piątek, 21 grudnia 2012

Rozdział XXVI -->Di.Moja internetowa historia.


Wymęczyłam dla tych nielicznych, którzy czytają moje opowiadanie hetero ten rozdział ;) Mam nadzieję, że będzie się podobał. Nieuchronnie zbliżamy się do końca tego opka ^^
Cieszę się niezmiernie z wzrastających statystyk co do odwiedzin bloga, z tego że przybywa coraz to nowych obserwatorów... czego nie mogę powiedzieć o Waszych opiniach. Już nawet nie będę się dopraszać o komentarze, ponieważ ciągłe tego pisanie mnie nuży :) Kto czyta i komentuje, cieszę się bardzo. Kto czyta i tylko czyta, nie pozostawiając po sobie śladu, trudno. 
Co do yaoi. Rozdział będzie w sobotę bodajże. Mam nowe pomysły, na rozwinięcie tego opowiadania. Nie skończy się zbyt szybko ;)
Dziękuję Wszystkim i następnym razem postaram się ograniczyć "słowo od autorki" ;P  
................................................................. 
 


          Pierwsze co zrobiłam po powrocie do domu, to napisałam do Majki. Wiem, że jakby nie dowiedziała się pierwsza o radosnej nowinie, to powiesiła by mnie na najbliższej gałęzi, a na pewno nie odzywała się przez pewien czas. Kolejnym poinformowanym stał się Dominik. Dostałam od niego wiadomość zwrotną „W końcu! Szczęścia robaczki i liczę na podwójną randkę ;*”.

            Wbiłam się do swojego pokoju i usiadłam na łóżku. Resztę popołudnia spędziliśmy bardzo miło z Adamem. To wyznanie… Wszystko było takie niespodziewane i zupełnie nowe dla mnie. Teraz, po tych wszystkich wrażeniach tego dnia, siedziałam niezwykle zszokowana i powoli układałam sobie wszystko w głowie. Ja i Adam… parą. Tak na serio. Czyli koniec kłótni i przedrzeźniania się? Nie. Zdecydowanie nie. Chyba dalej będziemy dla siebie wredni, tylko że teraz przybierze to bardziej humorystyczny charakter. Coś nieprawdopodobnego.

            Usłyszałam dźwięk wiadomości sms.

            Majka. „ ;O! Zaraz wpadam do ciebie! Chcę znać wszystkie szczegóły!”
            Tak, tego mogłam się spodziewać. Uśmiechnęłam się do telefonu, podczas gdy zazwyczaj puściłabym niezłą wiązankę. Otrząsnęłam się z tych przemyśleń i zaczęłam ogarniać pokój na przybycie gościa, który wyciągnie ze mnie wszystko, każde zdanie i najdrobniejszą myśl.
            Włączyłam coś słodkiego z k-popu i zaczęłam lawirować wokół własnej osi, sprzątając jednocześnie. Co się ze mną dzieje?! Kurcze! To nie ja! Przystanęłam na środku pokoju i obejrzałam się za siebie. Po co? Nie wiem. Nagle zaczęłam się śmiać głośno. Przestałam. Usiadłam skołowana na łóżku. Po czym się na nim położyłam.

            Chyba wyznanie Adama, aż tak bardzo nie wpłynęło na mnie, prawda? Jestem dalej sobą. To dlaczego zachowuję się jak popieprzona nastolatka? Dobra. Jestem nią, ale zwykle zachowuję się w miarę poważnie i opanowanie, nie licząc chwil gdy ktoś skutecznie wyprowadzi mnie z równowagi.

            Nie wiem ile czasu rozważałam moją rzekomą zmianę, gdy zadzwonił telefon. Automatycznie odebrałam połączenie, nie patrząc na wyświetlacz.

            - Tak? – powiedziałam głucho, całkowicie zamyślona.
            - Hej – po drugiej stronie usłyszałam niepewny głos.
            - Kto mówi? – zupełnie nie skojarzyłam kto może do mnie dzwonić.

            - No ładnie! – usłyszałam – Tak się składa, że twój chłopak. Pamiętasz jeszcze o nim?

            Zbłaźniłam się. Nie poznać po głosie, kto do mnie dzwoni. Kurde. Ale w sumie, to nie mieliśmy zbytnich okazji do rozmawiania przez telefon, a numerami wymieniliśmy się niedawno.

            - Niech pomyślę… - przerwałam na chwilę - …chyba tak, kręci się koło mnie taki jeden.

            - No wiesz?! – udał oburzenie – Ciekawe, co taki jeden ma sobie pomyśleć.

            - Dzwonisz w jakiejś konkretnej sprawie? – spytałam uprzejmie.

            - To nie mogę zadzwonić do swojej dziewczyny? – podkreślił to ostatnie słowo.

            - Możesz.. jednak biorąc pod uwagę to, że pożegnaliśmy się pół godziny temu…

            - … czyli nie mogłem się stęsknić za tobą? – powiedział z urazą.

            - Mam rozumieć, że teraz codziennie będziesz mnie obdarzał wyznaniami, słodkimi słówkami i statusami na fejsie?

            - A powinienem? – spytał o dziwo poważnie.

            - O nie. Nawet się nie waż! – prawie krzyknęłam ze zgrozą.

            - Mogłem się tego domyślić – mruknął.

            - Ej, ej! Ty też nie byłbyś raczej skłonny do tkliwych serenad pod moim oknem. To nie w twoim stylu – zaśmiałam się. Pomyślałam od takiej sytuacji. Adam. Noc otoczona mnóstwem gwiazd. Gitara czy zatrudniona kapela. I on. Z rozpalonym spojrzeniem, wyczekujący aż podejdę do okna. Ponownie parsknęłam śmiechem.

            - Skąd wiesz? Może stać mnie na takie romantyczne gesty!

            - Nie na takie – byłam pewna.

            - Dobra, masz rację. Nie zrobiłbym czegoś tak kiczowatego – westchnął.

            - A nie mówiłam?! Z mojej strony też nie musisz się obawiać dziwnie romantycznych pierdół.

            - Czasem byłoby miło, gdybyś zaskoczyła mnie czymś kiczowatym.

            - I żebyś mógł się chwalić, że twoja dziewczyna jest taką uroczą, romantyczną osóbką? – zakpiłam nieco.

            - Oczywiście. Nie jesteś urocza… uhm…

            - Doprawdy?

            - Znaczy, jesteś na swój wredny i unikalny sposób – sprostował.

            - Do tego jestem wredna? – nie, nie obrażałam się. Raczej z niego żartowałam i z tego jak dobierał słowa.
            - Charakterek to tym masz… nie zaprzeczaj.

            - Ty wcale nie jesteś lepszy! – odpowiedziałam.

            - Jak zaczniemy teraz się przekrzykiwać, to doprowadzi to do kłótni… szybko.

            - To ty zaczynasz! – obruszyłam się.

            - Okej… niech ci będzie, że ja zaczynam. Odpuszczam w tym momencie – zaśmiał się cicho.

            - Zrobiłeś to specjalnie! – krzyknęłam do słuchawki.

            - Co?!
            - Przestałeś się ze mną kłócić, ale i tak jesteś przekonany o tym że to ty masz rację – burknęłam.

            - Nie rozumiem kobiecej logiki. Zwyczajnie nie chcę się z tobą kłócić – wytłumaczył. I tak mu nie uwierzyłam.

            - Jasne, jasne – powiedziałam podejrzliwym tonem – To czego ode mnie chciałeś?

            - Chyba się nie obraziłaś? Twój ton jest oschły – jeszcze cholernik był wyraźnie rozbawiony.
            - Nie skąd.

            - Ale…

            - Nie kłóćmy się! Po co dzwonisz? – udawanie obrażonej idealnie mi idzie.

            - Przyjadę po ciebie jutro, okej? Pojedziemy razem do szkoły? – zapytał już mniej pewnie.

            - Jasne.

            - Nie gniewasz się? Nie masz focha forever z przytupem i melodyjką?
            Przytupem i melodyjką? Wtf? Nie mogłam powstrzymać parsknięcia śmiechem.

            - Nie, nie gniewam się. O której będziesz? I wiesz, że to w ogóle nie po drodze?

            - I co z tego? Nie będziesz jechała autobusem – zaprotestował.

            - Jaki opiekuńczy – zakpiłam ponownie. To chyba jest silniejsze ode mnie.
            - Znowu sarkastyczna.

            - Jak ty mnie dobrze znasz – zaśmiałam się.
            - Tak wpół do 8 będzie dobrze?

            - Chyba zdążę się zrobić na bóstwo.
            - Tylko nie przesadzaj. Jak zrobisz z siebie swoją siostrę, to nie wpuszczę cię do auta – zastrzegł prawie, że przerażony.

            - Spokojnie, bez obaw – uspokoiłam go.
            Usłyszałam dzwonek do drzwi. Przerwałam na chwilę i nasłuchiwałam, czy aby to nie przypadkiem Majka. Tak, to chyba była ona. Już z dołu usłyszałam jej donośny głos, gdy witała się z Krysią.

            - Muszę kończyć. Majka przyszła. Do jutra. Paa.

            - Uhm… Czy powinienem powiedzieć, że cię kocham? Chyba tak powinno się kończyć rozmowy z drugą połówką? – zamilkł. Tak jak ja. Kolejne poważne pytanie, na które chyba nie potrafiłam odpowiedzieć.

            - Jesteś?
            - Tak. Adam… Powiesz mi to wtedy, gdy będziesz pewien, bo teraz nie jesteś. Jaki i ja zresztą. Lubię cię… Nie, bardzo cię lubię, zależy mi na tobie… ale chyba za wcześnie na takie zobowiązujące wyznania, prawda? – powiedziałam co myślę, jak ja postrzegam miłość i miałam nadzieję, że nie tylko ja tak uważam.

            - Taak. Chyba znalazłem sobie dojrzałą dziewczynę, masz rację. Bez pośpiechu. Miłego plotkowania. Cześć… żabko – zaśmiał się i rozłączył.

            Spojrzałam na telefon zirytowana. Żabko? Powiedział to i zdawał sobie doskonale sprawę z tego, jak zareaguję. Wkurzył mnie i robił to z premedytacją. Odrzuciłam aparat na łóżko.

            Usłyszałam pukanie do drzwi. Majka. Nawet nie czekając na mój odzew, wparowała do pokoju. Stanęła w rozkroku i patrzyła z bojową miną. Poczułam się niepewnie.
            - Dianaaaaa – zakrzyknęła i rzuciła się ku mnie.
            - Boże… - zajęknęłam tylko, gdy poczułam jak oplata mnie ramionami w stalowym uścisku. Oderwała się ode mnie po dłuższej chwili życzeń szczęścia i mojego bezdechu.

            - Teraz… - zaczęła poważnie i takie było jej spojrzenie - … mów. Wszystko. Nie pomiń niczego. Ze szczegółami poproszę.

            - Boję się ciebie. Twoja maniakalność mnie kiedyś zabije, o ile mnie wcześniej nie udusisz pod pretekstem przytulania.

            - Nie zmieniaj tematu! – zakrzyknęła – Domagam się jako twoja przyjaciółka pełnego sprawozdania. Co, gdzie, jak, kiedy? Słucham!

            - To po prostu się stało. Sama nie wiem kiedy – próbowałam to jakoś wytłumaczyć.

            Spojrzała na mnie sceptycznie.

            - Brzmisz, jakbyś zaraz miała mi powiedzieć, że wpadłaś.

            - Co?! – zadławiłam się powietrzem. O co ona mnie posądza.
            - Chcę jedynie znać romantyczne wyznanie Adama. Dajesz!

            - Zaprosił mnie niespodziewanie na randkę. Był ze mną w schronisku… - starałam się jakoś pokrótce streścić dzisiejszy dzień.
            - Doprawdy bardzo romantico… - zakpiła.

            - Nie bądź ironiczna, bo niczego się nie dowiesz. Zresztą ani ja ani Adam, nie mamy w sobie romantycznych duszyczek i takie kiczowate sprawy nie są dla nas. Ale nie powiem. Wybraliśmy się w piękne miejsce. Nawet nie podejrzewałam, że w Krakowie są takie zakątki.

            - Czyli jednak było nieco romantyczności – uradowała się i spojrzała na mnie rozmarzonym wzrokiem.

            - Można tak powiedzieć. Rozmawialiśmy i tak jakoś nagle spytał się czy zostaniemy parą.

            - Tylko to?  - jęknęła.
            - Tylko. Doszliśmy do wniosku, że nie traktujemy siebie tylko jak znajomych i zmieniliśmy naszą relację.
            - Jesteście beznadziejni. Jakbyście podpisywali jaką umowę – prychnęła zawiedziona.

            - Chyba pocałunkiem – mruknęłam.

            - Taaak? – ponownie się ‘włączyła’ – Jak całuje? Pewnie świetnie!
            - Tak… - uśmiechnęłam się, przypominając smak jego warg.

            - Ojjj… czyli że bardzo dobrze. Widok ciebie rozmarzonej jest dość rzadki.
            - Oh… przestań już! No tak, zapomniałabym. Pokażę ci coś – mruknęłam już bardziej niechętnie i podeszłam do biurka. Wyjęłam z torby gazetę i podałam ją Majce – 10 strona.

            Posłusznie otworzyła ją na podanej stronie i wlepiała się w kartki dobrych trzydzieści sekund.

            - Wow! – wykrztusiła wreszcie – To naprawdę ty?!

            Spojrzała na mnie. Na gazetę i ponownie na mnie.

            - Wow! – powtórzyła.
            - Nie żadne wow! To miało się ukazać znacznie później i tylko na bilbordach. A tu co?! Wiesz, co jutro będzie się działo w szkole? 

2 komentarze:

  1. KOCHAM <3 w następnym wpadnie?! to by było ciekawe.......... XD awwwwwwww kocham to opowiadanie! odjhoighduhgvfnbdjieshg *wali w klawiature* KOCHAM <3

    OdpowiedzUsuń
  2. Kooocham twoje opowiadania! Ciekawi mnie co będzie u niej w szkole. Zareagują jak Michał czy zaczną się naśmiewać? I tak wgl to będziesz jeszcze pisała jakieś opowiadanie hetero czy skupisz się na yaoi? ^^ Troche tych pytań... '-'

    OdpowiedzUsuń