyjdź. Mike najchętniej wparowałby do pokoju Seo i został tam znacznie dłużej, niżby starszy sobie tego życzył. Przestępował z nogi na nogę, stojąc przed drzwiami do jego sypialni i czekając na odpowiedni moment na wejście. Bo może było już za późno i In Guk spał? Zerknął na zegar na ścianie. Dochodziła pierwsza. Stresował się. Wiadomość o wolnym mężczyzny uradowała go. Czuł się samotnie w tym mieszkaniu, tylko gotując i czasami sprzątając. No, bałaganiąc, jak stwierdzał Seo. To byłaby miła odmiana. Pogadać z kimś. Nie, pogadać z nim. Poznać nieco lepiej. Tak, chciał go poznać. Zagryzł wargę w niezdecydowaniu i zapukał nieśmiało do drzwi sypialni. Nikt się nie odezwał, więc ponowił próbę. Dalej cisza. Otworzył delikatnie drzwi, wsuwając głowę do środka.
            - Hmm… – wymruczał Seo spod kołdry, widząc strużkę światła wydobywającą się spod drzwi.
            - Eeee… spałeś już? – wyszeptał Mike z nutką zawodu w głosie - … to dobranoc. Przyszedłem za późno i w ogóle. Nie będę ci przeszkadzał. Sorry, za najście – wyjąkał.
            - Chodź tu – mruknął starszy, odkrywając skrawek kołdry.
            - Ale…
            - Chodź – ponowił rozkaz.
            Swan nieco nieśmiało podszedł do łóżka i usiadł na jego skraju, niepewny co ma dalej robić.
            - Połóż się – wyjaśnił Seo, prychając na zachowanie chłopaka.
            - Hmm – mruknął Mike, robiąc co mu nakazał In Guk. W końcu miał się go słuchać, prawda?
            Kołdra zaraz znalazła miejsce na jego ciele, co nieco zbiło młodszego z tropu. Już miał coś powiedzieć, jednak brunet przysunął się do niego i przerzucił jedną rękę, przez jego ciało, przyciskając do siebie.
            - Dobranoc – bąknął In Guk – Ah, i śpię nago, jak może nie poczułeś – dodał i zamknął oczy.

~**~

            Oddychał ciężko, czując jak krople potu, cieniutką nitką spływają w dół. Serce nie mogło się uspokoić, mimo, że minęło już kilka minut od pełnego zaspokojenia.
            - Wezmę prysznic i wracam do domu – podniósł się z łóżka, nie zakrywając swojego nagiego ciała. Nie wstydził się go. Widział też, jak Kris przypatruje się temu obrazkowi – Pożyczę od ciebie bieliznę – dodał, sięgając do szafki.
            - Nie zostaniesz? – głucho zapytał Wu Fan, obserwując krzątającego się Zitao. Zbierał swoje rzeczy.
            - Po co? – odpowiedział pytaniem na pytanie.
            - Jest już późno – skwitował – I spałeś już u mnie. Żeby to raz – dodał wrednie.
            - Wrócę do domu – obstawiał przy swoim – Mam się umyć, wrócić do łóżka, przytulić się do ciebie, pocałować w czółko i powiedzieć dobranoc? Chyba zbyt sielankowo, prawda? – wyliczył.
            Kris uśmiechnął się ponuro i pokiwał głową.
            - Masz rację – potwierdził zgorzkniałym tonem – Zamówić ci taksówkę?
            - Poproszę.
    

12 komentarzy:

  1. hehe jestem pierwsza...a więc rozdział cud miód i orzeszki! Zitao i jego przyjaciółka? hmm zapowiada się ciekawie. Widać, że Kris zaczyna się powoli łamać, i dobrze >: D... Mike i In Guk mnie rozczulają. Są tak kochani, że do rany przyłóż <3 czekam z niecierpliwością na kolejny. Dużych pokładów weny życzę !

    OdpowiedzUsuń
  2. Świetny rozdział, zresztą jak i całe opowiadanie. Zwykle nie czytam takich hmmm... ostrych tylko delikatniejsze ale to i tak mi strasznie przypadło do gustu;) Od Krisa i Zitao wolę bardziej Mike i In Guka dlatego czekam na rozwinięcie akcji między nimi :) Wprowadziłaś kolejną ciekawą postać czyli Amande mam nadzieję że będzie się pojawiała dosyć czesto. Pozdrawiam i życzę weny :D

    OdpowiedzUsuń
  3. No i bardzo dobrze, że Zaito opiera się Krisowi ! :D Jestem jak najbardziej za tym żeby to Kris musiał błagać Zaito o wszystko zresztą jak jakby był uległy to by było nudne w ich przypadku tak jest zajebiście XD i jeszcze Mike i In Guk no kurde C: Uwielbiam ich ! Czekam na następny part :> .. tym bardziej, że In Guk poszedł spać nago >////< więc liczę na COŚ... w zaistniałej sytuacji :D i jeszcze Amanda.. równa z niej babka i mam nadzieje, że się serio zaprzyjaźnią bo ją polubiłam
    Genialny rozdział :D

    OdpowiedzUsuń
  4. No nie, padłam przez Seo xD To się porobiło...taka tam Moda na Sukces (ale taka zdecydowanie osom i na plus) :D A ogółem moje feelings to ; adjwkfhwfh chcę more ;--; Więc usiądę sobie w kącie i poczekam na kontynuację c: Pozdrawiam ~ // Axe ~

    OdpowiedzUsuń
  5. Musze cię chyba przeprosić. Nie pamiętam czy dodawałem przy kolejnym rozdziale koment wiec jeśli nie to przepraszam
    Co do rozdziału... Zero uwag, idealny. Szczerze? Nie spodziewałem się go. Nie spodziewałem się że akcja się tak obróci. Nie spodziewałem sie, że Tao spotka kogoś takiego jak ta dziewcyzna, że Kris okaże jakies emocję ( tak jak na końcu), że Tao zacznie tak odczuwać swój hmm związek Z Wu Fanem. Jestem szczerze zaskoczony. Powiem ci szczerze, że opowiadanie mi się podobało ale od 2-3 rozdziałów zaczeło mnie stasznie nudzić. Teraz to zmieniłaś! Brawo! Wprowadziłaś nareszcie rozwijające elemnty! Oby tak dalej!

    Zero_

    OdpowiedzUsuń
  6. Witam, witam,
    w weekend natrafiłam na Twój blog.... no cóż jak na razie dopiero co przeczytałam „Dangerous” bo mnie bardzo zaciekawił, ale pozostałe opowiadania nadrobię... rewelacyjnie, płynni się czyta, wspaniale przedstawiasz bohaterów, sytuacje....
    Dużo weny życzę Tobie...
    Pozdrawiam serdecznie Basia

    OdpowiedzUsuń
  7. Raaaany, TAK WŁAŚNIE TAK !
    Ten rozdział jest najlepszym z ostatnich jakie czytałam. Amanda jest taka intrygująca, podoba mi się fakt że nie jest przesłodzona ani też ironiczna tylko normalna, NORMALNA. Tao mnie zadziwia, choćby na końcu gdy uznał że wróci do domu i nie zostanie z Krisem, musiał go nieźle poirytować. Awww dużo bym napisała o tym co myślę, ale nie mam czasu kfjkdjf.
    Chcę tylko jeszcze raz powiedzieć że ten rozdział był super <3
    ~PAndra

    OdpowiedzUsuń
  8. BOSKIE BOSKIE BOSKIE <3
    Z niecierpliwością czekam na ciąg dalszy :3
    Oraz życzę weny ^^

    OdpowiedzUsuń
  9. Hm.. to chyba tylko ja jestem jakaś dziwna. Do tej pory staram się być na bieżąco z tym opowiadaniem. Bardzo mnie zaciekawiło. Niestety, ten rozdział.. mi się nie spodobał? Nie wiem, po prostu nie przypasował mi zbyt bardzo. Nie napisze dokładnie, co mi tu nie pasi - zrobię to jak doczytam do końca. Nie zmienia jednak to faktu, że świetnie piszesz. Weny i powodzenia.
    JiHan

    OdpowiedzUsuń
  10. Mike i In Guk, Mike i In Guk~ XD
    Bardzo przyjemny rozdział, dziękuję <3

    OdpowiedzUsuń
  11. Późno zaczęłam czytać bloga bo dopiero od wczoraj, ale muszę przyznać że jest świetny i najlepszy jaki do tych czas czytałam. Jesteś świetna. :*

    TaoRis Fan

    OdpowiedzUsuń