sobota, 7 września 2013

Dangerous - Rozdział 8.

Witajcie. 
Rozdział miał się pojawić 16, ale kobieta zmienną jest. 
Chciałam dodać parta dziś... no i się pojawił takowy. 
Dziś znowu trochę poględzę, JEDNAK proszę o przeczytanie tego wstępu :)

1. <klik> informacja do przeczytania, całkowicie utożsamiam się z tym wpisem. Oczekuję od Was opinii, w przeciwnym razie rozdział pojawi się niewiadomokiedy. To naprawdę podcina skrzydła, kiedy liczba osób komentujących ogranicza się do max. 10 osób. Ja rozumiem wszystko, że na telefonie czytacie, że nie umiecie pisać nic konkretnego, że jeszcze to i tamto. Milion wymówek, spoko. Tylko ja odnoszę wrażenie, że to co aktualnie piszę zwyczajnie Wam się nie podoba! A niecałe 10 komentarzy mnie bardzo rozczarowuje, kiedy przy publikowaniu innych opowiadań było ich w granicach 20-30. Skończyć opowiadanie na pewno skończę, ale czy je tutaj wrzucę do końca... tego nie wiem. Ja Wam oddaję cząstkę siebie, doceńcie to chociaż trochę. 
2. <klik> link do nowej, świeżej strony na FB, podlegającej pod bloga. Jeśli dostawaliście się tutaj przez różne yaoicowe grupy na FB, to od kolejnej notki wszelkie ino pojawi się właśnie na tej stronie. Tak więc, zapraszam do polubienia :)
3. AoW link do strony na FB. Trzeci numer już niebawem w sprzedaży, wraz z moim małym wkładem w magazyn ^^

Na sam koniec dziękuję za pamiętanie o mnie. 
Komentarze... patrzeć punkt 2. :D Tam  jest wszystko
Witam nowych, pozdrawiam starych czytelników. 
To koniec moich wywodów. 
Miłego czytania życzę. 
PS. Rozdział oczywiście  nie poprawiony ;_;



            Wszedł do sali i od razu zaczął szukać wzrokiem Krisa. Chociaż łatwiej by było, gdyby znalazł tą napompowaną lalkę, która mu towarzyszyła. Jego pojawienie się na tej nudnej imprezie, nieco zburzyło jego plany. Miał zamiar pójść się gdzieś upić, naćpać i mieć całe zebrane tutaj towarzystwo w głębokim poważaniu. Nie spodziewał się, że Wu Fan może być bogaty w takim stopniu. Nie było potrzeby ukrywać, że ludzie będący uczestnikami tego bankietu, reprezentowali same wyżyny chińskiego światka polityki i wpływów. A do tego były potrzebne pieniądze.
            Zamiast jednak sylwetki blondyna, zauważył ojca, który zachmurzony wpatrywał się w niego, dając znaki, by w trybie natychmiastowym, pojawił się obok niego. Próbował zbagatelizować nieme wezwanie ojca i odwrócił wzrok, udając, że kelner niesamowicie zwrócił jego uwagę. To niestety nie pomogło, gdyż mężczyzna widząc, że jest ignorowany, sam ruszył w stronę syna. Na ucieczkę czasu już nie było, zresztą i tak niewiele by to dało. Zrezygnowany Zitao złapał za kieliszek, gdy jeden z obsługujących przyjęcie, przechodził obok niego i ze stoickim spokojem czekał, aż rodzic podejdzie do niego. Na miłą rozmowę się nie zapowiadało. Widocznie jego ojciec wyczerpał ten minimalny limit przyjaznego nastawienia.
            - Widziałeś swoją matkę? – zaczął na wstępie, łypiąc nieprzyjemnie na chłopaka.
            - Nie – odpowiedział krótko. Wolał nie dopowiadać, że pewnie znalazła sobie kolejnego naiwnego. Mogła chociaż, opanować się i nie robić takich rzeczy na bankiecie, tuż pod nosem ojca – Może wyszła się przewietrzyć? Albo rozmawia z kimś? – rzucił tylko.
            - Gdzie ta dziewczyna? – zainteresował się nagle, szukając Go Ary, jakby schowała się przypadkiem tuż za plecami Zitao.
            - Musiała wrócić do domu, nasz kierowca ją odwiózł – rzucił niedbale, zupełnie nie zainteresowany rozmową z ojcem.
            - Ta dziewczyna jest dla ciebie. Wygląda na inteligentną i silną – powiedział mężczyzna, co zaskoczyło niezmiernie Zitao. Starszy Huang nie wyrażał się dobrze o ludziach. Cóż, musiał zniszczyć jego utopijną bajeczkę.
            - Ale nie dla ciebie i twoich interesów. Nic byś na niej nie zyskał. Jest nikim. Ma tylko wygląd – odparł bezlitośnie, stawiając w złym świetle Go Arę, zupełnie się tym nie przejmując. Zresztą, ona sama wypowiedziała mu dziecinną wojnę.
            - Ahh… - czyżby słyszał zawiedzenie w jego głosie. Chyba niedowierzał, że dziewczyna zrobiła na nim takie wrażenie. I miał ochotę bardziej go zdenerwować, byli w miejscu publicznym, tutaj nie musiał się obawiać ataku.
            - Dziewczyny… - zaczął lekceważącym tonem - … a jakbym ci powiedział, że jestem gejem? Albo bi? – spytał zadziornie, obserwując zmieniający się wyraz twarzy ojca.
            - Gejem? – syknął – Tak sobie możesz mówić, ale i tak ożenisz się z kobietą. Możesz być tego pewien – zastrzegł.
            - Rozplanowałeś całe moje życie. A bachory? Ile? Jak bardzo mam się starać – odparł sarkastycznie.
            - Nie mam zamiaru się teraz z tobą kłócić, nie wyprowadzisz mnie z równowagi – spokojnie powiedział mężczyzna, obojętnie patrząc na syna – Pójdę poszukać twojej matki – spojrzał na kieliszek, który Zitao trzymał w dłoni – Nie przesadzaj, masz trzymać fason.
            - Jak zwykle – odpowiedział chłopak.
            Ojciec odszedł, rozglądając się nieustannie na boki i szukając jego matki. Przeczuwał, że gdy tylko wrócą do domu, znowu poczuje na swojej skórze gniew rodzica. Zbyt przegiął, by nie oberwać. Może i sam sprowokował ojca do działania, no ale cóż, nie mógł stać bezczynnie. I brakowało mu tego fizycznego bólu. Tego by znowu popaść w otępiającą pustkę, tą otchłań, którą sobie utworzył.
            Już przy ojcu musiał trzymać się w karbach i nie wyskoczyć z jakimś dziwnym gestem, czy jeszcze bardziej prowokującym zdaniem. Czuł się coraz lepiej, otępienie minęło i było mu lekko. I muzyka była za cicha. I za poważna. I ludzie ruszali się zbyt ospale. I nie tańczyli. I brakowało mu ścisku spoconych ciał. I jeszcze jednego drinka. Z tym akurat mógł sobie poradzić. Sięgnął po kolejny kieliszek z winem, upijając dość spory łyk. Mruknął zadowolony, przypominając sobie o Krisie. Zaczął się rozglądać po sali. Trudno mu było się skupić, obraz nieco wirował. Wolał się nie ruszać z miejsca, żeby przypadkiem się nie potknąć, albo nie zrobić innej gafy. Odsunął się natomiast jeszcze bardziej na bok, opierając o kolumnę, będąc niemal w cieniu. Lustrował całe towarzystwo, szukając tego jednego charakterystycznego punkciku.

~**~

            Gdy tylko dowiedział się od Zitao, że ten będzie na jakimś tam bankiecie, od razu pomyślał, że musi na nim być. Nie dostał zbyt wiele czasu, na zorganizowanie i zdobycie zaproszenia, wystarczył jednak jeden telefon do Seo In Guka, by ten wszystko załatwił. Dobrze mieć taką drugą rękę, która wypełnia swoje zadania.
            Co do tego, że Zitao już wpadł w jego macki, nie było wątpliwości. Również brunet na niego niesamowicie działał, jednak poczucie i świadomość, że musi się zemścić, zajmowała pierwsze miejsce w jego głowie. Wydawało mu się, że mimo ostrej i grubej skorupy niechęci i pewności siebie, chłopak będzie idealną marionetką, którą z łatwością będzie sterować, jak tylko zapragnie. Nie musiał się nawet w  nim zakochiwać, ważne by czuł pożądanie. To załatwi wszystko. Uzależni go od siebie i studencik będzie gotowy na wszystko.
            Specjalnie pokazał się na przyjęciu z tą pięknością. Nawet nie pamiętał dokładnie jak się nazywa. Amanda, to mu wystarczało. Zadzwonił gdzie trzeba i wynajął towarzystwo na wieczór. Gdy tylko odstawił szopkę z tą dziewczyną, widząc że Zitao jest wyprowadzony z równowagi i wyraźnie zazdrosny, odprawił partnerkę. Teraz wystarczyło nawiązać z chłopakiem nic porozumienia, rozmowy, która doprowadzi do miłego zakończenia wieczoru – miał taką nadzieję.
            Wrócił do środka, po zamówieniu Amandzie taksówki. Przystanął jak wryty, zaciskając pięści. Wiedział, że spotkanie z ojcem Zitao będzie nieuniknione, starał się jednak odwlec je najbardziej jak się dało. Nic dziwnego, że poczuł ogromną wściekłość, a jego jedyną chęcią było rzucenie się na mężczyznę. Musiał naprawdę się opanować, by nie wzbudzić żadnych podejrzeń. Odetchnął głęboko i swobodnym krokiem ruszył w stronę mężczyzny. Szturchnął go przypadkiem ramieniem, po czym przystanął i udał wielce skuszonego.
            - Ochh – jęknął przepraszająco, łapiąc Huanga za ramię, z nieskrywanym żalem – Niezmiernie mi przykro, ta moja nieuwaga – mruknął.
            Ojciec Zitao spojrzał na niego, jak na nic nie znaczącego osobnika.
            - Nic się nie stało. Radę być uważniejszym następnym razem – burknął niechętnie mężczyzna z zamiarem odejścia od natręta.
            - Czy pan jest… - Kris zamyślił się na moment - … Huang Mark – zawołał nagle olśniony, uśmiechając się promiennie – To zaszczyt pana poznać – skłonił się przed nim.
            Mężczyzna uśmiechnął się nikle, poświęcając teraz Krisowi odrobinę uwagi.
            - Przedstawi się pan? – zagadnął łagodnie.
            - Ahh, ta moja nieroztropność – pokręcił głową – Nazywam się Wu Yi Fan – podał swoje pełne nazwisko i czekał  na reakcję.
            - Doprawdy? – Huang pokazał po sobie cień zdumienia – Znałem kiedyś kogoś o tym nazwisku – wspomniał.
            Kris znowu poczuł narastający gniew.
            - Naprawdę? – uśmiechnął się wymuszenie.
            - Czym się pan zajmuje? Jak się podoba bankiet? – mężczyzna był o dziwo miły, łatwo nawiązywał nowe kontakty. Jak na polityka przystało, pomyślał Kris.
            - Jestem doktorem na uniwersytecie pańskiego syna. Nawet go uczę.
            - I jak się sprawuje mój pierworodny? – ton głosu mu się wyostrzył, a i oczy nabrały bardziej wrogiego wyrazu.
            - Nie sprawia kłopotów – pospieszył z odpowiedzią.
            - Cieszę się – skinął aprobująco głową – No cóż – spojrzał do przodu – Byłem w trakcie szukania żony – machnął ręką w nieokreślonym kierunku.
            - Nie będę w takim razie panu przeszkadzał – natychmiast zrobił krok do tyłu, dając Huangowi do zrozumienia, że jest już wolny.
            - Miło było poznać – rzucił przyjazny uśmiech i skinął głową na pożegnanie.
            Odetchnął z ulgą, kiedy mężczyzna odszedł, zostawiając go samego. Ta krótka rozmowa, aż za bardzo nadwyrężyła jego nerwy. Co zarejestrował w stopniu szczególnym, że żona mu zginęła. Zitao będzie musiał poczekać jeszcze kilka chwil, miał nadzieję, że chłopak nie wyjdzie z przyjęcia. Miał pewne przeczucia, co do tego, gdzie mogła się znajdować szanowna pani Huang. Dzięki Seo In Gukowi, zdążył poznać jej małe sekreciki i upodobania do igraszek, bynajmniej nie z mężem. Rozejrzał się dookoła i postanowił ruszyć na piętro  i tam poszukać w pobliskich pokojach czy nawet łazience. Zrobienie zdjęcia było na wagę złota, mógł je w późniejszym czasie wykorzystać.
            Nacisnął klamkę, która nie puściła pod naporem dłoni. Podszedł do kolejnych drzwi, które również były zamknięte. Dom był zdecydowanie zbyt duży, nie był w stanie przeszukać wszystkich pomieszczeń. Stanął na środku korytarza zrezygnowany, odchylając głowę do tyłu. Westchnął ciężko.
            Usłyszał jęk. Szybkim ruchem odwrócił się w stronę niepokojącego dźwięku i cicho ruszył na sam koniec korytarza. Na jego szczęście odgłos się pogłębił, a i drzwi były rozsuwane. Najciszej jak potrafił  odsunął drzwi, sięgając jednocześnie po telefon. Trafił idealnie i to jeszcze na minę, o którą poważną panią Huang by nie posądzał. Kobieta siedziała na stole z rozsuniętymi nogami i tylko widział jak ktoś szybko porusza się pod jej długą sukienką. Druga osoba niewiele go interesowała, liczyło się tylko jej zdjęcie. Nie zastanawiając się długo, pstryknął kilka fotek i równie cicho, zamknął za sobą drzwi. Teraz już zadowolony z siebie, wyprostował się, poprawiając garnitur.
            Zszedł ponownie na dół, teraz już kierując się do głównej sali, aby poszukać Zitao. Zauważył chłopaka, który chwiejnym krokiem podszedł do kolumny i oparł się o nią, pijąc wino. Ciekawa rodzinka, pomyślał rozgoryczony. Wpadł na pomysł. Dobry pomysł. Cofnął się do hallu i sięgnął po telefon, usuwając się w cień.
            - Będę cię potrzebował za tak około godzinę – powiedział od razu, gdy Seo In Guk odebrał telefon, nie siląc się na zbędne powitania.
            ~ O co chodzi? – usłyszał nieco zaspany głos.
            - Wiesz gdzie odbywa się ten bankiet? Wiesz – odpowiedział za niego – Musisz dostać się przed dom i zrobić zdjęcia moje i Zitao. Tak, by nie było widać mojej twarzy. Zresztą, to będzie można przerobić.
            ~ Rozumiem, że szybciej pan zaczyna? – odparł In Guk, a Kris słyszał małe krzątanie. Mężczyzna pewnie się przygotowywał.
            - Skoro mam ku temu okazję. Daj znać, jak dotrzesz na miejsce. Wtedy postaram się z nim wyjść. Do usłyszenia – rozłączył się, nie czekając na odpowiedź.
            Poziom jego zadowolenia sięgnął zenitu. Wszystko się układało i do tego w tak ekspresowym tempie. Miał nadzieję, że zakończy to wszystko jak najszybciej i będzie mógł się ulotnić z tego miasta. Chociaż powolne prowadzenie sprawy, równie by było satysfakcjonujące. No cóż, wszystko wyjdzie z czasem.

~**~

            Zaczynało mu się nudzić. Otumanionym wzrokiem patrzył na przewijających się ludzi, nie widząc w dalszym ciągu osoby, która najbardziej go interesowała. Miał zamiar się stąd zawinąć, jeśli taki stan rzeczy nadal będzie się utrzymywał. Swoich rodziców nie widział już od dłuższego czasu, co jednak nie powodowało u niego jakiegokolwiek smutku. Wręcz przeciwnie, cieszył się, że być może niezauważony umknie z bankietu.
            - Boom! – usłyszał ciche wezwanie tuż przy swoim uchu. Ciało przeszedł dreszcz, ni to strachu, ni małego podniecenia. Drgnął natomiast gwałtownie, bojąc się, że wyleje wino. Przełknął głośno ślinę, formułując w myślach jakąś ripostę. Biorąc pod uwagę jednak jego stan, nic konkretnego nie przychodziło mu do głowy, poza kurczową myślą „Znalazł mnie!”.
            - Uważaj na wino – szepnął ponownie Kris przytłumionym głosem, łapiąc za nadgarstek Zitao i delikatnie wsuwając palec za makiet koszuli. Oparł się niemal całym ciałem o bruneta,  wiedząc, że pozostaje niezauważony, przez resztę zebranych – Szkoda by było, gdybyś rozlał na koszulę. Musiałbyś się rozebrać w łazience, poczekać aż  wyschnie – tłumaczył spokojnie – Różne rzeczy dzieją się w łazienkach – dodał kusząco.
            - Prowokujesz, żebym jednak oblał się tym winem? – w końcu odzyskał dar mowy – A może już wypróbowałeś łazienkę ze swoją partnerką? Wtedy wybacz, ale nie skorzystam – powiedział nieco wrogo, czując, że zasycha mu w gardle.
            - Moja pani jest już w domu – wyszeptał rozbawiony, pochylając się jeszcze bardziej ku Zitao – Zostałeś mi teraz tylko ty – śmiałym ruchem oplótł ramieniem talię chłopaka. Na ten gest brunet ponownie drgnął, zaciskając kurczowo palce na kieliszku.
            - Może powinieneś do niej wrócić? Niegrzecznie jest tak zostawiać damę – zripostował, przełykając głośno ślinę. Pociągnął również spory łyk wina, opróżniając kieliszek.
            Kris przesunął dłoń i złapał za przedmiot, delikatnie rozsuwając zesztywniałe palce Zitao i zabierając kieliszek.
            - Pozwól, że zaraz wracam – pomachał kieliszkiem przed jego oczyma – Jeszcze jeden?
            - Chcesz mnie spić? – parsknął Zitao, rozluźniając się nieco.
            - Na to już chyba za późno, biorąc pod uwagę, że stoisz sam w tym zaułku. Noo, teraz już nie sam – dodał Kris – Pójdę po to wino.
            Zitao wypuścił powietrze z płuc, próbując się rozluźnić. Kris go zdziwił, tym nagłym natarciem. Musiał się uspokoić. Sięgnął do kieszeni, wyczuwając pod palcami ostatni z drogocennych plasterków. Wiedział, że kolejna porcja wpłynie na niego jeszcze gorzej i najpewniej odleci. Logicznie jednak teraz nie myślał, chciał aby stres uciekł, a tylko to mogło uzyskać taki efekt. Wsunął narkotyk pod język i czekał, aż substancja rozpuści się.
            - Proszę – wino wraz z Krisem pojawiło się tuż przed jego twarzą, z diabolicznym uśmiechem blondyna.
            Złapał za kieliszek i oparł się plecami o kolumnę.
            - Wyjdziemy? Na chwilę od tego tłumu? – wskazał głową na głośnych ludzi.
            Zitao skinął głową i pierwszy ruszył do wyjścia, nie oglądając się za Krisem. Przystanął dopiero w hallu, znajdując miejsce jak najbardziej na uboczu. Oparł się o ścianę, czekając na swojego towarzysza. Czuł, że substancja już działa, a w połączeniu z alkoholem, jego głowa niebezpiecznie kolebała się na wszystkie strony.
            Nawet się nie odzywając Wu Fan złapał bruneta za podbródek i spojrzał w oczy.
            - Ćpałeś – bardziej stwierdził, niż zapytał – Głupi gówniarz – warknął.
            - Wcale nie – język zaczął mu się plątać i dłuższą chwilę zabrało mu sklecenie tych dwóch słów – Dobrze się bawię – wyseplenił, uśmiechając się szeroko.
            Z całych sił starał się ogarnąć narząd mowy i umysł, aby nie ośmieszyć się całkowicie w oczach Krisa. Ciało jednak zupełnie nie chciało go słuchać, a umysł wkraczał na niebezpieczne rewiry, nie myśląc o zachowaniu powagi, a o tym, jak zaciągnąć najszybszym sposobem blondyna do łóżka.
            - Widzę – mruknął niechętnie i zdecydowanym ruchem odebrał Zitao kieliszek, odstawiając go na pobliski stolik – Wychodzimy stąd – zadecydował, łapiąc chłopaka pod ramię.
            - Nie chcę – wyrwał się z uścisku, prychając jak rozkapryszone dziecko – Mam ochotę na coś innego! –zadecydował.
            - Na co? – zniecierpliwiony odezwał się Kris.
            - Na ciebie – zagryzł wargę i zbliżył się do blondyna.
            - Miło, że jestem czymś, ale wydaje mi się, że musimy stąd wyjść. Twojego ojca nie ucieszyłby widok zaćpanego syna. Pójdziesz ze mną?
            - Do klubu? – mało przytomnie zapytał Zitao.
            - Nie, do domu – mruknął, coraz bardziej poirytowany. W planach nie miał, bawienia się w niańkę.
            - Twojego? – zapytał z nadzieją.
            - Taak – przeciągnął, wpadając na dobry pomysł, podsunięty mu zresztą przez samego Zitao – Do mojego – uśmiechnął się łagodnie – To idziemy? – ponownie złapał go za ramię.
            - Tak, idziemy! – zakrzyknął rześko, niezwykle uradowany wiadomością.
            - Daj mi chwilę – powstrzymał jego chęć do natychmiastowego marszu i wyjął telefon, wystukując szybko wiadomość Seo In Gukowi, że właśnie wychodzą – Już. Chociaż próbuj trzymać się prosto.
            - Myślisz, że nie dam rady? – prychnął urażony i odepchnął od siebie Krisa, o dziwo utrzymując równowagę. Blondyn wzruszył ramionami i ruszył za chłopakiem.
            Dopiero, gdy wyszli przed posiadłość, dyskretnie podstawił nogę Zitao, który chcąc nie chcąc, musiał złapać się Krisa. Blondyn miał nadzieję, że jego fotograf, zrobił pliczek dobrych ujęć.
            - I kto tu jest wcięty? – mruknął Zitao, oswobadzając się z objęć Krisa.
            - Potknąłem się – odparł spokojnie.
            Taksówka stała już podstawiona. Wsiedli do środka w milczeniu i tak też przebiegało kilka kolejnych minut.
            - Poznałem twojego ojca – odezwał się w końcu Kris i nie uszło jego uwadze, że Zitao się spina – Przemiły człowiek – dodał, ze zmrużonymi oczyma.
            - Przemiły – przeżuł słowo jak przekleństwo – Nie znasz go – skwitował.
            - Zrobił na mnie bardzo dobre pierwsze wrażenie, to wiem – wzruszył ramionami – Ogarniasz jeszcze? Powiedz mi, po co to sobie robisz? – mówił o narkotykach. Dziwił się, że bogaty dzieciak, który zapewne ma wszystko, musi szukać ukojenia w używkach o takiej mocy. Z jakimi problemami borykał się ten chłopak.
            - Bo lubię, po prostu. Lubię ten stan swobody, wolności, niemyślenia – zaczął wyliczać.
            - Jesteś dziwny – odparł zamyślony Kris.
            - I to ci się we mnie podoba – parsknął.
            - Masz rację, po części tak jest – przyznał. Drugim powodem, a raczej tym, który stawiał na szczycie, była zemsta.
            - Wiesz, na co mam ochotę? – zmienił natychmiastowo temat, przybliżając się do Krisa i łapiąc za kolano.
            - Na mnie – odpowiedział znudzonym głosem – Ale nie w taksówce – odsunął rękę, która sunęła coraz wyżej, śmiało sobie poczynając.
            - Nie umiesz się bawić – odsunął się obrażony.
            - Nie mam aż takiego bodźca do zabawy, jak ty. Nawet go nie potrzebuję – powiedział spokojnie.
            - Nic nie rozumiesz – szepnął Zitao. Te huśtawki nastrojów już powoli go męczyły. Wołał podłego Huanga, ale trzeźwego i nie otumanionego żadnymi wspomagaczami.
            - Pewnie nie – mruknął, nie zagłębiając się w słowa chłopaka. To mu nie było do niczego potrzebne – Już prawie jesteśmy – zakomunikował, wyglądając przez szybę.
            Przetransportowanie Huanga do mieszkania, okazało się nie lada wyczynem. Chłopak już prawie nie kontaktował, nogi mu się plątały i nawet śmiał się do samego siebie. Kiedy w końcu udało mu się tego dokonać – dziękując za bliskość windy – rzucił prawie bezwładnym ciałem na swoje łóżko. Dobrotliwie zdjął chłopakowi buty i oswobodził ze sztywnego ubrania, zostawiając go jedynie w koszulce i bokserkach.
            Brunet odzyskał jednak nieco świadomości, ponieważ gdy Kris pochylał się nad nim, podniósł się nagle do pionu i zarzucił ręce na szyję Wu Fana, pociągając go na siebie.
            - Chcę cię – warknął ponaglająco, chcąc wpić się w jego usta.
            - Nie widzę przyjemności bzykania szmacianej lalki – mruknął niechętnie chcąc się oswobodzić z uścisku.
            - Chcę byś był brutalny – dodał.
            Nieco go zatkało, nie wiedząc do odpowiedzieć.
            - A żebyś ty nie mógł usiąść na tyłku przez dobry tydzień? – rzekł z powątpiewaniem – Jeśli chcesz cierpieć, to chociaż mógłbyś być tego świadomy.
            - Ból i żądza idą za sobą w parze… - przewał mu Zitao i zamyślił się - … cierpieć – powtórzył z szaleństwem, a jego oczy nabrały migotliwego blasku, który zastanowił samego Krisa – Dawno nie cierpiałem, potrzebuję tego.
            - Idź spać – burknął i  szarpnął się. Nie spodziewał się, że w  chłopaku drzemie jeszcze taka siła, poleciał na niego, o mało nie uderzając głowa o głowę – Czego ty chcesz, dzieciaku! – krzyknął – Mam cię zgwałcić? Bo tak to będzie wyglądało! – ofuknął go wściekły.
            - Pocałuj mnie – zażądał, jakby groźby Krisa nie robiły na nim jakiegokolwiek wrażenia. Pokręcił zrezygnowany głową, nie wiedząc co ma zrobić. Mógłby spokojnie dać nauczkę temu gówniarzowi, pokazać kto będzie rządził w tej relacji, jednak doskonale wiedział, że po obudzeniu, Zitao będzie miał jedną, wielką czarną dziurę, co do całej nocy. Nie chciał również siłą brać tego, na co miał ochotę. Wizja tego, że chłopak odleci w trakcie, wcale go nie napawała optymizmem. Wolał go zostawić tak jak leży, nie pobudzając również siebie.
            - Puść mnie. Po dragach zawsze jesteś tak chętny na seks? – zapytał, przekrzywiając głowę w jedną stronę i próbując po raz kolejny uwolnić się od chłopaka.
            - Nie tylko po dragach. Zawsze jestem chętny – wyszczerzył się, zadowolony z siebie.
            W jednej chwili położył się na niego i złapał mocno za podbródek, całując zachłannie. Słyszał jak Zitao jęknął mu do ust, wypychając biodra do przodu. Chciał się bawić, to proszę bardzo. Da mu małą namiastkę rozkoszy, a potem przerwie. Rękę przesunął na włosy i pociągnął głowę do góry, gryząc niemal szyję chłopaka. Ten krzyknął, czy raczej pisnął i zaczął kręcić się na swoim miejscu, pragnąc nieco wolności.
             - Lepiej? – syknął Kris, sięgając ręką pomiędzy ich ciała i dotykając przyrodzenia bruneta – A teraz? – ścisnął nieznacznie jego męskość. Wygiął się ponownie, znowu wydając z siebie głośny dźwięk – Jęczysz jak tania dziwka – mruknął – I tak też się zachowujesz. I jesteś zaćpany. I nie mam ochoty cię tykać – zszedł z chłopaka, stając nad nim – Idź spać.
            - Nie chcesz mnie? – warknął wściekły, siadając na pościeli i wpatrując się w blondyna. Złość biła od niego, a i Krisowi zdawało się, że wytrzeźwiał w jednej chwili – Nikt mnie nie chce – jęknął nagle żałośnie i legł na łóżko, przyjmując pozycję embrionalną.
            - Dobranoc – powiedział zimno i nie przejmując się tą istną huśtawką nastroju, wyszedł do salonu. Nie podobało mu się, że będzie musiał tam spędzić noc. Mógłby się nawet wzruszyć ostatnim wyznaniem Zitao, tylko, że nie czuł z nim żadnej więzi. Mógł położyć się obok niego, ale wiedział, że ten będzie się przystawiał, a tego również nie chciał. Ciekawy był jedynie, jak bardzo skomplikowany jest ten chłopak i jak bardzo pozwoli sobą manipulować. Bo to, że będzie nim mógł sterować, było dla niego jasne. Był słaby, mimo, że kreował się na zupełnie inną osobę.
  

21 komentarzy:

  1. Doczekałam się! Nawet nie wiesz ile razy dziennie siedziałam na tym blogu by zobaczyć czy czegoś nie dodałaś xD
    Tak jak wcześniej mówiłam, opowiadanie uwielbiam. Nie chodzi o Taorisy tylko o to, w jaki sposób jest napisane i że nie jest to kolejny fluff, (jakich pełno z EXO), w którym, króliki skaczą po łące, jednorożce gdzieś w lesie latają, kwiatki kwitną(nie, nie brałam niczego xDD), a główni bohaterowie ciągle zapewniają sie o swojej miłości. Lubię, gdy czytam fika i nie potrafię przewidzieć jak sie zakończy (swoją drogą byłam pewna, że Kris sie prześpi z Tao, a tu proszę). I dalej się zastanawiam co z Go Arą.. Wie coś o relacjach Tao i Krisa?
    Czekam na więcej opowiadań/kolejny rodział, nie tylko z exo. Powodzenia w szkole i HWAITING!

    OdpowiedzUsuń
  2. omo. taak. rozdział wcześniej? zajebiście. naprawdę kocham to (i oczywiście wszystkie twoje pozostałe) opowiadanie. jest strasznie uzależniające. też myślałam, że Kris prześpi się z Tao, a tu niespodzianka, ale to dobrze, że się tak nie stało, bo przecież to by było oklepane. lepiej jest trochę poczekać. w ogóle Tao-masochista to jego najlepsze wcielenie w ff jakie dotychczas czytałam, to coś bardziej oryginalnego a zarazem realistycznego, niż to, że ktoś zakochuje się od razu z wzajemnością w sytuacji, kiedy chodzi o parę gejów, w końcu w Korei (i nie tylko) nie jest zbyt tolerancyjnie, a poza tym nie oszukujmy się, ale homoseksualiści nie są w większości i po prostu nie zawsze jest im łatwo spotkać kogoś o tej samej orientacji. chociaż z drugiej strony to w końcu ff i nie trzeba od razu być realistycznym, bo byłoby nudno... ja i te moje wynurzenia. wracam do opowiadania. Go Ara mnie poważnie wkurza i co ojciec Zitao ma do niej, spodobała mu się? lol,taki stary, a głupi. matka tao też dobra z tymi zdradami, nawet się nie przejęła, że piętro niżej jest jej mąż. żalmi Tao, przez tego okropnego ojca ma zniszczoną psychę, cały czas tylko ćpa, masakra. co do komentarzy to naprawdę ciężka sprawa. ludzie czytają, ale wyrazić jakiejś opinii to już nie mogą. pff. ja zawsze staram się coś napisać, nawet mało konstruktywnego, chociaż dać jakiś znak życia, że mi się podoba. no nic. czekam na next. hwaiting!

    OdpowiedzUsuń
  3. Nie wiem czemu, ale czytając to aż dostałam motylków, jednocześnie bólu brzucha z miłości XD Najebany i naćpany Tao, pragnący seksu i Krisa, a na Go Arę mieć wyjebane XD Dobre, też jej nie lubię ani tej partnerki Krisa DDDDDD: Najlepsza scena w domu <3 i znalazłam jeden byczek: Radę być uważniejszym następnym razem - RADZĘ.

    Btw. nie wiem czemu, ale to zdanie mnie rozwaliło: Nie widzę przyjemności bzykania szmacianej lalki - XDDDD

    Wspaniały Taoris, weny życzę, powodzenia w szkole :3
    Hwaiting <3

    OdpowiedzUsuń
  4. BOŻE MÓJ TAORIS ;;;;;;;;
    TO JEST PIĘKNE ;-;
    Szkoda mi mimo wszystko Tao, ma okropną sytuację rodzinną a Kris chce go tylko wykorzystać ._.
    Mimo wszystko czekam na coś więcej bo Taoris.......
    Wchodzę codziennie na twojego bloga i patrzę czy jest coś nowego D:
    Czasem nawet jak nic nie ma zaczynam czytać od początku wszystkie twoje opowiadania XDXD
    A wracając do tego......TO JEST WSPANIAŁE, KOBIETO ;;
    CZEKAM NA KOLEJNE ROZDZIAŁY. NAWET NIE WIESZ JAK JA SIĘ NAPALIŁAM NA TO OPOWIADANIE ;-;
    BO JEST INNE NIŻ WSZYSTKIE.
    BO JEST PIĘKNE.
    I TAO LUBIĄCY BÓL, AWWWW ♥
    Czekam na kolejny rozdział i życzę weny~
    hwaiting! <3

    OdpowiedzUsuń
  5. Dziękuję, że specjalnie dla nas dodałaś szybciej nowy rozdział ~ Rozumiem, co czujesz, więc staram się dodawać komentarze (mimo, że zazwyczaj siedzę cicho) for you ^.^ Naprawdę podziwiam twoją twórczość i za każdym razem nie potrafię wysiedzieć w miejscu, czekając na następny part. Za każdym razem nie mogę z Tao, biedny Kris xD To teraz jak zwykle życzę weny w pisaniu i oby więcej fanów dawało ci wznak, iż jesteś wspaniała :)

    OdpowiedzUsuń
  6. uwielbiam dobre teksty przy niedzieli ;D

    OdpowiedzUsuń
  7. Jeeee! Nowy rozdzialik! Codziennie tu wchodze zobaczyc czy jest cos nowego. To opowiadanie jest fantastyczne i nie mogę doczekac się kolejnej czesci. Jest bardzo oryginalne, przyjemnie brutalne i troszke nieprzewidywalne. Bije od niego czysty geniusz! Tak więc wyczekuje kolejnego rozdzialu w napieciu! ;)

    OdpowiedzUsuń
  8. Ale miła niespodzianka :). Wchodzisz na swojego ulubionego bloga a tu nowy rozdział.
    Opowiadanie jest fantastyczne (zresztą jak wszystkie inne), oryginalne i nigdy nie wiadomo czego się spodziewać. Cenię sobie te cechy :). Nie mogę się doczekać kolejnego rozdziału.
    Pozdrawiam i weny :)!

    OdpowiedzUsuń
  9. Aj...tym razem nie jestem pierwszy! To nie fair...Ale jakoś to musze przeżyć nie? No nie ważne... Znakomity rozdział. Fakt faktem pijani faceci zawsze mają przemożną ochotę na sex ( nie żebym mówił z doświadczenia... ) jednak żeby aż tak? Ale to pewnie przez te dragi... W każdym razie wracając do tematu Geniiiiiiiiiiiiiusz! czysty geniusz :) Powodzenia w dalszym pisaniu i mam nadzieje, że pojawi się więcej komentarzy bo to świetne opowiadanie i i się należy...
    Zero_

    OdpowiedzUsuń
  10. Świetne opowiadanie ale wszystkie Twoje takie są ;) Życzę weny i czekam na kolejny rozdział. Ewcia7640

    OdpowiedzUsuń
  11. Łiiii, rozdział szybciej niż myślałam, uradowałaś moją duszę która domaga się konkretnych opowiadań ! >D Rozumiem że komentarze to silnik napędowy tego wszystkiego, bo od nich dowiadujesz się opinii, masz pomysły na dalsze części i ogóle mobilizację że ktoś czyta, ale uwierz że chociaż nie zawsze jest to potężna suma, to osób które szczerze lubią czytać to co tworzysz nigdy nie zbraknie <3
    Co do rozdziału już zdążyłam w poprzednich komentarzach pokazać swoją opinię na temat uległości Tao. Ciągle oczywiście mam nadzieję iż ta cała gra między nim na Krisem zostanie wygrana mimo wszystko przez Tao, ohhh moja dobrodziejko która PISZESZ Taoris które chłonę całkiem, spraw abym doznała szoku, a na Krisa spadła łaska i doznał uczucia miłości jak w dramach, ALE BEZ PRZESADY TĘCZY TO JA NIE CHCĘ XD Mam nadzieje że mój tok myślenia jest do ogarnięcia
    Hwaiting i powodzenia w szkolę <3
    ~PAndra

    OdpowiedzUsuń
  12. Weszłam na tt, bo od dłuższego czasu nie wchodziłam, a tu nagle czytam, że dodałaś rozdział *.* Opłaca się czasem wchodzić xD Wgl to rozdział jak zwykle świetny *w* Ja tylko czekam, aż Kris dowie się jakiego Tao ma kochanego ojca i matkę, którzy nigdy nie robią mu krzywdy. Wgl to złe zestawienie brać dragi jak już jest nawalony, a nawet on powinien to wiedzieć >< xD Jestem też ciekawa tej Go Ary i jej zemsty i bawienie się w marionetkarza Krisa
    Hwaiting w następnych rozdziałach ^ ^

    OdpowiedzUsuń
  13. Mam prawie 39 stopni gorączki ale nawet to nie przeszkodziło mi w przeczytaniu wszystkich postów na Twoim blogu. Przyznam szczerze, że naprawdę podoba mi się Twój styl pisania jak i ogólnie wszystkie pomysły na opowiadania. Uwielbiam wykreowane przez Ciebie postacie Krisa i Tao. Hmm... Co by tu jeszcze? Naprawdę chciałabym napisać coś więcej ale nie mam siły. Życzę weny, powodzenia w nowym roku szkolnym i przesyłam od siebie pierdyliard przytulasów oraz wielkie podziękowania za to, że piszesz tak wspaniale, dodajesz to na bloga i sprawiasz mi jak i zapewne innym sporo uciechy. Hwaiting!

    OdpowiedzUsuń
  14. Rozdział jak zwykle świetny. Byłam prawie pewna, że Kris się prześpi z Tao, a tu taka niespodzianka. Czytam każde Twoje opowiadanie i z niecierpliwością wyczekuję kolejnych rozdziałów. Także życzę weny!!!
    HWAITING!!

    OdpowiedzUsuń
  15. Hej, jestem nowa i całkowicie oczarowana całą historią oraz Twoim stylem pisania. Po przeczytaniu mam w głowie jedno wielkie 'wow'. Pomysł na opowiadanie świetny i z chęcią przeczytam inne opowiadania z bloga. Czekam z niecierpliwością na kolejny odcinek. Pozdrawiam i życzę nieustającej weny!

    OdpowiedzUsuń
  16. Rozdział jak każdy inny jest genialny, że aż nie wiem co mam napisać xD Ciekawi mnie kiedy Go Ara się zemści i kiedy Kris dowie się że 'rodzina' Huang'ów wcale nie jest taka idealna. Zawsze jak skończę czytać rozdział wyobrażam sobie co się może stać w następnym, a jak już wyjdzie następny to dzieje się coś całkowicie innego od tego co sobie wyobraziłam, więc zawsze jestem zaskoczona (oczywiście pozytywnie xD). Życzę weny na kolejne rozdziały i żeby ludzie pisali komentarze bo za twój wysiłek nad pisaniem Ci się należy, Hwaiting! ^.^

    OdpowiedzUsuń
  17. Nie chcesz mnie? Nikt mnie nie chce...
    ;;

    dobry rozdział, szkoda, że taki krótki :<
    dzięki <3

    OdpowiedzUsuń
  18. Doceniam twoją pracę i wiem jak dużo dają komentarze dla autora. Nie potrafię dobrze komentować rozdziałów, ale mam nadzieje, że moje dwa słowa, jakoś opiszą moje refleksje na temat twojego opowiadania.

    Bardzo podobają mi się dialogi między Zitao i Krisem. Tao zaskoczył mnie tym swoim ostaniom wyznaniem o tym, że nikt go nie chce. Z drugiej strony, po narkotykach zachowywał się jakby pragnął czułości, bo powiedział "pocałuj mnie" a nie "przeleć". Kris jest mimo wszystko bardzo wymagający. On nie zrobi tego "byle jak" - w tym wypadku z nieświadomym Tao. Ten rozdział dużo mi o nim powiedział i jestem ciekawa jak to się dalej posunie.

    OdpowiedzUsuń
  19. Zupelnie mnie fascynuje ich relacja *__*. Chyba sie domyslam co zrobi Go Ara. No i cholernie sie ciesze, ze rozdzial jest wczesniej <3

    Fumi

    OdpowiedzUsuń