czwartek, 14 lutego 2013

Bo każdy potrzebuje miłości... - Part 29.


 Witam ;) 
Sprawa pierwsza. Życzę wszystkim świetnych Walentynek [nie pytajcie co to za święto, ja i mój laptop też nie wiemy >.<]
Sprawa druga. Oficjalnie przedłużam żywotność opowiadania, do min. 35 rozdziałów. To jeszcze nie koniec! 
Sprawa trzecia. Mimo wszystko, to dziwne święto wpłynęło w znaczny sposób na formę rozdziału i jestem niebywale ciekawa Waszych reakcji co do tego wzruszająco-smutno-słodkiego parta ;) 
Sprawa czwarta. Mamy 01:40 i przewiduję full błędów, poprawię je, ale nie teraz. Ta surowa forma musi Wam starczyć i zaspokoić oczekiwania 
Sprawa piąta. Dziękuję za Wasze opinie i liczę na kolejne ;) 
Pozostaje mi życzyć... Miłego czytania <3 



           Taemin niecierpliwił się coraz bardziej. Wstali, po nocy spędzonej razem w łóżku Minho, i od tego momentu zadręczał chłopaka, aby powiedział mu, co za telefon aż tak go wzburzył. Bo to zrobił na pewno, ponieważ brunet cały wieczór był zamyślony. Poranek wcale nie był lepszy, Choi ledwo co się odzywał i wpatrywał co chwila w telefon.

            Teraz siedzieli w aucie, przed szkołą, a Lee nadal nie wiedział o co chodzi. Minho stał uparcie przy swoim i póki co nie wyjawił dręczącej go wiadomości.

            - Choi, moja cierpliwość się kończy i jeśli nie chcesz bym przeszedł do rękoczynów, masz mi powiedzieć o co chodzi – rudowłosy odpiął pas i spojrzał na swojego chłopaka niezwykle poważnie, dając mu do zrozumienia, że na pewno nie żartuje.

            Minho przewrócił oczyma i odetchnął głęboko.

            - Tylko bądź spokojny i się nie unoś – ostrzegł na samym początku brunet – Wysłuchaj mnie do końca, dobrze? – spojrzał uważnie na nastolatka.

            - Mów – mruknął i przymknął oczy, oczekując najgorszego.

            - Kibum został pobity – zaczął Choi, a Taemin natychmiast podniósł się do pionu, prostując i wpatrując w bruneta z niedowierzaniem – Dość dotkliwie, jest u siebie w domu…

            - Co my tu robimy? – chłopak wysyczał – Powinniśmy być u niego, kretynie! – wybuchł – Jak to pobity? Kto? Dlaczego? Kto – powtórzył jak olśniony i spojrzał na Minho.

            - Mówiłem, spokojnie. Key jest w rozsypce emocjonalnej. Nie chce nikogo widzieć. Wczoraj Sunny mu pomogła, dziś rano również u niego była i ją zbył, nawet nie otworzył drzwi. Sam musi się z tym uporać – wytłumaczył jak najlepiej umiał. Taemin go jednak nie słuchał. Złapał za telefon i dzwonił do przyjaciela. Jeden sygnał… Drugi… Trzeci… Kilka kolejnych… Nagraj wiadomość, sztuczny głos maszyny zdenerwował rudowłosego i cisnął komórką do torby.

            - Musimy tam jechać – warknął – Słyszysz? – krzyknął donośniej, gdy brunet nadal spokojnie siedział i nie robił nic.

            - Minnie, coś jeszcze – powiedział słabym głosem – Chłopacy, którzy go pobili, powiedzieli, że na prośbę… - zaczął.

            - Nie mów tego… - przerwał mu – Powiedz, że to niemożliwe – dopowiedział słabo.

            - Ja nie wierzę, że Jonghyun mógłby to zaplanować – powiedział poważnie.

            - Wiedziałem – szepnął Taemin – No kurwa wiedziałem… Zniszczę go. Zakatrupię – krzyknął rozeźlony, waląc dłonią o kolano i w chaotycznym ruchu otwierając drzwi od auta.

            - Taemin – zatrzymał do Minho, łapiąc za rękę. Chłopak wyrwał się i wściekły spojrzał na Choi.

            - Nawet mnie nie powstrzymuj – wysyczał, wysiadając z auta i trzaskając donośnie drzwiami.

            Minho podążył za nim i musiał podbieg do nastolatka, który w szaleńczym tempie zmierzał ku szkole.

            - Taemin, uspokój się, proszę – dalej nalegał Choi – On by tego nie zrobił. Nie jest taki.

            - Kurwa, a jaki jest! – krzyknął i zatrzymał się, patrząc z istną wściekłością na swojego chłopaka – Skrzywdził Kibuma nie raz, myślisz, że nie zrobiłby tego ponownie? Jesteś głupi – wrzasnął i wznowił szybki chód.

            Minho zatrzymał się i pozwolił Taeminowi na samotny maraton. I tak nie powstrzymałby chłopaka, przed napadem złości. To by graniczyło z cudem, uspokoić Lee. Westchnął ciężko i nawet zrobiło mu się żal swojego przyjaciela, ponieważ rudowłosy na pewno nie obejdzie się z nim ulgowo. Miał tylko płonną nadzieję, że Jonghyun dzięki temu coś zrozumie i przestanie przed wszystkimi udawać. Smętnym krokiem ruszył w stronę placu szkolnego.

            Taemin na kogo nie spojrzał, tak wszyscy jednym, zgodnym chórem spuszczali swoje oczy i głowy. Chyba od razu wyczuli, że chłopak jest niesamowicie zdenerwowany, a mając na uwadze jego, bądź co bądź, trudny charakter, woleli schodzić mu z drogi. Lee rozglądał się w poszukiwaniu Jjonga, by na nim wyładować swoją złość i dać upust emocjom. Widząc małe poruszenie i zbiór uczniów w jednym miejscu, od razu tam ruszył, przepychając się łokciami.

            - Minho powiedziałeś Taeminowi? – zdziwiła się Sunny, gdy tylko zlokalizowała bruneta, który oparł się o barierki i obserwował zajście.

            - Musiałem – mruknął niechętnie.

            - Jonghyun nie wyjdzie z tego cało… - nastolatka uśmiechnęła się wrednie - … jak nie Taemin, to ja bym mu nieźle przetrzepała skórę. Zasłużył na to.

            - Ale to nie on… - Choi zaczął tłumaczyć przyjaciela.

            - I tak mu się  należy – ofuknęła go – Niech mu się poukłada w tej chorej główce!

            - Albo ponownie coś mu uszkodzi – uśmiechnął się nikle.

            Jonghyun nawet nie przysłuchiwał się rozmowom, jakie się toczyły obok niego. Był zupełnie nieobecny i podświadomie szukał Kibuma, który jeszcze się w szkole nie pojawił. Wpatrywał się tępo przed siebie, nawet nie odpowiadając na zadawane mu pytania. Chciał wczoraj wieczorem zadzwonić do Choi, jednak i dla tej czynności zabrakło mu odwagi. Rozejrzał się po nudnym tłumie i zabrakło mu wyróżniającego się Key. Poczuł nagły harmider i kilka dziewcząt zaczęło narzekać i przepychać się, po czym czyjaś pięść zderzyła się boleśnie z jego szczęką. Tego się nie spodziewał i natychmiast oprzytomniał. Odrzuciło go w bok i złapał się za uszkodzoną twarz, spoglądając nieco zszokowany na napastnika. Zdziwił się niezmiernie widząc tego drobnego nastolatka, który z szałem w oczach mu się przyglądał. Otworzył szeroko oczy w zdumieniu i usta, by nadać słowom odpowiednią ripostę, jednak nie zdążył. Drugi cios, wysunięty przez Taemina powalił go na ziemię. Wokół rozległ się pisk dziewcząt i nagłe odsunięcie wszystkich, jak najdalej od bijatyki.  Rudowłosy usadowił się na biodrach siatkarza i odsunął jego ręce, od obitej twarzy.

            - Ty gnoju – warknął Lee, celując tym razem pięścią w brzuch. Jonghyun zwinął się i otrząsnąwszy się w pierwszego szoku, złapał zręcznie nastolatka za nadgarstki.

            - Co to kurwa ma być? – warknął wściekły, odpychając od siebie rudowłosego. Ten jednak ponownie przyskoczył do leżącego. Złapał go za koszulkę i przyciągnął do siebie.

            - Co ma być? Powiedz mi dlaczego znowu musiałeś go zeszmacić, co? – wydarł się – Mało ci? Mało?

            Jonghyun zrobił niezwykle zdziwioną minę i pokręcił z niezrozumieniem głową.

            - Ale o co chodzi? – spytał.

            - Jeszcze pyta! – wrzasnął ponownie i już się szykował do kolejnego ciosu. Nie był w stanie jednak go wykonać, ponieważ został brutalnie podniesiony do góry i znalazł się w silnym uścisku Minho, który przestał przyglądać się biernie całej sytuacji. Teamin machał nogami, starając się wyrwać z ramion Choi. Ten postawił go na ziemi i trzymał z daleka od Jonghyuna – Choi puszczaj mnie! Zabiję go! – warknął przeciągle, łypiąc złowrogo na Jonga.

            - Nie wątpię Minnie, ale on nie ma zielonego pojęcia co się stało – spokojnie wyjaśnił – Chociaż porządne przyłożenie, na pewno mu się przydało – dodał.

            Jonghyun otarł krew z wargi i podniósł się z trudem do pionu.

            - Może mi ktoś do cholerny jasnej wyjaśnić, dlaczego twój dzieciak…

            - … chłopak – uściślił Choi. Wśród zebranych przetoczyła się fala szeptów. Usłyszeli oficjalne wyznanie.

            - … chłopak – powtórzył z pogardą – rzuca się na mnie i obija mi twarz?

            - Zaraz o tym porozmawiamy, okej? – powiedział spokojnie.

            - Choi, jedziemy do Kibuma – burknął Taemin i pociągnął bruneta za ramię.

            - Co ma z tym Kibum wspólnego? – zapytał ostrożnie Jonghyun.

            - Taemin, ja pogadam z tym idiotą. Pójdziesz do auta? Proszę? – spojrzał nagląco na swojego chłopaka i skinął na Sunny, która pojawiła się obok nich, by odprowadziła Lee.

            - Dobrze zrobiłeś Minnie, ja też bym się na niego rzuciła – usłyszał jeszcze jak dziewczyna mówi do rudowłosego i odeszli, odprowadzani kilkunastoma parami oczu, które w dalszym ciągu wpatrywały się w scenę rozgrywaną przed szkołą.

            - Chodź do łazienki – Minho machnął ręką na Jonghyuna. Ten posłusznie za nim poszedł, przytykając dłoń do krwawiącego nosa.

            Jjong podszedł do umywalki i odkręcił zimną wodę, nie patrząc na Choi. Przepłukał twarz zimną wodą i obejrzał swoje obrażenia.

            - Nie spodziewałem się u tancerzyka takiej siły – parsknął.

            - Był wściekły – wytłumaczył, wzruszając ramionami – Pobili Kibuma – powiedział prosto z mostu.

            Jonghyun zamarł z ręką przy swojej twarzy i spojrzał z niedowierzaniem na chłopaka.

            - Jak to pobity – wykrztusił z siebie.

            - Jest gorzej, bo Key myśli, że to ty nasłałeś swoich przyjaciół – wypowiedział te słowa z czystą ironią – żeby to zrobili.

            - Co? – wyszeptał zszokowany – Kto go pobił? – zapytał z pochmurną miną.

            - Jonghyun, zdajesz sobie sprawę z tego, że teraz musisz wybrać? Kibum praktycznie całkowicie się załamał. Doprowadziłeś go na sam skraj. Możesz to albo naprawić, albo zepchnąć go jeszcze niżej. Tylko, że on już nie będzie w stanie się podnieść. Zrób coś w końcu – mówił spokojnie. Starał się mówić spokojnie, jednak jego głos był aż przepełniony emocjami.

            - Kto go pobił? – powtórzył spokojnie.

            - Kevin wraz z jakimiś dwoma nastolatkami – odpowiedział – Nie zrób nic głupiego. Już Taemina poniosło.

            - Chyba dobrze, że dostałem. Dał mi wiele do myślenia. Zrobię wszystko co w mojej mocy, by wyciągnąć z dołka Kibuma. Ale już go nie odzyskam. Nie wybaczy mi tych wszystkich świństw, jest za późno – mruknął smętnie, zdając sobie sprawę ile czasu zmarnował.

            - Możesz się jeszcze zdziwić – posłał w stronę swojego przyjaciela nikły uśmiech – Idę do Taemina. Spotkaj się jutro z Kibumem. Zadzwonię później – wyszedł z toalety, zostawiając chłopaka samego.

            Był wściekły. Na swoich kumpli, na to że nie wiedział o niczym. Na to, że ponownie zawiódł Key, mimo że tego nie chciał. Dalej miał mętlik w głowie i nie znajdował rozsądnego rozwiązania całej sprawy. Strach przed opinią powoli odchodził w niepamięć, pojawił się jednak kolejny. Bał się Kibuma. Rozmowy jaką mogliby przeprowadzić i co by z niej wynikło. Na własne, nieprzymuszone życzenie pokomplikował swoje życie i nie umiał teraz tego wyprostować. Zdawało mu się, że zaszedł w tym wszystkim za daleko i jedyne co może zrobić, to zostawić wszystko tak jak jest. Zasupłane i pokręcone.

            Spojrzał w swoje pokiereszowane oblicze w lustrze i zacisnął dłonie na umywalce. Nikt nie mógł krzywdzić Kibuma. Jemu się to zdarzało, i to dlatego że nie potrafił inaczej, ale nie zamierzał puszczać płazem, gdy ktoś bezpodstawnie go niszczy.

            Wyszedł z pomieszczenia, kierując się do szatni, gdzie powinien o tej porze być Kevin i chociaż część drużyny siatkarskiej. Nie mylił się. Chłopak rozgrzewał się przed porannymi zajęciami wf-u. Jonghyun oparł się o filar i przyglądał z nienawiścią nastolatkowi.

            - Słyszałem, że wczoraj posłużyłeś się moim imieniem – powiedział spokojnie, powoli wypowiadając poszczególne słowa. Nie spuszczał przy tym wzroku z Kevina, który zaprzestał ćwiczeń i spojrzał niepewnie na swojego kapitana. Na jego twarz jednak szybko powróciła buńczuczna mina i rzucił Jongowi pogardliwy uśmiech.

            - Ktoś musiał zająć się tym śmieciem. Zacząłem wyczuwać zbytnie przywiązanie do niego z twojej strony. Pamiętaj kim on jest i kim my dla ciebie jesteśmy – powiedział hardo, siadając na ławce i pochylając się ku chłopakowi.

            - I to musiałeś być ty? Przyjacielu… - powiedział z wyraźną ironią - … co ja bym bez ciebie zrobił – dokończył i podszedł do nastolatka. Kevin uśmiechnął się z tryumfującą miną, będąc pewien, że otrzyma pochwałę od Jonghyuna. Ten jednak złapał chłopaka za włosy i pociągnął ku górze, patrząc wręcz z szaleństwem w oczach – Nigdy więcej nie wtrącaj się do moich spraw. Nigdy się nie waż dotykać Kibuma. Nawet nie próbuj na niego patrzeć, jasne? – ostatnie słowa wykrzyczał i zdzielił chłopaka zaciśniętą dłonią w policzek. Puścił jego włosy, powodując, że chłopak odskoczył i upadł na zimną posadzkę.

            - Pożałujesz tego… – warknął, spoglądając złowrogo na górującego nad nim Jonghyuna. Siatkarz ukląkł przy poszkodowanym i spojrzał z niechęcią.

            - To ty pożałujesz, jeśli ponownie zbliżysz się do Kibuma. I wcale nie żartuję – powiedział poważnie, po czym wstał otrzepując spodnie z niewidzialnego kurzu.

            ***

            Minho usiadł na miejscu kierowcy, gdzie czekał na niego zniecierpliwiony Taemin. Łypnął złowrogo na swojego chłopaka i już otwierał usta, by obdarzyć go nieprzychylnym komentarzem.

            - To nie on. Nic o tym nie wiedział – wyjaśnił na wstępie, zapinając pasy.

            - Bo ci tak powiedział? I wierzysz mu? – krzyknął rozeźlony Lee.

            - Oczywiście. Kazał ci podziękować za złojenie skóry. W końcu zaczął myśleć – dopowiedział.

            Taemin umilkł i spojrzał zdziwiony na Minho.

            - Podziękować? Co? – zapytał skonfundowany – Chyba nic mu nie uszkodziłem?

            Minho zaśmiał się i spojrzał z czułością na nastolatka.

            - Nie, nie uszkodziłeś. Wręcz przeciwnie. O ile moje gadanie nic mu nie dało do myślenia, to twoje pięści już tak. Ma się rozprawić z Kevinem, a jutro zamierza pogadać z Kibumem. Miejmy nadzieję, że wszystko dobrze się skończy – westchnął na koniec brunet i odpalił auto.

            Piętnaści minut zabrało im dostanie się pod blok Kibuma. Nie obyło się bez narzekania Taemina, to na zbyt wolną jazdę, to na korki, a w efekcie na wszystko, do czego tylko mógł się przyczepić. Nastolatek okazał się być niesamowicie irytujący, gdy był zdenerwowany i Minho kilkakrotnie karcił siebie w myślach, ażeby się uspokoił i nie wybuch, albo spektakularnie nie zatrzymał samochodu i wysadził rudowłosego na środku ulicy. Gdy zaparkował, odetchnął z ulgą.

            Wychodząc z auta, zauważyli panią Kim, która zapewne spieszyła się do pracy. Taemin od razu do niej podbiegł, chcąc spytać o stan swojego przyjaciela.

            - Dzień dobry, Taeminie – powiedziała uprzejmie, jednak z jej głosu, jak i postawy zionęło zmęczenie jak i zmartwienie.

            - Dzień dobry. Dowiedziałem się dziś o Kibumie. Muszę się z nim zobaczyć. Jak on się czuje? – mówił spanikowany.

            Kobieta uśmiechnęła się smutno i spuściła głowę.

            - Jest w strasznym stanie. Ma zwolnienie na trzy dni. Nie rozumiem, dlaczego się tak załamał. Powiedział, że nie chce nikogo widzieć i mam nikogo nie wpuszczać do domu. Musi się chyba pozbyć pierwszego szoku. Na razie poczekam z wizytą u psychologa. Mam nadzieję, że mu się poprawi – westchnęła zatroskana – Nie mam pojęcia, dlaczego go to spotkało. Sam jeszcze usilnie twierdzi, że nie widział napastników. Tacy ludzie, nie powinni chodzić na wolności, Taeminie. To zbyt okrutne – kobieta mówiła z wyrzutem – Może tobie się uda mu otworzyć, boję się o mojego synka.

            - Siłą go wyciągnę na zwierzenia. Proszę się nie martwić – uśmiechnął się pokrzepiająco.

            - Muszę iść do pracy. Do zobaczenia kochanie – mama Kibuma uśmiechnęła się łagodnie i ruszyła w swoją stronę.

            Taemin odetchnął i odprowadził wzrokiem panią Kim. Wyciągnął telefon z torby i wybrał po raz kolejny numer Kibuma. Po kilku sygnałach, dalej nie usłyszał żadnego odzewu ze strony chłopaka. Skinął głową na Choi, który podszedł do niego i złapał go za rękę, by dodać nastolatkowi otuchy.

            - Otworzy nam? – zapytał zaniepokojony.

            - Szczerze w to wątpię – mruknął sceptycznie.

            - Będę się dobijał do niego tak długo, aż otworzy – powiedział z uporem rudowłosy.

            Stanęli przed drzwiami do mieszkania Kibuma. Taemin spojrzał na nie, jak na wielką przeszkodę, którą wręcz musi pokonać i zdecydowanym ruchem dłoni, zapukał w drewno. Odpowiedziało mu echo. Zapukał kolejny raz, mocniej. Dalej brak jakiegokolwiek odzewu. Walnął tym razem otwartą dłonią w drzwi, a po klatce rozległ się głuchy ton.

            - Kibum! – wrzasnął, przysuwając się bliżej drzwi – Otwieraj! Natychmiast! – krzyczał do nadal zamkniętego mieszkania – Weź się w garść! Kto jak nie ty! Key! – jęknął.

            Ponownie porwał za telefon i wystukał numer przyjaciela. Usłyszał po drugiej stronie przytłumiony dźwięk telefonu Kibuma i z nową siłą zaczął walić w drzwi. Jego wyraz twarzy wyrażał niezwykłą determinację w tym co robi.

            - Minnie… - powiedział delikatnie Minho i złapał chłopaka za ramię, odwracając w swoją stronę.
            - Cicho bądź! Ten cholernik w końcu mi otworzy! – odpowiedział pewny siebie, zbywając zupełnie Choi i ponownie odwracając się do drzwi.

            - Taemin – powtórzył brunet – Nie otworzy. Musi sam sobie wszystko poukładać – wyjaśnił spokojnie.

            - A jak on tam umiera z bólu? – wrzasnął.

            - Napisz mu sms-a. Niech wie, że Jonghyun nie był w to zamieszany. To wiele mu da, wierz mi – przyciągnął chłopaka do siebie, uniemożliwiając dalsze dobijanie się do mieszkania Kibuma.

            ***

            Nie spał za wiele tej nocy. Nie potrafił. Wpatrywał się w szarobury sufit, mając zgaszone światło w pokoju. Całe ciało niemiłosiernie go rwało, w każdym miejscu. Jego mama po powrocie z pracy wpadła w niemałą panikę. Miotała się po pokoju i przerażona wpatrywała w posiniaczonego syna, nie mogąc zrozumieć, jak doszło do tak przykrego incydentu. Chyba jednak najbardziej ją martwiła obojętność syna i to, że zamknął się w sobie, praktycznie w ogóle się nie odzywając.

            Słyszał bardzo dobrze dobijanie się do jego mieszkania, Taemina z Minho. Nie chciał się jednak z nikim widzieć i odgłos dudniących drzwi, zaczął go powoli irytować. Leżał od dobrych kilku godzin zwinięty w kłębek, w pokoju, do którego nie docierało światło, przez zasłonięte żaluzje. Sam nawet nie chciał wiedzieć jak wygląda. Większość nocy przepłakał, dodając do tego siniaki i podpuchnięte oczy, całość nie przedstawiała się zapewne korzystnie. Spojrzał zniechęcony na telefon, który od samego rana rozbrzmiewał irytującą melodią. Nie chciał… nie mógł go jednak wyłączyć. Jego mózg, podświadomie wyczekiwał jednego numeru na wyświetlaczu, ten jednak jeszcze ani razu się nie pojawił. Z trudem wstał i poczłapał do łazienki. Mimo wszystko nie mógł robić pod siebie, aż tak zdołowany nie był i nie odleciał do innej rzeczywistości. Po dłuższej chwili krzyki Taemina ucichły, walenie do drzwi też, co Kibum przyjął z wielką ulgą. Skrzywiony spojrzał na swoje odbicie w lustrze i natychmiast spuścił wzrok. W tak złym stanie nie znajdował się nigdy. I już nawet nie chodziło mu o wizualną stronę, jego oczy buchały ogromną pustką i obojętnością. Przeciągnął dłonią po sklejonych od krwi włosach i poczuł obrzydzenie dla swojej osoby. Wczoraj nawet nie myślał o tym, by wziąć prysznic. Miał na sobie nawet wczorajsze, brudne ubrania, które nadawały się jedynie do wyrzucenia, były zbyt sponiewierane.

            Poczłapał do swojego pokoju i wyjął codzienne, luźne ciuchy, takie które nie będą uciskały jego bolących coraz bardziej siniaków i wrócił z powrotem do łazienki. Rozebrał się, lustrując uważnie obrażenia i wszedł pod prysznic, odkręcając ciepłą wodę. Wilgotne krople omywały jego ciało, nadając błogie i kojące uczucie zesztywniałym mięśniom. Po chwili zaczął jednak czuć nieprzyjemne szczypanie, z podrapanych łokci i kolan. Skrzywił się i oparł czołem o zaparowaną kabinę.

            Już ubrany i oczyszczony w mniejszym stopniu z wczorajszych ekscesów, dotarł do swojego pokoju. Tam ściągnął brudną pościel i zasłał ją nową, czystą. Po tych wszystkich zabiegach, ponownie opadł na materac bez sił, wpatrując się tępo w sufit. Spojrzał na wyświetlacz telefonu, w celu zlokalizowania godziny. Zobaczył zamiast tego jedną nieodebraną wiadomość i masę połączeń od Taemina. Otworzył skrzynkę odbiorczą.


            ~ Jonghyun nie miał z tym nic wspólnego~

            Powinien się cieszyć? Te słowa powinny go bardziej obejść? Czuł tylko pustkę. Czy coś było w stanie ją zmienić? Chyba stracił już całkowicie nadzieję. Był wypompowany ze wszelkich emocji.

            ***

            Zaraz po tym jak przywalił Kevinowi, ruszył do siebie. Do swojego domu. Siedzenie na zajęciach i tak nie miało większego sensu i tak by nie mógł się na nich skupić. Obracał się co rusz na krześle obok biurka, rozważając co zamierza powiedzieć Kibumowi. To rozmowa będzie jedną z najważniejszych w jego życiu, a i tak czuł, że coś pójdzie nie tak, że w gruncie rzeczy zawiedzie. Bo niby co ma powiedzieć Key? Powiedział i tak za wiele, tylko nie tego co konkretnie chciał, ani miał na myśli. Wystarczyłoby, by chłopak mu wybaczył. By jakimś pieprzonym cudem zapomniał o tych latach, kiedy się na nim wyżywał i na każdym kroku dawał poznać, że jest śmieciem.

            Westchnął ciężko, łapiąc się za głowę. Był takim kretynem. Takim idiotą. Wstał gwałtownie i złapał za kurtkę oraz telefon. Nie mógł czekać do jutra. Chciał powiedzieć mu tyle rzeczy teraz, póki jeszcze ma odrobinę odwagi w sobie.

            ***

            Stanął zdenerwowany jak nigdy przed drzwiami do mieszkania Kibuma. Ręce mu się trzęsły, gdy podnosił pięść, by zapukać w drewno. Zrobił to delikatnie, zupełnie niepewny swoich poczynań. Poczekał chwilę. Zapukał kolejny raz, z łomoczącym sercem nasłuchując pustki.

            Kibum skrzywił się, słysząc ponowne pukanie do drzwi. Miał nadzieję, że pielgrzymki do jego mieszkania skończą się z dniem dzisiejszym. Wychodził właśnie z kuchni, ze szklanką wody i spojrzał niechętnie, na tak oblegane drzwi.

            - Kibum otwórz. Musimy porozmawiać – usłyszał dobrze znajomy głos, a szklanka bezwiednie wysunęła mu się z rąk, rozbryzgując się tysiącem kawałków po kafelkach. Pukanie nasiliło się, gdy tylko głośny dźwięk obszedł całe mieszkanie Key. Chłopak podskoczył zdenerwowany i zaczął oddychać ciężko. Przebiegł wzrokiem po przedpokoju, nie wiedząc co ze sobą zrobić. Dźwięk jego telefonu rozbrzmiał u niego w pokoju i spojrzał spanikowany w tamtą stronę – Kibum, odbierz! Błagam – Jonghyun z mocą darł się do zamkniętych drzwi – Nie musisz mi otwierać, ale odbierz ten telefon. Nie musisz się nawet odzywać. Tylko mnie wysłuchaj. Usiądź spokojnie i wysłuchaj – jego gorączkowy ton i szybkość z jaką wyrzucał chaotyczne zdania, złamały chłopaka. Ostrożnie obszedł stos leżących odłamków szkła i złapał aparat w swoje dłonie. Z bijącym mocno sercem odebrał połączenie i drżącą ręką przystawił komórkę do ucha nie odzywając się.

            Bezszelestnie ruszył pod drzwi i oparł się o nie plecami, siadając na ziemi i czekając. Po dłuższej chwili, gdy Jonghyun się nie odzywał, uznał to za kiepski żart i już miał zamiar przerwać rozmowę, gdy usłyszał jego głos.

            - Nigdy nie uważałem cię za swojego przyjaciela – wykrztusił w końcu z siebie, dobierając starannie słowa – A jednocześnie, jak głupi łudziłem się, że jesteśmy przyjaciółmi. Tylko przyjaciółmi – Jonghyun odetchnął głęboko i Kibum mógł usłyszeć, jak i ten siada na ziemi i opiera się o zimne drzwi – Byłem głupi Bummie. I jestem głupi. I chyba będę nadal – zaśmiał się tym razem histerycznie – Zawsze się zastanawiałem, dlaczego mnie wybrałeś. Przecież od samego początku byłem dla ciebie dupkiem… dla wszystkich taki byłem – wyszeptał – Nie dopuszczałem do siebie myśli, że ktoś taki jak ty mógłby coś do mnie czuć głębszego. To było zwyczajnie niemożliwe.

            Kibum zagryzł wargę, oczekując kolejnego raniącego zdania. Kurczowo trzymał telefon w dłoni, uważając by go przypadkiem nie rozgnieść.

            - Byłeś zbyt idealny i cudowny. Nie dla mnie. Nie dla osoby, która całe życie tchórzyła i bała się pokazać jaka jest naprawdę. Wiesz? Podziwiam cię, za tą otwartość do świata, za to że się nie bałeś, a nawet jeśli to i tak parłeś do przodu – Jong wciągnął ze świstem powietrze, przełykając głośno ślinę, po czym kontynuował monolog – Wtedy, gdy zobaczyłem cię z Sungminem, poczułem straszne ukłucie w sercu. Byłem zwyczajnie zazdrosny. Chyba o to, że miał ciebie i nie bał się tego. Dlatego wtedy cię odrzuciłem. Przez swój strach, odrzuciłem coś co było dla mnie niezwykle ważne. Brnąłem w dalsze kłamstwa, w pogrążanie ciebie… a tak naprawdę sam staczałem się na sam dół.

            Key nie był pewien, czy teraz dobrze słyszy. Może miał omamy i Jjong wcale do niego nie mówi? Bo on nigdy, nie powiedziałby czegoś takiego. Nie przyznałby się, że kocha… Nie, to niemożliwe. Aż takich cudów nie ma. To musi być wytwór wyobraźni. Słuchał mimo wszystko nadal. Nie potrafił odsunąć od siebie telefonu i zerwać kontakt z jego kojącym głosem.

            - Chciałem cię nienawidzić. Myślałem, że tak będzie prościej, jeśli będę cię tylko ranił. Nic jednak nie pomogło. Widząc ciebie, najpierw z Taeminem, potem z JaeWoonem, czułem cholerną zazdrość. Nie potrafiłem trzymać się od ciebie z daleka. Pewnie dlatego zgodziłem się na ten głupi zakład, by mieć pretekst, do bycia przy tobie. Nawet jako wróg – mówił spokojnie, powoli wypowiadając każde zdanie, jakby ważył czy jest odpowiednie.

            Kibum milczał. Nawet nie poczuł, jak po jego policzkach płyną łzy. Otarł oczy rękawem, na chwilę tracąc kontakt z telefonem.

            - Ja wiem, że to wyznanie na pewno nie ułatwi ci niczego, wręcz przeciwnie, ponownie wszystko pogmatwa, ale już nie potrafię dłużej udawać i zwodzić samego siebie – chłopak wciągnął powietrze głęboko powietrze, wiedząc że słowa, które teraz wypowie będą nieodwracalne – Kibum… kocham cię. Od lat. Głupi tchórzliwy ja. Ja wiem, że teraz to niewiele zmieni. Co z końcu znaczą te słowa, porównując je do tylu przykrych, jakimi ciebie obdarzyłem, ale kocham cię. Bardzo. Musiałem to w końcu z siebie wyrzucić. Chcę tylko jednego. Byś mi wybaczył i zapomniał, że taki ktoś jak ja w ogóle istnieje. Nie chcę być pamiętał, te wszystkie złe rzeczy z moim udziałem.

            Zaszlochał, słysząc tak dawno oczekiwane przez niego zdania. Mrugał oczyma starając się powstrzymać potok łez. Podniósł z trudem swoje ciało do pionu i niepewnie spojrzał na zamknięte drzwi. Telefon wypadł mu z dłoni i trzasnął głośno o kafelki, podzielając los rozbitej szklanki. Zapomnieć o wszystkim? Potrafił? Wiedział jedno, nie potrafił udawać, jak bardzo poruszyły go słowa Jonghyuna. Nie mógł zaprzeczyć swojemu szaleńczo bijącemu sercu. Drżącą ręką przekręcił zamek i uchylił nieznacznie drzwi. Zagryzł wargę i szarpnął za nie. Niemal zderzył się z Jjongiem, który zdezorientowany wpatrywał się w niego.

            Nie czekając na jego reakcję, podszedł do niego i zarzucił ręce na szyję, przyciągając do siebie i wdychając jego upajający zapach. Wszelkie hamulce puściły, gdy chłopak mocno go do siebie przygarnął, a on wybuchł histerycznym szlochem.

            - Nie zostawiaj mnie.. – wyjąkał z trudem Kibum - … nigdy.

            - Nigdy – powtórzył za nim Jonghyun.
           
            

18 komentarzy:

  1. do czego ty mnie doprowadzasz... ja nie usnę... ZNÓW PRZERWAŁAŚ W TAKIM MOMENCIE, ALE JAK TO...

    wiedziałam, że jak Minho wyjawi to, o czym gadał z Sunny to Taemin nie wytrzyma, adrenalina mu skoczyła i w końcu ktoś obił twarz Jjongowi >.< nawet mi go nie żal, trochę krwi mu upuścił i od razu otrzeźwiał, coraz bardziej go lubię. jak dobrze, że nawrzucał tym debilom, którzy pobili Kibuma ><
    czuję, że to dobrze, że Taemin i Minho się wtedy nie dobili do Key, nie wiem dlaczego, ale to dobrze.
    scena z Key i Jjongiem... pięknie rozegrana! jak czytałam to widziałąm z nimi kadry, niemal jak z filmu, bosz, bałam się, że po prostu zapuka i ten mu otworzy i będzie tak sucho, a to, że zrobiłaś z tego rozmowę telefoniczną przez drzwi... PIĘKNE T_T RYCZĘ T_T i te zdania wypowiedziane przez Jonghyuna... czekałam tylko aż Kibum mu otworzy, ale do samego końca nie byłam pewna tego, co zrobi.
    teraz BARDZO BARDZO BARDZO czekam na to, jak będą się zachowywać po tym całym pojednaniu, co zrobi Jjong ze znajomymi, jak Taemin się będzie wobec niego zachowywał, jak potoczy się jego przyjaźń z Minho i w ogóle... najprzyjemniejszy prezent walentynkowy od lat jaki dostałam T________T

    uch uch uch serce mi wali, biegnę przeczytać drugi raz! cały dzień na to czekałam to teraz pocelebruję czekając na jakieś niusy od SHINee T_T

    OdpowiedzUsuń
  2. matko, caly wczorajszy dzien na to czekalam a teraz zamiast szykowac sie do szkoly to ja sobie czytam rozdzial i placze. To jest takie piekne, Jong w koncu powiedzial co czuje a Key mimo wszystko go nie odrzucil. Bardzo dobrze ze Taemin tego cholernego dinozaura uszkodzil, bo gdyby on tego nie zrobil tm nie wiem jak ale ja bym mu przywalila xd w koncu jakis dluzszy komentarz napisalam xd a teraz ide sie szykowac do tej cholernej szkoly i cos czuje ze nic mi dzisiaj humoru nie zepsuje xd w kazdym razie zycze weny i mam nadzieje ze kolejny rozdzial juz niedlugo :3
    ~Kimikoo

    OdpowiedzUsuń
  3. sjgduasgf, Rozdział znów tak szybko i znów taki genialny i znów taki długi. Jezu jak dobrze, że przydłużasz, bo ta myśl, że miałby zostać tylko jeden rozdział by mnie zabiła. Ja mogę czytać i 6726 rozdziałów. Serio. Nie znudzę się. :))

    BRAWO TAEMIN !!!!!! Właśnie tak powinno być. Jak do kretyna nie trafia się słowami to trzeba czynami. T___T Jeny takie Taemina to i ja bym się bała. XD Brawo dla Minho, że ma tak nadludzką cierpliwość do tego dzieciaka. Omo "oficjalne przyznanie się" A czy ktoś to ukrywał? XDDDD
    Bummie skarbie. T^T
    JJONG TY KRETYNIE, IDIOTO, CHAMI, KOCHANIE BRAWO!!!!!!!!!! Nareszcie, nareszcie. Jezu powiedział to... Powiedział. Rzucam się po pokoju. Jak bardzo cieszyłam się, że Taemin wyznał co czuje do Choi to teraz jestem furią i aż odrzuciło mnie od biurka. Jeny, jeny, nie wierze. Juki, cicho uwierz to. *wali się po policzkach* Końców. Kilka zdań, a takie asdfghjk. Jezu nie ten komentarz będzie całkowicie chaotyczny i niezrozumiały i przepraszam. Ale ten idiota w końcu się przyznał. BOŻE, BOŻE CZEKAM NA REAKCJE SZKOŁY. Albo nie. W sumie co oni mnie obchodzą. Najważniejsze jest, że przyznał się, powiedział to, Key nie będzie cierpiał(mam nadzieje). Jejku, teraz oczekuję jakiegoś fluffiastego fluffa tak bardzo żeby wynagrodzić mu te cierpienia. T^T Błagam, serio nie męcz ich już. Nacierpieli się za wszystkie czasy. XD Zwłaszcza Key. Daj mu pożyć w jakimś różowym świecie.. XD

    Życzę mega, mnóstwo weny i czekam na next. *_*
    Pozdrawiam,
    Lee Juki~.

    OdpowiedzUsuń
  4. Boże, Boże, Boże!!
    Cudowny rozdział...po prostu boski!!
    Jak ja czekałam na ten moment, kiedy Jjong w końcu wyzna mu swoje uczucia i...doczekałam się!!
    Teraz jeszcze czekać na moment 2Min i JongKey, no wiesz...TE sprawy.
    Dawaj szybko następny rozdział.
    Pozdrawiam i weny życzę:)

    OdpowiedzUsuń
  5. how sweet ...
    Nie no brak słów, normalnie brak.
    Czekam na kolejne części.
    Normalnie nie wiem co powiedzieć :D
    Weny, weny, weny :D

    OdpowiedzUsuń
  6. Postaraj się zrobić jak najdłuższe opowiadanie. Może być nawet 40 partów! <'3

    OdpowiedzUsuń
  7. Aaai! to było cudowne^^ wreszcie to powiedział. Słodkie <3 czekam z niecierpliwością na kolejny rozdział.

    OdpowiedzUsuń
  8. Musiałam nadrobić 3 rozdziały, bo blogger nie wyświetlił mi nowych postów u ciebie. Dzisiaj patrze, a tu 29. Myślałam że umrę ze szczęścia.
    Co do rozdziału to był naprawdę ŚWIETNY *O* aż brak mi słów. Tak pięknie to wszystko opisane, ahhh... tylko pozazdrościć takiego talentu. I te dialogi, tłumaczenie się Jonghyuna. Pod koniec aż zaczęłam turlać się po łóżku i piszczeć jak szalona.
    Ciekawi mnie bardzo co teraz zrobi Jjong, gdy wszyscy się dowiedzą, mam nadzieję, że będzie bronił Kibuma i miał gdzieś opinię innych ;]
    Tak więc życzę weny, oraz dużo czasu na pisanie ;3

    OdpowiedzUsuń
  9. Sprawa pierwsza. Cieszę się, że dodałaś tak szybko rozdziały. Sprawa druga. Przepraszam, że mnie tak długo nie było i nie komentowałam, ale aniołkiem nie jestem i muszę ponosić tego konekwencje.
    Sprawa trzecia. KOOOOCHAAAM CIEEE!!! Dziękuję, dziękuję, dziękuję, dziękuję, że przedłużyłaś opowiadanie! ;* Jest świetne i żal się z nim rozstawać. T^T Ale wszystko co dobre musi się kiedyś skończyć. Na szczęście nie tak szybko jak zapowiadałaś wcześniej z czego cholernie się cieszę! Odwdzięczę się dłuższym komentarzem co będzie jednocześnie rekompensatą za długi okres nieobecności. ;D (Przeeeeeeeeepraaaaaaaaaaszaaaaaaaaaam!)

    Poprzedni rozdział zachwycał mnie w każdym calu. Bummie pobity O__O Zabiję... >___< O wszystko oczywiście oskarżono Jjong'a, no ale co się dziwić skoro był dupkiem przez całe 27 bodajże rozdziałów. Cieszę się również ze szczęścia Taemin'a i Minho. Wiedziałam, że im pierwszym się ułoży, po prostu wiedziałam! Są razem tacy słodcy, że aż mi to nie przeszkadza. ^^ Ale to pobicie to przesada... Ten cały Kevin mnie nieźle wku****... == Mam ochotę go zatłuc na miejscu. I tych jego kolegów też!
    A Minho musiał powstrzymywać Taemin'a. Wiedział, że mu się nie uda. Brawo Tae! Dobrze zrobiłeś! Jeszcze mu trzeba było w czułe dowalić. >.< Oj, oj wredna jestem. Przepraszam Jonghi! T.T Oczywiście, że bym nie chciała, żebyś stracił swoją męskość! Bez niej nie byłbyś już taki sam... Chociaż nie byłoby widać czy masz, czy nie... Teraz też w sumie nie widać... DOBRA KONIEC TEMATU! -,-
    Cieszę się, że Key wybaczył Jonghyun'owi. Diva obrażalska, ale szybko wybacza. ^^ Cieszy mnie ten fakt. ;D Wiem, że już to pisałam, ale to było takie słooooooodkieeeee! *__* Normalnie rzygam tęczą! >,< Oj już dobra... Te Walentynki źle na mnie działają. -.- Ale to nie moja wina! Wchodzę dzisiaj z koleżankami do autobusu, a tam ok. 3 całujących się par, 4 przytulające i 5 śmiejących. A my takie trzy "Forever Alone". Wtedy na cały autobus tekst: "Niech przestaną się lizać, bo się spocą" i wszystkie oczy na nas. XD Ale wracając do rozdziału...

    Minnie jak się wkurzy to potrafi nieźle dowalić... oj, oj Jonghyun powinien się trzy razy zastanowić zanim zrobi coś co mogłoby go wkurzyć ^^ Ale nie dziwię mu się. Zareagowałabym tak samo. Dobrze, że Jjong przejrzał na oczy i wyznał Kibum'owi miłość. Ja już to sobie wyobraziłam.. taka wizja... siedzą obaj po dwóch stronach drzwi. Opierają się głowami i gadają przez telefon. I to było tak cudowne, że musiałam to uwiecznić i na lekcji rysowałam.
    Ogólnie zauważyłam, że w Twoim opowiadaniu Onew jest postacią epizodyczną. Nie powiem czy to dobrze, czy źle. Taka rola do niego najbardziej pasuje. ^^ Naczelny gazetki, zakręcony i zakochany w kurczakach >.< Oto cały Jinki! Ja teraz czikensy jem! (nie wiem jak to się pisze XD)

    Podsumowując, cieszę się, że wszystko zaczyna się układać, kochać i radować. ^^ I oczywiście również życzę Ci i wszystkim tutaj szczęśliwych Walentynek! Co z tego jeśli jest się samemu? Zawsze jest ktoś o kim można w tym dniu pomyśleć. Chociaż dla mnie to czwartek po prostu. Pozdrawiam i życzę weny! <3

    OdpowiedzUsuń
  10. Ten rozdział był genialny! Aż się popłakałam przy końcówce Q^Q
    Czekam z niecierpliwością na następny rozdział~
    Nicole~

    OdpowiedzUsuń
  11. Coooooo?! Pobili Kibuma? – moja reakcja, gdy przeczytałam początek rozdziału.
    Yeeeeeah! Jonghyun, nareszcie! – moja reakcja, gdy przeczytałam koniec rozdziału.
    Potem przejrzałam komentarze i w pewnym momencie coś mi nie pasowało. Nagle uświadomiłam sobie, że ominęłam jeden rozdział. xD Te numerki mienią mi się w oczach. Czy już mówiłam, że moje życie nie nadąża za tempem pisania przez Ciebie rozdziałów? ;P Ale za to cieszę się, że będzie ich więcej, choć podejrzewam, że zwiastuje to kolejne komplikacje. A może jednak nie? Oby Jonghyun nie zostawił teraz Kibuma. Żeby nie zostawił go nigdy, tak jak obiecał. <3

    OdpowiedzUsuń
  12. Piszę z telefonu, więc pewnie znowu nie wyjdzie nic konstruktywnego.
    Nie zwracam uwagi na błędy, które robisz, a na treść. Końcówka jest tak genialnie napisana, że czytałam ja dziś parę razy. Dosłownie. Nie wiem ile razy.jeszcze będę mówiła, że kocham to opowiadanie :").
    Cieszę się, ze przedłużasz żywotność opowiadania. ;_; nawet jeżeli moje biedne serce umiera, to i tak wytrzymam taki dobry ból. Tak.... :")))
    Minho nie wytrzyma długo, to pewne XD
    TERAZ CHCĘ ZOBACZYĆ JAK JONGKEY BĘDZIE SIĘ ZACHOWYWAŁO ;___;;;;
    Powodzenia!!!!

    OdpowiedzUsuń
  13. to było tak pięknie-wspaniale-cudowne *.* Ubóstwiam Tae! Chłopak wiedział co robi. JongKey <3333333333 tak właśnie ma być! I ten patent z rozmową telefoniczną ojej *_* ciężko mi dobrać słowa wyrażające wszystkie moje obecne emocje.... także pisz dalej! i do 100 rozdziałów a potem i więcej ^ ^
    Devi

    OdpowiedzUsuń
  14. Ja tak samo chce zobaczyć jak Jongkey będzie się docierało, dogadywało oswajało z tym. Zafunduj nam to i nie kończ:d Jeju... Cieszę się, że Jonghyun się w końcu zebrał w sobie i odważył. Cholera no cieszę się jak głupia, a płaczę czytając. Zrozumieć kobietę. Eh.. Jestem szczęśliwa i to cholernie. Co za głupi dinozaur no... Aż chcę go uściskać.
    I dziękuję za twoje rozdziały, które są baaaaardzo dobre i dodawane często:) Kocham Cię za to <3 Za twoje pomysły i fabułę. Fighting!
    muffinka

    OdpowiedzUsuń
  15. *.* kyaaa! zajebiście! Jongi ty dinozaurzy ryjcu, uwielbiam cię! :D

    OdpowiedzUsuń
  16. KOCHAM CIĘ.
    DZIĘKUJĘ.
    AMEN.

    Najwspanialszą chwilą w ciągu dnia był moment, kiedy weszłam tu i zobaczyłam nowy part.
    Skończyło się łzami w oczach. To było takie... niesamowite, piękne.

    DZIĘKUJĘ.

    OdpowiedzUsuń
  17. Nawet nie wiesz, jak ja się cieszę z tego powodu, że postanowiłaś przedłużyć opowiadanie, bo od jakiegoś tygodnia to nim się żywię. A jak teraz widzę te Twoje spoilery na twitterze to tym bardziej nie mogę się doczekać. BORZE, CO TY ZE MNĄ ROBISZ, KOBIETO.
    I tak Cię uwielbiam. T.T
    Jestem tak cholernie dumna z Minnie, że huhu. >D I dobrze, że Minho sobie odpuścił, bo uspokajanie raczej by mu nie wyszło, lulz. ;pp No i wreszcie się temu głupiemu skamieniałemu dinozaurowi poukładało w tej ślicznej główce, raduję się. :DDD Przez moment serio myślałam, że urwiesz rozdział i ich rozmowę napiszesz w następnym, ale na szczęście Jjong zdecydował się iść tego samego dnia i chwała mu za to. Scena była piękna. Czytałam z samego rana, jak się tylko obudziłam. I tak płakałam, że o matko. ;_; Strasznie się wzruszyłam. To było takie... prawdziwe. Moja wyobraźnia od razu podrzuciła ten obraz Kibuma i Jonghyuna siedzącego plecami opartymi o drzwi po obu ich stronach. Śliczne no. Ciągle to odtwarzam w pamięci.
    Dzięki za ten part, był cudoooooooooowny, tak długo czekałam na wyznanie Blinga, że teraz motylki w moim brzuchu urządzają sobie nieźle zakrapianą potańcówkę. Weny, weny i jeszcze raz pomysłów. Czekam. *^*

    OdpowiedzUsuń
  18. Kocham Cię...za to, że przedłużyłaś opowiadanie i w ogóle za to całe opowiadanie >w< Ryczałam przez trzy czwarte tekstu...nie mogłam się powstrzymać...na początku bałam się cholernie, że JJong nie zdoła w ogóle wytłumaczyć czegokolwiek Key...a jednak...skończyło się tak pięknie D; Muszę się trochę ogarnąć i zacząć czytać kolejną część...:)

    OdpowiedzUsuń