sobota, 15 czerwca 2013

Dangerous - Rozdział 3.

 Witam :)
Dzięki wszystkim za komentarze - choć nie powiem, że większa ich liczba zadowoliła by mnie bardziej i napędziła do pisania, póki co wena umarła na piątym rozdziale... -  pozostaje mi zaprosić na kolejny rozdział. 
Przy okazji kolejna reklama :P 
Sprzedaż drugiego numeru ruszyła, a tam będziecie mogli zobaczyć moje artykuły ^^ 
Jestem zadowolona z ankiety, moje wyobrażenie, że czytają mnie same dzieci - bez obrazy dla nich - było mylne :D Dobrze, że tymi zboczeniami nie jarają się same dwunastki :P 
Do kolejnej soboty <3



           Zmrużył oczy i przekręcił się na drugi bok, kiedy poczuł na swoich powiekach promienie światła. Zapomniał o żaluzjach, był zbyt zmęczony wieczorem, by myśleć o takich przyziemnych sprawach i poszedł spać. Teraz nakrył się dodatkowo kołdrą i starał na nowo przywołać sen, niestety bez skutku. Odrzucił od siebie pościel, siadając na łóżku. Przetarł zaciśniętymi dłońmi zaspane oczy i przeciągnął palcami po rozwalonej czuprynie. Wyciągnął ręce przed siebie i rozciągnął się, całkowicie zrzucając z siebie resztki snu.
            Wstał i podszedł do ogromnego okna w sypialni. Widok powalał na kolana. Mieszkanie na siódmym piętrze, skutkowało tym, że mógł podziwiać większą część panoramy miasta, która zachwycała swoją nowoczesnością i kolosalnością.
            Widział szarą masę ludzi przechodzących przez uliczki, samochody pędzące przez ulice… i czuł się panem tego świata. Będąc na piedestale, obserwując ich wszystkich. Bardzo orzeźwiające uczucie.
            Spojrzał na zegarek stojący na szafce obok łóżka, który bezlitośnie wskazywał zbyt wczesną godzinę. Cóż, teraz i tak nie zasnę, to mogę zacząć swój codzienny rytuał.
            Skierował swoje kroki do łazienki, po chwili namysłu wybrał kąpiel. Miał przecież ogrom czasu do wyznaczonego spotkania, dlatego mógł pozwolić sobie na większe przyjemności. Zaczął napuszczać gorącej wody do wanny, obserwując jak wytwarza się piana. Zapach fiołków rozniósł się po całym pomieszczeniu, przymknął oczy i zaczął wdychać ich aromat, od razu odprężając się.
            Zrzucił swoją piżamę i wszedł do parującej wody, która otoczyła jego ciało. Mruknął z zadowoleniem, zanurzając się po szyję w pachnącej wannie i przymykając oczy. Rozkoszował się wodą, która obmywała jego zmęczone po podróży ciało.
            Miał jeszcze kilka dni, by zwiedzić miasto. Potem będzie musiał wbić się w uczelniany rytm i  wykłady ze studentami. Będzie ciekawie. Bardzo na to liczył.
            Niechętnie wynurzył się z wody, gdy powoli zaczęła robić się zimna. Owinął się jedynie ręcznikiem, zawieszając go dookoła bioder i tak ubrany ruszył do kuchni.
            Nastawił ekspres i zajrzał do lodówki. Wcześniej kazał ją zapełnić, więc teraz mógł przygotować jakieś śniadanie. Wyjął jajka i bekon. Jego umiejętności kulinarne nie były na zbyt wysokim poziomie, jednak jakieś mało wymagające dania potrafił przygotować – z lepszym bądź gorszym skutkiem.
            Do gotowego śniadania dorzucił kilka sztuk owoców i mógł rozkoszować się smakiem jajek i kawy w połączeniu z pięknym widokiem, który był mu serwowany. Całe mieszkanie było oszklone. Po prostu żyć i nie umierać…
            Zjadł, sprzątnął po sobie i czekał. W końcu zadzwonił i przesunął spotkanie na wcześniejszą godzinę. Usiadł przed komputerem, czekając aż się włączy, po czym otworzył przeglądarkę i spojrzał na najnowsze wiadomości. Na pierwszym miejscu znajdował się artykuł, w którym tylko nazwisko rzuciło mu się w oczy, Huang. Zmrużył oczy i otworzył dalszą część informacji. Przeleciał wzrokiem cały tekst, przy okazji obserwując zdjęcia dołączone do tekstu. Uśmiechnął się zadowolony, wstukał w wyszukiwarkę podane nazwisko. Wyskoczyła masa zdjęć, które przeglądał z coraz większym zaciekawieniem. Jakoś nigdy nie miał głowy do tego, by dowiedzieć się czegoś więcej o osobie, która tak dotkliwie zniszczyła mu życie. Wiedział to, co wszyscy, że polityk, że przykładny mąż, a teraz okazuje się, że ojciec trudnego nastolatka. Ciekawe, pomyślał. Już wiedział w jaki punkt uderzyć, by pogrążyć Huang’a i… zemścić się.
            Zamknął przeglądarkę i wyciągnął nogi przed siebie, siadając wygodnie w fotelu. Użyje dzieciaka, by posypać karierę ojca i zrzucić go na dno. Teraz będzie musiał znaleźć wszelkie informacje, które będzie mógł wykorzystać. Wiedział, że prasa potrzebuje jedynie szlaku. Media zrobią wszystko za niego, będzie musiał tylko nimi odpowiednio pokierować.
~**~
            Odchrząknął, czując suchość w ustach i zacisnął powieki, mając jeszcze nikłą nadzieję na, chociaż krótką, chwilę snu. Mruknął niezadowolony i otworzył oczy. Leżał na skraju łóżka w pokoju, którego nie rozpoznawał. Czuł się jeszcze trochę oszołomiony, a całe ciało zaczynało ponownie boleć.
            Przekręcił się na bok i zobaczył dwie brunetki, wczepione w siebie i śpiące jak zabite. Przewrócił oczyma, orientując się, dlaczego zajmuje tę najmniejszą część łóżka. Uśmiechnął się złośliwie, spoglądając na dziewczyny okryte kołdrą, które poza nią nie miały nic więcej.
            Wieczór, jak i noc mógł zaliczyć do udanych. Nie bawił się zwykle w trójkąciki, chyba że w formacji dwóch facetów i dziewczyna z zastrzeżeniem, że jeden osobnik płci męskiej jest gejem. Sam siebie nie mógłby określić jednoznacznie. Czasami lubił dominację, jednak momentami potrzebował bólu, gdy jego ojciec nie mógł mu dostarczyć bitki. Wtedy facet, który go zniewoli i sprawi cierpienie, połączone z  nieodzowną przyjemnością, był niezbędny.
            Powoli wstał i wyszedł z łóżka, chciał szybko zniknąć. Dziewczyny były miłą odmianą, jednak nie chciał ani związku, ani układu na dłuższy okres czasu. Przyjemny numerek zaliczony, nie chciał oglądać zawodu na ich twarzach, kiedy by im mówił, że nie spotkają się więcej. Zniknie zanim wstaną, a one będą mogły wspominać upojny wieczór.
            Ubrał się prędko, rezygnując z prysznica. Wsunął rękę do kieszeni i uspokoił się czując pod palcami plastikowy kwadrat, który jeszcze był zapełniony rozpływającym się szczęściem. Weekend nadal trwał, a znieczulenie na pewno będzie mu potrzebne.
            Spojrzał ostatni raz na śpiące brunetki i uśmiechnął się zniesmaczony. W sumie wolał je bardziej, gdy spały i nie piszczały swoimi głosikami. Były zdecydowanie zbyt głośne podczas stosunku, w pewnej chwili obawiał się, że ktoś z sąsiedniego pokoju, mógłby przyjść z upomnieniem.
            Wyszedł cicho z pokoju, zostawiając je same. Wybrał hotel, niedaleko swojego domu, dlatego teraz nie musiał zamawiać taksówki. Szybkim spacerem przemykał przez poszarzałe ulice, ponieważ słońce nie wzniosło się jeszcze na odpowiednią wysokość, a większość domów była pogrążona w ciemności. Kaptur zarzucony na głowę skutecznie ukrywał jego tożsamość i nieciekawy wygląd, spowodowany całonocnymi wrażeniami. Przez narkotyki tracił zupełnie orientację i doba mogła trwać nawet kilka dni. Po prostu się bawił.
            W miarę cicho starał się przemknąć do swojego pokoju. Nie chciał budzić rodziców. Jego ciało nie zniosłoby kolejnych uderzeń. Już teraz bał się na nie spoglądać. Zapas maści na siniaki spokojnie leżała w jednej z szafek w pokoju. Stały się nieodłącznym elementem jego życia, tak jak kolorowe tabletki czy plasterki w kształcie gwiazdek, serduszek, czy innych przedmiotów, wedle widzimisię producenta. Ważne, że towar był sprawdzony i nie dostawał felernych porcji.
            Zamknął za sobą drzwi i zrzucił bluzę, zostawiając ją na ziemi. Ściągnął koszulkę, sycząc nieco, gdy podnosił obolałe ramiona. Podszedł do lustra i obejrzał swoje ciało. Obite. Duże siniaki zdobiły obleśnie jego wątłe ciało, w połączeniu z bladą skórą wyglądały karykaturalnie. Do tego zauważył kilka ukąszeń i śladów po zębach. Mina mu zrzedła. Dziewczyny aż nadto się postarały. Jakby było mu mało obrażeń. Skrzywił się i odszedł od lustra, nie mogąc dłużej patrzeć na swoje wymaltretowane ciało, jak i wymęczoną twarz. Wyglądał teraz nie na dwadzieścia lat, lecz trzydzieści. Brakowało mu tylko zmarszczek i siwych włosów. Narkotyki jeszcze oblegały jego ciało, nie czuł ich bolesnych skutków.
            Pozbył się całej reszty brudnych ubrań i nagi wszedł do łazienki. Miał tę dogodność, że całe piętro było jedynie do jego dyspozycji i zazwyczaj nikt nie kręcił się na górze. Zresztą rodzice nie mieli powodu, by go nękać w jego prywatnym miejscu. Ojciec urządzał jatki zwykle na dole, a matka… mówił jej rano „dzień dobry” i od czasu do czasu zjadł obiad w jej towarzystwie.
            Z przyjemnością zamknął się w kabinie i włączył gorący strumień wody. Przymknął oczy z zadowolenia, mogąc zmyć z siebie cały brud, dostarczony przez ogrom wrażeń w ciągu nocy. Gorące krople obmywały jego wymęczone ciało. Oparł się czołem o szkło i oddychał jednostajne, kompletnie się rozluźniając. Mimo pobudzenia i narkotyku, który nadal krążył w organizmie, czuł zmęczenie.
            Wyszedł spod prysznica i okręcił na biodrach ręcznik. Smętnym krokiem wszedł do pokoju i zajrzał do szafki, w której miał odpowiednie leki przeciwbólowe, jak i maść. Odkręcił korek, a w jego nozdrza uderzył ostry, nieprzyjemny zapach. Tak bardzo go nienawidził, a jednocześnie był do niego przyzwyczajony.
            Podszedł do lustra i wycisnął odrobinę przeźroczystej substancji na palec. Delikatnie wsmarował maź w posiniaczone biodra, krzywiąc się z pieczącego bólu.  Kolejny tydzień, kiedy będzie poruszał się jak zniedołężniały starzec… aż do kolejnego starcia.
            Spojrzał tęsknym wzrokiem na łóżko i zmarszczył brwi. Nic się nie stanie, jak położy się na chwilkę i odzyska siły. Mógł nawet przespać cały dzień, a potem ponownie iść balować albo zabawić się w domu, zaopatrzenia przecież mu nie brakowało.
            Opadł na plecy, stykając się nagim ciałem z miękkością pościeli i rozciągnął się, naprężając wszystkie mięśnie. Tego mu było trzeba. Przymknął oczy, czując jak sen szybko nadchodzi i otula go w swoich ramionach.
~**~
            Popijał drugą kawę i czytał w międzyczasie gazetę. Był już gotowy i przygotowany mentalnie do rozmowy ze swoim gościem. Czekał na niego niecierpliwie. Chciał zacząć sprawę już teraz nie odwlekając finału, który chciał osiągnąć jak najwcześniej. Po całym jego ciele przechodził dreszcz podekscytowania, który starał się wyeliminować. Musiał pokazać się przed mężczyzną jako poważny i opanowany klient.
            Dzwonek do drzwi wyrwał go z rozmyślań tak, że aż podskoczył w wygodnym fotelu. Wstał gwałtownie i poprawił ubranie, nakazując w myślach, przywdzianie obojętnej i zimnej miny. Swobodnym krokiem podszedł do drzwi i otworzył je na oścież.
            - Dzień dobry – odezwał się przybysz głębokim głosem, wchodząc do środka – Seo In Guk – przywitał się i wyciągnął rękę.
            - To już wiem – odpowiedział blondyn i skinął głową – Wu Fan, Kris – uściślił i złapał wyciągniętą dłoń, uśmiechając się ledwo widocznie – Proszę – wskazał dłonią, gdzie gość ma się ulokować.
            - To również o panu wiem – mruknął szatyn i miękkim krokiem wszedł w głąb mieszkania, rozsiadając wygodnie na kanapie.
            Kris ruszył za młodym mężczyzną. Spodziewał się kogoś starszego. Miał jednak nadzieję, że szatyn jest dość doświadczony i spisze się, wykonując wszystko co potrzeba.
            - Może kawy? – zaproponował gościowi. Interesy, interesami, jednak odrobina dobrej kultury nikomu jeszcze nie zaszkodziła.
            - Poproszę – skinął głową na blondyna –z mlekiem, o ile to możliwe.\
            - Oczywiście – spokojnym krokiem wszedł do kuchni połączonej z salonem i włączył ekspres. Czuł przez cały czas baczne spojrzenie Seo In Guka. Czekając, stukał niecierpliwie szczupłymi palcami o marmurowy blat, denerwując się nieco.
            Zabrał dwie filiżanki parującej kawy i postawił na stoliku. Usiadł naprzeciwko szatyna i spojrzał na niego uważnie.
            - Możemy zaczynać? – odezwał się pierwszy In Guk – Czego pan ode mnie oczekuje? – założył noga na nogę i splótł dłonie, lokując je na kolanie.
            - Informacji i dyspozycyjności – wyjaśnił krótko.
            Szatyn pokiwał powoli głową w zadumie.
            - Kto to ma być? I po co? – zapytał rzeczowo.
            - Huang Mark – powiedział zimno – Tak, ten polityk – uściślił, widząc zdziwioną minę gościa – A po co? – powtórzył pytanie In Guka i wzruszył ramionami – Zemsta.
            - Dlaczego?
            - Chcę zniszczyć jego uporządkowane życie, tak jak ten drań zrobił to z moim – wyjaśnił spokojnie.
            Mężczyzna uśmiechnął się i pociągnął łyk kawy.
            - Wie pan, że to będzie kosztować? Taka… misja… - wydukał powoli – Zrobiłem małe rozeznanie. Mogę zadać kilka pytań?
            - Rozeznanie? Na mój temat, rozumiem? – zaskoczony podniósł jedną brew do góry – Proszę – zrobił niewyraźny ruch dłonią w powietrzu.
            - Doktorant. Gej – uśmiechnął się, widząc zdziwienie na twarzy blondyna, kontynuował jednak dalej – Przyjechał pan na półroczny kontrakt do Chin. Pochodzi pan ze średnio zamożnej rodziny. Pańska matka nie żyje od dwóch lat. Samobójstwo, po kłopotach z psychiką. Mieszka pan w jednej z bogatszych dzielnic, co doskonale widząc po tym wnętrzu chociażby – wskazał dłonią po salonie – Skąd pan ma pieniądze? Doktoranci chyba nie dostają aż tak wielkiego stypendium? – zapytał ironicznie.
            Kris uśmiechnął się i pokiwał głową.
            - Tak, myślę, że będzie pan idealny. Słuszne spostrzeżenia, panie Seo – spojrzał z uznaniem na szatyna – Pieniądze… kluczowy element, prawda? – zaśmiał się – Całą akcję sponsoruje osoba, która jest celem – wyjaśnił.
            - Huang? – zdziwił się In Guk.
            - Tak, zabawne prawda? Doprowadzi sam do swojego końca – niemal wyszeptał fanatycznie.
            - Chodzi panu o kompromitację jego osoby?
            - Chcę jego zniszczenia, całkowitego spalenia w jego ułożonym świecie. Musimy wiedzieć wszystko. Zacząć małymi krokami go niszczyć. Najpierw mało znaczące sprawy. Chcę znać każdy jego krok, każdy romans, każdy problem rodzinny, oszustwa polityczne. Wszystko – podkreślił mocno – Ma syna, prawda? Od niego chciałbym zacząć. To jak? Zgadza się pan? – zadał kluczowe pytanie.
            - Zwykle spotykam się ze sprawami zdrad, machlojek finansowych. Zaintrygował mnie pan – skinął z uznaniem głową – Zgadzam się. Będziemy się spotykali raz w tygodniu, wtedy będę panu dostarczał niezbędnych informacji albo tego wszystkiego co się pojawi. Wtedy zdecydujemy jak to wykorzystać przeciwko Huangowi. Prasa, rozumiem? – Kris skinął głową na potwierdzenie – Tak myślałem. Co do szczegółów każdej akcji będziemy się jeszcze dogadywać. Mój numer konta – wyjął kwadratowy bloczek i zapisał odpowiedni numer. Podał kartkę Krisowi.
            - Rozumiem. Zrobię odpowiedni przelew. Dziękuję za pomoc.
            Seo In Guk wstał i uśmiechnął się kwaśno.
            - Póki co niczego nie zrobiłem, jednak myślę, że będzie nam się dobrze współpracować – stwierdził.
            - Mam taką nadzieję – blondyn również podniósł się do pionu – Chyba nie muszę mówić, że sprawa jest poufna. Nikt nie może  się dowiedzieć, że ja za tym stoję – powiedział poważnie.
            - Znam zasady – odparł zimno szatyn – Do zobaczenia. Jeszcze do pana zadzwonię i umówimy się, gdy będę miał już jakieś informacje – podał na pożegnanie rękę Krisowi. Blondyn odwzajemnił uścisk i odprowadził In Guka do drzwi.
            Zamknął za nim drzwi i oparł się o futrynę. Spotkanie przebiegło bardzo obiecująco. Rzeczowy ton zupełnie go nie zraził, wręcz przeciwnie, ukazał kompetencje mężczyzny. Wszystko powoli się układało. Tak jak sobie zaplanował.
~**~
            Obudził się, a raczej zleciał z wąskiego łóżka. Usiadł gwałtownie na dywanie, mając ciemne plamy przed oczyma i potrząsnął głową. Ciało ogarnął niesamowity ból. Czuł jakby nie mógł ruszać swobodnie żadną częścią ciała. Sięgnął pod łóżko i wyjął z niej kartonowe pudełko. Otworzył skrytkę i wyrzucił z niej batony – tak na wszelki wypadek, by nie musieć wychodzić z pokoju, a byłby głodny – i sięgnął na sam spód. Plastikowa torebka z kolorowymi tabletkami leżała i czekała na swojego właściciela. Wyciągnął drżącymi rękoma jedną i połknął, przymykając z zadowolenia oczy. Kaca mógł przeżywać jutro, pośpi na zajęciach, teraz chciał jeszcze wyjść z domu, pobawić się.
            Przejrzał numery telefonów i zastanawiał się kogo zwerbować na imprezę. Xiumin, Kai i Luhan odpadali. Pewnie teraz zdychają w domu, po wczorajszym balowaniu. Z rozczarowaniem stwierdził, że jego lista znajomych się kończy. Znajomych, którzy potrafią zachować dyskrecję co do jego wyskoków, chociaż i oni liczyli na odpowiednie korzyści, trzymając z nim.
            Zatrzymał wzrok na numerze Go Ary. Wzruszył ramionami. Może ona. Przyda się chociaż do czegoś, zapełni mu czas. Nacisnął zieloną słuchawkę i czekał aż dziewczyna odbierze połączenie.
            - Cześć kocie – po drugiej stronie odezwał się miękki głos – Miło, że dzwonisz.
            - Jesteś w domu? Sama? – zapytał od razu.
            - Rodziców nie ma, planujesz coś? – zaśmiała się cicho.
            - Coś miłego, twoja osoba jest niezbędna – mruknął uwodzicielsko. 
            - Dwudziesta? Weź wino.
            - Do zobaczenia – urwał szybko rozmowę i rzucił telefon na łóżko. Wdrapał się na nie i spojrzał na godzinę. Była siedemnasta, nie zdziwił się zbytnio. Przespał niemal cały dzień.
            Ciało zaczynał ogarniać błogi stan, kolejna porcja zaczynała działać. Wyjął z kieszeni plastikowy kwadracik i wsunął go do plastikowej torebeczki wraz z tabletkami. Nie chciał już więcej, na te dwa dni dawka była wystarczająca. Ukoiła chociaż trochę ten nieznośny ból.
            Sięgnął po laptopa i włączył go. Miał jeszcze mnóstwo czasu, może pograć i odlecieć, tym razem w świat brutalnych gier. Te jego zapędy do uśmiercania siebie i wszystkich tych w jego otoczeniu.
          

11 komentarzy:

  1. Bardzo podoba mi się to opowiadanie i czekam na dalszy ciąg.

    OdpowiedzUsuń
  2. Ciekawe, i wciągające. Czekam na kolejny rozdział :))

    OdpowiedzUsuń
  3. Ubóstwiam.... Bo kocham, to trochę za mało :)
    Z niecierpliwością czekam na ciąg dalszy ^^

    OdpowiedzUsuń
  4. Super! Super ! Suuuuuuuuuuuuuuuupppppeeeeeeeeeerrrrrrrrrr!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!! ;p ;p ;p ;p ;p

    OdpowiedzUsuń
  5. Łaa... ja chce więcej. Zakochałam się w tym opowiadaniu :P Jestem ciekawa jak to się dalej potoczy...
    Czekam niecierpliwie na następny rozdzialik :D

    OdpowiedzUsuń
  6. Mimo, iż nie jaram się EXO i nie czuję takiej potrzeby, to opowiadanie mnie zaintrygowało... Sama nie wiem, czemu. Jest bardzo w moim stylu no i that Kris *-*
    Co do ostatniego oneshota... Przepraszam. Wysiadłam w połowie. Po prostu tego nie widzę XD
    Czekam na następne rozdziały <3 *btw, mam nowe nagłówki i nie wiem, co z nimi zrobić XD oczywiście 2min, ale jak chcesz, mogę zaraz wykombinować coś z TaoRisem :3*

    OdpowiedzUsuń
  7. Ciekawi mnie strasznie co zrobił jego ojciec..
    Rozdział ciekawy, czekam więc na kolejny i rozwinięcie akcji. C:

    OdpowiedzUsuń
  8. czekam z niecierpliwością na następny rozdział, bardzo wciągająca historia i mój ulubiony Taoris~

    OdpowiedzUsuń
  9. "przeleciałam" Twoje posty z grubsza (ze względu na późną porę i fakt, że muszę wstać przed szóstą), ale czuję się zaintrygowana. Podoba mi się Twój styl, i coś czuję, że jeszcze tu wpadnę.

    http://suitquit.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  10. Bardzo fajne i ciekawe ! Nie mogę się doczekać dalszego rozwoju akcji ^^
    Mam pytanko: Nie myślałaś żeby napisać opko hanti ? ;3 Bo Twój one shot jest świetny ^_^

    OdpowiedzUsuń
  11. Bardzo wciągające ;)

    OdpowiedzUsuń