poniedziałek, 24 grudnia 2012

Rozdział XXVII -->Di.Moja internetowa historia


Wstajecie sobie kochani rano w wigilijny dzień i o ile zajrzycie na mojego bloga, to czeka na Was nowy rozdziałik ;) Kto zadowolony z takiego małego prezentu ode mnie? A jak mi się uda, to wieczorkiem dostaniecie yaoi ;> 
I dziękuję za 23tys. wyświetleń na chwilę obecną. Jak również witam nowych czytelników, jak i mam nadzieję komentatorów <3
Jeszcze raz wszystkiego najlepszego ;*
Po prawo macie ankietę. Mam pomysł. Nawet dwa. Albo zacznę opowiadanie pisane z przyjaciółką, albo przerobię swoje stare opowiadanie z czasów gimnazjum i albo pozostanie ono w formie hetero, albo będzie to yaoi, tylko że ze własnymi, stworzonymi postaciami ;) Zależy co wyjdzie w ankiecie ^^ 
............................................................ 

            To głupie, wiem. Ale specjalnie nastawiłam budzik na wcześniejszą godzinę, by zdążyć się wyszykować. Myślałam pół wieczoru nad tym co ubrać i nawet nie przejęłam się jakimś tam sprawdzianem z historii. Chyba oszalałam. Stroję się jak jakaś głupia dla Adama i wstaję prawie że godzinę wcześniej. Dla niego? Żeby mu się podobać? Jeszcze kilkanaście godzin temu zupełnie nie bym się czymś takim nie przejęła. Miałabym gdzieś, co on sobie myśli o moim wyglądzie. Mi mój styl się podobał i to było najważniejsze. Czyli jedno zdanie, potwierdzające nasz związek tak zmieniło moje nastawienie? To możliwe?

            Adam pojawił się punktualnie. Jechaliśmy właśnie do szkoły by stoczyć niejaki bój. Kolejny. Ledwo co wyplątałam się z jednej afery, to przypałętała się kolejna. Nie miałam pojęcia jak mogą zareagować uczniowie na pojawienie się mojej osoby, tym razem w gazecie. Profesjonalna sesja. Reklama mundurków szkolnych, gdzie ja wyglądam jak jakaś prostytutka. Dobra, może przesadziłam, ale mój koncept jest zbyt erotyczny… w porównaniu do wizerunku Amandy.

            - Uspokój się – mruknął po pewnym czasie, gdy w ogóle się nie odzywałam i ściskałam kurczowo dłonie.

            - Wcale się nie denerwuję – odpowiedziałam i spojrzałam przez szybę samochodu.

            - Właśnie widzę, najchętniej byś coś rozniosła.

            - Wcale nie! – prawie krzyknęłam, po czym westchnęłam zrezygnowana.

            - Ehem – spojrzał na mnie przelotem znacząco – Jestem z tobą i przypominam, że siedzimy w tym razem.

            - Wiem. Cholera no! To nie miało ukazać się tak wcześnie!

            - Chociaż będziemy mieli już to z głowy, spokojnie. I tak musiałabyś przez to przejść.

            Spojrzałam smętnie jak wjeżdżał na szkolny parking.

            - Musiałeś tak szybko jechać?! – zakrzyknęłam go.
            - Ja to naprawdę muszę być niesamowicie cierpliwy by z tobą wytrzymać – pokręcił głową z dezaprobatą.

            - To dopiero dzień naszego oficjalnego chodzenia ze sobą i już wymiękasz? – zbliżyłam się do niego z wrednym uśmiechem.

            - Chyba nie znasz mojego samozaparcia. Póki co do tego nie dojdzie – mruknął i cmoknął mnie w usta – No okej księżniczko, wysiadamy z rumaka i czas zmierzyć się ze szkolną rzeczywistością.
            - Musiałeś tak dosadnie sprowadzić mnie na ziemię? Musiałeś? – mruknęłam niezadowolona i opadłam bezwładnie na fotel.

            - Niestety skarbie, taka moja rola – teatralnie rozłożył ręce.

            - O nie! Twoje zadanie to mnie pocieszać, być przy mnie i słuchać. No i kochać i przytulać i …
            - Zabrzmiałaś jak nastolatka rozchwiana emocjonalnie i mająca w domu całą kolekcję lalek Barbie – prychnął rozbawiony.

            - Jeśli to ma pomóc i sprawi, że urwiemy się dziś z zajęć to okej, będę kimkolwiek – powiedziałam szybko, puszczając mojemu chłopakowi oczko. Mój chłopak. Jak to brzmi.

            - Nie pomoże. Kobieto wychodź z auta – rozkazał poważnie, jednak nie potrafił powstrzymać prychnięcia śmiechem.

            - Despota – mruknęłam cicho i posłałam mu grymas informujący o wielkim niezadowoleniu.

            Wyszłam z samochodu. Zarzuciłam torebkę na ramię i odetchnęłam głęboko. Adam podszedł do mnie i złapał za ramię dodając otuchy.

            - Nie ma co się spinać. Ludzie pogadają, to na pewno, ale szybko im przejdzie. Jeśli będziesz się tym tak przejmować, to jedynie ty na tym ucierpisz – powiedział spokojnie i uśmiechnął się pokrzepiająco.

            - Wiem, wiem. Idziemy do tej paszczy lwa? – mruknęłam.

            - Dramatyzujesz niepotrzebnie – stwierdził.

            Ruszyłam przodem nie czekając na niego. Dobiegł do mnie jednak szybko i złapał za rękę. Spojrzałam w dół.

            - No co? Chyba mogę trzymać swoją dziewczynę za rękę? To chyba nic zdrożnego? – zdziwiony zapytał.
            - Oczywiście, że nie. To miłe – uśmiechnęłam się.

            Ruszyliśmy na plac szkolny. Nieliczni już tam stali i rozmawiali. Niektórzy popalali za rogiem i co chwila zaglądali czy jakiś nauczyciel nie nadchodzi. Przesadziłabym, gdybym powiedziała że nasze wejście spowodowało ciszę wszędzie i setki oczu wlepionych w nasze splecione ręce. Nie gapili się tak bezpośrednio. Tylko ukradkiem zerkali to na nas to na gazety, które również pojawiły się w ich dłoniach. Zbytnio się stresuję, żołądek podszedł mi do gardła i zadrżałam. Widocznie Adam to poczuł, uścisnął mocniej moją rękę, po czym oswobodził ją i objął mnie ramieniem. Spowodowało to jeszcze większy szok u ludzi stojących na placu i dumną minę Adama.

            - Chodźmy do środka – mruknęłam cicho i pociągnęłam go do przodu.

            Zdziwiłam się. Nie było tak źle. Ludzie nadal mnie pozdrawiali, nawet jeśli ani oni mnie ani ja ich nie znałam. Powoli ich szepty zaczęły po mnie spływać i nawet nie przysłuchiwałam się o czym mówią.

            - Uff – westchnęłam, gdy znaleźliśmy się przy parapecie i czekaliśmy na Majkę z Wojtkiem.

            - Mówiłem – mruknął cicho Adam. Już jak zwykle się wymądrza i wie wszystko najlepiej. Dobra, może i w tej kwestii miał rację.
            - I co z tego?! Miałam prawo być zdenerwowana. I tak ludzie patrzą na nas dziwnie.

            - A ty się tym tak bardzo przejmujesz? – zapytał zadziornie.

            - Nie lubię być w centrum uwagi – jęknęłam.

            - Tak?

            - Tak – potwierdziłam.

            Adam uśmiechnął się podle i przysunął do mnie. Złapał mnie w pasie i przytulił do siebie, po czym złożył na moich wargach długi pocałunek.

            - I jak? – spytał z iskierkami w oczach.

            - Nie pomagasz – prychnęłam – Znajdziemy się na językach wszystkich.

            - Mała poprawka. Już jesteśmy – zachichotał.

            - Jesteś niemożliwy – prychnęłam i klepnęłam go żartobliwie w pierś, nie mogąc powstrzymać uśmiechu.

            - No hej zakochańce – nagle obok nas pojawiła się Majka, trzymana przez Wojtka za rękę.

            - Chyba o czymś nie wiem – odezwał się chłopak i spojrzał zdziwiony na swoją zwariowaną dziewczynę.

            - Ojj skarbie, kilka godzin i jakie zmiany. Z prawie wrogów para. Co za zmiana nastawienia, nie sądzisz? – zaświergotała.

            - Wow, rzeczywiście. Stary, gratulacje – podał rękę Adamowi.

            - Ja też tu jestem – mruknęłam niechętnie. Dlaczego zawsze gratuluje się facetowi? To dla mnie niezrozumiałe.

            - Tobie też, oczywiście Diana – zaśmiał się zakłopotany Wojtek.

            - Majka…? – spojrzałam na moją przyjaciółkę znacząco. Tak. Ona doskonale miała wiedzieć o co mi chodzi.

            - Ludzie są bardzo podekscytowani twoimi fotami z tej gazecie. Widać firma twojego ojca – tu wskazała na Adama – prężnie zabrała się za reklamę, bo to nie jedyne czasopismo, w którym jesteście i do tego bilbordy pojawiające się od czasu do czasu. Ale raczej nie zauważyłam przejawów nienawiści. To raczej zazdrość. Bo po pierwsze, masz sławną siostrę. Bo po drugie, jesteś na głównych stronach nieprzeciętnych gazet. I po trzecie, twoim chłopakiem jest Adam i on również brał udział w sesji. Jedno jest pewne, w tej szkole już nikt ci nie podskoczy – spojrzała na mnie poważnie, po czym podskoczyła z radości. Tej reakcji nie rozumiałam – Kurcze! Mam sławną przyjaciółkę. Zobacz Wojtek, do jakiej elity dołączyliśmy – poklepała mnie po ręce.

            - Majka przeprowadziła dla ciebie zwiad? – zdziwiony Adam z małym przerażeniem spojrzał na moją przyjaciółkę.

            - E tam zwiad! – machnęłam ręką dla zaprzeczenia – Tylko małe rozeznanie. Majka zdobywa informacje zupełnie przypadkiem. Ona wie wszystko – pokręciłam z podziwem głową.

            - Boję się tego – mruknął Adam.

            - Czyżbyś miał coś do ukrycia, kochanieńki? – przymilnym głosem powiedziała Majka, uwieszając się na ramieniu mojego chłopaka.
            - Nieee…

            - Zabrzmiało to mało przekonywająco – uśmiechnęła się podstępnie.

            - Wojtek, weź ją – jęknął zrozpaczony.

            - Spokojnie! – Majka odczepiła się od niego i klepnęła po plecach – Nie masz się czego obawiać… jak na razie – zakończyła.
            - Dzwonek! Idziemy na zajęcia – zarządziłam, gdy tylko usłyszałam ten irytujący dźwięk – Do zobaczenia później – pomachałam chłopakom na pożegnanie. Spotkałam się z zawiedzionym spojrzeniem. Podniosłam brwi z zdziwieniu i niezrozumieniu o co może mu chodzić. Adam uśmiechnął się i z podstępnym uśmiechem podszedł do mnie.

            - Diana… żabciu, skarbie, rybko, kochanie, słońce Ty moje – wyrzucił z siebie całą wiązankę określeń, które powodowały u mnie skurcze żołądka z nadmiaru słodyczy. Przewróciłam oczyma i westchnęłam ciężko.

            - Zrobię wszystko, tylko nigdy więcej tak nie mów – jęknęłam.

            - Jak na razie to wystarczy mi, że dostanę od ciebie całusa, aby przetrwać cały dzień – puścił mi oczko.

            - Wiesz, że kreujesz się teraz na zakochanego palanta, który rozpływa się wraz z widokiem swojej połówki i piszczy na jej widok? A myślałam, że to tylko dla kobiet zarezerwowane – zamyśliłam się.

            - Nie marudź kobieto! Twój pełen testosteronu facet domaga się pocałunku! – udał groźny ton i powstrzymał się przed wybuchnięciem śmiechem.

            - Jak romantycznie – pisnęła Majka w pewnym momencie, a ja się skrzywiłam. Naprawdę aż tak źle to wygląda?

            - Aż się rzygać chce – mruknął Wojtek. Przyznałam mu rację w duchu. Dostał od Majki kuksańca w żebro.

            Obdarzyłam mojego lubego pocałunkiem i rozeszliśmy się do swoich klas. Niestety, zakochanie zakochaniem… nauczyciele nie poczekają. 

2 komentarze:

  1. Boże *O* Takie kochane *~*
    Czekam na kolejny bo ten był świetny ^^

    OdpowiedzUsuń
  2. *W* jedyna dobra rzecz w tym dniu *W*
    Wyjdź za mnie ! XDDDD

    OdpowiedzUsuń