sobota, 12 października 2013

Dangerous - Rozdział 12.

Witajcie :)
Dziś krótko, bo i nie mam o czym w sumie pisać. 
Dzięki wielkie za komentarze. 
Pozdrawiam czytelników. 
Jeśli ktoś by chciał spotkać się ze mną na Japan Fest w Szczecinie, to tam będę. 
Szukam również bety, która będzie wywiązywała się z terminów. Do poprawy są początkowe rozdziały Dangerous i te twory które powstaną. Jeśli ktoś czuje się na siłach, niech pisze na FB. 

Miłego rozdziału ^^ 



            Zjedli w ciszy. W małym salonie słychać było tylko nieprzyjemny dźwięk widelca uderzającego o talerz, kiedy nawijali spaghetti. Mike bał się odezwać. Propozycja, a raczej rozkaz In Guka, przeraził go. Wstydził się swojego ciała, był dla siebie taki niedoskonały. I miał się rozebrać przed mężczyzną, którego poznał kilka godzin temu? Sam nie wiedział, co go podkusiło, że wyskoczył z taką prośbą. Nauczyć go pewności siebie w łóżku - nierealne zadanie.
            Skubał swój posiłek, nie będąc w ogóle głodnym. W jednej chwili stracił apetyt, a zamiast uczucia ssania w żołądku, odczuwał strach, który go wręcz paraliżował. Spojrzał na Seo In Guka, który rozbawiony jadł kolację. Był jedyną osobą w tym mieszkaniu, która przednio się bawiła.
            - Pójdę do swojego pokoju – mruknął Mike, odsuwając od siebie talerz gwałtownym ruchem.
            - Pamiętaj, że będę czekał na ciebie – napomknął cicho In Guk, robiąc sobie przerwę w jedzeniu spaghetti.
            Nie odpowiedział. Przełknął z trudem gulę, która powstała w gardle i uciekł do siebie, trzaskając donośnie drzwiami.
            Seo In Guk, doskonale wiedział, że Mike nie przyjdzie. W niezwykle radosnym humorze, skończył kolację – która o dziwo bardzo mu smakowała, mimo, że zrobiona praktycznie z resztek – i zniknął w swojej sypialni. Miał trochę pracy. Ciągle infiltrował starego Huanga i był na tropie poważnej afery. Teraz wystarczyło wszystko potwierdzić, a Wu Fan będzie miał konkretny punkt zaczepienia i podstawy dla realnego zniszczenia polityka.
            Lubił swoją pracę, grzebanie w czyimś życiu sprawiało satysfakcję. Bo każdy miał coś na sumieniu. Każdy popełnił jakiś błąd, który mimo, że czasami zapominany, i tak powracał prędzej czy później. Wszystko zależy od punktu widzenia. I tak albo sprawy przybierały nic nie znaczący obrót, albo – przy odpowiednim nagłośnieniu – miano poważnego wykroczenia, czy w świetle prawa czy też etyki. Z wykształcenia był policjantem. Był, bo nie cieszył się długo państwową posadką. Do momentu aż wdał się w romans. Niby banał, jednak te nic nie znaczących kilka spotkań, zakończyło jego karierę w mundurówce na zawsze. Gdyby to nie był mężczyzna, wszystko potoczyłoby się pewnie inaczej. A biorąc pod uwagę konserwatywność i obudowaną stalowym pudełkiem mentalność ludzi, wyleciał z pracy, jak i jego towarzysz, krótkich, upojnych chwil.
            Obecnie nie narzekał. Zarabiał nawet więcej niż zwykły policjant. Sam ustalał sobie stawkę i godziny pracy. Sam wybierał sprawy, które go interesują. Czuł dreszczyk emocji, kiedy był w akcji.
            Nieśmiałe pukanie do drzwi wyrwało go ze wspomnień i automatycznie schował pod biurko papiery rozłożone na blacie. Uśmiechnął się wrednie, wstając i przenosząc się na łóżko, by mieć lepszy ogląd na swojego gościa.
            - Proszę – powiedział zachęcająco, rozsiadając się wygodnie.
            Mike wszedł speszony do środka, zamykając cicho za sobą drzwi ze skulonymi ramionami.
            - Miejmy to już za sobą – bąknął zaczerwieniony, robiąc krok do przodu.
            - Nie chodzi o to, byś się przede mną tylko rozebrał. Pokaż mi swoje atuty. Ruszaj się, seksownie – westchnął In Guk, sam zniechęcony obojętnością chłopaka – Muzyka? – wskazał dłonią na wieżę.
            Ten podążył wzrokiem za jego ręką i pokręcił głową, odmawiając. Westchnął głośno, jakby był wystawiany na rzeź i spojrzał poważnie na swojego towarzysza. Ubrał na siebie zacznie więcej ubrań niż zwykle, byle przeciągnąć tą chwilę.
            - Podnieś głowę – rozkazał Seo – Popatrz na mnie – dodał, kiedy chłopak zaczął uporczywie molestować wzrokiem ścianę – Ale nie jak owieczka przeznaczona na rzeź – pokręcił z dezaprobatą głową.
            - O co ci chodzi! – krzyknął poirytowany Mike, zakładając ręce na piersi.
            - O! – pokazał na chłopak palcem, widocznie zadowolony – Prawie mi o to chodziło. Jednak można coś z ciebie wyciągnąć, jeśli to tylko gniew – zabłysnął zębami – Teraz pokaż mi seks, zmysłowość. Graj – ponownie dało mu wolną rękę.
            Swan zagryzł wargę, pesząc się jeszcze bardziej. Łatwość z jaką Seo wypowiadał te wszystkie słowa, onieśmielała go. Przymknął na moment oczy, wyobrażając sobie Krisa na miejscu In Guka. Że to przy nim będzie się rozbierał. Drżącymi dłońmi, rozpiął bluzę, która wylądowała na ziemi z cichym szelestem. Spojrzał na swojego kompana, który beznamiętnie przyglądał się jego poczynaniom.
            - Jesteś straszny – powiedział Seo, zsuwając się z łóżka i podchodząc do chłopaka. Powoli zaczynała go irytować ta dziewicza postawa Swana. Widocznie nie był cierpliwym nauczycielem – Wystarczy się nieco wczuć – powiedział cicho, stając naprzeciwko Mike i dotykając jego policzka koniuszkami palców. Klatka piersiowa chłopaka uniosła się, gdy wciągnął głęboko powietrze – Dotknąć tu i tam – szepnął, przesuwając palcem po żuchwie i ciągnąć niewidzialną rysę na szyję młodszego.
            - Co robisz? – niemal zachłysnął się powietrzem, kiedy zimne palce dotykały go w tak subtelny sposób. Z Krisem zawsze wszystko odbywało się szybko i brutalnie. W ich stosunkach nie było miejsca na czułości.
            - Bawię się – Seo mruknął do ucha chłopaka, uprzednio się nad nim pochylając. Swobodnym krokiem obszedł Swana dookoła, nie zrywając więzi dokonanej przez dotyk. Nie miał zbyt dużego pola do popisu, ręka sunęła jedynie dookoła szyi partnera. Gdy znalazł się za plecami Mike, zarzucił niedbale ramię na jego bark i oparł się o niego. Wolną rękę przesunął na biodro i sprawnym ruchem przyciągnął go do siebie. Czuł jak serce młodszego gwałtownie przyspiesza i uśmiechnął się bezkarnie, wiedząc, że nie zostanie to zauważone.
            - Nie wiem, czy jestem gotowy na takie zabawy – wydusił z siebie Mike, napinając wszystkie mięśnie.
            - Jakie zabawy? – zapytał niewinnie Seo, zahaczając palcami o krawędź koszulki, której miał zamiar się niebawem pozbyć.
            - No wiesz – jęknął Swan. Mówienie o seksie było dla niego krępujące.
            - Wspominałem, że nie prześpię się z tobą, póki nie powiesz mi, że mnie chcesz? – zadał pytanie, na które nie oczekiwał odpowiedzi. Będzie się bawił do tego stopnia, aż młody sam nie będzie mógł wytrzymać napięcia. I albo pobiegnie do Wu Fana, albo skorzysta z jego – skromnych, jego zdaniem – umiejętności – Bądź cicho i słuchaj swojego szalejącego serca – mruknął i wtulił nos w szyję młodszego, która automatycznie pokryła się ‘gęsią skórką’.
            Wsunął dłoń pod koszulkę Mike, dotykając z zadowoleniem płaskiego brzucha, tak miłego w fakturze. Jego ciało było proporcjonalnie zbudowane i brakowało jedynie nieco więcej mięśni, by Seo mógł powiedzieć o chłopaku zbliżonym do ideału. Zahaczył kciukiem o kant koszulki o podciągał ją do góry, pozostałymi palcami dotykając torsu chłopaka. Pozbył się zawadzającego przedmiotu, dotykając przez przypadek sutków.
            - Tak to powinieneś robić – szepnął ochryple. Przez tą krótką chwilę, zaschło mu w gardle – Powoli – Musnął dłonią wystające obojczyki – Budując napięcie – Druga ręka odnalazła swoje miejsce na biodrze, badając kości miednicy, wsuwając palec pod bokserki i nie ruszając się ni milimetr – Seksownie wykonując każdy najmniejszy ruch – poruszył swoimi biodrami, dociskając się bardziej i wręcz zespalając z ciałem młodszego. Palec niebezpiecznie zaczął sunąć wzdłuż bokserek, przesuwając się po rozgrzanej skórze – Właśnie tak, masz zrobić następnym razem – powiedział swobodnie, w jednej chwili odsuwając się od Mike – Pozbywając się całości ubrań – dodał i usiadł na łóżku – Jesteś wolny.
            - Co-o? – jęknął, ogłuszony dotykiem jaki serwował mu przez te kilka minut Seo In Guk. Zamrugał oczyma, patrząc w dół i zawstydzając się swoją małą erekcją.
            - Możesz iść. I tak, twoje reakcje są prawidłowe – zaśmiał się starszy, opadając na łóżko.
            Zabrał z podłogi koszulkę i jak burza wpadł do swojego pokoju. Usiadł na łóżku, zapatrzony w ścianę. Czuł się co najmniej dziwnie. Było mu dobrze, nawet bardzo dobrze. Dawno nie doświadczył takiej delikatności, połączonej z namiętnością. Tak jakby był pożądany przez kogoś. Nie jakby, był. Chyba. Miał mętlik w głowie. Był zabawką? Może, kto to wie. Nie znał w sumie Seo In Guka. Nie wiedział jakim jest człowiekiem. Nic nie wiedział. Teraz nawet nie wiedział kim on sam jest. Tak entuzjastycznie zareagował na jakiś marny dotyk. Rozpalił go to. Co zresztą czuł w jeansach. Nie spodziewał się, że już pierwszy dzień będzie obfitował w takie emocje. Nie, że będzie myślał o tym, że mógłby mu się oddać. Był przecież Kris. To jego chciał zadowolić, nie tego człowieka. Tylko dlaczego, przez tą krótką, ulotną chwilę, pomyślał właśnie o In Guku?

~**~

            Obudził się dziwnie wykręcony. Jego nogi oplecione były jakimiś innymi, a on sam miał przerzuconą rękę na obce ciało w jego łóżku. Otworzył jedno oko, krzywiąc się na ból kręgosłupa, jakiego nabawił się przez niewygodną pozycję. Był jednak wyspany, jak po udanym seksie. Udanym seksie, pomyślał zgryźliwie. Dopiero teraz, gdy wybudził się całkowicie i mózg zaczął normalnie pracować, przypomniał sobie ekscesy poprzedniej  nocy.
            Wygrzebał się z pościeli i nagi – bo nie uznał za konieczne ubierać się, był zresztą zbyt zmęczony – spojrzał na śpiącego Zitao. Mógłby nawet stwierdzić, że jest uroczy będąc pogrążony we śnie. Bo nie gadał i nie pyskował. Teraz tylko się ślinił. Mógłby, gdyby sceneria pozwalała ku temu. Gdyby na białej pościeli, nie było tych plam krwi i gdyby twarz chłopaka nie była przyozdobiona – dorodnymi po całym dniu – siniakami. Jego ojciec przesadził, tak bijąc chłopaka. Jak i on, zabawiając się z nim tak brutalnie.
            Ruszył do łazienki, ogarnąć się, oczyścić z brudu, jaki pozostał po brutalnym seksie. Dał upust swoim żądzą, teraz mógł wrócić do normalności. Był nawet na tyle uprzejmy, że postanowił zrobić śniadanie dla Zitao. Spojrzał na miejsce, gdzie leżała ukryta kamera. Później będzie musiał przejrzeć nagranie.
            Zitao najpierw poczuł niesamowity ból głowy, gdy tylko na powieki wpadło nieco promieni słonecznych. Zacisnął powieki, mając nadzieję, że jeszcze uśnie, a ból odejdzie. Gdy się poruszył, by zmienić pozycję, poczuł inny ból. I to nie spowodowany uderzeniami. Bolało go wszystko od pasa w dół i jak przez mgłę, zaczęły docierać wydarzenia z nocy. To jak przyszedł do Krisa. Jak mu się napraszał. I na koniec, całe zwieńczenie spotkania, którego wolałby sobie nie przypominać – ale co najważniejsze, nie odbywać. Z trudem podciągnął powieki do góry, słońce całkowicie go oślepiło, przez co mimo bólu obrócił się na bok i zakrył kołdrą. Gdy organizm zaczął się wybudzać, żołądek również dał o sobie znać. Mimo miejscowego paraliżu, wyskoczył z łóżka i biegiem udał się do łazienki.
            Nachylony nad toaletą, mruczał w przerwach, że to ostatni raz kiedy cokolwiek brał. Wiedział, że rzuca słowa na wiatr i tak naprawdę, tylko narkotyki powodowały, że się odprężał. Wstał, podpierając się o szafkę. Dopiero teraz zauważył, że był zupełnie nagi. Podszedł do lustra, które stało w łazience i z trudem okręcił się dookoła. Po chwili stwierdził, że wolał być nieświadomy swojego wyglądu.
            - A to skurwiel – mruknął – patrząc na swoje uda, przyozdobione zaschniętymi teraz strużkami krwi. Nie mógł na siebie patrzeć. Musiał doprowadzić do porządku, poranione ciało. Kąpiel była doskonałym pomysłem.
            Owinął się miękkim szlafrokiem, który nie dawał jednak  odpowiedniego komfortu. Zadrapana skóra piekła, przy najmniejszym dotyku. Samo pławienie się gorącej wodzie, tylko podrażniło bardziej skórę. Nie było w tym nic przyjemnego, wszystko go piekło.
            Wszedł do salonu, szukając wzrokiem Wu Fana. Miał zamiar porządnie wygarnąć mu, co myśli o sadyście, z którym spędził noc. Po chwili przyszła refleksja, że na jego własne życzenie.
            - Miło, że wstałeś – odezwał się jego kompan, kończąc podawać śniadanie – Zjedz coś, pewnie po tych prochach jesteś wyczerpany – powiedział o dziwo spokojnie, bez żadnych podtekstów i kpiącego spojrzenia Wu Fan.
            - Nie powiem, kto mnie najbardziej wyczerpał. I okaleczył – dodał po chwili Zitao, podchodząc powoli do stołu i siadając naprzeciwko Krisa.
            - Twój ojciec? – zakpił blondyn, sącząc powoli kawę.
            Huang zmrużył oczy i nie zwracając uwagi na ból, oparł się o krzesło.
            - Nie wiem o co ci chodzi – warknął – Chodziło mi o ciebie. Zgwałciłeś mnie – powiedział z wyrzutem.
            - Ha! – krótko zaśmiał się Kris – Zgwałciłem, powiadasz? Jeśli za gwałt podpisujesz krzyki i jęki zadowolenia, to spoko. Jesteś gwałcony cały czas – parsknął ponownie śmiechem – Sam tego chciałeś – uciął stanowczo.
            - Nie chciałem uszkodzonego tyłka. Cieszy cię widok krwi na prześcieradle?
            - To tak jakbym cię rozdziewiczał… rozprawiczał? – nie był do końca pewien jak to ująć.
            - Skurwiel z ciebie – zarzucił mu Zitao.
            - Wiedziałeś do kogo przychodzisz. Wiedziałeś jak to będzie wyglądać. Wyglądam na czułego i romantycznego gościa? – zadał pytanie, które zawisło w powietrzu – Nie. I nie udawaj, że podobało ci się. Jedz – wskazał na parujący posiłek.
            - Myślisz, że wszystko wiesz? – buntowniczo odezwał się Zitao, ani myśląc cokolwiek jeść.
            - Wiem, że dajesz się bić ojcu. Dlaczego? – zapytał poważnie blondyn.
            - Lubię ból, sam to przecież powiedziałeś – chciał go zbyć, zakończyć tą bezsensowną rozmowę – Chyba się nie interesujesz aż tak bardzo moim życiem. Nie wystarczy ci, że masz kogo pieprzyć?
            - Wystarczy.  Tylko to ja wolę zadawać ci takich siniaków, oczywiście w ranach gry wstępnej, niż żeby twój ojczulek bił cię bez powodu – wyjaśnił spokojnie – Teraz jesteś mój – dodał.
            - Nie jestem twoją własnością – warknął oburzony – Mogę robić co chcę.
            - W  takim razie, droga wolna – Kris swobodnie wskazał ręką na drzwi wyjściowe – Możesz wyjść z tego domu już teraz i nie wracać. Zjesz coś najpierw? Wyglądasz jak śmierć – mruknął zniesmaczony.
            - Ciekawe, kto mnie tak urządził, co? – burknął, jednak posłusznie zabrał się za pochłanianie posiłku – Dobrze gotujesz – rzucił w przerwie.
            - Dlaczego ojciec cię pobił? – ponowił pytanie. Chciał wiedzieć, wyłącznie ze względów zawodowych. Nie było mu żal Zitao, co to, to nie.
            - Widziałeś artykuł w gazecie? – spojrzał prosto w oczy blondyna, zaciskając mocno widelec, który trzymał w dłoni.
            - Widziałem – potwierdził. Sam przyczynił się do jego opublikowania.
            - No to masz wyjaśnienie – swobodnie odparł.
            - Często to robi? – zapytał ponownie.
            - Wystarczająco – mruknął Zitao.
            - Dlaczego mu na to pozwalasz?
            - Bo tak? Po co ci ten wywiad. Może to lubię. Może brutalność jest cechą wrodzoną.
            - To, że dajesz się bić, nie znaczy, że jesteś brutalny – odparł Kris – Mi też będziesz się dawał bić?
            - Nie, tylko pieprzyć – ironicznie odparł Zitao, wstając powoli – Zjadłem, dziękuję.
            - Jesteś dziwny – stwierdził Wu Fan, również się podnosząc – Że dajesz się tak traktować ojcu. Lubisz być uległy? Ma nad tobą kontrolę, prawda? Niszczy cię, a tobie się to podoba – doszedł do ostatecznej konkluzji, jakby go nagle olśniło.
            - Stop, stop – przerwał mu jego rozważania – Nie zapędzasz się? Robisz za psychologa po jednej spędzonej nocy? Może chcesz mi opatrzyć rany, nie tylko na ciele i duszyczce? Ojj, kochany. I co jeszcze? Łzy będziesz mi ocierał? Albo wybierzesz się z petycją do mojego starego? – kpił sobie z blondyna, poirytowany pytaniami.
            - Nie. Tylko wolałbym, żebyś był cały na spotkania ze mną. Żebym nie musiał obchodzić się z tobą jak z jajkiem, którego nie można ruszyć, bo ojciec je stłukł – powiedział spokojnie, łapiąc chłopaka za rękę i ciągnąc do sypialni.
            - Co robisz? – warknął Zitao, opierając się lekko.
            - Muszę się tobą zająć, prawda? Nie zamierzam być jak twój ojciec – odpowiedział, wchodząc do sypialni – Siadaj. Albo nie, połóż się na brzuchu – rozkazał.
            - Po co? – syknął przez zęby, w ogóle nie rozbawiony dziwnymi pomysłami Krisa.
            - Musisz być gotowy do następnego spotkania. Miejmy nadzieję, że bez dodatku prochów, bo wtedy uroczy wieczór skończy się jak wczoraj, zrozumiałeś?
            - Grozisz mi – bardziej stwierdził, niż zapytał – Jak będę chciał się naćpać, to to zrobię – skwitował.
            - A jeśli ja będę chciał cię wziąć na brutalnie… to też to zrobię. To nie było nic przyjemnego, prawda? – wyjął maść i podniósł ją do góry w geście zwycięstwa, z podłym uśmiechem na twarzy – Kładź się – głową wskazał łóżko – Tylko ściągnę tą pościel – Podszedł do łóżka i sprawnym ruchem zrzucił zakrwawiony materiał na ziemię – Teraz możesz się położyć.
            - Nie obawiasz się, że nie dam ci się teraz dotknąć? Po tym co mi zrobiłeś? – Zitao zmrużył oczy i buńczucznie odezwał się do Krisa, ni o krok nie ruszając ze swojego miejsca.
            - Skąd – lekko odparł blondyn i podszedł do studenta – Bo ci się to cholernie podobało i napalony byłeś – mruknął zachęcająco, po czym złapał Zitao za biodra i pchnął do tyłu, by ten w końcu położył się na łóżku.

~**~

            Go Ara rozbawiona czytała dwa artykuły, jeden o matce, drugi o niesfornym synu. Była niezwykle ciekawa, jaka atmosfera panuje teraz w domu Huangów i jak to wszystko wytłumaczyli. A rodzice Zitao wyglądali na szczęśliwych, chociaż bardziej pasowałoby określenie, że tolerowali się i względnie szanowali.
            Dwa dni zmagała się ze sobą i dojrzewała do intrygi, która mogła zaważyć na całym jej życiu. Stwierdziła jednak, że taka szansa nie przydarza się często, a nawet można ją przyrównać zeru. Dlatego teraz siedziała w taksówce i kurczowo zaciskała dłonie, modląc się do Boga, w którego tak naprawdę nie wierzyła, aby jej przypuszczenia okazały się prawdą. By intuicja jej nie zawiodła. To była idealna szansa by się wybić, by zakosztować wykwintnego, bogatego życia.
            Wysiadła z pojazdu, miło dziękując taksówkarzowi i płacąc, zostawiając znaczny napiwek. Spojrzała w górę, spoglądając na budynek, jak na prezent od Mikołaja. Takie uczucia jej towarzyszyły. Zachwyt i podekscytowanie.
            - Skoro nie była pani umówiona, nie mogę pani wpuścić do pana Huanga, przykro mi – usłyszała w sekretariacie, od starszej kobiety, która podstępnie na nią łypała malutkimi oczkami, spod grubych okularów.
            Zacisnęła pięści poirytowana. Nie spodziewała się takiego powitania, a na pewno nie od takiej starej próchwy. Nie wierzyła zbytnio w to ważne spotkanie, takie wytłumaczenie dostała.
            - Jest pani pewna? – uśmiechnęła się sztucznie, nie dopuszczając do wybuchu, Go Ara.
            - Pracuję tu już kilka lat i doskonale wiem, kiedy pan Huang jest zajęty – podkreśliła ostatnie słowa, niemal sycząc.
            - No cóż – Go Ara zrobiła zbolały wyraz twarzy – Będę musiała sama do niego zadzwonić i poprosić by wyszedł – mały podstęp i tak nie miał prawa zostać odkrytym. Wyjęła telefon, udając że szuka odpowiedniego kontaktu.
            Starsza kobieta spojrzała spod okularów na młodą dziewczynę i westchnęła przeciągle.
            - Zaanonsuję panią – powiedziała zrezygnowana, wstając ze swojego miejsca i kierując się do gabinetu swojego szefa. Dziewczyna jej się nie podobała, była zbyt pewna siebie. Już ona znała takie gagatki, młode i piękne, nie zapominając o naiwności.
            Zadowolona z siebie czekała, aż zostanie wpuszczona do środka. Przy wejściu skinęła jeszcze sekretarce głową i wyniośle na nią spojrzała. Dopięła swego, pierwszy krok za nią.
            - Dzień dobry – powiedziała odważnie, uśmiechając się do mężczyzny za biurkiem.
            - Witam, cóż za niespodzianka – Huang odezwał się łagodnie, wstając, by przywitać niespodziewanego gościa – Co za nie cierpiąca zwłoki sprawa panią sprowadza?
            - Proszę mówić mi po imieniu, Ara – sprostowała dziewczyna – Czy nie cierpiąca zwłoki? Nie jestem pewna – zaśmiała się krótko – Mogę? – wskazała krzesło.
            - Oczywiście, gdzież moje maniery – mężczyzna zbeształ sam siebie, podchodząc szybko do studentki i podając jej ramię – Sprawiła mi pani… przepraszam, sprawiłaś mi niezwykłą przyjemność tą wizytą – dokończył.
            - Doprawdy? Ja również miło wspominam naszą ostatnią pogawędkę – uśmiechnęła się znacząco.
            - Kawy? Herbaty? – wtrącił.
            - Kawa – odpowiedziała krótko – Zitao mnie unika od tamtego bankietu – skłamała, nawet banalny powód spotkania, wydawał się być dobrym – Może wie pan, czym to jest spowodowane? – udawanie zmartwionej wychodziło jej perfekcyjnie.
            - Przeceniasz moje dobre kontakty z Zitao. Widziałaś artykuł? – spytał lakonicznie.
            - Tak – odparła powoli – Nie tylko o nim i chyba to mnie zaniepokoiło najbardziej.
            - Moja żona – stwierdził, zaciskając wargi. Go Ara skinęła głową w potwierdzeniu.
            - Jak pan to znosi? – zapytała delikatnie.
            Mężczyzna podniósł brwi w zdziwieniu i okrążył biurko, siadając na jego krawędzi, tuż przy dziewczynie.
            - Nie wydaje mi się, że przyszłaś rozmawiać o mojej żonie, ani o Zitao – odparł uprzejmie, czekając na reakcję dziewczyny.
            Go Ara zaśmiała się przepraszająco, ukazując rząd białych zębów, które tak kontrastowały z czerwoną szminką.
            - Ma pan rację – powiedziała powoli, zakładając noga na nogę – Myślę, że mógłby mi pan pomóc. Szukam pracy.
            - Pracy? – powtórzył za nią. Doskonale widziała, że był rozbawiony. Tak jak i ona. Ta rozmowa była zupełnie nie potrzebna – A co by cię interesowało?
            - Asystentka? Sekretarka? Jestem pewna, że coś pan wymyśli – spojrzała na niego sugestywnie.
            - Na pewno. Poproszę twój numer telefonu, jeśli można. To do łatwiejszego kontaktu. A zresztą – przerwał na chwilę – Co powiesz na obiad? I tak miałem wychodzić coś zjeść.
            Go Ara uśmiechnęła się dobrotliwie. Rybka złapała haczyk.
            - Z przyjemnością.

         

13 komentarzy:

  1. Bardzo, bardzo ciekawy rozdział :). Widzę, że plan zemsty Go Ary ruszył się znacznie do przodu :). I cieszę się, że tak szybko pojawił się nowy rozdział.
    Kończąc mój jak zwykle bezsensowny komentarz- życzę dużo weny i oczywiście powodzenia!/ Magda.

    OdpowiedzUsuń
  2. Biedny Tao, teraz sam narzeka xD Chętnie skopałabym dupsko Arze, tak mnie dobija ;--; Guk powala, ale mam cichą nadzieję, że Mike nie będzie jedynie jego zabawką... Nie potrafię komentować w jakiś specjalny sposób, więc napiszę to co zawsze ; życzę weny ;) // Axe ~

    OdpowiedzUsuń
  3. Wow, niezwykły rozdział.Choć mi w głowie coś majaczyło, odkąd dziewczyna obiecała zemste na Zitao.Wiedziałam jakoś że spiknie się z jego ojcem w końcu to taka dziunia, pragnąca kontroli i pieniędzy. Biedny Zitao, nie dość, że ojciec się nad nim znęca i jest wręcz niechcianym dzieckiem to jeszcze Kris, który może bardziej zniszczyć życie chłopakowi i zaprowadzić go nawet do samobójsta, choć może działania Krisa przyniosą wręcz odwrotny skutek i on sam zmieni się pod okiem Zitao. Jestem ciekawe co będzie dalej więc niecierpliwie wyczekuję na kolejny rozdział pełen emocji :))

    OdpowiedzUsuń
  4. Czy krótko? Czytałam dużo krótsze. Liczy się treść! A ta była jak miód ma moje serduszko. Z reszta myślę (mam nadzieję), że to będzie (byle tak dalej!) Twoim najlepszym opowiadankiem (i jednym z najfajniejszych jakie czytuję).
    Przechodząc do sedna mojego komentarzyka, too... Seo In Guk zapowiada się ciekawie i pomimo wszystko wydaje się równym gościem, lubię go i nie wydaje się okrutnikiem; Mike trochę irytuje, ale to jest pewnie spowodowane tym, że osobiście wolę zadziornych (choć uległych) uke (i takich w miarę rozumnych, ale podobno miłość jest ślepa), jednak jego postać jest tu też bardzo ważna, więc się już nie czepiam pierdół; Zitao jak zwykle z pazurkiem i ukrywający swoją ciemną masochistyczną stronę, która swoją droga bardzo przypadła mi do gustu; co do Krisa, to widać u niego przebłyski człowieczeństwa (cieszę się) i wierzę, że nie jest do końca tym "skurwielem", choć ta chęć wiecznej dominacji i sadystyczny instynkt bardzo mi się podobają (chyba mam coś nie tak z głową... hehe... co Ty ze mną robisz); jeśli chodzi o Arę to podpisuję się po Axe, ale jednocześnie trochę mi jej żal, bo (jeśli dobrze myślę) pakuje się w niezłe bagno flirtując z panem "kochającym mężem i tatusiem". I nie żeby coś, ale zawsze jak czytam to opowiadanko, to jak widzę tekst i sobie go wyobrażam, to widzę Krisa inaczej niż jest w rzeczywistość (po prostu jego wygląd mi tu nie pasuje), ale znowu zaczynam się czepiać głupot, więc przestaję. Moja wyobraźnia, to moja wyobraźnia i nie wolna z nią dyskutować, mimo że powoli zaczynam się jej bać.
    Wracając do samego tekstu, to bardzo ładnie piszesz (znalazłam może ze 3-4 błędy, ale to spowodowane zwykłym przegapieniem) i pochwalę Cię jeszcze raz - niezwykle oryginalne! Właśnie na takich autorów czekam - takich którzy dadzą mi coś, czego nigdzie indziej nie przeczytam i na co sama bym nie wpadła, na coś co wciągnie pomimo braku sceny erotycznej w kilku rozdziałach, na coś wyjątkowego. Tak wiec powodzonka w dalszym pisanku!
    Zuza :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Zaczynając czytać to opowiadanie byłam bardzo zadowolona i ciekawa. Intrygi, zemsty, ciemna strona medalu, brutalność, namiętność, sprzeczne uczucia, masochistyczne podejście... nie lubię czytać zbyt pokornych opowiadań, bo wtedy czuje się jakbym przy każdym rozdziale wpychała sobie łyżkę cukru do buzi, a nadmiar słodyczy powoduje mdłości.
    To co piszesz jest w moim klimacie, jednak kolejne części coraz mniej mnie interesują. Nawet złapałam się na tym, że zamiast być ciekawa jak intryga wpłynie na dalsze losy rodziny Huang, to bardzie jestem ciekawa scen erotycznych bo są najciekawszą częścią rozdziału a powinno być na odwrót, albo raczej jakoś wypośrodkowane aby wszystko łączyło się w pasjonującą i pochłaniającą czytelnika całość.
    Nie piszesz źle, jesteś świadoma tego że umiesz. Nie wiem jednak czy pisanie tego sprawia Ci przyjemność. Może w trakcie tworzenia czujesz się zadowolona , masz wenę, dużo pomysłów i wizję tego jak ma wyglądać, ale z chwilą gdy chcesz nam to pokazać zmieniasz nagle nastawienie - ja przynajmniej to odczuwam, czuje się jak skarcony szczeniak, gdy widzę jak jesteś poirytowana faktem małej liczby komentarzy. Ja nie wiem które bardziej Cię zadowolą - Negatywne : poniekąd rozumiem Twoje nastawienie bo jak osoba która nawet nie ruszy palcem by napisać krótkie "podobało mi się" może się tak pluć, skoro równie dobrze mogła we wcześniejszych rozdziałach napisać co można by było zmienić bo czytać w myślach nie umiesz. Pozytywne : ktoś lubi to czytać, doceniają Twoją pracę, ale nie pasuję Ci dopingowanie bo jak stwierdziłaś kiedyś jest wkurzające (gdy trują dupę a komentarza ani widu ani słychu to rozumiem).
    Szczere komentarze mam nadzieje że są u Ciebie mile widziane, bo właśnie taki chciałam napisać. Śledzę opowiadanie, może nie do wszystkiego dałam komentarze, ale staram się ponieważ ufam Tobie jako autorce, mówisz otwarcie co Ci nie pasuję. Może odpocznij od nas na trochę, albo od tak zrób coś całkiem innego. W każdym bądź razie Hwaiting <3
    ~PAndra

    OdpowiedzUsuń
  6. No to pora na mój komentarz. Przepraszam, że nie dałem go wczoraj ale ledwo przeczytałem rozdział a co dopiero napisać coś konkretnego...
    Bardzo fajnie rozwinęłaś i pociągnęłaś akcję. Ładnie to zaplotłaś nie tylko z zeszłym rozdziałem ale i również z całym sensem opowiadania. No i nareszcie Kris okazał jakieś ludzkie uczucia xD Łał! Brawo! Cały czas na to liczyłem. Ciekawi mnie czego prócz pieniędzy Ara chce, jak potoczy się dalej znajomość Krisa i Pandy. Mimo, że ich zachowanie jest jakie jest ( w stosunku do siebie) to widać tę mili nitkę porozumienia. Może Kris zrozumie, że pisanie artykułów o Tao spowoduje, że ten będzie bity? A może Tao wreszcie postawi się ojcu i tu jebu wywali. Masa pytań, fajnie pociągnięta i rozwinięta akcja. Szczerze? Nie spodziewałem się rozdziału od cb tak szybko ;) Łał, jestem mile zaskoczony. Nie dość, że genialnie pociągnięty rozdział to jeszcze tak szybko! Braaawo! Mam nadzieję, że kolejny rozdział będzie jakichś znaczący, bardziej przełomowy lub zaskakujący. Przydała by się jakaś nutka niepewności, zdziwienia, zaskoczenia taki lekki dreszczyk. Urozmaiciło by to jeszcze bardziej opowiadanie ;) W każdym razie dziękuję ci za twoją ciężką pracę.

    Zero_

    OdpowiedzUsuń
  7. Nie mogę się doczekać następnego rozdziału, jak zwykle. Cieszę się, że nowy pojawił się tak szybko. Twój styl staje się coraz lepszy, tak samo jak zmniejszająca się ilość błędów, których także jest tak naprawde niewiele. W niesamowity sposob rozwijasz historię i będę czytała ją z przyjemnością, ponieważ twój styl jest naprawdę świetny :D Jestem ciekawa jak dalej poradzi sobie Ara, oraz jak rozwinie się akcja między Mike i In Guk'iem. Hwaiting : D

    OdpowiedzUsuń
  8. Tym razem mój komentarz będzie znacznie krótszy. Lubię wątek Seo i Mike'a (którego imię powinnaś odmieniać), dałaś dwa razy okropne zdanie, przytoczę tylko jedno, bo drugiego nie chce mi się już szukać. "- Jest pani pewna? – uśmiechnęła się sztucznie, nie dopuszczając do wybuchu, Go Ara." Gdyby jej imię było pierwsze po myślniku, to zdanie brzmiałoby dużo lepiej. "- Jest pani pewna? – Go Ara uśmiechnęła się sztucznie, nie dopuszczając do wybuchu." Rozumiem, że chciałaś dodać do opowiadania jakieś nowe sformułowanie, ale to jest po prostu nieestetyczne. I znowu dodam uwagę o przecinki, bo nie mogę na nie patrzeć... I na koniec prośba. Skoro... wymagasz długich komentarzy, to mogłabyś na nie odpowiadać. Coś za coś, równa wymiana.

    OdpowiedzUsuń
  9. Świetny rozdział. Czekam z niecierpliwością. *.*
    Jiyeon

    OdpowiedzUsuń
  10. To tak rozdział przeczytałam już wczoraj niestety głowy do skomentowania już nie miałam ^^'' Naprawdę fajnie wyszedł ten rozdział, bo komponuje się z cała resztą akcja toczy się- jakby to powiedzieć (?)- płynnie ? ^^ Coś w tym stylu w każdym razie bardzo dobrze się to czyta. Mimo,że to jest przecież głownie TAORIS to strasznie jestem ciekawa tej relacji Mike'a z Seon In Gukiem, na pewno nie będzie nudno! Poza tym kiedy Kris sie w końcu przełamie- o ile w ogóle- za jednak poczuje do Tao coś wiecej niż jako taki pociąg i chęć wykorzystania ? Co do Go Ary, to wolę się nie wypodiadac, bo ta dziewczyna denerwuje mnie samą swą egzystencją i teraz jeszcze chce namieszać. Robi się coraz ciekawej.
    Pozdrawiam i życzę dużo weny ;)
    Lan Meigui
    [kolor-zycia.blogspot.com]

    OdpowiedzUsuń
  11. no nareszcie ^.^ Cudowny rozdział.

    OdpowiedzUsuń
  12. Bardzo szybko dodajesz rozdziały. Tylko się cieszyć^^ Jak zwykle genialnie. Czekam z niecierpliwością.
    Moniaa

    OdpowiedzUsuń
  13. Świetny!
    <3 weny

    OdpowiedzUsuń