sobota, 28 września 2013

Dangerous - Rozdział 10.



  
Witajcie, po małej przerwie - spowodowanej i moim brakiem czasu, jak i Waszym zaangażowaniem. 
Dziękuję za tych kilka opinii, które mimo, że wiele mi dały, to jednak ich ilość jest śmiechu warta. 
Ale, przestaję Was upominać, marudzić. Nie powiem ni słowa o ilości komentarzy. 
Bądźcie jednak świadomi tego, że blog wraz z zakończeniem tego opowiadania MOŻE być zamknięty, bo jeśli nie doceniacie mojej pracy, to nie mam tu nic do roboty.
Czy będę pisać dalej? Oczywiście, ale tylko dla własnej przyjemności i wyżycia, pokazując co najbliższym znajomym. 
Ahh i jeszcze jedna prośba. Kochani anonimowi - podpisujcie się pod swoimi komentarzami :)
Zapraszam na rozdział i na swojego FB 
https://www.facebook.com/bokazdypotrzebujemilosci?ref=hl



           Uśmiechnął się od ucha do ucha. Z podekscytowania i radości, że widzi chińskie znaki dookoła siebie. Spojrzał na zegarek. Była prawie siódma nad ranem. Był co prawda zmęczony lotem, jednak myśl, że go zobaczy, przesłaniała wszystko inne.
            Wyszedł przed lotnisko, ze skromnym bagażem i czekał na taksówkę. Znał jako tako chiński, zaczął się go uczyć specjalnie dla niego. Nie mógł bez niego wytrzymać, a każdy dzień był ogromnym ciężarem. Nie dopuścił do siebie myśli o rozstaniu i bolesne słowa kochanka, przeinaczył na pozytywne dla siebie. Bo przecież związek na odległość, nie przetrwa próby czasu. Zwłaszcza ich związek, pełen namiętności i urokliwych chwil, spędzonych w swoim towarzystwie. Dlatego przyjechał, by być z nim. Nie pozwoli, by osoba, która dała mu tyle szczęścia, tak po prostu wyjechała.
            Taksówka podjechała, a on z radością powitał mężczyznę. Podał odpowiedni adres, a kiedy samochód ruszył, zacisnął dłonie. Zdenerwowanie było czymś oczywistym, tak samo jak nieodłączne słodkie oczekiwanie powitania, jakie sprawi mu Kris. 

~**~

            „Bankietu towarzyskiego druga część”, tak nosił tytuł artykułu, jaki właśnie czytał, uśmiechając się pod nosem. Kris był wniebowzięty, wszystko szło po jego myśli. Szczęśliwa i porządna rodzina Huang, znowu otrzyma ogromną falę krytyki, która na pewno nie przyczyni się do szerzenia renomy. Już niedługo wszelkie dobre opinie na jej temat, obrócą się w pył.
            Zitao się nie odzywał. Był nawet rozbawiony postawą chłopaka i był ciekawy, ile ten wytrzyma. Nie sądził, by długo to potrwało. Może nawet dzisiaj. Ciekawe co chłopak zrobi, gdy zobaczy artykuł o sobie. Kolejny zresztą. Nawet nie wiedział, jakie ma do tego podejście.
            Usłyszał dzwonek do drzwi. Zdziwił się, nie spodziewał się żadnych gości. Nikogo tutaj zresztą nie znał, oprócz Seo In Guka i Zitao. Pierwszy zapowiedziałby się wcześniej, a dla drugiego poranna pora była pewnie zbyt wczesną.
            Podszedł do drzwi i otworzył je, zamierając z klamką w ręce.
            - Co ty tu robisz? – w głosie mieszało się to zdziwienie, to gniew, który narastał z każdą chwilą coraz bardziej.
            Stojący w progu chłopak rzucił bagaże i wtulił się w oszołomionego Krisa, który stał jak słup soli.
            - Tak bardzo tęskniłem – wymamrotał w koszulkę blondyna, trzymając się go kurczowo.
            - Co ty tu robisz, Mike? – Kris podniósł głos, odsuwając od siebie chłopaka.
            - Przyleciałem do ciebie – ufnie odpowiedział chłopak, patrząc jak w obraz w  swojego byłego kochanka.
            - Po co? – sucho odparł blondyn.
            - Wpuścisz mnie do środka? – zapytał nieśmiało, zagryzając wargę.
            Niechętnie przesunął się, cały czas wrogo spoglądając na chłopaka. Nie rozumiał po co ten się tutaj pojawił. Mógł jedynie zaszkodzić jego planom. No i nie potrzebował obok siebie, zakochanego chłopaczka, który mdleje na jego widok, urządzając dodatkowo sceny zazdrości.
            Zamknął z hukiem drzwi wejściowe i obrócił się w stronę nieproszonego gościa, który zaznajamiał się z wnętrzem.
            - Dalej nie rozumiem, dlaczego zjawiłeś się u mnie? – zapytał zimno – Chyba wyraziłem się jasno, wtedy w Kanadzie?
            Mike podszedł do Krisa i złapał go za dłonie, czule patrząc na twarz byłego kochanka.
            - Ale ja rozumiem, dlaczego zerwałeś – powiedział łagodnie, uśmiechając się nieśmiało – Myślałeś, że nie wytrzymamy tej rozłąki. Pół roku to przecież szmat czasu – tłumaczył.
            - Doprawdy? – zadrwił, puszczając ręce chłopaka i podchodząc do barku.
            - Ale teraz możemy być razem – wykrzyknął entuzjastycznie – Wynająłem co prawda pokój w hotelu, ale masz duże mieszkanie, więc… - pozostawił niezadane pytanie do rozszyfrowania Krisowi. Ten odwrócił się rozbawiony w stronę Mike.
            - Żartujesz chyba. Nie – odpowiedział natychmiastowo.
            - Ale…
            - Posłuchaj mnie uważnie – nie miał zamiaru przebierać w słowach, musiał się pozbyć natręta – Jesteś nudny, i w łóżku i w życiu. Nie interesujesz mnie. Nie chcę się z tobą spotykać. Wizja chodzenia za rączkę mnie przytłacza. Lubię seks – dodał, a chłopak ożywił się na to hasło – Tylko nie z tobą – dokończył – Coś jeszcze chcesz wiedzieć?
            - Prześpij się ze mną – zażądał zdesperowany.
            - Słucham? – omal nie wypluł alkoholu, którego właśnie popijał.
            - Prześpij się ze mną – zagryzł wargę – Wtedy zmienisz zdanie.
            - Chcesz robić za kurwę? – zapytał ironicznie – Nie zapłacę ci – miał nadzieję, że te słowa choć trochę ubodą dumę chłopaka i ten się w końcu odczepi.
            - Kochaj się ze mną! – podbiegł do Krisa i wytrącił mu szklankę z rąk, wczepiając palcami w koszulkę  blondyna – Pokażę ci, że jestem ciebie wart.
            Nie czekając na odpowiedź Krisa, mocno wbił się w jego wargi, oplatając ściśle talię chłopaka i przylegając do niego całym swoim ciałem. Ciągle go całując, przesuwał się powoli w stronę sypialni, którą na początku udało mu się zlokalizować.
            Wu Fana nawet zaczęło to bawić. Był ciekawy jak daleko się posunie w dominacji ten chłopaczek i jak zareaguje, gdy po skończonym stosunku, zostanie wywalony za drzwi. Pozwolił sobą manipulować i posłusznie posuwał się małymi kroczkami do pokoju,  pozwalając by młodzik sobie nieco pofolgował.
            - Widzisz? – oderwał się na chwilę od warg Krisa, szepcząc radośnie – Może być jeszcze dobrze – wymruczał, ponownie przysysając się do ust blondyna.
            Wpadli do sypialni. Kris obojętny i od niechcenia oddający pieszczoty. Mike, który starał się jak najbardziej pobudzić blondyna, wijąc się tuż przy nim i gorąco całując. Wu Fan został rzucony na łóżko, a gdy stanął nad nim zarumieniony Mike, nie mógł powstrzymać kpiącego parsknięcia.
            - Zaczekaj – powiedział szybko chłopak i zniknął w salonie.
            Wrócił po chwili, niosąc ze sobą średniego rozmiaru kosmetyczkę. Rzucił ją niedbale na łóżko i usiadł na Krisie, pochylając się nad nim.
            - Mogę cię przykuć? – zapytał z błyskiem w oczach, wymachując mu przed oczyma czarnymi kajdankami.
            Blondyn spojrzał na niego rozbawiony i skinął głową, czekając na dalszy rozwój sytuacji. Zwykle to on był prowodyrem takich akcji. On zawsze dominował, a Mike posłusznie przyjmował wszelkie pieszczoty, okraszając je odpowiednimi dźwiękami rozkoszy. Lubił dominację, lubił kontrolować w łóżku, co przekładało się na życie codzienne. Jednak na pewną dozę odstępstw mógł się zgodzić. Wiedział, że będzie  miło, jednak nie liczył na większe uniesienia, dlatego pozwalał mu na jego poczynania.
            Chłopak dość niezgrabnie zakuł go w czarny gadżet, tak że leżał z uniesionymi rękoma, całkowicie podatny na widzimisię Mike.
            - I co teraz? – zapytał pełnym oczekiwania głosem, patrząc uważnie na zastanawiającego się chłopaka.
            Ten zagryzł wargę i uśmiechnął się do Wu Fana.
            - Zrobię ci dobrze? – zapytał prostodusznie.
            - Kiedy? Póki co tylko patrzysz na mnie, szukając wskazówki – zakpił Kris, stwierdzając, że udawanie miłego i tak nic nie da, a na pewno niczego takim zachowaniem nie zyska.
            - Potrafisz skutecznie psuć nastrój – bąknął Mike, robiąc obrażoną minę – Stałeś się podły.
            - Skąd wiesz, że taki nie byłem? – uśmiechnął się przymilnie – To co? Rozkuwasz mnie i się stąd wynosisz, czy zaczynasz działać? – zapytał zniecierpliwiony.
            - Przestań! – oburzył się chłopak – Rozpraszasz! – powiedział już ciszej.
            - Dobrze, przecież ja nic nie mówię – obruszył się na zbyt wysoki ton chłopaka – czyń swoją powinność – mruknął nieco weselej.
            Mike opuścił głowę i zdenerwowany zaczął zaciskać swoje dłonie.
            - Jestem tak w tym beznadziejny? – szepnął onieśmielony, ale i z żałością w głosie.
            - Tak – stwierdził kategorycznie Kris – Nawet nie zacząłeś i już się o to pytasz. Łupi dzieciak.
            - Chciałem dać ci trochę przyjemności – stwierdził.
            - Siedząc na mnie na pewno jej nie sprawiasz. Tylko siedząc – podkreślił. A nóż młody zdecyduje się jednak na jakąś akcję.
            - Jestem beznadziejny – warknął i zszedł z Krisa – Ale nauczę się – powiedział zdecydowanym tonem.
            - Czyli koniec naszej zabawy? – zapytał nieco zawiedziony Wu Fan – Odepnij mnie – zażądał.
            - Nie. Jestem beznadziejny, ale to nie znaczy, że nie spróbuję – ponownie zagryzł wargę – Ale… - rozejrzał się po pokoju.
            - … jest za jasno? – podsunął mu myśl Kris. Tego też nie rozumiał. Chłopak krępował się stosunku przy zapalonym świetle. Miał wręcz idealne ciało, więc powinien być z niego dumny i eksponować wdzięki. Irytowało go to, jak i zagryzanie wargi przez Mike, ale cóż mógł na to poradzić. Dostosowywał się, nic na siłę. Nawet nie wiedział, dlaczego był z tym chłopakiem. Może tylko dlatego, że był tak ugodowy, a on skrzętnie to wykorzystywał.
            - Tak – potwierdził z zażenowaniem i sięgnął po kosmetyczkę, z której wyjął czarną opaskę – Mogę? – zapytał.
            - Nie pytaj się o wszystko. Rób co chcesz. Taki był cel tych kajdanek, prawda? – potrząsł dłońmi.
            Mike założył mu tą nieszczęsną opaskę, o mało nie wybijając oka. Chłopak był wyraźnie spięty i nie wiedział od czego zacząć.
            - Chcę, żeby było ci dobrze – szepnął, dalej onieśmielony i złożył delikatny pocałunek na ustach Krisa. Nie na to czekał, wolał coś mocniejszego i bardziej zdecydowanego. Nie odpowiedział, czekając na kolejny ruch chłopaka. Chciał już to mieć za sobą.
            Niewprawne poczynania Mike, nie powodowały przyjemności. Tylko się niecierpliwił i oczekiwał końca. Nawet pocałunki w szyję, przypominały skubnięcia ptaka, który tak do końca nie wiedział co właściwie tu robi. Od czasu do czasu Kris pojękiwał, ukazując jak mu to jest dobrze i cudownie. Pieszczoty zadawane przez chłopaka, nie buchały w jego ciele, eksplodując i dając pełną satysfakcję. Był gotowy do dalszego kroku. Chciał żeby ten się w końcu na niego nabił i by mógł skończyć tą farsę z przyjemnym stosunkiem. Co prawda było przyjemnie, oczywiście, że było. Tylko on oczekiwał czegoś więcej, aniżeli stwierdzenia na koniec „Ok, miło było”. Już miał się odzywać z ponagleniem chłopaka, gdy zadzwonił telefon, co również przyjął z wyraźną ulgą.
            - Muszę odebrać – mruknął, szarpiąc się delikatnie.
            - Jeszcze nie skończyliśmy – nieco oburzony powiedział Mike, ocierając się po raz kolejny o jego nabrzmiałego członka.
            - Daj mi telefon – rozkazał tonem nie znoszącym sprzeciwu.
            Chłopak zszedł z Krisa i posłusznie, acz niechętnie, odebrał połączenie, przystawiając telefon do ucha blondyna.
            - Tak? – zapytał krótko – Świetnie, że dzwonisz. Tak – potwierdził – Masz się u mnie zjawić za godzinę, mam dla ciebie kolejne zadanie. Nie, nie ucieszy cię ono – mruknął – Do zobaczenia.
            - Godzinę? – obruszył się Mike – Myślałem, że spędzisz ze mną ten dzień – powiedział niezadowolony.
            - Skończysz to co zacząłeś? – odezwał się już nieco poirytowanym tonem. Brakowało tylko tego, by chłopak się jeszcze rozpłakał – Proszę? – dodał łagodniej.
            Mike mimo wszystko uśmiechnął się blado, zależało mu na blondynie. I to on miał przejąć inicjatywę, więc złość Krisa nie była bezpodstawna.
            Wdrapał się ponownie na jego biodra, drażniąc palcami członka chłopaka. Był nagi, a Krisa zdążył pozbawić odzieży już jakiś czas temu. Dodatkowo podniecenie sprawiało, że jego ruchy były jeszcze bardziej chaotyczne. I to poczucie, że jest panem sytuacji. Przystawił gotowego penisa do swojej dziurki. Wiedział, że za moment czeka go niewyobrażalny ból. Nie był przygotowany na stosunek, a dotykanie siebie samego powodowało jeszcze większą krępację. Dlatego musiał to przeżyć. Otoczył tylko członka Krisa sporawą porcją nawilżacza i płynnym ruchem pochłonął go do swojego ciasnego wnętrza. Targnął nim ból, aż jęknął z powodu paraliżu, jaki ogarnął jego ciało. Zacisnął mocno zęby, opadając na klatkę piersiową chłopaka i chcąc przyzwyczaić się do uczucia wypełnienia, jak i rozrywania delikatnej skóry.
            Kris poruszył się powoli, co spowodowało tylko głośniejszy jęk bólu u chłopaka. Musiał się poruszać, chciał jak najszybciej dojść.
            - Poczekaj chwilę. Boli… - wysapał Mike, co tylko rozzłościło Wu Fana. Sam chciał się kochać, a teraz doprowadza do takich nieprzyjemnych sytuacji. Zaprzestał jednak swoich ruchów, posłusznie czekając aż chłopak będzie gotowy. Zastanawiał się jednocześnie, czy Zitao również będzie miał tyle oporów co do seksu. A jeśli coś takiego się pojawi, to i tak będzie musiał to przeboleć. Bo to on będzie kontrolował wszystko, łącznie z przyjemnością i bólem, jaki będzie zadawał.
            Ciało powoli rozluźniało się,  pomimo bólu zaczął robić kółka biodrami, starając się nie myśleć o tym, że przez przynajmniej tydzień, nie będzie w stanie normalnie usiąść. Położył dłonie na klatce piersiowej Krisa, przerzucając cały ciężar na tą sferę i z całym swoim zaangażowaniem zaczął się poruszać. Ból pomieszany z przyjemnością, zaczął pulsować w jego członku, tak że jęki jakie z siebie wydawał, nie zwiastowały jedynie cierpienia.
I Wu Fan dołączył do niego. Wyciągnął biodra do góry, byle głębiej wejść w chłopaka i poczuć w końcu, po co tak właściwie zgodził się na propozycję Mike. Niewiele mu trzeba było by dojść, kiedy ruchy młodszego zrobiły się jeszcze bardziej chaotyczne i zachłanne. To podnosił się, to opadał, powodując, że członek Krisa pulsował w ciasnym wnętrzu, oczekując rozkosznego spełnienia.
Sam widok twarzy blondyna, wykrzywionej z podniecenia, był orgazmicznym obrazkiem, jakiego potrzebował. Impuls, który doprowadził go na skraj przepaści, tak potrzebny do wykrzyczenia światu jak jest mu dobrze. Krótki orgazm rozszedł się po jego ciele, osłabiając i wprawiając ciało w słodkie otępienie. Wszystko potęgowało się jeszcze bardziej, gdy poczuł, jak i ciało jego kochanka targa się niewielkimi konwulsjami i uczucie podwójnego zapełnienia, kiedy sperma rozlała się po jego wnętrzu. Opadł na klatkę piersiową Krisa, błądząc dłonią po wilgotnym torsie i odsuwając kosmyki, które wpadały mu do oczu.
- Brakowało mi ciebie – mruknął do klatki piersiowej blondyna, składając na niej mały pocałunek – Nie mam sił teraz wstawać – przytulił się mocno do chłopaka.
- Taaak, było miło odnowić znajomość – sapnął mało romantycznie Kris i szarpnął się – Uwolnisz mnie? – zapytał.
- Już wstaję – odparł niechętnie Mike, podnosząc się do góry i całując tym razem usta blondyna. Zarzucił na siebie koszulę, nie chcąc by ten widział go nagiego. Krępowało go to – Jesteś wolny i zadowolony, mam nadzieję – mruknął nieśmiało, siadając na skaju łóżka.
- Tak – powtórzył zamyślony – Idź się pierwszy umyć – zarządził, podnosząc się do pionu – Dalej się boisz? – złapał za skraj koszuli. Mike spłonił się i zabrał swoje rzeczy, uciekając do łazienki, goniony śmiechem Wu Fana.
Był zmęczony. Trochę. Nie był to stosunek, który całkowicie by go wykończył, jak i zadowolił. Było miło. Ot co. I nie zamierzał tego kontynuować. Jeden, niewinny numerek, tak na przypomnienie sobie miłych chwil z Kanady. Nic poza tym. Nie, kiedy miał do dyspozycji Zitao, który był na pewno wprawniejszym kochankiem.
- Zaraz muszę wychodzić? – zapytał niezadowolony Mike, kiedy doprowadzili się do porządku.
- Tak – sucho odparł Kris, siadając przy stole i nonszalancko czytając gazetę.
- Spotkamy się ponownie? – młodszy zagryzł wargę, opuszczając wzrok.
- Nie – równie zdecydowanie i zdawkowo odpowiedział.
Chłopak głośno przełknął ślinę. Dopiero teraz poczuł upokorzenie, chociaż spodziewał się takiego przebiegu sprawy. Był beznadziejny. We wszystkim. Nie dziwił się, że Kris go nie chce.
- Było aż tak źle? – zapytał, nie myśląc nawet o tym, że został wykorzystany.
- Mike – blondyn podniósł wzrok na chłopaka, składając gazetę – Po prostu nie na ciebie czekam – wyjaśnił.
- Poprawię się – obiecał.
- Mam tego dość – warknął i wstał. Przed pełnym wybuchem powstrzymał go jednak dzwonek do drzwi – W końcu – mruknął, podchodząc do nich i otwierając – Jesteś w końcu. Wejdź – wpuścił swojego gościa do środka.
- Nie przeszkadzam? – zapytał Seo In Guk, widząc Mike.
- Mike, wyjdź na chwilę – rozkazał chłopakowi, otwierając szerzej drzwi.
- O co chodzi? Złamał pan komuś serce, widząc po zachowaniu tego młodzika – zapytał drwiąco, kiedy chłopak wyszedł.
- To z nim będzie związane twoje zadanie – mruknął Kris, uśmiechając się podle – Mike Swan. Tak się nazywa, z tego co pamiętam. Znajomy z Kanady, który ubzdurał sobie, że jego i mnie łączy prawdziwe uczucie i przyjechał. Pilnuj go. By nie sprawiał kłopotów. Najlepiej nastrasz, by wrócił do Kanady. Ale póki co odstaw do jakiegoś hotelu – wyjaśnił spokojnie.
- Mam się bawić w niańkę? – skrzywił się, nie cieszyła go taka perspektywa.
- Możesz nawet zabawić się z nim, o ile jestem homo – burknął zdenerwowany Kris – A jeśli nie jesteś, to może zmienisz zdanie. Właśnie, jesteś gejem? Nie pytałem nigdy – zapytał nagle olśniony, zbliżając się do In Guka i robiąc zainteresowaną minę
- Od kiedy interesują pana moje prywatne sprawy? Nie to nas łączy – mruknął, odsuwając się od pracodawcy – Muszę z nim rozmawiać?
- A rób z nim co chcesz. Nie chcę go widzieć, niech się nie kręci w pobliżu mnie – skwitował – Rozumiesz?
- Jasne. Mam tylko nadzieję, że gówniarz nie będzie sprawiał problemów – dodał z westchnięciem – Jak się podobał artykuł? – zmienił temat.
- Bardzo – Kris uśmiechnął się – Ciekawe ujęcie, a to mi chodziło.
- Jutro przyjdę zamontować kamery. Kiedy panu pasuje?
- Jutro mam zajęcia, więc… po pracy? Wieczorem. Uprzedź mnie. To wszystko na dziś – skwitował Kris – Weź jego bagaże – wskazał na ścianę.
- Jeszcze za tragarza będę robił, świetnie. Już nie lubię tego gówniarza – burknął In Guk. 

~**~

Wu Fan zatrudnił go, aby zdobywał informacje, był skurwielem i pomagał przy pogrążeniu Huanga, ale bawienie się w opiekunkę nie należało do jego obowiązków. Które przy jednym spotkaniu diametralnie się zmieniły i stał się, bądź co bądź, niańką.
Wyszedł z mieszkania Krisa, ciągnąc walizkę należącą do chłopaka. Ten stał oparty o ścianę i smętnie wpatrywał się w swoje buty. Na dźwięk otwieranych drzwi, poderwał się do góry i w tym samym momencie, znowu wpadł w otchłań rozpaczy.
Seo In Guk skrzywił się widząc minę chłopaka.
- Twoje – podstawił mu walizkę – Przykro mi, że nie jestem twoim księciem na białym koniu, ale cóż, ten się na ciebie wypiął. Mam cię odstawić do hotelu – powiedział oschle i ruszył przed siebie – Słyszysz? – zatrzymał się, gdy chłopak nadal stał w miejscu – Idziemy – rozkazał ponuro.
- Nie mogę porozmawiać z Krisem? – zapytał nieśmiało, patrząc w oczy swojemu rozmówcy.
- Gdyby to ode mnie zależało, z chęcią bym się ciebie pozbył – odparł zgodnie z prawdą – Pan Wu Fan nie chce cię  więcej widzieć? Jakaś niejasność wynikła z tego zdania? Coś wytłumaczyć bardziej dosadnie? – zakpił.
- Rozumiem – jęknął jakby zaraz miał się rozpłakać. Tego jeszcze mu brakowało. Ramieniem ani chusteczką mu nie posłuży.
- Nie mazgaj się, tylko chodź – warknął na chłopaka, aż ten podskoczył – Odwiozę cię.
- Poradzę sobie – westchnął mało przekonująco i zabierając walizkę, ruszył przed siebie.
In Guk westchnął głęboko, uspokajając samego siebie.
- Chyba się nie zrozumieliśmy – warknął podchodząc do chłopaka i łapiąc go za ramię – Nie interesują mnie twoje zatargi z Wu Fanem, nie interesuje mnie twój chujowy nastrój, możesz płakać, wyć, ciskać się, chociaż wolałbym tego nie oglądać. Jedna podstawowa zasada. Masz mnie słuchać, chociaż teraz, w tej pieprzonej chwili masz być posłuszny, zrozumiałeś? – wydarł się na chłopaka, który skamieniały słuchał monologu In Guka – Możemy iść? – zapytał już spokojniej.
Mike nie odezwał się, tylko w jego oczach i postawie można było odczytać protest i urazę, jak i pewną dozę pdziwu. Co go jednak to obchodziło. Chłopak miał wykonywać polecenia, tak dużo w końcu nie wymagał.
- Wsiadaj – mruknął, otwierając drzwi swojego auta i samemu siadając za kierownicą.
Chłopak posłusznie zapakował swoją walizkę na tylne siedzenie, po czym usiadł obok starszego mężczyzny.
- Powiesz mi jak się nazywasz? – zapytał nieśmiało.
- To nie jest konieczne – mruknął In Guk, zajmując się jazdą i starając nie myśleć o natręcie, który został mu podrzucony.
- Ja nazywam się Mike Swan – odparł chłopak, nie zrażony odmową mężczyzny – Ja… - zaczął, po czym się zaciął, nie wiedząc co może ujawnić.
- Nie interesuje mnie to – burknął po raz kolejny.
- Będziesz moim ochroniarzem? – zapytał Mike.
- Co? – wydarł się In Guk, na przemian śmiejąc się do rozpuku – Ochroniarzem? Zabawne – opanował się szybko – Dzieciaku, ja mam cię stąd wykurzyć – dodał pobłażliwie – Przeszkadzasz tylko Wu Fanowi.
- Wcale nie! – zaprzeczył – Ja go kocham! – powiedział z mocą.
- Kochasz? – prychnął In Guk – Chcesz poznać moją definicję miłości? Miłość to tylko zwątpienie, zdrada, gorycz i ból jaki sprawia ci wspomnienie chwil przyjemnych, a które już nigdy nie powrócą. Więc, jak widzisz… nie warto w to inwestować – skwitował.
- Jesteś szorstki i rozgoryczony, jakby ktoś cię rzucił – mruknął Mike, ukazując odrobinę ostrzejszego charakteru.
- A myślałem, że tylko umiesz biadolić, a nie się odgryzać. Słuchaj, pomieszkaj sobie kilka dni w hotelu, pozwiedzaj i wyjedź. Znacznie uprościsz mi życie i nie będę musiał za tobą latać i pilnować, byś zbytnio nie zbliżał do Wu Fana.
- Nie – zaprotestował.
- Co nie? Mam powtórzyć?
- Nie, ale nie wyjadę. Muszę się tylko nauczyć kilku rzeczy, żeby on był ze mnie zadowolony – spojrzał odkrywczo na mężczyznę za kółkiem – Kim jesteś dla Krisa? – zapytał ostrożnie.
- Pracuję dla niego, bo co? – odburknął, zdezorientowany gadką chłopaka.
- Jesteś stanowczym mężczyzną? Jesteś – zadał pytanie, po czym sam na nie odpowiedział.
- Jesteśmy na miejscu – zatrzymał pojazd i czekał aż chłopak wysiądzie z auta.
- Mam prośbę – powiedział podekscytowany Mike.
- Nie – odpowiedział sucho In Guk.
- Nawet nie powiedziałem o co chodzi – jęknął zawiedziony.
- Nie chcę tego słuchać, wysiadaj – rozkazał.
- Naucz mnie dominowania i pewności siebie – wyrzucił z siebie, rozszerzonymi oczyma wpatrując się w swojego kierowcę.
- He? – zapytał mało inteligentnie, nie wiedząc o co chodzi młodzikowi.
- Naucz mnie jak mam być pewny siebie w łóżku. Jak mam robić, by pokazać Krisowi, że nie jestem tak beznadziejny i wiem czego chcę! – zawołał z mocą, coraz bardziej napalając się na ten absurdalny pomysł.
- He? – powtórzył In Guk, z głupią miną, zupełnie nie rozumiejąc chłopaka.
- Zrób to… proszę – dodał.
Mężczyzna zastanowił się. To była najgłupsza oferta jaką kiedykolwiek słyszał. Totalnie irracjonalna i bez sensu. Miał uczyć seksu?
- Ja rozumiem dzieciaku, że jesteś zakompleksiony, ale to nie moja sprawa – pokręcił głową
- Będę się ciebie słuchał i nie zbliżę do Krisa – zawołał.
Seo przymknął oczy i poczochrał swoje włosy w geście bezsilności. Był zaskoczony. Nikt nigdy nie złożył mu takiej propozycji. Chociaż z drugiej strony, chłopak był przystojny. I pociągający, kiedy się nie mazał i nie udawał ofiary losu. I mógł być przydatnym narzędziem do zaspokajania potrzeb, nie musiałby się starać. A szukanie związku go nie interesowało. I chłopak twierdził, że kocha Krisa. Nie zaangażowałby się.
Spojrzał spod zmrużonych powiek na swojego towarzysza, który oczekiwał w napięciu odpowiedzi.
- Przypomnij, jak się nazywasz? – zapytał.
- Mike Swan – niemal zakrzyknął – Nie będę ci sprawiał problemu, obiecuję – przyrzekł solennie.
- Nie powiedziałem, że się zgadzam – sucho zaoponował – Kiedy dzwonię, przyjeżdżasz. Kiedy mówię, że masz się nie odzywać, nie odzywasz się. Kiedy mówię, że masz coś zrobić, robisz to bez słowa sprzeciwu, jasne?
Mike pokiwał w zapale głową na znak potwierdzenia, wiercąc się niemiłosiernie na fotelu.
- I kiedy powiem, że to koniec, odejdziesz – skończył, patrząc uważnie na rozentuzjazmowanego chłopaka.
- Rozumiem – skinął po raz enty głową i uśmiechnął się od ucha do ucha – I tak zależy mi na Krisie. Jeszcze jedno… - zawiesił  głos - … mogę z tobą zamieszkać? Będzie taniej. Mogę gotować – zaoferował się od razu.
- Co? – zakrzyknął In Guk – Nie.
- Proszę – zaskomlał – Nie jestem wymagającym lokatorem, proszę – jęknął błagalnie.
Seo In Guk obrzucił chłopaka lustrującym spojrzeniem. Lokator? Po co mu on.
- Dobrze – powiedział powoli, sam nie wiedząc dlaczego się zgadza na taki ciężar. Czuł, że to może oznaczać jedynie kłopoty dla jego ustabilizowanego jak do tej pory życia.

22 komentarze:

  1. mike i seo, to było boskie <3 tak jechali tym samochodem i stwierdziłam ze będą razem xd i tu nagle takie coś <3 i takie zakochają sie w sobie będzie tru lov <3 czekam na dalszy ciąg taorisa, i tak kris, tao będzie dobry w łóżku ^^ hawaiting!~~

    OdpowiedzUsuń
  2. Bardzo dobre opowiada nie :). Muszę przyznać, że strasznie mnie wciągnęło.
    Pozdrawiam i weny! /Magda.

    OdpowiedzUsuń
  3. Wielbię ten charakter Kris'a i cieszę się, że opek staje się coraz większą patolą(w pozytywnym sensie) :D Lubię tego typu gatunki, bo przynajmniej coś się dzieje i łatwo się nie nudzi. Dziękuję za tego ff, bo przynajmniej moje życie staje się kolorowsze, czytając Dangerous <3 // Axe

    OdpowiedzUsuń
  4. No cóż. Rozdział genialnie i wspaniale napisany i .... i tyle. Nie olśnił mnie, nie zwalił z nóg. Dlaczego? Bo w tym opowiadaniu przyzwyczaiłaś mnie do trochę ciekawszej fabuły. Rozumiem, że ten rozdział jest niejako wprowadzeniem do rozwinięcia i pogłębienia opowiadania. Ot była zabaweczka Krisa na siłę ma mieszkać i słuchać się rozkazów pracownika Krisa a w między czasie oboje się w sobie zakochają nie licząc mnożących się przeciwności losu. Głównym wątkiem będzie Tao i Kris oni pobocznym lecz jednak ważnym i dużo znaczącym w fabule jednak....to dobrze! To świetny pomysł! Genialny! Jednak co do rozdziału a raczej jego fabuły... spodziewałem się czegoś innego, ciekawszego, głębszego, czegoś co w przypadku poprzednich partów uwolni więcej emocji w tym ciekawość. Nie mnie jednak rozdział super, mega napisany i co do fabuły dość poprawny.
    Co do tych komentarzy nieszczęsnych to...przyznaje ci rację.
    Nie tylko ciebie wkurza ich brak. Człowiek tu wchodzi sprawdza czy nareszcie jest odpowiednia ilość komentów a tu...dupa z błotem i zbukami. Naprawdę czy tak ciężko jest napisać jedno zdanie? Parę słów "Było fajne, Podobało mi się, Nie to okropne"...Geez nie wiem czy w tym kraju ludzie mają problemy z czytaniem, rozumieniem, inteligencja, pojmowaniem informacji czy czym? A może poprostu są głupi. Nie wiem. W każdym razie brak komentarzy to totalny żal. I szczerze cię popieram. Tak więc powodzenia w pisaniu! I nie łam się!
    Zero_

    OdpowiedzUsuń
  5. Kurcze, jestem taka niepełna, bo miałam nadzieje, że już w tym rozdziale zajdzie coś między Tao i Krisem! A teraz muszę czekać!

    Mogę mieć inną wizje niż ty, ale według mnie Kris ma jednak w sobie trochę uczucia. Niby uprawiał sex tym Mikiem dla własnej przyjemności - ale gdyby tak serio choć trochę nie miał jakiegoś współczucia (czy coś) mógł go zwyczajnie zbyć, bo jak sam twierdził przed i po stosunku - z Mikiem to nie jest nic specjalnego.

    Myślę, że Kris się nie rozczaruje jeśli chodzi o Tao, bo ten najwyraźniej bardzo lubi ból i nie powie "boli" jak Mike. Chyba, że czymś zaskoczysz w tej kwestii.

    OdpowiedzUsuń
  6. Umiesz poprawic humor czlowiekowi, w sobotni wieczor, ktory musze spedzic w szpitalu.
    Caly rozdzial kreci sie wokol Mike i jego milosci do Krisa.. Jakos watpie by byli ponownie razem. Moze bedzie troche chwil w ktorych Tao bedzie zazdrosny (tak tylko mysle), ale jakos ich nie widze razem. Za to z Seo jak najbardziej.
    Nie zawieszaj bloga! Twoje opowiadania sa najlepsze jakie do tej pory czytalam, wiec bedzie mi ich naprawde brakowac.
    Wybacz, ze moja wypowiedz jest pozbawiona skladu, ale przez moja migrene nie mysle. A wolalam teraz cos wyskrobac bo potem moge zapomniec.
    Wiec na koniec. Zycze weny i czekam na dalsze chaptery

    OdpowiedzUsuń
  7. no cóż rozdział był świetny. brakowało mi jakiś scen Taoris ale mam nadzieje ze w następnym rozdziale bedzie wiecej ^^ weny życzę *.* / Jiyeon

    OdpowiedzUsuń
  8. W KOŃCU ! Długo czekałam na ten rozdział. I nie zawiodłaś mnie. Wszystko świetnie, ładnie, pięknie nawet nie ma się do czego przyczepić. No i Mike. To się zdziwiłam... Zapewne popsuje troche plan Krisa. No nic. Czekam na następny. Mam nadzieje że nie długo. I proszę nie kończ tego bloga bo masz cholerny talent i chciałabym przeczytać więcej twoich opowiadań. "Sylwia"

    OdpowiedzUsuń
  9. Jesteś okrutna! Tyle czasu czekałam na dalszy rozwój akcji między Tao i Krisem, a tu ani słowa o Tao ;< Co nie zmienia faktu, że rozdział jest wspaniały, nie spodziewałam się, że były chłopak Krisa pojawi się jeszcze w opowiadaniu, ale jestem przez to jeszcze bardziej ciekawa rozwoju wypadków. Nie mogę się doczekać następnego, powodzenia w pisaniu :)
    Nia

    OdpowiedzUsuń
  10. Brakowało mi tu Tao. W następnym rozdziale mam nadzieje, że troszkę o nim będzie. Rozdział jak zwykle świetny *.* Czekam na jakieś sceny Tao i Krisa <3
    Miroo

    OdpowiedzUsuń
  11. Czekam na dalsze party ^^ Nom... czekam również na scny tao i krisa i więcej akcji wokół nich ^^ Mam tylko nadzieję, że teraz nie będzie sie wszystko kręcić wokół Seo i Mike - fajny z nimi pomysł, lecz moje serce skradli Taoris i ich patologiczne charakterki <3

    OdpowiedzUsuń
  12. Wchodzę na bloga codziennie, by sprawdzić, czy coś nowego jest i niezmiernie się ucieszyłam, widząc 10 rozdział. Jednak po przeczytaniu trochę się rozczarowałam. Niestety. Rozdział okazał się nudny, może to przez postać Mike, może przez brak Tao,a może przez mój dzisiejszy nastrój - nie wiem. Scena łóżkowa opisana jak najbardziej okej. A Kris jako zimny drań to jest to, co najbardziej lubię. Gorzej z jego kochankiem.
    Jednak mam nadzieję, że Mike wniesie coś ważnego do opowiadania! Może jego charakter diametralnie się zmieni, stanie się tak zimny jak Kris i będzie chciał zrobić coś Tao? Uwielbiam takie domysły, bo potem czytając dalsze części śmieję się z siebie i ze swoich głupich pomysłów :)
    No nic, żegnam się i życzę weny :)

    OdpowiedzUsuń
  13. Musze sie zgodzic z komentarzem Aleksandry Gizy. Tez czekalam w wielkim napieciu na dziesiaty rozdzial, a nie bylo tu nic z Tao. Jedynie male wzmianki, ktore praktycznie nic nie wniosly do rozdzialo. Oczywiscie nie mam na mysli tego, ze roozdzial jest zly. Bron boze! Wszystko jest okej, tylko wkurza mnie Mike. Taka typowa ciapa. Szczerze mowiac, to nienawidze takich postaci, ale mam nadzieje, ze Seo go jakos zmieni i juz taki nie bedzie. Wydaje mi sie, ze troche za duzo smecenia na temat nieszczesliwej milosci Mike do Krisa, ale to juz tylko moje zdanie.
    A co do komentarzy. Rowniez dziwie sie, ze ludzie nie komentuja takich dziel jak to, ale na twoim miejscu nie mowilabym tak ciagle o tym, ze jest malo komentarzy, ze wiekszosc to ninje. Rozumiem to, ze przez to czujesz sie niedoceniona i nie masz zadnych opinii na temat fickow, ale ja uwazam, ze jezeli ktos upomina sie o np. komentarze, to moze ich wtedy dosstac mniej. I znow sie powtorze - to tylko moje zdanie,l na ktore nie musisz zwracac uwagi. Przedstawiam tylko to, jak ja to widze. Miejmy nadzieje, ze komentarzy przybedzie, anonimowi beda sie podpisywac (tak, jak wyzej) i nie zamkniesz bloga tylko dlatego, ze ludziom nie chce sie ruszyc tylkow i komentowac.
    Zycze duzo weny, pomyslow, checi i milych opinii na temat twoich tworow. :3

    OdpowiedzUsuń
  14. nie kończ tego bloga! jesteś za dobra :D i twoje opowiadania są bardzo wciągające. Mam nadzieje że będziesz dalej pisać. Rozdział świetny. Mam nadzieje że szybko pojawi się następny.
    Alina

    OdpowiedzUsuń
  15. nigdy się nie udzielam na blogach... Tobie piszę mój pierwszy komentarz pod ff ^^... nie wiem czy dobrze to opiszę ale skoro to daje Ci wenę to spróbuję. Troszkę już na tym blogu siedzę i nie jedno przeczytałam. powiem tylko, że wracając po całym dniu ze szkoły... zmordowana, bez chęci do życia i przygnieciona problemami... włączam kompa i jedną z pierwszych rzeczy jaką robię to sprawdzenie czy coś dodałaś... Twoje opowiadania są dla mnie ucieczką od szarych i nijakich dni, pozwalają przeżywać radość, trzymać w napięciu... rozbeczeć się jak małe dziecko i cieszyć jak wariatka. Moim zdaniem trzeba mieć ogromny talent żeby wywoływać u ludzi takie uczucia samymi słowami, więc jeśli jest to nawet garstka osób... czy nie warto ich uszczęśliwić? takich jak ja... uwielbiających Twojego bloga ale nie udzielających się z takich albo innych powodów jest mnóstwo, mam nadzieję, że kiedyś też dadzą tutaj znak życia. A jeśli chodzi o rozdział... to jest zajebisty... z każdym nowym wychodzi Ci to coraz lepiej. W sumie wszystko co u Cb czytałam w żaden sposób mnie nie rozczarowało... DUUUUUUUUUUŻO WENY!!! Będę nadal z niecierpliwością wyczekiwać następnego ^^.
    Jeanette

    OdpowiedzUsuń
  16. pisz pisz szybciutko dalej *.* rozdział jak zwykle cudowny ^^ dużo weny życze :*
    Julita

    OdpowiedzUsuń
  17. Aish... chyba w końcu pora dać tutaj jakiś komentarz, bo już nie mogę czytać tego, co wypisujesz w niemal każdej notce odautorskiej. Dla Ciebie te 10 czy góra 15 komentarzy to jest mało? Wychodzi na to, jak wielką egoistką jesteś. Tak właśnie, egoistką. Powinnaś się cieszyć, że przynajmniej tyle osób czyta Twoje prace i je komentuje, bo opowiadania masz całkiem dobre, jednak nie wszystkie. Ale wiesz... Jest dużo świetnych blogów, które mają może po 3 czy mniej komentarzy, a bloggerki nie szantażują swoich czytelników zamknięciem bloga, bo dla nich każda najmniejsza opinia jest ważna... A dla Ciebie w takim przypadku liczy się jedynie ilość komentarzy, jakie ktoś Ci dał (i nie ważne, że są to jedno-dwu zdaniowe wypowiedzi), a nie to, ile ktoś złożył w niego pracy, by napisać Ci dobrą opinię.
    Sama mam bloga i dobrze wiem, co to znaczy mieć mało komentarzy, ale mnie pluję się w każdej notce, jak to czytelnicy się okropni. Bo nie są. Wiadomo, że nie każdy skomentuje Ci prace, dlatego albo pisz dla siebie i wrzucaj opowiadania dla tych "nielicznych" (chociaż, czy 10 komentarzy, to mało...?) co czytają, albo zamknij bloga i daj sobie spokój. Bloggerki piszą dla siebie, a to, że wrzucają prace na bloga to jest ich dobra wola, tak wiem o tym. Ale dobrą wolą czytelnika jest również to, że skomentuje Ci pracę, bo widać, że mu się podobała... Innym zwyczajnie mogła się nie spodobać, więc nie komentował. Po co takie wymuszanie?
    Swoją drogą. Przeczytałam tylko część opowiadania Dangerous, bo samo Twoje podejście mnie zniechęciło. Szczerze, nie było ono jakoś bardzo porywające, chociaż zdarzały się momenty, że coś fajnego się w nim działo. Poza tym Twoje podejście do bloga jest dziwne, bo wygląda to tak, jakbyś nic poza nim i komentarzami nie widziała. Nie liczysz się z opinią ludzi, tylko z rosnącymi cyferkami w komentarzach. Bo co? Im więcej masz komentarzy, tym jesteś fajniejsza? Nope, muszę Cię rozczarować. Są o wiele lepsze blogi niż Twój.
    Mój hejt na Ciebie jest uzasadniony, chociaż pewnie i tak olejesz sobie ten komentarz i będziesz czytała tylko te, które Ci słodziły.
    ps. Kiedyś też się plułam o komentarze, ale stwierdziłam, że nie ma to sensu, bo i tak nic by się nie zmieniło.
    Wyraziłam swoją jedyną opinię na tym blogu, bo nie mam ochoty robić tego więcej ((:
    Oby Ci dopisała wena na pisanie lepszych opowiadań a nie zrzędzenie, jak to BARDZO MAŁO komentarzy masz. ((:

    OdpowiedzUsuń
  18. Cudownie ^.^ Jak zwykle zresztą. Mam nadzieję, ze następne opowiadanie pojawi się szybko.
    Alysa ;)

    OdpowiedzUsuń
  19. Aishh, nie narzekaj na brak komentarzy, naprawdę. Niektórzy mają czasem po 3 góra a piszą naprawdę wspaniale. Nie piszę tego z nienawiści do Ciebie.
    Wręcz przeciwnie. Uwielbiam twojego bloga i przeczytałam każde opowiadanie, niektóre nawet po kilka.
    Co do rozdziału, hmmm.
    Szkoda, że nie było w nim Tao :c
    Ale mimo to jestem ciekawa co będzie dalej i co nabroi były Krisa. c:
    Czekam na kolejny rozdział~~ ^^

    OdpowiedzUsuń
  20. JEEZUU !! Tyle czekałam na ten rozdział a dopiero dziś zobaczyłam że coś dodałaś -.- jak zwykle jest świetnie. Brakuje jakiś ostrych momentów TAORIS ale nie można mieć wszystkiego prawda :D mam nadzieje że szybko napiszesz kolejny rozdzialik ^^ czekam z niecierpliwością. // Seohyunn

    OdpowiedzUsuń
  21. Biedny Mike XD Trochę irytujący ale jednak mi go szkoda...
    Dobry rozdział :D

    OdpowiedzUsuń