poniedziałek, 12 sierpnia 2013

Dangerous - Rozdział 5.


Witam, moi kochani czytelnicy. I tych zupełnie nowych, jak i starych, którzy są niemal od początku, kiedy to publikowałam opowiadanie z Lśniącymi. 
Jak widzicie, powróciłam i mam nadzieję, że taki powrót się Wam spodoba. 
Nieuchronnie zbliżamy się do zacieśnienia więzów między głównymi bohaterami i wprowadzenia większej ilości pikanterii... najwytrwalsi z czytelników będą mieli okazję się o tym przekonać. 
Co do wstawiania partów, powtarzać się nie będę... wszystko było w poprzedniej notce. 
Życzę Wam przyjemnego rozdziału, a sobie wielu opinii o nim. A nóż zostanę przyjemnie przez Was zaskoczona... a wtedy... mogę się odwdzięczyć :))

Rozdział zamieniony, poprawiony. 


            Minął czerwony kabriolet, zaparkowany na podjeździe swojego domu i wszedł do środka. Rozejrzał się po dużym holu i ruszył do kuchni. Chciał szybko zabrać coś do zjedzenia i zamknąć się u siebie. Ojca nie powinno jeszcze być w domu. Niespodziewanie oznajmił – oczywiście nie jemu, bo dowiedział się o tych nowinach od matki – że musi wyjechać na kilka dni na konferencję. Było mu to nawet na rękę, że nie będzie go widywał. Kilka dni spokoju.
            Spojrzał w stronę salonu, słysząc dziwne odgłosy szarpaniny i chaotyczne kroki. Zmarszczył brwi i ruszył ku dziwnemu odgłosowi. Złapał za klamkę i wszedł do środka.
            Jego matka z małym nieładem na głowie i zarumienionymi policzkami, poprawiała bluzkę. Gwoli ścisłości, zapinała guziczki misternie obszytej koronką szmatki pod samą szyję. Widząc syna, zbladła i łapczywie wciągnęła powietrze, nieruchomiejąc i z obawą spoglądając na gościa, który jej towarzyszył.
            Zitao przeniósł obojętny wyraz twarzy na drugą osobę. Młody mężczyzna, niewiele starszy od niego, przeczesywał swoje włosy, zapewne próbując doprowadzić je do wyjściowego stanu. Uśmiechnął się do chłopaka szelmowsko i wstał gwałtownie, poprawiając guzik jeansów, który dziwnym trafem, właśnie teraz odmówił współpracy.
            - Mamo… - zaczął wielce wymownym głosem, w którym usłyszeć się dało urazę. Wzroku nie spuszczał z zakłopotanego teraz faceta, mrożąc go spojrzeniem - … przepraszam – odchrząknął, przypominając sobie ważną rzecz – Joan?
            Matka zabroniła używania tak postarzającego – według niej – słowa, jakim było ‘mama’. Kobieta nie czuła się matką, a i on był wychowywany przez niańki. To było tylko słowo. Nic nie znaczące i nie niosące za sobą większych uczuć czy emocji, nie licząc wiecznego rozczarowania.
            Kobieta zaśmiała się histerycznie i wygładziła spódnicę. Wskazała dłonią na mężczyznę.
            - To Cristian – zaczęła, miękko wymawiając jego imię – Postanowiłam się uczyć włoskiego, to mój nauczyciel – uśmiechnęła się czule.
            Rzucił mężczyźnie piorunujące spojrzenie.
            - Rozumiem, że nauczyciel włoskiego – wysyczał – właśnie wychodzi? – zapytał jakby się zastanawiając, wymuszając jednocześnie jakiś ruch z jego strony – Cristianie? – pogardliwie wypowiedział jego imię, wlepiając w niego wzrok.
            - Nie bądź niemiły – mruknęła kobieta. Podeszła do małego stoliczka i odpaliła papierosa.
            Mężczyzna zrobił krok do przodu i zakłopotany skinął głową Joan i wyminął szybkim tempem Zitao. Nie minęła chwila, a dało się słyszeć trzask drzwi wejściowych.
            - Chyba nie sądzisz, że będę miły dla twoich kochanków? – zapytał sarkastycznie chłopak.
            - Przecież powiedziałam, że to nauczyciel – kobieta zaciągnęła się papierosem i powoli wypuściła dym, patrząc spod zmrużonych powiek na syna – Zresztą, nie mam zamiaru ci się tłumaczyć – wzruszyła ramionami.
            - Mieszkam tutaj i nie chcę widzieć tych fagasów w moim domu. Szlajaj się z nimi po hotelach. Stać cię na to, bo patrząc na tego kolesia, był tutaj tylko dla kasy – warknął. Odwrócił się na pięcie i ruszył do kuchni.
            - Stój – Joan odezwała się władczo, swoim piskliwym głosem – Nie masz prawa tak do mnie mówić – ofuknęła syna i podeszła do niego szybkim krokiem, łapiąc za ramię i odwracając w swoją stronę.
            Zitao przybrał najbardziej obojętny wyraz twarzy na jaki było go stać.
            - I co? – skinął głową na trzymane boleśnie ramię – Pobijesz mnie? Tak jak on? – opanowanie biło z jego tonu, jak i pustka mrożąca serce postronnego obserwatora.
            - Nie muszę się uciekać do takich metod, jak twój ojciec – mruknęła i puściła chłopaka.
            Chłopak postąpił krok w tył, chcąc mieć lepszy ogląd na matkę. Zamyślił się na chwilę, po czym gdy zaczynał zdanie, ta przerwała mu.
            - Nie zaczynaj – ostrzegła, zaciągając się po raz kolejny papierosem i odchodząc, by usiąść na kanapie – Nie rozwiodę się. To niekorzystna transakcja.
            - Wasze małżeństwo to umowa… - mruknął, nie siląc się nawet na przybranie tonu, udającego pytanie.
            - Zitao? Nawet jeśli, to jak myślisz? Z kim byś został? – powiedziała poważnie i uśmiechnęła się podle – Ze mną? Nie chciałabym kuli u nogi, wolałabym być wolna – zrobiła nieokreślony ruch ręką w powietrzu.
            - Zamieszkałbym sam – odparł cicho. Odpowiedź matki, mimo że spodziewana, i tak go ubodła.
            - Na swój własny koszt? – zapytała z pogardą – Jesteś rozpieszczonym gówniarzem, nie potrafiącym żyć samodzielnie – stwierdziła brutalnie.
            - Miło usłyszeć takie słowa od matki – odpowiedział sarkastycznie – Przepraszam, nigdy nie zachowywałaś się jak matka.
            - Nie musisz być aż tak złośliwy – Joan powiedziała spokojnie, zdając sobie doskonale sprawę, że tak było – Teraz nie potrzebujesz matki, tylko pieniędzy.
            - Teraz tak, ale kiedyś? – zamyślił się niepotrzebnie i spojrzał zimno na kobietę – Idę do siebie.
            - Bardzo mocno cię pobił? – zapytała nagle, kiedy już trzymał rękę na klamce. Odwrócił się w jej stronę z pogardliwym uśmieszkiem.
            - Jakby cię to obchodziło.
            - Masz rację – odpowiedziała głucho.

~**~

            Zdążył tylko wejść do środka i rozpakować zakupy, a usłyszał dzwonek do drzwi. Przeklął głośno  poirytowany ruszył, by otworzyć niechcianemu gościowi. Nerwy puściły nieco, gdy zobaczył przed sobą Seo In Guk’a.
            - Witam – powiedział nieco zbyt ostro i skinął głową, przepuszczając mężczyznę.
            - Dzień dobry panie Krisie – wszedł do środka z nic nie mówiącym wyrazem twarzy. Już za pierwszym razem, Krisowi rzuciła się w oczy obojętność, jaką roztacza Seo wokół siebie. Nie potrafił jednoznacznie stwierdzić, co akurat myśli, czy jakie emocje nim targają.
            - Kawy? – zapytał uprzejmie.
            - Ja tylko na chwilę – odparł sucho – Mam informacje na temat żony Huang’a – wyciągnął z torby teczkę, która była niemal pełna – Dziękuję również za przelew.
            - Wysyłanie panu pieniędzy to moja działka i póki co obowiązek, za dobrze wykonywane zadania – machnął rękę, patrząc intensywnie na czarną teczkę.
            - Widzę, że nie może się pan doczekać, by zobaczyć zawartość – na usta wkradł mu się nikły uśmiech.
            - Proszę usiąść – wskazał mu miejsce na kanapie, po czym sam usiadł naprzeciwko.
            - Pozwoliłem sobie na małe działanie, nie tylko w celu wywiadowczym, chociaż materiałów co do pani Joan Huang, również nie brakuje.
            - Słucham w takim razie – blondyn zacisnął kurczowo palce.
            - Wystarczy, że pan zobaczy. Zatrudniłem pewnego młodzieńca, który bardzo nam pomógł – podał Krisowi plik kartek i kopertę.
            Udając opanowanie, otworzył podekscytowany kopertę i przeleciał wzrokiem po fotografiach.
            - Zdradza go – pokiwał głową w zamyśleniu – Ciekawie – mruknął.
            - Tutaj ma pan również rozkład jej dnia, relacje ze służbą i stosunek do rodziny. Gdzie kupuje, je i co robi w wolnym czasie – wyliczał bez tchu.
            - Dobra robota – pochwalił In Guk’a – Mógł mi pan wcześniej powiedzieć, ze będę miał zajęcia z Zitao – spojrzał na mężczyznę, który nawet nie udawał zdziwienia.
            - To było zaskoczenie?
            - Niewielkie – skłamał – Kiedy dostanę o nim informacje? Bo co do dalszego analizowania jego osoby, to zajmę się tym sam.
            - Tak też myślałem. Pod koniec tygodnia, będę miał informacje o Huang’u. To chyba wszystko – wstał i poczekał aż Kris również się podniesie – Kiedy zaczniemy konkretnie działać? – zapytał.
            - Dam sobie jeszcze dwa,  trzy tygodnie – stwierdził – Wtedy będziemy mogli puszczać poszczególne informacje do prasy, telewizji. Tym się zajmie pan. No cóż – przeciągnął słowa i podszedł do drzwi wyjściowych – Chyba rzeczywiście się pożegnamy – podał rękę Seo In Guk’owi i uśmiechnął się blado.
            - Do zobaczenia – mężczyzna przyjął podaną dłoń i wyszedł z mieszkania, zostawiając Krisa samego.
            Ten podszedł do stolika i usiadł, zagarniając przyniesione dokumenty. Przeglądał zdjęcia, mając przy tym niezwykle zadowolony wyraz twarzy. Któraś z kolei fotografia  przedstawiała całą rodzinę. Mimowolnie utkwił wzrok w Zitao i po raz kolejny przez myśl przeszło mu, że chłopak jest naprawdę przystojny. Szkoda, pomyślał. Szkoda, że będę musiał cię wykorzystać, dodał.

~**~

            Chyba godzinę kręcił się po pokoju bez żadnego celu. To włączył muzykę, to znowu usiadł na łóżku i patrzył się bezmyślnie w białą ścianę.
            Czuł się przytłoczony rozmową z matką, która zdecydowanie wytrąciła go z równowagi, jak i spotkaniem z jej nowym nabytkiem. Uważał tą kobietę za niesamowitą. Co chwila znajdowała sobie kogoś młodszego i udającego, że ją kocha. Nie rozumiał tego. Chociaż nie, był taki sam. Tylko nie płacił żadnej z dziewczyn z którymi sypiał – czasami facetowi, jeśli spełnił jego oczekiwania – bo robiły to dla własnej przyjemności. Że ojciec to tolerował. Tego też nie rozumiał. Na pewno wiedział, że matka go zdradza z kim popadnie. Nigdy jej nie uderzył. Całą frustrację wyładowywał zawsze na nim. Czasami czuł się jak niepotrzebny dodatek w tym całym interesie, bo rodziną tego nazwać nie mógł. Rodzice mieli własne życie, które w żadnym aspekcie go nie dotyczyło, nie licząc nielicznych wystąpień publicznych, gdzie grali przed wszystkimi, jak to szczęśliwi są. Nie byli. Wszystko było przepełnione nienawiścią i kłamstwem. Przyzwyczaił się. Do bólu, do krzyku, do fałszu, który bił od każdego w tym domu.
            Musiał wyjść. Nawet nie zabawić się i odlecieć. Zwyczajnie wyjść, na świeże powietrze, pomyśleć. Tutaj nie potrafił funkcjonować. Atmosfera była zbyt toksyczna. Zabijała go za każdym razem, gdy wkraczał w te mury. Przytłaczała. Nienawidził tego miejsca. Tak bardzo pragnął się stąd wyrwać, zniknąć i zacząć żyć tylko dla siebie. Nie mógł. Był uwięziony.
            Spojrzał na zegarek i zdziwił się niezmiernie, widząc dziewiętnastą. Niepotrzebne rozmyślanie zabrało mu zbyt dużo czasu. Skrzywił się i ubrał w pośpiechu kurtkę, zbiegając po schodach i trzaskając drzwiami wyjściowymi. Tak, musiał się przewietrzyć.

~**~

            Wszedł do domu, zrzucając plecak na podłogę. Westchnął ciężko, widząc niemały bałagan już od przedpokoju. Schylił się i podniósł kilka sztuk odzieży, które zawiesił na wieszaku, gdzie było ich miejsce.
            Podążył w głąb mieszkania, natykając się na coraz więcej porozwalanych rzeczy.
            - Mamo? – rzucił głośno, oczekując odpowiedzi – Mamo?! – niemal krzyknął, zaglądając najpierw do kuchni, po czym przechodząc do łazienki.
            Znalazł kobietę dopiero w jej sypialni. Leżała na łóżku, przytulając do piersi telefon komórkowy. Zmartwiony rozejrzał się po zdemolowanym pokoju. Wazony leżały w szczątkach na panelach. Ich los podzieliły kwiatki, które wraz z ziemią, dogorywały na podłodze.
            Spojrzał na matkę i cicho podszedł do niej, mając nadzieję, że ta śpi. Usiadł na łóżku i delikatnie przykrył ją kocem.
            - Znowu to samo – szepnął, gładząc ją po policzku – Jesteś głupia – dodał.
            - Nie rozumiesz – zdziwił się słysząc odpowiedź i gdy matka złapała go za rękę, przytrzymując ją przy policzku – On mnie kocha – wyszeptała.
            - On się tobą bawił – rozwiał jej marzenia.
            - Nie – jęknęła – Kocha – powtórzyła głośniej – Wróci do mnie – powiedziała maniakalnie.
            - Otrząśnij się – z ledwością powstrzymał wybuch gniewu. To wszystko już go przytłaczało, męczyło – Znalazł sobie lepszą, młodszą, ma żonę, dzieciaka. Bawił się tobą – syknął i  wyrwał się z uścisku kobiety, wstając gwałtownie.
            - Wróci – pisnęła i usiadła na łóżku, podkurczając kolana i obejmując je ramionami – Jak sam tego nie zrobi, to go zmuszę… - wyszeptała ledwo dosłyszalnie i zacisnęła pieści.
            - Tylko nie rób głupstw – ostrzegł ją – To już pół roku. Odezwał się? Napisał? Zadzwonił? – zaczął wymieniać, mając nadzieję, że jego matka w końcu coś zrozumie – Nie – odpowiedział bezlitośnie – Nie kochał cię – dodał.
            - Wróci – powtórzyła po raz kolejny, zdając się już zupełnie nie słuchać syna.
            Chłopak westchnął i pokręcił głową ze zrezygnowaniem. Za każdym razem nie słuchała. Zamykała się jeszcze bardziej, na wszelkie logiczne wytłumaczenia. Była słaba. Nie radziła sobie sama. Bał się o nią coraz bardziej. Że w końcu doprowadzi siebie na skraj wytrzymałości i wszystko nie zakończy się jak to zwykle bywało, tylko demolką w mieszkaniu.
            Zamknął cicho za sobą drzwi i ruszył do swojego pokoju. Rozmowa z matką, wykończyła go jeszcze bardziej niż zajęcia na uczelni. Miał już tego powoli dość.
            Obudził się, krzywiąc na wspomnienie snu, jaki go nawiedził. Nie chciał nawet wspominać tamtego okresu, co jednak było nieuniknione. Rozciągnął się, wyrzucając ostatnie resztki drzemki i wstał, decydując się na spacer. Chciał, by niepożądane myśli, uleciały mu z głowy.

~**~

            Przeklął głośno, spoglądając do góry i czując na twarzy pierwsze krople deszczu. A aura zapowiadała się tak ładnie. Teraz już zupełnie mógłby popaść w depresyjny stan. Jego ponure myśli, niechętny wzrok jakim obrzucał przechodniów i deszcz.
            Z rękoma w kieszeni rozejrzał się, widząc ludzi, którzy uciekali przed deszczem, padającym z coraz większą intensywnością.
            - Niech to szlag – mruknął, szukając wzrokiem jakiegoś miejsca schronienia. Zarzucił kaptur na głowę i ze schyloną głową, ruszył przed siebie.
            Czyjeś ramie boleśnie uderzyło o jego i tracąc równowagę, poleciał jak długi do tyłu, obijając się o mokry chodnik .
            - Kurwa mać! – przeklął siarczyście, zagryzając zęby i ze wściekłością spoglądając na sprawcę, jego – teraz – jeszcze bardziej beznadziejnego nastroju.
            - Uważaj jak chodzisz – usłyszał, zamiast wyciągniętej ręki w celu pomocy.
            Prychnął i podniósł się szybko, patrząc butnie w stronę mężczyzny. Uśmiechnął się kpiąco, widząc znajomą twarz przed sobą.
            - Doktorek – syknął – Wygląda pan niekorzystnie, zmoczony tym deszczem – powiedział przymilnie.
            - Zitao – teraz już spokojnie powiedział Kris – Mogę to samo powiedzieć o tobie. Spacer w deszczu? Romantycznie – zakpił – Tylko ukochanej ci brakuje – dodał zgryźliwie.
            - Skąd pan wie, że ukochanej? – uśmiechnął się drapieżnie – Wisi mi pan pralnię – wskazał swoje ubrudzone ubrania.
            - Sam na mnie wpadłeś – odpowiedział spokojnie – Chyba nie będziemy tutaj tak stali? Pada coraz mocniej – wyciągnął rękę do góry, jakby upewniając się w swoich słowach. Spojrzał w lewo i złapał Zitao za rękę, biegnąc i ciągnąć chłopaka pod niewielką szparę między budynkami – Zmokniesz mniej – powiedział, gdy puścił studenta.
            Stali przy sobie w niewielkiej odległości. Wystarczyłby krok, a stykaliby się klatkami piersiowymi. Zitao oparł się o mur, ciężko dysząc, nie tyle z powodu małej przebieżki, co zdziwieniem zachowaniem wykładowcy i prądem przechodzącym po jego ciele, gdy ten go złapał za dłoń. Wsunął się głębiej we wnękę, przez co niewiele widział. Tyle dobrego, że teraz na niego nie padało.
            - Co to było? – syknął nieco zdenerwowany tym, że cokolwiek poczuł.
            - No wciągnąłem cię, żebyś bardziej nie zmókł – Kris wzruszył ramionami i oparł się o ścianę, patrząc uważnie na Zitao – Powinieneś być mi wdzięczny – dopowiedział sarkastycznie.
            - Za ubrudzenie ciuchów, też powinienem być wdzięczny? – warknął poirytowany.
            - O czym myślałeś, że nie zauważyłeś mnie i na mnie wpadłeś? – zapytał, zmieniając temat.
            - Ja? Wpadłem? – Zitao zrobił wielkie oczy i zacisnął pięści, powstrzymując się od większego wybuchu – To chyba nie pana sprawa – burknął ostatecznie.
            - Możesz mówić mi Kris – rzucił blondyn. 
            Zitao podniósł na niego wzrok, patrząc podejrzliwie.
            - Dlaczego miałbym? – spytał.
            Kris zmarszczył brwi, nie spodziewając się takiej odpowiedzi.
            - Bo ci pozwalam..?
            - Podobam ci się? – kolejne pytanie, które zbiło blondyna z toru.
            - Dlaczego tak myślisz? – spytał ostrożnie.
            - Jesteś gejem – bardziej stwierdził niż zapytał – I podobam ci się. Nie zaprzeczyłeś – uśmiechnął się tryumfująco w stronę Krisa.
            - Coś mi jeszcze o mnie powiesz, Sherlocku?
            - To, że chcesz mnie  przelecieć? – zapytał kpiąco.
            Kris zmarszczył brwi i niedbale postąpił krok do przodu, kładąc rękę tuż przy głowie Zitao i przechylając się w jego stronę z zadziornym uśmiechem.
            - Dlatego cię tu wciągnąłem? – zapytał spokojnie, oglądając z bliska twarz bruneta.
            Zitao nie chcąc przegrać tej niejakiej walki, z uporem wpatrywał się w Krisa, nie mając zamiaru spuścić wzroku.
            - Romans wykładowcy i ucznia, nie odbiłby się zbyt dobrze na pana karierze, prawda?
            Kris skrzywił się na tą oficjalną formę, w jakiej zwrócił się Zitao.
            - Romans z facetem, nie wpłynąłby zbyt pozytywnie na karierę twojego ojca, prawda? – skontrował z przymilnym uśmiechem Kris. Brunet odwzajemnił uśmiech, prychając potwierdzająco.
            - Czyli jesteśmy w podobnej sytuacji. Jeśli się wyda, oboje na tym stracimy?
            - Nie musiałeś mówić tego, co jest jasne – stwierdził i schylił się do ust Zitao, owiewając je delikatnym oddechem, nadal jednak pozostając w niewielkiej odległości – I póki co nie ma się wydać – mruknął.
            - Ma pan rację – stwierdził  i odepchnął od siebie Krisa, ku jego wielkiemu zdziwieniu – Póki co nic nie ma.
            - Póki co – powtórzył cicho, z pełnym satysfakcji uśmiechem.


            

24 komentarze:

  1. nie chcę mi się dużo pisać, ale akcja się rozkręca i robi się ciekawie. historia Krisa jest intrygująca, Tao też nie ma lekko. lubię bezpośredniość Tao w tym opowiadaniu, szybko postawili sprawę jasno. teraz można tylko czekać na ostrzejsze sceny. hwaiting!
    ~cicha bezimienna

    OdpowiedzUsuń
  2. Cudowne, cudowne. Zadam tylko jedno pytanie: Dlaczego tego jest tak mało? ;-;
    Po prostu genialne ♥

    OdpowiedzUsuń
  3. Naprawdę... Przerwać w takim momencie ; ; nie wiem czemu, podczas czytania początku rozdziału robiłam się zła... Chociaż to raczej dobrze :3 uwielbiam charakter Tao, mimo że normalnie nie lubię takich ludzi XD w sumie... Nawet nie wiem co napisać. Przepraszam, że nie komentuję każdego wpisu. Po prostu nie umiem pisać długich, wciągających wypowiedzi ; ;
    Także... Czekam na kolejny wpis i powodzenia c:

    OdpowiedzUsuń
  4. swietnie swietnie swietnie ! dlugo czekalam na ten rozdzial. i jak zwykle mnie nie zawiodlas. akcja sie rozkreca. mam nadzieje ze w nasteonej notce bedzie sie wiecej dzialo. czekam na sceny taoris ^^

    OdpowiedzUsuń
  5. Hej ~ Jestem twoją nową fanką i muszę przyznać, że opowiadanie jest niesamowite *q* życzę weny oraz szybkiego dodania następnego rozdziału ;) Pozdrawiam ~

    OdpowiedzUsuń
  6. Cudowne opowiadanie :). Ale czemu takie krótkie?
    Pozdrawiam i weny :)!

    OdpowiedzUsuń
  7. Świetnie, zresztą jak zawsze. Mogłabym czytać i czytać, a tu tak krótko, ale mam nadzieję, że już nie długo będę miała znów okazję :)
    Życzę duuużo weny :)
    ~soul~

    OdpowiedzUsuń
  8. Jaaj~ to jest boskie !!
    Szkoda tylko, że tak krótko...
    Czekam z niecierpliwością na kolejny rozdział :]
    Weny życzę :**
    HWAITING!!!

    OdpowiedzUsuń
  9. Mam nadziej, że następny rozdział ukaże się szybko. Nie moge się doczekac. Dużo weby życze ;)

    OdpowiedzUsuń
  10. Wkoncu nowy rozdzial a myslalam ze juz sie niedoczekam.Kriss powoli wdraza swoj plan,Szkoda tylko ze Tao tak samo jest skrzywdzony co on, moze nietak samo ale przez ta sama osobe ale Kris przynajmniej mial matke ktora moze niebyla idealem ale go kochala. Tao miał obu rodzicow ale tylko na papierze nic dziwnego ze jest tak pokrecony skoro brakowalo wlasciwego wzoru do nasladowania. Obawiam sie ze jesli Kris postanowi wykorzystac Tao to zemsta obruci sie przeciwko niemu bo niewie ze niewiele go obchodzi wlasny syn.

    OdpowiedzUsuń
  11. Matka... taka irytująca >_<
    Ale akcja coraz bardziej się rozkręca :33 Końcówka bardzo mi się podobała ♥
    No nic, pozostaje czekać na kolejny rozdział.
    Pzdr i dużo weny ^ ^

    OdpowiedzUsuń
  12. czekałam na to!!!yayayayayaayay ^^ mój kochany TaoRis~~ nie lubię mamuśki >,< zabij ją tramwajem!! <3 czekam na więcej <3 <3 <3 hawaiting

    OdpowiedzUsuń
  13. no nareszcie ;) rozdział jak zwykle cudowny. czekam na ciąg dalczy ^^

    OdpowiedzUsuń
  14. Pierwszy raz jestem na twoim blogu. Po przeczytaniu tych 5 rozdziałów Taorisa musze przyznać że masz dziewczyno talent ;) zabieram sie za czytanie innych opowiadań xdd

    OdpowiedzUsuń
  15. Ojej pierwsze kroczki do pelnej akcji. Rozdzial 6, licze na to, ze zaskoczy mnie jeszcze bardziej. No i Kris dobierajscy sie do Tao. :> Uh, na razie nic nie bede pisac, procz: swietny rozdzial, oby tak dalej moja droga! Zycze ci weny i checi do pracy. Niecierpliwie czekam.na 6 rozdzial. c:

    OdpowiedzUsuń
  16. no nareszcie ! rozdział jak zwykle świetny. czekam na kolejny z niecierpliwością ^^

    OdpowiedzUsuń
  17. czytałam, wyłapałam błąd w którymś momencie 2 razy było powtórzone tutaj ;) ale i tak czysty geniusz .-. -Tsuki nie wiem czy mnie kojarzysz, ale zawracałam ci głowę jakiś czas temu ;)

    OdpowiedzUsuń
  18. looooooveeeee!!! <3

    OdpowiedzUsuń
  19. Bardzo mi się podoba to opowiadanie :) . Jest inne niż pozostałe. Weny!

    OdpowiedzUsuń
  20. Ale się wczułam, ooo taaak... chce więcej :D
    Czekam na kolejny rozdział, świetnie piszesz, niech nie brakuje Ci weny :)

    OdpowiedzUsuń
  21. O boze! Rozkreca się! Nie mogę się doczekac nastepnego rozdzialiku! WIECEJ! A tak na marginesie to bardzo fajne, oryginalne postacie.

    OdpowiedzUsuń
  22. Jak objecałem przy notce, w której informowałaś o zawieszeniu komentuję. Rozdział genialny! Świetny! Cudowny! Zajebisty!...Ale jak zwykle...Tobie się nie zdażają złe rozdziały :) Fajnie, że akcja się rozkręca. I WSPANIALE i CUDOWNIE, że zaczełaś pisać o EXO....lubie jak to robisz o Shinee ale mała zmiana dobrze robi...zwłaszcza tak dobra zmiana. I jeszcze moja prośba...Niekoniecznie zrozumiałem w poprzedniej notce to kiedy mają się pojawić następne rozdziały...czy co dwa tyg. czy raz w tyg....wiem tylko że mają być uzależnione od naszych komentarzy. Napiszesz w następnej notce raz jeszcze? Byłbym wdzięczny :) Powodzenia!
    Zero_

    OdpowiedzUsuń
  23. Waaaa~ Kris to zwierzak xd Zitao jest twardy... ja bym odpadła już pod jego spojrzeniem >.<
    Do rzeczy... kurde obaj mieli/mają (dopasować do postaci) przerąbane z rodzicami. Jeden ze świrującą po wykorzystaniu matką a drugi... cóż Tao ma o wiele gorzej. Nienawidzę patologii i agresji :/ biednt Panda musi to znosić...

    OdpowiedzUsuń