środa, 29 sierpnia 2012

4. Nieoczekiwane spotkanie - Part 9

    - Co za piękny dzień! - krzyknął Minho schodząc ze schodów i rozciągając swoje ramiona po spokojnym śnie.

    Jego przyjaciele z zespołu nie mogli powiedzieć tego samego. Wszyscy wyglądali jakby od kilku dni nie spali. Ich twarze były poszarzałe, włosy nieułożone i siedzieli zmarnowani na kanapie, pustym wzrokiem patrząc na telewizor.

    - Gołąbeczki co macie takie zbolałe miny?! - zapytał rozbawiony Choi.

    - Weź ciszej bądź wredny, nieczuły człowieku, który nie zauważa naszej trudnej sytuacji... - powiedział Onew a reszta chłopaków od niechcenia machała dla potwierdzenia głowami.

    - Aż tak?! Kacyk? Ojj biedne moje stworzenia... - rzucił raper śmiejąc się z nich wszystkich.

    - Zamknij się! Podaj nam lepiej wody... - prawie krzyknął Onew, po czym złapał się za głowę i spotkał z karcącymi spojrzeniami Jonghyuna i Key, którzy bezwładnie leżeli na kanapie i wyglądali jakby mieli zwymiotować.

    - A gdzie Taeś ? - spytał brunet rozglądając się po salonie, nie zauważając blondynka. Ten po chwili wyszedł z łazienki z podkrążonymi oczyma i zmierzwionymi włosami, ledwie idąc i trzymając się za brzuch.

    - Młody, co jest? Ty też na kacu? Przecież nie pijesz...

    - Minhooo... - zaskomlał i spojrzał na niego wzrokiem wzbudzającym litość, usta zaciskając w wąską kreseczkę i z trzęsącą się brodą - ... zjadłem za dużo tortu z Luhanem.

    - Hah ha ha haha haah - ryknął śmiechem trzymając się za brzuch.

    - Minho! - został zgromiony sykiem JongKey.

    - Dobrze, już dobrze robaczki. Poświęcę się i zrobię wam śniadanie. Znajcie dobroć Choi Minho - wskazał na siebie z dumą.

    - O kochany raper... masz misję na dziś również - powiedział lider.

    - Jaką...? - zapytał niepewnie, wyczuwając podstęp.

    - Minhooo! - zawołał błagalnym głosem Jinki - Muszę dziś znaleźć się u szefa. Pilna sprawa. Jakieś losowanie, czy wyjazd, czy nagroda... kurde, nie pamiętam za dużo z wczorajszego wieczoru. Proszę..? - spojrzał na bruneta nagląco.

    - Prosisz... o co? - nie bardzo rozumiał jaki on miałby w tym udział.

    - Zjawisz się za  mnie..? Proszę! To ważne. Jak kogoś od nas nie będzie to wiesz jaka będzie jatka - maślane i przekrwione oczy lidera powoli zmiękczały rapera, aż ten w końcu syknął zdenerwowany.

    - O której?

    - Za dwie godziny.

    - W wytwórni? 

    - Tak.

    - Kto jeszcze będzie?

    - Ehm...

    - ???

    - Uhm... no wiesz...

    - Właśnie nie wiem. Kto będzie? - zapytał nagląco.

    - Liderzy Juniorów i EXO.

    - Aha. Spoko.

    - Serio?! - krzyknął uradowany, podskakując na swoim miejscu.

    - Tak. Idę zrobić wam to śniadanie.

    - Kochamy Cię! - powiedzieli chórem szajniaki, oddając uwielbienie dla bruneta.

    - Wiem,wiem... - rzucił im swój olśniewający uśmiech i żwawym krokiem ruszył do kuchni.

    ***
   
    Czy cieszył się na spotkanie z Krisem? Ależ oczywiście. Z wielką chęcią zobaczyłby minę blondyna, po wczorajszej zabawie. Chłopak zapewne będzie wrogo nastawiony i na pewno niemiły, ale i tak nadal uważał, że na to zasłużył. Rozmyślał tylko jak doprowadzić do kulminacyjnej sceny ich znajomości. Bo na zwykłych 'zabawach' podobnych do chowanego nie mogą przecież zaprzestać. Zarówno on jak i Kris potrzebowali znacznie więcej. Potrzebowali spełnienia, na które pewnie mogliby liczyć gdyby doszli choć do częściowego porozumienia. Zmysłowe jęki Wu Fana z wczoraj aż za bardzo wryły mu się w pamięć i z rozkoszą przypominał sobie jego smak, głos i wszystko inne. Facet idealny dla niego. Zastanawiał się nawet, czy ten cholerny Onew nie ma racji i Minho się przypadkiem nie zakochał. I nic z jego rozmyślań nie wynikło. No może oprócz tego, że był prawie stuprocentowo pewien, że jest zauroczony w tym chłopaku. Ale na miłość jest zwyczajnie za wcześnie. Póki co ciągle się kłócili i nie mieli okazji do bliższego poznania, nie tylko takiego cielesnego. Z każdym innym raperowi by to wystarczyło. Szybki numerek, gdy ktoś okaże się wystarczająco interesujący i buum tajemnica znika i dalej nie warto się angażować. Ale z nim było inaczej. Choi doskonale zdawał sobie sprawę, że już nie chodzi mu tylko o seks. Że chciałby wiedzieć o Krisie znacznie więcej, że nawet byłby zdolny zbudować trwalszą więź. Wszystko go w nim pociągało. Sylwetka, głos, fryzura, styl, sposób poruszania i to jak mówił. I taka nutka tajemniczości, którą chciał poznać, złamać tą barierę, którą sami niepotrzebnie stworzyli.

    Westchnął cicho wchodząc do wysokiego budynku. Przystanął na chwilę z rękoma w kieszeni i wdychał zapach pustych, sztucznych ścian. Wszystko przepełnione nowością i sterylnością. Nie było tu czuć jakiejś domowej, przyjaznej atmosfery. Biało-szare ściany, dodatki, oszklone pomieszczenie. Czuł się tu obco. Mimo, że był 'wychowankiem' tej wytwórni nigdy nie czuł się tu dobrze. Nie chodzi o to, że było mu źle, wręcz przeciwnie, ale zdecydowanie nie należał do tej części świata i funkcjonowania przemysłu rozrywkowego. Aż słabo mu się robiło na myśl o tym, że mógłby siedzieć w ciasnym garniaku, za nudnym biurkiem i wypełniać stos papierów. Scena, światła fleszy, piski rozanielonych fanek. To kochał. Taniec, śpiew... To było jego całe życie. Temu się poświęcił bez reszty, wplatając jeszcze w napięty grafik przyjaźń. SHINee było oparciem w trudnych chwilach, wiedzieli wszystko. Oni mu wystarczali, a bynajmniej tak sądził do tej pory. Czy znajdzie w swoim sercu nieco miejsca na miłość? Czy warto się tak poświęcać? Doskonale wiedział, że taki uczucie jest tylko przelotne, mija z czasem i pozostawia po sobie ogromną wyrwę w sercu. Ten zimny drań, zamknięty w sobie panicznie bał się odrzucenia i bólu. Nie raz dostał kopniaka w tyłek za to, że zbyt się zaangażował. Zamknął serce na niepotrzebne uczucia, zastępując je jedynie przelotnymi przygodami, a ten blondynek jakimś cudem znalazł małą szparkę, w którą bez skrupułów się wcisnął i powoli zapełnia swoją osobą zarówno jego myśli, jak i zbolałe serce, które jakby odradzało się na nowo, poznawało lepsze rzeczy, gdzie nie ma bólu. A co jeśli to tylko coś w rodzaju znieczulenia? Bał się, że jak już odda mu wszystko, siebie, swoje marzenia to po pewnym czasie ból powróci ze zdwojona mocą, to znikome szczęście zostanie mu brutalnie odebrane i już wtedy się nie podniesie, nie będzie w stanie zaangażować się ponownie. Straci część siebie i tego co był w stanie ofiarować.

    Jego głowa była pełna takich niepokojących myśli. Nie mógł dalej zdecydować. Targały nim wątpliwości, których nie potrafił się wyzbyć. To było silniejsze od niego.

    Zamknął na chwilę oczy i wyrzucił z umysłu spędzające sen z powiek myśli. Przybrał sztuczny uśmiech i ruszył na spotkanie z resztą. Jednak niewiele go interesował ani szef ani zapewne LeeTuk, jako lider SuJu, liczył się tylko Kris. Tylko on.

    ***

    Gdy znalazł się w obszernym biurze dyrektora wszyscy już na niego czekali. Przywitał się, ale tylko Kris unikał jego spojrzenia. Uparcie wpatrywał się przed siebie, ostentacyjnie ignorując bruneta. Jednak nie uszło uwadze Minho, że gdy tylko wszedł do pokoju chłopak uroczo się zarumienił, a dopiero po chwili rzucił wściekłe spojrzenie. Choi jednak w ogóle ne przejmował się zachowaniem blondyna i bez krępacji przyglądał się chłopakowi. Oderwał od niego swój wzrok dopiero, gdy dyrektor zaczął mówić.

    - Onew właśnie do mnie dzwonił i w zastępstwie mamy Minho. Biedny załapał grypę i coś uszkodził sobie kolano po wczorajszej imprezie... - zaczął szef, a Minho spoglądał ze zdziwieniem. Nie podejrzewał Jinkiego o aż takie kłamstwo - ... jednak czas nagli, ta sytuacja ta niespodziewanie do nas zawitała, dlatego Minho zastąpi lidera SHINee. Kochani, jutro jedziecie do Tajlandii. Cała wasza trójka będzie reprezentować SM. Wiem, że to tak nagle. Czeka was fanmeeting, spotkanie z reporterami, kilka fotek ze zwiedzania, mały występ. Głównie po to, żeby rozpromować EXO - tu spojrzał na Krisa i skinął mu głową.

    - Ale ja nie mogę - powiedział LeeTuk - Wspominałem wcześniej o weselu... Mój wujek się żeni i nie mogę zawalić uroczystości...

    - Zapomniałem! - krzyknął dyrektor i przybrał myślicielski wyraz twarzy, patrząc uważnie na Krisa i Minho.

    - Poradzicie sobie sami... - zapytał bardziej siebie, niż samych zainteresowanych.

    - Jasne, dyrektorze... Przecież wiem co i jak, jak to się odbywa... Poprowadzę Krisa i spędzimy ten czas bardzo efektywnie - Minho poczuł, że to idealny moment by wkroczyć do rozmowy. Taka okazja nie zdarza się często, żeby mógł spędzić kilka dni tylko w towarzystwie blondyna.

    - Tak myślisz? - zastanowił się nad przedstawioną propozycją dyrektor.

    - Nie byłbym tego taki pewien... - zaczął Kris, jednak został zagłuszony.

    - ... Zgoda! No to szykować się robaczki, jutro rano macie samolot. Dziękuję, już was nie zatrzymuję.

    Blondyn tylko westchnął ciężko i bez słowa ruszył ku wyjściu, nie poświęcając Minho ni chwili uwagi. Choi pośpiesznie za nim wyszedł, uprzednio żegnając się z szefem i LeeTukiem, który jeszcze chwilę został w gabinecie.

    - Kris! - zawołał za nim brunet. Chłopak nawet się nie odwrócił tylko dalej żwawym krokiem szedł korytarzem.

    - Kris! - zawołał ponownie - Kriiiiissss! Albo teraz się zatrzymasz, albo mogę wykrzyczeć to co mam ci do powiedzenia.

    Chłopak gwałtownie się zatrzymał i spojrzał na niego przerażony. Potem znowu zmienił wyraz twarzy na wielce niezadowolony i w jeszcze szybszym tempie znalazł się tuż przy raperze tak, że niemal stykali się torsami.

    - Słucham - wysyczał wściekle.

    - Wybacz nie zapytałem wcześniej... - tu zrobił pauzę i wkleił na usta wredny uśmiech - ... jak się wczoraj bawiłeś?

    - Uhm... mógłbyś trochę poćwiczyć w obciąganiu, nie bardzo ci to wychodzi - powiedział wrednie i prawie niezauważalnie musnął usta bruneta. Ten na chwilę zdębiał i nie wiedział co powiedzieć, dodatkowo był z lekka oszołomiony subtelnym dotykiem jego warg. Po dłuższej chwili wpatrywania się w czarne tęczówki odzyskał nieco animuszu. Zbliżył się jeszcze bardziej do Krisa, teraz ich klatki piersiowe przylegały do siebie ściśle.

    - Skoro tak mówisz... następnym razem poćwiczę jeszcze na tobie, aż dojdę do perfekcji... - przerwał, po czym wpadł mu do głowy iście szatański pomysł - ... a może, skoro uważasz, że mi czegoś brakuje to pobawiłbyś się w nauczyciela... hmm?

    - Następnym razem...?

    - Uhm, tak nawet szybciej niż się spodziewasz... - powiedział seksownie, zagryzając wargę i nie zrywając kontaktu wzrokowego z blondynem.

    - Będę czekał z niecierpliwością, aby cię podszkolić... do zobaczenia jutro, czeka nas bardzo pracowity czas z Tajlandii razem - Kris uśmiechnął się mrużąc lekko oczy i odszedł zostawiając osłupiałego Minho samego.

    Brunet zmarszczył brwi i dogłębnie analizował słowa chłopaka. " Z niecierpliwością", "podszkolić", " Tajlandia". Raper otworzył szeroko oczy jaki i usta w niemym krzyku radości. Dalej nie mógł uwierzyć, że to co słyszał jest prawdą. Powoli zaczął się również gubić w tym wszystkim. Zaczęli od niefortunnego zapoznania, po okres nienawiści do siebie, potem jeden wieczór, drugi, ciągła szarpanina i nagle RAZEM w TAJLANDII!!! Sam mu powiedział, że będzie czekał z niecierpliwością.

    - Ha!  - krzyknął wesoło podnosząc rękę w geście zwycięstwa.

    Już nie mógł się doczekać, kiedy zakosztuje tego słodkiego, niedostępnego i twardego (taa, wiem jak to brzmi, ale nie mogłam się powstrzymać przed użyciem tego słowa, jak czytałam wywiad, w którym Krisus sam siebie tak określił, znaczy o charakter chodziło... chybaaa... ^^) blondyna. Mnóstwo scenariuszy już teraz przychodziło mu do głowy, jego mary senne w końcu się ziszczą. Ale czy rzeczywiście chodziło tylko o zaliczenie, czy zależało na ciele... tego nadal nie potrafił stwierdzić. To było zbyt dziwne jak dla niego. To nie były uczucia dla niego, zimnego, oschłego człowieka. Może Onew ma rację...? Może to miłość? Zakochanie... Przyspieszone bicie serca, które nie jest związane jedynie z pożądaniem, ale z tym jakże niekomfortowym dla Minho jakimkolwiek uczuciem. Miał nadzieję, że okaże się to niebawem... w Tajlandii...

......................................................................
Wyjątkowo dziś na koniec zostawiam komentarz. 
Najpierw przepraszam, bo part miał wieczorem być... no jakoś nie wyszło... xD ale to dlatego, że coś skutecznie zajęło moją uwagę i  nie mogłam się opędzić od... MATKO! Wyszedł Division The GazettE... Zawał na miejscu jak zobaczyłam, że mogę ściągnąć album. Jednak przeżyłam szok jak zobaczyłam teledysk do tego --> http://www.youtube.com/watch?v=wFBi2fAIhaY  Szok i to mało! Już nie mogę się doczekać jak zobaczę tłumaczenie do tej piosenki *_*
Co do rozdziału... Już niebawem kończymy Moje Drogie Czytelniczki tą partówkę. Piszę właśnie końcowy rozdział... bardziej lub mniej pikantny, przesycony kolejnymi podtekstami... <tak,tak spoileruję i nakręcam, żebyście czekały ze zniecierpliwieniem na rozdział> ;P 
Coś polubiliście Teasia i Luhana i w związku z tym dodam mały bonusik po 10 parcie w nimi w rolach głównych :> 
Ehmm... Co tam jeszcze... Póki co będę pisać one-shoty, chyba że mnie piorun trzaśnie i nagła wena nawiedzi na pomysł z jakąś dłuższą partówką ;)
No to tyle na dziś... 
Dobranoc ;* I dziękuję za wszelkie komentarze xD

5 komentarzy:

  1. awww już się nie mogę doczekać jak polecą do tej Tajladnii! ;D

    OdpowiedzUsuń
  2. Zgadzam się z Kaeru, ja również nie mogę się doczekać ich wyjazdu do Tajlandii. *-*

    OdpowiedzUsuń
  3. Ooo, już będziesz kończyła ? T__T A tak miło mi się czytało to opowiadanie. Ale cóż, nie można ciągnąć w nieskończoność, prawda? Jak dziewczyny powyżej - nie mogę doczekać się Tajlandii. Jednak jeszcze bardziej ( taaaak, fanka Tae ) tego zapowiedzianego bonusika ^^
    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  4. Świetne jest, swiom dopiskiem zrobiłaś mi smaczek na ostatni part, za który zaraz się biorę ;)

    OdpowiedzUsuń