czwartek, 17 października 2013

Dangerous - Rozdział 13

Witajcie. 
Serwuję Wam kolejny rozdział. 
I moi drodzy. Ja nigdy nie napisałam, że żądam długich komentarzy, wiadomo, takie najbardziej mnie cieszą, jednak nic takiego nie miało miejsca. 
I tak jak kiedyś napisałam, nie jestem w stanie odpowiadać na wszystkie komentarze. Macie zakładkę, w której odpowiadam na Wasze pytania, korzystajcie z niej. 
Niebawem pojawią się poprawiane rozdziały! :D 

Tradycyjnie dziękuję za opinie i pozdrawiam czytelników :)

Jutro idę na spektakl w Teatrze Kana, ktoś się może wybiera? 
Natomiast w sobotę będę na Japan Fest




            Otworzył drzwi od swojego małego, acz przytulnego mieszkanka i uderzył w niego opar z kuchni. To przypomniało mu o tym, że jest głodny. Wychodził z domu o świcie, wracał wieczorem. Tak działo się od kilku dni. Obserwował przez ten cały czas Huanga, robiąc zdjęcia i dowiadując się coraz to nowych rzeczy.
            Była jedna rzecz – a ściślej mówiąc osoba – która zmieniła jednak jego stały rytm powrotów do domu. Mike. Gdy otwierał drzwi wejściowe kilka dni temu, nie widział nic poza ciemnością. Teraz dom żył. I to dosłownie żył. Chłopak miał dziwne upodobanie do bałaganienia, czego wręcz nienawidził. Było tak i teraz. Kilka sztuk odzieży zwisało smętnie z krzesła, nie mogąc znaleźć się w szafie swojego właściciela. Za to zapachy go zniewalały. Mógłby z powodzeniem odpuścić mu bałaganienie, ponieważ chłopak świetnie gotował. Codziennie czekał na niego ciepły posiłek i uśmiech Mike, do którego zaczął się przyzwyczajać. Gdyby był zakochany, mógłby powiedzieć, że to niejaka siła napędowa na kolejne godziny.
            Od ostatniego małego pokazu, na nic nie naciskał. I był zbyt zmęczony swoimi zajęciami, jak i chciał, by chłopak sam do niego przyszedł. By pozbył się strachu i pokazał swoją siłę.
            - Wróciłem – krzyknął w głąb mieszkania, zdejmując kurtkę i wieszając ją w przedpokoju.
            Złapał ciuchy rozwalone na fotelu i ułożył je, kładąc na obicie. Będą czekały na właściciela, który i tak nie doceni tego, że są uporządkowane.
            - Zaraz kończę – usłyszał z kuchni i tam skierował swoje kroki – Ajjjjćć… - krzyk nieco otrzeźwił jego zmęczony umysł i popędził do kuchni.
            - Co się stało? – krzyknął na wejściu Seo In Guk.
            - Nic – jęknął chłopak – Poparzyłem się. Woda mi chlapnęła – syknął, pocierając brzuch. In Guk spojrzał w dane miejsce, ze skonfundowanym wyrazem twarzy. Zauważył go Mike – Nie patrz się tak. Tak, to było możliwe – Piecze – powiedział ze zbolałą miną – Ale możemy jeść – skwitował, wymijając bruneta i stawiając garnek na stole – Idziesz? – zapytał In Guka, który nadal stał w miejscu.
            -  Tak – powiedział krótko i podszedł do chłopaka, sprawnym ruchem podnosząc jego koszulkę do góry – Tak, to było możliwe – stwierdził.
            -  Aż musiałeś to zobaczyć? – poirytowany zapytał Mike. Niespodziewany dotyk wyprowadził go z równowagi.
            - Tak – Seo skinął głową – Mam u siebie gdzieś maść na poparzenia.
            - To nie będzie konieczne. Samo zejdzie – podniósł głowę nieznacznie do góry i przekręcił oczyma.
            - Nie marudź – zbył go.
            - Możemy najpierw zjeść? – zapytał z nadzieją – Niech moja ofiara nie pójdzie na marne. Starałem się – spłonił się Mike.
            - Dobrze – westchnął Seo – Co przygotowałeś? – rozchmurzył się odrobinę.
            - Makaron – odparł z dumą.
            - To chyba twoja specjalność – mruknął In Guk.
            - No ej! – jęknął niezadowolony z docinka bruneta – Lubię makaron. Znalazłem nowy przepis i chciałem go wypróbować.
            - Od kilku dni jemy makaron – zauważył Seo – Nie żeby mi to przeszkadzało, bo smakuje mi to co gotujesz, ale mała odmiana by się przydała – wspomniał mimochodem, siadając do stołu.
            - Nie jestem twoją kucharką, to tak gdybyś o tym nie pamiętał – odparł sucho Mike, nakładając sobie sporawą porcję makaronu – A jeśli nie chcesz jeść… nie musisz, więcej zostanie dla mnie – dodał zadowolony – Smacznego.
            - Buntujesz się – mruknął Seo, uśmiechając się pod nosem – Codzienny widok ciebie w fartuszku byłby bardzo miły – wtrącił – Szczególnie, gdyb to był sam fartuszek – dokończył wrednie i zaśmiał się głośno, widząc jak Mike się czerwieni.
            - No co ty! – ofuknął go – Jedz lepiej i nie wymyślaj głupstw. Co powiesz na wino do kolacji? Chyba nie jesteś aż tak bardzo zmęczony? – wstał gwałtownie, trącając krzesło, które upadło z hukiem. Chłopak skulił się i z przepraszającą miną, poprawił mebel.
            - Co ty taki nerwowy dzisiaj? Stało się coś? – zapytał In Guk. Zachowanie Swana było doprawdy dziwne. Chłopak był widocznie czymś zestresowany, dlatego wszystko wypadało mu z rąk. Pomyślał, że jedzenie dzisiejszego specyfiku może być niebezpieczne. A na pewno podrażni w znaczny sposób jego żołądek.
            - Nic się nie stało  - zbył bruneta, stawiając butelkę i kieliszki na stole – Co robiłeś dziś ciekawego w pracy? Właściwie, co ty robisz? – chłopak zamyślił się – Chcesz? – wskazał na wino
            - Na które pytanie mam najpierw odpowiedzieć? – ciągle go bawiło, że Swan tyle gadał. Zadawał miliony pytań i natychmiast o nich zapominał. Doprawdy, dziwny z niego chłopak. Niesamowicie niedojrzały i dziecinny.
            Mike zarumienił się i pociągnął sporawy łyk wina, uprzednio nalewając go niemal do pełna do kieliszka.
            - Obojętnie, przepraszam – bąknął, zapełniając usta makaronem – I jakch czi smakhuje? – wybełkotał w trakcie przeżuwania. Seo wybuchnął śmiechem. Mike zrobił dziwną minę i spuścił głowę, mrucząc coś jeszcze bardziej niezrozumiałego, z tą różnicą, że do siebie.
            - Stalkowałem – odpowiedział krótko – To robiłem w pracy. Twój Kris mi płaci za tą brudną robotę. I tak, smakuje, mimo że to czwarty dzień jak jem makaron – uśmiechnął się – Rozumiem, że chcesz się spić tym winem? – postukał w kieliszek. Sam zaczynał dopiero pić, a Mike zaczynał drugą porcję.
            - Można tak powiedzieć – mruknął chłopak, nie siląc się na bardziej rozbudowaną odpowiedź. Swoje plany wolał zostawić dla siebie, oczywiście póki co.

~**~

            Siedział na korytarzu szpitala. Białe ściany przytłaczały go. Nienawidził tego charakterystycznego duszącego zapachu. Za każdym razem, kiedy wychodził z tego ponurego miejsca, śmierdział, wydawało mu się, że śmiercią. Bo tam umierali ludzie. Ostatni przystanek w długiej drodze, kiedy lekarze karmią cię kłamstwami o nadziei i walce, która i tak skazana jest na niepowodzenie. W szpitalach ludzie przegrywają. Wychodził z takiego założenia. Nie chciał tu być. Nie chciał się teraz martwić.
            Telefon w przerwie między zajęciami na uczelni, przeraził go. Jak oparzony zaczął biec, a serce przyspieszało swojego biegu, bynajmniej nie z powodu zmęczenia. Teraz czekał. Kazali mu czekać. Przeklinał tych wszystkich – pożal się Boże – lekarzy. Jak mógł spokojnie czekać? Nawet nie wiedział co się dokładnie stało. Tylko jedno nie  dawało mu spokoju. Nie upilnował jej odpowiednio.
            Miał wrażenie, że plastikowe krzesełko, na którym siedział, odgina się pod naporem palców, które wgniatał w białą powierzchnię. Gwałtownie podniósł się do góry, kiedy mężczyzna w białym – a jakże – kitlu wyszedł z sali, gdzie została przyjęta jego matka.
            - Dzień dobry – powiedział rozgorączkowany – Jestem synem – wyjaśnił. Starszy mężczyzna ściągnął okulary i wsunął je sobie do kieszeni.
            - Witam – odpowiedział poważnie – Sytuacja jest już ustabilizowana, proszę się nie martwić.
            Co ten człowiek wiedział? Jak miał się nie martwić? Jego matka była niespełna rozumu. Żyła w swoim wyimaginowanym świecie.
            - Co dokładnie sobie zrobiła? – zapytał poirytowany. Nadal tego nie wiedział.
            - Rozumiem, że wie pan, że to była próba samobójcza. Próbowała kiedyś czegoś podobnego? – lekarz zmienił temat, próbując na siłę przeprowadzić wywiad.
            - Czy to ważne? – odparł zniecierpliwiony Kris – Mogę ją zobaczyć?
            Mężczyzna zmrużył oczy, widocznie przyzwyczajony do takich reakcji odwiedzających. Nie zmieniało to jednak faktu, że wolałby, gdyby ludzie odpowiadali na zadawane pytania.
            - Pana matka nie była na żadnej terapii? – wznowił wywiad – Wie pan, że powinna być pod stałym nadzorem? W jej stanie…
            - Nie wyślę jej do domu wariatów! – warknął oburzony Kris – Raz – powiedział spokojniej, łapiąc się za głowę w geście bezradności – Przedawkowała psychotropy. Teraz już jej się poprawiało, nie miała żadnych napadów – wyjaśnił zrozpaczony. Wygadanie się temu obcemu człowiekowi, pozwalało zrzucić kilka kilo ciężaru, jakim był obarczony.
            - Przecież pan wie, że taka choroba nigdy nie znika. Dawno to się zaczęło? – zapytał rzeczowym tonem lekarz. Był bezlitośnie obojętny, jakby nic go nie dziwiło. Jakby znał większość przypadków i dramatycznych historii.
            - Pół roku temu. Pewien facet ją zostawił. Bywają dni, że chce wyjść z domu. Że on na nią czeka. Ma swój własny świat. To w  nim funkcjonuje. Co ja mogę zrobić? Pozwalam jej na to. Nie żebym nie próbował, wyrwać jej ze szponów przeszłości. Próbowałem – westchnął rozgoryczony – Nic to nie dało.
            - Jak wydobrzeje musi znowu udać się na terapię – skwitował doktor – Teraz podcięła sobie żyły. Była w markecie i nagle złapała nożyczki i pociągnęła sobie nimi po rękach. Dobrze, że szybko się tutaj dostała. A co, gdyby zrobiła to w domu? – pytanie zawisło w powietrzu, okraszone ponurą atmosferą śmierci, jaka mogła nastąpić.
            - Rozumiem – odparł słabo Wu Fan, oddychając z trudem.
            Krzyknął głośno, przebudzając się z mrocznego snu. Zaczynało go to  poważnie niepokoić. Chciał o tym nie pamiętać. Schować bolesne wspomnienia w najgłębsze zakamarki duszy, nie pozwalając do ich uwolnienia. Rozejrzał się dookoła. Był w sypialni sam. Zegar wskazywał godzinę trzecią nad ranem. Uśmiechnął się krzywo w ciemnościach. Idealna pora, by przywoływać demony przeszłości. Opadł bezwładnie na poduszki, wpatrując się w sufit.
            Zitao. Ciekawe co robił? Nie widział go dobrych kilka dni. Chłopak tamtego dnia zwyczajnie wyszedł. No może nie zwyczajnie, bo lekko utykając, poprzez intensywną noc. Musiał przyznać, że film, który został nagrany był pierwszorzędnym pornolem o brutalnej tematyce. Sam się dziwił temu, że zachowywał się jak bezwzględny skurwiel. Że potrafił obudzić w sobie aż takiego potwora.
            Obrócił się na bok, nie licząc na spokojny już sen.

~**~

            Jeden głęboki oddech. Sporawy łyk pociągnięty z butelki. Kolejny oddech. Uśmiech. Jeszcze szerszy uśmiech. Wino zaczęło dawać odpowiednie rezultaty. Zaśmiał się na głos sam z siebie i swoich podchodów.
            Po kolacji Seo zamknął się u siebie w pokoju, rzucając tylko, że  za pół godzin pojawi się z maścią. Jednak to on chciał go zaskoczyć. Taki miał plan. Dodatkowo stwierdził, że to alkohol pozwoli mu się odpowiednio odprężyć i pozbędzie się tej nieznośnej  nieśmiałości. W głowie szumiało, a on czuł taką słodką ociężałość ciała, które gibało się na strony. Był gotowy. Chyba był gotowy. Raz kozie śmierć, stwierdził z machnięciem ręki. Podniósł się do góry i ruszył do pokoju In Guka.
            Wszedł do sypialni starszego w momencie, gdy ten pozbywał się swojej koszuli. Na moment, widok napiętych mięśni, spowodował u niego bezdech. Zapatrzył się na pracującą klatkę, po czym odkaszlnął głośno, gdy zabrakło życiodajnego tlenu w płucach.
            - Właśnie miałem się do ciebie wybierać – stwierdził Seo, zauważając chłopaka – Te niezdrowe rumieńce… - wskazał palcem, kręcąc głową w niezadowoleniu.
            Mike przystawił palec do ust, dając znak, że starszy ma się zwyczajnie przymknąć. Nie chciał się zresztą rozpraszać. Podszedł nieco chwiejnym krokiem do In Guka i złapał go za rękę, co wyglądało bardziej, jakby wieszał się na nim, próbując złapać równowagę. Potrząsnął tylko głową, chcąc pozbyć się nadmiernego kręcenia w głowie i pociągnął bruneta w stronę łóżka.
            - Jesteś pewien, że nie potrzebujesz pomocy? – zdawkowo zapytał Seo, posłusznie siadając na łóżku i czekając na to, co jeszcze dziwnego zrobi Mike. Chociaż, nie mógł powiedzieć, że zachowanie chłopaka go nie bawiło.
            Ten nie odpowiedział, tylko stanął na środku pokoju. Było mu duszno, zbyt duszno. Nie mógł oddychać, nieco zestresowany patrzył na zdziwionego Seo. Zagryzł niewinnie wargę, przymykając oczy i wyobrażając sobie Krisa. Blond czupryna stanęła przed nim, rozmazana, nie mógł odczytać jego rysów twarzy. Był jednak pewien, że to właśnie Wu Fan. Nadal z zamkniętymi oczyma, delikatnie, jak dotknięcie skrzydłami motyla, musnął swoją szyję. Nacisnął mocniej, podążając paznokciem po delikatnej skórze i zostawiając mało widoczną, czerwoną rysę, która po sekundzie już nie istniała. Wyobraził sobie, że jego ręka jest ręką kochanka. Tak, jak chciał być pieszczony i posiadany. Wplótł rękę w swoje krótkie włosy, dotykając płatów uszu, które zawsze były niezwykle podatne na dotyk. Mruknął zadowolony. Teraz nie przejmował się zupełnie otoczeniem. Był tutaj dla siebie i dla tego blondyna, którego widział przed sobą.
            Przesunął dłonią po torsie, czując materiał koszulki. Ręka zsunęła się na brzuch, zataczając małe kółka wylądowała na klamrze od paska. Objął swój brzuch ramionami, podnosząc t-shirt powoli do góry i ostatecznie pozbywając się go. Tylko zawadzał, przy dalszym pieszczeniu swojego ciała. Wędrował czubkami palców po odkrytym torsie. Chłód dłoni, spowodował „gęsią skórkę”. Westchnął, gdy zahaczył o sutki. Postanowił poświęcić im więcej uwagi, ściskając jeden delikatnie i pocierając brodawkę.
            Otworzył jedno oko i spojrzał spod grzywki na Seo. Obraz Krisa, jak za dotknięciem magicznej różdżki rozpłynął się i miał przed sobą mężczyznę z krwi i kości. Niemal zatonął w ciemnych źrenicach, teraz wpatrujących się uważnie w jego poczynania. Zarumienił się lekko, jednak nie z powodu zakłopotania czy wstydu, mimo, że i ten targał trochę jego odczuciami. Brunet był pod wrażeniem i to mu się spodobało. Zauważył nagły skok ciśnienia u siebie, kiedy był niemal pożerany wzrokiem.
            Przygryzł wargę i wsunął kciuk pod pasek, bawiąc się niewinnie klamrą. Patrzył przy tym wyzywająco na In Guka. Jego reakcje zaczęły go niesamowicie interesować i podniecać. Klamra z brzękiem puściła i powoli wyciągnął pasek ze spodni, rzucając niepotrzebny dodatek na ziemię. Spodnie podzieliły jego los w niekrótkim czasie. Mało brakowało, a wywróciłby się przez nie. Uśmiechnął się niesfornie i roztrzepał włosy. Oblizał powolnym ruchem swoje wargi, niesamowicie zaschło mu w ustach. Rękę przesunął na ostatnią część garderoby, która oddzielała go od całkowitej nagości, jak i dawała pewien komfort, że In Guk, jednak nie widział wszystkiego. Czuł jak jego członek się budzi podczas całego pokazu. Tylko nie wiedział, czy to zasługa jego własnego pokazu, wyobrażenia Krisa… czy Seo In Guk, tak na niego podziałał. Zdecydował się nie robić tego ostatniego kroku. Jeszcze nie teraz. Nie sam. Spuścił rzęsy i przesłonił oczy grzywką, by starszy nie widział w nich pragnienia.
            Podszedł do niego i stanął w lekkim rozkroku. Delikatnie wyciągnął rękę i dotknął nią czarnych włosów. Były miękkie, miłe w dotyku. Okrążył In Guka i usiadł za nim na łóżku, zostawiając sobie niewiele miejsca. Wystarczyłoby kilka centymetrów a mógłby wtulić się w jego plecy i zasnąć. Wyglądały potężnie, dawały bezpieczeństwo, tak mu się przynajmniej wydawało.
            Opuszkami palców dotknął szyi partnera, a ten aprobująco odchylił głową, z cichym westchnięciem. Był ciekaw, kiedy on zareaguje. Kiedy on przejmie pałeczkę i zacznie dominować. Był przecież takim typem, w końcu będzie musiał się ugiąć. Chyba. Nie znał mimo wszystko tak dobrze Seo, a tym bardziej nie w łóżku.
            - Alkohol działa cuda – odezwał się w końcu In Guk, kiedy ręce Mike wylądowały na jego torsie – Wolałbym cię jednak na trzeźwo – dodał, opierając się plecami o klatkę piersiową młodszego i pozwalając mu na badanie swojego ciała. Było mu przyjemnie. Drugie ciało, koło drugiego dawało ciepło i zadowolenie, poczucie stabilności, kiedy w opozycji miał swoje zwariowane życie w ciągłym biegu.
            - Działa. Kiedyś zrobię to porządnie – wymamrotał Mike, rozkoszując się gorącą, napiętą skórą. Seo sam nie wiedział czemu, ale ucieszył się. To „kiedyś” było bardzo pokrzepiające i dawało nadzieję… nadzieję na co? Sam nie wiedział. Wszystko było zbyt poplątane – Kris będzie zadowolony, chyba – dodał. Brunet na krótką chwilę stracił swój rezon. Słowa młodszego, rozczarowały go? Otrzeźwiał. Był tylko nauczycielem, tak. Tego musiał się trzymać. Że Mike jest tutaj tylko po to, by zaspokajać jego potrzeby. Nic poza tym. Nie było w tym uczucia. Jedynie pożądanie. Swan oparł brodę na barku starszego, wzdychając cicho – Myślisz, że mi się uda? – zapytał powoli.
            - Nie wiem – odparł sucho Seo. Bliskość chłopaka w jednej chwili zaczęła mu ciążyć. A ręce sunące po jego ciele zostawiały na skórze niewidzialne blizny – Znasz lepiej Wu Fana ode mnie – bąknął.
            - Myślę, że nie wróci do mnie – szepnął Mike i owinął ramiona wokół szyi starszego, przyciskając się do niego jeszcze bardziej. In Guk aż poczuł erekcję chłopaka, ściśniętą między ich ciałami. Chciał go. Ta myśl, naszła go tak niespodziewanie. Po prostu. Pożądał go. Nie, jego ciała, sprostował – Bez względu jak będę się starał, nigdy nie będę wystarczająco dobry – jęknął.
            - Tylko mi się nie rozpłacz – warknął Seo, trącając chłopaka łokciem. Nie był dobry w pocieszaniu. Nie był w niczym dobry, co miało związek z uczuciami.
            - Nie będę płakał – szepnął niepewnie, przełykając głośno ślinę – Wiesz, co? Mam nadzieję, że ty nie będziesz mnie tak traktował jak Kris. Kocham go, ale… - zająknął się - … ale…
            - Przestań – przerwał mu brutalnie – Nie mam zamiaru słuchać twoich wynurzeń. Nie interesuje mnie to – skwitował Seo.
            Mike zwiesił ramiona, i zgarbił się nieznacznie. Zniechęcony odsunął się do In Guka, wstając i zbierając swoje rzeczy z podłogi. Uśmiechnął się jeszcze, dając mylny znak, że wszystko jest w porządku.
            - Przepraszam – powiedział – Masz rację. Co to cię interesuje? Dlaczego miałoby – wybąkał – Dobranoc – posłał grymas w kierunku Seo, imitujący uśmiech.
            Drzwi się cicho zamknęły, a on opadł bez sił na poduszki. Było mu zimno. Teraz, gdy nie miał drugiej osoby przy sobie. Może był za ostry? Nie, nigdy nie był miłym facetem. Czuł się jednak co najmniej dziwnie. Jakby źle się czuł, że kogoś – w tym przypadku Swana – ostentacyjnie olał.

~**~

            Wszystko szło ku lepszemu. Znaczy, jego organizm goił się. Mógł nawet chodzić i nie sprawiało mu to bólu. Siniaki też powoli schodziły. Stwierdził tylko, że zostanie mu blizna nieopodal brwi. Na szczęście mała.
            Nie widział Krisa prawie tydzień. I było mu dziwnie. No może oprócz jednych zajęć, przez które wpatrywał się w niego. Nawet nie zwracał uwagi na to co mówi. Po skończonym wykładzie wyszedł, nie zamieniając z nim ani słowa. Chciał go przetrzymać. Postanowił sobie, że nie zadzwoni pierwszy. Po swoim ostatnim – nieplanowanym – wyskoku, musiał przystopować. Nie mógł dać mu do zrozumienia, że będzie na każde jego zawołanie.
            Z dołu doszedł do niego krzyk. Zazgrzytał zębami. Ojciec go wołał. Zwlekł się z łóżka i niechętnie ruszył do swojej – jakże kochanej – rodziny. Na schodach zauważył walizki. Zdziwił się. Ktoś wyjeżdżał? Nie miałby nic przeciwko temu.
            - Słucham – powiedział obojętnie, nonszalancko opierając się o ścianę.
            - Ojciec wyjeżdża – poinformowała go łaskawie matka, widocznie zadowolona z takiego stanu rzeczy.
            - Na tydzień – dodał Huang, wchodząc do pomieszczenia – Mam masę spotkań w Korei – wyjaśnił.
            - Jaka szkoda – z udawanym żalem powiedział Zitao.
            - Na pewno Tao – z zimnym uśmiechem zwrócił się do syna. Chłopak skrzywił się słysząc to znienawidzone przez siebie zdrobnienie. Tylko ojciec tak do niego mówił – Żeby wszystko było jasne. Nie chcę przyjechać do domu, mając na biurku pełno brukowców zapełnionymi tobą i twoją matką. Czy to jasne? – w opanowanym głosie brzmiała nutka groźby.
            Zitao skinął głową. Przyjął do wiadomości to, co powiedział ojciec. Chciał ponownie zaszyć się u siebie w pokoju. Nie odpowiadając wrócił z powrotem do swojej oazy spokoju. Nie interesowało go zbytnio życie jego rodziny. Ale wyjazd ojca wprawił go w dobry humor. Tydzień wolności. Prawdziwe wakacje. Brakuje tylko plaży i kolorowych drinków ze słomką. I żeby Kris zadzwonił.

~**~

            - Witam – przywitał się Seo, stają w drzwiach do mieszkania Krisa.
            - Cześć – odpowiedział Wu Fan, przepuszczając gościa. Był w podłym nastroju. Brakowało mu czegoś. I doskonale wiedział czego. Seksu. A ściślej ujmując seksu z Zitao.
            - Mam już niemal wszystko – wyjaśnił niemal w progu.
            - Usiądź – wskazał miejsce na kanapie – Słucham w takim razie – zaplótł dłonie, kładąc je na kolanach.
            - Huang rzeczywiście dawał łapówki. Mam nagrane rozmowy z jego współpracownikiem. Dodatkowo potwierdzają to wyciągi z kont. Wszystko jest w teczce – położył zawartość na stole – Dowiedziałem się, że przez ten tydzień będzie nieobecny. Wyjeżdża do Korei. A co najbardziej zaskakujące. Nie sam – powiedział z satysfakcją – I bynajmniej nie żona będzie towarzyszką w jego podróży – dodał.
            - Więc i ojczulek nieźle sobie poczyna – powiedział w zamyśleniu – Tydzień… - mruknął. Świetny czas, by ściągnąć do siebie Zitao i nie wypuszczać go z łóżka. Ot, taka wolna myśl przeszła mu przez głowę – Kim jest jego kochanka? – zapytał.
            - Niejaka Go Ara. Studentka – odpowiedział – Mam jej zdjęcia. Nie trwa to długo. Nie, to w ogóle nie trwa. Spotkali się dwa razy. Raz w jego gabinecie i raz w restauracji. Jednak nie zaprasza się obcej osoby na tygodniowy wyjazd – zreasumował. Tak jak nie pozwala się obcemu chłopakowi mieszkać u siebie, po krótkiej rozmowie w aucie, dodał w myślach Seo.
            - Go Ara – Kris powtórzył imię dziewczyny, próbując sobie przypomnieć, gdzie już je słyszał – Znam ją! – oświeciło go nagle – To nie jest była dziewczyna Zitao?
            - Zgadza się – potwierdził In Guk – Tylko czy była? O tym mi nie wiadomo…
            - Była – powtórzył z naciskiem.
            - Mam rozumieć, ze kamery się przydały? – zapytał ironicznie Seo.
            - Oczywiście – powiedział powoli Kris, kończąc na tym temat. Nie zamierzał zwierzać się ze swojego życia erotycznego – Mike – rzucił hasło, mając nadzieję, że Seo domyśli się o co chodzi.
            - Nie będzie panu utrudniał życia… póki co – dodał. Poczuł nagłe spięcie. Jakby przygarnięcie chłopaka było czymś niewłaściwym, a na pewno nie było sprawą, o której chciał wspominać Wu Fanowi. Chyba trochę bał się, że jego nowa zabawka – mimo, że pożyczona od Krisa – zostanie mu odebrana, zanim zdąży się nią nasycić.
            - Póki co? – blondyn w zdziwieniu podniósł brwi do góry – Rozumiem – skinął jednak głową. Nie interesował go Mike. Był już tylko przeszłością. I szczerze mówiąc, mało udaną przeszłością.
            - W takim razie, to chyba wszystko. Reszty dowie się pan z materiałów. To będzie tydzień przerwy. Kiedy finalizujemy akcję? – zapytał teraz, szczerze zaciekawiony In Guk.
            - Nie wiem – odpowiedział powoli. Było to prawdą. Nie wiedział. Nie zastanawiał się nad tym. Z miłą chęcią pobawiłby się jeszcze z Zitao. Miał zresztą jeszcze pięć miesięcy, które mógł spędzić w Chinach. To byłoby jednak za długo. Tak przynajmniej uważał, jak na razie – Dziękuję. To i dla ciebie trochę wakacji. Do zobaczenia – pożegnał się z brunetem odprowadzając go do drzwi, ciągle zamyślony.
            Spędził tu niecały miesiąc. Swoim przybyciem tutaj, zawirował spokojne życie Huangów. Choć teraz, gdy poznał nieco Zitao, nie mógłby powiedzieć, że było ono dobre. Stary Huang był po prostu skurwielem. Niszczył ludzi, którzy przy nim się znajdowali. Pomyślał o tej Go Arze. Dziewczyna pewnie nie wiedziała w co się pakuje. Ale pewnie niedługo się o tym przekona, pożałuje niewinnego romansu.
            Dalej nie mógł rozgryźć, jaki jest Zitao. Ostatnio za punkt honoru postawił sobie, że złamie chłopaka. To, że był naćpany i przyszedł do niego sam, nie liczyło się. Chciał go mieć normalnie, kiedy będzie wiedział co się dookoła niego dzieje. Kiedy poczuje go dokładnie, cząstka po cząstce. Potrząsnął głową. Niepotrzebnie sam siebie nakręcał. Złapał z ferworze myśli telefon i kilka dobrych sekund wpatrywał się w wyświetlacz, zastanawiając się, czy ma zadzwonić. Będzie wtedy słabszy? Nie, stwierdził. Przecież to on dyktuje warunki, a Zitao ma się podporządkować. Wyszukał odpowiedni numer i przyłożył słuchawkę do ucha. Pierwszy sygnał, nic. Drugi, nic. Przy trzecim zaczął się irytować, zmrużył oczy i zacisnął zęby. Miał odebrać. Musiał!
            ~ Tak? – zaspany głos po drugiej stronie, zdenerwował go.
            - To ja – odezwał się sucho, po dłuższej chwili.
            ~ Wiem – Zitao odpowiedział zwięźle – Czego chcesz? – zapytał nieuprzejmie i w Krisie po raz kolejny włączyła się agresja.
            - A jak myślisz? Wpadnij na noc – pozorne zaproszenie, brzmiało jednak jak rozkaz.
            Cisza po drugiej stronie, przerywana tylko oddechem Zitao, nie pomagała w uspokojeniu się.
            ~ Nie chce mi się. Jestem zajęty – powiedział od niechcenia chłopak – To wszystko?
            - Czym będziesz zajęty? – powiedział zimno Wu Fan, mocniej zaciskając słuchawkę w dłoni.
            ~ Imprezą – odparł lakonicznie – Nie, nie jesteś zaproszony.
            - Rozumiem. Miłej zabawy – odezwał się wściekły, rozłączając się.
            Niemal rzucił telefonem. Był pewien, że Zitao już jest jego. Że zdołał go całkowicie zmanipulować, a chłopak zmienił swoje uległe zachowanie o sto osiemdziesiąt stopni, ponownie go zaskakując. Widocznie potrzebował więcej czasu. Mimo wszystko czuł coś na stopień satysfakcji, wiedząc, że Zitao nie był taki jak przewidywał na początku. Szalony, nieposkromiony… do czasu.

~**~

            - Dzień dobry – powiedział uprzejmie do dziewczyny, która wsiadła do jego samochodu – Za godzinę mamy lot – wyjaśnił.
            - Witam – odpowiedziała Go Ara, uśmiechając się radośnie.

            Dopięła swego. Huang złapał haczyk i dał się ponieść chwili. Wiedziała, że znajomość ta da jej niewyobrażalne zyski, jeśli nią odpowiednio pokieruje. Pierwszy krok za nią. Czas na kolejny. 

13 komentarzy:

  1. Szczerze nie.wiem co mam powiedzieć! Jak wiadomo coraz bardziej podoba mi się relacja Mike z Seo In Gukiem.Coś czuje że ten drugi będzie o niego walczył gdy Mike zechce sobie polecieć do Krisa o.ile w ogóle zechce. Widać chłopak się stara chociaż pewnie ciekawiej by było bez alkoholu. Co do Zitao i Krisa to zaczyna mi się wydawać że ten drugi powoli wpada jak przyslowiowa sliwka w kompot. Naprawdę duży plus z a to że Tao od razu nie poleciał do niego na noc hohoho to się Wu Fan wkurzyl! Jak zwykle rozdział mi się bardzo podobał ;3 no i czekam na next!
    Pozdrawiam i życzę dużo weny ,
    Lan Meigui
    [Kolor-życia.blogspot.com]

    OdpowiedzUsuń
  2. Cieszę się, że Tao nie daje za wygraną >D Mike, dobijaj Guk'a i gotuj ciągle makaron xD Póki co, to jeden z najciekawszych rozdziałów i I'm waiting for more ;-; // Axe ~

    OdpowiedzUsuń
  3. strasznie szybko dodajesz rozdziały^^ cieszy mnie to. oczywiście wszystko jest świetne.Czekam na następny rozdział.
    Jiyeon

    OdpowiedzUsuń
  4. Nie mogłam doczekać się tego rozdziału :). I wreszcie jest! Uwielbiam to opowiadanie. Przepraszam, że tak króciutko i bez większego sensu.
    Pozdrawiam i życzę bardzo dużo weny :)! /Magda.

    OdpowiedzUsuń
  5. Mam nadzieje, że Mike zakocha się w Seo i przestanie myśleć o Krisie. Z początku uważałam go za zbyt ciapowatego abym mogła go lubić, ale jednocześnie rozumiałam powód jego występowania w opowiadaniu. Teraz jest mi go szkoda więc życzę mu jak najlepiej. Oczywiście jestem ciekawa co kombinuje Go Ara i czy na pewno Kris usiedzi w domu i nie wpadnie czasem do Tao? :D

    OdpowiedzUsuń
  6. Cudnie, bosko, świetnie. Tao się buntuje. Bedzie ciekawie ^^
    Moniaa

    OdpowiedzUsuń
  7. Muszę, no muszę zwrócić uwagę na to co mnie najbardziej cieszy
    TAO POWIEDZIAŁ NIE
    Na to czekałam, jeszcze czekam na to iż nie będzie wiecznie zaćpanym dzieciakiem i jeszcze bardziej zaskoczy ! no a Kris chyba się powoli uzależni od Tao nununu.
    ~`PAndra

    OdpowiedzUsuń
  8. To był chyba mój ulubiony rozdział, jestem ciekawa jak się rozwinie akcja między Mike'em i Seo, widać że uraziło go to że on dalej myśli o Krisie.Myślę że oni już coś czują do siebie, no ale co by to było za życie gdyby se go człowiek nie pokomplikował. Dobrze że Tao odmówił Krisowi i pokazał mu że nie jest na każde jego zawołanie, maly bunt nie jest zły. Ciekawi mnie co planuje Go Ara, zranione kobiety są nieprzewidywalne, a coś czuję że ona szczególnie. Nie mogę doczekać się rozwoju akcji

    OdpowiedzUsuń
  9. Czekam na kolejny rozdział. To prawda, ten był bardzo dobry ^^ Zawsze czymś zaskoczysz :D Życzę powodzenia i duużo weny ^^
    JiHan

    OdpowiedzUsuń
  10. O boziuu.... Ale się dzieje, ale się dzieje! Oby tak dalej! Wszystko idzie w jak najlepszym kierunku - Seo i Mike się do siebie tak słodko zbliżają (ah.. nie ma to jak ta nutka zazdrości w jeszcze nieistniejącym związku); a Kris i Tao, jak dla mnie, są parą stulecia (obaj nieugięci, zawzięci, nieprzewidywalni i zbyt dumni).
    Strasznie się nakręcam za każdym razem kiedy czytam to Twoje opowiadanko. Jest cudne i genialne! Nie mogę się doczekać kolejnego rozdziału, ale żeby nie było, że popędzam czy coś. Na koniec życzę weny i motywacji do działania.
    Zuza :)

    OdpowiedzUsuń
  11. W pierwszych słowach będę musiał cie przeprosić za 2 rzeczy. Po pierwsze, że nie dodałem komentarza od razu po przeczytaniu tylko kilka dni później. Po drugie za to, że ten komentarz nie będzie zbyt pojemny, ani nie wniesie jakichś nowych, specjalnych, pomocnych uwag. Więc przepraszam.
    Rozdział bardzo ci się udał. Naprawdę to zagranie z Tao i Krisem to cud miód dla tego opowiadania i potajemnie to właśnie w duszy mi grało. Ale...Bo jest ale! xD Nie przejmuj się nim tak bardzo bo to takie maluutkie "ale". Po pierwsze za dużo dla mnie w tym opowiadaniu zrobiło się pobocznego paringu. Serio trochę za dużo o nim piszesz. Wolałbym żebyś się skupiła bardziej na Krisie i Tao. I jako, że uczucia i odczucia Tao i Krisa oddajesz bardzo dobrze to w przypadku pobocznego paringu to tak za mało jak dla mnie. A może nie za mało tylko... przyda się ciut więcej ( ale tylko ciut!) co oni przeżywają ;) Ale nie licząc tego to poszłaś w bardzo dobrym kierunku. Naprawdę jestem bardzo bardzo zadowolony z tego jak to się teraz toczy. Wręcz idealnie poszło ;)
    Dzięki za twoją ciężką pracę.
    Zero_

    OdpowiedzUsuń
  12. Woaaa~~Tatusiek wyjeżdza XD a Tao sprzeciwia się Krisowi :33
    I bardzo bardzo spodobała mi się historia między Mikiem a Seo <3

    OdpowiedzUsuń
  13. <3 (przepraszam ale nie potrafie napisac nic wiecej, wiec tylko szczele ci serduszko i chyba bedziesz wiedziec o co chodzi ) :D

    OdpowiedzUsuń