niedziela, 1 września 2013

Dangerous - Rozdział 7.

 Witajcie :)
Po pierwsze. Wiedzcie, że kiedyś ten dzień nadejdzie i podeślę Wam sprawdzone rozdziały, póki co musicie się zadowolić tą surową wersją. 
Po drugie. To niezwykle miłe, że wracacie do moich starych opowiadań - ileż w nich było błędów - i jeszcze je komentujecie.
Po trzecie. Rozdział po dwutygodniowej przerwie... z wiadomych powodów ;> 
Po czwarte. Link. <AoW>
Po piąte. Mam nadzieję, że teraz rozdział ukaże się terminowo. 
Po szóste. Witam nowych czytelników, pozdrawiam stałych. 
Po siódme. Życzę miłego czytania, niezauważania błędów i chęci by skrobnąć kilka słów. 
Do zobaczenia :)) 
Justus. 

PS. To się rozpisała na wstępie, prawda? :D
https://www.facebook.com/bokazdypotrzebujemilosci
I jeszcze jedno! Link do blogowego FB. Tam bedą pojawiały się informacje o nowych notkach i tym samym możecie do mnie pisać z zapytaniami :D 

Rozdział zamieniony, poprawiony


             Czuł się jak ostatni kretyn. Uśmiechnął się do lustra, co w efekcie dało tylko kwaśną minę. Ubierał na siebie ostatnią część garderoby, jaką matka wspaniałomyślnie postanowiła mu dostarczyć do jego pokoju, burząc tym samym zasady, jakie z trudem sobie wypracował. Najchętniej zostałby w domu, ale obowiązki przykładnego syna wzywały. A raczej pokazanie uroczej historyjki całej reszcie bogatych palantów, jaka zgromadzi  się na tym śmiesznym bankiecie. Wręcz nienawidził takich przyjęć. Sztuczne uśmiechy, powitania, wspominanie starych, lepszych czasów. Przypominanie o dawnych przyjaźniach, które niosły za sobą tylko grube zyski.
            Ojciec unikał go przez cały tydzień. Wiedział dlaczego. By nie wpaść w niepotrzebny gniew i nie uszkodzić go na tak ważne przyjęcie. Zdarzało się nawet, że nieodpowiedni komentarz powodował, że napad złości z pełną siłą ujawniał się i to on na tym cierpiał. Sam też często prowokował takie sytuacje, kiedy brakowało mu dozy większych wrażeń. Gdy tęsknił za bólem fizycznym i chciał zwyczajnie pocierpieć. To ojciec był idealnym narzędziem do spełnienia jego masochistycznych zachcianek. Za szybko się unosił, dawał wyprowadzić z równowagi.
            Przypadkiem zahaczył myślami o osobę Krisa. On też  taki będzie? Wydawał się być brutalnym człowiekiem, który zdolny jest do wszystkiego. Będzie musiał go przetestować. Jak to będzie przez niego cierpieć? Albo dzięki niemu, zależnie jak do tego podejść. To, że nie widział go od tygodnia  nie ułatwiało. Czuł się jakoś cholernie zobowiązany do zasady, którą on ustanowił. „Nie sypiasz z nikim innym.” Ciało cierpiało i domagało się uwagi. Był ciekawy, jak znosi to Kris. Jego to nie obowiązywało. Był szaleńcem, który tak szybko uległ. Nie, to nie było zakochanie. To nie była miłość. Wiedział, że do niego należy. Że stanie się jego własnością, tylko że nie będzie jedynie bezwolną marionetką. Przynajmniej postara się nią nie być. Nie miał oglądu na to jak Wu Fan będzie się zachowywał.
            Szarpnął uwieszoną na szyi muszką, starając się ją doprowadzić do wyjściowego stanu. Parsknął poirytowany. Zamiast być teraz z Krisem, czekało go przyjęcie. Zero zabawy, zero adrenaliny. Nuda i Go Ara, która z każdym spotkaniem irytowała go coraz bardziej.
            Odwrócił głowę w stronę drzwi, gdy usłyszał ponaglający krzyk matki. Przymknął oczy, robiąc kwaśną minę. Spojrzał na swoje odbicie w lustrze i przekrzywił głowę.
            - Przyda się coś na  rozluźnienie – mruknął sam do siebie.
            Założył muszkę i zarzucił na  siebie sztywną marynarkę. Podszedł do łóżka i zanurkował pod nie, wyciągając metalowe pudełko. Zadowolony wyciągnął plastikowy kwadrat, od razu odklejając jeden kolorowy plasterek. Przymknął oczy, gdy wsuwał go do ust. Substancja powoli rozpuszczała się na jego języku, powodując lekkie musowanie. Do kieszeni schował dwa dodatkowe znaczki. Na zapas, gdyby były za słabe, a nie mógł za dużo pić.
            Zszedł na dół, gdzie rodzice byli niemal gotowi do wyjścia. Od razu pomyślał, że matka wygląda jak prostytutka. Zbyt dużo makijażu, zbyt odsłonięta suknia. Niemal parsknął śmiechem, zastanawiając się czy wymieni nauczyciela francuskiego czy tam włoskiego – nawet jego imienia nie zapamiętał, bo nie uważał żeby to było jakoś niezwykle ważne – na kogoś bogatszego, może starszego. Miał również nadzieję, że Go Ara będzie prezentować się nieco skromniej. Nie chciał u swojego boku, kopi matki.
            - Nie stój tak – warknął jego ojciec, poprawiając muszkę, chaotycznym ruchem – Zaraz wychodzimy.
            - Daj mi to – wysyczała matka Zitao, zbliżając się do mężczyzny i odsuwając jego ręce. Sama zajęła się nie chcącym współpracować przedmiotem.
            Cudowna rodzinka, pomyślał. Poziom poirytowania – max, dodał. Nic nie mówiąc ominął ojca i zarzucił na siebie płaszcz.
            - Powtórzę jeszcze raz – zaczął starszy Huang, patrząc wrogo na syna spod ramienia żony – Masz się zachowywać, bo mnie popamiętasz.
            - Ręka cię swędzi, bo nie dostałem od ciebie od dobrego tygodnia? – powiedział spokojnie, wiedząc, że póki co może sobie na to pozwolić.
            Huang zmarszczył brwi i zacisnął pięści, co nie umknęło uwadze Zitao. Uśmiechnął się kpiąco, kręcąc z politowaniem głową.
            - Właśnie, hmm. Wiem jak mam się zachowywać. Nie jestem dzieckiem – powiedział spokojnie. To nic, że  w głowie zaczynało mu przyjemnie szumieć po standardowej porcji narkotyku.
            - Samochód już czeka na ciebie. Jedź po tą swoją… przyjaciółkę – dokończył niechętnie, jakby zdusił w sobie jakieś przekleństwo – Żeby tylko wyglądała normalnie – dodał.
            - Będzie się odpowiednio zachowywać – skwitował Zitao.
            - Dojedźcie w miarę szybko – mruknął jeszcze mężczyzna.
            Nie odpowiedział, tylko wyszedł z domu, cicho zamykając za sobą drzwi. Nawet ta krótka wymiana zdań, spowodowała wrogość. Automatycznie przełączał się na bunt i niechęć do rodziców. Nie było rzeczy, którą by sobie na to nie zasłużyli. Nienawidził ich. Mógł śmiało to stwierdzić i podać masę argumentów, które by to tylko potwierdziły.
            Wsiadł do samochodu i dał znak kierowcy, że może jechać. Chciał już mieć cały ten wieczór za sobą. Chciał być u Krisa i tam się dobrze bawić, razem z nim. Przyjemne myśli otoczyły jego umysł, jak i zapytania, na  które miał nadzieję, dostanie odpowiedź już wkrótce.

~**~

            Z zadowoleniem przesuwała dłońmi po sukience, która oblekała jej ciało. Jak  druga skóra,  pomyślała. Czuła się niezwykle kobieco i seksownie, co towarzyszyło jej zresztą na  co dzień. Była pewna siebie, bo dlaczego by nie? Bycie szarą myszką, wśród miliona takich samych dziewczyn, nie było jej największą aspiracją. Chciała zostać kimś, jeśli nie mając do dyspozycji swoich sił, to kogoś innego.
            Widziała, jak żyją jej rodzice. Widziała też, jak żyją inni z bogatych domów. Nie gardziła nimi, tylko zazdrościła i też tak chciała. Każdy chce być bogaty i móc pozwolić sobie na szaleństwa. Natura urody jej nie poskąpiła i zamierzała to wykorzystać do cna. Nie wahając się ni chwili i nie pozwalając, by okazja życia przeszła jej dookoła nosa. Aż tak głupia nie była, aby czekać na księcia na białym koniu, z pałacem i miłością, która jedynie zawadzała.
            Dzwonek do drzwi przerwał jej jakże poważne rozmyślania. Uśmiechnęła się do swojego odbicia w lustrze i odrzuciła włosy do tyłu.
            Zbiegła po schodach, uważając jednocześnie, by nie złamać nogi będąc w butach, na naprawdę dużym obcasie.
            - Wychodzę – zerknęła do salonu, gdzie siedzieli jej rodzice oglądając telewizję.
            - Wróć o normalnej porze i baw się dobrze – odpowiedziała jej matka, uśmiechając się łagodnie do córki.
            - I nie sprawiaj kłopotów – dodał ojciec.
            - Jasne, przecież wiem – odparła niechętnie, przewracając oczyma – Dobranoc.
Uspokajając krok podeszła do drzwi wyjściowych, otwierając je. Uśmiechnęła się promiennie, widząc Zitao.
- Długo kazałaś mi na siebie czekać – mruknął niechętnie, oparty o futrynę, niedbale trzymając rękę w kieszeni spodni – Jesteś chociaż gotowa?
- Mógłbyś się rozchmurzyć – odparła, wychodząc na zewnątrz – To będzie miłe przyjęcie.
- Chyba dla ciebie – warknął wrogo, odwracając się na pięcie i nie czekając na dziewczyną , kierując się do auta.
Zagryzła wargi i zacisnęła pięści, szybkim krokiem dołączając do Zitao i brutalnie łapiąc go za rękę. Chłopak przystanął i odwrócił się wściekły w stronę Go Ary.
- Posłuchaj, kochany – syknęła, przybliżając się do niego i łapiąc za podbródek – Jeśli myślisz, że będziesz mnie tak olewał i zachowywał się chamsko, to grubo się mylisz. Chcesz spokojnego wieczoru na tym bankiecie? To bądź dla mnie miły, nie chcesz kłopotów przeze mnie – puściła Zitao i opiekuńczym ruchem poprawiła mu garnitur.
Spojrzał na nią lekceważąco, prychając poirytowany i nieco rozbawiony.
- Nie zrobisz nic, co by zaszkodziło twojemu wizerunkowi. Tym bardziej, kiedy wiesz, że musisz pokazać się z jak najlepszej strony – powiedział pewny swoich słów.
- Nie prowokuj – odparła Go Ara – Kobieta zmienną jest i  impulsywną. Kto wie, co mi przyjdzie do głowy – odpowiedziała pewna siebie i podeszła do Zitao, wsuwając swoje ramię pod jego – Możemy iść – złośliwy uśmiech błąkał się po jej twarzy.

~**~

Zdegustowany musiał stwierdzić, że Go Ara wystylizowała się podobnie jak jego matka, z tym że ona była jej młodszą wersją. Krótka czerwona suknia więcej odkrywała niż zakrywała, eksponując duży biust i szczupłą talię. I zbyt mocny makijaż, od razu rzuciło mu się to w oczy.
Odczuwał również dziwne i nieuzasadnione poczucie przynależności i roszczenia obie prawa co do jego osoby, przez dziewczynę. Dawał jej jasno do zrozumienia, że nie ma na co liczyć, tylko na seks. Widocznie nie zrozumiała i kurczowo trzymała się myśli, że skoro ze sobą sypiają, to może pozwolić sobie na o wiele więcej. Musiał szybko wyprowadzić ją z tego błędu, co zresztą ostatnio próbował zrobić.  Go Ara mogła zaszkodzić, wiedział o tym doskonale. Nie potrzebował dodatkowych problemów.
Auto zatrzymało się i mogli wysiąść. Bankiet odbywał się w domu jednego z polityków. Mnóstwo samochodów już stało na podjeździe. Cała zakłamana śmietanka towarzyska, pomyślał z goryczą.
- Pokaż mi się – dziewczyna nagle złapała Zitao za ramię i odwróciła w swoją stronę, zbliżając się. Spojrzała z bliska w jego oczy, po czym gwałtownie go puściła – Ćpałeś! – syknęła wściekła – I kto tu będzie robił problemy, co? – wskazała go palcem.
- Uspokój się – zbagatelizował jej złość – To nie twoja sprawa – mruknął – Chodźmy , odegrajmy tę szopkę – wyciągnął ramię, by Go Ara mogła się go złapać.
- Mam tylko nadzieję, że to nie ja będę musiała cię wynosić z tego domu – musiała dodać kilka katastroficznych wizji.
- Uśmiechnij się – rozkazał i sam zaopatrzył swoją ponurą twarz w sztuczną minę zadowolenia – Huang Zitao – przedstawił się lokajowi, który otworzył przed nimi drzwi.
W milczeniu przeszli ogromy korytarz, wkraczając do potężnego hallu. Muzyka cicho sączyła się głośników, a liczne towarzystwo rozmawiało ze sobą. Od razu zaczął szukać wzrokiem swoich rodziców. Stali w rogu sali, obejmując się i popijając szampana. Rozmawiali z jakąś inną parą, wymieniając uprzejme uśmiechy.
- Idziemy po jakiś alkohol – zadecydował, nie chcąc poznawać znajomych rodziców. A na pewno nie na trzeźwo i w stanie znikomego upojenia. Jeden marny plasterek z musującą substancją nie załatwił sprawy, a wręcz przeciwnie, ciało domagało się więcej.
- Od razu chcesz się schlać? – warknęła Go Ara, ciekawie rozglądając się po wnętrzu i lustrując przybyłych.
- Po to jest tu chyba alkohol, prawda? – odparł wrogo, zdenerwowany ciągłym marudzeniem dziewczyny. Mógł zaprosić pierwszą lepszą szarą myszkę, która by tyle nie ględziła i bezwolnie poddawała się jego urokowi. Nie, musiał wziąć ze sobą boginię seksu i podłości, swoją drogą.
- Gdzie są twoi rodzice? Chyba pora bym ich poznała – odezwała się wyniośle, szukając ich wzrokiem.
- Dlatego najpierw idziemy się napić – wyjaśnił – Tobie też się to przyda – dodał.
- Na pewno nie są tacy straszni.
- Są – skwitował i podszedł do dziewczyny, łapiąc ją delikatnie, jednak stanowczo za łokieć. Skierował się od razu do stołu z alkoholem.
Ledwo wszedł na to dziwne przyjęcie, a już miał go dość. Wyciągnął z kieszeni kolejny plasterek i nie przejmując się tym, że ktoś może go zobaczyć, wsunął go sobie do ust. Westchnął przy tym z zadowolenia, sięgając jednocześnie po kieliszek z winem. Pociągnął spory łyk i uśmiechnął się do Go Ary, która niezadowolona przyglądała się jego poczynaniom.
- Mógłbyś choć dziś sobie to odpuścić – powiedziała i upiła łyk szampana – To niesie tylko za sobą problemy i to, że jesteś kontrolowany.
- Lubię być pod taką kontrolą. Musisz kiedyś spróbować – wyszczerzył się, czując jak automatycznie poprawia mu się humor. Nie, nie był uzależniony. Tak tego nie postrzegał. Zwyczajnie lubił się dobrze zabawić, a alkohol nie zawsze spełniał tą funkcję. Zbyt otępiał, a ten niegroźny narkotyk tylko sprawiał, że miał ochotę się bawić, przy pełnej świadomości swoich czynów.
- Podziękuję – mruknęła zdegustowana.
- Okej – jednym łykiem dokończył wino i pochwycił kolejny kieliszek – Teraz możemy iść do nich – spojrzał w miejsce, gdzie jeszcze przed chwilą jego rodzice rozmawiali z inną parą – Są akurat sami, chodźmy – podsunął dziewczynie swoje ramię.
Przeprowadził dziewczynę na koniec sali, zgrabnie lawirując między ludźmi i zdawkowo się do nich uśmiechając. Większość go tu znała, z racji, że był synem tego Huang’a. Pewnie też z wypiekami na twarzy śledzili jego perypetie opisane w brukowcach. Wszyscy fałszywi, pomyślał z niesmakiem.
- Jesteśmy – odezwał się nieco ostro, prostując plecy i przybierając jak zwykle obojętny wyraz twarzy.
Jego rodzice majestatycznie odwrócili się w jego stronę.
- To moja znajoma, Go Ara – przedstawił towarzyszkę, która uśmiechnęła się radośnie. Szybko jednak zrobiła się zakłopotana, widząc stonowaną postawę pary. Czuła się nieznośnie lustrowana.
- Witamy – matka Zitao łaskawie skinęła głową.
- Miło panią poznać – Huang powiedział oficjalnie. Sam Zitao się zdziwił, kiedy jego ojciec pokazał, że może być względnie miły – Mój syn ma bardzo ciekawych znajomych.
Prawie oczy mu wyszły z orbit, słysząc takie  słowa. Kpił sobie z niego? Czy był już zbyt pijany? Nie, wtedy zachowywał się bardziej agresywnie. Zauważył dziwny wzrok matki i nagłe spięcie.
- Dobrze się czujesz? – zaczął swoją małą tyradę.
- Ja również się cieszę, że mogłam państwa poznać – weszła mu w zdanie Go Ara – Znam Zitao od pewnego czasu i ciągle mnie zaskakuje.
- Byle to było pozytywne zaskoczenie – mruknął łagodnie starszy mężczyzna.
- Różnie to bywało – zaśmiała się lekko.
Czuł się wykluczony z rozmowy. Nie tylko on. Jego matka również się nie odzywała, a na jej ustach igrał teraz uśmiech, którego nie potrafił rozszyfrować.
- W razie jakichkolwiek problemów, proszę się zgłosić do mnie – zastrzegł.
- Nie mam potrzeby pana kłopotać – machnęła ręką, patrząc uroczo na Zitao.
- No cóż, bawcie się dobrze. Kochanie? – Huang zwrócił się do żony, którą do tej pory ignorował.
- Długo będziemy musieli tutaj siedzieć? – zapytał jeszcze – Go Ara musi wrócić wcześniej do domu. Zobowiązałem się, że ją odwiozę. Wytyczne jej rodziców – kłamstwo w dobrym celu, dla niego. Chciał jak najszybciej się stąd wydostać.
- Wytrzymasz do północy? – teraz już wrogo odezwał  się jego ojciec.
- Dobrze – Zitao skinął głową.
- Pójdziemy się przywitać z moim przyjacielem – dodał Huang i odszedł wraz z żoną – Do zobaczenia wkrótce, mam nadzieję – mężczyzna skinął głową dziewczynie.
- Twoi rodzice są mili – stwierdziła Go Ara.
- Nie wiesz o czym mówisz – mruknął – Znasz ich od kilku minut, więc nie pieprz bzdur – niemal ją ofuknął. Nawet on nie uzyskał nigdy aż takiej akceptacji z ich strony. A raczej ze strony ojca. Matka pozostała obojętna jak zawsze – Mieszkam z nimi przez całe moje życie.
- Zawsze możesz się wyprowadzić.
- Nie mogę – odparł zrezygnowany – I co my mamy tu robić? – westchnął rozglądając się dookoła – Zaprzyjaźnię się chyba ze stołem z alkoholami. Idziesz też? Czy zaczynasz łowy? – musiał dorzucić kilka niemiłych słów.
- Nie muszę – odparła wyniośle Go Ara.
- Znalazł się jakiś naiwny?
- Jesteś podły. Ale tak, tak mi się wydaje. Jest bliżej niż ci się wydaje – powiedziała zagadkowo – Sama również się napiję.

~**~

Męczył się już dobrą godzinę, stojąc przy barku i popijając któregoś z rzędu drinka. Nie brał udziału w żadnej pogawędce, nie kwapił się zresztą do nawiązywania bliższych znajomości z kimkolwiek. Uznał również, że dziś musi mieć słabszy dzień, ponieważ nawet podwójna porcja słodkiej substancji, tym razem nie działała jak trzeba. Czuł tylko otępienie i znudzenie.
Go Ara powoli go denerwowała i nie miał już sił nawet na wymienianie się złośliwościami. Odliczał jedynie godziny do wyjścia z tego nudnego przyjęcia i przeniesienie się w bardziej rozrywkowe miejsce. Bo tak nie zamierzał zakończyć tego wieczoru. Brakowało mu mocnych wrażeń, a skoro zaczął się weekend… szkoda by było tego nie wykorzystać.
Patrzył kolejno na wszystkich ludzi i poświęcał im góra kilka  minut, uważnie obserwując. Nawet kelnerzy załapali się na lustrację. To wszystko było takie sztywne i udawane.
Dopiero widok blond czupryny nieco go obudziło. Bardzo podobny do doktorka, pomyślał i bezmyślnie wpatrywał się w plecy nieznajomego. I tak nie miał nic lepszego do roboty. Jednak to nie mógł być Kris, u jego boku stała uczepiona do ramienia brunetka, śmiejąc się w głos z jakiejś anegdotki opowiadanej przez jednego z polityków. No i co najważniejsze, wątpił, by blondyn należał do tak zacnego i snobistycznego grona.  Był tylko wykładowcą na jego uczelni.
- Mam już dość tej imprezy – odezwała się nagle Go Ara, szturchając Zitao w ramię. Ten potrząsnął głową, odrzucając od siebie małe zamyślenie i spojrzał na dziewczynę.
- Jeszcze dwie godziny – mruknął niechętnie – Nie wytrzymasz?
- Wytrzymałabym, gdyby mój partner poświęcił mi nieco więcej uwagi – burknęła niezadowolona – Odwieź mnie do domu – dodała.
- Uhm… - westchnął zrezygnowany, próbując zlokalizować rodziców. Widocznie ulotnili się w bardziej ustronne miejsce, nie było ich na głównej sali. Spojrzał jeszcze raz na blondyna, który właśnie wymieniał skinienia głowy z otyłym mężczyzną. Gdy się odwrócił wraz ze swoją towarzyszką, Zitao omal nie przewrócił się. Gdyby nie był w  miejscu publicznym, pewnie otworzyłby szeroko oczy, a szczęka sięgnęłaby ziemi. Opanował się jednak szybko, przybierając neutralny wyraz twarzy, uciekając natychmiast wzrokiem.
- O zobacz! – głośno powiedziała Go Ara, łapiąc Zitao za ramię i odwracając w stronę owego blondyna z partnerką – Nasz nowy wykładowca. Przywitajmy się – nie czekając na jakąkolwiek reakcję, pociągnęła chłopaka do pary, która stała póki co samotnie – Dobry wieczór, panie doktorze – zagadnęła radośnie, zwracając na siebie uwagę  Krisa.
Blondyn spojrzał z lekkim uśmiechem najpierw na dziewczynę, po czym skierował  swój wzrok na Zitao, który nagle udawał zdziwienie spotkaniem. Przysunął swoją towarzyszkę bliżej siebie, stykając się z nią biodrami.
- Witajcie, co za spotkanie – również udał zaskoczenie.
- Dobry wieczór – odezwał się Zitao, z pochmurnym wyrazem twarzy. Ta kobieta mu przeszkadzała. Zignorował ją zupełnie – Nie spodziewałem się, że pana tu zastaniemy. Nie wiedziałem, że obraca się pan doktor w takim towarzystwie – dodał sarkastycznie.
- Wielu rzeczy pan o mnie jeszcze nie wie, panie Huang – wyzywająco odparł Kris – Pozwólcie, że przedstawię moją przyjaciółkę. Amando, to są moi studenci.
- Właśnie wychodzimy – przerwał mu Zitao, nadal wrogo patrząc na stojącą zbyt blisko Krisa, kobietę.
- Tak szybko? – zdziwił się blondyn.
- Tak – skwitował – Do zobaczenia – skinął głową Wu Fan’owi i złapał zdecydowanie Go Arę za ramię, ciągnąc ją ku wyjściu.
- Twoje huśtawki nastroju są niesamowite – warknęła – Zachowywałeś się, jakbyś miał zabić tą brunetkę wzrokiem. I byłeś niemiły – wytknęła mu.
- No cóż… taki mój urok – mruknął, wyprowadzając dziewczynę  budynku.
- Kocie – zaczęła Go Ara, przybliżając się nagle do Zitao i łaskocząc swoim oddechem jego szyję – Masz wolny dom, może bym wpadła? Szkoda marnować tak miło zaczęty wieczór – szepnęła mu o ucha.
Zitao zrobił coś na kształt wrednego uśmiechu, odsuwając od siebie dziewczynę.
- Czy kiedykolwiek byłaś u mnie w domu? – zapytał.
- Nie i chyba czas to zmienić. W końcu tyle nas łączy – mruknęła kusząco, nie rezygnując z zalotów.
- I nie będziesz miała takiej okazji. Pojedziesz sama – dodał – Kierowca zna adres – złapał dziewczynę za ramię i przy jej niewielkim oporze, niemal ściągnął ze schodów, otwierając drzwi od samochodu.
Wyrwała gwałtownym ruchem swoje ramię, zbliżając się do Zitao z wściekłością w oczach.
- Popełniłeś właśnie największy błąd – warknęła – Po raz kolejny mnie upokorzyłeś, ale wiedz, że ostatni. Nikomu nie pozwolę się tak traktować – aż tupnęła nogą, co wydało się mu tylko śmieszne. Nie mógł powstrzymać parsknięcia.
- Przesadzasz – zbył ją.
- Zemszczę się – rzuciła – Będziesz tego żałował.
- Proszę bardzo – westchnął – Wsiadasz? – wskazał głową wnętrze samochodu.
- Zniszczę cię – dalej drążyła, co teraz już tylko go irytowało.
- Jak? Czym? – roześmiał się – Pieniędzmi, których nie masz? Znajomościami, których nie masz? Nie zapominaj, że jesteś nikim – nie oszczędzając w słowach, rzucał coraz bardziej godzące w jej dumę słowa.
Nie czekając na jakąkolwiek odpowiedź, ani na to czy dziewczyna wsiądzie do auta, odwrócił się na pięcie. Teraz miał idealny powód by zostać na tym nudnym przyjęciu, które może stać się bardzo interesujące. Miał przynajmniej taką nadzieję. Groźbami Go Ary się nie przejmował, i tak wiedział, że dziewczyna nic nie może zrobić. Na słowach wszystko się zakończy.
Patrzyła ze wściekłością jak Zitao odchodzi. Nie mogła znieść takiego upokorzenia. A tym bardziej, od tego bogatego gnojka. Wsiadła do samochodu, trzaskając głośno drzwiami.
- Pamięta pan adres? – warknęła niemiło.
Kierowca bez słowa ruszył spod parkingu, a ona opadła wygodnie na siedzenie.
Zitao się mylił, myśląc, że nic nie może zrobić. Mogła, i to bardzo dużo. Nie pieniędzmi, może i nie znajomościami, ale mogła go skutecznie ukłuć. Będzie bolało. Przecież nie pozwoli  sobie na takie traktowanie. Wiedziała już w jaki punkt powinna uderzyć. Miała jakiekolwiek skrupuły? Wściekła i upokorzona kobieta, nie wie co to skrupuły.



10 komentarzy:

  1. Będę pierwszy? Juuupi! Powiem ci tak szczerze, że poprzedni rozdział był bardzo bardzo fajny ale hmm nie żeby mu czegoś brakowało ale miał dla mnie podłużną rysę. Mam nadzieję, że zrozumiesz :) Jednak tym rozdziałem ową rysę zlikwidowałaś. Świetny rozdział, doskonale napisany :) Świetnie dobrałaś historię w tego tygodniowej części :)
    Powodzenia w dalszym pisaniu.
    Zero_

    OdpowiedzUsuń
  2. No cóż.. Khem! Jestem po pierwsze: ciekawa jak Go Ara może zniszczyć ZiTao i po drugie: co Zitao ma teraz w planach zrobić. Panie doktorku, bój się. :3 Szczerze powiem, że nie chciałam kończyć czytania tego rozdziału. No nic, muszę czekać na kolejny. Powodzenia w pisaniu. <3

    (http://remember--baby.blogspot.com/)

    OdpowiedzUsuń
  3. Świetny rozdział, dobrze zaczynający poniedziałek :D.

    OdpowiedzUsuń
  4. No ja po prostu nie umiem komentować, więc nie wiem co napisać ;---; Coś tak przeczuwałam to z Kris'em...ale i tak padłam xD Naprawdę uwielbiam to opowiadanie i nie mogę się doczekać dalszego ciągu. Pozdrawiam i życzę ogromnej weny :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Wow. ciekawiej z każdą chwilą, naprawdę jestem ciekawa co planuje Go Ara, interesuje mnie też jak się potoczy sprawa Krisa i Tao na tym bankiecie... ich związek jest taki... fascynujący, niech zaczną dziać się cuda! hwaiting!
    ~ cicha bezimienna

    OdpowiedzUsuń
  6. Aż się uśmiechnęłam w momencie, gdy Tao zastanawiał się nad tym jaki jest Kris. Dlaczego ? bo nie zachowywał się jak zakochana nastolatka, chce przetestować Pana profesora i wydaje mi się że mu nie ulegnie i właśnie - nie będzie bezwolną marionetką, to wszystko sprawia że z zapartym tchem czekam na więcej <3
    niech żyją skomplikowane i zakazane związki ! XD
    ~PAndra

    OdpowiedzUsuń
  7. Jestem ciekawa co planuje Go Ara.. Czyżby widziała jak Tao patrzy na Krisa? Czy może po zachowaniu się domyśliła.. Ah ten ZiTao.. Co ty kurcze planujesz z tym doktorkiem hmm?
    Nie mogę się doczekać kolejnego rozdziału. Mam nadzieję, że się szybko pojawi. HWAITING!

    OdpowiedzUsuń
  8. Łaa czemu dopiero teraz zauważyłam, że jest nowy rozdział...jak zwykle zaskoczenie i niezły ubaw ;) kurczę, mam nadzieję, że kolejny roz. będzie za niedługo, bo chyba umrę! Pozdro :D

    OdpowiedzUsuń
  9. Jak chyba każdy zastanawiam się co Go Ara planuje zrobić Tao i co planuje Tao w sprawie profesorka. Nie mogę się doczekać aż pojawi się kolejny rozdział c: Hwaiting ^.^

    OdpowiedzUsuń
  10. Nareszcie internet :)!
    Świetne opowiadanie, bardzo lubię takie klimaty. I podziwiam Cię za wymyślanie świetnych fabuł, świetnego stylu pisania.
    Zgłaszam reklamację. Rozdział zbyt szybko się czyta...
    Nie mogę doczekać się kolejnego rozdziału.
    Pozdrawiam i życzę dużo weny :)!

    OdpowiedzUsuń