środa, 11 września 2013

Dangerous - Rozdział 9.


Witajcie. 
Dziękuję oczywiście za Wasze "poparcie" na fejsbuku :)) ale...
Nie poganiajcie mnie proszę. Doskonale widzę, ile mam lajków. Doskonale wiem, do czego się zobowiązałam, w tym przypadku do nowego parta. I nie potrzebuję Waszych dodatkowych dopingów, że czekacie na rozdział. To szczerze mówiąc wkurza - możecie się obrażać, proszę bardzo - i nie tylko jest moje takie zdanie, jak i innych autorek :) Szczególnie jeśli w poganianiu jesteście dobrzy, a w napisaniu jak podobał Wam się rozdział - albo wręcz przeciwnie, nie podobał, to tu już chętnych nie ma. 

Co do nowego opowiadania i Dangerous wypowiedziałam się pod komentarzem jednej z czytelniczek, więc tutaj się powtarzać nie będę :))

Kolejny rozdział, nie pojawi się prędko. Już wyjaśniam dlaczego. 
Mam poprawkę niebawem i powinnam się uczyć ;_;
Dodatkowo przeprowadzka do Szczecina i zadomowienie się w nowym mieszkanku.
Chyba, że mnie czymś zaskoczycie... wtedy, czemu nie, zagospodaruję nieco czasu dla Was i kolejnego parta ^^

Pozdrawiam, miłego czytania i kolejnych opinii :P



           Poranek nie był jednym z tych, które by wspominał z jakąkolwiek radością i uwielbieniem, ciesząc się, że pierwsze promienie słońca, wpadają do sypialni. Zamiast tego przeklął siarczyście i zakrył się po czubek głowy kołdrą. W skroniach czuł tępy ból, pulsujący raz za razem, mając wrażenie, że ten nasila się, gdy tylko głośniej odetchnie. Jęknął obolały, nie czując swojego ciała. A przecież nie robił nic w nocy, co nadszarpnęło by jego sprawność. Chyba. Tak, to było idealnie słowo, biorąc po uwagę, że nie pamiętał zbyt wiele z poprzedniego wieczoru.
            Z zamkniętymi oczyma przewrócił się na brzuch i niepewnym ruchem wysunął czubek nosa poza kołdrę, próbując przyzwyczaić oczy do jasności. Ból głowy był niewyobrażalny, jakby dostał czymś ciężkim. Teraz musiał zlokalizować gdzie  się znajduje, w czyim łóżku przyszło mu spać i dlaczego właściwie się tutaj znalazł, a nie w swoim pokoju. Powoli podniósł swoje ciało do pionu, zaglądając pod pościel. Był ubrany, co prawda tylko w bokserki i koszulkę, więc żadne nocne igraszki nie wchodziły w grę. Jęknął i jedynym o czym marzył, to ponownie legnąć się na tym miękkim łóżku i zasnąć. Jednak resztki poczucia przyzwoitości powstrzymały go przed tym, uważając, że aż nadto nadwyrężył gościnność swojego… wybawcy? Albo oprawcy, bo i taka możliwość wchodziła w grę.
            Nagły poryw mdłości spowodował, że nie miał czasu zastanawiać się kto tak właściwie go przygarnął na noc i wyskoczył z łóżka, doskakując – na chybił, trafił – do pierwszych drzwi, jakie znajdowały się z pobliżu. Na całe szczęście trafił do łazienki i tam mógł dać upust swojej małej słabostce. Niemal wykończony, uwiesił się bez sił na umywalce i przepłukał usta, patrząc z odrazą na swoje odbicie  w lustrze. Nie przedstawiało ono jednak Zitao, a jego zniekształconą postać, która resztkami sił, trzymała się na tym świecie. I zdawał sobie sprawę, że to nie tylko wina alkoholu, choć i on pewnie grał jedną z kluczowych ról w tym całym zamieszaniu.
            Pomyślał, że skoro już „ochrzcił” toaletę właściciela, to teraz warto byłoby go poznać. Tęsknie spojrzał na prysznic, besztając się jednak i wychodząc z łazienki. Zerknął również na swój strój, machnął jednak na niego ręką, stwierdzając, że ten „ktoś” bardziej zwróci uwagę na wygląd jego umęczonej i skacowanej twarzy, aniżeli na bieliznę. Sam w sumie też się nie pozbył garnituru. Bynajmniej tego nie pamiętał. Zresztą, niewiele rzeczy pamiętał.
            Ruszył do kolejnych drzwi – ciesząc się, że nie celował w nie, ponieważ wizja jego wymiotującego u kogoś, dajmy na przykład w salonie, nie napawała go większą radością – i niepewnie je otworzył, próbując udawać, że jednak nic się nie wydarzyło.
            Widok Krisa, spokojnie siedzącego nieopodal niego, czytającego gazetę i podgryzającego tosta, zbił go z tropu. Zmarszczył brwi i zaskoczony zamknął ponownie za sobą drzwi, oddzielające sypialnię od głównego pokoju. Dopiero po usłyszeniu parsknięcia blondyna, postanowił wejść do salonu jeszcze raz, udając, że sytuacja sprzed chwili nie miała miejsca.
            - Dzień dobry – powiedział przesyconym ironią głosem Kris, wgryzając się w śniadanie.
            Zitao zacisnął wargi widząc jedzenie i powstrzymując się od kolejnego maratonu do łazienki.
            - Nie wiem, czy dobry – odparł, w dalszym ciągu trzymając się na uboczu.
            - Dla ciebie na pewno nie – mruknął zadowolony, po czym spojrzał krytycznie na bruneta – Wyglądasz jak gówno – skwitował bezlitośnie.
            - Dzięki – bąknął spłoszony, wiedząc, ze zapewne ma rację. Tylko po co te brutalne słowa?
            - Siadaj – wskazał mu miejsce naprzeciwko siebie i obserwował jak chłopak niechętnie zajmuje miejsce.
            - Ehmm… - zaczął Zitao - … mogę najpierw prysznic wziąć? Śmierdzę – stwierdził.
            - Nie zaprzeczę – ta sytuacja coraz bardziej go bawiła, jak i komiczność zachowania Zitao, który nie wiedział co ze sobą począć – Ale skoro skorzystałeś już z mojej toalety, trzeba było się nie krępować i prysznic zająć, albo wannę – zgryźliwie dopowiedział Kris.
            - Bawi cię to – bardziej stwierdził, niż zapytał.
            - Ogromnie – zadowolony odpowiedział blondyn. 
            Nie odpowiedział, ruszył z powrotem do sypialni. Gdy się uporządkuje, będzie mógł pytać. Byle tylko otrzymał satysfakcjonującą odpowiedź.
            Kris prychnął pod nosem. Widok Zitao naprawdę poprawił mu humor, a jeszcze bardziej fakt, że mógłby powiedzieć chłopakowi wszystko, a ten pewnie by w to uwierzył. Spokojnie dokończył swoje śniadanie, z radością czytając poranną gazetę. Seo In Guk wyśmienicie się spisał.
Zaraz po położeniu bruneta do  łóżka, nie omieszkał wysłać swojemu pomocnikowi zdjęć, jakie zrobił matce Zitao. Nie spodziewał się jednak, że zdjęcia pojawią się tak szybko. Hieny tylko czekały na news i dostały naprawdę smakowity kąsek, w postaci zdjęć, na których kobieta niemal szczytuje. Artykuł był doprawdy zabawny i wysłany do kilku pomniejszych magazynów. Nie mógł sobie odmówić tej przyjemności i z samego rana odpalił komputer, by tam również poszukać swojej informacji. Tak jak się spodziewał, Internet przepełniony był jego zdjęciami i  spekulacjami. Zitao pewnie się zdziwi, kiedy wróci do domu. Sam nie zamierzał mu o tym wspominać.
Zrobił pierwszy krok. Rzucił mały kamyczek na ogromną górę, z której powstanie w niedługim czasie potężna lawina, niszcząca wszystko dookoła. Już nie było odwrotu. Musiał to wszystko zakończyć.
- Widzę, że zupełnie się nie krępowałeś – mruknął Kris, gdy Zitao wparował do salonu.
- Pożyczyłem kilka rzeczy i czystą bieliznę – powiedział spokojnie i usiadł naprzeciwko blondyna – Swoją drogą, jesteś niesamowicie uporządkowany – skrzywił się – Żeby skarpetki składać w kostkę?
- Jestem schludny.
- Pedantyczny – skwitował – Dobra – przerwał nijaki temat – Powiesz mi jak się tutaj znalazłem? – zapytał z determinacją.
- Hmm… - Kris uśmiechnął się - … jak to było? – zamyślił się – Weź mnie. Chcę do ciebie. Pocałujesz mnie? – próbował udawać pijacki głos Zitao. Chłopak nachmurzył się i zagryzł wargi.
- Mówiłem coś takiego? – mruknął.
- Bardziej jęczałeś – uściślił Kris.
- Ahaa… - nie wiedział co powiedzieć. Ośmieszył się tylko przed nim – I my…? 
- Nie zamierzałem cię gwałcić, kiedy nie ogarniałeś – stwierdził zimno, jakby to była oczywista sprawa – Natomiast teraz, też bym cię nie ruszył, bo jesteś zbyt skacowany. Powiedz mi, pamiętasz cokolwiek?
- Nie, trochę przegiąłem z… alkoholem – dodał po chwili zamyślenia.
- Alkoholem? – parsknął – Dobre sobie. Nie toleruję narkotyków. Chcesz ze mną spać, masz przestać brać to ścierwo – powiedział poważnie.
- Będę robił co chcę – warknął.
- Mówiłem ci, że nie będziesz mógł. To tylko dla twojego dobra. Podziękujesz mi za to kiedyś.
- Od kiedy martwisz się mną? – sarkastycznie spytał.
- Nie martwię, ale wolę cię schlanego, niż zaćpanego – skwitował blondyn.
- A jak będę chciał zrezygnować? Nic się jeszcze nie zdarzyło – zagroził.
- Ale chcesz by się zdarzyło, to wystarczy. Nie zrezygnujesz – był pewien swoich słów.
- Tak myślisz? – uśmiechnął się – Pójdę już – zadecydował wstając – Dzięki za przenocowanie.
- Jeśli myślisz, że udawany foch coś ci da… - zawiesił głos na moment - … to się mylisz – uśmiechnął się szczerze – Sam do mnie przyjdziesz, prędzej czy później. I wtedy się nie będę hamował – zastrzegł – Bez względu na to, czy będziesz świadomy czy nie. Weź to pod uwagę. Wobec tego… do zobaczenia niebawem.
- Niesamowicie się przestraszyłem – prychnął wstając od stołu – Do zobaczenia, panie doktorze – mruknął i wyszedł z mieszkania.

~**~

Mimo, że nie zwracał większej uwagi na to, co inni o nim myślą, to i tak było mu niesamowicie wstyd. Zachował się jak dzieciak i do tego Kris pewnie uważa go za małego ćpuna. Akurat tym w najmniejszym stopniu się przejmował, bo przecież to kontrolował, prawda? Wiedział na ile może sobie pozwolić i tylko czasami pozwalał sobie na  pofolgowanie. Tak było tym razem i mógł śmiało stwierdzić, że to po części wina właśnie Krisa, który tak bardzo zestresował go swoim nagłym przybyciem, że chcąc nie chcąc, musiał się rozluźnić. A że efekty wyszły, jakie wyszły. No cóż, nie wszystko można przewidzieć.
Skrzywił się widząc samochód ojca na podjeździe. Był pewien, że ten będzie w pracy. Miał zamiar przemknąć się niezauważenie do swojego pokoju i tam odchorowywać ogromnego kaca. Słońce nadal go oślepiało i czuł mdłości. Liczył również na to, że ten nie będzie na niego zły. Dzisiaj nie wytrzymałby wybuchu złości, był zbyt osłabiony.
Gdy tylko wszedł do domu, uderzył w niego bałagan w korytarzu i stłumione krzyki dochodzące z salonu. Zaniepokoił się tym bardziej, że to matka krzyczała. Płacz tylko utwierdził go w przekonaniu, że coś musi się dziać. Zdenerwowany od razu ruszył do pomieszczenia, w którym faktycznie zastał rodziców. W jakże nietypowej sytuacji, ponieważ to on był zwykle zabawką, na której ojciec się wyżywał.
Bałagan akurat  był nieistotną rzeczą, na którą nie zwrócił najmniejszej uwagi. Interesowała go scena, która rozgrywała się przed nim.
- Przyszedł twój bachor – wrzasnął ojciec, ze wściekłością odwracając się w stronę Zitao – No synu, widocznie po matce masz to zamiłowanie do skandali w byle gazecie – krzyknął rozeźlony.
Pokonał kilka kroków, jakie dzieliły go od żony i złapał ją brutalnie za włosy, pociągając na ziemię. Do tej pory siedziała na kanapie i spokojnym wzrokiem obserwowała furię męża, który ograniczał się póki co do słów. Krzyknęła rozpaczliwie.
- Nie masz prawa mnie bić! – wrzasnęła piskliwie, próbując się wyrwać, co przyniosło odwrotny efekt od oczekiwanego. Straciła tylko sporą część włosów.
- Ty dziwko! Nie mam? Nie mam?! – wrzeszczał, wymachując jej gazetą przed nosem.
            Zitao zakrył sobie uszy dłońmi. Hałas nie sprzyjał jego regeneracji. Odczuwał jednak chorą satysfakcję, z tego, że to nie on jest tym razem atakowany. Pierwszy raz widział coś takiego, ojciec nigdy nie podniósł ręki na jego matkę. Krzyczał, wrzeszczał, wiedział, że go zdradza… ale nigdy nie uderzył.
            - Może ktoś mi wytłumaczyć co się dzieje? – zapytał spokojnie, obojętnym tonem. Jakby widok klęczącej kobiety nie robił na nim wrażenia.
            - Twoja mamusia postanowiła zabawiać się w kurwę na wczorajszym bankiecie. Zdjęcia tego jak dochodzi, są już wszędzie – wyjaśnił niecierpliwie.
            - Ohh… - powiedział jedynie, opierając się o ścianę i oczekując rozwinięcia przedstawienia.
            - Nie mogłaś się powstrzymać? Dlaczego zawsze mnie rujnujecie? Kurwa, dlaczego?! – niemal wyjęczał, zbliżając się do kobiety na odległość twarzy i prawie plując jej w twarz – Niedługo wybory! Chcesz dalej pławić się w bogactwie, szmato?! Chcesz?
            Zitao rozpoznał po głosie ojca, że ten już ledwo panuje nad swoimi emocjami. Tak dobrze już zdążył rozpoznać reakcje ojca, gdy ten był w furii.
            - Zniszczę cię! – krzyknęła kobieta i wyrwała się z uścisku męża, przytulając się do kanapy.
            Mężczyzna prychnął i zaśmiał się głośno. Głos przepełniony był szaleństwem.
            - Czym? W jaki sposób? – wytarł nieistniejącą łezkę rozbawienia – Nie rozumiecie, że jesteście uzależnieni ode mnie? – szepnął i dobrotliwie zbliżył się do kobiety, kucając przy niej i dotykając delikatnie twarzy.
            Zitao wiedział co teraz się stanie.
            - Jesteście moją własnością – wrzasnął mężczyzna i z otwartej dłoni uderzył kobietę w policzek – Moją! – warknął, wstając i zadając tym razem kopniaka.
            To było dziwne uczucie, tylko się przypatrywać. Zwykle to on był w samym centrum wydarzeń. Nie chciał więcej na to patrzeć. Cicho wycofał się do hallu, by zniknąć w swoim pokoju. Na odchodnym spojrzał jeszcze na matkę, której twarz wykrzywiona w bólu, patrzyła wprost na niego. Jakby mógł coś zrobić. Jakby chciał coś zrobić. Po co? Sam wiele razy to przechodził  i nigdy nie otrzymał od niej pomocy. Zawsze tylko milczenie i późniejsze pretensje, że to jego wina. Że z ojcem trzeba uważać. Nawet jej nie współczuł, musiała zasłużyć na takie traktowanie.
            Wiedział także co stanie się po wyładowaniu złości ojca. Ten jakby obudzi się z amoku i stanie się czułym człowiekiem. Ułoży matkę w sypialni, pewnie ją opatrzy. Powie, że wszystkich nas kocha i robi to dla naszego dobra. Że się tylko troszczy o przyszłość, by niczego nie zabrakło w tym szczęśliwym domu. Znał na pamięć te wszystkie zawodzące zdania. I nigdy nie wierzył. Mógł być pewien, że matka z odrazą będzie na niego patrzeć, z nienawiścią. Co go to jednak interesowało. Cieszył się, że to nie on był pod ostrzałem. Chociaż nieco mu brakowało tego oczyszczenia. Tak to nazywał. Dawno nie cierpiał. Z rozbawieniem stwierdził, że mu tego brakuje.
            Sięgnął od razu po laptopa. Chciał wiedzieć co matka zrobiła. Wstukał w wyszukiwarkę odpowiednie słowa. Ekran zalały mu zdjęcia i artykuły wczorajszego bankietu. Kliknął na pierwszą lepszą stronę, wiedząc, że treść i tak będzie się powtarzać. Parsknął cicho ze śmiechu, widząc zdjęcia. Widok jego matki w trakcie intymnej sytuacji i to zapewne nie z jego ojcem, naprawdę go rozbawił. Nie mogła się powstrzymać, nawet na przyjęciu, tuż pod nosem ojca, dorabiała mu rogi. Ciekaw był kogo wybrała. Jakiegoś starego pryka czy wręcz przeciwnie, nastoletniego syna któregoś z obecnych gości.
            Wyłączył komputer i położył się na łóżku. Sprawa nie interesowała go w aż tak wielkim stopniu. On i jego matka, a nawet ojciec, każdy miał oddzielne życia. Byli związani tylko wspólnym kontem bankowym i więzami krwi. Póki co myślał tylko o tym, by się porządnie wyspać. Miał już dość bólu głowy. Organizm potrzebował odpoczynku.

~**~

            - Witam ponownie, panie Krisie – odezwał się od progu Seo In Guk, czekając aż zostanie wpuszczony do środka.
            - Dzień dobry – Kris skinął lekko głową, zapraszając gościa i samemu siadając na kanapie – Szybko się uwinąłeś z tą sprawą. Cieszę się – pochwalił mężczyznę.
            - Przyniosłem resztę zdjęć dotyczących pani Huang – zignorował pochwały i od razu przeszedł do sedna sprawy – Jak i wczorajsze zdjęcia Zitao – podał mu kopertę – Jaki mamy plan na dalsze działania?
            - Postaraj się, by jutro wyszła informacja co do tego, jak synek bawił się na bankiecie – odpowiedział zdawkowo, zajmując się fotografiami – Co mamy na tą kobietę? Póki co nią chciałbym się zająć głębiej.
            - Przejrzał pan informacje? – zapytał In Guk.
            - Właśnie. Pani Huang bierze udział w dość wielu akcjach charytatywnych. Uderzmy w coś mało istotnego, jednak powodującego, że część ludzi się od niej odwróci. Ot, mała plotka. Zauważyłem jej zdjęcie w futrze. To była jakaś gala. A jak wynika z informacji, jest zagorzałą panią ekolog i przeciwniczką zabijania zwierząt. Rzuć prasie te ochłapy, będą wiedzieć co z tym zrobić – tłumaczył spokojnie – Informacje o Huangu? – w końcu podniósł wzrok na Seo In Guka.
            - W trakcie. Dokopałem się do incydentów łapówkowych. Chodzi mianowicie o nowo otwarte centrum handlowe. Przyjrzę się tej sprawie dokładniej.
            - Rozumiem – skinął głową.
            - A chłopak? – zapytał mężczyzna.
            - Hmm… chciałbym zamontować kilka kamer u siebie w sypialni. Poradzisz sobie z tym? I jak na razie będziemy bawić się w ujawnianie brudnych sekretów rodziny Huang. Popytam Zitao, być może coś mi o sobie powie – wzruszył ramionami – I obserwuj starego Huanga. Może i ten dorobił się jakiegoś romansu na boku? Bo nie wierze, by tylko żonka bawiła się w takie rzeczy.
            - Oczywiście – pokiwał w zrozumieniu głową – Po jutrzejszej akcji, coś robimy w najbliższym czasie?
            - Poczekamy kolejny tydzień, by za bardzo nie wzbudzać podejrzeń. Wysyłałeś odpowiednio zaadresowane koperty?
            - Tak, pseudonim Yi. Tak wszystko będzie oznaczone – przytaknął.
            - Świetnie. No cóż, to chyba wszystko na dziś – Kris podniósł się do góry, sygnalizując, że rozmowa właśnie została zakończona.
            - Do usłyszenia – Seo In Guk oficjalnie podał rękę swojemu pracodawcy.

~**~

            Usłyszał tylko pisk radości i szczerze mówiąc, przeląkł się. W tym domu wybuchy szczęścia zdarzały się niezwykle rzadko, znacznie częściej były to kłótnie, zwodzenia i płacz. Oderwał się od książek i nasłuchiwał, aby w odpowiednim momencie wkroczyć do akcji, a ściślej biorąc pokoju matki. Kobieta była nieobliczalna, jej nastrój był istną huśtawką, z która nie potrafił sobie poradzić. Kolejnym odgłosem był trzask. Pomyślał tylko o jednym i rzucił się do drzwi, chcąc jak najszybciej znaleźć się w sypialni rodzicielki.
            Zastał ją tam rozanieloną, z radością, ale i szaleństwem – jak zdążył zauważyć – wpatrującą się w syna.
            - Mówiłam ci! – pisnęła jak mała dziewczynka, dostająca kolejny zbędny prezent.
            - Że wróci – szepnął cicho Kris, zaciskając pięści – Nie pozwalam ci! – powiedział głośno do matki, stanowczym tonem.
            Kobieta spojrzała na niego jak na wariata, po czym machnęła ręką, bagatelizując rozkaz syna. Jej wzrok jednak stał się maniakalny, z zaciętością przekopywała swoją szafę.
            - Nie mam się w co ubrać – westchnęła zrezygnowana, siadając na dywanie, obok rozrzuconej sterty ubrań.
            Kris nawet się nie poruszył. Tylko z rozpaczą obserwował matkę w stanie, o którym zdążył już zapomnieć i do którego nie chciał wracać. Nie miał sił ponownie przez to przechodzić. Był zbyt młody, a jego barki zbyt obciążone, nie jego problemem.
            - Nie idź tam, proszę – teraz już nie groźbą, a błaganiem próbował zmusić matkę do pozostania w domu.
            - Kochanie, nie martw się – zaszczebiotała – Teraz wszystko się ułoży – rozmarzyła się – Będziemy razem. Wszyscy razem – dodała z mocą i determinacją, o którą by jej nie postrzegał.
            - Wiesz, że nie – stwierdził rozpaczliwie – Dobrze, wiesz, że znowu potraktuje cię jak szmatę i zostawi. Zastanów się – jęknął.
            - On mnie kocha – powiedziała z przekonaniem – Nie zostawi mnie.
            - To dlaczego raz to zrobił? Co? – z trudem powstrzymywał gniew.
            - Bo… bo… - kobieta zacięła się i spojrzała na syna pustym wzrokiem.
            - Mamo – zaczął, wiedząc, że kobieta nadal żyje złudzeniami. Terapia niewiele dała, ten skurwysyn mógł się nie odzywać, wtedy byłoby z nią dobrze – Nie czujesz się dobrze. Widzę, że jesteś zmęczona. Położysz się? Spać? – zapytał, z nadzieją, że kobieta posłucha.
            - Nie chcę spać – stwierdziła prostodusznie – Chcę się spotkać z Markiem. On na mnie czeka. Przyjechał specjalnie dla mnie z Chin. Wiesz, jest bardzo zajętym człowiekiem. Ciągłe wyjazdy i spotkania.
            - Ma żonę – wtrącił sucho.
            - On… on – już wiedział, że jego matka odleciała. Że nie wie pewnie jaki był dzień tygodnia, miesiąca. Teraz żyła ułudą swojego dawnego życia -… on jej nie kocha – powiedziała z mocą – Ona go nie rozumie. Są ze sobą tylko dlatego, że on na z nią dziecko i że on jest ważną osobistością w Chinach. To dlatego – wyglądała teraz tak, jakby miała się rozpłakać.
            Miał dość tych pokrętnych tłumaczeń i zbolałego widoku matki. Nawet nie wiedział, czy mówi prawdę, czy tylko to sobie wymyśliła.
            - On nie przyjedzie. Wymyśliłaś to sobie – powiedział łagodnie, mimo że miał ochotę nakrzyczeć na kobietę.
            - Wcale nie-ee – odparła niepewnie, zagubiona patrząc na syna, to przenosząc wzrok na kupkę ciuchów – Przyjedzie? – nawet nie stwierdziła, tylko zapytała, jakby sama szukała odpowiedzi.
            Podszedł do matki i usiadł obok niej, tuląc do siebie.
            - Nie przyjedzie – powiedział spokojnie – Już tu nie wróci. Jest zajęty – nic innego nie przyszło mu do głowy. Nie potrzebował histerii, kiedy by powiedział, że ją rzucił.
            - Zajęty? – zapytała zawiedziona i wygodniej oparła się na piersi syna.
            - Bardzo. Sama wiesz, konferencje, spotkania – powtórzył jej słowa.
            - Tak, tak – kobieta uwolniła się z uścisku i wstała, przywołując na twarz uśmiech – Spodoba ci się, nie mogę się doczekać, kiedy go poznasz – zaśmiała się radośnie – Jest taki uroczy – ponownie rozmarzyła się i ze zdziwieniem spojrzała na porozrzucane ubrania.
            - Robiłaś porządki – wyjaśnił Kris – Pomagałem ci. Może upieczemy ciasto? – zaproponował – Później skończymy segregować, dobrze?
            - Z owocami i bitą śmietaną? Takie jak lubisz? – pogłaskała syna po głowie – Jak tam w szkole? – zagadnęła – Muszę iść na wywiadówkę. Nie lubię twojej wychowawczyni – zacmokała i ruszyła do kuchni.

            Odetchnął z ulgą, czując się niewyobrażalnie zmęczony tą rozmową. Cieszył się jednak, że wszystko rozeszło się po kościach i matka nie wpadła w histerię. Musiał bardziej pilnować, by brała leki. Nie potrafił wytłumaczyć, skąd znowu przypomniała sobie o Huangu. To, że zaczął pierwszy rok studiów, nie było ważne. Jego matka miała swój własny świat. Czuł się samotny. Nie miał do niego wstępu. Zresztą, nie wiedział, czy koniecznie chciał w nim uczestniczyć. 



Poprawka nr.1 
Pomożecie mi wygrać, płytę. Mogę Was o to poprosić? :)
Komentarz pierwszy/ Justyna Wypiorczyk 
Dziękuję <3

15 komentarzy:

  1. Z każdym kolejnym rozdziałem coś nowego odkrywam, coś mnie zaskakuje. Bardzo lubię to opowiadanie, mam nadzieję, że komentujący wezmą się w garść i zaczną skrobać co nieco (tak, jak ja ;_;).
    Pozdrawiam i weny!

    OdpowiedzUsuń
  2. Rozdział genialny. Zresztą co już ci pisałem jak zwykle. Piszesz doprawdy genialnie. Aż nie mogę się doczekać co się dalej stanie. Jeśli mam być szczery to...nie spodziewałem się rozdziału....Myslałem, że będzie w niedzielę ( jak szczęście dopisze) lub w poniedziałek. Tak więc dziękuję. Jeśli chodzi o uwagi..prawie ich nie mam...ale tylko prawie :) Właściwie to nie jest uwaga a taka sugestia po części trochę sama się do niej dostosowałaś ale i tak napiszę... Nie popadaj w skrajność z emocjami i uczuciami Tao ok? Nie zrób poprostu z niego masochisty z objawami psychopatycznymi i SM w jednym :) To by było trochę hmm...ciężkie do zgryzienia xD
    Powodzenia na poprawce, w Szczecinie i przy pisaniu kolejnego parta :)
    Zero_

    OdpowiedzUsuń
  3. Biorę się w garść, bo muszę to napisać...
    Jesteś cuudowna !! :] Nie wiem jak to robisz, ale twoje każde opowiadanie jest tak cholernie dobre i ciekawe... Kocham twój styl pisania i w ogóle <33
    Nie mogę się doczekać kolejnego rozdziału.
    Weny życzę :)

    P.S. Jestem ogromną fanką TaoRis i czekam na TĄ scenę z ich udziałem ^^
    + nie jestem tak dobra jak Ty w pisaniu opowiadanek, ale próbuję i zapraszam do siebie "u" http://ourdreamfanfics.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  4. omo. zaskakujesz. ogromnie. C; czekałam,no i się doczekałam, do tego dodałaś rozdział wcześniej.co z tymi ludźmi, czemu nie komentują? ja rozumiem, jakieś badziewie to nawet nie ma sensu, ale to opo jest genialne, jest jak mini-książka, wszystko jest a swoim miejscu. a teraz do rzeczy. Kris - taki biedny, jego matka, która przez chorobę nie mogła go nawet wesprzeć, to ciągłe uczucie zemsty w nim i jeszcze jedna rzecz mi się rzuciła w oczy, pedantyczność - psychopata? -sorry za to skojarzenie, ale naprawdę tak mi się skojarzyło, za dużo filmów i książek o psychopatach. tymczasem Tao jest... jeju też biedny, wiem takie ostre mam przemyślenia, że hohoho. jego ojciec jest okropny, jego mata wcale nie lepsza i obojętne mi czy mąż ja bije czy nie. Tao i Kris mieli przesrane i dalej mają, choć właściwie Kris, już raczej tylko ma zrypane dzieciństwo i przez tez coś mu na psychę siadło. przepraszam po raz kolejny za te bezsensy, ale jakoś nie mogę zebrać myśli.to teraz grzecznie poczekam sobie na next, a tobie weny. hwaiting!

    OdpowiedzUsuń
  5. Hm.... czyli Kris i jego nastawienie związane jest z niejaką zemstą, ponieważ stan jego matki to wina "Kochanego" Pana Huang ? Rodzinne intrygi, zdrady aww.. uwielbiam, szkoda tylko że często cierpią na tym niewinne osoby. Teraz jestem zadowolona, w małym odstępie czasu dostała dwa godne uwagi rozdziały, za co dziękuje ;)nie wiem czemu, ale zaczynam lubić jad w głosie i czynach Tao no i nawet w pewnym stopniu szkoda mi jego matki, bo ile można robić dobrą minę do złej gry ? bogactwo nie da wszystkiego, a nawet może przysporzyć wiele kłopotów.

    Przeprowadzka powiadasz ? tylko się nie zgub tam po drodze, byłoby szkoda :D

    ~PAndra

    OdpowiedzUsuń
  6. Dopiero co skończyłam czytać 'Bo każdy potrzebuje miłości' a ty już dodajesz nowy rozdział. <3
    Biedny Kris... Rozumiem, że chce sie zemścić na ojcu Tao, ale samego chłopaka mógłby oszczędzić. Chociaż pewnie z tej ich znajomości wyjdą niezłe rzeczy. Młody Huang.. Chyba przestanie ćpać, bo Kris xD Taa pragną sie a jak xDDD Wybacz głupoty piszę, ale późno jest i sie naczekałam na ten chapter.
    Także, dziękuję i weny życzę!

    OdpowiedzUsuń
  7. Więc tak... Ekhem .//////////.
    Zdecydowałam, że dzisiaj pierwszy raz skomentuję Twojego bloga ^^ Kiedyś pokazała mi go pewna dziewczyna, a że akurat miałam fazę na Taorisa to zostałam i absolutnie nie żałuję tej decyzji ^o^
    "Dangerous" czytam od samego początku jego istnienia. Za każdym razem, jak widziałam rozdział to brałam się za czytanie. Serio, frajer ze mnie, że dopiero teraz postanowiłam dać w jakiś sposób o sobie znać :/ No ale nieważne ^^" Mam nadzieję, że mi to wybaczysz :P

    No dobrze, więc teraz przejdę do rozdziału ^_^
    W sumie dobrze, że Kris nie przespał się z nim, chociaż przyznam się, że bardzo interesuje mnie ich pierwszy stosunek, którego na prawdę nie mogę się już doczekać D: Z tego, co mówią między sobą wychodzi na to, że delikatnie nie będzie, a przyznam się, że jestem skrytą fanką Sado-maso i najnormalniej w świecie chcę, żeby poszli już się pieprzyć ( bo mam wrażenie, że inaczej nie można tego ująć .___." )

    W ogóle to bardzo współczuję Tao, ma trudne życie. Mimo iż ma kasę to i tak nie będzie szczęśliwy. Tymi wszystkimi skandalami, które wywołuje chce zwrócić na siebie uwagę innych, której nie dostał od rodziców w dzieciństwie.
    Przez chwilę miałam wrażenie, że chłopak wreszcie się złamie i pójdzie pomóc swojej matce. Ale już szybko ta myśl zniknęła. Mimo iż jest to okropna sytuacja to trochę nie dziwię mu się. Jego rodzicielka sobie na to zasłużyła. Nigdy nie pomogła jedynemu dziecku, więc sama zobaczyła, jak to jest. Może następnym razem stanie w obronie dziecka? Chociaż i tak w to wątpię ;/

    Ale tak podsumowując to nie rzucają mi się u Ciebie błędy, jest ciekawie i mimo niekrótkiej długości czyta się to łatwo i szybko, co jest na prawdę ogromnym plusem ^o^

    Pozdrawiam~ :*

    OdpowiedzUsuń
  8. Dziękuję za wstawienie, aż się cieplej robi na serduchu :D Kris rozwala system, wielbię go w tym opku...w ogóle kocham tego fanficka. Rzadko kiedy wciągnie mnie jakiś, ze względu na fabułę, ale ty mnie po prostu oczarowałaś. Jeszcze raz dziękuję i życzę powodzenia z nauką ;)

    OdpowiedzUsuń
  9. Kolejny raz możemy przeczytać, co takiego działo się w życiu Krisa za nim zdecydował się na zemstę. Szczerze mówiąc jak zaczęłam czytać fragment wspomnień, to przez chwile pomyślałam, że Kris i Tao to rodzeństwo! :P A jego matkę po prostu utrzymuje jako kochankę.

    Tao widocznie speszony a to chyba nie jest jego naturalna reakcja... :) Ciekawa jestem, czy poprowadzisz ich znajomość do miłości, czy do tragedii.

    OdpowiedzUsuń
  10. Nie lubię czytać retrospekcji, bo według mnie każda jest dokładnie taka sama, jednak ta tutaj mnie tak niesamowicie wciągnęła, że przeczytałam ją aż 4 razy. Za każdym razem odkrywałam coś, co umknęło mi poprzednio. Nie żebym nie umiała czytać ze zrozumieniem :)
    Rozdział oczywiście podobał mi się. Nie zauważyłam błędów, a na dodatek bardzo dobrze się czytało. Jestem ciekawa jak rozwinie się akcja. Czy Kris zrezygnuje z zemsty? Może zemści się, ale zakocha się w Tao i będą razem? Może alkohol i narkotyki doprowadzą do zguby Tao, nim zrobi to Kris? A co będzie z ojcem Tao? Jestem tak bardzo ciekawa!
    Życzę powodzenia.
    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  11. Łołoł... Szkoda mi Tao tak bardzo. Widać, że jest zagubiony i wrażliwy i skory do zmiany. Sądze, że gdyby zaznał odrobiny ciepła i zrozumienia stałby się zupełnie inny. Szkoda, że Kris tego nie widzi w ten sposób. Nic dziwnego w końcu chce się zemścić. Na myśl Tao w koszuli Krisa umarłam:d Pozdrawiam cię cieplutko i nie mogę doczekać się kolejnego rozdziału!:)

    OdpowiedzUsuń
  12. Właśnie skończyłem czytać ostatnią dodaną część i już z zapartym tchem czekam na kontynuację ^^

    OdpowiedzUsuń
  13. Dokładnie wczoraj zaczęłam czytać Dangerous i wciągnęło mnie na maxa :D Taoris w tym wydaniu jest naprawdę świetny , życzę weny ^^

    OdpowiedzUsuń