sobota, 29 czerwca 2013

Dangerous - Rozdział 4.

Witam 
Mały poślizg, bo dwutygodniowy, ale jestem! :)
Witam ciepło nowego czytelnika, czy raczej powinnam napisać czytelniczkę :) W żadnym razie nie uważam twoich komentarzy za spam, nawet jeśli są długie, nawet wolę takie formy ^^
Oczywiście nie zapominając o nikim, pozdrawiam wszystkich moich czytelników. 
Miłego czytania 
<3 


            Stał w przepełnionym autobusie, żałując, że nie zamówił taksówki. Miał na sobie koszulę w prążki, a na to zarzuconą marynarkę, do tego, aby złamać ten nieco oficjalny styl, ubrał jasne dżinsy i trampki. Dziś miał spotkanie z rektorem, a później pierwszy wykład z pierwszakami.
            Trzymał się drążka i z niesmakiem obserwował ludzi, wciskających się do przepełnionego autobusu na kolejnym przystanku. Było mu duszno i bał się, że jego ciuchy przejdą tym nieciekawym zapachem, który się tutaj unosił. Ludzie byli zdecydowanie za blisko niego, tak że wbijał się ciałem w słupek, którego się trzymał. Poirytowany przymykał oczy, widząc coraz większą liczbę studentów pakujących się do autobusu. Dwa cholerne przystanki, powiedział w myślach, wytrzymasz.
            Został pchnięty przed jakiegoś chłopaka, przez co spojrzał na niego dość chłodnym wzrokiem. Czarnowłosy młodzieniec w okularach skulił się i nie przepraszając odwrócił się. Blondyn zmrużył oczy na ten brak wychowania i zaczął przyglądać się chłopakowi.
            - Drogie panie, mam nowinę – rzucił podekscytowany brunet, łapiąc za ramiona dwie dziewczyny i lecąc na nie przypadkowo, gdy autobus zbyt gwałtownie zahamował.
            Kris mimowolnie zaczął podsłuchiwać chłopaka, starając się złapać równowagę. Nienawidził autobusów. Tutaj wydawały się być jeszcze bardziej zapełnione niż w Kanadzie.
            - Wiecie kto będzie nam wykładał psychologię? – duma w głosie chłopaka aż przebijała się, jakby chciał bardzo zaimponować swoim znajomym.
            Drgnął słysząc przedmiot, który i jemu był bliski. Czyżby…
            - Doktorancik z Kanady! – zakończył z dumą – Amerykaniec jakiś, tsss… jakby u nas brakowało ludzi – prychnął niezadowolony.
            Kris starał się skryć tryumfujący uśmiech. A jednak.
            Dziewczyny widocznie się ożywiły i zwróciły uwagę na bruneta, którego do tej pory ostentacyjnie starały się spławić.
            - Naprawdę? Młody? – zainteresowały się żywo, zbliżając do chłopaka i przyciskając się do niego jeszcze bardziej – o ile to było w ogóle możliwe – nie chcąc widocznie uronić ani  jednego słowa z przekazywanych informacji. Chłopak na pewno nie narzekał na taki ścisk, urzeczony wpatrywał się w obfite biusty koleżanek. Teraz wystawione były na jego dokładny ogląd, dzięki bluzkom z dość sporym dekoltem.
            Blondyn prychnął cicho, widząc w jak prosty sposób brunet zyskał odrobinę szczęścia. Był ciekawy co usłyszy od chłopaka. Jeszcze bardziej interesowało go to, kiedy student zobaczy go na zajęciach. Jak będzie stał na podeście, górując przed tą szarą masą, zwykłych uczniów.
            - Nie wiem – wykręcił się brunet, wlepiając bezczelnie wzrok to w jedne zagłębienie kusej bluzki, to w drugie. Brakowało tylko strużki śliny z tego podekscytowania – Będzie biały – mruknął niechętnie, jakby kolor skóry był najbardziej istotny.
            I jest gejem, dopowiedział w myślach Kris. Wiedział jedno, przyjrzy się dokładniej temu chłopakowi, chociażby po to, by nieco uprzykrzyć mu życie i wprowadzić nieco stresu.
            - I co z tego?! – odfuknęła jedna z dziewczyn i zrobiła krok do tyłu, niemal wpadając na Krisa. Spojrzała na blondyna i skinęła na przeproszenie głową, onieśmielona jego wyglądem, po czym wróciła do rozmowy. Brunet wyraźnie zawiedziony, że stracił dorodny widok, skoncentrował się teraz na drugiej dziewczynie – Młody doktorant z Kanady – westchnęła rozmarzona.
            - Tego czy jest młody nie wiem – odburknął chłopak, lecąc „przypadkiem” na brunetkę, którą trzymał, kiedy autobus po raz kolejny zahamował dość gwałtownie.
            - Musi być młody – zaprotestowała gwałtownie dziewczyna obejmowana przez chłopaka i również wywinęła się z uścisku, ku niezadowoleniu studenta – Nie przysłaliby nam jakiegoś starego dziadka – burknęła.
            - Chociaż dojrzały doktor nie byłby zły – rozmarzyła się druga.
            - I mam innego newsa! – oznajmił chłopak, jeszcze bardziej nadymając się – Nasza gwiazdka znowu znalazła się w brukowcu. Tatuś ma za dużo kasy – mruknął zniechęcony.
            - Ten twój news jest sprzed weekendu – miło odpowiedziały brunetki, zadowolone, że zmyły z twarzy kolegi tryumfujący uśmieszek – Zitao jest wredny, ale mi go szkoda – dopowiedziała jedna.
            - Szkoda? – zaskoczony odparł student – Chyba żartujesz?! Myśli, że wszystko mu wolno. Traktuje nas jak śmieci…
            - … chyba ciebie – zakpiła jedna z dziewcząt.
            - Jasne – odparł z niesmakiem – Bo was zalicza jak popadnie, chłopaczkami też nie pogardzi – mruknął zdegustowany.
            - Wystarczy, że Go Ara daje mu dupy po kątach uczelni – zaśmiały się wrednie.
            - Nie mówcie tak o niej! – zaprotestował gwałtownie – To miła dziewczyna, daje się mu wykorzystywać.
            - Tak, na pewno – powiedziały z przekąsem – I dlatego pieprzy się z nim w kiblu – nienawiść wręcz biła z całej wypowiedzi – To suka – skwitowała jedna.
            - Nie masz prawa tak gadać! – chłopak widocznie się zdenerwował i teraz syczał każde pojedyncze słowo.
            Kris z trudem powstrzymywał wybuchnięcie gromkim śmiechem. Odwrócił się od studentów, stwierdzając, że wystarczająco już usłyszał. Autobus stanął i horda rzuciła się ku wyjściu. Spokojnie poczekał aż większa część wyjdzie i sam również opuścił pojazd.
            Z ulgą wciągnął łyk świeżego powietrza i otrzepał swoje ubranie. Poprawił włosy i ruszył na uczelnię. Spotkanie z rektorem, a potem bandą rozwydrzonych gówniarzy, którzy mieli o sobie zbyt wygórowane zdanie i uważali się za dorosłych. No i najmądrzejszych na świecie, bo kto podważy zdanie studenta? Sam taki był i w sumie nadal jest.

~**~

            Wszedł do sali, otwierając duże drzwi. Hałas nie ustał, a wręcz przeciwnie wzmógł  na sile. Spokojnym krokiem podszedł na swoje miejsce i stanął za mównicą. Przeleciał wzrokiem po auli i z małym niesmakiem obserwował dość sporą watahę, przekrzykującą się jeden przez drugiego. Licealiści, podsumował w myślach i wyjął swój laptop.
            Rozpakował niezbędne rzeczy i zaczął niecierpliwie stukać palcami o blat. Odchrząknął dość głośno, mając lichą nadzieję, że ktoś zwróci na niego uwagę. Przewrócił oczyma i walnął mocno dłonią o blat. Kilka osób zwróciło się w jego stronę i zrobiło wielkie oczy, poprawiając się na miejscach oraz udając gotowość do zajęć.
            Popukał w mikrofon, a po sali rozszedł się niechciany dźwięk.
            - Dzień dobry państwu – zaczął, obrzucając tłum niechętną miną – Nazywam się Wu Fan. Możecie mówić do mnie moim kanadyjskim imieniem, Kris.
            Po auli przeszedł szum i teraz już wszyscy bacznie słuchali blondyna.
            - Będę prowadził te zajęcia. Mam nadzieję, że nie będziemy się razem nudzić – uśmiechnął się sztucznie, czując że szczęka zaczyna go boleć. Studenci z równym entuzjazmem oddawali gest. Idioci, rzucił w myślach.
            Po sali rozeszły się przytłumione głosy, szczególnie dziewcząt, które zachwycone wpatrywały się w nowego wykładowcę. On sam wyłapał wzrokiem dwie brunetki z autobusu i chłopaka, który go potrącił. Z widoczną wyższością obserwował, jak jedna z nich zastanawia się, gdzie przypadkiem go widziała, po czym szeptem oznajmia koleżance wynik intensywnego myślenia. Chłopak niespokojnie spojrzał na Krisa i spiął się, jakby spuszczając głowę i starając się ukryć.
            - Jakieś pytania? – spytał jeszcze, sunąc spojrzeniem po zgromadzonych studentach. Szara masa, myśląca jedynie o tym, żeby zabrać manatki i wybiec z auli, wbijając się na jakąś imprezę.
            Po sali ponownie przeszedł szmer, a uczniowie zaczęli się niespokojnie wiercić. Niektórzy zaczęli się nawet pakować, uważając widocznie, że zajęcia będą tymi organizacyjnymi.
            - Ma pan dziewczynę? – odezwała się blondynka o dość wydatnym biuście, którego nie omieszkała wyeksponować, wstając i pochylając się nad swoim miejscem. Jej piskliwy głosik, przesączony słodkością, wstrząsnął blondynem z obrzydzenia. Uśmiechnął się jednak pogodnie i wbił wzrok w dziewczynę.
            - Cóż… - odparł udając zamyślenie – Nie, nie mam. I nie szukam – zaśmiał się sztucznie.
            - Ile mam pan lat? – kolejne pytanie padło z końca auli.
            - Dwadzieścia pięć – odpowiedział – Chodziło mi raczej o pytania związane z przedmiotem – uściślił.

~**~

            Drgnął na nieprzyjemny ton głosu dziewczyny, która siedziała obok niego. Zacisnął szczękę i starał się zignorować denerwujący dźwięk. Oparł się wygodniej o ławkę, na której leżał i ponownie starał się przywołać sen.
            Co robi na zajęciach, tego dokładnie nie wiedział. Na jakich… tego tym bardziej nie ogarniał. Po prostu był. Jego zmarnowane ciało, leżało na niewygodnej ławce i próbowało się odrobinę zregenerować. Mógł co prawda odpuścić sobie dzisiejsze zajęcia, a swoje cztery litery przetransportować z klubu wprost do domu, jednak nie chciał tam siedzieć. Poniedziałki były dniem, gdy jego ojciec nie pracował  i spędzał wspaniałomyślnie czas z rodziną. Dlatego on wolał uniknąć tej sztucznej, udawanej sielanki i męczenie się na zajęciach, było doskonałym pomysłem, aniżeli przebywanie z rodzicielem, który powodował u niego odruch wymiotny.
            Po miłym wieczorze u Go Ary, którą oczywiście zostawił, gdy tylko upojne chwile minęły, ruszył dalej w miasto. Niedzielny wieczór dopiero się rozpoczynał, a powrót do domu nie był zbyt miłą perspektywą. Zaliczył kilka klubów, w których wytańczył się i wypił ogromne ilości alkoholu. Dobrze się bawił, jak zawsze.
            A teraz był tutaj. Znowu na tej nudnej, monotonnej uczelni. Wszystko go bolało. Wpadł rano do domu jedynie po to, aby się przebrać i wziąć szybki prysznic, który choć trochę by go orzeźwił. Łyknął dwie tabletki na zatrważający ból głowy i można powiedzieć, że był zdatny do funkcjonowania.
            Nawet nie raczył podnieść głowy na wykładowcę, z którym będzie miał tą ogromną przyjemność się spotykać. Nie interesowało go to, a tym bardziej ile doktorant ma lat i czy ma dziewczynę. Dlatego głos natrętnej koleżanki tym bardziej go irytował. Chciał spać. Spodziewał się nudnego wykładu, chociaż zdrzemnąłby się, wraz z większością zgromadzonych. Wyjął z torby słuchawki i wsadził je do uszu. Muzyka. Coś spokojnego pozwoli na sen, a dodatkowo odgrodzi go od tych wszystkich ludzi i ich głosów.
            Na uczelnię musiał chodzić. Pojawiać się na zajęciach. Wpisywać się na listę. Cała zabawna reszta, taka jak nauka, czy wpisy do indeksu z odpowiednią oceną, po prostu miał. Jedna z nielicznych zalet, kiedy ma się ojca polityka. Wpływowego polityka, warto dodać. To, że był dodatkowo niezłym skurwielem, było zupełnie inną sprawą. Spełniał się jako tatuś, który załatwi syneczkowi niemal wszystko odpowiednią ilością gotówki, tyle wystarczyło.
            Zamknął oczy, zadowolony w dużej mierze spokojnymi dźwiękami płynącymi ze słuchawek. Teraz mógł odpocząć, bez paplającej blondynki nad uchem.

~**~

            Po godzinie zajęć, uznał że może być ciężko. Znaczna część żeńskiego grona, wpatrywała się w niego jak w bóstwo. Dziewczęta wzdychały i robiły maślane oczy, co go nieco denerwowało i starał się to ignorować.
            Pytania nie ustawały i co pewien czas, pojawiało się coś prywatnego. Takie sformułowania również bagatelizował i koncentrował się na przedmiocie. Studenci nie zasypiali, więc uznał, że mówi w miarę ciekawie. Miał zresztą charakterystyczny ton głosu i niejaką charyzmę, dzięki czemu zwracał na siebie uwagę. Prowadził przedmiot jak najlepiej się dało, nawet jeśli słuchaczami była banda idiotów, jak już zdążył większość podsumować.
            - No dobrze, teraz mała przerwa od mojego mówienia – powiedział w pewnym momencie i widział tę ulgę w oczach studentów – Proszę, wpiszcie się na listę – wyjął kartkę i podał pierwszej osobie z brzegu – Jak lista wróci do mnie, będziemy kontynuować – podszedł do mównicy i usiadł za biurkiem.
            Długopisy poszły w ruch, a Kris podsunął do siebie swojego laptopa. Nie miał zamiaru teraz siedzieć i patrzeć na ludzi, którzy wpisują swoje nazwiska i dodatkowo dopisują osoby, których nie ma. Nie interesowało go to. Nie zamierzał być surowym wykładowcą, który z dozą maniaka pilnował obecności na swoich zajęciach i uważał swój przedmiot za najważniejszy.
            Jednego nie tolerował. Bywać nie musieli na przedmiocie, jednak jak już się pojawili, to mogliby wykazać choć małe zainteresowanie, a nie spać. Spoglądał teraz na chłopaka – jak i od początku zajęć – który chowając się w ostatnim rzędzie, w najlepsze spał. Nawet blondynka z początku zajęć, piszcząca mu tuż nad uchem, nie była w stanie rozbudzić chłopaka.
            Podniósł powoli wzrok i zobaczył gdzie jest kartka. Z wrednym uśmieszkiem obserwował jak blondynka, szturcha ramieniem śpiącego chłopaka, a ten zupełnie ją ignoruje. Odchrząknął i zamrugał oczyma.
            - Pani w ostatnim rzędzie – zaczął, blondynka uniosła głowę – Tak, pani – skinął – Proszę nie kłopotać znajomego. Kolega może wyjść jeśli nie jest zainteresowany zajęciami. Proszę go również nie wpisywać na listę. Jak nasz szanowny śpiący ma na imię?
            Obojętnym wzrokiem przesunął po studentach, nie licząc na odpowiedzieć zaspanego. Na niektórych twarzach zobaczył nawet tryumfujący uśmieszek, na innych jakby małą obawę. Nie rozumiał tego zachowania.
            - Ktoś mnie oświeci? – ponowił pytanie – Pani blondynka? – zagaił dziewczynę, która podniosła się i mocnym ruchem szturchnęła drzemiącego.
            Kris zmarszczył brwi i znudzonym wzrokiem spoglądał na bruneta, który podniósł głowę. Miał niechętny wyraz twarzy, kiedy uświadomił sobie, że został zbyt brutalnie obudzony. Poprawił jednym ruchem włosy i spojrzał na Wu Fana bardzo zdziwiony.
            - Może nam się pan przedstawi? – ironicznie spytał Kris, oblatując spojrzeniem studenta – Ja nazywam się Wu Fan, może pan mówić do mnie Kris. Jestem nowym wykładowcą, ale to pan pewnie przespał. Witam – skinął głową.
            Chłopak z widoczną premedytacją przetarł oczy i wyciągnął się do góry. Odchrząknął i z miną niewiniątka spojrzał na Krisa.
            - Zitao – przedstawił się krótko.
            Kris zmrużył oczy, będąc tak wyraźnie ignorowanym przez studenta.
            - Zitao? Pańskie nazwisko? – ponowił pytanie – Nieważne – machnął ręką, rozmyślając się – Proszę posłuchać – zaczął ostro – Spanie na moich zajęciach jest zabronione. Lista jest podstawą zaliczenia. Jeśli pan śpi, nie ma pan obecności, czyli równie dobrze może pan nie przychodzić na zajęcia. Rozumiemy się? Proszę uprzejmie wyjść z sali, na dziś skończył pan zajęcia ze mną – zamilkł, z lubością napawając się swoim wywodem.
            Grupa studentów jeszcze bardziej zaczęła się wiercić i poszeptywać. Sam zainteresowany, jednak nie sprawiał wrażenia jakby słowa w jakiś sposób go ubodły. Zwyczajnie wstał i zarzucił niedbałym ruchem plecak na ramię. Odprowadzany wszystkimi spojrzeniami, podszedł do Krisa pewny siebie.
            Blondyn miał wrażenie, że gdzieś już widział tego chłopaka. Pamięć jednak go zwodziła i nie potrafił sobie przypomnieć w jakich okolicznościach, mignęła mu jego twarz. Nie to miało jednak znaczenie. Chłopak nie pokazał słabości, żadnej oznaki, jakoby bał się Krisa i to go irytowało. Ta obojętność wraz z wrogim nastawieniem, powodowała skołowanie i tak naprawdę nie wiedział co sądzić o studencie.
            Zitao uśmiechnął się uroczo i prychnął.
            - Dyrekcja powinna pana uprzedzić – odparł nonszalancko brunet – Ale skoro tak pan stawia sprawę… hmm… pojawię się zatem po ocenę na koniec semestru – wzruszył ramionami.
            Zacisnął zęby powstrzymując się od wybuchu wściekłości. W myślach zaś przeklinał tego Zitao, za jego impertynencję i arogancję. Głupi gówniarz, skwitował.
            - Nie mam zamiaru wdawać się w żadne dyskusje z panem – uciął Kris sucho, ignorując zupełnie bojowy ton chłopaka – Może teraz pan wyjść – wskazał dłonią drzwi wyjściowe.
            - Tak na marginesie, nazywam się Huang Zitao – brunet uśmiechnął się.
            Z trudem powstrzymał się od zrobienia wielkich oczu, gdy usłyszał nazwisko chłopaka. Opanował się na tyle, ile to było możliwe i złożył dłonie mocno je zaciskając.
            - Syn tego polityka? – zapytał od niechcenia. Zitao przytaknął z zadowoleniem głową – Niezwykle ujęła mnie ta wiadomość. Liczysz na fanfary? Oklaski? Może specjalne traktowanie z racji, że tatuś jest wpływowy? – mówił ironicznie – Nie – skwitował – Koneksje tatuśka niewiele mnie interesują. Na zajęciach masz być i nie spać, dużo nie wymagam. Rozumiemy się?
            Zitao zacisnął zęby i wzruszył ramionami, okazując swoją niechęć.
            - Oczywiście, panie doktorze – wysyczał i rzucił Krisowi chłodne spojrzenie.
            Wyszedł z sali, o dziwo, cicho zamykając za sobą drzwi. Kris spodziewał się raczej efektownego wyjścia. Takiego obrotu spraw się nie spodziewał. Spojrzał na resztę studentów, którzy do tej pory z zapartym tchem przysłuchiwali się tej wymianie słów.
            - No dobrze, wracajmy do zajęć – przywołał społeczność do porządku, ignorując sytuację sprzed kilku minut. Po sali rozszedł się szept zawodu, jednak studenci wrócili do stałego porządku.

~**~

            Wyszedł z zajęć niezwykle poirytowany. Był zmęczony, bolała go głowa, ledwo co ogarniał rzeczywistość w jakiej się znajdował, będąc dalej pod małym wpływem narkotyków, alkoholu i weekendu spędzonego poza domem, a tu taki zwykły człowiek dorzucił do tej sporej listy swoje kilka groszy. Czuł, że nie polubi tego gościa. Bo go zignorował. Nie był pierwszą osobą, która to robiła i jak pokazywała przeszłość, nie wychodziły one na tym zbyt dobrze. Mógł stwierdzić kilka rzeczy o tym Wu Fanie. Nie lubił go. Mężczyzna go zbył i całkowicie sprowadził do parteru. Nie próbował się wkupić w jego łaski, gdy dowiedział się kim jest jego ojciec. Mógł nawet zacząć twierdzić, że może zaczyna się w nim rodzić zalążek nienawiści, ludzie którzy z nim nie przystawali byli wrogami. Dodatkowo ośmieszył go na forum roku. I był pociągający. I przystojny. Bardzo przystojny, uściślił. To mogło stanowić mały problem. Bo wyczuwał również pewne niebezpieczeństwo. Nie, nie odstraszało go to, wręcz przeciwnie, niesamowicie kręciło. Chyba zaczynał mieć ochotę na pracownika uczelni – co bardzo rzadko się zdarzało, biorąc pod uwagę przedział wiekowy wykładowców – nakręcało go to jeszcze bardziej.
            Rozejrzał się po niemal pustym korytarzu, wszyscy nadal byli na zajęciach. Wzruszył ramionami i ruszył w stronę wyjścia. Nic tu po nim. Musiał się wyspać. Wybranie się na uczelnię było kiepskim pomysłem. Chociaż z innej perspektywy… poznał Krisa.
           
          

6 komentarzy:

  1. Bardzo ciekawy rozdział :) . Jestem bardzo ciekaw , co wyniknie z tego dalej . Tak w ogóle chciałbym pogratulować talentu . Ciesze się , że natrafiłem na tego bloga .

    OdpowiedzUsuń
  2. Długo kazałaś czekać.~Rozdział bardzo mi się podoba,mam nadzieję,że Kris da Tao w piórka i wreszcie będzie tak długo zapowiadana przez Ciebie krew,pot i łzy.//Hiku

    OdpowiedzUsuń
  3. Nareszcie się spotkali! No i nie było to jakoś nazbyt przyjemne spotkanie :P W każdym razie robi się coraz ciekawiej. Coś czuję, że Tao nie będzie miał lekko na zajęciach u Krisa ^^ Tylko że WuYiFan wcale nie ma lepiej z tymi studentkami. Grr na jego miejscu bym je rozszarpała, tym bardziej że jest gejem...
    Dlaczego musiałam tyle czekać?! Wspominałam już przecież, że się niecierpliwię i nawet tej kolejnej soboty nie mogę się doczekać :] Żeby mi się to nie powtórzyło, jasne? ;)
    Czekam, aż akcja się rozwinie i Kris zacznie wprowadzać swój plan w życie. To chyba nie jest normalne, ale lubię brutalne opowiadania :P
    Życzę weny ^^

    OdpowiedzUsuń
  4. Uu jak sie dzieje i niech sie dziejd dalej. Powoli sie rozkreca, a niecierpliwa Karo juz ma ochote na pikantne scenki z ta dwojka. Bedzie... no coz zapewne ciekawie.
    Czekam kochana i weny!
    A tak w podsumowaniu, kolejny swietny rozdzial. Bez podlizywania sie, rzecz jasna. :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Czekałam aż się spotkają, bardzo fajny rozdział.. podoba mi się taki Kris. C:

    OdpowiedzUsuń
  6. Bardzo długo czekałam na ten rozdział i jak zwykle mnie nie zawiodłaś ^^ notka świetna, mam nadzieje że akcja w nastepnym rozdziale sie rozwinie. Czekam z niecierpliwością. Pisz szybko ^^

    OdpowiedzUsuń