niedziela, 4 listopada 2012

7. Pamiętaj, że Cię kocham. (one-shot)

Mamy te 11 komentarzy (już odpuszczę nawet to, że Mikaa dodała dwa ;*).
Obiecany one-shot jest. Chciała oderwać Was od rutyny, chciałam wierzcie mi. Starałam się z całych sił. Ale potrzeba napisania kolejnego 2min wygrała i oni idealnie pasowali mi do tego opowiadania -.- Dwa dni pisania ( tak spędziłam wczorajsze urodziny), 14 stron w Wordzie ( no nie potrafię pisać krótkich form), ponad 5 tys. słów ;) Mam nadzieję, że Wam się spodoba i pokażecie to udzielając swojej opinii.
Opowiadanie tak słodkie, że czytając je dwa razy, aby poprawić błędy, sama muszę przyznać, że rzygam tęczą *_* Ale podoba mi się, jako jedne z nielicznych podoba mi się! ;D
I jeszcze mam takie pytanie... Hmm... W mojej głowie zrodził się plan. Czy Wy drodzy czytelnicy bylibyście zainteresowani nowym blogiem? Nie takim z opowiadaniami, takim moim osobistym (choć planuję zatrudnić Mikee - jeszcze o tym nie wie - do wspólnego prowadzenia). Co by w nim było? Trochę o nas? Trochę różnych ciekawostek. To co nas interesuje, to co nam przeszkadza. Wszystko o nas, o mnie, zapatrywania na różne rzeczy i  sprawy. No to jak, ktoś zainteresowany? ;> ;P
Już nie zamęczam czytaniem długiego wstępu. Czytajcie, czytajcie i nie przesłodźcie się taką formą tego opowiadania ;) Liczę na mnóstwo komentarzy, stałe minimum 11 ^^
J.
 ...............................................................
          - Onew? – zajęczał Minho siadając zrezygnowany na kanapie i podkulając ramiona. 

Lider przeglądał Internet i mało go obchodziły w tym momencie problemy pozostałych członków zespołu. Jedyne czego chciał to odprężyć się i zapomnieć, że ma na głowie czwórkę małych dzieci, nad którymi nieustannie musiał latać i nie dopuścić do katastrofy. Dlatego teraz udawał, że zupełnie nie słucha rapera i zachowywał się jakby go w ogóle nie było w pobliżu. Tylko on i laptop, nad którym starał się skupić. 

- Oneeeew! – powtórzył Choi i dorzucił do tego natrętny wzrok zbitego psa, tymi błyszczącymi czarnymi ślepiami. Zacisnął usta i wydął policzki, by pokazać w jakiej wielkiej jest potrzebie i pomoc lidera jest niezbędna. 

            - Choi Minho – powiedział opanowanym, beznamiętnym głosem Jinki, nawet nie racząc podnieść wzroku znad komputera – W tej chwili mam czas wyłącznie dla siebie i byłbym wdzięczny gdybyś mi nie przeszkadzał w pożytkowaniu go – po tej jakże długiej i obszernej wypowiedzi, miał nadzieję, że raper się odczepi, a on będzie miał w końcu święty spokój. Jakże się mylił. Minho zaciągnął nosem, jakby udawał, że płacze i podsunął się jeszcze bliżej lidera, łapiąc go za ramię i potrząsając jak rozkapryszony dzieciak.

            - Liderku kochany! Pomóż! Pilna sprawa! – jęczał mu wprost do ucha z błagalnym wyrazem twarzy. 

            Onew wciągnął głęboko powietrze i przymknął na chwilę oczy próbując się opanować i nie wybuchnąć gniewem. Zacisnął palce na brzegu laptopa i powoli odwrócił się w stronę nachalnego przyjaciela. 

            - Co jest tak ważnego, że przerywasz mi moją chwilę przerwy? – sączył powoli słowa, pilnując siebie by nie krzyknąć na Minho.

            Raper oderwał się uradowany i uspokojony, że ktoś mu pomoże w tej jakże niecierpiącej zwłoki sprawie, od Jinkiego. Przybrał poważny wyraz twarzy, zmazując maskę słodkości i cierpiętnictwa. Złapał kontakt wzrokowy z zanudzonym liderem, aby przekazać mu jak najdokładniej swój problem. 

            - Mam problem – zaczął śmiertelnie poważnie.

            - To nic nowego. Wy macie same problemy.

            - Ale ten jest bardzo poważny! Bardzo! – podkreślał raper.

            Onew spojrzał na niego zdziwiony i pod wpływem nieodpartej pokusy przyłożył rękę na czoło bruneta, sprawdzając temperaturę. Jeszcze bardziej zaskoczony Choi zmarszczył brwi i odsunął się nieznacznie od chłopaka.

            - Coś ci się stało, że gadasz i zachowujesz się jak nastolatek z aegyo? Ty, wydawało mi się do tej pory najnormalniejszy z tej paczki sierot, zmienił się w monstrum? Musisz być chory, albo coś w ten deseń. To niepodobne do ciebie zachowanie. Naprawdę musiało się coś stać – zaniepokojony lider rzucał ostrożne spojrzenia na Minho i próbował w jakiś magiczny sposób przewidzieć, co mogło być powodem dziwnego zachowania chłopaka.

            Zrezygnowany raper opadł na miękkie poduszki kanapy i ponownie teatralnie westchnął, zakrywając jedną dłonią oczy i mrucząc coś niezrozumiale pod nosem. 

            - Za tydzień mija rok odkąd ja i Taemin… no wiesz… - mimo bycia razem, dalej krępował się o tym mówić. Do tej pory takie pojęcia jak ‘związek’ czy ‘miłość’ zamiatał pod dywan i nie skupiał się nad nimi zbytnio, ni nie zastanawiał jakby to mogło wyglądać. Ot były sobie stany, które go nie dotyczyły. 

            - … jesteście razem i kochacie się szaleńczo? – dopowiedział za niego Onew. 

            - No tak jakby – mruknął speszony i zarumienił się.

            - Tak jakby? 

            - No tak, tak. Kocham Taemina i dlatego chciałbym mu coś dać. Coś wyjątkowego, niepowtarzalnego. Coś co by zapamiętał na długo – chłopak się ożywił i wyrzucał kolejne zdania z wypiekami na twarzy i coraz większym zaangażowaniem. 

            - Aha i co ja mam z tym wspólnego? – Onew brutalnie przerwał jego wywód. 

            - Nie wiem co to ma być! – Minho ponownie opadł na poduszki i westchnął głośno. 

            - A ja mam to wiedzieć, tak? 

            - Mógłbyś chociaż pomóc – zajęczał. 

            - To ty znasz Taemina najbardziej, bynajmniej powinno tak być, prawda? 

            - No ale ja nie wiem co. Wszystkie rzeczy, które chciałbym mu kupić wydają się być banalne. Jestem beznadziejnym chłopakiem. Wymyśl coś! Liderze pomóż! 

            - Ty mi tu nie wchodź na moją dumę liderowską. Oj Minho, ty wiesz że dla mnie praktyczność liczy się najbardziej. Może kup mu zapas mleka bananowego? Dzieciak się ucieszy. Albo płytę jakąś? – Onew skupił się i próbował wymyślić jakiś sensowny prezent. A Choi przyglądał mu się z coraz większą niechęcią.

            - Jasne kupię mu skarpetki, albo maszynkę do golenia. A co tam, zachowujmy się jak stare małżeństwo, które już nic więcej nie może sobie dać. Jinki! Jesteś beznadziejny! Swojej dziewczynie co dasz na urodziny, rocznicę? Krem przeciwzmarszczkowy? A może rajstopy? Tak na zapas? 

            - To byłoby praktyczne… - bąknął lider sucho.

            - No i byłbym pewien, że od razu jej status na fejsie zmieniłby się z ‘w związku’ na ‘wolna’. Zero romantyczności! Zero! 

            - No to sam sobie wymyśl niespodziankę dla Taemina i nie zawracaj mi głowy – machnął na niego ręką poirytowany, że ktoś śmiał zakwestionować jego pomysły. 

            - Key mi pomoże. Jego subtelny zmysł jest bardziej rozwinięty niż twój. Idę! – poklepał się po kolanach i wstał energicznie, pełen nadziei, że ktoś inny na pewno mu pomoże. 

            - A gdzie tak w ogóle twój ukochany? – zapytał Jinki odrywając wzrok od monitora komputera. 

            - Chciał poćwiczyć taniec. A ja się tu głowię. Wiesz, gdzie jest Key? 

            - Powinien być w pokoju, ale nie jestem pewien. Idź zajrzyj. 

            - Dzięki.

            ***

            - Keey …? – zawołał raper wchodząc do pokoju po uprzednim zapukaniu. Zastał tam jedynie Jonghyuna, który ze słuchawkami na uszach gibał się na krześle w rytm jakiejś piosenki. Kibuma w pomieszczeniu nie było. Minho zastanawiał się przez moment, czy zwierzenie się z problemu Jonghyunowi to dobry pomysł, znając jego dziwne i szokujące pomysły, ale będąc już zdesperowanym postanowił zaryzykować. 

            - Jonghi? – zapytał i podszedł do zajętego chłopaka. Puknął go w ramię, by zwrócić jego uwagę. 

            - Minho! Co tam? – wrzasnął na cały głos blondyn, nie zdejmując słuchawek. Choi skrzywił się na zbyt dużą ilość decybeli. Pokazał mu, żeby zdjął gadżet, aby mogli spokojnie pogadać.

            - Mógłbyś następnym razem tak nie wrzeszczeć – poprosił i usiadł na łóżku – Mam sprawę. Ważną. 

            - Woo, ale poważnie brzmisz? Co się stało? – odwrócił się w jego stronę i uśmiechnął pokrzepiająco. 

            - Rocznica moja i Taemina. Za tydzień. Brak pomysłu na prezent. To się stało. Onew jest beznadziejny! – jęknął na koniec i skulił się. 

            - Haaah! Jinki, dobre sobie! Prosiłeś o pomoc liderka? Minho, proszę cię, dla niego idealnym prezentem byłby kubełek z kurczakiem, dodając do tego ketchup – prychnął rozbawiony.

            - To co ja mam zrobić? 

            - Ja bym proponował coś pikantnego. No wiesz seks w jakimś publicznym miejscu, to zawsze dodaje pikanterii – konspiracyjnie zniżył głos i poruszał zabawnie brwiami. Tak, Kim Jonghyun był zdecydowanie otwartym człowiekiem i żadne fanaberie nie były mu straszne. Minho spiekł buraka na taką bezpośredniość. Nie to, że sprawy łóżkowe powodowały u niego zakłopotanie, dawno wybył się wstydu, tym bardziej, że jego partnerem jest drugi chłopak. Pomysły Kima takie były. 

            - My z Taeminem raczej cenimy spokój, takie ekscesy nas nie kręcą.

            - Rozumiem. Posłuszna, zastana parka ograniczająca się do pozycji misjonarskiej. Nuda – zawyrokował Jonghyun.

            - To nie o to chodzi. Młody czułby się skrępowany. Znam go – powiedział pewnie Minho. 

            - To skoro go znasz, to dlaczego masz problem z idealnym prezentem? 

            - Bo to ma być coś wyjątkowego! Mógłbym dać mu to co lubi, ale chcę się czymś wyróżnić. Inny pomysł? – z nadzieją zapytał. 

            - Wypad do seks-shopu po film erotyczny? Nowy gadżet? – podrzucał coraz to nowe propozycje.

            - Może coś nie związanego z erotycznością? – Choi czuł, że i Jonghyun nie pomoże mu z tym problemem. 

            - No co? Seks to coś najlepszego co można komuś dać! – zaprotestował chłopak. 

            - Gdzie poszedł Key? 

            - Do sklepu po czekoladę. Nasza diva zachowuje się jakby w ciąży była. Całe szczęście, że nie udało mu się mnie namówić na wypad po zakupy, bo pewnie na jednej czekoladzie się nie skończy – marudził blondyn, wywracając oczyma. Usłyszeli donośny trzask drzwi wejściowych. 

            - Wróciłem! – zakrzyknął Kibum, po usłyszeli przez drzwi pokoju.

            - No to ja idę mu pomóc z tymi zakupami. Dzięki za rady – powiedział Minho i wstał z łóżka, by wyjść z sypialni.

            - Pewnie i tak nie skorzystasz z moich cennych rad – mruknął i powrócił do słuchania muzyki. 

            ***

            - Słyszałem, że poszedłeś po czekoladę – Minho wszedł do kuchni. Kibum mocował się właśnie z trzema torbami, obładowanymi zakupami. Wziął jedną od niego i zaczął wypakowywać pakunki. 

            - Jonghi ci powiedział? – prychnął niezadowolony – Ten przebrzydły dinozaur nie chciał mi pomóc i sam musiałem to wszystko targać. A tylko czekolada… Pff… tyle promoji, to jak miałem nie skorzystać? 

            - No tak, tak oczywiście. Rozumiem – odparł Choi.

            - No właśnie. Chociaż mamy zapas płatków na cały tydzień – powiedział, wyjmując kilka pudełek przysmaku Taemina o smaku bananowym i czekoladowym. 

            - Ulubione Minniego – zauważył chłopak. 

            - Właśnie, gdzie młody? 

            - Poszedł trochę potańczyć na sali. Key, mam problem. Mam nadzieję, że chociaż ty mi doradzisz – westchnął i usiadł na krześle, podpierając głowę rękoma opartymi o blat stołu. 

            - Umma Kibum zawsze pomoże – przerwał rozpakowywanie zakupów i usiadł naprzeciwko zmartwionego chłopaka – Opowiadaj! – zażądał. 

            - Byłem u Onew. Poradził mi kupno mleka. Byłem u Jonghyuna. On z kolei wolałby wypad do seks-shopu. I nie wiem co mam zrobić… 

            - Ehm... no ok, ale z czym? – nieco skołowany zapytał bruneta. Wypowiedź wydawała mu się zbyt chaotyczna.

            - Za tydzień mija rok od naszego oficjalnego ‘bycia razem’ z Taeminem. Nie wiem co mam mu kupić. Wyczerpałem już wszelkie źródła i nic. Pustka. 

            Key spojrzał na niego jak na kretyna i po dłuższej kontemplacji roześmiał się głośno. Minho spoglądał na niego, niewiele rozumiejąc z jego zachowania. Miał tylko nadzieję, że przyjaciel znajdzie jakiś pomysł, żeby uszczęśliwić młodego Lee. 

            - Choi, trzeba było od razu przyjść do mnie, a nie prosić się te bezmózgie istoty o pomoc. Jeden i drugi nie mają pojęcia o związkach i parowaniu, a tym bardziej o udanych prezentach.

            - Czyli coś wymyślisz? Coś co mogę mu kupić? – z nadzieją w głosie i błyszczącymi oczyma zapytał chłopaka.

            - A kto powiedział, że musisz od razu mu coś kupić. Minho, są o wiele efektywniejsze formy na sprawienie przyjemności ukochanej osobie – z pewnością znawcy w tej dziedzinie uświadamiał rapera.

            - Jak i ty wyskoczysz mi tu z perwersyjnym seksem, to nie wiem co zrobię – warknął nieco zdenerwowany.

            - Spokojnie, chcesz mojej pomocy czy nie? Seks seksem, oczywiście że tak, ale na zakończenie wieczoru. Mam plan. To będzie niezapomniany dzień! Mówię to ja! Kim Kibum, twoja osobista pomoc w urządzaniu idealnych rocznic. Polecam się na inne święta! Pamiętaj! – puścił mu oczko i uśmiechnął się promiennie.

            ***

            Taemin wracał z sali treningowej, w której spędził już kilka godzin. Robił tak od ponad dwóch tygodni. Znikał i próbował nie myśleć o tej dziwnej sytuacji. Minho zachowywał się dziwnie, jakby go unikał. Zabawne było to, że jednocześnie zaczął mieć jakieś tajemnice z Key. Nie żeby był zazdrosny, ale czuł się zapomniany. Na każdą jego próbę zbliżenia się do swojego chłopaka, ten pochmurniał i robił się nieobecny. Nie wiedział co ma o tym wszystkim sądzić. Nie chciał nawet dopuszczać do siebie myśli, że to może być koniec, bo nie może, prawda? Zbyt dużo ich łączyło, aby to wszystko zaprzepaścić bez jakiegokolwiek konkretnego powodu. Od przyjaźni do wielkiej, głębokiej miłości. Poznawanie się nawzajem, wspólnie spędzone chwile z zespołem. Dzisiejszy dzień jeszcze bardziej skłaniał ku ponurym rozmyślaniom. Ich mała rocznica. Rok odkąd Choi odważył się powiedzieć co czuje. Zakończenie idealne jak dla dobrze napisanego romansidła. Żyli długo i szczęśliwie wśród akceptujących ich wybór przyjaciół. Bo bycie gejem w tym homofobicznym społeczeństwie to wielkie wyzwanie. Całe szczęście, że członkowie SHINee nie robili wielkich problemów. Mimo początkowego skrępowania faktem, że ich przyjaciele są gejami i do tego parą, w późniejszym czasie nie wyobrażali sobie, bo mogło być inaczej. Pasowali do siebie idealnie, już wtedy gdy się poznali i zaczęli zaprzyjaźniać.

            Lee sunął niespiesznie nogami, aby jak najbardziej przedłużyć powrót do domu. Do ich wspólnego domu, mieszkania, życia, funkcjonowania. Wzdychał raz po raz i głowił się jak będzie wyglądał dzisiejszy dzień. Dzielili pokój razem z Minho odkąd zostali oficjalnie parą, wtedy zrobili też wielką przeprowadzkę, a ściślej ujmując Key zwyczajnie wyrzucił rapera z ich wspólnego pokoju, gdy ten i tak dłużej przebywał w sypialni Taemina i przeszkadzał Jonghyunowi. Gdy tylko wstał o dość późnej porze po wyczerpującym wieczornym treningu, Minho już nie było w pokoju. Jego łóżko zostało starannie zasłane, a samego właściciela jak się okazało później nawet nie było w mieszkaniu. Reszta członków, jak się tego spodziewał, nic nie wiedziała. Tylko mina Kibuma wydawała mu się dziwnie podejrzana, ale nie dopytywał. Dręczony najgorszymi myślami poszedł na trening, by oddać się swojej największej pasji, tańcowi. Te kilka godzin intensywnego wysiłku i rozciągania szczupłego ciała pozwoliły choć na chwilę zapomnieć i oddać się głębi dźwięku i ulotności kolejnych układów tanecznych. Muzyka całkowicie go pochłonęła w swoje bezlitosne szpony i z uwielbieniem oddawał jej hołd tworząc coraz to nowe kroki i zatracał się w słodkim brzmieniu kolejnych nut. 

            Wszedł bezszelestnie do mieszkania i przywitał się z przyjaciółmi, którzy oglądali film z odtwarzacza. Musiała być niezwykle zabawna, ponieważ co chwila wybuchali śmiechem podgryzając popcorn i nie poświęcili maknae więcej uwagi, pomijając zdawkowe ‘cześć’. Chłopak nieco zawiedziony ich zachowaniem ruszył do swojego pokoju, aby nieco się odświeżyć. Nie przyglądając się zbytnio pedantycznie czystej sypialni, ruszył od razu do łazienki. Minho nadal nie było. Wszedł pod prysznic i pozwolił by umęczone ciało zostało obmyte przez ciepłe krople wody. Chciał przestać myśleć i zadręczać się nierealnymi scenariuszami. Brakowało mu dotyku Choi. Chciał go pocałować, chciał poczuć jak jego ciało dociska się szczelnie do jego. Ta nic nie dzieląca ich bliskość, której tak ostatnio pragnął. 

            Opatulił się niebieskim puchatym ręcznikiem w swoim ulubionym kolorze. Wszedł do sypialni i rzucił tęskne spojrzenie na łóżko ukochanego. W jego oczy rzuciła się średniej wielkości kremowa karteczka i niebieski chaber. Zdziwiony tym widokiem, podszedł szybko z bijącym sercem do łóżka i porwał w dłonie tajemniczą wiadomość. Obracał ją kilkakrotnie w dłoniach, podświadomie obawiając się jej wnętrza. Bo jak to pożegnanie? Drżącą ręką podniósł leżącą roślinę i powąchał delikatne płatki. Jego ulubione kwiaty. Pamiętał. Czyli to nie może być nic złego. Otworzył blankiecik i uśmiechnął się na widok schludnego pisma swojego chłopaka. 

„ Pamiętam tą chwilę, gdy cię pierwszy raz spotkałem. Pomyślałem, że naprawdę uroczy z ciebie dzieciak. Twoje oczy od razu przykuły moją uwagę. Takie ciekawe świata i pełne blasku, którego nic nie może zgasić. Nigdy wcześniej takich nie widziałem. Urzekły mnie i zaintrygowały.  I na pewno w chwili ‘wpadnięcia’ na ciebie, nie myślałem, jak los nas ze sobą zwiąże. A ty? Pamiętasz to miejsce? M.”

Uśmiechnął się do siebie i z ulgą odczytał zawartość karteczki. Te kilka zdań zawierało obietnicę czegoś większego. Minho nie zapomniał, nie oddalił się od niego. Doskonale wiedział co musi zrobić. 

Ubranie się zajęło mu kilkanaście minut. Wygrzebał z szafki pierwsze lepsze ciuchy. W ekspresowym tempie wysuszył mokre, długie włosy. Nawet nie zabierał się za ich układanie. Związał jedynie je w kitkę i wypuścił kilka kosmyków dookoła uszu. Tak jak ON lubił najbardziej. Wyciągnął jeszcze z zakamarków swojego biurka, małe czarne pudełeczko i schował je do głębokiej kieszeni spodni, razem z pierwszym liścikiem. Spojrzał jeszcze na chwilę na chabra i wybiegł z domu odprowadzany zdziwionymi spojrzeniami przyjaciół.

Szybko biegł wąskim uliczkami, starając się nie zwracać na siebie większej uwagi przechodniów. Doskonale wiedział, że Minho poczeka na niego, ale i tak biegł na złamanie karku. Od miejsca ich pierwszego spotkania dzieliło go jedynie kilkanaście metrów. Zobaczył z daleka czarną ławkę i wspomnienia odżyły z wielką mocą, powodując promienny uśmiech. 

Siedział blady na ławce i zdecydowanie odciął się o rzeczywistości. Nie zwracał uwagi na przechodniów, ani na zimny wiatr, który trząsł raz po raz jego ciałem, okrytym tylko cienkim t-shirtem. Blondyn o uroczej i dziecięcej twarzy zapatrzony był w jeden punkt i w żaden sposób nie mógł oderwać się od tego miejsca. Znajdował się przed wytwórnią SM, przed swoim marzeniem, na którego spełnienie czekał kilka dobrych lat. Niespodziewany telefon obudził w nim nadzieję i obawę. Jak na skrzydłach przyleciał pod ogromny budynek i teraz zastanawiał się czy wejść do środka na umówione spotkanie. Jedna rozmowa, kilka zdań które mogę bezpowrotnie zmienić jego życie. Albo na lepsze, albo wręcz przeciwnie, usłyszy negatywną odpowiedź i zaprzepaści swoje marzenia. 

- Hej, młody! Nic ci nie jest? – przyjemny głos odezwał się w jego głowie, ale póki co nie potrafił zlokalizować jego brzmienia. Zamrugał gwałtownie oczyma, gdy nieznajomy ukląkł obok niego i złapał za lodowate ręce – Aleś zmarzł! W samym t-shircie w taką pogodę. Choć wejdziemy do środka i jestem umówiony w tym budynku. Słyszysz mnie? Ejj?!

Spojrzał w końcu na niego i ujrzał męską, przystojną twarz. Ciemne oczy i delikatny uśmiech, teraz przesłoniony troską o blondyna. 

- Przepraszam, zamyśliłem się – bąknął w odpowiedzi Taemin i spojrzał na mocne dłonie oplatające jego własne. Delikatnie uwolnił się z uścisku i uśmiechnął subtelnie do bruneta – Ja też mam spotkanie w SM i trochę się go obawiam. 

- Może trafimy nawet do tego samego zespołu. Jesteś uroczy – uśmiechnął się promiennie i wstał. 

- Nie jestem uroczy! – zaprotestował gwałtownie. 

- Dobrze, dobrze. Jestem Choi Minho. A ty? – wyciągnął rękę w formie przywitania się z nowo poznanym chłopakiem.

- Taemin. Lee Taemin. Miło mi – podał mu rękę i obdarzył nieśmiałym uśmiechem.

Wtedy wszystko jakoś tak szybko się potoczyło. Razem z nowym znajomym poszli na spotkanie i tam poznali Jinkiego, Kibuma i Jonghyuna. Marzenia Taemina spełniły się. Założyli zespół i mogli robić to co najbardziej kochają. Każdy z nich był inny, miał odmienny charakter i na początku nieco trudno było im się dopasować, choćby do wspólnego życia. Pierwsze kłótnie, wspólnie spędzone święta. Mnóstwo pozytywnych chwil jak i spięć. Zapamiętał szczególnie to, że raper zawsze mu pomagał i był przy nim. Był jego stróżem, dbał o niego i chronił. Jak prawdziwy przyjaciel. Bo tylko to wtedy ich łączyło. Nic więcej. Przyjaźń. 

Taemin spojrzał na ławkę, na której leżał niebieski chaber i dołączona do niego karteczka. Z bijącym sercem podszedł do niej i uśmiechał się do ławki. Minho sprawił mu nie lada niespodziankę i dawał obietnicę zaskakującego zakończenia tego dnia. 

„ Pamiętam chwilę, gdy pierwszy raz poczułem coś innego niż tylko przyjaźń. Gdy zobaczyłem ciebie w zupełnie innym świetle. Twoje łzy spowodowały, że w moim sercu obudziło się coś nowego. Słone krople wryły na długo w moją pamięć i rozpaczliwie zapragnąłem, żeby uczynić cię szczęśliwym. Już na zawsze. M.”

Czy pamiętał? Oczywiście. W jego życiu przeważały dobre i radosne chwile, dlatego zapamiętał moment, kiedy poczuł się naprawdę opuszczony i samotny. Może to banalne płakać z powodu zwierzaka, ale bardzo był przywiązany do tego kundelka. Był w jego rodzinie odkąd pamiętał i gdy tylko dostał telefon od swojej mamy o jego śmierci, nie potrafił powstrzymać łez. 

Wszedł do budynku SM i skierował swoje kroki do Sali tanecznej. Tam zawsze odreagowywał. Tam mógł się uspokoić i wytańczyć smutki. Zapalił światło i pomieszczenie rozbłysło żółtym światłem. Na podłodze leżał kwiat i karteczka.

Męczący trening dał sobie we znaki maknae. Był zlany potem i dres kleił się do jego wysportowanego ciała. Siedział zdyszany pod długą ścianą złożoną z luster i oddychał płytko. Kochał taniec, kochał występować. Dlatego tu był i teraz zmuszał swoje ciało do takich wyczynów, aby być najlepszy, aby pokazać fanom jak się stara. Bo to wszystko dla marzeń. Zadzwonił telefon i młodszy zerwał się z nadzieją, że to ktoś z rodziny. Tęsknił za nimi. To jeden  minusów sławy. Trzeba było coś poświęcić. 

- Cześć mamo – rozpromienił się widząc na wyświetlaczu komórki nazwę „mama”. Z początkowej radości jego twarz zmieniała się w coraz bardziej ponurą. Machinalnie mocno trzymał telefon w dłoni, choć mało brakowało a upuściłby go na panelową podłogę – Dzięki, do widzenia. Kocham Was. Pozdrów tatę – wypowiadał słowa mechanicznie, jak odgórnie nauczoną formułkę, aż ostatnie zdanie przerodziło się w szept.

Położył aparat na podłodze. Skulił się jeszcze bardziej w sobie i opatulił kolana rękoma. Czuł się taki mały i samotny. Stracił przyjaciela. Kogoś ważnego. Z kim bawił się jeszcze jako dzieciak. Alex. Ulubiony i jedyny zwierzak, na jakiego namówił rodziców. 

Po jego policzkach zaczęły płynąć pojedyncze łzy, które przerodziły się w tłumiony szloch. Nie panował nad uwalniającymi się emocjami. To okrutne stracić przyjaciela, do którego było się tak przywiązanym. 

            Trzask drzwi do sali treningowej nieco go otrzeźwił. Zaczął wycierać piąstkami zaczerwienione oczy, by pozbyć się śladów płaczu. Odetchnął kilka razy głęboko, próbując uspokoić urywany oddech. Nic jednak nie pomagało. Jego ciałem nadal wstrząsał płacz. Ktoś usiadł obok niego, Taemin nie podnosił jednak wzroku, aby nie zdradzić się z tych chwilowym załamaniem nastroju.

            - Minnie… – usłyszał miękki głos swojego przyjaciela, a po chwili pokrzepiający uścisk. W tym momencie nie wiedział, czy wolałby być otulony jedynie samotnością czy bliskość drugiej osoby byłaby bardziej wskazana - … co się stało? – zatroskany ton Minho spowodował, że chłopak zupełnie się rozkleił i bezradnie wtulił w przyjaciela. Ten uspokajającym głosem poklepywał go po plecach i w milczeniu trwał razem z chłopakiem. 

            - Powiesz mi co się stało? – zapytał po dłuższej chwili Minho, gdy Taemin na tyle się uspokoił, że chociaż przestał płakać. Jego oczy były zaczerwienione, a twarz nabrzmiała. I tak wyglądał słodko, zdaniem Choi. 

            - Straciłem przyjaciela – mruknął cicho. 

            - Przykro mi. Pamiętaj, że nie jesteś sam. Nie musisz cierpieć w samotności. Będę zawsze przy tobie – raper złapał go za rękę i delikatnie ścisnął, łapiąc kontakt wzrokowy. 

            - Wiem Minho. Dziękuję. 

            Wtedy poczuł coś po raz pierwszy. To było inne od przyjacielskiego uścisku. Ta rozmowa była inna. Wyrażała niepewność i skołowanie tą dziwną sytuacją jaka powstała i uczuciem jakie zaczęło się zradzać bez ich zgody. Od tego momentu zachowywali się inaczej wobec siebie. Na początku zachowywali większy dystans wobec siebie, ale na dłuższą metę nie potrafili funkcjonować bez siebie i swojej bliskości, do której tak przywykli. Żadne z nich nie przyznało się drugiemu co do swojej orientacji, nie było takiej potrzeby, bali się po części reakcji tego drugiego. Jednak ich dalsza znajomość była już zabarwiona czymś innych, co momentami zdecydowanie wykraczało poza normy tylko przyjaźni. Aż nabrało takiej dojrzałości i nasycenia, że emocje musiały wybuchnąć z ogromną siłą. 

            Miękkim krokiem podszedł do krańca sali, gdzie znajdowała się kolejna wskazówka. Gra coraz bardziej go interesowała, a jeszcze bardziej przyczyna, dla której Minho to wszystko zorganizował.

            „Pamiętam jaki byłem głupi, że nie powiedziałem tego co czuję od razu, gdy tylko sam zdałem sobie sprawę z wagi moich uczuć do ciebie. Całe szczęście, że opamiętanie przyszło szybko, byłem zbyt okrutny dla ciebie i dla samego siebie. Odseparowanie od ciebie niewiele pomogło. Moje desperackie wyznanie miłości zapoczątkowało nowy czas. My razem, w pełnym znaczeniu tego słowa… M.”

            Również to pamiętał doskonale. Kilka trudnych tygodni kiedy Choi izolował się od wszystkich członków zespołu, a gdy tylko zobaczył Taemina w ekspresowym tempie opuszczał to samo pomieszczenie. To bolało. Już myślał, ze stracił przyjaciela. Ale los chciał inaczej. 

            Ponownie wcisnął w kieszeń jeansów karteczkę i wybiegł z sali treningowej. Zjazd windą, wyjście z budynku zajęło mu kilka minut, które on uważał za i tak zbyt długie. Chciał jak najszybciej skończyć tą zabawę, chociaż powrót do przeszłości był ciekawym przeżyciem. Jednak marzył teraz by spotkać swojego chłopaka i wtulić się w jego mocne ramiona. 

            Pół godziny. Dłużące się niesamowicie trzydzieści minut, które musiał poświęcić na dojazd do właściwego miejsca. Park. Jedno z ulubionych miejsc zarówno Minho jak i Taemina. Obrali sobie to miejsce, jako ich prywatną samotnię. Chadzali czasami razem na spacery, żeby tylko pomilczeć i upajać się naturą i tą ciszą. 

            I tym razem w parku panował spokój. Kilkoro starszych ludzi siedziało tylko na ławkach i czytało książki. Taemin rozejrzał się dookoła. Jego wzrok natrafił na potężne drzewo, stojące nieco na uboczu. Z daleka widział niebieski punkcik. Już wiedział gdzie ma iść.

            Pogoda nie dopisywała tego dnia. Strasznie lało i było pochmurnie. Słońce nie mogło się przebić z radosnymi promykami, niosącymi otuchę. W taką to właśnie pogodę, gdzie na ulicach nie było ni żywej duszy, biegł chłopak. Jego rude, długie włosy całkiem przemokły i oklapły wokół ślicznej twarzy, teraz nieco wściekłej i zirytowanej. Chłopak zdawał się mieć konkretny cel do którego zmierzał. Był w parku i przeczesywał wzrokiem okolicę. Zatrzymał go dłużej na potężnym starym drzewie, gdzie zauważył samotną skuloną postać. Szybko podbiegł do niej i rzucał błyskawice pełne furii.

            - Co ty sobie wyobrażasz? Mam dość twojej zawiłości! Powiedz w końcu o co ci chodzi i nie dręcz mnie więcej, nie rań jeszcze bardziej! Mam dość! Dość! Słyszysz? Chcę usłyszeć, że to koniec naszej przyjaźni. Od ciebie, prosto w twarz. Nie ciągłe przytyki. Powiedz to! – Taemin wyrzucał z siebie lawinę słów, które ciążyły mu na sercu już od jakiegoś czasu. Kiedy Minho nagle się zmienił i odseparował go od siebie. Kiedy zrobił się niemiły i na każdym kroku okazywał pogardę. Miał tego dość, bo oprócz tego, że byli przyjaciółmi, to on, Taemin zaczął czuć coś więcej. Dla niego to już nie była przyjaźń. Bolało jeszcze bardziej, jeszcze bardziej dotkliwiej mając świadomość, że odrzuca go osoba, w której się zakochał. Nie chciał tego, co przyszło tak niespodziewanie, dlatego w ciszy znosił swoje emocje i tłumił je głęboko w sobie, aby przypadkiem się nie zdradzić i nie zepsuć wszystkiego. 

            Przemoknięty brunet wstał i z niepewnością wpatrywał się w wściekłego chłopaka. Nadal milczał i słuchał z pokorą tego co młodszy ma mu do powiedzenia. Miotał się nad tym, czy powinien to zakończyć i wyznać prawdę. Prawdę, która może albo zacząć nowy etap w ich życiu albo na całej linii go pogrzebać. Zebrał w sobie całą odwagę i krzyknął donośnie, by przerwać monolog przyjaciela. 

            - Kocham cię! Nie nienawidzę cię! Kocham! Słyszysz? Kocham! – po tym wyznaniu w akcie bezsilności opuścił głowę i zamknął oczy. Teraz czekał jedynie na odrzucenie, pogardę ze strony ukochanej osoby. 

            - Co? – zaskoczony Taemin otworzył szeroko oczy i ze zdumieniem wpatrywał się w rapera. Takiego rozwoju sytuacji się zdecydowanie nie spodziewał. 

            - Jesteś moim przyjacielem. Wiem, że nie powinienem czegoś takiego mówić –zbolałym szeptem wypowiadał słowa, by jakoś wytłumaczyć chłopakowi co czuje i jak jest mu z tym trudno – Nie wiem nawet kiedy zacząłem patrzeć na ciebie nie jak na przyjaciela. Przepraszam. Przepraszam, za każde złe słowo i gest. Nie potrafiłem inaczej tego zdusić w sobie. I dalej nie potrafię. Im jestem dalej od ciebie, tym bardziej tęsknię. Przepraszam za to uczucie, jakim cię obdarzyłem… – jąkał się coraz bardziej, a jego głos drżał od emocji. 

            - Przytul mnie – zażądał chłopak wpatrując się intensywnie w skulonego bruneta. Ten podniósł oczy w zdumieniu, nie będąc pewny, czy nie ma omamów. 

            - Ale… 

            - Przytul mnie i nie puszczaj. Spraw bym poczuł, że naprawdę do ciebie należę, że wcale nie śnię i ty Choi Minho naprawdę właśnie mówisz, że mnie kochasz… - nie skończył mówić, gdyż raper jednym susem znalazł się przy chłopaku i porwał w swoje ramiona. Tulił mocno do siebie jak małe dziecko, a Taemin poddawał się temu bez słowa sprzeciwu. 

            - Kocham cię – wyszeptał mu do ucha i wtulił w przemoknięte ubranie. 

            Uśmiechnął się mimowolnie wspominając ten kluczowy moment w ich związku. Wyznanie miłości, pierwszy pocałunek. Tyle radosnych chwil spędzonych już jako para. Poszedł do drzewa i wyjął schowaną kartkę razem z kwiatem. 

            „ Pamiętasz te cudowne chwile jakie ze sobą spędziliśmy? Myślę o tym codziennie, o tym jakie mnie spotkało szczęście. Wiesz o czym teraz myślę? O słodkich chwilach jakie spędziłem w twoich ramionach, o twoim idealnym ciele, o naszym ‘pierwszym razie’… Czekam na ciebie. M.” 

            - W końcu… - mruknął do siebie chłopak i odwrócił się na pięcie, aby dotrzeć do ostatniego punktu tej zabawy. 

            Wszedł do ich mieszkania. Powitała go cisza i delikatny zapach kwiatów, jakby znajdowały się ich tam ogromy. Niepewnie poruszał się w stronę salonu, było ciemno i zdawał się na swój zmysł, mając nadzieję, że na nic niepożądanego nie wpadnie. Ostrożnie otworzył drzwi i oniemiał wchodząc do środka. 

            W salonie panował półmrok, oświetlany jedynie niebieskimi świeczkami. Wszędzie porozsypywane były niebieskie kwiaty, które cały dzień towarzyszyły Taeminowi. Na środku, na białym puchatym dywanie ułożone było serce z tych właśnie roślin. Obok na kanapie siedział Minho, patrząc roziskrzonymi oczyma na swojego chłopaka. Nie był pewien, czy taki gest mu się spodoba. Gdy tylko usłyszał jak Lee wchodzi do pokoju zestresował się jeszcze bardziej. Wstał gwałtownie i podrapał się po głowie, nie wiedząc czy mina Taemina jest zadowolona czy wręcz przeciwnie, wyśmieje go za tak banał. 

            - Jesteś – stwierdził po chwili Minho – Wiem, że to trochę takie kiczowate, ale Key… 

            - … to jest piękne – wyszeptał chłopak, przerywając raperowi. Oszołomiony przyglądał się temu wszystkiemu co przygotował Choi. 

            - Naprawdę ci się podoba? Nie miałem pomysłu. Nasza rocznica – dalej niepewnie mówił.

            - Jesteś najcudowniejszym chłopakiem pod słońcem. To jest dopiero kiczowaty tekst – zaśmiał się Taemin, podszedł do bruneta i objął go w pasie, przywierając do niego. 

            - Wcale nie. Bardzo miło słyszy się takie rzeczy.

            - Pocałujesz mnie w końcu? Czekam na to od dawna… - zamruczał niezadowolony, stając nieznacznie na palcach i czekając na reakcję rapera. 

            - Mam nadzieję, że nie tylko na pocałunek – seksownie zniżył głos i uśmiechnął się perfidnie. 

            - Oj, nie mów już nic! – nie czekając na kolejną ripostę słowną, Taemin wbił się w wargi chłopaka. Aż zamruczał z przyjemności czując ich słodki smak. Rozkoszował się tą magiczną chwilą, aż zabrakło im tchu i zarumienieni oderwali się od siebie. 

            - Gra wstępna wychodzi nam perfekcyjnie – zarzucił Minho. 

            - To tylko rozbudziło mój apetyt na ciebie – tancerz przekrzywił głowę i zlustrował swojego faceta. 

            - Jestem tylko twój. 

            - Skorzystam z tego z największą przyjemnością – ponownie wpił się w jego wargi i zatracił w rozkoszy jaką one dawały. Kochał jego usta, jak i ciało, które dawało wszystko czego potrzebował…

            ***

            - Zapomniałem o prezencie dla ciebie – powiedział Taemin i sięgnął po spodnie, które pod wpływem narastających emocji i pożądania wylądowały na stole. Zabrał pudełeczko i powrócił do ulubionej pozycji, jaką było opieranie się o nagi tors kochanka. 

            - Prezent? – zaciekawiony brunet zajrzał przez ramię. 

            - Tak. Skoro dziś tak lecimy kiczowatymi prezentami, to mam taki jeden dla ciebie – podał mu pudełeczko i zmienił pozycję, tak że teraz siedział na jego udach, przodem do Minho.

            - Już mi się podoba – mruknął Choi i zabrał się za rozpakowywanie prezentu.

            Z zaciętością na twarzy otworzył pudełeczko i wyjął dwa łańcuszki z wisiorkami w kształcie połowy serca, z wygrawerowanymi literami „M.T”. Podniósł biżuterię nad swoje oczy i uśmiechnął się czule.

            - Chyba zaczynam lubić kiczowate prezenty. Piękne są – zachwycił się chłopak – Wiesz co? Wiszę Key jakiś wypad na zakupy, czy coś w tym stylu. Diva miała genialny pomysł. 

            - Mi też Kibum pomagał wybierać prezent dla ciebie – powiedział zaskoczony Taemin. 

            - Serio? Ten to ma jednak genialne pomysły. 

            - Gdzie oni w ogóle są? 

            - Wysłałem ich na całonocny maraton komedii romantycznych. Key chciał iść i zaciągnął chłopaków, żebyśmy mogli być sami.

            - Kocham cię, wiesz? 

            - Ja ciebie też, Minnie.


            THE END <3

16 komentarzy:

  1. Słodziaśnie :)
    Podoba mi się, jest w innym stylu niż twoje poprzednie opowiadania, ale to dobrze, bo czasami trzeba spróbować czegoś innego, a ja zasmakowałam i chciałabym więcej^,^ "zero wywierania presji" :D
    Co do nowego bloga, popieram pomysł, trzeba wiedzieć coś o autorze którego treści się czyta *jakby mało wiedziała* o,O
    No nic, idę spać, nie chce mi się rozpisywać...
    Sayounara ;***

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. akurat Ty to wiem, że byś poczytała ;P
      i weź zmień avatar, nawet pandę wstaw ;P

      Usuń
  2. genialne! ale brakowało takiego jednego momentu który zazwyczaj pojawiał się w wcześniejszych opowiadaniach....co do drugiego bloga to ja nie mam nic przeciwko ^.^

    OdpowiedzUsuń
  3. ekhm, czy my wszystkie sie tu wypowiadamy?;D
    Młoda,uwielbiam Cię normalnie ;* jesteś przegenialna,idealne zakończenie historii;* proszę Cię o więcej, niekoniecznie na temat Taemina i Minho ;D może jakieś inne teraz?:D spróbuj :*
    dołączę się do Z. i powiem że czekam z niecierpliwością na więcej Mistrzu ;P ;D

    OdpowiedzUsuń
  4. awwwwwww *n*

    Do tej pory wydawało mi się, że nie lubię takich słodziaszczych opowiadań. Po przeczytaniu tego zmieniłam zdanie :D Genialne :D

    kejt.

    OdpowiedzUsuń
  5. O jejuś, nawet nie wiesz jak mi się to podoba! Kocham! <3
    Na serio, nie wiem co powiedzieć! Fabuła urocza, cała akcja śliczna. Mimo, że sam shot trochę długi, to przyjemnie się go czytało. :D
    Jednak wychwyciłam kilka błędów. Mianowicie:
    "Opatulił się niebieskim puchatym ręcznikiem w swoim ulubionym kolorze." - Zdanie bez sensu. Albo "Opatulił się niebieskim, puchatym ręcznikiem", albo "Opatulił się puchatym ręcznikiem w swoim ulubionym kolorze".
    "Od tego momentu zachowywali się inaczej wobec siebie. Na początku zachowywali większy dystans wobec siebie, ale na dłuższą metę nie potrafili funkcjonować bez siebie i swojej bliskości, do której tak przywykli." - Dużo razy powtarza się "siebie".
    Oprócz tego zdarzają się jakieś błędy interpunkcyjne, ale nie będę się aż tak czepiała. :D
    Jeszcze raz napiszę, że bardzo mi się podoba, bo to moje klimaty. Z resztą - wszystko co ma happy end to mój klimat.
    Pozdrawiam i życzę weny! ;*

    OdpowiedzUsuń
  6. Rzeczywiście, mimo czytania tekstu kilka razy nie zwróciłam na to uwagi ;) dobrze, że ktoś od czasu do czasu wytknie mi błędy xD
    Co do poprawiania notek, to pewnie sie za to nie zabiorę, brak czasu niestety, ale postaram się by kolejne były bez aż tak rażących błędów ^^

    OdpowiedzUsuń
  7. Dobrze, że wygrała potrzeba napisania 2Min, bo to jest właśnie to co lubię. I jeszcze ten cały cukier wylewający się podczas czytania *_*
    Takie rzeczy to ja mogę czytać w nieskończoność. ^^

    Pozdrawiam,
    Lee Juki~

    OdpowiedzUsuń
  8. One-shot słodki, aż do bólu, ale podobał mi się. Ładnie opisane uczucia bohaterów i nawiązania do przeszłości. Jeden błąd, którego nikt jeszcze nie zauważył: "- To ty znasz Taemina najbardziej, bynajmniej powinno tak być, prawda?". Bynajmniej nie oznacza tego samego co przynajmniej, które powinno być tu użyte.
    Weny życzę i z niecierpliwością czekam na kolejne rozdziały innych opowiadań :)
    Triss

    OdpowiedzUsuń
  9. Ale słodko !! 2Min nie jest moim fav. paringiem, ale coraz bardziej lubię to czytac ^^ Fajnie się czytało, fajnie ;D czasem się zastanawiam, skąd Ty masz na te opowiadania pomysły ;p
    Wszystko pięknie ładnie, ale wiesz, na co ja tak naprawdę czekam ^^

    OdpowiedzUsuń
  10. Słooko *-* 2Min <3
    Umma się postarał Q____Q
    To było takie puszyste i lekkie. Dobrze że długie bo można było się wczuć *_* Diva jaka romantycznaa : oo Takie pomysły XD

    OdpowiedzUsuń
  11. Jak mi słodko, jak mi uroczo :D
    Kibum, ty swatko :P Nikt nie ma tak genialnych pomysłów jak Key. Co oni by bez niego zrobili? Aż strach pomyśleć... :P
    Słodki happy end zawsze mile widziany :)
    Pozdrawiam ;3

    OdpowiedzUsuń
  12. O kurde *O* słodycz wylewa się drzwiami i oknami ^.^ Nie powiem bardzo mi się podobało .. takie urocze oni są po prostu boscy no i wspaniałomyślny Key <33 Kuuurde, może nie przepadam za jakimiś romantycznymi wieczorami i tak dalej ale takim czymś w realnym świecie bym nie pogardziła. >///< Świetne :D zapewniłaś mi banan na ryju do momentu aż nie zasnę *-* Na prawdę ładnie i pięknie to wszystko wykombinowałaś żeby pokazać ich przeszłość :) Sam sukier ^3^

    OdpowiedzUsuń
  13. Kyaa *-* Jakie słodkie. Rzygam tęczą xd Podobało mi się, chcę więcej takich znajdywać :3 Kocham <3
    http://shinee-fanfic-blog.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  14. Vhucfthvgj nic bardziej sensownego nie dam rady napisac <3

    OdpowiedzUsuń
  15. Slodziaki :D uwielbiam 2min

    OdpowiedzUsuń