poniedziałek, 19 sierpnia 2013

Dangerous - Rozdział 6.


Witam :)
I przed nami kolejny rozdział opowiadania (co prawda nadal nie poprawionego, no wiecie, podrzucę ładny i piękny później), z nowym nagłówkiem (za co dziękuję i tutaj odnośnik do właścicielki bloga ^^ http://powerkpopff.blogspot.com/ ). 
Miło mnie zaskoczyliście ilością komentarzy, dziękuję i marzę o jeszcze większej liczbie *.* 
Dziękuję również za tych kilka wiadomości prywatnych, są bardzo pokrzepiające i lubię z Wami pisać :3
Do następnego poniedziałku <3

Rozdział zamieniony, poprawiony. 



            Cały tydzień kręcił się niecierpliwiąc i zdecydowanie odrzucając od siebie powód swojego podenerwowania. Kris aż za bardzo na niego podziałał w tym zaułku, kiedy rozmawiali. A raczej badali siebie nawzajem. Czy mogą pozwolić sobie na krok do przodu, który całkowicie zmieni ich życie?
            Gdyby Wu Fan był zwykłym facetem, pewnie nie zwróciłby na niego uwagi. Nawet jego aparycja nie zrobiłaby na Zitao większego wrażenia. Student po prostu czuł, że Kris jest niebezpieczny. Że nie będzie miał do czynienia z chodzeniem pod rękę i romantycznymi gestami. Że to nie będzie ten typ relacji. Wiedział, że będzie cierpiał. Jednak bólem, który będzie sprawiał mu ukojenie. Tak, był masochistą i kochał cierpieć. Uzależniająca dawka adrenaliny, której nie mógł sobie odmówić. To wszystko miało ogromną dawkę pikanterii, ten dziwny związek, jaki może się między nimi wytworzyć. To go zniszczy. Był pewien tego, że sięgnie dna. Bo ON był niebezpieczny, zły. Mógłby szlachetnie powiedzieć, że spróbowałby go zmienić, nawrócić. Bo czy nie taką rolę przybierają zwykle ludzie? Tylko po co? Zitao chciał zła. Chciał bólu i samozniszczenia. A Kris mógłby mu to zapewnić, więc spróbuje. Spróbuje się zniszczyć i przy tym dobrze zabawić, przeżyć przygodę życia. Miłość? Tu nie będzie miejsca na tak wzniosłe uczucie. Tylko cierpienie.
            Siedział na łóżku i właśnie tak rozmyślał, patrząc co chwilę to na zegarek, to na drzwi. Zaciskał kurczowo dłonie, starając się uspokoić i przywołać szczątki zdrowego rozsądku. Słyszał ojca krzątającego się na dole. Chciał by ten wyszedł przed nim. Nic co prawda nie zrobił, a jeśli chciałby go uderzyć – nawet dla wyładowania swojej złości – to zrobiłby to pod koniec tygodnia, kiedy nie musiał pokazywać się na uczelni. Nerwowo zerknął na obręcz zegarka i podniósł się do góry, stwierdzając, że musi już wyjść. Spotkanie z ojcem będzie nieuniknione.
            - W końcu się pojawiłeś - usłyszał niechętny głos swojego ojca, gdy tylko wynurzył się ze swojego pokoju.
            Cieszył się, że ta przestrzeń – mimo, że niewielka – była zarezerwowana tylko dla niego. I dla sprzątaczki kilka godzin w tygodniu. Rodzice nie mieli tutaj wstępu.
            - O co chodzi? – zapytał obojętnie, schodząc ze schodów.
            - Nie planuj nic na sobotę, jesteś zajęty – mężczyzna powiedział twardo, nawet nie patrząc na syna.
            - Tak? – odparł butnie, automatycznie się nastraszając, słysząc jedynie rozkaz. Nie lubił, gdy ktoś mu rozkazywał. Wtedy samoistnie włączała mu się blokada i chęć zdenerwowania przeciwnika. Z ojcem zawsze mu się to udawało – Od kiedy będziesz rozplanowywał mój grafik?
            Huang zaśmiał się i spojrzał ostro na syna, z pełnym pobłażania wzrokiem.
            - Całe twoje życie jest rozplanowane przeze mnie, zapomniałeś? W sobotę idziemy całą rodziną na bankiet.
            - Rodziną… - prychnął Zitao – Przepraszam, czym?
            Mężczyzna podszedł do syna i złapał go boleśnie za ramię.
            - Nie sprowokujesz mnie – syknął – Tak, jesteśmy kochającą się rodziną, synu – zakończył łagodnie. Rodziny nie zostawia się samej sobie. Pomaga jej się. Chroni. Nie dopuszcza do skandali – recytował jak wyuczony wiersz.
            - Nie katuje? – napomknął złośliwie.
            - Dba o porządek – sprostował Huang i machnął rękę, odsuwając się od chłopaka – Zrób mi tą przyjemność i przyprowadź kogoś. Nie żadną dziwkę, tylko dziewczynę. Ostatnio za bardzo brukowce interesują się twoimi jednonocnymi znajomościami.
            - Przyjemność? – Zitao zaśmiał się cicho – Postaram się.
            - Znam ten ton głosu – ostrzegł go – Żadnej lafiryndy. Koleżankę zaproś, chyba że masz dziewczynę. Muszę iść – spojrzał na zegarek i zabrał teczkę.
            - Miłego dnia – powiedział słodkim głosem.
            Mężczyzna spojrzał na chłopaka ze zdziwieniem, po czym wyszedł z kpiącym uśmiechem na ustach.
            - Stary głupiec – powiedział głośno, kiedy ojciec wyszedł.

~**~

Stał przed salą, gdzie miały odbywać się zajęcia z Wu Fanem i zastanawiał się czy trafił pod właściwie drzwi. Dziewczyny z jego roku stłoczyły się pod drzwiami i czatowały, czekając na Krisa. Warto wspomnieć, że ubrane były jakby gdzieś się wybierały i połowy  nagle nie rozpoznał, przez zbyt dużą ilość makijażu. Zaśmiał się w duchu, spekulując jakby się zachowały, wiedząc, że wykładowca jest gejem. Albo bi, sam do końca nie wiedział.
Po tłumku przeszedł szum głośniejszych rozmów i pośrodku utworzyła się ścieżka, zapewne dla powodu całego zamieszania. Nawet Zitao mimowolnie wyciągnął się w górę, oczekując Krisa.
Ten wparował w ul dziewcząt i nie wiedział początkowo co się dookoła niego dzieje. Rozmowy ucichły, studentki gotowe do szarpaniny i biegu czekały, aż drzwi się otworzą, a one będą mogły zająć pierwsze miejsca.
- Czy on jest naprawdę tak cudowny? – JaeMin podszedł do Zitao i oparł się nonszalancko o ścianę, tuż przy chłopaku. Ten odsunął się, nie chcąc by ten myślał, że mogą normalnie ze sobą rozmawiać. Nie mogli. Zitao nie zaznajamiał się z ludźmi ze swojego roku, bo nic mu nie mogli dać. Nie byli nikim ważnym.
- Mówisz do mnie, mam rozumieć? – zapytał, udając zdziwienie i dając do zrozumienia chłopakowi, że nie chce jego towarzystwa.  Ten automatycznie przeniósł wzrok w ścianę, ją obdarzając uwagą.
Drzwi się otworzyły i wszyscy wparowali do środka. Kris został na zewnątrz i czekał, aż wszyscy znikną w sali. Zitao poderwał się do przodu, powoli kierując się do środka. Przeszedł blisko wykładowcy i z przemiłym uśmiechem odezwał się.
- Dzień dobry, panie doktorze – przywitał się z Krisem i posyłając mu przeciągłe spojrzenie, wszedł do środka. Niejakie przypomnienie wcześniejszej rozmowy, obietnicy, jaką niemo sobie rzucili i którą zamierzają zrealizować.
Skierował się od razu do przodu, nie przejął się nawet tym, że wszystkie miejsca były zajęte. Podszedł do siedzących dziewczyn, które zdziwione podniosły na niego spojrzenia.
- Wolny rząd dla mnie – powiedział spokojnie i cofnął się krok do przodu, pozwalając wyjść studentkom.
- Dlaczego? – odezwała się najodważniejsza, butnie patrząc na intruza.
Zitao spojrzał na nią z pogardą, posyłając jedynie parsknięcie.
- Wolny rząd – powtórzył zimno, patrząc prosto w oczy buntującej się. Reszta dziewczyn, z małą niechęcią, podniosła się i zaczęła szturchać protestującą dziewczynę, która nie mając innego wyjścia, podążyła za koleżankami.
- Bogaty dupek – mruknęła jeszcze, przechodząc obok Zitao.
Uśmiechnął się w odpowiedzi i zajął miejsce. Jakby się przejmował opiniami jakiegoś nic nie znaczącego robaka, który dodatkowo wygląda jak facet. Przebiegł wzrokiem po sylwetce Krisa, który zamknął drzwi i stanął za biurkiem. Prezentował się znakomicie, ubrany ze smakiem.
Zdziwienie przeszło w promienny uśmiech, przepleciony złośliwością, widząc Zitao w pierwszej ławce, siedzącego samotnie. Patrzył na niego intensywnie, taksując przeciągle całą jego sylwetkę. On sam musiał mieć na uwadze innych studentów, było mu tonie na rękę. Z chęcią podjąłby wyzwanie i podrażnił się z Zitao.
- Dzień dobry wszystkim – przywitał się ze studentami i otrzymał zgodny chór głosów w odpowiedzi.

~**~

Całe zajęcia uznał za niezwykle zabawne. Dodatkowo sprawiły, że miał jeszcze większą ochotę na Krisa. Z racji tego, że siedział sam w swoim – pierwszym – rzędzie, Kris usiadł na ławce tuż przy nim. Pierwszą reakcją Zitao było niemal zachłyśnięcie się powietrzem. Powoli jednak przyzwyczaił się do jego bliskiej obecności i już wiedział. Mężczyzna naprawdę do pociągał. Miał dokładny wgląd na jego uda, talię przez co robiło mu się dodatkowo gorąco, myśląc co mógłby robić z jego ciałem. Nawet nie skupiał się na tym co mówi Kris, tylko na niego patrzył i wymyślał coraz to nowe scenariusze upojnych, przyszłych chwil, jakie być może razem spędzą. Z małą dozą brutalności… albo większą, znacznie  większą. Powodowało to dreszcze na jego skórze, tak potrzebującej dotyku tego mężczyzny.
W efekcie czuł się pobudzony wychodząc z zajęć. Chciał potrzymać Krisa jeszcze trochę w niepewności, nakręcić go jeszcze bardziej, dlatego wyszedł pierwszy, gdy ten pozwolił im wyjść i zakończył zajęcia. Nawet nie  spojrzał na nieco zdziwionego Wu Fana. Wiedział, że zrobił dobrze. Że  zachęcił go do dalszego działania. Do postarania się nieco bardziej.
Musiał poszukać Go Ary. Tak jak chciał jego ojciec, znajdzie sobie porządną partnerkę. Dziewczyna nadawała się do tego idealnie. Pomyślał, że będzie musiał ograniczyć z nią kontakt. Była zbyt zaborcza i uważała się za nie wiadomo kogo dla niego. Nie potrzebował laski. Idealna do małych igraszek, w których nie mógł się spełnić do końca, ponieważ była za krucha. Mimo, że dawała z siebie max w łóżku.
Zauważył ją stojącą w grupce dziewczyn. Podszedł do niej i zignorował stojące wraz z nią koleżanki.
- Musimy pogadać – powiedział sucho, nie siląc się na zbędne powitania. Go Ara od razu się rozpromieniła.
- Zaraz wracam – z wyższością odezwała się do swoich współtowarzyszek i dała się poprowadzić Zitao – Nie musisz być taki obojętny – wytknęła mu, gdy tylko się oddalili.
- A dlaczego nie miałbym taki być? – zapytał zdziwiony.
- Chyba zapominasz mój drogi, kim dla siebie jesteśmy – syknęła dziewczyna i czule złapała policzek Zitao, przeciągając po delikatnej skórze krwistoczerwonymi paznokciami – Dzień dobry panie doktorze – skinęła głową, kiedy Kris z zaciętym wyrazem twarzy ich minął.
- Dzień dobry – odpowiedział roztargniony, patrząc na Zitao. Ten zrobił się jeszcze bardziej obojętny, odsuwając dłoń Go Ary i robiąc krok do tyłu.
- Czasami ze sobą śpimy – Zitao wzruszył ramionami, patrząc na oddalającą się sylwetkę Krisa i myśląc o tym, czy był zazdrosny.
- Czasami? – dziewczyna zmrużyła oczy – O nie – pokręciła  głową i wskazała na niego palcem – Nie pozwolę ci ode mnie uciec tak szybko – powiedziała złowrogo – Mamy dużo wspólnego i dobrze nam razem – stwierdziła, uśmiechając się podle – Więc tylko bez takich, że nikim dla siebie nie jesteśmy.
- Jestem dla ciebie przepustką do lepszego świata. Byś zabłysła i dobrze się ustawiła – pochylił się ku niej i złapał za brodę, nakierowując jej wzrok ku sobie – Byś nie skończyła jak swoja matka, pracująca za marne grosze i robiąca grzecznie obiadek tatuśkowi – uśmiechnął się gorzko, widząc rozwścieczoną minę Go Ary.
- Jesteś bezczelny, nie masz prawa tak o mnie mówić – powiedziała ostro, odsuwając się od Zitao.
- Mam prawo, bo stoję wyżej niż ty i nic nie możesz mi zrobić – westchnął znudzony – Ale mam dla ciebie niespodziankę – klasnął w dłonie, okazując zbytni entuzjazm – Będziesz mogła poznać innych nadzianych małolatów, albo ich ojców. W sobotę idziemy na bankiet. Cieszysz się?
- Idziemy? A jeśli mam inne plany na weekend? – odpowiedziała butnie. Nie podobał się jej ten apodyktyczny ton i drwienie z jej osoby. Nawet jeśli to był Zitao, wraz ze swoją pozycją, wspaniałością i pełnym portfelem.
- To je zmienisz – mruknął zniecierpliwiony – Zrób mi małą przysługę, na pewno na tym zyskasz – powiedział obiecująco.
Perspektywa poznania lepszego towarzystwa, była aż nazbyt kusząca. Chyba nie mogła odmówić takiej propozycji. A zaznajomienie się z kimś milszym niż Zitao, a jednocześnie stojącym na tym samym poziomie, przeważyło szalę niechęci.
- Dobrze – wysyczała poirytowana – Później opisz mi szczegóły wyjścia. Jestem zajęta. Może się umówimy na wieczór? – zapytała, zmieniając temat.
- Nie będę cię potrzebował – zlekceważył propozycję dziewczyny.
- Ale może ja będę? – niemal pisnęła, słysząc kolejną obelgę. Zbliżyła się o krok do Zitao – Posłuchaj mnie – syknęła, pochylając się do przodu – Jeśli sypiasz ze mną, to tylko ze mną. Nie chcę konkurencji. Zniszczę ją – powiedziała odważnie, dokładnie nakreślając słowa.
- Czyli powinienem przestać z tobą sypiać? Skoro chcesz być jedyną i nie mieć rogów? – zaśmiał się pobłażliwie – W takim razie już nie będę korzystał z twoich usług – powiedział spokojnie.
Go Ara nie wytrzymała, czemu nietrudno było się dziwić. Przegiął. Nazywanie jej dziwką było niedopuszczalne, bez względu kim Zitao był. Wymierzyła chłopakowi siarczysty policzek, idealnie trafiając. Głośny plask rozniósł się echem i nieliczni obserwatorzy wstrzymali oddechy.
- To był błąd – powiedział powoli, patrząc z wściekłością na dziewczynę.
- To był twój błąd – odparła spokojnie – I nauczka, że musisz przy mnie stopować i nie traktować jak nic nie znaczącego robaka. Daj znać co do tego bankietu. Z chęcią poznam twoich rodziców – zrobiła sztuczną minę, imitującą uśmiech – Do zobaczenia – pomachała mu dłonią przed nosem i odeszła.
- Głupia dziewucha – mruknął niezadowolony.
Ciekawe, czy był zazdrosny? Pomyślał od razu, przypominając sobie o Krisie. Spojrzał na zegarek. Do kolejnych zajęć miał jeszcze godzinę. Godzinę, w ciągu której można zrobić dużo ciekawych rzeczy. Uznał, że to idealna pora, aby spotkać się ze swoim wykładowcą. Oczywiście w sprawach stricte służbowych. Dodatkowe konsultacje, bardzo by mu pomogły. Uśmiechnął się złośliwie do samego siebie.

~**~

Zapukał cicho, oczekując aż usłyszy głos zapraszający do środka.
- Proszę – odezwał się przytłumiony głos.
Wszedł do gabinetu, z miną nie wyrażającą żadnych emocji.
- Dzień dobry, panie profesorze – skłonił się lekko przed wykładowcą, który dzielił pomieszczenie z Krisem.
- Dzień dobry panie Huang – odpowiedział grzecznie starszy mężczyzna, poprawiając okulary na nosie i lustrując chłopaka.
- Ja do pana Wu Fan’a – odpowiedział, uśmiechając się nikle. Lubił tego człowieka, dlatego był dla niego względnie miły. Odwrócił się w stronę Krisa, tym razem posyłając mu złośliwy uśmiech.
- Słucham, panie Huang – oficjalnie odezwał się zaskoczony Wu Fan. Wskazał miejsce naprzeciwko swojego biurka, aby Zitao mógł usiąść.
- Chciałbym wyjaśnić kilka kwestii, dotyczących dzisiejszego wykładu – zajął miejsce, nie spuszczając wzroku z Krisa – Mam kilka pytań – sugestywnie poruszył brwią, uśmiechając się szeroko.
- Nie będę Wam przeszkadzać – odezwał się najstarszy z mężczyzn, podnosząc się do góry – Idę coś zjeść.
Zitao skinął głową w milczeniu i odprowadził wzrokiem wychodzącego profesora. Odwrócił się ponownie do Krisa mrużąc oczy w zamyśleniu.
- Co to za pytania? – przerwał milczenie Wu Fan, pochylając się do przodu i patrząc uważnie na chłopaka.
- Jak ci się siedziało obok mnie na zajęciach? – zapytał z podstępnym uśmiechem na twarzy.
- Ahh, to były te nie cierpiące zwłoki pytania? – zaśmiał się krótko, odchylając na krześle – Rozumiem, że w ekspresowym tempie przechodzimy na „ty”. Pobudzająco – odpowiedział.
- Jak bardzo?
- Wystarczająco – odparł krótko.
- Aby?
- Chcieć więcej? Znacznie więcej – uściślił, bujając się to w lewo, to w prawo na obracanym krześle, z zadowolonym wyrazem twarzy.
- Więcej? – niemal szeptem odpowiedział Zitao i podniósł się do góry. Oblizał wargi, po czym zachęcająco przygryzł dolną. Okrążył oddzielające go od Krisa biurko i wcisnął się na środek, siadając na brzegu, naprzeciwko Wu Fana.
- Czyżbyś prowokował? – zapytał powoli Kris, spoglądając na chłopaka – Nieładnie.
- Jakby ci to przeszkadzało – uśmiechnął się złośliwie.
- Chyba będziemy musieli wyznaczyć kilka zasad. Tylko czy jesteś pewien, że chcesz do tego dołączyć? – spojrzał na niego wyzywająco.
- Zasad? – Zitao założył dłonie na piersi, czekając na jakiekolwiek wyjaśnienie.
- Nigdy nie będę na dole. Nigdy. Masz mnie słuchać. Polegać tylko na mnie i… kim jest ta dziewczyna?
- Zazdrosny? – parsknął brunet.
- Nie lubię się dzielić – odpowiedział poważnie.
- Koleżanka – wyjaśnił krótko.
- Nie wyglądała na koleżankę. Nie spotykaj się z nią – rzucił.
- Nie dam się tak ograniczać, będę robił co chcę – zmrużył oczy, mimowolnie buntując się. Podświadome jednak czuł, że pozwoli na wszystko temu mężczyźnie.
Kris zaśmiał się w głos i podniósł do góry, zbliżając nieprawdopodobnie blisko swoją twarz do Zitao. Wpatrywał się rozbawiony w rozszerzone źrenice chłopaka.
- O nie – wyszeptał, owiewając wargi Zitao swoim ciepłym oddechem – Jesteś pod moją kontrolą. Będziesz – sprostował. Złapał go mocno za podbródek, zbliżając twarz studenta jeszcze bardziej.
Uścisk był pewny i mocny. Niósł za sobą zarówno obietnicę rozkoszy… jak i bólu. Chciał tego.
- Będę – odpowiedział zachrypniętym głosem, niezwykle zauroczony. Postąpił kilka centymetrów do przodu, stykając się z klatką piersiową Krisa. Nie bawiąc się w zbędne czułości, sięgnął ręką pomiędzy ciała i pewnym ruchem złapał za członka Krisa. Do oczu powrócił błysk, a usta rozciągnęły się w kpiącym uśmiechu, kiedy zobaczył zdziwienie u wykładowcy.
- Szybki – rzucił blondyn.
Zitao prychnął w odpowiedzi, zabierając się za rozpinanie spodni.  Sprawnie poszła mu ta czynność, odsunął ręce, pozwalając by materiał opadł na kostki. Spojrzał na dół, gdzie czekało na niego jedno z pierwszych zadań i lubieżnie oblizał wargi. Bez ceregieli sprawił, że bokserki podzieliły los spodni, dołączając do nich.
- Siadaj – mruknął, popychając Krisa na fotel.
Ten błyskawicznym ruchem złapał Zitao za włosy i zbliżył się do niego, odchylając jego głowę do tyłu.
- Nie rozkazuj – syknął i brutalnie pochłonął jego wargi na kilka sekund. Oderwał się od studenta, pozostawiając po sobie jedynie niedosyt. Mimo wszystko brunet zaczął ciężej oddychać i pomyślał tylko o jednym. Chciał, by ten mężczyzna go zniewolił.
Poczekał posłusznie, aż Kris usiądzie na fotelu. Dopiero wtedy upadł przed nim na kolana. Tak, może i zachowywał się jak zwykła dziwka, ale chciał tego. Chciał takiego upodlenia. Był szalony.
Przejechał dłonią po udzie mężczyzny, nie spuszczając z niego wzroku. Nie chciał, żeby umknął mu jakikolwiek grymas rozkoszy. Niemal czuł, jak małe włoski podnoszą się wraz z ruchem jego ręki. Stłumił uśmiech zadowolenia. On go chciał.
Czubkami palców dotknął członka, który drgnął lekko, domagając się bardziej intensywnej pieszczoty i o wiele więcej uwagi. Chciał się trochę pobawić. Zobaczyć, jak daleko może się posunąć… w nic nie robieniu i odwlekaniu, tej najprzyjemniejszej części.
Objął całą dłonią penis Krisa, drugą przesuwając na brzuch chłopaka. Pobawił się kilka chwil pępkiem, nie poruszając drugą dłonią i czując jak jego męskość powoli rośnie.
- Ja rozumiem, że chcesz się pobawić… – syknął poirytowany lekko Kris – … ale nie masz aż tyle czasu i wolałbym, żebyś skończył to co zacząłeś – uśmiechnął się miło na krótką chwilę, po czym na jego twarz ponownie zagościł upór i naglące oczekiwanie.
- Ciekawe czy w łóżku też preferujesz kilkuminutową zabawę – mruknął Zitao pełen satysfakcji, widząc zmieszanie blondyna.
- Nie igraj z ogniem, bo nie dostaniesz się do tego łóżka i nie będziesz miał okazji sprawdzić – uśmiechnął się wrednie.
Teraz to jego ogarnęło zaskoczenie. Przemilczał soczyste przekleństwo jakie cisnęło mu się na usta. Zamiast tego ścisnął mocniej członek Krisa i zaczął ruszać nim w górę i w dół. Z lubością obserwował, jak blondyn otwiera powoli usta i oblizuje swoje wargi, zagryzając następnie dolną. Był cicho, co było dla niego nieco kłopotliwe. Nie wiedział, czy robi wszystko dobrze. Sam powoli zaczynał się podniecać, a gorąco gromadziło się w jednym miejscu. Podbrzusze zaczęło pulsować, powodując mały ból.
Chciał sprawić, by mężczyzna poddany jego zabiegom jęczał w rytm ruchów ręki. By on sam wiedział, że jest mu cholernie dobrze. To, że zarówno pomieszczenie jak i czas, nie sprzyjały takim zabawom, jeszcze bardziej go nakręcało. Bo jakby ktoś wszedł? I tak by go nie zauważył, klęczącego pod biurkiem. Mimo wszystko wydawało się być szalenie podniecające i niebezpieczne. Tak jak przewidywał.
Przysunął się bliżej do podbrzusza Krisa, po czym dotknął czubkiem języka nabrzmiałego penisa blondyna. Mimowolnie się uśmiechnął, słysząc w końcu ciche sapnięcie. Teraz mógł działać z pełnym zaangażowaniem. Wsunął sobie do ust główkę męskości chłopaka i przesunął po niej językiem, rozkoszując się jego smakiem. Mruknął zadowolony, przesyłając wibracje, które pobudziły penisa jeszcze bardziej. Na próbę, badając swoje możliwości wsunął go sobie głębiej, badając językiem strukturę członu.
Kris usadowił się wygodniej na fotelu, zsuwając się w nim niżej i przyjmując pieszczotę. Zitao spojrzał w górę i zobaczył, jak ten przymyka powieki i kurczowo trzyma się oparcia fotela. Powtrzymał kolejny uśmiech, nie chcąc się zdekoncentrować. Zrobił posuwisty ruch wargami, zaciskając je, chcąc dać Krisowi jeszcze więcej przyjemności. Członek poruszył się w jego wnętrzu, ocierając o język.
Teraz już nie bawiąc się, robił szybkie ruchy, stymulując dodatkowo człon ręką. Wolną dłonią gładził udo chłopaka.
- Szybciej – usłyszał przytłumiony jęk, po czym nagłe sztywnienie ciała Krisa. Blondyn złapał za włosy Zitao i próbował usiąść prosto.
- Czegoś pan zapomniał, panie profesorze? – nieco piskliwym głosem odezwał się Kris.
Niemal zakrztusił się członkiem, którego nadal trzymał w ustach. Zaprzestał pracy ustami i z zapartym tchem czekał na odpowiedź starszego mężczyzny, który nieopatrznie wtargnął do gabinetu.
- Nie ten wiek już chłopcze – odparł profesor – Telefonu zapomniałem – wyjaśnił – Dlaczego jesteś taki czerwony? Otwórz sobie okno. Pogoda może zabić i ta temperatura w tym pokoju – pokręcił zdegustowany głową.
- Nagle zrobiło mi się duszno – odparł Wu Fan i demonstracyjnie pomachał sobie dłonią przed twarzą.
Zitao wpadł na pomysł. Co prawda niezwykle szatański i mogący nieść za sobą poważne konsekwencje, ale dla takiego ryzyka i adrenaliny, mógłby wiele poświęcić. Na próbę poruszył ustami w górę, następnie obsuwając je w dół. Usłyszał tylko, jak Kris poderwał  się i walnął otwartą dłonią w biurko.
- Wszystko w porządku? – odezwał się zaskoczony profesor.
- Mucha siedziała mi na biurku – wytłumaczył się Kris zaciskając zęby – Nie złapałem jej – dodał.
Starszy z mężczyzn spojrzał zdziwiony na Wu Fana i wzruszył ramionami.
- Mam – podniósł telefon do góry – A właśnie, Huang już poszedł? Szybko jakoś – zagaił.
- Ehm… - wydał z siebie bardziej jęknięcie i spłoszony zamknął usta. Zitao pod biurkiem odważnie sobie poczynał, przyspieszając coraz bardziej ruchy i dając mu większą dozę przyjemności – Zadał tylko kilka pytań – streścił.
- Uważa pan na niego, to rozpieszczony i wpływowy gówniarz. Wszystkich ustawia sobie jak chce – profesor pokiwał głową w zamyśleniu i odwrócił się na pięcie – Wracam tak za godzinę – powiedział.
- Do widzenia, panie profesorze – niemal wyjęczał, przytrzymując się kurczowo kantu biurka i starając zachować normalną twarz.
Gdy tylko drzwi się zamknęły, opadł bezwładnie na fotel i wydał z siebie głośne sapnięcie. Ruchy wargami jeszcze bardziej  przyspieszyły, powodując, że dreszcze zaczęły przechodzić jego ciało, aż mimowolnie wygiął plecy w łuk, przymykając oczy. Chciał teraz jedynie dojść. Kara dla Zitao będzie obmyślona później.
Wydał z siebie krótki krzyk i poczuł, jak napięcie uwalnia jego ciało. Pochylił się nieznacznie do przodu, obezwładniony nagłym zrywem przyjemności i oparł czoło o blat biurka, uspokajając oddech.
Usłyszał pod meblem złośliwy śmiech i odsunął się gwałtownie, niemal nurkując pod spód. Złapał Zitao za koszulkę i podniósł do pionu, patrząc wściekle. Nie mógł jednak ukryć iskierek rozbawienia całą tą sytuacją.
- Dobrze się bawiłeś? – zapytał sucho, starając się nadać swojemu głosowi wrogi ton.
- Całkiem… mała dawka pikanterii rozkręciła naszą małą imprezę – Zitao wzruszył ramionami i zdecydowanym ruchem uwolnił się z uścisku Krisa, siadając ponownie na biurku i patrząc wyzywająco na blondyna – Szkoda tylko, że nie mogłem zobaczyć twojej miny, kiedy wchodził ten starzec – wyszczerzył się kpiąco.
Kris zmrużył oczy i zacisnął usta, zapinając spodnie. Położył dłonie pomiędzy siedzącym Zitao i pochylił do przodu, patrząc prosto w oczy.
- Nie będziemy bawić się na twoich zasadach, nigdy – powoli pokręcił głową, na dosadne potwierdzenie swoich słów – Powiedzmy, że uważam  cię za małego szczeciaka, którego trzeba wytresować…
- Wytresować? – Zitao podniósł brwi w zdziwieniu.
- Tak – skinął głową – Żebyś mógł wykonywać moje polecenia.
- Nie dam się tak łatwo – powiedział z mocą.
- Tym bardziej będzie zabawnie. Możesz iść. Spotkasz się ze mną w sobotę – Kris usiadł w fotelu i zrobił przejście dla chłopaka – Podam ci mój adres.
- Nie mogę – powiedział od razu Zitao.
- Musisz.
- Mam bankiet. Ojciec kazał – mruknął.
- Czyli jednak się kogoś słuchasz? – odparł ironicznie – Taki duży i samodzielny chłopczyk – zaśmiał się.
- To nie twoja sprawa – prawie krzyknął zdenerwowany – Nie może mnie tam nie być. Nie pojawię się u ciebie.
- Idź już. Spotkamy się w takim razie na kolejnych zajęciach. Po nich – uściślił.
- Ale…
- Idź – powtórzył twardo.
Odchrząknął buntowniczo i pełnym zaciętości krokiem, podszedł do drzwi. Odwrócił się na chwilę i posłał Krisowi cierpki uśmiech.
- Jeśli myślisz, że będę usychał z tęsknoty… - przerwał na chwilę - … to się mylisz. To ty będziesz tak miał. Bo to ja miałem twojego penisa w ustach i było ci zajebiście. Do zobaczenia za tydzień, panie doktorze – tryumfująco wyszedł z gabinetu.
Aż zaśmiał się na głos, gdy chłopak wyszedł. Zabawny i nieokiełznany. Uznał, że będzie się z nim nieźle bawił. I musiał zrobić jeszcze jedno. Uzyskać informację co do jego relacji z ojcem. Praca zawsze najważniejsza… z małą przerwą na przyjemność.
                                                                                                       



                                                                                          

16 komentarzy:

  1. Jestem pierwszy! Przynajmniej tak sądzę....W każdym razie kolejny genialny rozdział i w sumie nie spodziewałem się ostrzejszych scen tak wcześnie :) Normalnie pisze tak dobrze, że nie ma co komentować. Chwalić cie ciągle nie będę bo się przyzwyczaisz....A nie mam czego się przyczepić...Ach ciężkie życie jest :) Dziękuje za kolejny rozdział....
    Zero_

    OdpowiedzUsuń
  2. Bardzo fajny rozdział :). Cóż więcej dodać? Żadne słowa nie wyraża tego, jak cudownie piszesz :).
    Pozdrawiam i życzę weny,

    OdpowiedzUsuń
  3. zajebiste, przepraszam za ten kolokwializm, ale nie mogłam tego inaczej wyrazić. akcja się rozkręca, a Tao i Kris szalenie mi się podobają w tym opowiadaniu. kocham Taorisa, więc jeszcze bardziej podoba mi się to opowiadanie.good job. C; nie będę przedłużać. po prostu pisz dalej, weny życzę i czekam na kolejny rozdział.
    ~ cicha bezimienna

    OdpowiedzUsuń
  4. Jezuz... Moment kiedy profesorek im przerwał... A w sumie nie przerwał XDDDDDD To było najgenilniejsze <333 Biedny Krisus, postawiony w takiej sytuacji :):):):)
    Brawoo~!~! :D

    OdpowiedzUsuń
  5. Super! Akcja się rozkreca, a ja się nakrecam! W sumie po raz pierwsz będę czytac tak dlugie (bo się chyba na takie zapowiada) opowiadanie z mega przystojnym masochista w roli glownej. Już mi się podoba ten Twoj inny styl! W kazdym bądź razie nie dziwie się Zitao, bo ja tez uwielbiam wladczych, zdeterminowanych, zdecydowanych i lekko brutalnych mezczyzn (no ale tylko w nocy). Sa tacy ach... To teraz pozostaje mi czekac z utesknieniem na kolejny rozdzialik. Jednym slowem EKSTRA!

    OdpowiedzUsuń
  6. Nie do opisania... Ta pikanteria ...Hmmm... to jest to :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Jak zwykle ahdwjfbwnhfe *Q* Tak bardzo kocham <3 Znowu tydzień czekać...chyba umrę, no ale nic T^T Pozdrawiam ~ :)

    OdpowiedzUsuń
  8. To było genialne *_* . Ich relacje są takie gorące! Uwielbiam seks między .nauczycielami i uczniem <3. nie mogę się doczekać kolejnej notki
    Fumi

    OdpowiedzUsuń
  9. Nie lubię pisać komentarzy, ale podejrzewam, że im więcej komentarzy, tym więcej masz chęci, by pisać dalej, więc się dzisiaj jakoś zmobilizowałam. Przechodząc do rzeczy. Powiem szczerze, że tym rozdziałem jak i poprzednim mnie mocno zaintrygowałaś. Na początku myślałam, że to będzie historia bardziej romantyczna i że będzie się rozwijać powoli. Coś na rodzaj typowej komedii romantycznej gdzie playboy podrywa niewinną dziewicę do odegrania się na jej ojcu, potem playboy się zakochuje w dziewicy, następnie ona się o wszystkim dowiaduje, jest dramat, a na końcu i tak się godzą. A tutaj Tao robi Krisowi loda! W pokoju nauczycielskim! W obecności wykładowcy! Szok normalnie :P Może to przez to, że Tao nie jest niewinną dziewicą? Pewnie tak. W każdy razie podoba mi się. Widać, że nie piszesz tego na odwal się, byleby jak najszybciej dodać. Czekam na kontynuację i może zacznę częściej się pojawiać w komentarzach... Może. Bo jak już pisałam nie lubię ich pisać. Zawsze są takie chaotyczne, ale mniejsza o to.
    Powodzenia w pisaniu,
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  10. Uwielbiam Taoris <3 mam jednak nadzieje że nie skończy się tak jak w większości - Kris jest zły, Tao sierota a na końcu popełnia samobójstwo, przy czym Kris nagle sobie zdaje sprawę że go kochał... nie, ja nie chcę znów takiego czytać, bardzo bym chciała np. aby Tao poszedł po rozum do głowy i pokazał Krisowi że nie da się wykorzystać, przez co starszy będzie w ciężkim szoku. Chociaż raz Tao będzie tym przebiegłym, wydorośleje, stanie się bardziej pociągający i rozważny, niech cholernie intryguje Krisa aż ten będzie mu jadł z ręki a co ! Panda rządzi, chociaż raz ! XD
    Takie tam moje małe zachcianki, a co do opowiadania jestem bardzo zadowolona i ciesze się że tu trafiłam. Dużo dużo dużooo weny życzę <33
    ~ PAndra.

    OdpowiedzUsuń
  11. Kręci mnie masochizm w opowiadaniach :D i sadyzm... i ostry sex... ewentualnie obciąganie pod biurkiem w gabinecie wykładowcy... xd genialna scenka! ^^kiedy wszedł profesor myślałam, że się posikam ze śmiechu hahaha
    Co do Go Ary. Dziewczyna chyba ma problemy ze zdefiniowaniem tego czego chce. Z jednej strony jest praktycznie dziwką Tao, a z drugiej nie chce być tak nazywana. Trochę nielogiczne :p Mogłaby się określić xD
    Czekam na kolejną część <3

    OdpowiedzUsuń
  12. Nominowałam Cię do nagrody Liebster Award :)

    OdpowiedzUsuń
  13. chcę więcej i więcej.. kiedy kolejna notka ? Ja chcę więcej Pana Profesora i nieokiełznanego jeszcze szczeniaczka.

    OdpowiedzUsuń
  14. A to ciekawe jak szybko rozwinęła się akcja. Nie byłam gotowa na takie zabawy bez pocałunku ani nic. Może i lepiej. Strasznie mi się to spodobało, pikanteria, hm? Liczę na następny rozdział w krótkim czasie moja droga. <3 Powodzenia z opowiadaniem.

    OdpowiedzUsuń
  15. Ta mucha mnie rozjebała totalnie. XD Kocham to opowiadanie, amen.

    OdpowiedzUsuń