poniedziałek, 7 października 2013

Dangerous - Rozdział 11.


Witam. 
Dziś nieco nieprzyjemnie, bo mam okres i jestem nieprzewidywalna :P
Wyjaśnijmy sobie co nieco. 
Jeśli krytyka dotyczy mojego bloga - spoko. To ważne, by nie tylko słodzić ale i usłyszeć to co można poprawić (btw. dzięki Zero_ , bo to jedyna osoba, która napisała coś konstruktywnego i przypominającego krytykę. Nie jest porywająco? Przykro mi, że nie zakończyłam opowiadania w trzech rozdziałach w kolejności: poznanie - wielka miłość - bum bam, żyć bez siebie nie mogą - seks - i żyli długo i szczęśliwie. Aktualnie to nie jest nawet połowa opowiadania, więc jeśli komuś się nudzi, nie zatrzymuję, idźcie czytać porno).

Jeśli krytyka dotyczy mojej osoby, to że się tak niemiło wypowiem. Spierdalajcie :) Mówię tu dokładnie do jednej osóbki, która z jakąż to łaską wypowiedziała się na blogu, najeżdżając na mnie. Że egoistka, że to, że tamto. Dodam, że jestem również skurwielem i chujem. A jeśli chcecie po mnie jechać, zapraszam pod inną notkę na tym blogu, gdzie daliście upust swojej nienawiści do do mnie. Krytyki od osób, które mnie na oczy nie widziały, nie znają mnie w realu, nie przyjmuję. Bo to blog z opowiadaniami i nikt Wam nie karze czytać wstępów ode mnie, a mnie zwyczajnie nie znacie i nie wiecie jaka jestem, więc z takiej krytyki oczywiście, że nie biorę pod uwagę. 

Kwestia komentarzy. Że piszę dla siebie i kolejne bla bla bla. Piszę też dla Was i kłamie każdy, kto wypowie się u siebie na blogu, że nie zależy mu na komentarzach. Tak więc, nie chcecie, nie piszcie nic, żerujcie sobie na autorach, słowem się nie odzywając. 

To tyle z tych nieprzyjemnych spraw. 
Niesprawdzony rozdział Wam serwuję :))
Myślę, że zaspokoi w niewielkim stopniu Wasze oczekiwanie na szeksy xDD

18 - 19 października. Gdyby ktoś przypadkiem chciał się ze mną spotkać w Szczecinie na Japan Fest, niech wpada i ja tam się pojawię :)) mona tradycyjnie pisać do mnie na blogowym FB ^^

Zapraszam na rozdział, pozdrawiam komentujących. Do następnego



          Rano nawet nie zajrzał do matki. Nie czuł potrzeby sprawdzania jak ona się miewa, ani jakie obrażenia ostatecznie poniosła. Wszystkie rany prędzej czy później się zagoją. Wiedział to z własnego doświadczenia. Fizyczne tak, bo z tymi psychicznymi różnie bywało. Sam jakoś potrafił się z nimi uporać, zalewając je litrami alkoholu i kolorowymi tabletkami. Wierzył, że o jego matka poradzi sobie doskonale. Kto, jak kto, ale to ona była mistrzynią obojętności i perfidnego okrucieństwa. Znajdzie pocieszenie w ramionach kolejnego korepetytora, ogrodnika, albo nawet znajomego ojca.
            Mimo dalej nieciekawego stanu wstał rano i ruszył na uczelnię. I dlatego ponieważ miał stosunkowo mało zajęć, jak i pragnął zobaczyć Krisa. Tutaj czekał go jednak zawód, ponieważ mężczyzna nie miał zajęć. Pozostało mu odbębnienie kilku godzin i powrót do domu. Do tego znienawidzonego mieszkania, które jakiś idiota nazwał najlepszym miejscem na ziemi. Dla niego było jedynie piekłem, z którego starał się wyrwać.
            Wszedł do mieszkania, od razu kierując swoje kroki w stronę kuchni. Potrzebował czegoś do jedzenia na resztę dnia. Nie musiałby wtedy schodzić na dół i oglądać rodziców.
            - Miło, że jesteś – usłyszał od progu przymilny głos matki. Spojrzał na nią z pogardą, nie odzywając się. Nie wyglądała za ciekawie. Była blada i tylko siniaki na twarzy odznaczały się aż nazbyt wyraźnie na poturbowanej twarzy. Nie wyglądała teraz jak dostojna dama, żona szanowanego polityka, która z  przyjemnością pokazuje się na salonach. Włosy w nieładzie, potargane ubranie i szklanka z alkoholem w dłoni, tylko potwierdzały, że wygląda jak staczająca się kobieta. Ojciec widocznie jej nie oszczędzał, skoro bił ją w tak widocznym miejscu.
            - Nie sądziłam, że będziesz tak podły, nawet dla mnie. Nic wczoraj nie zrobiłeś. Nawet czułam tą satysfakcję, gdy twój ojciec… - zamilkła, nie mogąc wymówić końcówki zdania.
            - Ty również nigdy nie wyciągnęłaś ręki w moją stronę, więc… - wzruszył ramionami – Zresztą, zasłużyłaś sobie na to, prawda? Trzeba było nie lecieć na jakiegoś gówniarza czy starca na tym bankiecie.
            - A czy ty, nie zrobiłeś niczego złego na przyjęciu? – uśmiechnęła się zadowolona, niby od niechcenia spoglądając na gazetę.
            Zamilkł, nie wiedząc co powiedzieć. Chyba kolejny artykuł, nie ujrzał światła dziennego. Nie miał powodów do obaw… chyba.
            - O co chodzi? – zapytał powoli, mrużąc oczy i robiąc krok w stronę matki.
            - Syn Huangów idzie w ślady matki, albo wręcz odwrotnie. Wczorajszy skandal rozpalił się na nowo, zdjęcia pijanego Zitao wracającego z tego samego przyjęcia, a raczej wynoszonego z niego, ukazały się światu. Czy to aby na pewno był bankiet charytatywny? Czy tylko zwykła popijawa, ważnych ludzi w państwie? – sączyła zachwycona słowa, obserwując reakcję syna.
            Zagryzł zęby, nie wiedział, że nawet taka sytuacja wycieknie do prasy. Był niezwykle ciekawy, kto sobie go obrał za cel. To powtarzało się zdecydowanie za często. Nie odpowiadając matce, wybiegł wręcz z kuchni, od razu zamykając się u siebie w pokoju i rzucając na łóżko.
            Czuł, że musi się psychicznie przygotować na bitkę. Ojciec zdenerwowany wczorajszym zajściem, na pewno mu nie popuści. Ucieczka nie miała nawet sensu, nie uniknie kary. No i aż czuł dreszcze na całym ciele, adrenalina dawała się we znaki i ciało domagało się uderzeń i fizycznego bólu. Dawno nie odczuwał takiego głodu.
            Usłyszał trzask wejściowych drzwi i spiął się, siadając na łóżku i zaciskając pięści na pościeli. Wpatrywał się uparcie w drzwi od swojego pokoju, oczekując rodzica i jego gniewu. Przez członki przechodziły skurcze, napawając coraz większym oczekiwaniem. Kroki na schodach poderwały go do góry i wprowadziły w małe otępienie i automatyczną chęć ucieczki, którą stłumił w sobie i usiadł ponownie na łóżku, opanowując z trudem drżenie rąk.
            Mężczyzna nie pukając wparował do środka i zastał syna, spokojnie siedzącego na posłaniu i wpatrującego się w niego z oczekiwaniem. Tak jakby wiedział o co chodzi i z premedytacją przybrał obojętną maskę, nie zdradzającą emocji. Widział jednak, że jego pojawienie się w azylu chłopaka, zrobiło na Zitao wrażenie.
            - Co tu robisz? – wrogo zapytał chłopak, spinając się jeszcze bardziej – To mój pokój – syknął i mocniej zacisnął pięści na pościeli.
            - To mój dom – skontrował złośliwie, robiąc krok do przodu i rzucając pod nogi chłopakowi aktualną gazetę. Zitao rzucił tylko okiem na pierwszą stronę i przełknął głośno ślinę – Wiesz, po co przyszedłem, prawda? – zapytał oczekując odpowiedzi.
            - Nie mam zielonego pojęcia – zakpił Zitao i spojrzał w oczy ojcu, bojąc się coraz bardziej tego, co w nich widział.
            - Ile razy będziecie mnie jeszcze zawodzić? – westchnął rozżalony Huang. Teraz wyglądał jak styrany mężczyzna w średnim wieku, który jest zasmucony faktem, że jest nierozumiany. Nikt by nie pomyślał, co potrafi zrobić swoim bliskim i jakie szkody wyrządzić – Matka, ty… czy nie możemy zachowywać się jak normalna rodzina? Dlaczego mnie nie wspieracie? – zapytał smutno, nie oczekując odpowiedzi.
            - Podstawy normalności straciliśmy już dość dawno, kiedy zacząłeś nas katować – mruknął Zitao, wiedząc, że dodatkowo denerwuje ojca. Złowrogi blask w jego oczach, utwierdził go w tym przekonaniu. Bał się i cholernie mu się to podobało. I był ciekaw, ile jeszcze jego ojciec się powstrzyma, ile potrwa czasu, aż wybuchnie z pełną mocą.
            Mężczyzna zacisnął pięści i spokojnie podszedł do syna, zafascynowany strachem jaki u niego widział. Jednym szarpnięciem, podniósł go do pionu, boleśnie wbijając palce w ramię chłopaka i zrównując spojrzenia.
            - To tylko mała próba wymuszenia posłuszeństwa, mam do tego prawo – syknął wściekły. Zitao już wiedział, że ojciec wpadł w furię, której nie można było powstrzymać. To było jak amok, niemożliwy do stłumienia, chyba że wyładowaniem złości i tym razem on był ofiarą. Jedyne co on mógł zrobić, to podjudzić go jeszcze bardziej, co skończy się dla niego jeszcze gorzej.
            - Byłbyś nikim dla nas bez tej siły – sapnął z trudem, wykręcając rękę i starając się uwolnić z palącego uścisku.
            Uderzenie w twarz z otwartej dłoni nieco go ostudziło i odrzuciło na bok. Pomyślał o kolejnym siniaku, jakiego się zapewne dorobi.
            - Ty byłbyś nikim bez moich pieniędzy – syknął w odpowiedzi mężczyzna, szarpiąc synem i rzucając go na ziemię – Twoja matka również. I tak już jest kurwą – warknął, kopiąc leżącego Zitao. Chłopak zwinął się w kłębek, ochraniając twarz. Tylko ona była jego wizytówką. Zacisnął zęby, nie pozwalając by żaden jęk nie wyszedł z jego ust. Nie miał zamiaru dawać satysfakcji swojemu oprawcy.
            - Wsadź sobie gdzieś te brudne pieniądze – sapnął jeszcze ostatkiem sił, w przerwie na kolejny cios.
            Huang zaśmiał się szyderczo, stopując na moment i wpatrując się w zwiniętego syna.
            - Nie rozśmieszaj mnie – ukląkł przed chłopakiem i odsunął chroniące ręce, które zasłaniały twarz. Złapał policzki Zitao w swoje dłonie i z chorą czułością, pogłaskał czerwone ślady – Potrzebujesz mnie – szepnął spokojnie. Wybuch złości mijał i pojawiała się skrucha. Tłumaczenia, które na Zitao nie robiły już żadnego wrażenia. Tak było na początku, kiedy myślał, że to tylko jeden, jedyny raz – A ja potrzebuję was, przecież wiesz – mężczyzna na nowo stawał się opanowanym człowiekiem.
            Milczał. Nie odezwał się ni słowem, kiedy ojciec wygłaszał standardową gadkę o tym jak mu zależy na rodzinie i że jest zmuszony do używania siły, aby uzyskać posłuszeństwo.
            Dopiero kiedy mężczyzna wyszedł z jego pokoju, poruszył zesztywniałym i obolałym ciałem. Podniósł się z niemałym trudem, rzucając się bezwładnie na łóżko. Przymknął oczy, czując że wszystko dookoła niego wiruje. Nie zdołał dostatecznie zakryć głowy i ta oberwała. W chory sposób był jednak spełniony, mimo bólu, zdawał się być szczęśliwy.
            Sięgnął ręką pod łóżko, spadając niemal z niego. Potrząsnął przed nosem plastikową torebką, uśmiechając się z ulgą. Miał doskonałe wytłumaczenie dla kolejnej dawki. By ukoić ból, by zapomnieć, by odlecieć. Wszystko wydawało się dobrym alibi. Bo przecież nie musiał tego brać. On tylko chciał się dobrze czuć. Wsunął do ust jedną pastylkę. Po chwili zamyślenia, dorzucił jeszcze dwie.
            Nawet nie zarejestrował momentu, w którym całkowicie odpłynął, pogrążając się w śnie.

~**~

            Przeglądał materiały, co zdarzało mu się nadzwyczaj często, potęgując tylko uczucie zemsty i nienawiści do Huanga. Czuł się jakby tylko to trzymało go przy życiu, ta absurdalna myśl o tym, że zniszczenie polityka, przywróci mu spokój, albo wręcz przeciwnie, wysunie na skraj przepaści i robiąc ten jeden, ostatni krok, runie w dół, pozostawiając za sobą całe zło, którego doświadczył. Zamysł szlachetny. Nie robiąc nic, pewnie by oszalał prędzej czy później, tak jak jego matka. Planując i realizując zemstę, wiedział, że ku dobremu nie podąża i czeka go podobny los. Zbyt dużo jednak poświęcił, by teraz tak po prostu odsunąć na bok. Nie miał zresztą ku temu powodów. Bawiło go to wszystko, rozgrywka w kotka i myszkę, którą toczył z nieświadomym niczego Zitao. Chłopak był doprawdy specyficzny. I miał nieodparte wrażenie, że nie jednym potrafi jeszcze zaskoczyć. Chciał to poznać, ugasić płonień zainteresowania, łącząc wszystko z wykorzystaniem studenta do swoich celów.
            Rozmyślania, jak i powolne planowanie kolejnego kroku, zostało przerwane przez dzwonek do drzwi. Zdziwił się niezmiernie, gości się nie spodziewał w żadnym razie, jak i nie było nikogo, na kogo by czekał. Seo In Guk, zapowiedziałby się. Niedawno przybyły Mike, pewnie ma jeszcze małą urazę i w najbliższych dniach się zapewne nie pokaże, zresztą jego pomocnik miał się nim skutecznie zająć. Mógłby to być Zitao, jednak biorąc pod uwagę późną porę, odrzucił tą myśl. Chyba, że chłopak wpakował się w jakieś tarapaty, wtedy wszystko mogłoby być możliwe.
            Druga myśl była jak najbardziej trafna, w drzwiach zobaczył Zitao, który nonszalancko opierał się o futrynę i dręczył dzwonek. To, że Kris otworzył mu, widocznie nie zrobiło na chłopaku wrażenia i w dalszym ciągu mordował przycisk.
            - Co tu robisz? – zapytał sucho Wu Fan, odsuwając się w ostatniej chwili, gdy chłopak wtoczył się do pomieszczenia, omal nie taranując blondyna – Aha – mruknął tylko, zamykając za nieproszonym gościem.
            - Postanowiłem wpaść – odpowiedział rozpromieniony chłopak, chaotycznie rozglądając się po pomieszczeniu. Krisa zdziwiło, że miał na sobie zakrywające pół twarzy okulary. Mimo wszystko, po zachowaniu chłopaka wywnioskował, że ten musiał być po jakimś ekstra środku. Był zbyt zadowolony, tak beztroski. To nie prawdziwy i wyrafinowany Zitao – Mówiłem ci już, że ładnie mieszkasz? – rzucił, kierując się do kuchni, nie czekając na przyzwolenie gospodarza.
            - Doskonała pora na odwiedziny… - odparł Kris - … druga w nocy – uściślił.
            - Serio? – zaskoczony odwrócił się w stronę blondyna – Jak ten czas szybko mi minął! – wykrzyknął i otworzył lodówkę, wyjmując z niej piwo.
            - Jasne, nie krępuj się – powiedział sucho Wu Fan, machając w nieokreślony sposób dłonią – Tylko nie wydaje mi się, by piwo było dobrym pomysłem – dodał.
            - Dlaczego? – zapytał brunet, upijając już sporawy łyk alkoholu.
            - Zitao? Co brałeś? – zapytał wprost, nie siląc się na zbędne uprzejmości i podchody – Chyba nie powinieneś pić? I zdejmij okulary – mruknął – Nie wiem, czy zauważyłeś, ale jesteś już w moim mieszkaniu – ruszył swobodnym krokiem do salonu, uświadamiając sobie, że materiały o Huangach, nadal leżą rozrzucone po stoliku.
            - Później – odburknął chłopak, co zabrzmiało nieco bełkotliwie, przy popijanym w tym samym momencie piwie – Tęskniłeś za mną? – zapytał natomiast, odwracając się nagle w stronę Krisa.
            - Wcale – odpowiedział poważnie i zgarnął stertę papierów, chowając je do teczki.
            - Co to? – Zitao pojawił się tuż za jego plecami, strasząc blondyna, który aż podskoczył.
            - Nic, co by powinno cię interesować – warknął – Czego chcesz?! – zapytał niemiło. Zachowanie bruneta już go nieco denerwowało.
            - Ciebie – mruknął Huang, przytulając się do pleców blondyna.
            Kris zamarł, nie wiedząc co ma zrobić. Nastroje Zitao, który był pod wpływem środków odurzających, nie przypadł mu do gustu. Nie chciał rozwlekłej dziewczynki, tylko zadziornego chłopaka. I zbędne czułostki go nie interesowały. Odsunął od siebie ręce studenta, odchodząc kilka kroków do przodu, byle dalej od nieprzewidywalnego Zitao.
            - Pamiętasz, co ci powiedziałem? – mruknął drapieżnie,  spoglądając na miotającego się bruneta, który nie mógł znaleźć sobie miejsca – Że nie będę się powstrzymywał, kiedy przyjdziesz do mnie następnym razem naćpany. Że nie będę słuchał twoich próśb bym przestał. Tego chcesz? – pytanie zawisło w powietrzu, tak bardzo przesyconym napięciem i chorym pożądaniem. Bo Kris chciał tego, podświadomie chciał, by Zitao się zgodził. By pozwolił mu się zdominować. By był tylko posłuszną marionetką, która go zaspokoi. Choć często skrywał tą brutalną stronę swojej natury, nie mając partnera – a tym bardziej partnerki – który w pełni podołałby jego zachciankom, jego ponura postawa ujawniała się z najmniej odpowiednich momentach. Tak jak teraz, mając przed sobą ledwo świadomego Zitao, od którego potrzebował jedynie skinięcia głową, by spełnić swoje fantazje.
            Aż zadrżał pod wpływem słów Krisa. Wyczuwał brutalność i niebezpieczeństwo. Wiedział, że będzie cierpiał, gdy tylko potwierdzi to, po co tu właściwie przyszedł. Nie szukał pocieszenia, ani powiernika swoich problemów. Potrzebował jeszcze większego skoku adrenaliny i bólu. Wpatrywał się zahipnotyzowany w oczy Krisa, wiedząc, że już poległ. Nie chciał nawet zaprzeczać czy bawić się w niepotrzebne gierki, które podkręcą atmosferę. Chciał już, teraz, natychmiast poczuć się zniewolonym, obdartym ze wszelkiej niewinności – której nawet już nie posiadał – poddać się mocy temu mężczyzny, który stał przed nim.
            - Tak – odpowiedział chrapliwie, wydając coś na wzór potwierdzenia, poprzez suchość w gardle jaką nagle poczuł. Zrobił krok naprzód, ku końcowi.

~**~

            Dopiero teraz zdał sobie sprawę, jaki błąd popełnił. Kiedy wrócił z Mike do swojego domu, pokazał mu pokój, w którym chłopak miał przez najbliższe dni koczować, a sam zamknął się u siebie, padając na posłanie. Nie powinien się zgadzać, nawet jeśli chodziło o bezproblemowe i proste zaspokojenie swojego ciała. Poniosła go chwila, pełna zwrotów chwila, która pogrzebała doszczętnie jego ustabilizowane życie i wkleiła tego natrętnego chłopaczka.
            On zwyczajnie nie potrafił żyć, mieszkać z kimś. Dzielić się łazienką, kubeczkiem, w którym znajdowały się pieprzone szczoteczki. Lodówką, stołem, kanapą, która pewnie nie będzie teraz pusta. Był sam odkąd pamięta i nie czuł potrzeby interakcji z innymi ludźmi. A przynajmniej nie tak zaawansowanej znajomości, jak mieszkanie z kimś. Jeszcze zacznie uciekać przed młodym do pracy i tam spędzać całe dnie. Uciekać przed własnym domem, dobre sobie.
            Nieśmiałe puknie do drzwi jego sypialni, odwróciły uwagę od coraz bardziej ponurych myśli, które zaczęły gościć w jego głowie. Automatycznie powiedział „Proszę”, parskając pod nosem i myśląc, że stracił nawet intymność w swoim pokoju.
            - Jesteś głodny? – przez niewielką szparę wysunęła się ciemna czupryna wraz z niepewnymi oczami i nieśmiałymi ustami, które złożyły się w równie subtelny uśmiech – Mogę zrobić kolację.
            Już miał na końcu języka, że nie szukał kucharki i chłopak nie został jego lokatorem dla tego celu. Powstrzymał jednak swoje złośliwe zapędy i niechętnie skinął głową.
            - Tylko zajrzałem do lodówki – ponownie odezwał się młodszy chłopak – I widzę tam światło – przerwał na chwilę i wszedł do pokoju, opierając się o drzwi – Czym ty się żywisz?
            - Jadam na mieście – mruknął Seo In Guk, podnosząc się do góry i przechodząc obok chłopaka.
            - Zrobię spaghetti, mam nadzieję, że lubisz. Tylko to uda mi się wykombinować – pogodnie odpowiedział Mike, jakby zupełnie nie słysząc ponurego głosu starszego mężczyzny, albo nie chcąc słyszeć i myśleć, że jest tylko niechcianym gościem w tym mieszkaniu.
            - Okej… - odburknął – Pomogę ci – dodał po chwili, sam zaskoczony swoją propozycją – Powiem, gdzie co leży – sprostował.
            Mike uśmiechnął się, wychodząc z pokoju In Guka. Musiał przyznać, że całe mieszkanie było bardzo stylowo urządzone, tylko puste. Jakby niezamieszkane, nieużywane. Wyglądało jak z katalogu i czekało na szczęśliwca, który w nim zamieszka. Pedantyczny wręcz porządek, w ogóle nie zdradzał, jakoby ktoś tu mieszkał. Kompletna anonimowość, albo brak zainteresowań. Nawet jego pokój wręcz pachniał nowością.
            - Niedawno się tutaj przeprowadziłeś? – zapytał już w kuchni, kiedy włączył gaz i czekał aż woda na makaron ugotuje się. Ot, zwykła rozmowa, by panująca cisza, nie krępowała jeszcze bardziej.
            - Trzy lata temu – odparł zamyślony Seo In Guk, uważnie przypatrując się poczynaniom młodszego mężczyzny.
            - Aha – powoli odparł Mike, po raz kolejny rozglądając się po pomieszczeniu – Dużo pracujesz? Mieszkanie wygląda na niezamieszkane – odparł szczerze, mając nadzieję, że In Guk ceni właśnie tą cechę.
            - Nie baw się w psychologa – mruknął mężczyzna, zapalając papierosa – Ja również  mogę się w niego zabawić. Dlaczego byłeś aż tak głupi i przyjechałeś, aż tutaj, do Wu Fana? Przecież jasnym jest, że on cię nie chce. I to nie zmieni się nawet jeśli zmienisz się w wampa w łóżku. Skorzystam na tym ja, no i ty, ucząc się być może nowych rzeczy.
            Mike zarumienił się i spuścił wzrok, zajmując się gotującym teraz makaronem. Seo parsknął, widząc nieśmiałą pozę chłopaka. Właśnie o to mu chodziło. Jak tak nieśmiały chłopaczek, miałby stać się demonem seksu?
            - No to będziesz miał sporo zabawy moim kosztem – mruknął Mike, zaskakując tym samym In Guka – Za pół godziny będziemy jeść. Mogę zrobić zakupy, porządne zakupy, nie zapas gotowych zupek – zmienił temat.
            - Kiedy chcesz zacząć?  Naukę – parsknął przy tym słowie i z trudem się opanował.
            - Kiedy ty będziesz chciał – speszony po raz kolejny Mike, zarumienił się po cebulki włosów.
            - Nie wiem czy słyszałeś o takim powiedzeniu, ale mężczyzna niemal zawsze ma ochotę. W każdych warunkach – drapieżnie mruknął In Guk, przenikając wzrokiem Swana – Zrób mi mały pokaz. Striptiz – uściślił – Po kolacji.
            - Co-o? – zająknął się Mike, o mało nie wypuszczając garnka z makaronem, który miał zamiar odlać. Postawił przedmiot na stole i niedowierzając spojrzał na swojego rozmówcę – Dlaczego?
            - Dlatego, że zgodziłeś się robić wszystko co ci każę. Do seksu jeszcze zdążymy dojść, a raczej to ty będziesz chciał do niego dojść – mruknął ciszej.
            - Ale nie spodziewałem się, że to będzie tak szybko – powiedział słabo chłopak.
            - Możesz dalej kryć się w cieniu, albo pokazać ile jest warte twoje ciało i że masz się czym szczycić. Rób co chcesz, tylko nie chcę widzieć u siebie w sypialni kupki nieszczęść, tylko odważnego faceta. To kiedy kolacja? – zmienił temat, dając chłopakowi chwilę odetchnienia od kłopotliwych i krępujących dla niego spraw.

~**~

            Tylko na to czekał. Na to cholerne skinięcie głową i dodatkowe słowne potwierdzenie, którego nie potrzebował w żadnym razie. Podszedł szybko do Zitao i złapał go za rękę, ciągnąc do swojej sypialni. Tam nie bawiąc się w czułostki, rzucił na łóżko, zawisając nad chłopakiem. Dopiero wtedy zdał sobie sprawę, że okulary na jego nosie, będą mu tylko przeszkadzały. Dość agresywnie zdjął je i odrzucił na bok. Widok, który ujrzał, nieco go zaskoczył. Zitao miał podbite oko i znaczną część policzka zaczerwienioną, na którym opuchlizna robiła się coraz większa. Brunet widząc spojrzenie Krisa, odwrócił wzrok, nie chcąc tłumaczyć jak doszło do takiego uszkodzenia.
            - Co ci się stało? – zapytał, przesuwając delikatnie po policzku, zadając nieświadomie kolejną dozę bólu Huangowi.
            - Nic – warknął poirytowany Zitao, oplatając udami pas Krisa – Zaczynasz? – ponaglił go, byle odsunąć rozmowę od pobicia. Wiedział, że gdy tylko Wu Fan całkowicie go rozbierze, będzie zaskoczony jeszcze bardziej. Całe jego ciało, było jednym wielkim siniakiem. Już teraz, gdy blondyn oparł się o niego, czuł ból, który nie chciał ustąpić.
            Nie dopytywał. Nie jego sprawa. Nie jego życie, w które musiałby się wtrącać. Pewnie wdał się w jakąś bójkę, którą nie miał zamiaru się chwalić. Złapał Zitao za włosy, a kiedy ten syknął głośniej niż powinien, wbił się brutalnie w jego usta, miażdżąc je i nie przejmując się jękami bardziej bólu niż przyjemności. Bo przecież zapowiadał, że będzie boleć znacznie bardziej, niż tylko zadziorne ciągnięcie za włosy. To miał być dopiero początek. Nie mógł powiedzieć, że odgłosy nie kręciły go. Dźwięki otumaniały zmysły i czuł, że chce wydobyć z tego gardła wręcz krzyki, bezsilne krzyki przyjemności połączonej z cierpieniem.
            Złapał Zitao za dłonie i podniósł chłopaka do pozycji siedzącej. Nie umknął mu grymas bólu u studenta, który jednak zbagatelizował. Dopiero gdy w ferworze wrażeń, wręcz rozerwał koszulę w jakiej przyszedł do niego Zitao, obrzucił wzrokiem jego blade ciało, z przerażeniem w oczach, jak i niezrozumieniem. To już nie była tylko obita twarz. Całe ciało było poharatane, z pręgami znaczącymi szczupłą klatkę piersiową. Zamarł, nie wiedząc, czy może dotykać chłopaka w tak opłakanym stanie. Z drugiej strony, ta gorsza część jego osobowości spekulowała, dlaczego miałby tego nie robić, skoro Zitao sam do niego przyszedł.
            - A to co ma być? – zadał jednak to pytanie, którego nie chciał wypowiadać, by nie mieć wglądu w sprawy Zitao. Tylko seks, taka dewiza przyświecała tej znajomości. I potajemna infiltracja, o której student nigdy się nie dowie.
            Zitao szarpnął się, co tylko wywołało kolejny grymas bólu na jego twarzy.
            - Mówiłem że nic – mruknął – Przelecisz mnie, czy nie? – zapytał butnie, wyzywając Krisa i mając nadzieję, że ten złapie się w tą słowną pułapkę.
            - To nic ma stare blizny, którymi naznaczone jest twoje ciało – warknął Wu Fan – Może to ojczulek cię tak pobił? – rzucił dla żartu, kiedy jednak brunet posłał mu złe spojrzenie, sam zmrużył oczy i złapał go za ramię – Ojciec cię bije? – krzyknął niedowierzając.
            - Co cię to interesuje – ofuknął go Zitao, wysuwając się z palącego uścisku. Usiadł na kolanach Krisa, odchylając mu głowę do tyłu w brutalnym geście i pokazując, by w końcu zabrał się do roboty.
            - Bo nikt nie będzie znęcał się nad moją zabawką, oprócz mnie? – odpowiedział pytaniem, zdenerwowany odkryciem, jak i wymyślając jak tą informację może wykorzystać w przyszłości.
            - Zabawką? – ironicznie odparł Zitao – W takim razie zajmij się swoją zabawką – jego słowa były mocne i przepełnione oczekiwaniem. Nie potrzebował teraz rozmawiać. Nie kiedy czuł zbawienną moc narkotyku w organizmie. Nie kiedy w końcu odleciał i liczyło się tylko uwolnienie fali ekstazy, kiedy będzie mógł dojść, już nie tylko fantazjując o Krisie, ale czuć go blisko siebie, tuż obok, na sobie.
            Musiał przyznać, że Zitao miał rację. Nie potrzebowali rozmawiać, tylko siebie zaspokoić. Wiedzieli czego chcą, a i Kris był na tyle skurwielem, że interesowanie się życiem studenta, nie leżało w jego gestii. Byle się nie puszczał na boku, bo musiał mieć pewność tego, że Huang należy tylko do niego. Miał zamiar ograniczyć go tak bardzo, na ile on mu pozwoli i zniewolić, by myślał jedynie o nim. Nawet jeśli to miałoby być tylko uzależnienie, bo uczucie nie wchodziło w grę. Nigdy.
            Przyciągnął do siebie bruneta, ponownie szarpiąc go za włosy i nie przejmując się świeżymi ranami, które szpeciły jego ciało. To już nie było ważne, wcześniejsze przyzwolenie, jak i chęć posiadania wzięła górę i nie zamierzał powstrzymywać swoich potrzeb. Całował zachłannie Zitao, sunąc mokrymi wargami po całym jego ciele. Dołączył palce, drażniąc jeszcze bardziej rozpaloną skórę, tak bardzo podatną na wszelki dotyk.
            Huang nie wiedział już, w którą stronę powinien się wyginać. Pieszczoty serwowane przez Krisa były boleśnie – słodkie, niewystarczające jednak. Gdy tylko jęknął głośniej, język, który był w odpowiednim miejscu znikał i zjawiał się gdzieś indziej, rozpalając kawałek skóry na nowo, odkrywając kolejne zakamarki jego ciała. Nie zdążył porządnie poczuć Wu Fana, a on natychmiastowo umykał, nie pozwalając delektować się pieszczotami. Torturował go, świadomie, bezlitośnie zadawał męczarnię, wiedząc, że i tak nie zakaże mu swoich praktyk. Teraz nie byłby już w stanie. Podniecenie było nim samym, zespajało się z jego umysłem, przejmując nad nim kontrolę. A nawet jeśli chciałby przerwać, było już na to za późno. Kris nie zakończył by tej mordęgi, nie póki sam nie zazna rozkoszy. Jedyne co mógł robić, to poddawać się wprawiającej w otępienie przyjemności, jękami sygnalizując, że blondyn trafia idealnie w najczulsze miejsca.
            Dźwięki jakie wydawał Zitao tylko go podjudzały do dalszych działań. Bawił się z nim, dozując niewielką porcję słodyczy, którą bez skrupułów odstawiał. Chciał, by ten poczuł się jak na głodzie, by zrobił wszystko i zgodził się na wszystko. I tak nie było już odwrotu, nie teraz. Zanurzył nos w pępku chłopaka, muskając wargami ciemne włoski, które prowadziły na sam dół, kulminacyjne miejsce… które miał zamiar ominąć. Wsunął tylko dłoń pod pośladki bruneta i nakazał mu gestem unieść się. Bez ostrzeżenia, z premedytacją – wiedząc, że zadaje ból – wbił dwa palce wprost w jego nieprzygotowane wnętrze.
Zitao krótko krzyknął i automatycznie zaczął cofać biodra do tyłu, byle uwolnić ciało od pulsującego bólu. Nie spodziewał się. Ciało mimo, że otumanione narkotykiem, z podwójną siłą poczuło rozdzierane wnętrze. Aż zakrztusił się własnym powietrzem i oddychał płytko, kiedy Kris jedynie przytrzymał jego biodra, nie pozwalając na ucieczkę. Dwa palce bezlitośnie penetrowały, robiąc coraz większe szkody. Czuł ból, żadnej przyjemności, tylko cierpienie. Chora część jego osobowości, ta gorsza, ciemniejsza, krzyczała jednak o jeszcze większą dawkę tego bólu. Nerwy działały na najwyższych obrotach, broniąc się, a jednocześnie pragnąc więcej. Był chyba najbardziej popierdolonym człowiekiem na świecie, który czerpał przyjemność z bólu.
Nie ociągał się. Początkowy opór Zitao malał, a on czuł niedosyt. Brać więcej. Tego chciał. Był już rozebrany, więc nic go nie powstrzymywało. Należało zakończyć oczekiwanie, potężniejszą dawką gehenny. Tylko przez chwilę, ulotną sekundę czy dwie, przeszło mu przez myśl, że jest cholernym skurwysynem, który krzywdzi. To stwierdzenie jednak uleciało w czarną dziurę – amok podniecenia – w której się znajdował. Krople potu zrosiły mu czoło, a bicie serca przyspieszyło do szaleńczego biegu ku spełnieniu.
Chciał krzyczeć, wrzeszczeć ile sił w płucach, kiedy członek Krisa zanurzył się w nim, raniąc jeszcze dotkliwiej. Sprawiając przeogromny ból, który ku jego przerażeniu zmieniał się w przyjemność. Był aż takim masochistą? Starał się być jednak w miarę cicho, by nie dawać mu pretekstu do wyższości nad nim, chociaż ta linia zatarła się już dawno. Kris dominował, a on jedynie poddawał się temu, na co sam pozwolił.
Jęknął, czując jak kropla potu spływa mu powoli po szyi. Zafascynowany obserwował jej podróż, która kończyła się na skapnięciu na tors Zitao. Połączeni. W pełni, dodał w myślach, kiedy dość opornie wsunął się nabrzmiałym członkiem do jego wnętrza. Jakby z oddali usłyszał przenikliwy krzyk Zitao, nie zwrócił jednak na niego uwagi. Nie to się liczyło. Teraz zawładnęły nim jego odczucia, jego emocje, które potęgowały się z każdym kolejnym posunięciem. Myśl, że robi źle, kiedy poczuł zapach krwi a ruchy stawały się płynniejsze. Myśl, że może krzywdzić Zitao, kiedy ten wił się w rytm pchnięć, teraz tylko jęcząc cichutko. Myśl, że sam z siebie robi demona, furiata, który nie potrafił przestać. Bo nie potrafił. Poruszał się coraz szybciej, chcąc już zakończyć tą męczarnię, dać upust rozkoszy, która wirowała w jego ciele od cebulek włosów do palców stóp.
Momentami zapominał oddychać. Wirowało mu przed oczami nie tyle z promieniującego bólu, co ekstazy buchającej z jego rozgrzanego ciała. Bolało. Żeby tylko bolało. Jednak z każdym pchnięciem, chciał więcej, bardziej, mocniej i jeszcze mocniej poczuć Krisa w sobie. By całkowicie go rozerwał o ile było to w ogóle możliwe. Był na skraju wyczerpania, a spadek na sam dół nie trwał długo. Poczuł tylko nagłe spięcie mięśni i swój krzyk, gdzieś tam z oddali. Wypiął biodra do przodu, po czym opadł bezwładnie na wilgotną pościel, nie mając sił się ruszyć. Jego umysł oczyszczał się, właściwie wszystko rozmazywało mu się przed oczyma. Nawet nie zauważył kiedy odleciał, nie czując już żadnego bólu, albo się na niego wyłączając całkowicie.


14 komentarzy:

  1. Nie napiszę nic kreatywnego (zresztą jak zwykle), ale naprawdę bardzo fajnie piszesz :). To opowiadanie bardzo mi przypadło do gustu, choć wolę unikać klimatów masochistycznych i sadystycznych, ale od tego opowiadanie nie mogę się uwolnić.
    Pozdrawiam i życzę weny/ Magda.

    OdpowiedzUsuń
  2. jezu dziewczyno! to było świetne, cudowne ^^ Wreszcie Taoris *.* czekam na ciąg dalszy xd

    OdpowiedzUsuń
  3. Okej, to było absolutnie genialne. Ten rozdział podobał mi się chyba najbardziej. Świetne, płynne opisy sytuacji, bohaterowie. Naprawdę czekałam na ten rozdział i się nie zawiodłam. Czekam na następne ! Pisz dalej, i olej ludzi, którzy robią ci przykrość z własnej głupoty i zazdrości. Haters gonna hate, potatoes gonna potate.

    OdpowiedzUsuń
  4. Chyba pierwszy raz coś tu piszę. Przeczytałam wszystko i, fakt, nie piszę komentarzy. Dlaczego? Nie zawsze mam ochotę, czas, internet i inne pierdoły, którymi będę się wymigiwać. Ale głównym powodem jest to, że po każdym rozdziale pisałabym mniej więcej to samo, jakie to jest cudne, jakie inne od wszystkiego, jak dobrze napisane, itp, itd. Napiszę trochę więcej. Oczywiście, co do fabuły jest naprawdę oryginalne, spotkałam się kilka razy z tego typu angstami o EXO, ale twój najbardziej przypadł mi do gustu. Dlaczego? Bo kreacja bohaterów, każdego z osobna, jest mega rozwinięta, fabuła ma kilka wątków pobocznych, w które również można dostatecznie się zagłębić, akcja nie leci na złamanie karku, ale też nie ciągnie się z ślimaczą prędkością. No i pomysł, smut, który (chyba) nie skończy się happy endem, ale też nie jest to angst z serii "śmierć bohaterów kończy całą rozgrywkę", co jest dużym plusem. Co do pisma. Żądasz krytyki, więc ją dostaniesz. Robisz sporo błędów logicznych i składniowych, głównie poprzekładanie słów tak, że zdania są niezrozumiałe lub brzmią dziwnie. Czasami wychwytuję błędy ortograficzne (zjedzone literki), powtórzenia (w którymś rozdziale w jednym zdaniu napisałaś 3 razy "i") i te cholerne przecinki, za które chcę cię zabić. Masz ich 3 razy za dużo. Nie wciskaj ich wszędzie tam, gdzie ci się wydaje, one są do oddzielania kontekstu zdania, a nie na złapanie oddechu, nawet przy czytaniu w myślach. Jeśli chodzi o charakter i stylistykę - piszesz bardzo żywo, unikasz (za bardzo) nawet krótkich wstawek "filozoficznych" i dłuższych opisów sytuacyjnych. Skoro POV istnieje, to go wykorzystuj. Ale oprócz tego to nie mam zastrzeżeń. Przyznam, że (mimo wszystko) jestem cholerną fanką twoich opowiadań. Plus, który najbardziej mnie do nich ciągnie - oryginalność. I myślę, że z tym zgodzi się kilku obserwatorów. Co do komentarzy. Kobieto, calm your tits, masz prawie 200 trwałych czytelników, koło 150 tys wejść i wciąż narzekasz? Naprawdę niewiele polskich blogów o EXO ma czym się pochwalić w tej sprawie. Może kilka. Twój jest jednym z nich. Pisanie przy każdym poście, że jesteś rozczarowana brakiem komentarzy jest... żenujące. Sama prowadzę bloga z opowiadaniami o EXO, więc wiem, dlaczego tak się wściekasz. Wysupłanie nawet kilku marnych godzin w ciągu tygodnia i cierpliwość do pisania jest trudna, dlatego nie dziwię się, że chcesz jakiegoś odzewu. Ale żeby straszyć zamknięciem bloga przez brak komentarzy... srly. Teraz to ja jestem rozczarowana. Nie mówię, że nie powinnaś niczego wymagać, bo za trudną pracę wynagrodzenie trzeba dostać, ale bez przesady. To oczywiste, ze więcej komentarzy będzie należało do ludzi, którzy "chcą przeczytać cokolwiek", nie potrafiąc dostatecznie ocenić danego utworu, ale tak było, jest i będzie zawsze na każdym blogu i nic się z tym nie zrobi. Chociaż nie wiem jak ty, ale mi nawet takie coś dodaje chęci na dalsze pisanie. Może dostajesz na fb już tyle takich wiadomości, że cię do niczego nie popychają, ale to też świadczy, że twoje ff są naprawdę popularne i CZYTANE. Nie każdy również potrafi analizować dostatecznie dane teksty, żeby w pełni się o nich wypowiedzieć. Jednak zawsze znajdą się tacy, którzy będą to robić i, co prawda, będzie ich mniej, lecz możesz zawsze liczyć na ich ocenę. A 10 komentarzy pod postem to naprawdę nie jest tak mało. Co do wypowiadaniu się o autorze bloga, bo pojawił się ten wątek. Nieważne czy hejter, czy maniak, zawsze należy przeczytać to, co ma do powiedzenia i odpowiedzieć. Nie tylko oschłym "spierdalajcie, bo mnie nie znacie", ale jakimś milszym, może odrobinę dłuższym słowem. Żeby wszyscy zrozumieli, ogarnęli i zostawili temat w spokoju, ale z jasnym wyjaśnieniem i przekazem. Zachowanie też się liczy. Dostajesz za to ode mnie minus, bo chore wściekanie się o byle co też nie jest dobre. Mam nadzieję, że mój komentarz cię usatysfakcjonował i przede wszystkim nie znudził. Życzę większej popularności, komentarzy za wytrwałą pracę i przede wszystkim weny.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Chcialam napisac komentarz, ale po prostu podpisze sie pod podwyzszym, bo czytelniczka zapisala w nim dokladnie to, co chcialam powiedziec.
      Musze jednak dodac jeszcze, ze nie mam zielonego pojecia, po co naskoczylas na "hejtera", ktory w sumie (nie chcac cie urazac moim zdaniem) powiedzial prawde. Skomentowalas to tak, ze jedyne co zrozumialam, to to, ze nie mozna wyrazac swojego zdania. Okej, troche po tobie pojechala, ale na raczej taka jest prawda. Jestes bardzo zachlanna, bo dla niektorych 20-30 komentarzy to po prostu cud, a ty marudzisz. Okej, ludzie nie komentuja, ale wzielas pod uwage to, ze moze nie moga?

      Usuń
  5. Zastanawiam się jak żyje się Tao i jego matce, bo odnoszę wrażenie, że oboje w pewnym sensie sami prowokują ojca do bicia. Oczywiście uważam ojca za dupka, ale choć wiem, że to byłoby trudne - oboje mogliby spróbować odejść. Tao przyznaje się do tego, że lubi ból (choć to nie tak, że cieszy się na każdy cios od ojca). W głowie matki jeszcze nie byliśmy, ale ona tym bardziej sama sprowadza na siebie karę - wybrała takie życie i wybiera takie traktowanie.

    Tao jest jak rozpieszczony dzieciak, który ekscytuje się każda możliwością przeżycia adrenaliny. Prze to, że poznał Krisa tylko bardziej się nakręca w relacjach z ojcem. Tymczasem mam wrażenie, w środku zwyczajnie brakuje mu ciepła. Goni coś, ale sam nie wie co. Szuka czegoś, ale nie wie czym do końca to jest. Odczuwa smutek i jednocześnie próbuje wmówić sobie, że to mu się podoba. Jestem ciekawa czy w przyszłości pójdziesz moim tokiem rozumowania i rozwiniesz to o czym piszę w uczucie miłości? Wiem, i tak mi nie powiesz. :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Krisusie przenajświętszy. Co to było. *pociera czoło*
    Chciałam powiedzieć co to za gwałt. Ale w sumie Kris dostał zgodę od Tao. Obaj tego chcieli, więc za zgodą to już nie gwałt. A może w małym sensie i gwałt. Cholera wie.
    Naprawdę świetnie piszesz. Rozdział podobał mi się tak jak poprzednie, a nawet bardziej z powodu właśnie scenki seksu D: *w sumie nie wie co ma napisać* Guk mnie powalił z tekstem o striptizie. Siedziałam i się śmiałam, jednocześnie nie wiedząc czy współczuć Mike'owi.
    Nienawidzę rodziców Huanga. Nie wiem którego bardziej; matki czy ojca.
    Na ich zachowanie mam ochotę walnąć głową w blat! ._.

    OdpowiedzUsuń
  7. Nadal ciężko mi się oddycha. To było niezłe. Scena Taoris cudowna i dobrze napisana. Wmurowało mnie dosłownie. Czekam z niecierpliwością na ciąg dalszy. /Jiyeon

    OdpowiedzUsuń
  8. Zdecydowanie ludzie przesadzają. Owszem, każdy ma swoją opinię, ale żeby od razu jechać po twoim 'życiu prywatnym', gdy nie mają o niej żadnej wiedzy... Sama bym się oburzyła, gdybym miała tak popularne opowiadanie, a mało komentarzy xD Jak już wspominałam kiedyś - uwielbiam w jaki sposób przedstawiasz charakter Kris'a oraz Tao. Teraz tylko będę siedzieć w ciszy, wyczekując nowego rozdziału i mając tysiąc różnych myśli ciągu dalszego tego ff w głowie. Mam nadzieję, że nie poddasz się łatwo przez wypowiedzi niektórych. W końcu to tylko NIEKTÓRZY, a nie większość...twoi fani. Pozdrawiam i życzę weny ~ // Axe ~

    OdpowiedzUsuń
  9. Tak w ogóle to dzięki za wyróżnienie. Jestem wzruszony, rozpromieniony i w ogóle rozpływam sie w szczęściu. A tak serio to dzięki. Fajnie, że uważasz, że chociaż czasem uda mi się napisać coś konstruktywnego. Jednak wracając do treści i opowiadania. Nie będę ci już pisał, że świetnie piszesz bo to już wiesz. Pisanie tego pod każdym rozdziałem jest trochę nudne i monotonne. Powinnaś wiedzieć, że masz genialny styl pisania. Jak następnym razem będę komentował to dolicz zdanie o genialnym stylu do tego co napiszę. Co do fabuły to... bardzo mi się podobała. Zrobiłaś to idealnie. Serio o to właśnie chodziło. Jednym minusem ( w sumie to może nie minus a taka drobna uwaga, korekta lub zabieg higieniczny) jest to, że jak na końcu piszesz co myślą per odczuwają Kris i Tao mogła byś ich bardziej rozdzielić. No wiesz: jeden akapit Tao, drugi akapit Kris żeby było bardziej wyraźne. To jest tylko moje odczucie nie znam się za bardzo na pisaniu więc wiesz... Jak się w tym temacie mylę to sorcia ;) W tym opowiadaniu bardzo mi się podoba to jak hmm kreujesz albo inaczej jakie cechy nadajesz bohaterom. Nie są oni płaskodenni, przewidywalni i nudni. Czytając ma się wrażenie, że wiemy kto jaki jest. Rozumiem zachowanie Tao bo wiem jaki jest, tak samo Krisa , ojca itp... Stworzyłaś ich fajne portrety psychologiczne. Są one naprawdę pełne i dość konstruktywne. Jednak, mimo, że wiemy jacy bohaterowie są to robią coś co nas zaskakuje. Ale to zaskoczenie w sumie nie obiega znacząco od ich charakteru. Po tym jak przeczytamy i przeanalizujemy pomyślimy " Cholera! No tak cały..." . Są też jednak pewne zmiany, pewne myśli, które znacząco odbiegają od ich charakterów. I to nie jest wada! takie zaskoczenie jest cholernie fajne bo ma się wrażenie, że coś więcej poza fabułą zaczyna się dziać. To tak jakby każdy z uczestników opowiadania był osobnym rozdziałem, który można czytać i się nim zaskakiwać. Bohaterowie - rozdziały w rozdziale należącym do opowiadania. Ja to tak widzę. I mimo, że wcześniej już kilka razy zarzucałem ci przesadny ( moim zdaniem) sadyzm i masochizm bohaterów to teraz sądzę, że to co napisałaś i jak ich kreowałaś w poprzednich rozdziałach jest słuszny. Bo to pozwoliło nam ich niejako poznać, wyrobić sobie o nich zdanie.Mam nadzieje, że wiesz o czym mówię. I mimo, że nadal nie jestem zwolennikiem zbytnio masochizmu i sadyzmu w charakterach i uczuciach bohaterów to jednak w tym i poprzednim rozdziale bardzo fajnie to rozegrałaś. Szczerze mówiąc sceny sexu są mi obojętne... zależy mi bardziej na treści opowiadania ponieważ interesuje mnie historia sama w sobie. Ale jednak nie mówie im nie bo to czysta konieczność i w pełni to rozumiem i popieram.
    Z innej beczki. Czytałem twoje poprzednie ( jeszcze raz czytałem) opowiadania i musze ci powiedzieć, że twój styl pisania...wiadomo, że się poprawił! Ale on hmmm wydoroślał. Stał się bardziej dorosły, odpowiedzialny, górnolotny. Troche bardziej rozwinięty i skomplikowany. Co uwielbiam. Tekst ma być trudny, przeplatany, rozwinięty. A nie nudne siuśki...Lepiej mi się takie coś czyta.
    Co do komentarzy wypowiem się o nich ale w inny sposób. Inni widzą pisanie komentów jako obowiązek, zapłatę itp itp. W sumie też to widziałem. Zacząłem je pisać dzięki tobie. I tu i na innych blog teraz piszę je pod każdym przeczytanym postem. I to twoja zasługa. Jednak od pewnego czasu zauważyłem, że to nie jest już dla mnie obowiązek bo " tak trzeba" lub " tak się powinno robić" tylko przyjemność. Fajnie jest wyrazić swoje zdanie na temat rozdziału, opowiadania, twórczości lub decyzji autora. Mnie od pewnego momentu zaczęło sprawiać ogromną przyjemność. I może się zdarzyć tak, że od tych malutki komentów, które sprawiają mi przyjemność zacznę pisać opowiadania i również będę mógł czerpać z tego jeszcze większą przyjemność. Miło jest wiedzieć, że ktoś ( w tym głównie autor) je czyta i rozważa i czasem sobie nimi pomaga. W każdym razie bardzo ci za to dziękuję. No i co jeszcze napisać? Dzięki za kolejny rozdział i udanej pracy nad następnym!
    Zero_

    OdpowiedzUsuń
  10. Przeczytałam wszystkie 11 rozdziałów niemal ciągiem! Dziewczyno piszesz naprawdę genialnie, bo wciągnęło mnie od razu - mimo,że nigdy nie myślałam, że można tak wykreować TAORIS. Co dziwniejsze ta cała pokręcona relacja miedzy Wu Fanem i Zitao dziwnie mi się podoba,ale z drugiej strony jest czasem niepojęta. Co najbardziej mi sie podoba to to,że inni bohaterowie też sa rozbudowanie i nie skupiasz się tylko na trzech osobach, czy na samym Tao i Krisie. Jestem ciekawa też relacji Mike'a i naszego detektywa, czy kim tam ten facet jest. Wydaje mi się że koniec końców będą ze sobą.. Ale to tylko moje domysły. Jestem bardzo ciekawa też jak to wszystko się dalej potoczy,bo jest tyle rzeczy,które jeszcze stoją pod znakiem zapytania. Życzę weny, weny i czasu na pisanie! Na pewno będę tutaj teraz wpadać :)
    Pozdrawiam,
    Lan Meigui
    [kolor-zycia.blogspot.com]

    OdpowiedzUsuń
  11. bardzo fajny rozdział.
    Moniaa

    OdpowiedzUsuń