sobota, 15 grudnia 2012

Rozdział XXV -->Di.Moja internetowa historia.



Krótkie informacje :)

1. Dziękuję za ponad 20 tyś. wyświetleń bloga. To ogromne wyróżnienie dla mnie :*
2. Po prawo macie ankietę :)
3. Tu macie mojego bloga http://fajniejakjestfajniexd.blogspot.com/ 
4. Yaoi pojawi się jutro <chyba> 
5. Rozdziały będą takie krótkie, ponieważ szybciej mogę je dodawać <lepsze takie niż miesiąc czekania> 
6. Co do tego opowiadania to zostały góra 3-4 rozdziały. 

Koniec ogłoszeń parafialnych. Dziękuję i miłego czytania. Uwielbiam Was <3 
 
            Refleksja przyszła bardzo szybko. Jego zbyt rozpromieniona twarz, błyszczące oczy i te usta, które spowodowały, że miałam przeogromną ochotę go pocałować. Dołączyć do tego ten niezwykły krajobraz i prawie że romantyczną atmosferę, sprawiły że zarumieniłam się i odskoczyłam od niego, potykając się o jakiś wystający kamień. 

            Pech chciał, że zamiast oddalić się od niego po chwili byłam jeszcze bliżej, ponieważ Adam zajął się asekuracją mnie i wylądowałam w jego ramionach. Zaśmiał się cicho i przytulił mocno. 

            - Głupia – mruknął nadal rozbawiony.

            Na takie wyraźne obrażenie mojej osoby, chciałam się uwolnić spod ciepłych ramion Adama, co jednak skutecznie mi uniemożliwił, wciskając się jeszcze bliżej mnie i opierając głowę na moim barku. Poddałam się. Westchnęłam pokonana i zamknęłam oczy poddając się tej błogiej chwili zapomnienia.  

            - Miło – mruknęłam po pewnym czasie. 
 
            - Prawda? – jak gdyby nic powiedział i oderwał się ode mnie. Uśmiechnął się uroczo i żwawym krokiem podszedł do pakunków i wyjął z nich koc – Może mi pomożesz? 

            Prychnęłam. 

            - Dlaczego ja? Ty tu jesteś organizatorem i to ty powinieneś wszystko mieć zaplanowane. 

            - Mam, ale mała pomoc by mi się przydała. Wyjmij z kosza resztę rzeczy. 

            - Jeszcze mi rozkazuje – burknęłam pod nosem, ale posłusznie wzięłam się za rozpakowywanie – Dużo czasu to spędzimy? 

            - Dopiero co przyjechaliśmy, a ty już chcesz wracać? Aż tak bardzo ciąży ci moje towarzystwo? – westchnął teatralnie i rozłożył koc. Podszedł do mnie i wziął przekąski jakie przygotował. 

            - Tylko chciałam wiedzieć ile zamierzasz mnie tu trzymać. Może mam inne zajęcia niż siedzenie w parku? – zabrzmiałam nieco niemiło, to nie tak miało być. 

            - Na przykład jakie? Może druga randka? – rozbawiony usiadł na kocu i spojrzał na mnie z dołu. Dołączyłam do niego.

            - Może – odparłam nie patrząc na niego. 

            - I mam w to uwierzyć? – prychnął, posyłając mi wredny uśmiech.

            - A co?! Nie może tak być? – powiedziałam oburzona. Co on sobie myśli, że jest jedyny? No dobra, może i jest, ale nie musi o tym wiedzieć. 

            - Oczywiście, że może, ale nie sądzę by tak było – spokojnie odpowiedział o położył się, wkładając dłonie pod kark. 

            Zmrużyłam oczy zbulwersowana na taką obelgę, jaką ku mnie rzucił. Nie panując nad sobą i niemałą wściekłością sprawnym ruchem poderwałam się i usiadłam mu na biodrach, lekko póki co klepiąc zaciśniętą dłonią po jego klatce piersiowej. 

            - Głupiec. Jeśli myślisz, że tylko ty możesz zabierać mnie na jakieś romantyczne, kiczowate randki to się grubo mylisz! – wytknęłam Adamowi – Nie masz stuprocentowej pewności, że nie umówiłam się z tobą z litości albo dla kaprysu. 

            - A zrobiłaś tak? – odparł niezwykle poważnie, nie spuszczając ze mnie wzroku. 

            Zmieszałam się. Zamrugałam kilkakrotnie oczyma i odchrząknęłam. Chciałam zejść mu z bioder i schować się w jakiejś ciemnej dziurze, by nie musieć odpowiadać na to pytanie, jednak dłonie Adama skutecznie mi to uniemożliwiły. Przytrzymał mnie mocno na miejscu i z pytającym wyrazem twarzy czekał na odpowiedź. 

            - Spotkałaś się ze mną z litości? – powtórzył, unosząc jedną brew do góry. 

            - Uhm… - wykrztusiłam z siebie nieskładnie. 

            Szybko podniósł się do pionu, nie puszczając jednak mnie. Siedziałam nadal na nim, tyle że teraz jego twarz znajdowała się bardzo blisko mojej. Znowu. 

            - Uhm..? – powtórzył mój nieartykułowany dźwięk. 

            Zbyt blisko. Wszystko ponownie we mnie krzyczało. Przybliżył się do mnie jeszcze bardziej, że czułam jego subtelny oddech na swoich ustach. Jego czoło przylegało prawie że do mojego. Byłam pewnie cała czerwona na twarzy, aż paliły mnie policzki. 

            - Niee – odparłam z wahaniem i spuściłam wzrok, byle tylko nie przenikał mnie tym palącym spojrzeniem. 

            Stłumił nagły poryw śmiechu. Chciałam, żeby już mnie puścił. Jego obecność mnie ogłupiała i nie panowałam nad sobą. 

            - Tak jak myślałem – powiedział cicho. Podniosłam na niego wzrok. 

            - Czy ty zawsze musisz być taki pewny siebie? – warknęłam zdenerwowana – Jak tym nie denerwujesz! Jesteś taki arogancki! 

            - Cicho bądź! – powiedział, ledwo powstrzymując napad śmiechu. 

            - Nie, nie będę ty zadufany w sobie kretynie! – walnęłam go w pierś. Zrobił zdziwioną minę, bym po chwili zobaczyła jego błyszczące się oczy. I stało się. Zbliżył się szybko, przytrzymując mój kark, tak bym nie miała drogi ucieczki. Poczułam jego miękkie wargi na swoich i mój mózg zaczął szaleć. Ciało również. Z moich ust niepostrzeżenie uciekło westchnienie sygnalizujące, że podoba mi się całe to zajście. Adam uśmiechnął się i pogłębił pocałunek przyciągając mnie jeszcze bliżej siebie i oplatając ramionami. I co ja biedna miałam zrobić, na takie jawne molestowanie moich warg? Całkowicie się poddałam i wpadłam w wir emocji, których nie kontrolowałam. Muskał raz delikatnie, raz z większym żarem moja usta i sprawiał, że było mi mało jego naglącego dotyku.

            Przerwał pocałunek, odsuwając swoje usta od moich jednak dalej mnie obejmując. 
Uśmiechnął się ujmująco, a ja z trudem powstrzymałam się od westchnięcia zawodu, gdy skończył mnie całować. No ale aż takiej satysfakcji nie mogłam mu dać. 

            - Znam idealne sposoby na uciszanie zbyt głośnych dziewczyn – mruknął cicho, puszczając mi oczko i dopiero wtedy odsuwając na kilka centymetrów. I już zaczynało mi brakować jego ciepła. Czy jestem aż tak podatna i szybko się przyzwyczajam?

            - Mam rozumieć, że jeden właśnie wypróbowałeś na mnie? – odparłam w równie stonowanym tonie. 

            - I jak go oceniasz? – zapytał z szelmowskim uśmiechem. 

            - Doprawdy bardzo zajmująca metoda – mruknęłam. 

            - Podobała ci się? – podniósł jedną brew w oczekiwaniu na moją odpowiedź. 

            - Bardzo – powiedziałam to zanim logicznie pomyślałam. No i się wydało. Głupia ja. 

            - Nie widzę przeszkód by udoskonalić tą technikę – z podstępnym uśmiechem ponownie zbliżył się do mnie. 

            - Jestem ciekawa na ilu osobach już zdążyłeś tak ćwiczyć – odsunęłam się na bezpieczną odległość. Mojemu rozszalałemu sercu niewiele jednak to dało.

            - Jeśli o to chodzi, to przyznaję się bez bicia na wielu. Jednak tą próbę lubię chyba najbardziej – zamyślił się.

            - Chyba? – obruszyłam się.

            - Nie, ta jest zdecydowanie najlepsza – cmoknął mnie przelotnie. Znowu rumieniec zagościł na mojej twarzy. 

            Odsunęłam się od niego i usiadłam obok. 

            - Scenariusz idealny pod tkliwą historyjkę o miłości – mruknęłam poirytowana. I tak było. Słodycz wręcz wylewała się z naszego zachowania. 

            - Tylko czy ta bajka zakończy się wraz z wyznaniem miłości bohaterów? Żyli długo i szczęśliwie? Może warto kontynuować tą historyjkę? – spytał niepewnie. Zdziwiłam się. Dalszy ciąg…

            - Co masz na myśli? – nie patrzyłam na niego. Nie śmiałam na niego spojrzeć, ani nawet próbować rozszyfrowywać to co ma na myśli. Chyba zbyt dobrze wiedziałam o co mu chodzi. 

            - Diana, chyba nie mówię zbyt skomplikowanych rzeczy. Wolisz tkliwy scenariusz w moim wykonaniu czy jasne przedstawienie faktów? 

            - Zgadnij – mruknęłam wzruszając ramionami. 

            - Właśnie – wstał i usiadł naprzeciwko mnie z poważnym wyrazem twarzy. 

            - Boję się twojej miny – zaśmiałam się nerwowo. 

            - To zależy czy to co usłyszysz będzie dla ciebie straszne. Może i nie znamy się długo i nasze pierwsze spotkanie nie skutkowało w wielką przyjaźń, ale… uhmm… - zakłopotał się i podrapał po głowie, zapewne obmyślając dalszy ciąg swojego monologu. 

            - Dobra, skończ już z tymi wywodami, słucham – podjęłam decyzję. 

            - Para? My? Razem? – prosto i zwięźle powiedział to na co czekałam od dłuższego czasu. Zamarł i czekał na moją odpowiedź z zaciętym wyrazem twarzy i ogromną niepewnością. 

            To jednak nic w porównaniu z tym co ja czułam i co działo się wewnątrz mojego umysłu. Wiedziałam na czym stoję i wiedziałam o co mnie zapyta, jednak i tak poczułam ogromny ścisk w brzuchu i stres, który ogarnął wszystko, łącznie z moimi ustami, które nie mogły wypowiedzieć słowa. Myśli w szaleńczym tempie wirowały i nie mogły się uspokoić. Spojrzałam na niego i zacisnęłam wargi w wąską kreskę. 

            - Tak. Razem – wyrzuciłam z siebie cicho.

5 komentarzy:

  1. kochanie, ja chce więcej. Już, teraz. .o. Szkoda, że planujesz tak mało rozdziałów tego opowiadania. Spodobało mi się . ;-; a teraz czekam na yaoi.. pozdrawiam, Taios.

    OdpowiedzUsuń
  2. Czuła się skrępowana. Rozumiem. Tylko po co na nim siadała? Ech, nigdy nie zrozumiem kobiet ^^. Rozdział cudny, tak jak z resztą całe twoje opowiadanie. Szkoda, że tak szybko się skończy, ale kiedyś musi, nie? ; 3 Pozdrawiam i czekam na yaoi!

    OdpowiedzUsuń
  3. askejaksjxkaje <3 czekam teraz na yaoi &O&
    to było świetne. Szkoda tylko że tak szybko się skończy ><

    OdpowiedzUsuń
  4. Oczywiście świetnie jak zawsze, czekam na 'Bo każdy potrzebuje miłości' ;D

    Zapraszam do siebie po pytania, bo nominowałam Twój blog do Liebster Award ;)

    OdpowiedzUsuń
  5. jknbkjsnbvkisdnbvkijbfdidsjfnvjknv jfdbiubjbndijfnbgnhldkjnbdjh ja chce więcej rozdziałów!! T^T nie kończ tak szybko.....chociaż...ile można ciągnąć.......jeeejjjj kocham cię! <3 czekam na następny rozdział

    OdpowiedzUsuń