sobota, 1 czerwca 2013

Dangerous - Rozdział 1.


Witam. 
I startujemy z kolejnym opowiadaniem.
Hejterzy będą mieli pożywkę z pierwszego rozdziału, bo dlaczegóż to autorka od samego zaczęcia wprowadza ich w brutalny świat.
Osoby lubiące ostrzejsze sceny i historie z ogromem seksu i wrogości w tle, będą z utęsknieniem czekały na dalszy rozwój akcji. 
Będzie się działo, oj będzie!
Tego możecie być pewni. 
Rozdziały będą pojawiały się co sobotę (tym razem żadnych bonusowych rozdziałów, trzymam się harmonogramu).
Znaczna odskocznia od słodkich opowiadań. 
Tutaj nic takiego nie zostanie przemycone.
Zapraszam na rozdział :) 
PS. Poprawiony rozdział, zasługa Szefowej ^^ 




            Musiał zasnąć chociaż na chwilę, obudził się otumaniony i przykryty kołdrą, która jeszcze jakiś czas temu leżała skopana na ziemi. Na swojej talii wyczuł ciężkość ramienia, które przygniatało go nieprzyjemnie. Zaczął się wiercić, aby przy okazji w miarę subtelnie zepchnąć dłoń.
            Spojrzał obojętnie na chłopaka, który leżał obok niego i potrząsnął jego ramieniem. Szatyn mruknął coś przez sen, wczepiając się mocno w zniecierpliwionego blondyna, który najchętniej wróciłby do domu. Zdecydowanym ruchem odepchnął chłopaka, obserwując jak gwałtownie się budzi.
            - Kris… - szepnął zaspany chłopaczek i przetarł powieki. Przeciągnął się, a spod kołdry wynurzyła się naga klatka piersiowa.
Blondyn przesunął wzrokiem po sylwetce kochanka i obdarzył go zimnym spojrzeniem. Po czym podniósł się do pionu i wyszedł z łóżka, nie siląc się na to, by chociażby zakryć swoją nagość. Uważał, że nie ma się czego wstydzić, bowiem swoje ciało, które było lekko umięśnione, mógłby podziwiać przez cały czas.
Szatyn zarumienił się widząc Krisa, jak zaczarowany obserwował jego osobę, gdy zbierał powoli po pokoju rozrzucone ubrania.
- To będzie nasze ostatnie spotkanie – powiedział bez cienia jakichkolwiek emocji blondyn i zabrał się za nakładanie bokserek – Wyjeżdżam.
Chłopak w łóżku otworzył usta ze zdziwienia. Zamrugał kilkakrotnie oczyma, próbując odnaleźć choćby nutkę żartu w słowach swojego kochanka.
- Kris… - szepnął ponownie - … nic nie mówiłeś, dlaczego tak nagle? – wydusił zdruzgotany.
Blondyn wzruszył ramionami i obojętnie spojrzał na chłopaka, uśmiechając się pobłażliwie.
- Dlaczego miałbym ci mówić? – zapytał rozbawiony – Kocie… - podszedł do chłopaka i oparł się rękoma o potężne łóżko - … mówiłem ci, że to tylko seks. Chyba nie uważałeś się za mojego… chłopaka? – zaśmiał się wrednie.
Oderwał dłonie od pościeli i porwał koszulkę, by następnie ją założyć. Nonszalancko stanął i obserwował z góry rozchwianie szatyna. Podobała mu się ta reakcja. To rozczarowanie i pewność uczucia, które uwielbiał z rozmachem burzyć.
- Mogę… jechać z tobą? – wyrzucił na jednym tchu chłopaczek, patrząc z uwielbieniem na swoje bożyszcze i mając nadzieję, że ułagodzi swojego kochanka.
Kris uśmiechnął się lubieżnie, coraz bardziej zadowolony z takiego obrotu sprawy.
- Mike, och Mike – powiedział jak do małego dziecka – Jadę sam. Nie potrzebuję dodatkowego bagażu. Zamierzam zacząć nowe życie – dodał rozbawiony.
- Nie możesz mnie zostawić! – chłopak wzmocnił ton głosu i zacisnął boleśnie wargi.
Kris podniósł brwi do góry, udając zdziwienie. Tego również się spodziewał. Teraz już nie uśmiechał się dobrotliwie, tylko jego wzrok wręcz sztyletował szatyna. Obrzucił sylwetkę chłopaka pogardliwym spojrzeniem i mlasnął niechętnie ustami.
- Nie mogę? – zapytał powoli, sącząc słowa – Nie? – przez  twarz przebiegł grymas rozbawienia – Mogę. Teraz skończę się ubierać i wyjdę stąd. Więcej się nie zobaczymy – powiedział spokojnie.
Mike zacisnął wargi w cienką linię i okrył się kołdrą, zakrywając swoją nagość. Zimne i ostre słowa zabiły romantyczność i żar pożądania, jakie jeszcze kilka chwil temu unosiły się po pokoju i teraz czuł, że mu zimno i ponuro. Dodatkowo został upokorzony. Nigdy by się nie spodziewał takiego potraktowania tym bardziej od osoby, która dawała mu tyle przyjemności przez ostatnie dwa miesiące.
Kris nie zwracał już uwagi na zbolałą postawę chłopaka, który czujnym wzrokiem obserwował ubierającego się blondyna. Rozejrzał się po pokoju upewniając się, że niczego nie ominął i posłał rozbrajający uśmiech swojemu kochankowi.
- Jeszcze możesz tego pożałować – powiedział cicho Mike, mrużąc oczy i patrząc przenikliwie.
- Wątpię kocie, wtedy już mnie tu nie będzie – odpowiedział mu spokojnie i zarzucił na siebie skórę. – Miło spędzało się z tobą czas – rzucił na pożegnanie i zamknął cicho za sobą drzwi.
Wszedł do mieszkania i zapalił włącznik. Pomieszczenie rozbłysło słabym światłem i skierował swoje kroki do kuchni. Był głodny. Jak zwykle po seksie. Po wyczerpującym seksie. Seksie na niejakie pożegnanie z Mike. Lubił się z nim bawić. W łóżku nigdy się nie nudził i chłopak był nienasycony. Nie wstydził się również swojego ciała, czego nienawidził. Dlatego aparycje kobiet go nie ruszały i przed każdym seksem z płcią piękną – jak podobno tak ją nazywano – musiał nasłuchać się steku narzekań i zostawały mu wyszczególnione wszelkie wady; bo to za dużo tłuszczyku, to za małe piersi, to biodra nie takie. W efekcie, spontaniczny seks tracił  swoje zalety, ponieważ  po wysłuchaniu wykładu o wadach ciała kobiety i stosunku, który miałby się odbywać przy zgaszonym świetle, jego zaangażowanie i zainteresowanie umykało – tak jak i jego osoba, nie mogąca słuchać ogromu głupstw. Jeśli chciał się z kimś przespać, to tego chciał. I nie liczyły się dodatkowe kilogramy tylko to, że chciałby zwyczajnie dojść we wnętrzu kochanki, tudzież kochanka, ponieważ płeć nie grała roli.
Dlatego wolał osoby wyzwolone i mające świadomość tego jak działają na innych. Eksperymenty łóżkowe go nie przerażały i albo on sam wprowadzał urozmaicenie do łóżka, albo robił to jego kochanek. Był dominatorem. Sprawowanie kontroli dawało mu ogromną przyjemność. Doprowadzanie kogoś do szału, tak, by błagał o więcej i więcej. To lubił.
Bo przecież seks nie powinien mieć żadnych zahamowań, prawda? Zwyczajna, ludzka rzecz. Ludzie dążą do przyjemności na każdym kroku, poddając się swoim marzeniom i małym, bądź większym perwersjom. Byle zaspokoić swoje ciało, tak bardzo złaknione doznań i dotyku innego ciała. Równie giętkiego, równie ciepłego, idealnie dopasowującego się do każdego zgięcia i rowku.
Przymknął oczy na wspomnienie dzisiejszego seksu z Mike. Było ostro, potem delikatnie. Był zaspokojony. Dobry i upajający stosunek przed długą podróżą, był świetnym pomysłem. Niejakie pożegnanie z Kanadą. Ze wszystkim co otaczało go tutaj od dwudziestu pięciu lat.
Podszedł do biurka i z cierpkim uśmiechem dotknął biletu. W jedną stronę. Spakował się już wcześniej, tylko w najpotrzebniejszy bagaż. Cała reszta miała mu zostać dosłana później. Lot do Chin. By rozwijać skrzydła… i zemścić się.
Pierwszy z powodów, jak najbardziej zrozumiały. Ludzie żyją nieustanną potrzebą rozwijania swoich umiejętności, jak i potrzebą seksu – co jego tyczyło się bezwzględnie. Prowadzenie zajęć na jednej z uczelni chińskich, było niejakim prestiżem, z którego zamierzał skorzystać, skoro dostał taką propozycję.
A że zemsta okazała się być w zasięgu ręki, tym bardziej ochoczo się zgodził na wyjazd. Tutaj nie trzymało go już nic. No może z wyjątkiem, cmentarnego nagrobka, ozdabianego jedynie bukietem róż, które serwował swojej głupiej – jak nadal ją nazywał – matce.
Przeciągnął szczupłymi palcami po blond czuprynie i rozciągnął wyczerpane ciało. Musiał się wyspać. Lot będzie długi, a sam musi wstać wcześniej. Nie mógł jednak odmówić sobie ostatniej chwili przyjemności w tym kraju.
Ale najpierw prysznic. Następnie sen. Wylot. I zaczęcie nowego życia.
~*~
Poruszał się rytmicznie, cicho dysząc i przytrzymując biodra swojej partnerce tak, by nie upadła, a i on nie stracił chwili przyjemności. Dziewczyna odchylała głowę do tyłu i unosiła się w powietrzu, mając nogi zarzucone na biodrach kochanka, który miarowo się w nią wbijał. Obijała się trochę boleśnie o ścianę, co jednak nie miało znaczenia, bo czerpała ogromną przyjemność z pchnięć. Długie włosy kaskadą opadały na plecy, a ona sama kurczowo wczepiała się w ramiona kochanka, by nie paść na ziemię.
Wydawała z siebie dość głośne dźwięki, nie mogąc nad nimi zapanować. Tak na nią działał. Pikanterii dodawała cała sceneria. Byli w miejscu publicznym, w małych czterech ścianach, gdzie właściwie każdy mógł wejść.
- Ciszej – syknął chłopak i wbił się jeszcze mocniej w ciasne wnętrze, które otaczało go ze wszystkich stron i wywoływało jeszcze większy głód. Czuł, że długo to nie potrwa i już za moment sięgnie zenitu, uwalniając ciało od słodkiego napięcia, gromadzącego się w lędźwiach.
Syknął przeciągle wydając ostatnie pchnięcie i wpychając dziewczynę jeszcze bardziej w ścianę. Orgazm oblał całe jego ciało, powodując drżenie mięśni. Złapał ją mocno w pasie, aby nie osunęła się na ziemię, gdy sama sięgała nieba.
Zatrzymał ruchy biodrami i czekał, aż jego oddech się uspokoi, a z ciała ostatecznie zejdą pozostałości przyjemności. Przymknął oczy i spod przymrużonych powiek obserwował dziewczynę, która oblizywała nabrzmiałe od pocałunków usta i teraz mruczała zadowolona. Złapał ją za uda i trochę brutalnie oderwał od siebie, stawiając na ziemi i obciągając jej spódnicę.
- Dzięki mała – uśmiechnął się zadowolony i zaczął poprawiać spodnie. Wrzucił zużytą prezerwatywę do kosza stojącego obok i poprawił niedbałym ruchem włosy. Obserwował jeszcze chwilę, jak dziewczyna porządkuje strój.
- Dzięki? – mruknęła wyzywająco i spojrzała w oczy bruneta – Chyba należy mi się więcej, prawda Tao? – przeciągnęła z czułością jego imię.
Chłopak zmrużył oczy w małym poirytowaniu.
- Nie mów do mnie Tao – syknął – Zitao, zapamiętaj Go Ara – powiedział spokojnie – Zaraz zajęcia, idę. Popraw szminkę – rzucił rozbawiony – Masz ją tam, gdzie nie trzeba.
- Ciekawe przez kogo – mruknęła dziewczyna – Spotkamy się wieczorem? – zapytała z nadzieją.
- Nie wiem – odburknął niechętnie – Może będę miał inne plany.
- Numerek z kimś innym? – zapytała wrogo.
Zitao przewrócił oczyma i spojrzał na dziewczynę obojętnie.
- Może – odparł znudzony – Chyba nie jestem do ciebie przywiązany, prawda?
- A do kogoś jesteś? – mruknęła niechętnie, wygładzając włosy.
Chłopak nie odpowiedział, wkładając koszulę w spodnie i wychodząc spokojnie z kabiny toalety. Odwrócił się jeszcze w stronę Go Ary uśmiechnął się rozbrajająco.
- Odezwę się jeszcze… jak będę cię potrzebował – rzucił na odchodnym i wyszedł z damskiej toalety, odprowadzany kilkoma spojrzeniami dziewczyn, akurat poprawiających makijaż.
- Jakbym była dziwką, Tao – Go Ara mruknęła do siebie, patrząc za sylwetką, która znika za drzwiami. Odchrząknęła i wygładziła ubranie. Wyszła jak gdyby nigdy nic i podeszła do lustra. Czuła spojrzenie zawistnych koleżanek, nic jednak z tego faktu sobie nie robiła. Wyjęła z torebki waciki i dokładnie zmyła szminkę, która została rozmazana. Poklepała się po policzkach, zarumienionych po ekscesach i uśmiechnęła się pewna siebie do swojego odbicia w lustrze. Posłała następnie uroczy i wyzywający uśmiech dziewczynom i wyszła z toalety.
            Słyszała za sobą przytłumione rozmowy. Co ją jednak to obchodziło? Była osobą, która zaspokajała potrzeby najbardziej popularnego chłopaka na uczelni. Huang Zitao. Student o nieograniczonych wpływach. Kochała go? Skąd. On jej też nie. Transakcja wiązana. Ona daje mu swoje ciało i towarzystwo, on wypycha na głębokie wody. Każdy walczy o godną przyszłość jak tylko potrafi. Jej atutem była uroda i znajomi, którzy potrafili zdobyć wszystko pieniędzm, a Zitao do takich osób należał. Ojciec polityk wraz ze swoimi umiejętnościami i znajomościami, skutecznie ułatwia jej życie i pomogą na starcie w dorosłym, samodzielnym życiu. W końcu trzeba się jakoś ustawić, prawda? Miłość jest zdecydowanie przereklamowanym uczuciem. Wystarczyło jej to, by student był jej. By nie musiała się z nim dzielić z innymi. Bo nawet tak zimny drań jak on, mógłby się przypadkiem zakochać, a ona by na tym tylko straciła.
            Uznał, że było zabawnie. Szczególnie mina tych dziewczyn, kiedy wychodził nonszalancko z toalety damskiej. Taka nutka orzeźwienia i czegoś nowego, w zupełności go zaspokoiła. Tym bardziej, że z problemami przyjdzie mu się zmierzyć, gdy tylko wróci do domu.
            Był po zajęciach i palił papierosa, oparty niedbale o barierkę. Nie umawiał się na weekend, który dopiero co się zaczął, ponieważ zdawał sobie sprawę, że może być niezdolny do jakiegokolwiek wyjścia. Sam napytał sobie biedy. Po raz kolejny zresztą.
            Czekał teraz na taksówkę, którą zamówił. Miał własnego kierowcę, dzisiaj jednak musiał wybrać się po zaopatrzenie. Musiał przygotować się na samotnie spędzony weekend, w swoim pokoju i towarzystwie.
            Ta podjechała w omówionej porze. Wsiadł do auta i z pogardą w głosie wskazał odpowiedni adres. Dlatego wolał jeździć swoim autem. Tutaj śmierdziało, a muzyka puszczana przez kierowcę była zbyt głośna. Najuprzejmiej jak potrafił, poprosił o jej ściszenie, co taksówkarz co prawda zrobił, jednak nie obyło się bez ostentacyjnego marudzenia, o dzieciakach, które nie znają się na porządnej muzyce.
            Zignorował mężczyznę i zapatrzył się w okno, nie mając zamiaru nawet zaczynać rozmowy. To nie był jego poziom. Nie rozmawiał z plebsem, jak nazywał ludzi o niższym statusie. Tak mógł wywnioskować, nie tylko z tego czym zajmował się mężczyzna. Sam wgląd na jego osobę, odstręczał go od razu.
            Zapłacił mężczyźnie, gdy ten zatrzymał się na odpowiedniej ulicy i nie żegnając się wyszedł z taksówki. Odetchnął z niemałą ulgą, mogąc zaciągnąć się ‘świeżym’ miejskim powietrzem i ruszył na umówione spotkanie.
            Dzielnica nie była może zbyt ekskluzywna, ale osoba w niej będąca, miała wszystko to czego potrzebował. Wszedł do ciemnego zaułku i skinął na powitanie młodemu mężczyźnie, który wyglądał na zaniedbanego. Tak szybko, jak tylko było to możliwe dokonał transakcji i wypłacił odpowiednią kwotę. Pożegnał się z chłopakiem i zadzwonił po taksówkę. Wetknął dłoń do kieszeni, gdzie wyczuł palcami kwadrat, zapełniony plasterkami o kształcie gwiazdek. Dzięki temu będzie się dobrze bawić. Pobudzacz kosztował niemałe pieniądze, jednak było warto. Zawsze było. Żeby zapomnieć i uwolnić się od bólu, który niedługo przyjdzie.
            Pojazd przyjechał po kilku minutach.  Zapakował się do środka i nieco bardziej zadowolony podał adres do swojego domu. Przymknął oczy i nie zwracał uwagi na bure otoczenie. Zaciskał kurczowo pięści, podświadomie obawiając się powrotu do domu.
            Spojrzał na telefon i włączył przeglądarkę. W czołówce serwisu plotkarskiego znajdowało się jego zdjęcie, kiedy wychodził z klubu, w opłakanym stanie wraz z ogromnym napisem „HUANG ZNOWU SZALEJE! CO NA TO OJCIEC?”. Akurat on sam miał gdzieś takie artykuły, wiedział jednak jak zareaguje jego ojciec. Poczuł nieprzyjemne dreszcze tuż przy kręgosłupie.
            Samochód zatrzymał się. Zapłacił taksówkarzowi i trzasnął nieco zbyt mocno drzwiami. Spojrzał ponuro na ogromną posiadłość i próbując opanować nerwy, wkroczył na teren swojego domu.
            Otworzył drzwi i próbował w jakiś magiczny sposób, przetransportować swoje ciało do pokoju i ominąć rodziców. Usłyszał jednak charakterystyczne chrząknięcie i zamarł. Przełknął głośno ślinę, jednak wyprostował się i dumnie odwrócił się w stronę dźwięku. Jego ojciec spoglądał spod okularów wrogo, trzymając w dłoniach gazetę. Brukowiec, gwoli ścisłości.
            - Znowu o tobie głośno – mruknął przystojny mężczyzna, machając gazetą i ciskając nią o kamienną podłogę.
            - Cześć tato – burknął chłopak i skulił się w sobie, patrząc zahipnotyzowany w leżący zwitek papieru.
            - I znowu ja na tym cierpię – mężczyzna zmarszczył brwi i podszedł spokojnie do bruneta. Stanął nad nim, niebezpiecznie górując. Złapał go brutalnie za włosy i podniósł głowę go góry.
            Zitao zacisnął zęby w bólu, nie krzyknął jednak, by nie dawać satysfakcji swojemu ojcu.
            - Jestem zawiedziony, synu – mruczał z dezaprobatą, pociągając za włosy coraz dotkliwiej. Chłopak czuł już łzy pod powiekami, które za wszelką cenę starał się zatrzymać. Tak samo jak jęki bólu, które z chęcią wydobyłyby się z jego warg. Sam milczał. Słowa nie były potrzebne. Nie odwlekłyby ostatecznego, a raczej przyspieszyłyby agonię – Czy czegoś ci brakuje? Masz tutaj wszystko. Czy błysk tych wszystkich fleszy zawsze musi być skierowany na twoją pijaną twarz – mówił spokojnym głosem, który przyprawiał o dreszcze chłopaka – Czy ja wymagam wiele? Chcę tylko, by moja opinia była pozytywna. By wyborcy mnie cenili. I nie mogą, wiesz? Wiesz przez kogo? – sztuczność jego głosu wręcz go przerażała – Przez ciebie, bo nie potrafił być spokojnym chłopakiem. Który nie szkodzi swojemu tacie, a pomaga mu. Jesteś tak bezużyteczny – mężczyzna zbliżył się do twarzy Zitao, a ten poczuł słaby odór alkoholu.
            Wywód mężczyzny nie trwał długo. Puścił chłopaka tak, że student zatoczył się, pragnąc złapać równowagę. Nie zdążył jednak tego zrobić, bo gdy tylko podniósł głowę, otrzymał umiejętny cios w brzuch. Zgiął się w pół, łapiąc kurczowo powietrze. Kolejny atak jeszcze bardziej go otumanił i walnął plecami o ścianę, zsuwając się po niej. Przymknął oczy i skupił się, by nie stracić przytomności.
            Ciosy w brzuch były dokładne. Zawsze omijał jego twarz. Nią się reprezentował, a nieustanne siniaki na niej, mogłyby przywołać masę plotek. Jego ojciec był umiejętnym sadystą. Chciał by już skończył. By odszedł i zostawił go samego.
            Mężczyzna z uwagą obserwował, jak student kuli się z bólu i podszedł miękkim krokiem do niego. Ukucnął naprzeciwko syna i złapał go za brodę, unosząc głowę chłopaka. Oczy Zitao były pozbawione jakichkolwiek emocji. Wyłączył się, aby nie przeżywać wszystkiego jeszcze bardziej.
            Ojciec westchnął ciężko, jakby dopiero teraz otrzeźwiał i żałował swojego ataku. Złapał bruneta i przytulił go do siebie. Chłopak automatycznie się spiął, umysłem uciekając od uścisku. Zamienił się w słup soli.
            - Nie chciałem cię skrzywdzić – odezwał się głosem, przepełnionym skruchą – Tylko nauczyć. Wiesz, że cię kocham – powiedział jeszcze i puścił chłopaka.
            Zitao obserwował jak ojciec odchodzi od niego. Przełknął głośno ślinę, przyciskając dłoń do obolałego brzucha. Teraz dopiero mógł pozwolić sobie na okazanie emocji. Po jego twarzy przemknął grymas bólu. Uśmiechnął się gorzko. Był już od niego uzależniony. Od fizycznego bólu, który nie pozwalał funkcjonować wymaltretowanemu ciału.
            Mały kwadracik nadal tkwił w jego kieszeni, jakby czekając na swoją kolej. Rytuał, który czekał na spełnienie. Ból i uwolnienie. Zapomnienie i odlot do innego, kolorowego świata. Który nie istniał.

11 komentarzy:

  1. Dlaczego to takie krótkie?! T_____T Tak bardzo genialne, że pragnę w aktualnej chwili więcej i więcej! ♥

    OdpowiedzUsuń
  2. Noooo... Fajne. Jestem ciekawa jak to rozwiniesz. Na prawdę bardzo, bardzo fajne :)

    OdpowiedzUsuń
  3. *.* Zapowiada się zajebiście!!!!! *.* No juz normalnie nie moge się doczekać następnego rozdziału! Wydaje mi sie, że Kris i Zitao to będą moje ulubione postacie. :p

    OdpowiedzUsuń
  4. To było dobre *^* Kris bez uczuć, Tao masochista... No nie powiem, tego się nie spodziewałam. Ciekawa jestem zemsty blondyna. Czekam na dalszy ciąg. Weny!
    N~

    OdpowiedzUsuń
  5. Coś czuję, że to opowiadanie będzie genialne. Poza tym bardzo lubię pikantne, nieco perwersyjne historie pełne agresji, więc tym bardziej mi się podoba. Na dodatek Taoris to mój ulubiony pairing <3 Podoba mi się też, że obydwoje są przedstawieni w negatywnym świetle i charakter Tao nie opiera się na "grzecznym chłopcu" z czym zazwyczaj spotykam się w opowiadaniach z tą parą.
    Najbardziej podoba mi się końcówka tego rozdziału i słowa ojca Tao, który ponoć "nie chciał go skrzywdzić". Szczerze mówiąc to zrobiło mi się żal tego chłopaka i mogę nawet zrozumieć powód, dla którego szuka pocieszenia w narkotykach(?). Przytłoczony pozycją społeczną ojca szuka pocieszenia w niebezpiecznej zabawnie chodź wie, że spotka go kara ze strony swojego taty, o ile można go tak nazwać.
    Naprawdę bardzo mi się podoba. Jestem wprost zafascynowana tym opowiadaniem. Szkoda, że rozdziały będą pojawiać się tylko w soboty, bo nie wiem jak wytrzymam tyle czasu.
    Z niecierpliwością czekam na następny rozdział i mam nadzieję, że dalsza cześć historii będzie równie ciekawa i że się nie zawiodę ^^

    OdpowiedzUsuń
  6. Czuję , że to opowiadanie będzie genialne. Szkoda tylko, że tak krótko. Weny !

    OdpowiedzUsuń
  7. Omo!~ Mam Cię ochotę uściskać! Nawet nie wyobrażasz sobie jak długo czekałam na coś takiego. Już po N/A byłam zaciekawiona. W każdym opowiadaniu, jakie czytam panuję tak uroczy, uczuciowy klimat. Pomimo tego, że to uwielbiam, stało się to troszkę nudne. Ale znalazł się ktoś, kto odbiega od reszty. Ktoś, kto być może usatysfakcjonuję mnie swoją twórczością. Dziękuję Ci za to. Już wcześniej, gdy pojawił się opis nowego opowiadania, byłam zainteresowana, a oczekiwanie na pierwszy rozdział, było ogromne. Fajnie, że wreszcie się pojawił. Co do bohaterów. Bardzo mi się podobają. Relacja między nimi jest czymś, na co czekałam. Przynajmniej mam takie odczucie. Ten chłód jaki od nich biję, jest cudowny. Wreszcie brak tych nieśmiałych spojrzeń, jąkania się i buraka na twarzy. Ku mojemu zaskoczeniu, nawet nie przeszkadzała mi dziewczyna z którą Tao uprawiał seks. Wręcz przeciwnie. Może ta moja akceptacja wynika z tego, że Zitao jest głównym bohaterem. A to, że ma "powodzenie" (płeć nie jest istotna) jest jak najbardziej czymś co mnie zadowala. Bo gdyby Go Ara była dziewczyną Krisa, a Tao by przez to cierpiał, nienawidziłabym jej z całego serca. Mój tok myślenia jest naprawdę dziwny...:< Na początku zachowanie ojca Tao było trochę zrozumiałe, ale później jedynie utwierdziło mnie w tym, że jest pieprzonym sadystą. Rozdział nie był krótki, ale też długością nie zachwycał. Pozostawił lekki niedosyt. Może dlatego, że opowiadanie jak najbardziej mi się spodobało, a niedosyt daję o sobie znać. Z resztą nie dziwie się - dawno nie czytałam czegoś równie perfekcyjnego.

    OdpowiedzUsuń
  8. Nie przepadam za wypowiadaniem się na temat jakiegoś opo po pierwszym rozdziale, wolę poczekać na dalsze bo wiem, że może wyjść z tego coś niesamowitego, ale i totalny gniot, ale skoro to Ty piszesz nie mogę się spodziewać niczego odbiegającego od zajebistości!Nie wiedziałam czego się spodziewać po postaciach, ale jezu to jest zajebiste <3 Chcę już sobotę!!Mimo, że nie jestem jakimś wielkim fangirlem EXO opowiadania z nimi w roli głównej uwielbiam <3 I do tego wybrałaś mój ulubiony paring z tego zespołu (kocham jeszcze HunHan'a, ale... kto ich nie kocha? xd)Kocham takie motywy jakie są tutaj <3 Przemoc <3!! Wgl kocham wszystkie opowiadania wyniszczające psychikę <3 Tak samo "Bo każdy potrzebuje miłości" elementy samo okaleczania, pobicia i ta śpiączka!! To pierwsze opowiadanie które sprawiło, że płaczę <3 Blind to chyba była tylko odskocznia mająca poprzedzać niszczenie psychiczne tym opo? <3 Czekam z utęsknieniem do soboty!!
    P.S Miałam się wypowiedzieć na temat "Dengerous" ale chyba guzik z tego wyszło xd Ale co tu mówić? Po prostu pozostaje czekać i czytać w kółko ten part!! (zaaajebiaaaszcze) ^,^

    OdpowiedzUsuń
  9. Kurde... serio mocne klimaty!
    Dragi, sex, sadyści, nimfomani prawie że *.* coś co lubię najbardziej *.*
    Jakoś bardziej do gustu przypadł mi Tao, nie wiem czemu :p
    Co to za zemsta, której Kris chce dopełnić w Chinach? I czyżby miał pracować w uczelni na którą uczęszcza Tao?
    Czytam dalej xd

    OdpowiedzUsuń
  10. Wow! Co prawda nie lubię zbyt brutalnych klimatów, ale bardzo lubię jak piszesz, dlatego z ciekawością zabrałam się za czytanie~ Zapowiada się bardzo ciekawie, coś innego. Ogólnie wcześniej nie zabrałam się za czytanie, bo jak już Ci mówiłam, jakoś nie byłam przekonana do TaoRisa i czytałam tylko ff z SHINee. Jednak ostatnio pokochałam inne paringi i nie mogłam, po prostu nie mogłam tutaj wrócić i tego nie czytać.
    Ogólnie po przeczytaniu stwierdziłam, że wszyscy to banda skurwieli XD Kris zostawia jakiegoś swojego przydupasa, który nie może się z tym pogodzić i za bardzo się do niego przywiązał, Tao gdzieś w toalecie zaspokaja się z Arą (szczerze, to nie przepadam za nią, ale jakoś... pasuje mi do tej roli XD), a potem jest bity przez swojego nienormalnego ojca, który po wszystkim tuli syna i myśli, że wszystko będzie ok. No cóż...
    Kris jako wykładowca, mmm... Zapowiada się ciekawie i nie mogę się doczekać ciągu dalszego! Lecę czytać! <3

    OdpowiedzUsuń
  11. Dzisiaj zaczęłam po cichu czytać Twojego bloga.
    Od razu mogę stwierdzić, iż pomysł na fabułę jest niesamowicie ciekawy, aż rośnie we mnie chęć czytania dalej.
    Jak wiadomo, zawsze musi być jakieś "ale":

    (...) zapalił włącznik. (...) <- ych? Zapalić, można zapałkę, papierosa czy też świeczkę. Włącznik -> nacisnąć, wcisnąć;
    *zdanie dalej* Zbyt często przeplata się słowo "seks", przez co dziwnie się czyta i wygląda to nieestetycznie;
    (...) zaspokajała potrzeby najbardziej popularnego chłopaka na uczelni. Huang'a Zitao.
    No raczej trzeba odmienić, jednak można to bez odmiany połączyć z następnym zdaniem:
    (...) zaspokajała potrzeby najbardziej popularnego chłopaka na uczelni. Huang Zitao to student o nieograniczonych wpływach.
    Wystarczyło jej* to, by student był jej*.
    (...) musiał* wybrać się po zaopatrzenie. Musiał* (...)
    spoglądał spod okularów <- Czy to możliwe? O_o
    machając gazetą i ciskając nią o kamienną podłogę. <- nie potrafię sobie wyobrazić, co on robił z tą gazetą...
    Stanął nad nim (...) <- Stanąć "nad kimś" można kiedy druga osoba siedzi, leży, kuca etc. Wzrost też nie ma nic do rzeczy.
    Złapał go* brutalnie za włosy i podniósł głowę go* góry. <- No błagam, sprawdzałaś ten tekst?
    Przez ciebie, bo nie potrafił *być spokojnym chłopakiem. <-Potrafisz (?)

    Bardzo dużo powtórzeń słowem "mężczyzna", ale nie chciało mi się tego już zaznaczać.
    Trochę interpunkcji - braki i nadmiary.
    Niektóre "zdania" (pojedyncze wyrazy) wyglądałyby lepiej, gdybyś połączyła je w całość.

    Sam zarys charakterów postaci jest dość intrygujący, jednak zbił mnie z tropu ojciec Tao. Najpierw go tłucze, by potem przeprosić, ukazując, iż nic złego się nie stało.
    Kochający rodzic, chcący wbić trochę rozumu do głowy używa siły. O tak.

    Na tym kończę, bo gdybym miała wypisać wszelkie możliwe "błędy", że tak ujmę, nie przespałabym nocy.
    Mykam wgłębiać się dalej w świat "Dangerous".

    OdpowiedzUsuń