piątek, 7 czerwca 2013

Dangerous - Rozdział 2.


 Witam. 
Po prawo widzicie dwie ankiety, które zagoszczą jeszcze przez pewien czas tutaj. 
Zapraszam <tutaj> tak przy okazji.
Dziękuję za opinie przy pierwszym rozdziale i oczywiście liczę na większą ich ilość teraz.
Pozdrawiam wszystkich :) 
Zapraszam do czytania 
Widzimy się w kolejną sobotę 
Poprawione przez Szefową xDD 




           - Dla państwa bezpieczeństwa proszę zapiąć pasy i wyłączyć telefony komórkowe, laptopy i inne urządzenia elektroniczne – stewardessa sztucznie miłym głosem wypowiadała wyuczoną formułkę, patrząc dobrotliwą miną na pasażerów, którzy właśnie wykonywali jej polecenie.
            Kris westchnąwszy ciężko, zrobił jak mu kazano i zapadł się w swoim fotelu, mając nadzieję na drzemkę. Chociaż krótką. W nocy nie spał dobrze, wspomnienia wróciły ogromną falą i wcale nie chciały odpłynąć. Nie lubił przeszłości, a teraz poprzez własną zachciankę spowodował, że będzie musiał do niej wrócić. Wszystko po to, by osiągnąć satysfakcję, by zniszczyć osobę, która zniszczyła jego matkę i jego.
            Nieprzyjemne uczucie startującego samolotu i ostatnie spojrzenie na kraj, w którym się wychował, gdzie spędził szczęśliwe dzieciństwo, problemowy czas nastoletni, o którym w najbliższym czasie nie będzie mógł zapomnieć. W gruncie rzeczy… na własne życzenie.
            Miał miejsce przy oknie i mógł obserwować niebo. Obok siedziała blondynka, która – jak zauważył – popatrywała na niego nieśmiało. Spojrzał na nią, obdarzając firmowym uśmiechem, a ta spłoniła się jak dorodna róża, spuszczając głowę i zasłaniając się włosami. Urocza, skwitował w myślach, jednak zbyt nieśmiała. 
            Nie zawracając sobie dziewczyną głowy dłużej, niż to było konieczne, włączył mp3 i pogrążył się w dźwiękach płynących ze słuchawek. Przymknął oczy z nadzieją na szybki sen i brak koszmarów. Niezręcznie byłoby widzieć zdziwioną minę blondynki, gdy zacząłby rzucać się przez sen, albo co gorsza krzyczeć.
            Powoli odlatywał, spokojna muzyka koiła zmysły. Ulokował się wygodniej w fotelu, a umysł zaczęły nawiedzać przyjemne krajobrazy. Zero myśli, które chciałby wyrzucić z głowy, odpłynęły na chwilę. Ukryły się, pozwalając mu odpocząć, ale wrócą, zawsze wracają. Niszczą ten uporządkowany świat, który starał się stworzyć. Świat iluzji, która nie była prawdziwa.

~**~

            Ziewnął głośno, starając się stłumić reakcję swojego ciała. Był niesamowicie zmęczony podróżą. Niemal zasypiając, odebrał swój bagaż i zamówił taksówkę.
            Siedział w aucie, mimo zmęczenia obserwował miasto, w którym zamieszka i wykona swój plan. Pekin był ogromny, kolosalne budynki opiewały miasto, górując nad wszystkimi małymi uliczkami i ludźmi, poruszającymi się między nimi jak małe mróweczki.
            Chwilę później znalazł się pod odpowiednim adresem. Stał samotnie, mając do towarzystwa tylko walizki. Spojrzał w górę na apartamentowiec, w którym zamieszka i uśmiechnął się do siebie. Nowe życie. Nowy świat.
            Lokaj wybiegł z ogromnego budynku i ukłonił się nisko.
            - Dobry wieczór, proszę pana – powiedział po chińsku, patrząc z dystansem na przybysza.
            - Nazywam się Wu Fan – przywitał się, a raczej łaskawie stwierdził – moje bagaże – sugestywnie przeniósł wzrok na walizki, oczekując jakiejś reakcji.
            Mężczyzna w uniformie natychmiast podskoczył do pakunków, kłaniając się nisko przed Krisem.
            - Tak, przepraszam. Oczekiwaliśmy pana. Mieszkanie jest już umeblowane, klucze dostanie pan w recepcji. – tłumaczył szybko, zmagając się jednocześnie z bagażami – Proszę wejść do środka – wskazał uprzejmie wejście do budynku i ponownie się skłonił.
            - Dziękuję – odparł swobodnie i pozostawiając bagaż w dobrych rękach, ruszył do budynku.
            Normalnie nie byłoby go stać na takie luksusy. Własne mieszkanie. Stypendium doktoranckie, jakie zostało mu przydzielone, ledwo co starczało na wynajem takiego mieszkania. Miał własne fundusze. Chociaż „własne” to pojęcie bardzo względne.
            - Dobry wieczór – recepcjonista w średnim wieku, podniósł się do góry, dygając kulturalnie. Uśmiechnął się, obdarzając Krisa dobrotliwą miną staruszka i odłożył gazetę, którą czytał. Był pewien, że polubi tego pana, bardzo przypominał jego dziadka, tak samo jak on był pozytywnie nastawiony do świata.
            - Dobry wieczór – odpowiedział uprzejmie, siląc się na nikły uśmiech – Wu Fan – przedstawił się ponownie i skinął głową.
            - Tak, wiem. Proszę mi mówić Thomas – staruszek uśmiechnął się – Tu są pańskie klucze do mieszkania, w razie problemów, proszę się zgłaszać do mnie.
            - Oczywiście. Thomasie, możesz mówić mi po imieniu. Kris – skrócił.
            - Panie Kris – mężczyzna ukłonił się
            Blondyn uśmiechnął się na oficjalną formę. Podrzucił klucze do góry i ruszył do windy.
            Otworzył drzwi od swojego mieszkania i wszedł do środka. Zapalił światło, zadowolony rozejrzał się po wnętrzu. Urządzone dokładnie tak, jak tego chciał. Elegancko, jednak nowocześnie. Postawił podręczną torbę na szafce i wszedł głębiej, rozglądając się po nowym miejscu.
            Chciał ruszyć od razu do sypialni, by odpocząć, gdy nagle usłyszał dzwonek. Ze spokojem podszedł do drzwi i otworzył je. Młody chłopak ten, który go przywitał, wniósł bagaże. Rzucił wyuczoną formułką, ukłonił się i wyszedł, zostawiając Krisa samego.
            W końcu trafił do sypialni, z zadowoleniem wymalowanym na twarzy rzucił się na łóżko. Przymknął oczy i westchnął ciężko, zrzucając z siebie całe zmęczenie i kładąc obok. Mógł się odprężyć. A następny dzień… Jutro zacznie działać. Powoli wdrażać plan w życie, pobudzać go i doprowadzić do kulminacyjnego momentu. Cieszył się na tę myśl.

~**~

            Muzyka dudniła mu w uszach ze zdwojoną mocą, mimo tego podkręcił regulator  wieży i basy odezwały się z kolejną, jeszcze większą dawką mocy. Pokręcił się dookoła w pokoju i zaczął tańczyć, zupełnie gubiąc rytm.
            Wyrzucił ramionami, rozpościerając je jak do lotu i podskoczył kilka razy. Opadł na łóżko, z miną maniaka patrząc w sufit i śmiejąc się do siebie.
            Gdy dostał po raz kolejny, przeniósł się do swojego pokoju, zamknął drzwi na klucz i ruszył pod prysznic. Jego priorytetem było zmycie tego palącego dotyku ojca. Niedobrze robiło mu się na myśl, że mężczyzna go dotykał. Pobił, przytulił, odszedł. Jak zawsze…
            Przeturlał się na brzuch i sięgnął pod poduszkę, wyjmując okrągłe tabletki. Było mu tak dobrze i przyjemnie. Nie czuł bólu, tylko słodkie otępienie. Mamrotał coś do siebie, nie mogąc się wysłowić, śmiejąc się w głos próbował przekrzyczeć muzykę.
            Był już po jednym kolorowym listku rozkosznej substancji, która rozpuszczała się pod językiem i w krótkim czasie doprowadzała ciało i umysł do euforii. To, że gdy iluzja przestanie działać i jego ciało będzie wrakiem, nie miało znaczenia. Cieszył się tą chwilą, którą mógł przedłużyć tabletkami i alkoholem.
            Czas jakby stanął w miejscu i nawet nie ogarniał, jak długo siedział w pokoju. Sam ze sobą… i kolorowym szczęściem. Nie był głodny. Narkotyk doskonale otumaniał reakcje i realne potrzeby jego ciała.
            Czuł się taki lekki, szczęśliwy, sięgnąłby nieba, gdyby mógł. Weekend miał dla siebie,  potem zajęcia na uczelni ponownie wbiją go w nudny, jednostajny rytm. Następnie wyjście do klubu, jakaś afera, czy nawet zwykłe przewinienie, zły humor ojca i kolejny cios.
            Uzależnił się od tego bólu. Chyba już nie potrafiłby bez niego funkcjonować. Ból, tabletka, zapomnienie. Idealny grafik, urozmaicenie jego nudnego i tak życia.
            Zaśmiał się i przeturlał ponownie, spadając z łóżka. Jęknął i rozłożył ręce szeroko, leżąc na puchatym dywanie. Świat wirował, przyjemnie wirował.
            Telefon zawibrował w kieszeni, jednak zdawał się tego nie zauważać. Dopiero po którymś z kolei dzwonku, wyjął aparat i ściszył wieżę pilotem.
            - Tak? – odezwał się rozluźnionym tonem – Tak? – powtórzył zadowolony i podniósł się do siadu – Hmm…Czemu nie. Za godzinę będę – zakończył rozmowę i rzucił telefon na łóżko.
            Wstał i ze zdezorientowaną miną rozejrzał się po pokoju. Uśmiechnął się od ucha do ucha i wyciągnął dłoń, na której leżały spokojnie tabletki. Zacisnął dłonie w pięść i schował swoje małe skarby do kieszeni.
            - Przydacie się później – mruknął do siebie.

~**~

            Stanął przed klubem, nieco się chwiejąc i mając na twarzy ogromny uśmiech. Ubrał się na czarno. Ciemne spodnie, przylegające do szczupłego ciała i czarny t-shirt podkreślający odpowiednio wyrzeźbione ciało.
            Podszedł do bramkarza i puścił oczko osobom, czekającym w kolejce. Przez tłum przeszła fala dezaprobaty i protestu. Zitao wzruszył rozbawiony ramionami i przywitał się z ochroniarzem, wchodząc do środka.
            Od razu uderzył w niego gorąc i głośna muzyka, wraz z kolorowymi światłami. Ucieszył się jak małe dziecko, widząc to wszystko, uwydatnione w dużym stopniu przez narkotyk, nadal oszałamiający umysł i pole widzenia. Widział i czuł intensywniej.
            Przebiegł wzrokiem po otoczeniu, samoistnie gibając się w rytm muzyki i przechodząc pomiędzy tańczącym tłumem. Dotkliwiej reagował na wszelaki dotyk i ocieranie się spoconych ciał o jego osobę, powodowało to dreszcz podniecenia, którego nie potrafił wyjaśnić. Było na pewno przyjemniejsze, niż dotyk ojca.
            Wyłapał kilku swoich znajomych, którzy dzwonili. Siedzieli w prywatnej loży. I nie byli już sami. Towarzyszyło im kilka pięknych dziewczyn. Zresztą kto nie był dla niego teraz piękny? Cały świat otrzymałby miano pięknego, biorąc pod uwagę stan w jakim się znajdował.
            Rozluźniony zaczął przeciskać się przez tłum, zafascynowany tym, jak ludzie mając do dyspozycji mniej niż metr kwadratowy, do tego w niesamowitej duchocie i ścisku, tańczą w najlepsze zupełnie nie przejmując się swoimi współtowarzyszami. Odetchnął z ulgą, wyrywając się z pomiędzy tych wszystkich ciał. Przekrzywił głowę i uśmiechnął się pobłażliwie, patrząc na tych wszystkich ludzi, wijących się w swoim, prywatnym tańcu. On by zatańczył na barze. Tak, by wszyscy mogli go zobaczyć. Jego ojciec. W kolejnym brukowcu. Kolejna porcja bólu…
            Potrząsnął głową, wyrywając się z melancholijnego nastroju, który nagle go nawiedził. Zły aspekt wszystkich „cudowności” jakie brał. Wahania nastrojów. Od płaczu, po śmiech, złość i wszystko inne. To było nawet zabawne, obserwować ludzi i ich reakcje.
            Podszedł do baru i zamówił kolorowego drinka. Dyskretnie wrzucił kolorową tabletkę i pociągnął z zadowoleniem łyk alkoholu. Dopiero wtedy ruszył do swojej ekipy.
            - Hejka! – rzucił szczęśliwy, może nie tyle, że ich widzi, a raczej z powodu, że za kilka minut będzie czuł się jeszcze lepiej.
            - Zitao, jesteś – inteligentnie stwierdził jeden z chłopaków, uroczy blondyn o dużych oczach, teraz już błyszczących od wypitego alkoholu.
            - Co robimy? Pijemy, bawimy się, tańczymy? – z zaangażowaniem wyrzucał z siebie brunet, patrząc co chwila na inną osobę – Piękne, skąd jesteście? – swoją uwagę skupił w końcu na dwóch brunetkach siedzących obok siebie i popijających piwo. Podszedł do nich i usiadł między nimi, obejmując je poufale ramionami. Te uśmiechnęły się, widocznie zainteresowane chłopakiem. Dyskretnie przysunęły się bliżej ramion, które je obejmowały i zarzuciły teatralnie włosami, chichocząc.
            - Stary, chyba Go Ara będzie zazdrosna – rzucił Xiumin od niechcenia, śmiejąc się w głos. Zitao podchwycił i również dołączył do ogólnej wesołości.
            - Nie jestem z nią związany – mruknął złowrogo, po czym roześmiał się, patrząc zimnym, jednak nieco szklistym wzrokiem na znajomych.
            - To może dziś jakiś chłopak? – dalej zgryźliwie rzucał Xiumin – Tak dla odmiany? – dodał niewinnie.
            - To nie będzie konieczne dzisiejszego wieczoru, w tym pięknym gronie – rzucił komplementem w stronę dziewczyn, po czym uważnie spojrzał na chłopaka – Chyba, że proponujesz swoją osobę – uśmiechnął się słodko – Wtedy się nad tym poważnie zastanowię.
            Xiumin zaskoczony zamrugał kilkakrotnie oczyma i pociągnął spory łyk piwa. Zaśmiał się histerycznie, unikając uważnego spojrzenia Zitao.
            - Te twoje żarty… - mrugnął do bruneta, pokazując na niego palcem.
            - Skoro sądzisz, że żartowałem – Zitao przewrócił oczyma i usiadł pomiędzy dziewczynami.

~**~

            Byłby głupcem, gdyby zakończył imprezowanie na jednym piwie. Po kilku, przerzucił się na kolorowe drinki, które w jego uznaniu miały neonowy kolor i świeciły. Do jednej tabletki dorzucił drugą, kilka fajek i listek z kwadratowej plakietki.
            Było świetnie. Czuł się świetnie. Wszystko wirowało. Czuł bardziej, rozkoszował się dotykiem intensywniej. Tańczył, najpierw sam. Na parkiecie, wbijając się w tłum i kołysząc w rytm muzyki, wraz z innymi ciałami. Gorącymi, mokrymi, pijanymi. To mu nie wystarczało.
            Zrzucił z jednego stolika wszystko na posadzkę i podsadzany przez tłum, zaczął tańczyć na blacie. Uśmiechnięty, zadowolony, pełen energii. Teraz czuł się panem świata. W centrum uwagi. Silny i dominujący.
            Krzyki i wiwaty ludzi, sprawiły że chciał więcej. Wyrzucił ramiona do góry i skoczył. To było jeszcze bardziej intensywniejsze. Setki rąk, które były wszędzie i niosły go ciągle do przodu. Przymknął oczy i rozkoszował się tym uczuciem.
            Postawiony na ziemię, lekko się zachwiał, jednak z uśmiechem na twarzy podszedł do baru.
            - Sam! – krzyknął do barmana – Jeszcze raz to samo! - odwrócił się w stronę parkietu, widząc jak ludzie wracają do swojego monotonnego tańca. Chciał się jeszcze bawić.
            Odebrał swojego drinka i ruszył  stronę loży, gdzie zostali jeszcze co niektórzy z jego ekipy. Gdy tylko tam dotarł, został wręcz wciśnięty w dwie brunetki, które czekały na niego w dalszym ciągu.
            - To było takie… - pisnęła jedna podekscytowana.
            - … supeeer – inteligentnie dokończyła druga, wlepiając wzrok w Zitao.
            - Tak - mruknął z przekąsem Xiumin, opierając się o barierkę i spoglądając na tańczących ludzi – Znowu znajdziesz się we wszystkich brukowcach. Tatuś Huang się ucieszy – mruknął.
            - Nie wspominaj o moim ojcu – lodowatym tonem powiedział brunet – Nie interesuje mnie to. Drogie panie – zwrócił się do dziewczyn – może zmienimy lokalizację… na bardziej przytulną? – zapytał, uśmiechając się lubieżnie.
            Brunetki zachichotały i w szybkim tempie dopiły swojego drinka.
            - Zaprosiłbym cię, Xiumin – Zitao podszedł do chłopaka i pochylił się nad nim poufale – Ale stwierdziłeś, że mnie nie chcesz. A wiesz, ja i laski – wskazał głową na dziewczyny – to taki mały, wybuchowy pakiecik – zaśmiał się, widząc zakłopotaną minę chłopaka – Dlatego zostaniemy przy trójkąciku. Do zobaczenia na uczelni – pomachał mu ręką przed nosem i odsunął się o krok.
            - Na razie – mruknął niewyraźnie Xiumin.
            - Panie – Zitao wyciągnął dłonie w stronę gotowych do wyjścia dziewczyn – Znam świetny hotel – skwitował.

12 komentarzy:

  1. Genialne! Genialne! Genialne, ale strasznie krótkie! :c , OMO, nie mogę się przestać cieszyć do ściany >DD

    OdpowiedzUsuń
  2. Wcześniej zapomniałam skomentować.. Bardzo fajny i oryginalny pomysł z tym opowiadaniem.. Tao masochita.. Ciekawi mnie o jaką osobę chodzi Krisowi. Nie mogę się doczekać, aż się spotkają!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. znając życie chodzi o ojca

      Usuń
  3. Będę mało twórcza zważywszy na porę i napisze to co "Emocjonalny kaleka" Genialne !!!
    Mimo, że może na razie nie dzieje się nic takiego jakiegoś szczególnego to ma to w sobie coś co zakorzenia we mnie niedosyt. Jestem STRASZNIE ciekawa kolejnego rozdziału i chyba do następnej soboty umrę :p
    Genialne!!!

    OdpowiedzUsuń
  4. Super!!!!!! Ja chce więcej !! Weny! ;p

    OdpowiedzUsuń
  5. Najbardziej ciekawi mnie sprawa z Krisem. "Na kim się chce zemścić i dlaczego? I co było nie tak z jego matką?" Natomiast Tao... Niczym masochista. Już mogę sobie wyobrazić jak oberwie od "kochającego ojca". Poza tym zgryźliwe komentarze Xiumina są naprawdę zabawne, ale Tao dobitnie go zgasił swoją propozycją :P
    Bardzo mi się podoba. Mam nadzieję, że kolejny rozdział będzie tro~~szeczkę dłuższy. Czekam na następny i życzę weny :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Jestes moim bogiem.. Boginia! Kolejny super rozdzial. Szybko wkrecilam sie w to opo i naprawde nie moge doczekac sie kolejnego pewnke tak samo ciekawego rozdzialu. Zycze weny! :3

    OdpowiedzUsuń
  7. Jestes moim bogiem.. Boginia! Kolejny super rozdzial. Szybko wkrecilam sie w to opo i naprawde nie moge doczekac sie kolejnego pewnke tak samo ciekawego rozdzialu. Zycze weny! :3

    OdpowiedzUsuń
  8. Haha końcówka mnie powaliła XD Chcę już spotkanie Krisa i Tao~
    Weny~
    N~

    OdpowiedzUsuń
  9. Nie podoba mi się postać Tao.. za to Kris mnie zaciekawił...
    I to jest BARDZO dziwne ponieważ ja kocham Tao a nie przepadam za Krisem...Kobieto co ty ze mną robisz?? Jak ja mogłam w ogóle napisać że Tao mi się nie podoba ??
    Historia ogólnie fajnie się zaczyna. jestem zaciekawiona i już czekam na to jak dalej to potoczysz :)
    No i kolejny raz to powiem ( tutaj pierwszy) jak rodzice mogą tak traktować dziecko?? Swoje pociechy powinni kochać bezwarunkowo i nie powinni im robić krzywdy! Ja rozumiem, że dyscyplina musi być i jakiś zasad dziecko powinno przestrzegać.. tego, że kary są za nieposłuszeństwo też, ale nie takie!
    Pozdrawiam i już wyczekuję następnej soboty :)

    OdpowiedzUsuń
  10. Yay, super <3
    Myślę jednak, że nie "To było jeszcze bardziej intensywniejsze" tylko "To było jeszcze intensywniejsze" lub "To było jeszcze bardziej intensywne" XD

    OdpowiedzUsuń
  11. Każdy komentarz chce rozpocząć słowem wow i w rezultacie nie wiem jak zacząć XD
    Nie rozumiem trochę zachowania Tao... Uzależnienie od bólu? Dlaczego on cały czas robi wszystko, żeby ojciec go bił, żeby musiał cierpieć? Czy on też ma jakąś traumę, oprócz właśnie tych "kar"? Kiedy to się zaczęło? Ach, tyle pytań, a to dopiero drugi rozdział! Intrygujesz, nie powiem, że nie~
    Postać Krisa jest coraz bardziej ciekawa, z jednej strony mówi o matce "głupia", z drugiej, o ile dobrze rozumiem, chce ją pomścić. Zapewne chce się zemścić na ojcu Tao, ale znając życie może być inaczej i całkowicie mnie zaskoczysz :D

    OdpowiedzUsuń